HP i Konkurencja Swarovskiego 2/3 (18.03.2010, 21:00)
Druga część poŁezji o pustej łepetynie Hermiony. Jeden, niespójny i wybitnie męczący ciąg myślowy, ale są też prawdziwe perełki. Zapraszam.
Lezeli tak, na zimnej podlodze, posrod mroku nocy. Tak pieknej nocy.
I tak zimnej podłodze *czeka na zapalenie pęcherza*
Posrod milczenia i ciszy, przerywanymi odglosami pocalunku.
Cmok! Cmok! Ślurp!
Hermiona wpatrywala sie w niego, z malujaca sie na twarzy czuloscia i troska, a od jej blyszczacego spojrzenia bilo niesamowite cieplo, ktore
dzialalo na Malfoya jak kojacy wszystkie bole lek.
Kolejny z fetyszem brokatowego ciała. Tłajlajt powinien być dozwolony od lat osiemnastu.
Nagle, jak we slodkim snie zmieniajacym sie stopniowo w koszmar, stanela przed oczami Dracona jego matka i ojciec.
Twoja stara jest wszędzie XD
Oboje, z rozognionym spojrzeniem, iskrzacym wsciekloscia.
Malfoy szybko wtulil sie w Hermione, nie chcac, by koszmar ogarnal nim calkowicie.
I wsadził głowę pod puchaty kocyk.
Mial gleboko w dupie, co pomysli sobie ojciec, jesli sie juz kiedykolwiek dowie.
Słowo na „d” w takim poetyckim tworze? Nie godzi się, oj, nie godzi.
Draco poczul, jak jego serce zalewa fala gorzkiego buntu. Nie pozwoli sobie jej zabrac. Obojetne, co bedzie w Hogwarcie. Zmienil sie. O tak, zmienil sie tak bardzo,
… że sama Rowling go nie poznaje.
a raczej zmienila go Granger, tym jedynym, zaplakanym spojrzeniem
Ile ta płeć piękna potrafi zdziałać, jedynie za pomocą płaczu ;)
Malfoy dotknal delikatnie jej kremowego policzka, blagajac w myslach, by chwila ta trwala wiecznie,
Malfoy oblizał palec z kremu.
- Mniam, mniam – mruknął. – Czekoladowy.
Po czym sięgnął po więcej całą ręką, żłobiąc piękne dołki w twarzy ukochanej.
a on, zastygwszy razem z nia, z jej dusza i pulsujacym cieplem, siedzial tak w bladym swietle ksiezyca na wieki, nie martwiac sie, co bedzie pozniej.
Błąd. Siedzienie w zimnym, kamiennym pokoju przez kilkaset lat może mieć bardzo przykre następstwa, nad którymi należy się jednak nieco zastanowić.
Ze milosc ich nie ma duzych szans na przetrwanie.
Jak dinozaury.
I nagle - w tej ciszy i mroku, w tej slodkiej chwili, przepelnionej dwoma spojrzeniami i pocalunkami - Hermiona i Draco uslyszeli tuz nad uchem ostry, przenikliwy krzyk kobiecy. Krzyk pelen bolu, tesknoty i cierpienia.
To ja, nie przejmujcie się.
Dziewczyna zlapala sie za obolala glowe. Jak mogla zapomniec o tych pustych, szklistych oczach, blyszczacych smiercia?
Na Teutatesa! To już nawet Śmierci udzieliła się Edzio-Pedzio skóra?!
Zapomniala o calym swiecie, tonac w pocalunku z Malfoyem.
Bul, bul, bul…
A teraz, dzialo sie tam cos. Czula to. Przeszyl ja tak okropny strach, ze zerwala sie na rowne nogi i przez dluzsza chwile drzala, nie mogac zlapac oddechu.
Nic dziwnego, że miała trudności z oddychaniem, skoro tonęła.
Nie byla tez zdolna do wykrzesania z mozgu zadnej mysli poza jedna : Elisabeth!
Zawsze coś.
Hermiona popatrzyla na niego jakims dzikim wyrazem oczu. Morduja Elisabeth? Czy o co chodzi?
Niech się pomordują nawzajem, będzie spokój.
Ten krzyk pelen byl takiej mrozacej krew w zylach grozy, ze nalezalo sie spodziewac, iz teraz przez korytarz przebiegnie jakis upior z siekiera ociekajaca krwia.
O, tak, poproszę.
Poniewaz zaden upior sie nie zjawil, Hermiona odwazyla sie poruszyc glowa. Spojrzala na mroczne drzwi, na koncu dlugiego korytarza.
- GRANGER! -ryknal poirytowany Malfoy -Slyszysz ty mnie wogole?
Jakim prawem zajmujesz się jakimś krwiożerczym monstrum, zamiast płakać nad moją duszą!
Hermiona wbila wzrok w ziemie. Nazwal ja po nazwisku. Znowu. Popatrzyla na niego spode lba, oddychajac gleboko i probujac sie uspokoic.
Dramat tego wydarzenia przebija wszystkie żądne mordu zjawy.
- Ide tam -nie wytrzymal chlopak i zostawil drzaca Hermione, w stanie glebokiego szoku, posrod ciemnosci korytarza.
- Nie ruszaj sie stad -dodal, odwracajac swa glowe ku dziewczynie, nie pochamowujac aksamitnego spojrzenia, wyrazajacego troske.
Aksamitne spojrzenie. Ekstra. Szkoda tylko, że Malfoy je schamił
Trochę złotych myśli aŁtorki
Ostatnia czesc 2 rozdzialu "Platek zasuszonej rozy"
O swiecie! O poranku! O nocy bezkresna! O wiecznosci niepojete! Wasza skromna Kamilka dodaje notke!
o_O
Niech dzwony bija! Niech dzieci krzycza! Niech bedzie pobity rekord komentarzy (80 wow heheheh) !
Aż 80 ludzi chce to komentować?! I jak tu nie wierzyć w kosmitów…
Cieszcie sie wiec i radujcie, mlodziezy polska! Niech wasze usmiechy oswietlaja nasz szary swiat!
A teraz koniec z tymi uniesieniami poetyckimi hehehheeh
Heheheh, wątpię…
Chce wam, moi drodzy, zakomunikowac, iz moje opowiadanie (czy jak kto woli ksiazka, choc to brzmi zbyt powaznie..)
Jeszcze tego by brakowało, by ktoś to wydał!
Ciesze sie za wasze 80 komentarzy. Bardzo to mile bylo. Jak mi rekordu nie pobijecie, to nowej notki nie dodam, buce me kochane hehehehe
Stary dobry szantaż emocjonalny… *ociera łzę nostalgii* Wracamy do treści właściwej.
Pozostala sama. Ot, zostawil ja, przechodzac przez te wielkie drzwi, na samym koncu korytarza, z ktorych plynelo srebrzyste swiatlo ksiezyca, rozszczepiajace sie mlecznymi promieniami, niby cieply opal z perlowa masa, po tonacym w ciemnosci korytarzu.
Uwaga! Na arenę wkraczają opal, perła i mleko. O ile wiem, to ostatnie ma bardzo mało wspólnego z kamieniami szlachetnymi, ale człowiek uczy się przez całe życie.
Krzyki ustaly, a potworna cisza ogarnela wykreowany dwor. Byla ona tak intensywna, ze az huczala w biednej glowie Hermiony. Byl to niezwykly kontrast z jej dziwnymi uczuciami. Nie chciala tej ciszy, pragnela by ktos cos wreszcie przemowil. Tak bardzo chcialo jej sie plakac, a jednoczesnie zawyc z dzikiej radości. Ktos powiedzial, ze cisza jest najpiekniejsza. Piekniejsza od slow, dzwiekow czy odglosow. Hermiona zagryzla wargi, tlumiac w sobie szloch.
Nie nadążam za tym ciągiem myślowym.
Jakos dotychczas nie wydywalo jej sie, ze prawdziwa cisza istnieje. Zawsze ja cos przerywalo. Oddech, krzyk w oddali, lekki podmuch wiatru tracajacy jesiennie liscie, ktore z szelestem opadaly na szara glebe.
Nigdy nie doświadczyła ciszy absolutnej? A próbowała wschłuchać się w swe myśli?
Dziewczyna przymknela oczy, lsniace w hipnotyzujacym swietle ksiezyca.
Tia, zwłaszcza gdy je zamknęła.
Znow bala sie podniesc wzrok.
Niesamowite…
Ten ktos musnal jej policzek dotykiem tak delikatnym, pulsujacym niezwyklym cieplem wewnetrznym, ogarniajacym swa lecznicza moca cala ciemnosc i cisze.
Zwłaszcza cisza skorzystała na tym cieple.
Znow ten dzwiek pianina. Slodka melodia, iskrzaca posrod mroku, posrod odleglej ciszy. Juz nie bylo ciemno.
Bo co? Bo nutki się świeciły?
Hermiona otworzyla oczy i ujrzala Elisabeth, we wlasnej osobie, usmiechajaca sie lagodnie na tle tanczacych w swietle zielonawego ksiezyca promieni slonca.
Dobra. Przyznaję. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Nic nie rozumiala, ale jakos nie przerazal jej widok nocy zlanej z dniem.
Nie przerażał jej ten chroniczny brak intelektu. Siła przyzwyczajenia.
Spojrzala uwaznie na Elisabeth, smiejaca sie cala swa dusza i cialem do niej.
Pępek zachłystnął się powietrzem.
Byla inna. Slodkie, szkarlatne rumience czerwienily sie na alabastrowej skorze, a szare oczy zalsnily szafirowo.
*przegląda paletę kolorów Duluxa*
Hermiona byla wrecz pewna, ze to juz nie ta sama osoba. Tamta sie oddalila, pozostawiajac za soba glucha cisze, tafle nieodkrytych lez posrod przestrzeni czasu.
Ludzie! Konstanty Ildefons może się schować przy tym kunszcie poetyckim!
Korytarz, na wpol rozdzielony swiatlem dziennym, a magia ksiezyca, zdawal sie cieszyc razem z Elisabeth.
My jesteśmy krasnoludki, hopsasa, hopsasa!
Dziewczyna, czujac sie jak w kiepskim snie, otworzyla usta i zamarla w gescie zdziwienia.
*wyobraża sobię tę paralityczną pozę*
Elisabeth popatrzyla jej gleboko w oczy i w ulamku sekudny zrozumiala, jak bardzo Hermiona czuje sie skolowana i zagubiona.
Mniemam, że akurat to nie sprawiało większych trudności.
Hermiona, z poczatku ogluszona dziwna cisza, poczula jak lzy Elisabeth skraplaja jej dekolt, niosac spokoj.
I, jeśli struktura tych łez nie uległa jeszcze zmianie, bogactwo.
Cisza sie poglebiala, a wszystko zaczelo wirowac.
Pytanie: czego nawąchała się Hermiona?
Elisabeth, dziwnie rozmyta w tym mlecznym swietle, wyjela zza niebieskiej sukni duzy kawalek szkla, ociekajacy krwia, ciepla i pulsujaca.
*smark* Pulsująca krew na szkiełku. To jedna z tych akcji „wyślij sms”? Płacisz, a krew przez 10 sekund udaje, że ma dostęp do serca?
Zobaczyla swoje odbicie, inne. Wszystko wirowalo, w kontrascie ciszy, ktora zawladnela jej umyslem.
To musiała być wyjątkowo głucha cisza.
Odbicie sie oddalalo, Elisabeth je puscila, ktore rozbilo sie na tysiace malych czesci, iskrzacych w bladym swietle ksiezyca, by nastepnie chlonac promien slonca.
Aleosochozi?
- Dziekuje - uslyszala Hermiona jedyne slowo, ktore obijalo sie nasteenie po jej glowie, jak echo.
Czy AŁtorka zdaje sobie sprawę, że co chwila sugeruje Czytelnikowi, że czaszka Hermiony zieje pustką totalną?
Przymknela oczy, czujac, ze odplywa w znana dal, w bezpieczenstwo i spokoj, a jednoczesnie w straszne zycie, tracane niebiezpieczenstawmi, chorobami i smiercia.
Uwielbiam te kontrasty.
Towarzyszyl jej akompaniament ciszy, ktora grajac na swych skrzypcach, ogarnela ja ciemnoscia.
Kolejny kwiatek.
Poczula, ze jest jej cholernie zimno, a platki lodowatego sniegu obsypuja starannie i dokladnie jej cialo
Śnieg mierzył suwmiarką, czy aby równo pada.
Lezala na sniegu, a raczej we sniegu, majac wrazenie, ze zaraz umrze, a biel, w ktorej lezy, jest jej mogila, ktorej grabarz ciagle dosypuje nowej ziemi, to jest sniegu, zakopujac ja w smierci.
Pociągajaca wizja.
Otworzyla z trudem zlepione platkami sniegu powieki i pierwsze co ujrzala na wprost przed soba, bylo czarne, aksamitne niebo, nakrapiane srebrno-zlotymi girlandami gwiazd.
Łeee… Ja liczyłam na tunel z bardzo pociągającym światłem.
Przez chwile zastanawiala sie, gdzie jest, probojac naklonic swa glowe do jakichkolwiek wspomnien.
Ciekawe, czy coś z tego wyjdzie…
Na prozno.
What a suprise.
Glowa jej, zwykle tak bystra i myslaca,
Waaaaaas?
nie mogla wykrzesic zza odmetow mysli zadnej wazniejszej informacji, ktora naklonilaby biedna Hermiona do poruszenia sie z tej zaspy sniegu.
Zaiste, bo żeby wygrzebać się z zaspy, trzeba mieć mózg jak Einstein.
Wiec lezala tak posrod mroku, obserwujac bezsenswonie platki sniegu, tanczace i wirujace posrod magii nocy, by skroplic sie na jej czerwonym nosie.
Liczę na to, że czerwień zmieni się w granat i Hermionie odpadnie nos.
Przymknela znow oczy, myslac, ze to koniec, badz sen.
*kibicuje* Koniec! Koniec!
Powoli zapadala sie w ciemnosc, gdy wypowiadane slodkim altem, jak muzyka jazzowa, slowo "dziekuje" znow obilo jej sie w podswiadomosci, a obraz swojego odbicia w tysiacach malych kawaleczkow pokrawionego lustra powrocil do pamieci.
Ja naprawdę nie wiem, co pisać, by brzmiało to jeszcze bardziej debilnie.
Natychmiast otworzyla oczy i podniosla sie, strzepujac olbrzymie platy srebrzystego sniegu ze swojego ubrania. Nie miala sukienki. Bylo to pierwsze, co rzucilo jej sie w oczy.
Czyżby blog zaczynał karierę erotic-story? Jakoś tego nie widzę…
Drugie, ogarniete nieokreslona euforia, co rzucalo sie Hermionie w oczy, byl zamek, lsniacy posrod nocy, odbiajacy sie tysiacami roziskrzonych swiatelek w ciemnej tafli jeziora. Hermiona dlugo tak stala, patrzac daleko w zamek, czujac cieply wrzatek, ktory rozgrzewal jej zmarzniete cialo.
Ale czy na pewno wrzątek był ciepły? Zastanów się dobrze.
Byla spowrotem. To byla jedyna mysl. Bo czy to wazne jak?!
Skąd!!!11
Pamietala tylko mleczny usmiech Elisabeth, samotnosc, huczaca w jej uszach cisze, rozszczepione swiatlo krzezyca i te tanczace w mroku promienie slonca, pachnace wiosna, nagrzana sloncem trawa. Pamietala Malfoya. Jego pocalunek.
Hermiona az zlapala sie za glowe.
Przeraziło ją, że pamiętała aż tak wiele?
A jesli to byla tylko fikcja? Moze zasnela w tym cholernym sniegu? Przeciez tam, w tym odlegym swiecie nie bylo nic realistyczne. Czula sie tam jak we snie. Ten odmieniony wyglad, nagla milosc do Malfoya i wzajemnosc. W Z A J E M N O S C ?! A nawet jesli to bylo, to jak bedzie teraz? Gdy jest znow w Hogwarcie? On jej nie kocha. Ona byla tylko zabawka. Kazdy potrafi powiedziec te slowa. W jego ustach maja dziwny niesmak, z lekka ironiczny. Jest taka naiwna, ze go pokochala. Calym swym sercem, cala dusza. Jak spojrzy w oczy Ronowi? Nie bedzie potrafila. Jeszcze niedawno jednym jej marzeniem bylo, by wrocic do Hogwartu, a teraz, ogarnieta niepokojem, wpatrzona obojetnie w zamek, chciala zapasc sie pod ziemie i zasnac na zawsze.
Co za tygiel emocjonalny.
Pytania dwoily sie i troily, i im wiecej ich bylo, tym bardziej Hermiona czula sie beznadziejna.
No i znowu!
W koncu postanowila wziac sie w garsc i ruszyc zmarzniety tylek. Bez chwili namyslu ruszyla przez zaspy, by ujrzec w czarnej tafli jeziora swa dawna twarz, z burza zloto-burszytowych lokow i orzechowymi oczami lsniacymi na twarzy, o poludniowym kolorycie. Farbowanej przez samego Picassa.
Jak bardzo siebie kiedys niedoceniala! Mimo, ze w sukniach i gorsetach, wygladala pieknie, a wysokie, piekny fryzury lsnily przepychem XVIII wieku na jej glowie, to widok starej, znajej twarzy, napelnil dziewczyne cudownym, kojacym uczuciem.
Mam nadzieję, że wraz z wyglądem wróci jej mózg.
Odwrocila sie i az struchlala, widzac pare metrow od miejsca swego przebudzenia, rozkopanego w sniegu Malfoya, ktory spal przykryty calkowicie sniegiem.
Pan Świstak.
- O matko! -pisnela z odcieniem histerii, biegnac w ekspresowym tempie ku chlopakowi.
"Jesli on nie zyje? Moze zamarzl na smierc!"- obijalo sie w jej glowie, siejac pustke. Doprawdy, jak mogla go nie zauwazyc!
Zważywszy, że pojawiła się tu jakąś minutę temu? Rzeczywiście, karygodne niedopatrzenie.
W ulamku sekundy znalazla sie przy nim, patrzac na niego z rosnaca czuloscia.
Wygladal jak ksiaze, spowity podmuchem smierci.
Czyli był trupem w koronie?
Niezwykle blady, z zamknietymi majestatycznie oczyma, ktore oslanialy wachlarzyki ciemnych, prostych rzes.
Tak, bo to jest taki niezwykle ważny szczegół. Jakiej faktury były rzęsy Malfoya….
Tanczace platki sypaly obficie na jego twarz, przykrywajac jego bladozlote wlosy niewinna biela. Nawet we snie wyraz jego rozowych ust byl jakby kpiacy.
”Mnie oszukasz, mamusię oszukasz, ale życia nie oszukasz”.
Hermiona zdala sobie sprawe, jak bardzo tesknila za tym widokiem.
Za zdechlakiem z głupim wyrazem twarzy? Chociaż nie… To pewnie te proste rzęsy budziły tęsknotę.
Mogla tak patrzec na niego, zlego ksiecia, godzinami. Ale szybko przestala, dotykajac jego lodowatej dloni. Trzeba go obudzic, bo jeszcze umrze, a ona bez niego zyc nie potafi.
- Draco - wyszeptala cieplo, odgarniajac jego zlote wlosy ze sniegu.
Włosy Dracona staniały.
Brak reakcji. Malfoy spal dalej, z kamienna twarza alabastrowego aniola na cmentarzu. Byl taki piekny..
Dostrzegam dziwną analogię do pewnej szmiry z czerwono-białymi motywami na okładce.
- DRACO! - wrzasnela juz placzliwie. Szturchnela go lekko, czujac ze dretwieje z zimna.
Malfoy poruszyl sie niespokojnie, po czym otworzyl oczy. Popatrzyl zszokowany w Hermione, a usta uchylily sie mu ze zdziwienia.
- Umarlem? - spytal lamiacym sie glosem, lapiac sie za glowe i rozgladajac sie nieprzytomnie naokolo.
Chciałbyś…
- Och - wystekal Malfoy, wstajac gwaltownie i patrzac z upodobaniem na zamek - Hogwart. - po czym skierowawszy swoje jasne i chlodne jak zrodlo teczowki na dziewczyne, zapytal sie z dziwna ironia, jakby czytajac w jej myslach
*wyobraża sobie tęczówki koloru Kropli Beskidu, wędrujące swobodnie po twarzy Malfoy’a.*
Draco to zauwazyl. Na jego czerwonych ustach zaigral lekki, kpiacy usmiech, doprowadzajac jednoczesnie biedna Hermione do rozpaczy.
Trzymam z Platyną. Tfu! Złotem znaczy się.
- Poszedlem tam - powiedzial z czystym rozbawieniem - i zobaczylem te babe, ktora nas tam sprowadzila. Opowiedziala mi wszystko, te jej banalna opowiesc o milosci, wtedy, gdy ty ryczalas po katach..
(…)
- Ryczala, jak to baby, ale dosc dziwnie. Trzymala ciagle jakies pokrawione lustro i odlamywala co chwila wieksze kawalki, z taka latwoscia, jakby byla to jakas czekolada
Zapomniałeś wspomnieć o tej pulsującej krwi :P
Obudzilas mnie ty. I jestesmy spowrotem, Granger. - dodal szybko, kryjac dziwny wyraz oczu, pod ironicznym spojrzeniem stalowych teczowek.
Stalowe oczy! Jestem w domu!
A teraz pozwol, ale mam zamiar isc do zamku - to mowiac, ruszyl przez zaspy srebrzystego sniegu, pozostawiajac biedna Hermione sama ze swoim bolem.
I menstruacją.
Zrobil pare niepewnych krokow, z upodobaniem dotknal swoich bladozlotych wlosow, by nastepnie sunac energicznie przez snieg. Na odchodnym, zatrzymal sie jednak i obrocil swa piekna, zalana blaskiem ksiezyca glowe ku dziewczynie.
Zaraz rzygnę od tej cukierkowości.
Trzeba by sie wziac w garsc. Nie moze tak stac, bo sie jeszcze powaznie przeziebi. Ale.. czy to mialo jakies znaczenie?
Zależy czy lubisz chusteczki do nosa.
Nastepnie splynela po jej zimnym policzku niepochamowana lza, zarysowujac sie cieplym konturem na tym zimnie, co sprowadzilo ja do rzeczywistosci.
Pytanie do Was: czy jest choć jedna osoba, która w tej chwili NIE pomyślała „samotna łza”?
"Beznadziejny swiat"- pomyslala ze smutkiem i kopnela zaspe sniegu, ktorej czesc, iskrzac srebrzystym blaskiem, wyladowala na taflii jeziora, psujac jego idealna gladkosc.
Acha, bo w jakiś magiczny sposób śnieg pada wszędzie, tylko nie na jezioro?
Skamieniala roza, kremowa, tchnela az smutkiem przemijania. I pieknem. Pieknem milosci. Dziewczyna przycisnela go do serca, czujac ze placze.Mogla przysiac, ze o jej uszy obilo sie wypowiadane cieplym altem "dziekuje".
Proszę…
Sama nie zdawala sobie sprawy, iz widok, oburzonej do granic mozliwosci jej nocna przechadzka, Grubej Damy, wywoluje na jej melancholinej twarzy cien usmiechu.
Nie ma to jak cholernie długie zdania, które trzeba przeczytać kilka razy, zanim się je ogarnie.
Stala tak chwilke, usmiechajac sie glupawo do obrazu, po czym, pamietawszy wciaz doskonale haslo, weszla do ukochanego pokoju gryfonow, z tak bardzo utesknionymi przez nia fotelami, na ktorych zwykle siedzialy rozchichotane gryfonki, z wesolo trzaskajacym na kamiennym kominku ogniem, siejacym po zimnej komnacie cieplo i mila przytulnosc, oraz z jej ukochanymi przyjaciolmi.
Tak bardzo stesknila sie za Harry'm i Ronem!
Zwłaszcza za tym drugim. Biorąc pod uwagę, że w zasadzie wystawiła go do wiatru dla jego największego wroga.
Teraz, gdy wkroczyla juz do komnaty, pograzonej w blogiej ciszy nocy oraz ciemnosci, stala tak, wdychajac slodki zapach Hogwartu.
”Ja chcę kupę u Tomka!”
W jej glowie wciaz huczaly slowa Malfoya, a jej pamiec wciaz produkowala obrazy przedstawiajace glownie jej postac z nim, wtulonych do siebie w ciemnym korytarzu.
Produkcja taśmowa.
Jak ona bedzie mogla teraz zyc, nie mogac patrzec mu w oczy, ktorych tak bardzo potrzebowala. Tych slodkich, srebrzysto-niebieskich oczu, w ktorych lsnily zaczepnie rozkoszne iskierki kpiny i rozbawienia, tak doskonale pasujacego do jego ust, koloru przecietego arbuza,
KWIK!!!
ktore wyginaly sie ironicznie na tysiace sposobow w najrozniejsze uśmiechy
Poproszę o numer 567.
Byla dziwnie pusta i wszystko zdawalo sie jej byc obojetne, jakby usunieto jej cala energie i radosc zycia, pozostawiajac na wierzchu sucha, pusta skorupe. Albo jakby Malfoy wycial jej wnetrze stalowymi nozyczkami i poszedl, tam w tym sniegu, zabierajac jej dusze razem ze soba.
Te nożyczki to aluzja do oczu?
Hermiona zanurzyla swoja drzaca dlon do kieszeni od szaty i wyciagnela z niej sliczna rozyczke. Pamiatke po Elisabeth i calej tej przygodzie.
Przylozyla ja do nosa i cala piersia wdychala rozkoszny zapach, ktory kojarzyl jej sie glownie ze starymi perfumami jej mamy, ktore rozpylala na swa szyje, gdy Hermiona byla jeszcze malym dzieckiem, oraz z kwiatem dzikiej rozy.
Róża pachniała różą. Magia!
Dotykajac cieplej, zastyglej rozy, ktora byla jednoczesnie tak zywa, miekka i wilgotna
Była tak żywa, jak tylko może być zamarznięty kwiatek.
Hermiona przymruzyla zmeczone oczy, pod ktorymi czula juz powoli piasek.
Zużyła wszystkie kryształowe łzy, przyszedł czas na taniochę.
Siedziala tak dluzsza chwila (…) wspominajac Malfoya, lezacego posrod brokatowego sniegu, iskrzacego intenstywnie w swietle ksiezyca.
Brokatowy śnieg… Ciekawe, kto będzie zamiatał ten brokat, jak śnieg stopnieje.
Slodki ksiaze ciemnosci.
O, Jeżu…
Ach! Znowu to bolesne uklucie, jakby ktos z calej sily trafil rzutka prosto w jej serce, przelamowujac je na tysiace drobnych kawaleczkow.
10 pkt za przedsionek, 25 za komorę.
Ron popatrzyl na nia uwaznie, jakby przeswietlajac jej dusze na wylot.
- Sluchaj, Hermiono. Chcialbym porozmiawiac - orzekl on oficjalnym tonem i zamrugal nerwowo.
Dziewczyna popatrzyla mu szybko w oczy, po czym natychmiast odwrocila zamglony wzrok. Nie chcialo jej sie teraz z nim rozmawiac. O nie. Nie o NICH. Nie bylo nich. Byla tylko ona. Ona i jej bol.
Czyli jednak istnieli ONI. Oczywiście, jeśli nadal będziemy personifikować uczucia.
Hermiona patrzyla sie w swoje niezwykle interesujace paznokcie, czujac na twarzy swirdujace spojrzenie bursztynowo-brazowych oczu, w ktorych rysowal sie znak zapytania.
Już to widzę :D
Wiedziala, o co on sie ja zaraz zapyta. To bylo jak meczacy, oklepany scenariusz.
A przed chwilą rozpływała się ze szczęścia na myśl, że zobaczy starych przyjaciół. I jak tu zrozumieć nastolatkę?
- Przepraszam cie, Ron, ale nie mam sily rozmawiac - odpowiedziala sucho i rzucila mu krotkie, ostre spojrzenie. Chlopaka odrzucilo az w tyl.
Dalej, dalej, oczy Gadżeta!
- Do rana - powiedziala jeszcze, skrecajac w strone sypialni dziewczat i kierujac swe skolowane nogi ku marmurowym schodom.
Czy tylko ja przeczytałam „sklonowane”?
Wciaz trzymala w zamknietej dloni roze.
Schowala ja troskliwie do kieszeni od szaty, czujac dwie struzki cieplych lez, splywajacych cieplem po jej policzku.
POWT!
Minely dwa szare dni
Aż nadeszła era Wizira.
Z kazdym dniem lutego robilo sie coraz cieplej,
Mów mi jeszcze. Ja mam nadzieję, że do Wielkanocy stopnieje śnieg w ogródku.
Lezalaby tak i dluzej, jednak mysl o trwajacym od siedmiu godzin poniedzialku, nie dawala jej spokoju.
Oj, tak. Znam ten ból. Tyle że ja wolę pójść dalej spać, a nie rozmyślać o nieuniknionym.
Moglaby chociaz troszke poczytac, by nie skompromitowac sie przed klasa i nauczycielami swa nagle zmiana. Ktos moglby sie jeszcze zaczac martwic, skad taka zmiana.
Na przykład pewna zmęczona analizatorka.
Teraz, rankiem, niebo bylo juz calkowicie czyste: szafirowe i pelne chwaly.
A chór anielski zapraszał na „Dzień dobry TVN”.
Mroz przeszywal powietrze, a slonce z euforia krzesalo w zaspach sniegu cale chmary zimnych, tanczacych plomyczkow, ktore iskrzyly teczowo na calych terenach zasypanego Hogwartu.
*poszukuje wzrokiem Teletubisiów*