HP i pierścionek cnoty 2/4 (02.07.2009, 12:52)
Romantyczne oświadczyny, czyli pierścionek cnoty wkracza do akcji.
Analizowała:Miss Derisive
W środe dostałam list od mamy. Był dziwny w niebieskiej kopercie z białymi gołębiami.
Zaczynam się bać...
Witaj Meredith
Kocham cię z całego serca. Wiesz dobrze o mojej przyjaciółce której nie znasz bo żadna z nas nie chciała żebys poznała się z jej synem.
Przyjaciółka wykazała wyjątkową przytomność umysłu.
Byłyśmy w tym samym czasie w ciaży. Przyznam że by łam wtedy pijana.
Całe dziewięć miesięcy.
Tak wiem ze to szkodzi szczególnie dziecku ale nie mogłam się powstrzymać.
A w efekcie mamy Meredith...
Na przyjęciu u jakiś ważnych osób bez poczucia humoru śmiałyśmy isę ze zaręczymy nasze dzieci. W tłumie znalazły sie takie osoby jak nasi rodzice i byłyśmy zmuszone zrobić to o co żartowałyśmy.
Borze Liściasty, wehikuł czasu przeniósł nas do średniowiecza?
To będzie dla ciebie szok ale jasteś zaręczona! Włąśnie ty a nie Kate bo urodziłaś się pierwsza. Zawsze byłaś najsilniejsza, najbardziej zbuntowana i arogancka jak syn Cathrine (moja przyjaciółka). Pierścionek jest dołączony do tego listu.. Noś go.
W imieniu chłopaka oświadczyła się jej własna matka…
[A on w tej chwili planuje ucieczkę do Australii.]
Oczywiście jeżeli tak ustalicie mozecie sie spotykać z innymi.
W końcu epoka dzieci kwiatów...
Rozpoznasz swojego nażeczonego po tym że dostał list w takiej samj kopercie o porawie takiej samej treści.
Na jego miejscu spaliłabym list bez chwili zwłoki.
P.S. To nie jest żart. Rozejżyj się, on jest z tobą w Hogwarcie, w Gryffindorze. Znasz go dobrze.
Wszyscy myślimy intensywnie, któż to może być...
[To Syriusz.]
Cicho! Psujesz zabawę!
Nie mogłam w to uwierzyć. Musiałam to przeczytać jeszcze raz żeby sie upewnić że to nie moja chora wyobraźnia.
Nie wiem, czy wyobraźnia, ale chora na pewno.
- Nie czytajcie! Prosze rozejżyjcie się po facetach z Gryffindoru i sprawdźcie który ma taki sam list. - sama zaczęłam sie rozglądać.
Szukając chłopaka, który obnosi się z niebieską kopertą z gołębiami?
[Ja bym się od takiego trzymała z daleka.]
- Zamknij się wystarczyło cicho powiedzieć jeszcze nie ogłuchłąm idiotko. - popatrzyłam w tamta stronę co ona. Jest list i jest... Black?! Czyli on jest tym pechowcem?
W poprzednim wcieleniu musiał być seryjnym mordercą. Co najmniej.
Po jego minie widać było ze też jest przerażony. Tak jak ja nie pokazywał listu chłopaką.
Tylko dziewczynem.
Chwile później zrobiłam to samo. Spotkaliśmy sie przed wyjściem i razem poszliśmy na błonia. Usiedliśmy pod drzewem paczki. Specjalnie ułożyłam ręce zeby zauważył pierścionek.
Który od niego dostała.
Chciałam zeby on zaczął rozmowe.
- To od mojej matki, tak? - zapytał
- Yhy. Co mi strzeliło do łba? Żeby pić w czasie ciaży i zaręczać nienarodzone dzieci?
*mrug mrug* Zaraz, to Meredith była już w ciąży? A my nic o tym nie wiemy?
Kurwa dlaczego sie urodziąłm pierwsza? - mówiłam jakby do siebie. Popatrzyłam na Syriusza, znaczy Blacka. Gapił się na jezioro.
- Gdybyś urodziła sie druga moja "wybranką" byłaby Kate. Z nią długo bym nie wytrzymał. - uśmiechnął sie blado.
Wystarczy parę lat z Meredith, a zaczniesz błagać o śmierć.
- To co robimy? - zapytałam. W jego oczach malowało się zakłopotanie, złość i coś jakby szczęście (?!).
Odpokutuje chyba grzechy ze wszystkich swoich przeszłych żywotów. I kilku przyszłych też.
Przy okazji napisałam list do mamy:
Mamo
Jak mogłaś mi to zrobić? Ja nienawidze Blacka, a mam za niego wyjść? Kate też tak wrobiłaś? Szczerze to narazie nie che icę znać.
”I dlatego do ciebie piszę. Nadążasz?”
Wzięłam swoja sówkę JJ(czyt. dzi dżi) dałam jej list i wysłałam.
Przynajmniej angielski alfabet mogłabyś znać...
Naprawde byłam wściekła. Jak ona mogła? Ja tak swojej córce nigdy nie zrobie. Nie zranie jej tak.
To dziecko i tak będzie miało przechlapane.
Nie chciałabym żeby ktoś sie o tym wsztstkim dowedział. Jak bedziemy chieli poiemy innym. My... ładnie to brzmi.
...a potem żyli długo i szczęśliwie.
Popatrzyłąm na pierścionek. Dlaczego ja? Dltego ze jestem starsza od Kate o 2 minuty? Dlatego ze jestem arogancka itd?
*podpowiada* I wkurzająca.
Usiadłąm na stałym miejscu czyli obok Kate.
- Czemu ciebie i Syriusza nie było na lekcjach? - zapytała
- Blacka też nie było? - zdziwiłam się
Biedak, przeżył szok.
Chwilę później dostałą odpowiedź
Od kiedy ty sie nim interesujesz? Sami chcielibyśmy iwedzieć gdzie jest. Mówił tylko ze musi załatwic z tobą jakąś ważną sprawę. Najważniejszą w jgo życiu.
Bilet do Australii sam się nie kupi.
W sumie przesadziłąm w liście do mamy. Ja wcale nie nienawidziłam tego chłopaka tylko sie z nim przyjaźnie.
To zaledwie drobne wyolbrzymienie.
Gdy dziewczyny były nad czymś bardzo skupione cicho poszłam do dorma chłopaków. Miałam nadzieję że tam go znajde cociaż chłopcy już go tu szukali.
Tłumacz się...
Usiadłam na łóżku i pokolei otwierałam szuflady. W jednej z nich znalazłam... pmiętnik (?!)
Syriusz... Pamiętnik... Staram się to jakoś połączyć, ale nijak nie wychodzi.
Otworzyłam na pierwszej stronie. Pisało tam:
”Było napisane”!
To nie jest pamiętnik tylko notatnik albo dziennik Syriusza Blacka od 4 klasy Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Pisany dla potomności.
Pod spodem było piękne zdjecie Hogwartu nocą. Przejżałam dalej strony. Było pełno zdjęć. Wreszcie trafiłam na początek piatej klasy, pisało:
Widzisz tą blondynke ponizej?
Już sobie to wyobrażam: Syriusz siedzi nad zeszytem i pisze: ”Drogi pamiętniczku, jesteś moim jedynym powiernikiem i prawdziwym przyjacielem.”
Chyba coraz bardziej ją lubie. Jest ładna i miła ale nie dla mnie. My ciągle sie wyzywamy i robimy sobie okrutne zarty. Dlaczego? Bo tak jest fajnie.
*zgon*
Spojżałam nizej, było tam moje zdjęcie.
I tu aŁtorka, zgodnie z tradycją, wkleja urocze zdjęcie. Kochamy to, nieprawdaż?
- Często tak masz że czytasz cudze dzienniki? - usłyszałam. Spojzałam w stronę z której dochodził głos. Tam stał Syriusz oparty o ściane. Wyglądał zabójczo.
W sensie trzymał bardzo ostry nóż albo rewolwer?
- I co z nami będzie? Będziemy żyć jak zareczeni przyjaciele? – zpaytałąm
- Mamy inny wybór? Naprawde uważasz mnnie za przyjaciela?
- Tak w końcu należysz do paczki a tam wszyscy, no moze prócz Petera, są przyjaciółmi.
Bo Petera nikt nie lubi. A potem się dziwią, że przyłączył się do Voldemorta.
Na razie nikomu nie mówmy o tej sprawie może można to wszystko anulować.
- Kiedy ja nie chce.
Też to przewidzieliście, prawda?
Na schodach jeszcez go zatzrymałąm.
- Ale możemy się spotykać czy to bedzie zdrada? – zapytałam
Jaka zdrada, jak są zaręczeni ze sobą? To przekracza moje zdolności pojmowania.
Chcieli wiedzieć gdzie byliśmy (a nie było nas podobno ok 3 godzin), wiec odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą że w dormitorium.
Atmosfera zgęstniała od niewyartykułowanych podejrzeń.
- WSTAWAĆ!!!!!!!!!!!!! - usłyszałam wrzask. Spadłam z łóżka i usłyszałam śmiech. No tak kto by inny jak nie Potter i spółka zoo.
A jak oni się dostali do jej dormitorium?
[I skąd wzięli 5 tys. zł na kapitał zakładowy?]
Wybaczcie, to skrzywienie sesyjne.
Chciałam sie odgryźć więc na transmutacji Black i jego koledzy "źle" zaczarowali pióro. No i mam szlaban.
*ziewa rozgłośnie*
No to było tak że mielismy zamieniać pióra na żółwie. Chodziło o to żeby z przedmiotu martwego zmienić na stworzenie żywe.
A gramatykę ukatrupić na dobre.
- Panna Nadalli i pan Black szlaban jutro o 21 u mnie w gabinecie.
- Dlaczego ja? - zapytał z wyrzutem
Bo do tanga trzeba dwojga.
Poszlismy na zaklęcia. Omawialiśmy jakieś zaklęcie uleczające. Masakra.
Z tej masakry wnioskuję, że zaklęć nie opanowali.
Rane mieliśmy załatac. Black ma kolejny szlaban. Wział odwrotne zalkęcie i wykorzystał na mnie. Na ręku otworzyła mi sie mała ranka.
Och, nie! Szybko do skrzydła szpitalnego! Ona zaraz straci przytomność!
Powiedziałam kto to zrobił i Black ma szlaban. Szczęście że ten facet nie jest taki jak McGonagal.
- Pożałujesz. - zagroziłam
- Ta jasne...
- To choć.
Zaciagnęłam go do klasy i zostawiłam uchylone drzwi. Zaczęłam go całować, muwić mu jaki jest fajny i ile dziewczyn z nim szleje. Gdy zdejmował mi bluzkę zaczęłam wrzeszczeć.
- GWAŁCĄ!!!!!!!!!!!!!!!
Pytanie kto kogo...
Zbiegli się najbiżsi uczniowie i jeden nauczyciel.
- Panie Black do mojego gabinetu. - ubrałąm się i poszłam gdy byłam przy profesorze.
- Prosze go za ostro nie karać. Szlaban wystarczy nie był zbyt natarczywy.
Nie był? No to dostanie roboty w kamieniołomach…
- Prosze prosze Malfoy idiota, Crabb kretyn Goyle debil i panny Black jakby tu się wyrazić? Dziwki, szmaty, kretynki...
Czyli inteligentne odzywki Marysi.
- Tak wy równacie sie zeru, szczególnie szlama. - spojżał na Lily
A Meredith jest gdzieś poniżej zera bezwzględnego.
Chwile gadaliśmy o quiddichu ale że było tylko dwóch zawodników to temat się nie rozwinął. Ja tez lubiłam latac na miotle ale nie w drużynie.
Bo przyćmiłaby innych swoimi zdolnościami.
- Jesteś zły?- zapytałam dusząc sie ze śmiechu.
- Nie no co ty. Zostałem tylko wrobiony w niedoszły gwałt.
Gdyby gwałt był skuteczny... To co innego...
Stwierdziłam że Blackowi starczy więc uwziełam się na Jamesa. Jedno proste zkalęcie i jedzenie mu wybuchło. Kolejne i sok się na niego wylał. Potem ubranie mu się podarło. Zabawa była cudowna.
Nie wątpię...
[*błagalnie* Syriusz, James... Zróbcie jej coś...]
Niestety musiałam pzred nim uciekac do PW. Powstrzymały go dopiero drzwi od łazienki.
- ZABIJE!
A ja pomogę!
Wyszłam a tam siedziały dizewczyny na swoich łóżkach. Wszystkie. Nie miały wesołej miny.
Miały tylko jedną na spółkę, a któraś ją zapodziała...
Wyszłam z dormitorium. Szybko przebiegłam przez PW bo widziałam że moje kostuchy (czyt. James i Syriusz) się zbliżają.
*widzi Jamesa i Syriusza biegnących za Meredith z kosami*
Usiadłam na krześle i czekałam aż opiekunka skończy coś pisać. Odłożyła pióro i spojżała na mnie.
- Wiedze ze nie mozesz się dogadać z panem Blackiem. Bardzo chętnie wyjaśnie tą sprawę. Macie jeszcze trzy szanse. Jeżeli jeszcze trzy razy będą akcje związane z wami w roli głównej podejmiemy ostateczne środki.
- Becikowe samo z nieba nie spada – dodała McGonagall.
- Totalnie cię pogieło?! Najpierw uwzięłaś się na Syriusza teraz ja?! Kto będzie twoja następna ofiarą?!
Moja zgnębiona psychika.
- Dosć chce coś ogłosić. Niedługo pzryjadą do nas dwie inne szkoły Beauxbatons z Francji i Durmstang Bułgarii. Na ich cześć odbędzie sie bal. - ogłosiła całemu domu i poszła sobie.
No tak, bez tego blogasek o Hogwarcie by się nie mógł obyć...
Położyłam się do łóżka i zasłoniłam kotary. Nagle na moje łóżko zwaliły się wszystkie dziewczyny.
Może ją uduszą...
Podobno chodzi plotka ze McGonagal kręci z profesorem od eliksirów.
ZE SLUGHORNEM?
**KATE NADALLI**
Zaczne od tego ze najprawdopodobniej długo za to nie pożyje. Chodzi mi o pisanie w pamiętniku Maredith ale on jedyny ocalał.
Po Meredith nie ma już śladu... *żyje nadzieją*
- Tak Meredith wiem. - odpowiedział gapiąc sie na jej nogi. Po jej oczach widziałam ze jest wściekła i ze coś wykąbinowała.
Ortografio, wróć!
- Jak chcesz. - odpoiwedziałą niby obojętnie co wszystkich zdziwiło. - jeżeli tak ci zależy to przebiore sie przy was.
Juz zaczęłą zdejmować ręcznik gdy Remus i Peter wyprowadzili tych dwóch pozostałych.
Siłą. A dziewczyny ścierały ślinę z podłogi.
Na jej twarzy zagościł słodki uśmieszek.
- Bravo! - krzyknęła Lily przybijając jej piatkę.
- FunClub! – odparła Meredith.
- Gratuluje. - zrobiłam to samo.
- Wiedziałam że Remus i Peter nie będą chcieli tego oglądać.
Bo ich poczucie estetyki mogłoby ucierpieć?
Powiedziałam im o spotkaniu z Remusem. Obiecały że mi pomągą i wogóle. W sumie nie było w czym mielismy się spotkac po lekcjach więc musiałam iść w mundurku.
Dumbledore powinien coś zrobić z tymi nieatrakcyjnymi szatami. Powinien wprowadzić swobodę ubioru.
Na elkiksirach niestety Medi musiała jak to określiła sie zemścić. Dodała do eliksirów chłopaków kroplę krwii nietopezra za co ma szlaban.
A ja wsypałam koleżance cukier do herbaty. Też dostanę szlaban?
Gdy wróciłyśmy okazało się ze chłopacy chcieli sie zemscić i spalili wszystkie pamiętniki jakie znaleźli w naszym dormie.
Niestety, do blogasków nie dotarli. A szkoda...
Nie wiem jak Meredith to zrobiła ale tylko jej się uchował. Gdy byłam juz pod koniec pisania dzisiejszego dnia weszła Lily.
- Co robisz?
- Chłopacy spalili nasze pamiętniki więc pisze w dzienniku Meredith.
Na własny zeszyt jej nie stać? Mama Kate to jednak skąpiradło.
Nie wiem jak ale tylko on się uchował.
- Daj mi.
Podbiegła i wyrwa
**LILY EVANS**
No cóż Kate nie zdążyła dokończyć. Jej ostatnie słowo miało być "wyrwała".
Nie wpadłam na to. Dzięki za objaśnienie.
- WSTAWAĆ ZA 5 MIN LEKCJE!!! - tylko to mogło zadziałąć. No ale nie na pannę Nadalli.
- BLACK WYNOŚ SIĘ!!! - wrzasnęłam jej nad uchem. Zadziało, wstała i pobiegła do łazienki.
Nie ma to jak dobrze wytresowana Marysia.
- Black idoto wiesz że to dormitorium dziewczyn?! - krzyczała
- Tak Meredith wiem. - gapił sie na nią jak na zdobycz, ale ja miałam większy problem który nazywa sie James Potter. Łatwiej by mi było go spławiać gdybym miała innegi i gdyby Potter był brzytszy.
”I gdyby nie był taki cudoFny, zaPawny i w ogóle...”
Nagle meredith zaczęła sie rozbierać na co zaragowali tylko Remus i Peter. Wyprowadzili Blacka i Pottera nareszcie spokój.
- Bravo! - krzyknęłam przybijając jej piatkę.
- Gratuluje. - Kate zrobiła to samo.
- Wiedziałam że Remus i Peter nie będą chcieli tego oglądać.
Deja vu... Może niech jeszcze trzecia osoba to opisze?
Tam mósiałam znów stoczyć starcie z Jamesem.
Uprzednio unieszkodliwiając słownik.
- NIe umóie sie z tobą! - wylałam na niego mleko.
Żeby był wielki?
Wyrwałam jej. Potem było troche lepiej. Gdy Meredith wróciła Kate opowiedziała nam wszystko. Chodzi z Remusem. Dostała od niego naszyjnik z ich inicjałami i sreduszkami.
Co to są „sreduszki”?
[Duchy z biegunką.]
Od aŁtorki: Notka nudna, denna itp itd. Mi naprawde nie chciało nic przyjsć do głowy wiec jesteści skazani na ten gniot. Pozdrawiam.
Ale tak jest od początku blogaska...
Od aŁtorki: Czy ja jestem nienormalna i sie nie doceniam? Co aj na to poradze że uważam że to opowiadanie jest denne? Sądząc jednak po waszych komentarzach nie jest tak źle.
*dusi w sobie żądzę mordu* Tak, tak, ufaj komciom, a daleko zajdziesz...
- Drodzy uczniowie, za tydzień odbędzie się bal Hallowenowy (nie wiem jak to się pisze - aut.).
*zamyśla się* A może to wszystko dlatego, że do słowników nie dodają specjalnych instrukcji?
Dzisiaj był w takim razie ostatni dzień przed balem w którym idziemy do Hogsmede.
AŁtorka mnie nie zawiodła. Bezbłędnie napisana nazwa Hogsmeade powodowałaby pewien... niedosyt.
Byłyśmy we trzy i nagle wokół nas wyrosli Ślizgoni.
A Jennifer miała szesnaście lat i zeszła na śniadanie.
- Nie mamy czasu na zabawy cześć. - powiedziałam próbujac ich wyminąć. Droge zastawił mi Mat.
Krzesłami, stołem… Wszystkim, co mogło powstrzymać Marysię od wydostania się.
Kiwnęłam dziewczyna żeby poszły i szepnęłam że najwyżej spotkamy się w okolicach sklepu z sukienkami. One jak i ja wiedziałyśmy że świetnie dam sobie sama rade. One by pogorszyły sytuację.
Mary Sue na jedenastej!
- Nie bardzo sie przejęłam, teraz mnie pusć chyba że zawołasz Malfoya. On rzuci na mnie zaklęcie a ty będziesz się śmiał. Taka randka ci pasuje? - powiedziałam z ironią.
- Tu cie boli. - położył rękę w okolicach mojego serca a przy okazji piersi.
Chwileczkę, gdzieś tu miałam czerwony kwadracik...
Dziwnie to wyglądało. Gryfonka i Ślizgon stoją w holu przytuleni, jeszcze on trzyma reke na jej piersi. Bosko.
Czyli esencja blogaskowego Hogwartu.
- Mam uczucia! Te słowa które mówisz ranią jak ciernie. Chce po prostu żebyś mi wybaczyła.
Marsz po bukiet kwiatów! I bez niego się nie pokazuj!
- Magiczne słowo... - oczywiście chodziło mi o prosze
„Avada Kedavra” może być?
Wyszłam do miasteczka. Myślałam nad jego słowami. Wybacze jeżeli mnie poprosi, chce go nauczyć zwykłego szcunku wobec kobiet.
Misję feministek czas zacząć!
Gdy weszłam do miasteczka odrazu zrobiło mi sie lepiej.
Odraza, jak wiadomo, wybitnie poprawia nastrój.
W tłumie ujżałam rudą czurpryne Lily i niestety obok czarną Pottera. Podbiegłam do nich i już słyszałam ich tradycyjną śpiewke.
Lily i James właśnie zawodzili „O mój rozmarynie”.
Lily kupiła cudowna sukienkę. Jest niebieska i dosyć krótka. Mniej wiecej do kolan. wygląda bajecznie a zreszta co ja będe mówić. To jej zdjecie:
*ZDJĘCIE*
Kate kupiła sobie złotą sukienkę z szalem. Mam zdjęcie tylko jej sukienki:
*ZDJĘCIE*
śliczna prawda. Zostałą moja. Ta którą kupiłam jest biała z błękitnymi odcieniami. Zreszta nie chce marnowac atramentu. To jest moje cudo:
*ZDJĘCIE*
Taak... Tego tu brakowało.
Dalej poszłyśmy do pubu. Tam niestety natknęłąm się na pewnego, przystojnego Ślizgona.
- Wybacz mi tamto zajście.
- A magiczne słowo?
- Prosze... - wydusił z siebie, żadko chyba to mówi.
Zdążył przewertować połowę książek z biblioteki, zanim je znalazł.
[Ale na słownik nie natrafił.]
Poszłam z dziewczynami do stolika. Każda z nas zamówiła gorącą czekoladę. Kelnerka razem z naszymi napojami przniosła karteczke. Jak sie okazało dla mnie.
Dziekuje... spotkaj sie ze mną dzisiaj o 21 w łazience prefektów.
Mat
*dostaje nagłego ataku kaszlu*
Uśmiechnęłam sie pod nosem i pokazałm liścik dziewczyną. Nie były zadowolone, ale powiedziały zebym poszła.
Dumbel już je przekabacił.
Po kolacji dziewczyny przygotowywały mnie do randki. Dały mi czarne biodrówki, i wiśniową bluzę z kapturem.
W sam raz na randkę w łazience.
- Stój! Jezeli myślisz że będe sie z tobą kąpać to się grubo mylisz.
- Najpierw tak pomyślałem ale pożuciłem ten pomysł jakieś 20 sekund temu. W takim razie pójdziemy do sauny.
*brecht*
- Ale ja nic nie mam tylko to ubranie i bielizne.
- Możesz bez. - wyszczerzył się
- Nie ma tak dobrze. - wyczarowałam sobie bikini i się przebrałam.
Dwugodzinne przeszukiwanie szafy poszło na marne.
Oczywiście nie przy nim.
Nie tak znowu oczywiście.
Weszliśmy najpierw do basenu. Napuścił wody która pachniała liliami, moimi ulubionymi kwiatami. Pogadaliśmy chwilę i zapytał się mnie o bal
- Idziesz z kimś?
- Nie.
- Choć ze mną. – oznajmił
Przynajmniej z nim. Chociaż kilku innych też możesz ze sobą wziąć. Szkoda by było pozbawiać ich twojego towarzystwa.
- Dobrze pójde. - odpoiwedziałam próbując powstrzymać śmiech. Potem chwile popływaliśmy i odprowadził mnie w okolice obrazu. Gdy wróciłam zdałam dokładne relacje dziewczyna. Nie były chyba zadowolone że się nie całowałam czy coś takiego.
”Czy coś takiego”?
Dziwne są. Pogadałyśmy do 2 w nocy i poszłyśmy spać, wszystkie na łóżku Lily. Jesteśmy ciężkie ale wytrzymało.
Jeśli chodzi o wagę, Meredith mogła konkurować z dorodnym słoniem.
Od aŁtorki: Które z was zgłosiło mnie do konkursu na naj bloga? Dziękuje temu komuś. Sama jakoś nie miałąm odwagi sie zgłoscić. Jednak przyjęłam to zgłoszenie.
To miał być żart, tak?
Łóżko wytzrymało do rana ponieważ próba obudzenia nas zimna wodą zakończyła sie złamaniem łóżka.
Ciężar Meredith był zbyt wielki.
Ja natomiast bezmyślnie gapiłam isę w pustke. Jak się później okazało ta "pustka" nazywa sie Mat.
Wbrew pozorom, nie patrzyła w lustro.
- Meredith choć ze mna na bal. - ozanjmił mi Black.
Władczym tonem.
Nie czekając na odpowiedź pobiegłam w stronę ZL (Zakazany Las).
Może od razu zacznijmy mówić na quidditch Q, a na Hogsmeade H? Ograniczy to ilość błędów.
- Co ty tu robisz? nie powinieneś mieć lekcji?
- Chodze, powinienem tak jak ty. Co sie stało ze cie nie am na lekcjach?
- Musiałam pomyśleć. Kolega mnie wkurzył i pobiegłam do ZL żeby chwile pobyć sama.
A własnego pokoju ze ścianami pomalowanymi na czarno akurat nie było pod ręką...
Przed pomieszczeniem Mat mnie pocałował i poszedł do stołu Slytherinu. Ja zadowolona poszłam do stołu Gryffindoru. Niestety moja radość nie trwała długo bo naprzeciwko mnie siedziłą śliniacy sie z jakąś dziewczyna Black.
Przyganiał kocioł...
- Tak ale nie tą którą chciałem. Lily idzie z kimś innym. Właśnie Meredith tylko ty nam nie mówiłaś z kim idziesz. Podobno miałaś wiele propozycji.
- Tak miałam. Wszystkie od totalnych idiotów, kretynów i debili oprócz jednego.
Cóż, ciągnie swój do swego, że tak powiem...
Po tej ajkże miłej pogawendce poszłam z dziewczynami na OPCM. Po drodze złapał mnie mat. Zaciągnał do klasy i przycisnął do ściany.
- Słucham? - zapytałam przesłodzonym głosem. Zamiast mi odpoiwedzieć zaczął całować.
Po co marnować czas na rozmowy?
Gdy skończył zapytał:
- Będziesz moja dziewczyna?
- Tak a teraz póść bo tym razem chce iść na lekcje.
Romantycznie...
Po lekcji zostałąm zasypywana pytaniam. Próbowała je uciszyć ale sie nie dało iwęc przeszłam do radykalnych środków.
- Silencio. No nareszcie cisza. Spóźniłąm się na lekcje przez Mata. Zaciagnął mnie do klasy i poprosił o chodzenie to wszystko.
Dziewczyny były skrajnie rozczarowane.
W dniu balu mielismy wolny dzień. Rano po śniadaniu spotkałam sie z Matem. Nasz związek kwitnie.
Byleby nie wydał zbyt wcześnie owoców.
W PW Ślizgonów bywałam ostatnio dosyć często dlatego juz nie wzbudzałam żadnych zdziwoinych spojrzeń ani nic takiego.
W Hogwarcie to już nikogo nie dziwiło.
Bal sie zaczynał o 19 a ja zaczęłąm sie przygotowywać o 17. Dziewczyny przygotowywały sie w sumie od pierwszej. Nie rozumiem ich. Ja sie szybko umyje ubiore i doprowadze do stanu używalności w dwóch godzin a one potrzbuja na to siedmiu godzin.
A i tak nie będą tak cudne i piękne jak Meredith.
Kate miała na jednym oku jakby skrzydło złote a drugie miała przysłonięte włosami.
Innymi słowy, grzywka typu emo.
[Ale to skrzydlate oko...]
Tylko Syriusz zmienił partnerke na Marion!
Ciekawe, co na to Robin Hood.
Gdy sie zmęczyłam przysiadłam się do Lily a Mat poszedł do swoich kolegów.
- Jak sie bawisz? - zapytałam
- Super, bo James właśnie poszedł po napoje.
- Nie przesadzaj. Nie moze być aż tak zły. Wyobraź sobie ze mogłaś na ten bal iść z Peterem albo Blackiem.
Biedny, niechciany Peter... Zaczynam się dziwić, że nie zadźgał ich wszystkich jescze w Hogwarcie.
Nagle bez zastanowienia rzuciłąm sie na szyje mojemu facetowi i go gorąco pocałowałam. W tym momęcie Syriusz wstał i wsciekły wyszedł. Popatrzyłam głupim wzrokiem na Jamesa i zapytałam
- Co mu jest?
- Domyśl sie.
- Ach – westchnęła Meredith. – Przecież nie mogę sobą obdzielić wszystkich...
- Nie chce zebyś przestał kochać Meredith ale zebys dał sobie troche luzu.
- Daje sobie luzu. Zachowuje sie normalnie tak jakby nic dla mnie nie znaczyła ale zrozum ja ją kocham...
Sposób na podryw według Syriusza Blacka.
Szczenka mi opadła.
I rombneła o podłogem.
Jutro ma być mecz quiddicha. Gryffindor przeciwko Slytherinowi. I komu ja mam kibicować?
Jak to komu? Zwycięzcom!
Potem mnie pocałował i powiedział żebym sie nie martwiła i spała dobrze. Tak jasne sam sobie śpij dobrze wiedząc ze jutro twój chłopak może wygrać mecz a przyjaciel go zabić za to że chodzi z dziewczyna którą kocha i za to że wygrał mecz.
Morderstwa w Hogwarcie to normalka.
No nic trzeba życ dalej.
Choćby wszyscy twoi wielbiciele wybili się nawzajem.
Po drodze musiałam interweniować bo Black i Mat sie pobili.
- DO CHOLERY JASNEJ JAK ZARAZ NIE PRZESTANIECIE JUŻ NIGDY SIĘ DO ŻADNEGO NI ODEZWE A NAWET NIE SPOJRZE!
Syriusz i Mat z nowo obudzoną nadzieją kontynuowali walkę ze zdwojoną energią.
Poleciłam Jamesowi żeby zabrał Syriusza do WS.
Czy ona ma zamiar wyrzucić Minerwę z interesu?
Po drodze kilka razy ktos podciął Matowi noge. Zapomniałam dodać że on jest szukającym. Mił przeciwko sobie prawie trzy czwarte szkoły. Ja tez przy okazji zostałam wyklęta bo z nim chodze.
Oj, nie tylko dlatego *od niechcenia bawi się laleczką wudu*
Po 15 minutach rozpoczął sie mecz. Na każdą bramke się cieszyłam i Gryfonów i Ślizgonów. Mecz skończył sie wynikiem 250 : 240 dla Slytherinu. Rozejżłam sie po całych trubunach. Cieszłya sie tylko zielona część więc nic po sobie nie pokazywałam.
Bo siedziała w samym środku klubu kibica Gryffindoru.
Chodziłam po zamku i myślałam. Nagle usłyszłam ciche kroki za moimi plecami. Przyspieszyłam ten ktos za mną też. Juz chciałam skręcac ale te chłopak przycisnął do ściany. Nie pamiętam dokładnie jego twarzy.
- Co na spacerek sie wybrałaś?
Na te słowa splunełam mu w twarz. Nigdy nie byłam taka kobieca jak Kate. Chyba sie wściekł bo brutalnie zdjał mi koszule.
Czyżby Blaise senior?
Nie było trudno mnie rozebrać a on juz był w połowie.
No comments.
Całował mnie, dotykał moich piersi i tyłka. Nie mogłam sie ruszyc czy zawołać pomoc. Łzy obficie leciały mi po policzkach. Nie tak sobie wyobrażałam swój pierwszy raz. Juz zciągał mi majtki gdy przyszedł mój rycerz.
Na białym rumaku.
- Zostaw ja.
- O witaj Mat. Chciałem sie zabawić.
- Mówie zostaw ja.
Bohaterski Tró Loff wkracza do akcji.
Pożegnałam sie z Matem i podeszłam do Blacka.
- Czy on ci coś zrobił? - zapytał spokojnie.
- Nie nie on. Jakiś inny Ślizgon chciał mnie... - wybuchłam płaczem i przytuliłam się do Syriusza. On pocałował mnie w głowe i dał swoją bluzę zabierając resztki bluzki.
A teraz czas na Tró Loff numer dwa.
Usiadłam na rogu łóżka i zaczelismy rozmawiać. Po pewnym czase położyłam sie obok niego i zasnęłam w jego ramionach. Nie wiem czemu to zrobiłam. Akurat teraz potrzebowałam miłości jakiej niestety nie dał mi Mat.
Mat tylko ją uratował przed gwałtem.
- I tak sie będe z nim spotykać. Mat to mój facet nie zauważyłeś? - byłam coraz bardziej wściekła.
- Sama tego chciałaś. Zakazuje ci sie z nim spotykać. Jeżeli jescze raz sie pocałujecie odbiore to jako zdrade.
A matki tak się natrudziły z zaaranżowaniem zaręczyn...
Po wyjściu z sali spotkałam Mata. Chwile szlismy trzymajac sie za ręce potem mnie pocałował. Lekko zaczął mnie piec palec. Gdy zaczeliśmy sie całować bardziej namiętnie miałam wrażenie że ten palec płonie żywym ogniem. Oderwałam sie od Mata i spojżałam na ręke. Na tym palcu miałam pierścionek zaręczynowy. Próbowałam go zdjąć ale nie mogłam.
*parsk* Pierścionek cnoty objawił swą moc.
Znów się spóźniłam tyle ze teraz miałam cały makijaż rozmazany. Wogóle sie nikt tym nie przejał.
Widocznie z nierozmazanym makijażem wcale nie wyglądała lepiej.
- Ale o co chodzi?
- O ten pierścionek. On jest zar... specjalny. Dostałam go od jednego faceta i on zażądał zebyśmy sie więcej nie spotykali.
Konkretnie to dostała go od własnej matki, ale kto by się szczegółami przejmował.
[One Ring to rule Mary Sue...]
Gdy cie wtedy pocałowałam czułam jakby ręka paliła mi się żywym ogniem. Chciałabym być z tobą ale nie wytrzymałabym tego bólu podczas naszych pocałunków.
Będzie musiała wyruszyć w drogę, aby wrzucić pierścionek do Góry Ognistej. A po drodze napadnie ją banda orków.
Tuż przed kolacja chłopacy chcieli iść z nami na kolacje ale Lily i Kate ich spławiły mówiąc że są świniami.
Puściły im przebój Big Cyca.
Podeszłam do Blacka i zaczęłam go całowac. Chyba pomyślał ze mu wreszcie wybaczyłam. Ha ha ha marzenia. Najpierw był zdziwiony ale potem odzwazjemił pocałunek. Delikatnie wyciągnełam śnieg z kieszeni i nacierałam mu krocze. Wiem zboczona jestem ale warto choćby dla jego miny po wszystkim.
Komentarz dopiszcie sobie sami.
- To już zostaw mnie, a teraz wracamy do tego co robiliśmy. - zaczął na mnie lecieć z pełną prędkością. Chyba nie zauważył, że za mną jest wierzyczka.
I nadziejka.
[O miłostce nie wspominając.]
Odsunęłam sie w ostatniej chwili i BUM!!! Walnął w wierzyczke.
A nadziejka dobiła.
Jak ja mogłam na jego przystojnej twarzy (która wygląda jak dupa słonia) zrobić guza.
Ale mimo to twarz była przystojna. Kwestia gustu.
Zostawiłam dziewczyną miotłe i pobiegłam do lochów. Modliłam sie w duchu żeby nie zmienili hasła.
Slughorn zainstalował alarm?
Daleko na końcu korytarza zobaczyłam Mata, mój ratunek. Podbiegłam do niego i poprosiłam:
- Choc szybko do twojego dormitorium. Ale biegiem. - zdziwony ale zadowolony pociągnał mnie do PW Ślizgonów.
Zaczyna się robić gorąco...
Gdy weszliśmy do dormitorium zamknął drzwi i pocałował gorąco. Niestety pierścionek nadal piekł więc sie od niego oderwałam
- Przepraszam naprawde bym chciała ale nie wiem co jest z tym pierścionkiem.
Albus już organizował Drużynę Pierścionka.
Skinął głowa na znak ze tak. Wyszlismy do PW, tam dołączył do nas kolega Mata, Tom. Był przystojny. Miał zielono-niebieskie oczy, ciemno brązowe włosy i widać było że jest dobrze zbudowany.
Kolejny Tró Loff?
Wsadziłąm ręce do kieszeni i poczułam tam jakąś kartkę. Wyciagnęłam i pirzeczytałam:
Umówmy się dziś pod wejściem od Łazienki Prefektów o 21.00
Tom
Cóż, cierpliwością nie grzeszy.
[Dumbel ustanowił nowe miejsce schadzek? Może Pokój Życzeń przeżywa oblężenie?]
- Censpalo* - Zamiast zniknąć, jego guz był otoczony neonami tak aby wszyscy go widzieli.
* Casentio to zaklęcie wymyślone pzrezemnie zastzreżone prawami autorskimi:)
Dobra pamięć nade wszystko.
Potem zmieniłyśmy temat. Nie miałam ochoty myśleć o tym co mógłby mi Syriusz zobić. Dziewczyny niestety maja racje. On jest dla mnie poważnym zagrozeniem.
Przy Syriuszu Voldemort to pikuś.
Wzięłam toche ziemniaków i rzuciłąm w Blacka.
Wojna na żarcie!
Gdy spojrzał w moją strone noramlnie jadłam i gadałam z dziewczynami. Odzcekałam chwile i znowu, tak jeszcze dwa razy. Chyba sie wreszcie zoriętował bo nie odrywał odemnie wzroku. A ja nic. Jadłam dalej. Nagle oberwałam marchewką. Spojrzałąm na Blacka wściekłym wzrokiem, a on nic. Obrał moja strategię. Śmiał sie z czegoś z Jamesem. Wziełąm ziemniaki i trafiłam mu prosto w gębe. Mój cudny cel. Jestem z siebie dumna.
Opisy batalistyczne z „Potopu” blekną i nikną.
- Pamiętaj że on jest groźnym przeciwnikiem - ostrzegła mnie Lily.
Tak naprawdę to Voldemort tylko się wysługiwał Syriuszowi. Nie wiedzieliście?
Kate nadal chodzi z Remusem z czego jest zadowolona a Lily:
- Chcce wzbudzić w Jamesie zazdrść. Spotykam się z Paulem Conteyne z Ravenclawu.
- Zanm go. W Ravenclawie podwalał sie do mnie. Masz racje jest miły i ładny. Gdybym wtedy nie miałą faceta bym go wzięła.
Bierz go!
Teraz Meredith.
- No... ja gustuje w Ślizgonach. Najpierw Mat a teraz Tom.
Uśmiechnęła się i dodała:
- Ja lubię takich mrocznych. Chociaż oni nie są jeszcze tacy fajni. Ale słyszałam, że ostatnio pojawił się jakiś lord...
Przed waszym przyjściem znalazłam kartkę w kieszeni. - podałam im zwitek papieru.
- Muisz iść. - powiedziała Lily
Hogwart stoi na krawędzi bankructwa.
- Hay a co z Matem? Powiedziałm dziś mu że mi go brakuje.
- Popros Toma żeby nic nie mówił Matowi. - znalazła rozwiązanie Kate.
- Chcałabym w takim razie abyście pilnowały facetów.
Spoko, jak dobrze pójdzie, to jeszcze z dziesięcioma będziesz się mogła umawiać.
Po kolacji pobiegłyśmy z dziewczynami do dormitorium żeby mnie przygotować. Po wielu próbach uzanłyśmy ze najlepszy będzie zwykły stórj czyli jeansy i biała bluza.
W łazience na pewno się przydadzą.
Po drodze spotkałyśmy Mata.
- Cześć możemy pogadać. - zapytał
- Jasne.
Odeszliśmy na bok. On rozejrzał się po korytarzu i mnie pocałował.
To dopiero głęboka rozmowa.
Odepchnełam go i popatzryłam na pierścionek.
- Patrz, już nie boli. Ale fajnie ten kretyn musiał o tym zapomnieć. - rzuciłam mu się na szyje.
Pierścionek cnoty się zaciął.
Tym razem ja go pocałowałam. Całowalibysmy sie tak dalej gdyby ktos nam nie przeszkodził:
- Meredith?! - krzyknął... Mat
- Kim jesteś? - zapytałam do obu
- Jestem Mat. - odpowedział ten co stał przy mnie
- Nie to ja jestem Mat on to marna podróbka. - powedizał ten drugi co przed chwila przyszedł.
*zastanawia się* Jakim cudem Syriuszowi udało się tak szybko uwarzyć eliksir wielosokowy?
- Jak nazwałam Malfoya i twoja eee... waszą bande w pociągu po walce z Blackiem? - pierwsze co mi przyszło do głowy. Jednak odpowiedź mogły znać tylko osoby które były w ich przedziale.
- Eee... pijawki. - odpowiedział numer jeden
- Sępy.
- Poprwana odpowiedź numer dwa to znaczy Mat.
*zaszokowana* Po tym czasie on wciąż pamięta dokładnie jej słowa? Czyżby wreszcie jakiś facet, który słucha kobiet?
Milczał wiec rzuciłam na niego zaklęcie rozpoznające prawdziwa osobowość.
W sensie że nad dobrymi pojawiała się aureola, a nad wrednymi rogi czy coś w tym stylu?
Syriusz jednak zniknął w rekordowym tępie.
W takim, jak tEMpota Meredith rosła.
Spojżałam na Mata, nie miał zadowolonej miny.
- Zawsze będe tym drugim. - spuścił glowe i odszedł w strone lochów.
- Czekaj! – zawołała za nim Meredith. – Nic straconego! Zawsze możesz jeszcze być trzeci!
Wściekła pobiegłam do PW. Tam zastałam Blacka razem z resztą paczki. Przestraszył się na mój widok. Podeszłam do niego i walnęłam pięścia w oko tak że mu sie pierścionek odbił na oku.
A w gałce ocznej pozostało mu trwałe wgłębienie.
Ja ci się nie wtrącam jak lizesz sie z innymi laskami. Własnie to jest pomysł. Zakazuje ci sie całować z innymi dziewczynami bo odbiore to jako zdrade. - uśmiechnełam się z satysfakcją.
I Syriusz też dostał własny pierścionek cnoty.
Nie wiedzieli o co chodzi z tą zdradą przecież ze sobą nie byliśmy. No w sumie jesteśmy tylko nieosicjalnie.
Sic!
Wytłumaczyłam ze musiałam sie załatwić. Chwile potem przyleciała do mnie sowa. Była od Toma:
Bądź o 22 przy PŻ. Będe czekał.
Tom
Oho, miejsce schadzek numer dwa.
Schowałam liścik i pobiegłyśmy z dziewczynami przygotować mnie do kolejnej randki. Tym razem byłam ubrana w sukienke bez ramiączek do kolan, koloru czarnego.
AŁtorka się rozwija. Już wkrótce dołączy opisy makijażu.
Usiedliśmy przy stole i zjedlismy kolacje. Wypiam kilka kieliszków wina. Potem przeszliśmy na łóżko. Najpierw tylko rozmawialiśmy a potem zaczął mnioe całowac. Po tych kilku kieliszkach nawet sie nie opierałam. Położył się na mnie dalej całując. Gdy przestaliśmy wtuliłam sie w niego i poszłam spać.
Dumbledore jęknął, zawiedziony.
Rano obudziłam się i spojżałam na twarz Toma a raczej:
- BLACK ZNOWU TY?! - wrzasnełam.
*myśli* Gdyby Meredith zaszła w ciążę z kimś pod wpływem eliksiru wielosokowego, to jakie DNA miałoby dziecko?
- Czy wy... - zaczęła Kate
- Co czy uprawialiśmy seks? Nie do tego na szczęście nie doszło. - obie odetchnęły z ulgą.
Albus podwoił starania.
Teraz ja wyciagnełam różdżke. Zaczelibyśmy w siebie rzucać zaklęciami ale przyszła McGonagall. Będzie gnuj.
I to nieortograficzny.
Odeszła. Black poszedł do SS posyłając mi spojżenie które zabija.
Niestety, nieskutecznie.
Szłyszałam wersje ze rzucił sie na nauczycielke by ja pocałować i że pobił się z jakimś uczniem z pierwszej klasy o kilka cukierków.
”szłyszałam”=”słyszałam, kiedy szłam”
[*wyobraża sobie Syriusza z McGonagall*]
Dzień minął spokojnie tylko ze zarobiłam szlaban na eliksirach. Przez "przypadek" wybuchło biurko nauczyciela. Mialam sie stawić o 18.
Znowu...
Stawiłam sie i kazał mi czyścić wszystkie fiolki i kociaołki. Gdy tak sobie czyściłam przyszedł do profesora Black.
Oczywiście. Szlaban nie może się obyć bez rozwoju wątku miłosnego.
Zaraz zaraz czy ja myśle o Syriuszu Blacku jako kandydacie na chłopaka? Nie wsytarczy mi że jest moim wymuszonym nażeczonym?
*parsk*
- Zaczekaj panienko, pan Black cie odprowadzi.
- Dziękuje profesorze ale chce dojść tam w całości.
I nietknięta.
- Ha ha ha. Widziałem że na mnie patrzyłaś.
- No i co z tego? Tylko oczy marnowałam.
A można by je lepiej spożytkować.
Zamias sie odsunąć zagrodził mi droge. Pocałował mnie namiętnie i czule. Poddałam sie temu pocałunkami.
Krwawe starcie.
Zamknęłam wszstkimi możliwymi zaklęciami i tak zeby nic nie słyszeć i poszłam pod prysznic. Woda sływała po moim ciele jakbym chciała coś z siebie zmyć. Jakby pocałunek z Syriuszem to zbrodnia albo coś nieczystego.
Jeśli nie umył zębów...
Spojżałam jeszcze przez okno. Było piękne, granatowe i spokojne.
A co dopiero jego szyba...
Tytuł opka: Zaręczyny Hariet i... Syriusza!!!
Jeszcze jedne zaręczyny i chyba zwariuję. Już teraz się gubię w fabule.
Już miałam wychodzić na korytarz na trzecim piętrze gdy usłyszałam podniecony głos Hariet:
- Chodze z nim!!! Mało tego zaręczyliśmy się!!!
- Świetnie. Ty to masz szczęście. Większość dziewczyn w szkole chciałaby żeby Syriusz sie z nimi zaręczył. - powiedział... Jack?! Przecież on szalał za Hariet. Wogóle co ta dziewczyna wymyśliła?
Prześledziła kilka odcinków „Mody na sukces” i spróbowała jej dorównać.
Tam myśl nie dawała mi spokoju. Posiłki jadłam żadko w sumie tylko śniadanie i kolacje.
Toż to prawie anoreksja!
Dopiero po tygodniu zrozumiałam dlaczego ta myśl mnie prześladowała i dlaczego się zachowywałam ajkbym była obecna tylko ciałem które nie potrzebuje dużo jedzenia, szczególnie jak jadło same co sie często zadarzało bo przychodziłam na ostatnie minuty posiłków.
Emo-ciało.
- Chodzi o Syriusza? - pokiwałam głową twierdząco. - Idź z nim porozmawiaj.
To najgłupszy pomysł jaki ostatnio słyszałam.
Rozmawiać? A po co?
- Czy to prawda, co mówią o Blacku i Diabeli?
- Tak. Zaręczyli sie jakiś tydzień temu. Jednak Syriusz chyba tego naprawde nie chciał . On mówi że ona go podeszła jakimiś eliksirami czy coś w tym rodzaju.
Syriusz to kompletna ciamajda. Już jest podwójnie zaręczony i z żadną z nich nie może zerwać...
Poczułam sie jakby ktoś mnie walnął kijem bejsbolowym (tak się to pisze?) w tył głowy.
Ten nawias niewątpliwie dodaje dramatyzmu.
Nagle zaczęły mi lecieć łzy. Straciłam go na zawsze. Teraz kiedy zrozumiałam ze go kocham.
Tak tęskniła za bitwą na żarcie...
Chwile później usłyszałam czyjeś kroki. Cudem znalazłam peleryne-niewidke Jamesa (kiedyś się o niej dowiedziałam przez przypadek jak chciałam im zrobić kawał) i pobiegłam do łazienki.
Bo Meredith wie o wszystkim.
Okazało się że to Syriusz w samych spodniach. Kolejne ciężkie łzy mi poleciały po policzkach. Oparł się o umywalke i spojżał w lustro, potem na branzoletke (coś w rodzaju pierścionka zaręczynowego)
Czyżby kolejna wersja pasa cnoty?
i rozwalił lustro.
No to czeka go siedem lat nieszczęścia.
[Już się zaczęło. Odkąd go zaręczyli z Meredith.]
- Ale ja kocham inną dziewczyne. Prawda że mnie nienawidzi ale...
Nie Syriuszu to nie jest nienawiść. Jej bardzo zalezy na tobie i waszej znajomości. Jeżeli ją znasz to powinieneś wiedzieć że ona nie umie pokazywać swoich uczuć.
Jest bardzo skryta i nieprzenikniona. O czym wiedzą jej przyjaciółki, którym opowiada wszystkie szczegóły randek.
Straciłam apetyt na kilka lat, tzn dopuki nie skończe Hogwartu i nie będe musiała oglądać tamtą pare przy każdym posiłku.
Przedtem umrze z wycieńczenia.
[Nareszcie!]
Co prawda byłam z nim pierwsza zaręczona, ale to już sie nie liczy.
A co? Nowe zaręczyny kasują poprzednie?
- Nie przejmuj sie nim tak. Przecież to tylko twój przyjaciel.
- Nie Lily, to nie tylko mój przyjaciel. Od kiedy się dowiedziałam że jest z Hariet, zdałam sobie sprawe że nie chce go starcić.
Skarcić?
Jednak nie było mi do śmiechu kiedy zobaczyłam Hariet w naszym PW, na naszej kanapie, na moim miejscu.
- Czyli już chcecie mnie wymienić na tą idiotke? - zapytałam Lily ze łzami w oczach.
To już chyba nie mogłaby być zmiana na gorsze...
- O Meredith! Dawno się nie widziałyśmy. Co u ciebie? Pewnie już słyszałaś że mam nażeczonego. Znasz go bardzo dobrze. Ale przecież Syriusz cie nic nie obchodzi, więc co ja będe cie zanudzać. - uśmiechnęła sie szyderczo wtulając sie w pierś Syriusza. Spojżałam w jedo oczy. Miał w nich ból, ogromny ból.
Bardzo cierpiąc, przytulał do siebie dziewczynę i z udręką nie do zniesienia ją pocałował.
- Ja tego nie chce. Co mam robić? Ona mnie nerwowo wykańcza. - usiadł na łóżku, chowając twarz w dłonie.
”Czuję się cienki jak rozsmarowane masło...”
[To przez pierścionek!]
Obok niego leżał biały tshirt który ja użyłam jako chusteczki.
*smark*
Chyba po raz setny dzisiaj sie popłakałam.
- Co ci jest? Ty nigdy nie płaczesz więc nie mów że nic. Czy to ma jakiś związek ze mną? - zapytał niepewnie.
AŁtorki to nawet z Syriusza potrafią zrobić idiotę.
- Tak to ma związek z tobą i tą kretynką. Zależy mi na tobie, a ja znam Hariet. Z nikim nie będzie chciała się toba dzielić.
No nie! I nie będzie chciała użyczać swojego męża innym kobietom?
Hariet jednak nigdy nie będzie cie kochała tak jak dziewczyna którą oboje dobrze znamy.
Wstałam, ocierając łzy i już chciałam wychodzić kiedy Syriusz powiedział z rozbawieniem:
- A wypierzesz mi koszulkę? Chyba sie troche wybrudziła przed obiadem.
ROTFL!
[Czyżby konkurs na żonę?]
W połowie schodów go zatrzymałam. - Zróbmy kawał Hariet. - powiedziałam błagalnym głosem
- Co masz na myśli?
- Rozczochraj się i źle zapnij guziki od koszuli.
Po co niepotrzebnie robić Dumblowi nadzieję?
Ja odpiełam środkowy guzik i też sie rozczochrałam. Zeszliśmy do PW. Syriusz padł na kanape jakby był czymś bardzo zmęczony. Zrobił mi miejsce (zrzucając Petera) i padłam obok niego.
Peter! Ty żyjesz?
- Musze już iść. Kochanie odprowadzisz mnie? - na "kochanie" Syriusz się skrzywił.
- Wybacz ale jestem zbyt zmęczony. - pocałował ja w policzek.
To musiała być dla niego gehenna.
- Dziękuje, wiem że jestem genialna. - powiedziałam szybko, z udaawaną skromnością.
Mary Sue i skromność? W to nikt nie uwierzy.
Panna Anemia (08.07.2009, 17:08)
brak www
Co te aŁtoreczki jeszcze wymyślą? Czekam na następną analizę. A co do tej, to ja bym się za tego blogaska nie wzięła.
Mirveka es Venes (03.07.2009, 16:47)
brak www
Ja zawsze podziwiałam ludzi, którym chce czytać się taki chłam. Ja bym po trzech stronach nerwy straciła.
Z drugiej strony - wyciąganie kwiatków jest śmieszne i po samych tych fragmentach mam wystarczającą wiedzę o fabule. To chyba źle świadczy o blogu.
A tak z ciekawości - powiadamiacie ludzi o analizach ich dzieł?
A.K. (03.07.2009, 09:20)
brak www
nawet nie wiecie ile osób z wytęsknieniem czeka na czwartek... @_@
Strzyga (02.07.2009, 16:02)
brak www
Mam przeczucie, że w następnym blogasku pojawią się rajstopy albo nawet podpaski cnoty. Czego to aŁtoreczki nie wymyślą aby ich blogasek był jeszcze bardziej wypaśny. Ale w sumie to dobrze, bo to co tam wypisują jest lepsze niż kabaret i właśnie dzięki temu mamy te niepowtarzalna okazję śmiać się do tzw. "urzygu".