Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
55. HP i Kraina Czarów 1/2
55. HP i Kraina Czarów 1/2 (21.01.2010, 14:08)
Dla odmiany dziś zabieramy się za bloga prowadzonego przez aŁtorkę płci męskiej. Mhroochny Harry w Krainie Czarów... to znaczy w Krainie Śmierci. Miłego czytania!

Analizowała: Miss Derisive

Czasami zazdroszczę innym ludziom. Za ich beztroskę i za to że nie są obciążeni przez przeznaczenie.
I zdarza im się znać gramatykę.

W dodatku moi domniemani sprzymierzeńcy zamiast mi pomóc starają się mnie trzymać w złotej klatce i wmawiać mi że wszystko jest dobrze i tylko napomykając o tym że mam pokonać najsilniejszego czarnoksiężnika świata.
”W dodatku ukradli mi wszystkie przecinki!”

A jak mam to zrobić? Pijąc cherbatkę i ukrywając się będę mu mógł cokolwiek zrobić?
Zawsze możesz pić kaFę albo ziUłka.
[Chyba że to będzie superherbatka od Snape’a!]


Dyrektor. Ten człowiek. Nie! Namiastka żałosnej formy życia.
Przebrzydły pierwotniak. Obmierzły pantofelek. Plugawa ameba.

Skończony idiota. Rządzi bandą idiotów.
Prawie jak demokracja.

Okłamywał mnie odkąd pamiętam. Decyduje za mnie gdzie mam mieszkać.
A w Hogwarcie to nawet ustala jadłospis! Cóż za reżim!

Przez tego idiotę straciłem moją jedyną rodzinę.
Czy aŁtor zna tylko to jedno wyzwisko? Ta dzisiejsza młodzież jest taka niewyedukowana.

Przyjaciele. Już są wiernymi sługami Trzmiela. Jak by się ze mną nie przyjaźnili to dyrektor nawet by się nimi nie zainteresował. Przecież dla niego byliby nic nie wartościowymi uczniami.
”I powinni mi być za to wdzięczni!”

Przez nich wpływał na mnie!
Te długie godziny, które Ron i Hermiona spędzali w gabinecie Dumbledore’a... Te rozmowy od serca... A nie, przepraszam, to Harry.

Był poranek. Słońce właśnie zaczęło przedzierać się przez zasunięte brązowe zasłony w najmniejszym pokoju w tym domu.
Jedyny Słuszny Początek.

Wyszedł z pokoju i gdy był już na schodach gdy cała konstrukcja zatrzeszczała.
Dursleyowie mieszkali w drewnianej chatce rodem ze skansenu.

Zanim zdążył się odsunąć Dudley go popchnął. Potter przeleciał przez całą długość schodów i uderzył głową w ścianę.
Dudley przejął moce Supermana. I nosił majtki na spodniach.

Było ciemno. Sufit znajdował się strasznie wysoko. Gwiazdy były doskonale widoczne.
Pod sufitem mieściło się pięć galaktyk.

Na samym stał piedestał. Nad nim unosiły się dwie bronie. Jasny, prawie że biały miecz dwuręczny i czarna z dodatkami fioletu połyskująca chęcią mordu katana.
Po raz kolejny kije-samobije?

Wogule nic nie usłyszał jak osobnik podchodzi.
Jego uszy nagle wypełniły się ogłuszającą ciszą.

-Kim jesteś?
Osobnik był wysokim, bladoskórym mężczyzną. Jego gładkie czarne włosy opadały na ramiona. Brązowe, bystre oczy patrzyły z zaciekawieniem na chłopaka.
-Ja? Nazywam się Velarius Valar.
Liczba liter „v” w imieniu i nazwisku powinna podpowiedzieć, jak bardzo jest mhroochny.
[Valar? Jeden z bogów u Tolkiena?]


-Dziwne imię- Velarius uśmiechnął się. Oczy Harr'ego błysnęły. Zęby Valara były dłuższe niż zęby człowieka.
-Jesteś wampirem- Lekko się cofnął.
Albo półrekinem.

-Dlaczego się mnie boisz? Tylko dlatego że nie jestem człowiekiem? Typowa reakcja. Ludzie boją sie nas ponieważ jesteśmy dla nich zagadką.
Nienawidzą nas tylko dlatego, że napadamy na nich i wysysamy ich krew! Rasiści!

Dość krzywdzący stereotyp mówi że mieszkamy w trumnach, nienawidzimy ciepła, nie jesteśmy zdolni do uczuć.
W społeczeństwie, w którym dominują zmarzluchy, zimnolubni są traktowani jak wyrzutki.

-To nie są zwykłe miecze. Są to legendarne miecze braci Veru. Dawna legenda mówi o tym że byli to bracia niezwykle się kochający.
*mruczy do siebie* Nie powinnam była czytać tych twincestów...

Niestety wybuchła wojna. Jeden z braci miał zamiłowanie do pomocy innym i jego miecz to ten biały. Symbolizuje on magie biała, lecznictwo, i magie defensywną. Drógi z braci miał jednak zamiłowanie do mrocznych sztuk. Jego miecz reprezentuje magie destrukcji, czarną i nekromancję.
Czyli „zabij ich, a potem ich wskrześ”? Grunt to konsekwencja.
[Przynajmniej ofiary do zabijania nie skończą się za szybko.]


Ich zamiłowania jednak nie przeszadzały im się wzajemnie wspierać. Razem byli niepokonani.
Jeden ranił, drugi leczył. Nawzajem dostarczali sobie klientów.

Zawsze tam gdzie walczyli gineli ludzie.
Niezwykłe.

Żeby temu zaradzić pewien człowiek, ich przyjaciel zgromadził ludzi, odprawił potęzny rutuał wiążący i zamknął ich dusze w ich własnych mieczach. Tylko tak mogli powstrzymać nieuchronną zgube ludzi. W tych mieczach mają przebywać i żałować przez całe istnienie naszego świata.
-Och ale to straszna historia.
Harry z niepokojem rozejrzał się za swoim ukochanym kocykiem.

-Tak. Ale można złagodzić ich męki. Dlatego szukam 2 osób, teraz już jednej żeby przejęły moce Braci i pokonały Zło i Grozę która powoli ogarnia nas w swych odmętach.
I powstrzymały inflację.

Nawet nie wiesz, że masz w sobie tę moc. No ale skąd masz wiedzieć? Dumbledore by ci słówka nie pisnął na ten temat. On potrafi tylko gadać.
To ma sens, no nie?

A teraz wybierz miecz, uformuj swoją moc i przelej ją do miecza. Po prostu podejdź do piedestału i wyciągnij rękę, wymów słowa które jeden z Braci ci podsunie do umysłu i skup się na mocy.
-Dobrze.
”A może chcecie jeszcze zawładnąć moją duszą?”

Potter podszedł do gładkiego marmuru przeplatanego szafirem.
Robótki ręczne lepsze niż koronki z Koniakowa.

-Helgrind- to było słowo jednego z braci.
-Helgrind!- krzyknął Harry. Oczy Velariusa zwęziły się. On wiedział co to słowo znaczy. Ale dlaczego akurat to?
Bo „marakuja” nie brzmiałaby tak dobrze.

-HELGRIND!- krzyknął Harry. W głowie mu się lekko kręciło. Podniósł głowę do góry. To był bardzo dziwny widok.
Głowa oderwała się od szyi i lewitowała parę metrów nad ciałem.

Wygłądało na to że jakaś gwiazda mknie w ich stronę. Była coraz bliżej.
Aż jej temperatura sprawiła, że ścięło się białko i Harry padł usmażony.

Wstrząs zdolny wysadzić pół miasta wsiąkł w niego.
Wsiąkający wstrząs, taa?
[Dopiero po chwili uświadomił sobie, że to atak padaczki. Na ratunek było jednak za późno...]


Powoli tracił ostrość obrazu.
Harry, włóż te okulary, kretynie!

Ostatnie co słyszał to zdanie.
- Witaj władco mroku, mistrzu cienia.
I Książę Przepalonej Żarówki.

Krzyki. Pełne przerażenia. Co za dziwni ludzie. Człowiekowi wyspać się nie dadzą.
Ach, ci sąsiedzi.

Och, ale mnie wszystko boli. No tak nie ma się co dziwić, przecież mnie gwaizda "potrąciła".
Na szczęście zatrzymała ją policja galaktyczna i spisała numery rejestracyjne.

Zaplątał się w prześcieradlo.
- Kurdę. Co to ma być. Skąd oni to prześcieradło wzieli? Z Rosji czy co?- Powiedział wkurzony Harry.
Rosyjskie, mordercze prześcieradła *kwik*

Biel. Białe zasłony. Biała podłoga. Biały sufit.
Bezklamkowe drzwi.

-A więc stało się jestem w wariatkowie.- Powiedział całkiem poważnie Harry.
Ja też nie żartuję.

Do jego pokoju wsypali się ludzie. Ogrom ludzi.
I udusili go.

potter myślał że mu uszy odpadną. Stanie taki mikofon i chuknie do ucha.
Mikofony to minerały wydające dźwięki.

Już mial obok swojego boku Rona i Hermionę.
-Och Harry tak się martwiliśmy. Myśleliśmy że się nie obudzisz. Gdyby nie twój kuzyn cię tu nie przyniósł pewnie byś umarł.
”Gdyby ktokolwiek inny powstrzymał się od przyniesienia cię tutaj, Harry, już byśmy rozsyłali zaproszenia na stypę.”

Za ściany dobiegł krzyk Trzmiela.
-JAK TO ON MOŻE BYĆ CHORY PSYCHICZNIE!! ON NIE MOŻE BYĆ INNY. ON MUSI URATOWAĆ....-Tu dyrek postanowił milczeć.
”... Hogwart od kryzysu finansowego” – dodał w myśli.

Ta "subtelna rozmowa" wyprowadziła Pottera z równowagi. Już miał wyjść z łóżka ale Moody go powstrzymał.
-A gdzie dzidziuś chce iść.-Harry Pomyślał że go szlak trafi.
A tu – niespodzianka! – spadła na niego autostrada.

-A co mi zrobisz.... przecież ty jesteś cofnięty w rozwoju...-To było za wiele dla Pottera. Okna zaczęły drżeć.
-Co się tu dzieje?- To dyrek wpadł do sali.
Było za późno. Okna same zostały zniszczone. Z głośnym trzaskiem na suficie zaczęły tworzć się rysy. To dlatego że wokół ciała Harr'ego zaczęły się zbierać fioletowe błyskawice. Błyskwice utworzyły wkół chłopaka szczęlną kopółę. Wszyscy patrzyli na to z przerażeniem.
-ŻE JA DO JASNEJ CHOLERY JESTEM PSYCHICZNY! SPÓJŻCIE NA SIEBIE. SAMI JESTEŚCIE WALNIĘCI!
Wybijanie okien jest jawną oznaką zdrowia psychicznego.

Błyskawice skupiły się wokół ręki Pottera tworząc rękawice.
A w następnym sezonie będą modne szaliki z chmurek.

Zamachnął się i uderzył Moodego. Ciął go poziomo w brzuch. Wnętrzności zaczęły się wylewać z jego ciała. Magiczne oko aurora wypadło i potoczyło się w kąt.
Musiał przeciąć jakąś linkę, na której się trzymało.

Siedział w jakimś ciemnym miejscu. Wilgoć. Pleśń. Kapiąca woda. Był w jakiejś celi. Obok spoczywał kościotrup.
To dziwne, uznał. Nie przypominał sobie, żeby przychodził do zamku strachów w wesołym miasteczku.

Od aŁtora:Ale wam skompromisuję te zaległe rozdziały więc dodam jescze jednego.
Słownik trudnych wyrazów dziecię posiada?

Potter wzdrygnął się. Dementor.
-Och nie.......- Był w Azkabanie. W tym więzieniu. W tym okropnym więzieniu. To koniec pewnie mnie już osądzili jak byłem nieprzytomny.
To był proces w tempie ekspresowym. Nawet Anna Maria Wesołowska takich nie ma.

Ale wracając do tematu. JA TU ZGINE!!!. Hmm ale to nie byloby takie złe.
*brecht*

Zostawić ten niewart pomocy świat.
”Dobra, sami tego chcieliście. Zabijam się. Zabijam, mówię! Czy ktoś mnie słyszy? Halo! Nie chcecie mnie powstrzymać?”

Hej co jest. Dementorzy na mnie nie działają. Hmm dziwne przecież zawsze byłem wrażliwy na ich moc. Skąd więc ta zmiana?
Popsuły się.

Rozejrzał się po coli.
Butelka nie dała mu spodziewanych odpowiedzi.

Brudna, zimna, i co najgorsze posadzka była czerwona. Czerwona od posoki.
Słownik języka polskiego uprzejmie wyjaśnia, że posoka to „krew rannej, grubej zwierzyny”. Zarząd Azkabanu często wynajmował swoje cele mającemu siedzibę po sąsiedzku Związkowi Rzeźników.

Od krwii. Od krwii wielu ludzi. Skrzepła tworząc makabryczny obraz.
Nawet współcześni abstrakcjoniści nie wymyślili tak okropnych obrazków, jakie dało się zobaczyć w krwi.

Co chwila z każdej strony dobiegały krzyki tysięcy ludzi. Tortury. Tortury w wykonaniu ministerstwa. Tortury gorsze niż sam Voldemort.
Specjalnie oddelegowani kaci kazali skazańcom wypełniać formularze i czytać prawodawstwo w zakresie finansów publicznych.

Harry skulił się w kącie. Więc to koniec. Cały jego optymizm legł w gruzach. Zginie sam.
Myślałam, że śmierć „nie byłaby taka zła”.

Ale czy tak naprawdę miał kiedyś przyjaciół.
Nie. I nikt go nie rozumiał.

Jedyny człowiek na którym mu zależało był Syriusz.
A niejedyna rzecz, której nie umiał, była gramatyka.

A Syriusza już nie ma. Nadzieja na lepsze życie umarła wraz z nim. I już nigdy nie usłyszy jego śmiechu. Śmiechu przypominającego warknięcie psa. Już się do niego nie przytuli, nie wyżali.
Już nigdy nie będzie mógł mu powiedzieć „W ogóle mnie nie rozumiesz!”

Vel. Już mu nie pomogę w jego misji. Już go nie poznam.
”I ta piękna blondynka, którą na pewno spotkałbym dzisiaj na ulicy, gdybym nie siedziała w tej celi. Nigdy się z nią nie umówię!”

-Ależ poznasz.- Z zielonego dymu wyłonił się właśnie Vel.
-Co ty tu robisz?- Spytał się zdumony Harry.
-Jestem tylko wizją, złudzeniem. przyszedłem ci coś przekazać.
”Cześć, jestem wytworem twojej chorej wyobraźni. Porozmawiajmy!”

-Trzmiel wraz z swoim zakonem i ministerstwem orzekli że jesteś niebezpieczny dla otoczenia i postanowili odesłać cię na tamten świat.
-Kiedy?
- Za godzinę..
No i wszystkie problemy z głowy.

-Słuchaj. Wybrali nieodpowiednią formę unieszkodliwienia cię. A mianowicie pocałunek dementora...
-Co?? Będę roślinką?? Super.
”Zawsze chciałem odżywiać się przez fotosyntezę!”

-No daj mi skąńczyć. Nie zauwarzyłeś że demontorzy na ciebie nie działają?
-No cóż, faktycznie nie.
Harry gra na kodach!

-Wiesz że jesteś panem mrocznej magii i nekromancji?
-Coś urywki mi w głowie...
Harry często zaglądał Dudleyowi przez ramię, kiedy ten grał w „Heroes”.

-Więc wiesz że demontorzy to nie naturalne istoty? Zostały stworzone w laboratoriach ministerstwa.
Eksperymenty genetyczne?

Demontorzy to czysta czarn magia. Dla pana nekromancji i czarnej nie stanowią już zagrożenia. Twój mrok odbija ich mrok.
Bo twój mrok jest mroczniejszy niż ich!

Twój jest potężniejszy. Są dla ciebie nieszkodliwi. Więc gdy cię pocałują, owszem wydrą twoją dusze z ciała ale nie bedą mogły jej pochłonąć. Takie dusze są zwykle wyrzucone i latają po całym świecie.
”Dziady” część druga?

Ja teraz nauczę cię pewnego zaklęcia i ty będziesz musiał je wymówić gdy będziesz tylko duszą.
Brak ust może tu stanowić istotną niedogodność.

Spowoduje ono otworzenie niewidoczego dla innych portalu i przeniesie cię do mojej posiadłości w Krainie Śmierci.
Nie, Harry, nie umrzesz, tylko przeniesiesz się do Krainy Śmierci. To absolutnie nie to samo.
[A ciało prześlą mu pocztą?]


Tam dokąńczysz trening i przybierzesz nową formę. Spotkasz też swojego kompana. Władcę Białej Magii.
I koleżankę, królową Elżbietę.

Przesuwające się korytarze. Takie same jak inne. Wilgotne i zimne.
Norma.

Aurorzy uprzykrzli mu życie jak tylko mogli. Przed schodami go popychali, a on staczał się na dół.
Żaden z aurorów nie zauważył tej symboliki.

Byl pewny że miał złamane co najmniej sześć żeber.
Stwierdzał to z chirurgiczną precyzją.

O sińcach i rozcięciach nie wspominawszy. Powoli krztusił się krwią. Już by skonał ale oni leczyli go za każdym razem. I tak w kółko. Powoli jego organizm tracił siły. Ciągłe leczenia nie służyło dobrze.
Prawie jak w Polsce: służba zdrowia tylko pogarsza sprawę.

Schodzili coraz niżej. Tam jak się domyślał Potter miało być zebranie wszystkich członków ministerstwa, zakonu feniksa i paru ważnych osobistości.
Plus paru gapiów, którzy wylosowali bilety w konkursie „Proroka Codziennego”.

Czyli mam być dla nich rozrywką. Na czym ten świat stoi.
Egzekucje były widowiskiem już od starożytności. Dopiero ostatnio ludzie stwierdzili, że to niehumanitarne i poprzestają na filmach, w których wnętrzności ścielą się gęsto.

Ból. Ciągły ból. Ból w Azkabanie.
I samotność w sieci.

Wielkie mosiężno dębowe drzwi. Wykańczane srebrem.
Prawdziwie mroczne drzwi muszą zawierać w sobie przynajmniej trzy rodzaje materiałów.

Napis głosił SPRAWIEDLIWOŚĆ ZOSTANIE SPEŁNIONA. Też mi sprawiedliwość. Sprawiedliwość poprzez śmierć.
Oko za oko, nos za nos, czy jak to tam było.

Pośród twarzy dostrzegł wściekłe spojrzenie jego dawnych przyjaciół. Czyli mi nie wybaczyli. A zwisa mi to. I tak o mnie zapomną za pare lat.
No, najwyżej za sześćdziesiąt lat, kiedy dostaną Alzheimera.

Tak kąńczą umarli.
Niektóre błędy ortograficzne są wręcz fascynujące.

Knot zaczął przmowę.
-Dziś zebraliśmy się tu by pomścić naszego przyjaciela, człowieka który zawsze pomagał słabszym, niezastąpionego aurora Alastora Moodego. Został on okrótnie zamordowany przez tego ogłupiałego psychicznie Harolda.
Harold Potter, Borze Liściasty...

Nie będzie to zwykły pocałunek jednego dementora. Będzie co zbiorowy, mentalny pocałunek wszystkich dementorów w Azkabanie.
Mentalny pocałunek... *bez komentarza*

Poczół mentalne ukłucie.
Prawie jak duchowy hipopotam.

Heh dobrze że Vel mówił coś o mojej przyszłej postaci. Mam ponoć być kimś innym. Ze starą świadomością. Ale z innym ciałem.
Jakim?
[Takim, jakie znajdą na składzie.]


Zaczął szeptać zaklęcie.
-Memento mori verlax augi lextus helgind mefisto corex abden.
I carpe diem.

Poczół ogromny bół.
Dostał bułą w głowę.

Cały Azkaban śmiał się zimnie.
I chichotał cieple.

Ostatkiem sił rozejrzał się po sali. Same pogardliwe uśmieszki. A jednak nie. Na samym środku siedzieli Malfoyowie. Draco wydawał być się przygnębiony. Dziwne. Naprawdę dziwne. Malfoy się o mnie martwi.
*snuje mnóstwo teorii na ten temat*

Zatrząsł się w spazmach bólu. Zerknął na nogi. Na jego ciele zaczęły pojawiać się czarne wzory. Ten symbol zaczął się przemieszczać po jego ciele.
Nie wiedział, że występuje w reklamie „Bounty”.

Wraz z jego ruchem jego dusza zaczęła opuszczać powoli i boleśnie ciało. Nagle odkrył że patrzy na swoją powłokę cielesną. Unosił się w powietrzu. Jego stare ciało powili rozpadało się w pył.
Przyspieszone rozkładanie się czy automatyczna kremacja?

Fiolet. Fiolet błyskawicy. Moja moc.
A dostał moc różu w pakiecie?

Hmm, nigdy nie myślałem że będę panem mroku.
Nie żartuj! Naprawdę nie chciałeś zostać Władcą Ciemności, jak byłeś mały?

Zgodnie z wyobrażeniami ludzi o mnie powinienem b dobrym rycerzykeim z serduszkiem na tarczy, obrąńcą przed złem.
I powalałby wrogów mocą miłości.

Ciekawe ile jeszcze będę leciał przez ten portal? I właśnie w tej chwili poczół pod swoimi stopami oparcie. Szum liści. Przyjemny dźwięk lasu. Znajdował się na dużej polanie.
Zaraz potem spadła na niego Alicja i razem ruszyli na podbój Krainy Czarów.

Niebo bez chmór.
Bez chórów anielskich.

Na środku polany znajdował się domek. Dość niski.
Pewnie na kurzej nóżce.

Budowa wskazywała na to że jest delikatny.
Bo z piernika.

Wszedł i zobaczył że nie jest sam. Przy stole siedziała dwójka osób.
-Och, jesteś nareszczie Harry- To był Vel. Uśmiechnął się do niego przyjaźnie. Druga osoba zdjęła kaptór. To był.... Draco.
- O, ty też znalazłeś to przejście do Krainy Czarów? – zdziwił się Malfoy.

-Taak. Draco jest panem białej magii....
Platynowej, rzec by można...

-No wiesz, wspominałem że będziesz miał inne ciało co?
-No taak. Zapomniałem. Masz może lustro?
Vel z uśmiechem machnął dłonią i przed "Potter'em" pojawiło się lustro.
Harry aż usiadł z wrażenia. Wygłądał zupełnie inaczej. Krótkie postrzępione, czarne włosny, czarne tęczówki, blada skóra.
Czarne włosy? No, rzeczywiście totalna metamorfoza. Jakby wyszedł z „Chcę być piękna”.

Był doś wysoki. Ale o muskułach nie miał co pomarzyć.
I starannie wymodelowane mięśnie, które posiadał do tej pory, poszły się paść.

Harry ciągle patrzył na swoje odbicie. Nawet tak źle nie wyglądam. Teraz w Hogwarcie mnie nikt nie pozna. Hmm, to będzie ciekawe. Zacząć od nowa wszystko.
- Więc zaczne od początku. Nazywasz się Varlox. Luis Varlox.
No nie! Jako bohater Harry zasłużył przynajmniej na trzy „x”. Albo przynajmniej dodatkowe „v”.

-Że co proszę??-Totalny szok.
-No co? Sam wybierałem- Zarechotał Malfoy.
Malfoy współpracował z ekspertami w programie: „Extreme Makeover: Potter Edition”.

-Uważaj. Bo mi coś zrobisz mroczku..-Ta uwaga sprawiła że Vel zaczął kaszleć.
Miss D. też...

-Odezwało się nasze słonko- Teraz w oczach Draco zaczęły płonąć ogniki.
-Ale na serio to ty jesteś moim rycerzykiem w lśniącej różowej zbroi Malfoy.
Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. U obydwu pojawiły się ich miecze.
Czystokrwisty Malfoy ucieka się do mugolskichh sposobów? Żenada...

-Cofnij to co powiedziałeś Potter! Bo ci te słowa wytnę z gardła.
-Chciałbyś. Przecież Dracuś mi nic nie może zrobić tą swoją żyletką.
Emo-Draco!

Pojawiły się pierwsze iskry. Dwa miecze napierały na siebie z wściekłością. Nie przeszkadzało im to że nie umieją zbytnio posługiwać się bronią.
Co za różnica: ranić przeciwnika czy siebie. Ważne, żeby było dużo krwi.

Na klindze miecza Harr'ego pojawiła się fioletowa aura, za to na mieczu Draco niebieska.
Prawie jak „Gwiezdne wojny”.

-No wiesz trochę nas...... poniosło.-Zaczął się tłumaczyć Harry.
-Poniosło.... Poniosło!? Rozwaliliście mi cały dom z najbliższą okilicą i wy mówicie że was "trochę" poniosło.
Jakby rozwalili pół Wielkiej Brytanii, to można by powiedzieć, że bardzo ich poniosło.

Wampir wyciągnął z kieszeni czerwony rubin, po czym wyrzucił go w powietrze.
-Archiment meivo drakan.
Rubin zajaśniał mocniej. Jarzył się teraz jak wielka czerwona gwiazda. Nagle energia w nim zawarta wybuchła. Gdy pył opadł oczom Pottera ukazał się całkiem nowy dom.
Musieli w tym maczać palce polscy budowlańcy.

-Jak to zrobiłeś?
-To było zaklęcie w Starszej Mowie. Ta magia wymaga szafirów, klejnotów, rubinów, srebra, złota.
Nic dziwnego, że obecnie mało kto jej używa. Chyba że wynajdą Magię Plastiku.

Zaklinasz w kamień cząstkę swojej magi, i gdy chcesz możesz urzyć jakiegoś zaklęcia. Ta magia jest potężniejsza od zwykłej magi czarodzieji. Można nią dokonać rzeczy potężniejszych.
Zawsze wiedziałam, że pieniądze to władza.

No ale trzeba się nauczyć Słów.
I Pisowni.

Harry wszedł do swojego pokoju. Niskie łóżko z szarą pościelą. Jedno, duże okno przez które wlewała się księżycowa poświata. Parę mebli i drzwi do łazięki.
”Łazięka” to łazienka, która mieści się we wnęce. Cóż, warunki są, jakie są, ale i tak dobrze, że nie musi biegać do wychodka.

Luis rzucił się na łóżko w ubranniu i odrazu zasnął. Pewnie dlatego że dziś użył dość zaawansowanej techniki. No ale on o tym nie wiedział.
Używanie zaawansowanych technik zdarza się tak mimochodem. Ot, czekasz na tosta, a przy okazji niechcący powodujesz zniszczenia jak po tornado.

Na środku pokoju stały dwie osoby. Dumbledor i....... Ron Weaslay.
-Czy ty Ronaldzie Weasley przysięgasz bronić i pomagać stronie dobra do śmierci?
-Przysięgam.
- To możesz się pocałować.

-Czy zgadzasz się na Rytułał Naznaczenia.
-Zgadzam się.
I w tym momęcie cały zakon uniósł różdżki i skierował je na Rona.
-AVADA KEDAVRA!- Zielone światło otuliło szczelnie Rona.
I tak się tworzy Wybrańców. Niedługo Dumbledore rozpocznie masową produkcję.

Zrobiło się ciemno. W ciemności błysnęły oczy. Zielone oczy. Oczy o kolorze Avady. Oczy nowego wybrańca. Oczy nowego pionka dyrektora.
Albus miał słabość do zielonookich chłopców.

Harry( imienia Luis zacznie używać jak wróci do realnego świata) zaczął już trening o piątej rano.
A do tego czasu postara się wcisnąć do imienia parę mrocznych liter.

Vel podkradł się do niego i.... Harry musiał się potem suszyć. Trwał właśnie jego pierwszy trening walki bronią białą. Dookoła sypały się iskry.
A Vel oblał go wiadrem wody i zbroja momentalnie zardzewiała.

- No dobra słuchaj jest coś co muszę ci powiedzieć- Zaczął Vel gdy Harry się już podniósł- Wiesz że ty masz predyspozycje żeby zostać najlepszym czarnym magiem. Widzisz ja nie za bardzo się w tym wyznaje, znam tylko parę zaklęć i nie będe mógł ci reszty pokazać. Będziesz musiał sobie sam poradzić. W tym celu udasz się na północ tej krainy do Zakonu Cierni i tam dokończysz szkolenie.
Albo do Zakonu Małych Kwiatuszków Bezustannej Irytacji. Byleby brzmiało mrocznie.

- No dobra, a właśnie miałem się zapytać gdzie jest Malfoy?
- On?? Udał się już na południe do Zakonu Blasku.
I dziwić się tu, że Dumbledore musi walczyć o przyrost naturalny, jak czarodzieje tyle zakonów mają...

- No dobra to zaczynajmy. Żeby rzucać jakiekolwiek zaklęcie musisz włożyć w nie określoną ilość mocy.
Coś jak zbieranie punktów w Carrefourze?

- Dokładnie. Teraz nauczę cię dość przydatnego zaklęcia czarnej kuli. Tworzysz kulę, jej wielkość jest zależna od mocy, i nią rzucasz.
Tak jak gra w kręgle?
[Ale w stylu DragonBalla.]


Im więcej mocy tym większe będą zniszczenia. Formułka to po prostu "czarna kula".
A co? Łacina popadła w niełaskę?

Harry zaczął się skupiać.
- Czarna Kula
Poczuł jak coś owiją mu się wokół ręki. Cała jego dłoń była... czarna. Pojawiły się na niej fioletowo czerwone runy.
I tak powstają czarodziejskie rękawiczki.

- To dość nietypowe. No ale skoro mówimy o tobie... To zdaje się było połączenie twoich trzech mocy.
Dwie dodatkowe moce Harry dokupił na ebay.com.

Harry zamachnął się i rzucił. Czarna kula pomknęła w stronę drzewa. To co się stało potem wstrząsnęło obydwoma.
- Vel... ten las to był ci potrzebny?- wyjąkał Potter.
Kula zmiotła nie tylko to wskazane drzewo, ale wszystkie wokół niego w odległości 15 metrów.
No to teraz będą mieć mnóstwo problemów z władzą i ekologami.

Ron właśnie miał trening. Musiał przecież jakoś pomóc w obronie przeciw Voldemortowi. Brał właśnie zaklęcia tarczy z dziedziny kopułowej.
Tarcza kopułowa? Ki diabeł?



Znudzona Pszczoła (25.01.2010, 21:54)
brak www
Już pani Rowling zrobiła z Pottera gwiazdę w stylu "jestem-wspaniały-i-wszystkich-uratuję-bo-jest-o-mnie-przepowiednia", ale aŁtor (sic! a myślałam, że ałtorkizm dotyka tylko rozchichotanych 13-latek. Jak widać choroba nie wybiera...) zrobił z niego boCHatera jeszcze większego kalibru. Biedny kanon...
Gratulacje - prawie nie mam siły podnieść się z podłogi!

Mirveka (25.01.2010, 11:50)
brak www
Kolejny raz ktoś robi z wybrańca jeszcze większego wybrańca. Biedny Harry, ani chwili spokoju!

kura z biura (24.01.2010, 21:33)
brak www
>Błyskwice utworzyły wkół chłopaka szczęlną kopółę.

I zaczęły kopÓlować...

Booorski było, borsko i lesiście!

Buhah (24.01.2010, 19:34)
brak www
To było genialne!
Popłakałam się xD.
Na reklamie Bounty najbardziej xd.

Barty (22.01.2010, 02:46)
brak www
Czy Ron zaklęciem buduje wokół siebie cerkiew albo meczet i tam się chowa pod kopułą? Tarcza... Wyobraźnia mi siada...
I skąd się tam, na Eru, wziął Valar?
Dlaczego, by w ogóle myśleć o pokonaniu Lorda, trzeba się przekształcić w Pottera lub mieć zielone oczy? W przepowiedni nie było chyba o tym mowy???
/leży na podłodze/ Analiza wspaniała. Muszę się przyjrzeć moim prześcieradłom...

maggot (22.01.2010, 00:10)
brak www
KWIK! przecież wszystkie dzieci chcą byc władcami mroku kiedy dorosną!

już niedługo na pokątnej wyprzedaż! dwóch wybrańców w cenie jednego!