Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
45. HP i pierścionek cnoty 1/4
45. HP i pierścionek cnoty 1/4 (25.06.2009, 14:04)
Rozpoczynamy analizę blogusia, który udowadnia, że nie ma granicy, której aŁtorkizm by nie mógł przekroczyć...

Analizowała: Miss Derisive

O bohaterach

Meredith Janet Nadalli
(...) Mam ładną fugurę (jedna z niewielu rzeczy które lubie w swoim ciele).
*myśli* Fugi chyba nie można nosić w ciele, więc to musi być coś innego...

Mam piętnaście lat i jestem uwarzana za piękność Hogwartu.
Uwarzana przez Snape’a. W kociołku.

Osobiscie uwarzam że ten tytuł powinien należeć do Lily Evans, która jest moją przyjaciółką, no ale cóż faceci są ślepi i głupi.
Chwila! Nikt nie ostrzegał, że to będzie yuri...

Początkowo jestem w Ravenclawie, ale zostaje przeniesiona do Gryffindoru.
Tiara Przydziału też bywa omylna. Bądź sprzedajna.

Mama jako jedyna była w Ravenclawie.
Dom jednoosobowy?

Podobno bardziej jestem podobna do taty którego nie znam. Podobno umarł jak byłyśmy małe. nie wierze. Czuje ze go znajde.
Błagam, tylko nie Voldi...

Kate nie chciała być podobna do mnie więc pofarbowała się tak że jest brunetką.
Popieram wzniosłą ideę.

W Ravenclawie miałam przyjaciółke Hariet Diabeli która się na mnie obraziła z niewiadomych przyczyn, i przyjaciela Jacka Sumersa z którym również straciłam kontakt po przeniesieniu.
Nazwisko Hariet to mistrzostwo.

Zwyczajnie mnie unikają! Lubie całą paczkę Huncdebili (możeże prócz Petera)
Bo Peter nie jest kul i dżezi.

Liliane Evans to ta z dolu.
Udziwniona forma imienia „Lily” – zaliczone.

Kate Nicole Nadalli to moja siostra. Jest farbowaną brunetką (nie chciała się przyznawać, ze jesteśmy bliźniaczkami, wredna małpa :P) i tak jak ja ma zielone oczy.
W opku wystarczy zmienić kolor włosów, a jesteś nie do poznania.

Od początku jest w Gryffindorze. Dobrze się uczy i podoba jej się Remus Lupin.
Lily ma Jamesa, Kate Remusa. Czyli dla Meredith zostaje...
[Peter!]


Czas na treść właściwą, rozpoczynającą się jakże obiecująco...

Rano wstałam jeszcze przed śniadaniem (cud!).
Pospiesz się, jeszcze zdążysz zejść!

Poszłam umyć zęby. Weszłam do łazienki i zamknęłam się na klucz.
*zaznacza kolejny punkt „Poradnika”*

Usłyszałam, że ktoś wychodzi z pod prysznica. Był to Black owinięty najmniejszym ręcznikiem na świecie.
Właściwie ręcznik zasłaniał tylko pępek.

- Nie widzisz że JA się myje?
- Widze tylko, że stoisz tutaj w tym skąpym "stroju" i na mnie krzyczysz. Widoki mam imponujace nie zaprzecze. - bezczelnie gapiłam mu sie na tors.
Pępka, niestety, widzieć nie mogła z powodu ręcznika.

- WYJDŹ WIEDŹMO! – krzyknął
Plus za wnikliwą obserwację charakteru Meredith.

- Ja wiedźma? - teraz się wkurzyłam - Poczekaj chwilę przyniosę aparat, zrobie ci fotkę i sprzedem w Hogwarcie. Ale zarobie!
Czyżby w Hogwarcie funkcjonowała gazetka... hmmm... szkolna?

- Chociaż ja też mam ładne widoki. - uśmiechnął sie i oleciał mnie wzrokiem z góry na dół.
To już nawet nie brzmi dwuznacznie...

Nie zdążyłam się ubrać i byłam w mojej ukochanej (krótkiej) koszuli nocnej z napisem "Kochaj mnie..." (bez skojażeń)
Ależ skąd. Niemanieskojarzeń to moja specjalność.

Próbowałam wyjść ale nie mogłam. Od tyłu podszedł do mnie Syriusz i mnie objął.
- Spokojnie. Nic ci nie zrobie.
Jasne. Tak samo mógłby powiedzieć człowiek spotkany w ciemnym zaułku, trzymający nóż i patrzący wyrachowanym wzrokiem na twój portfel.

- Zostaw mnie.
- Ładna jesteś.
Otworzyła zamek i mnie wypuścił.
Zmiana płci – jest.

O co mu chodziło?
No idea.

W pokoju się ubrałam i zeszłam na dół do jadalni.
Nareszcie.

Zrobiłam sobie kilkakanapek. Gdy zjadłam wybiegłam z domu krzycząc że wychodze i wróce późno.
Zaraz, czyli że ona nie jest w Hogwarcie? To co robi u niej Syriusz?
[Jak to co? Myje się w jej łazience i pozwala napawać oczy swym boskim torsem...]


Na mieście najpierw poszłam do kina na romantyczną komedię, która wcale nie była śmieszna.
Pewnie polska.

Po filmie poszłam na skwr.
A potem nad rzczk.

- Cześć, nazywam się Jessica Mader. Chodzimy razem do szkoły. Jestem z Gryffindoru.
- Ja jestem.. - ale mi przerwała
- Wiem jak sie nazywasz i z jakiego domu jesteś. Cała szkoła wie, szczególnie faceci. - posmutniała.
*spokojnie nakłada okulary przeciwmarysiowe*

- Czy ja coś ci zrobiłam?
- Nieświadomie. Miałam kiedyś chłopaka, najprzystojniejszy na moim roku. Nazywa się Robert Winson, byliśmy w sobie bardzo zakochani. Przynajmniej tak myślałam. Pewnego dnia powiedział mi, że on ciebie kocha i jak ty go bliżej poznasz to napewno też go pokochasz. - przerwała.
*mimo okularów, pada oślepiona*

Nie wiedziałam co mam jej powiedzieć, jak pocieszyć.
”No cóż, nie wszyscy mogą być tak doskonali jak ja.”

- Po tym dniu nie mogłam się otrząsnąć. Zapominałam o lekcjach i spotkaniach z przyjaciółmi. Było mi bardzo ciężko. Za wszystko obwiniałam ciebie, choć podswiadomie wiedziałam, że ty zawiniłaś najmniej.
Może i tak. Ale moja uszkodzona psychika pozostaje faktem.

- Nie powinno ci być wstyd. Miałas prawo tak myśleć i masz dużo odwagi, że mi to mówisz. Podziwiam cie.
Oświadczyła Meredith i gestem nakazała złożenie sobie pokłonu za okazaną szlachetność.

Poszłam do mojej ulubionej restauracji w mieście. Zamówiłam sobie wegetariańskie danie. W zcasie czekania podszedł do mnie chłopak.
- Cześć Meredith.
Jemu też Meredith odbiła chłopaka?

- Cześć... yy... ktosiu.
- Ha ha ah. Nazywam się Mat Linson moge się dosiąść?
- Tak, jasne. Skąd mnie znasz?
- Ze szkoły. jestem ślizgonem, na tym samym roku co ty, mamy razem kilka lekcji.
A ona go przeoczyła...
[Czy cały Hogwart skumulował się w jednym mieście?]


- Super. - choć tak naprawde się bałam. Ślizgoni przecież ciągle mnie zaczepiaja zresztą jak każdego. Przyjżałam się chłopakowi. Był nieziemsko pzrystojny.
Czy w Hogwarcie jest aż tylu nieziemsko przystojnych facetów, że spokojnie można nie zauważyć jednego czy dwóch? Chyba źle wybrałam moją ścieżkę edukacji...

Gdy zniknął mi z oczu weszłam do domu. Czułam jakby tysic motylków latało mi w brzuchu.
To niehigieniczne.

Kolacje zjadłam w milczeniu myśląc o Macie. Po zjedzonej kolacji wieczór spędziłam z Kate i resztą na grze w butelke. Musiałam kilka razy pocałowac Blacka <= cudownie całuje, i raz Pottera.
Czuję się kompletnie niezorientowana geograficznie. To są w tym Hogwarcie czy nie?
[Gra w butelkę to podstawa.]


Po ocknięciu się spostrzegłam, że spałam na kolanach Blacka. Cofnij. Spałam na kolanach BLACKA?! Jak to się stało?
Nie wiem, czy chcę poznawać odpowiedź.

Ostatnie co pamiętam to gra w butelkę i że dostalam coś do picia od Syriusza.
No ładnie... Odpowiednik mugolskiej pigułki gwałtu?

Rozejrzałam się po pokoju. Łeb mi nawalał jak nigdy.
Kac. Kolejna typowo hogwarcka popijawa.

Kate będzie w niebo wzieta, spała na kolanach Remusa. Rozpęta się też kolejna wojna. Lily spała u Jamesa.
Ale najszczęśliwszy to będzie Dumbledore.

- Stul dziub.
*radośnie zaznacza błąd ortograficzny*

- Biedny Jmaes. Utworzyły się pary. - powiedział z błyskiem w oku.
Sparzyli się.

- Oni się wreszcie zejda no może prócz lily i Jamesa ale i tak kiedyś będą razem.
I będą mieli syna. Krew jego dawne bohatery, a imię jego będzie...
[Jenny!]


- Jak to co jesteśmy kolegami. Przyjaźnimy sie ze względu na Kate. Znam cię w sumie tylko... - zatkał mi usta swoimi.
*parsk* Nowa metoda kneblowania?

Był to krótki, namiętny i delikatny pocałunek.
- Co to miało znaczyć?
- Na zgode.
Rozejrzałam się po pokoju. Nikt już nie spał tylko patrzyli się na nas ze zdziwieniem.
Po czym rozległy się gromkie oklaski.

Wyszłam z pokoju kierując się do kuchni. Dogoniła mnie Kate.
- Zero pytań. - z góry ostrzegłam
- Tylko jedno góra dwa. – prosiał
Aż się całkiem zeświniła.

- Dobra pyaj. – stanęłam
”Ale wywiad ma być autoryzowany!”

- Huncwot. Podoba ci się?
- Nie! - głupie pytanie zadała
- Nie umiesz kłamać. Znam cie na wylot. Mów mi zaraz
- No dobra dobrze całuje i powiedzmy że jest przystojny ale gorszy od kolesia którego poznałam wczoraj.
W rankingu ma drugie miejsce.

- Jakiego kolesia?
- Miały być góra dwa pytania - droczyłam sie
- Medi prosze, bądź przyjaciółką.
”I pozwól mi poznać szczegóły twojego życia.”

Obiecałam jej że bedę i powiedziałm żeby poszła po resztę, bo mamy za półtroej godziny pociąg. Zjedliśmy śniadnie w "miłej" atmosferze. Mianowicie James obrywał od Lily za tę noc.
Klęcząc na grochu w kącie.

Właśnie musze zapytać się Blacka co mi dał do picia.
„A wiesz... Sprzedał mi taki jeden... jak mu tam... dealer. Taki starszy pan. Z długą brodą. Na imię miał chyba Albus i wspominał coś o prokreacji...”

Po śniadaniu dowiedziałam ze dał mi piwo najmocniejsze jakie było za co dostał z pięsci w twarz.
Było lecieć po wódkę, głąbie!

Mielismy jeszce 40 min ale jak to mama mówi:
- Lepiej być za wcz...
- wzceśnie niż za późno, tak wiemy ciągle to powarzasz. - doończyłyśmy z Kate.
- Moje córeczki - i pocałowała nas w głowę
Wspólną.

Wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy. Po 20 min byliśmy na miejscu.
W Londynie? No to musiała mieszkać góra 500 metrów od dworca...

Wygrałam z Blackiem, Potterem i Kate w eksplodującego durnia.
Eksplodowała najlepiej.
[Wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać.]


Po pewnym czasie do naszego przedziału wszedł Mat.
- Cześć Mat
- Cześć Meredith
- Więc ludziska to jest Mat, Mat to od prawej Syr...
...a od lewej Oscepek.

- Ale mógłbyś mi nie pzrerywać. Nie nawidze tego.
- Sorki.
- nie sorkuj mi tut...
- Jasne ze się znamy ślizgonie. Wypad z naszego pzredziału- wstał i powiedział ze złością Syriusz
*patrzy na to „zr”* Syndrom Marchewy?

- Merdith nie wtrącej się, to sprawa między naszymi domami a dokładniej między nami. Ty jesteś z Ravenclawu na szczeście. - powiedział Mat i przyciągna mnie do siebie.
Prawie jak „Romeo i Julia”.
[*czeka na podwójne samobójstwo*]


Zaczęli w siebie rzucać czarami. Najpierw Mat dostał zaklęciem rozbrajającym, później Syriusz. Jeszcze było kilka zaklęć ale najbardziej mnie zabolało gdy Syriusz dostał drętwota i rozbił sobie głowę o ławę.
Jakieś zewnętrzne połączenie neuronowe czy jak?

- Podbiegłam do przyjaciela.
- Syriusz słyszysz mnie? Jak się czujesz? Błagam powiedz coś.
- Kocham cię!
Mocno się musiał uderzyć...

Siedział jakieś tzry przedziały dalej w towarzystwie Malfoya, snapa, Narcyzy, Beathris (nie wiem jak się to pisze) i jakiś innych ludków.
Czyli Voldkowa wesoła kompania.
[Już nie mówię o książkach o HP, ale Wikipedia też działa.]


- Ty masz przyjaciół? A myślałam że ślizgona na to nie stać.
Sądząc po majątku Lucjusza, raczej jak najbardziej.

Jednak ja mam coś do ukrycie. Chce porozmawiać na zewnątrz bez tych sępów. - popatrzyłam z pogardą na Malfoya. On wstał wyciągna różdżkę i mi groził.
- Nie pozwalaj sobie. Nas jest więcej i jesteśmy silniejsi. – zagroził
I groźni. I gniewni. I nawet młodzi.

- Jeszcze jedno słowo...
- To będzie całe zdanie. Bravo, kiedy się tego nauczyłeś? - droczyłam się z nim
Było w ostatnim numerze. Zaraz po fotostory.

Osunełam się na ziemie, w coś walnęłam głową i straciłam przytomność. Obudziłam się w moim przedziale. Pierwszą twarz jaką zauwazryłam była twarz Kate. Ledwo ja poznałam.
Odrazu się do niej przytuliłam i zaczęły mi lecieć łzy.
Łzy odrazy.
[Ostatecznie są siostrami-bliźniaczkami...]


- Co ja tu robie? Co się w ogóle stało?
- Syriusz cie przyniusł. Usłyszeliśmy że ktoś rzuca drętwote i się zaciekawiliśmy więc wyjżaliśmy z przedziału.
Święta Ortografio, miserere nobis.

Spojżałam na mojego "bohatera", nie patrzył na mnie tylko w okno.
Takie błędy budziły jego obrzydzenie.

- Mat też się śmiał. Błagam zaprzecz.
- Nie moge. Nie chce cie okłamywać.
- Kłam, jak ci każę!

- Nawet nie próbował go powstrzymywac a potem jeszce się bezczelnie śmiał. - poleciała mi łza.
Samotna!

- Właśnie ten cały Mat to typowy slizgon nie wa... - próbowała Lily
- Ale przyznaj że jest przystojny. - przerwałam jej i się dobiłam
Nożem kuchennym.
[Coś ty! Srebrnym sztyletem z wyrytymi w rękojeści runami.]


Obudzili mnie 10 min przed końcem jazdy, a ja w mundurek sie jeszcze musiałam się przebrać. Wyrzuciłyśmy chłopaków i dziewczyny pomogły mi się ubrać i poprawić makijaż.
Osobisty salon piękności Meredith...

Pojechaliśmy w stron ezamku.
Dumbel stawia na edukację przez Internet.

W dormie powiedziałma Hariet ze znam Blacka osobiście i ze dość często z nim gadam.
- Jaaa!!! – zaczęła piszczeć Hariet. – Serio? Czy on naprawdę potrafi podnieść sztangę jednym palcem? Mogłabyś mi załatwić kosmyk jego włosów? A najlepiej jego koszulkę?!

Przypomniałam sobie co zrobił mi Mat ale postanowiłam siobie że juz nie będe przez niego płakać. Pocieszyłam się też tym że jutro na lekcjach zrobie rozrube. Fajnie będzie.
Nie ma to jak dobry sposób na odreagowanie rozstania.

Cholerny budzik. Kidyś sobie kupię taki magiczny młoteczek i budzik, który po wlnięciu młotkiem się naprawia.
I dzwoni jeszcze głośniej?

Przez mycie się, ubieranie, całą droge do WS i do rozdania planów powtarzałam sobie "Dziś nie zrobie gnoju, dziś nie zrobie gnoju"
*kwiczy*

Gdy dotarłyśmy do PW wzięłyśmy książki i zeszłysmy do lochów. Tam spojżałam na Mata. i przypomniało mi się co on mi zrobił. Po policzku spłynęła pierwsza łza.
Żałosna w swej samotności.

Hariet to zauwarzyła
Ostatnio modne stały się eliksiry z kryształowych łez. Skutecznie odbierają rozum.

Znów spojrzałam na Mata. Chyba zobaczył ze po raz kolejny pzrez niego płakałm bo odwrócił się i wyglądał na smutnego.
Lada chwila przywdzieje włosiennicę i posypie głowę popiołem.

Po pierwszej godzinie eliksirów zaczęłam akcje "kompromitacja". Rzuciłam pierwsze zklęcie. Nikt sie nie skapnął i dobrze. Teraz drugie i po tym ukazało się moje pierwsze. Cała klasa się z niego śmiała. Po drugim zaklęciu spadły mu spodnie i jego bokserki były różowe z błyszczącym napisem "Jestem pedałem".
Wyrafinowany humor – tak mi tego brakowało.

Profesor oczywiście wiedział kto to zrobił bo w naszej grupie tylko ja jestem taka zdolna..
Inni do obcasów jej nie dorastają.

Dostałam szlaban (dziś o 21) i zostałam wysłana do dyrektora.
Ach, szlaban... Szkoda tylko, że bez Syriusza...

Wyrzuty sumienia zgubiłam na poczatku drugiej klasy, przykro mi:D
Wypadły razem ze zwojami mózgowymi.

Poszłam do kamiennej chimery. Udało mi się za pierwszym razem zgadnąć hasło.
Przeniknęła Dumblową miłość do słodyczy.

Weszłam do gabinetu i usiadłam na przeciwko dyrektora.
Dumbledore nerwowo schował notatki dotyczące pozyskiwania becikowego.

Opowiedziałam całą akcję na eliksirach. Na jego twarzy pojawił sie uśmiech.
Różowe bokserki to coś w jego stylu.

- Byłaby szansa żebym nie dostała większego szlabanu?
- Oczywiście. Jesteście jeszcze młodzi musicie sie wyszaleć. za 10 min koniec lekcjiwięc idź do PW chyba że nikt cię nie spakuje.
Za wiele blogasków, za wiele... To „wyszaleć się” brzmi dla mnie zdecydowanie zbyt niepokojąco.

Wyszłam z gabinetu i skierowałam się do PW. Mogłabym z zamkniętymi oczami dojść tyle razy już tu byłam.
Ale tego jednego dnia Filch pozostawił na podłodze kawałek mydła...

Tam dołączyła do mnie Hariet, wzięłyśmy książki i poszłyśmy na obiad
- I co mówił dyrektor?
- a) nie zaczyna się zdania od "i" b) nie dostane większego szlabanu, powiedział że jesteśmy jeszcze młodzi i musimy się wyszaleć
a) Nigdy nie słyszałam o takiej regule, choć z drugiej strony aŁtorka nie słyszała o wielu innych...
b) Dumbledore chyba planuje poważny remont budynku...


Stwierdziłam że moimi ofiarami będą Potter i Black. Dziś mieliśmy zmieniać ołówek w książkę od transmutacji.
*parsk* I po co ktoś jeszcze pisze książki... Wystarczy jedno zaklęcie.

Najpierw Potter. Zamiast w książkę jego ołówek zamienił się w wyjca krzyczącego "Potter nic nie umie". To było głównie zeby zwabić tu panią McGonagal. Cała klasa się na nich patrzyła a "biedny" Jame był cały czerwony bo Lily wybuchła śmiechem a za nią cała klasa.
Przez chwilę myślałam, że chodzi o Jamesa, ale to by było wybitnie nie w jego stylu.

Syriusz pweny swoich umiejętności wypiął pierś i zaczął. Jednak zamiast książki do transmutacji pojawiła się ksiażka do kamasutry (tylko powyżej 15 lat poniżej książka hmm... z różowymi konikami)!
Przeczuwałam, że ktoś tego spróbuje... Doprawdy, nie wiem, czemu...

- Dość tego! - zdenerwowała się McGonagal - Nie będziecie żartować na moich lekcjach. Każdy z was ma dzisiaj szlaban u mnie o 21.
W ramach szlabanu McGonagall przeprowadzi lekcję wychowania do życia w rodzinie.

Odeszłam z jadowitym uśmiechem, dogoniłam Lily i kate. Widziałś to? Nie wiedziałam że są tak słabi - powiedziała Lily z uśmiechem na twazry
- Ta kamasutra była kiepskiej jakości – dodała z pogardą.

- Spoko, najwyżej szlaban dostane. Która godzina?
- 18 za pół godziny kolacja
- Potem mój szkaban i astronomia.
Może Azkaban? Ja jestem za.

Pogadaliśmy jeszcze chwilę i zeszliśmy do WS. Gdy weszłam myślałam ze śnię.
WS (Wielka Sala dla ciemniaków)
A ci normalni gdzie jedzą?

Po całej WS latały moje zdjęcia w piżamce.
*kontempluje widok zdjęć przyodzianych w miniaturowe piżamki i szlafmycki*

Zdjęcia były z mojej łazienki wtedy kiedy pokłóciłam się z Blackiem.
Biorąc pod uwagę rozmiary ręcznika, jaki miał na sobie Syriusz... Gdzie on mógł schować aparat?

- BLACK, POTTER POJEBAŁO WAS?! CO TO MA ZNACZYĆ?
- Już ci mówiłem ładnie ci w tym i chciałem zeby wszyscy to zobaczyli.
- Super, a teraz zamknij pyski i natychmiast mi to zdejmijcie.
*zszokowana* Rowling nie wspominała, że Syriusz przemienia się w trzygłowego psa...

Właśnie zjadałam tosta (uwielbiam je) i zdjęcia się zmieniły. Teraz ukazywały akcję jak Syriusz mnie obejmuje. Prawie się udusiłam tostem.
Black, ty ekshibicjonisto!

- DOSĆ TEGO! Mam cie dość pedale jeden!
I tym samym Meredith przyznała się do swej prawdziwej płci.

Nie jestem, nie byłam i nie będe twoją kolejną różową, pustą blondyneczką więc zdejmuj to albo poznasz jak bardzo boli nos po uderzeniu dziewczyny.
Będziesz, będziesz...

- Ale ładnie razem wyglągacie. - żartował Potter
Jak dwie gąski...

- Przecież moje dziewczyny nie były tylko blondynkami.
Niektóre się tylko przefarbowały.
[Blond to nie kolor włosów. To stan ducha.]


- Fajnie Meredith. Dzięki że mi o tym powiedziałaś. Miałam wrażenie ze jesteśmy przyjaciółkami. - powiedziała Hariet i ze lzami w oczach wybiegła z WS.
A ona tak chciała być pustą, różową blondyneczką Blacka...

- Coście narobili?! - krzyknęła Kate przytuliłam sie do niej poleciała mi jedna łza, szybko ją wytarłam i powiedziałam do chłopaków
*ciężko wzdycha* Dobrze wiecie, jaka była ta łza...

Wybiegłam z pomieszczenia po drodze wziełam kilka tych zdjęć i schowałam do kieszeni, usiadłam za jednym z filarów.
Żeby pooglądać sobie później w zaciszu swego dormitorium...

Po 10 minutach znalazła mnie Lily
- Hey nie płacz.
Pozostaw to Łzom.

- Wcale nie. Oni mnie nie obchodza, dla mnie mogliby nie istnieć. Bardziej obchodzi mnie moja pzryjaciółka z Ravenclawu. Hariet już nie będzie chciała mnie znac. Ona kocha Blacka a ja ją.
A Syriusz koffa Meredith i trójkącik się zamyka...

- Porozmawiaj z nią. Choż odprowadze cię.
Chyżo. I żwawo.

Poza tym jaka ona jest? zawsze myślałam że fanki Syriusza to puste lalki.
W blogaskach owszem.

- Po niekad taka jest. Maluje się dla niego, ubiera też dla niego, ale on jej nie zauwarza.
Gdyby nie Syriusz, w ogóle by się nie ubierała.

Poszłysmy pod lustro które jest przejściem do PW Ravenclawu. Nigdy nie lubiłam tego domu. Zawsze fascynował mnie Gryffindor i Syltherin.
*dopisuje pozycję do listy nowych domów*

Przeszłam i zmierzałam do dorma. Po drodze większość lasek które uwielbiały "cudownego" Syriusza wyzywały mnie i patrzyły z nienawiścią, pogardą ale też troche zazdrością.
Zawsze w centrum uwagi.

- Możemy pogadać w cztery oczy? - zapytałam ze łzami w oczach
Wyciśniętymi na tę okazję.

Usiadłam na przeciwko Hariet. Chwile milczałyśmy a potem ona zaczęła
- Dlaczego mi nie powiedziałaś?
- Bałam się. Bałam sie że cię strace i Jacka przyokazji też.
Jack też jest cichym wielbicielem Syriusza?

- Nie kocham go! Nie pociaga mnie! Jesteśmy tylko przyjaciół...
- Ten uścisk nie wyglądał jak przyjacielski.
- Znasz mnie doskonale i wiesz że nie lubie jak mi się przerywa więc prosze nie rób tego.
- zganiła ją Meredith surowo.

- pamietasz jak przed eliksirami popłynęła mi łaza?
Hariet od dawna liczyła i notowała wszystkie łzy Meredith.

To przez jednego ślizgona. Spotkałam go pod koniec wakacji było miło bla bla bla. W pociągu jednak zachowywał się jak... jak ślizgon. Zaatakował Syriusza a potem Malfoy mnie. Nawet nie próbował mnie bronić tylko się śmiał. Bolało to i to bardzo. To co ty powiedizałaś i zrobiłaś zabolało najbardziej.
Wspieramy cię... Powiedziałam: wspieramy!

- Ale po co mi to mówisz?
- Po to żebyś wiedziała że ten dureń Black mnie nie interesuje, że w moim życiu są inni.
Wielu innych.

- Dzięki że mi to wytłumaczylaś.
- Spoko przecież jesteśmy przyjaciłkami. Ups chyba już nie...
- Tak jesteśmy, zawsze będziemy.
- Super. która godzina?
Ten dialog mówi sam za siebie...

Po drodze oczywiście się potknęłam i chyba zwichnęłam nogę.
I nie upadła na Syriusza Blacka? Coś oryginalna ta aŁtorka.

- Wyjdź i czekaj w Głównym Holu.
Bardzo dziwne. Żadnych docinek, odjętych punktów nic. Utykając doszłam do GH (skrót nie wiem czy już go ktos używał ale chyba może być - aut.), usziadłam na schodach.
Dopiski aŁtorek niezmiennie wzbudzają naszą szczerą radość.

Zdjełam but i skarpetę. Noga po prostu puchła mi na oczach.W sumie to ja nawet nie zdażyłam przebrać się z mundurku.
Na szlaban do Snape’a w mundurku? Toż to niedopuszczalne! Marsz po mini i bluzkę z dekoltem!

Najpierw zszedł Black miałam ochote go zabić gołymi rękami, potem Potter, a następnie pani McGonagal
- Dowiedziałam się co pani Nadalli zrobiła na mojej lekcji, więc ustaliłam z profesorem od eliksirów że przejme twój szlaban
I knew it...

- Chłopcy się zajmą zdejmowaniem zdjęć, a ty panienko wyczyścisz stoły. Prosze mi oddać różdżki.
Oddaliśmy różdżki.
- Ile to będzie trwało?
- Do pierwszej na pewno, już jesteś zwolniona z astronomii.
W ramach następnego szlabanu dostaniesz odgórne zaliczenie pracy domowej.

- Twoja noga. - powiedział Syriusz.
- Nic się nie stało tylko się potknełam.
Ale dzielnie znosi ból... Nic, tylko podziwiać.

Chłopcy wzieli mnie pod ręce i wyciągnęli z WS.
- Puście mnie!
- Nie ma mowy. Idziemy do SS (Skrzydło Szpitalne dla ciemniaków)
No, teraz wszystko jasne! SS to hogwarcki szpital psychiatryczny!

Doszliśmy tam bez większych oporów. W SS pani Ponfrey kazała mi usiąść na łóżku i zdjąć buta.
Dobrze, że nie Pomfrey. Więc Hogwart jednak wymienia czasem pracowników.

- Niech pani mi da krem, bandarz i będzie dobrze.
*rzuca słownikiem do celu*

- Prosze jej nie słuchać. Ona nie może nawet ruszyć nogą - powiedział Syriusz
Zaraz zapadnie w śpiączkę.

Dała mi jakąś butelkę z różowym płynem, wysmarowała mi czymś noge i zabandarzowała
- Wracajcie tam gdzie macie, a ty smarujtym kremem noge co kilka godzin. Pilnujcie jej.
I Meredith będzie musiała leżeć jakieś dwa miesiące. Bo się potknęła.

Wróciliśmy do WS. Stała tam McGonagal. Była zła to widać
Bo to zła kobieta była.

- Przyszłam was sprawdzić i co widze? Was nie ma kilka zdjęć jest już zdjątych a tylko jeden stół wysprzątany. Jast w pół do jedenastej, a wy nawet w połowie nie jesteście. Możecie mi to wytłumaczyć?
- To moja wina. Potknęłam się na schodach jak biegłam na szlaban i chłopcy zobaczyli że utykam. Znieśli mnie do SS i właśnie z tamtąd wracamy.
- Do szpitala psychiatrycznego? I wypuścili cię stamtąd? – dopytywała się zadziwiona Minerwa.

Chłopcy zaczeli zdejmowac zdjęcia, a ja zajęłam się stołami. (...) Gdy zdjeli wszystkie zauważyłam ze Syriusz schował jedno z nich.
Pomińmy drobiazg, że Meredith wzięła jakieś dziesięć.

- Dobra w tym jesteś. - pochwalił mnie James
- Wiem i dziękuje że mnie zaprowadziliście do SS.
Przyda jej się.

- Nie ma sprawy. Odprowadzić cię do twojego PW? - zapytał Syriusz. Na twój PW zmarkotniałam
Nobla dla tego, kto to zrozumiał. Albo i dwa.

- Nigdy nie uważał Ravenclaw za mój dom. Nigdy do nie lubiłam, od zawsze mnie odpychał. Za to lubiłam i facynowałam sie waszym domem i Syltherine. Nie wiem czemu. Boje sie Ravenclawu. Jestem tam od pięciu lat a tak naprawde nie wiem nic o nim. Nie chce tam należeć.
Zaczynamy nową akcję: „Dom dla Mary Sue”.

Odprowadzili mnie pod lustro. Niechętnie powiedziałam hasło. Pozegnaliśmy się i patrzyłam jak odchodzą. Bardzo chciałam iść tam z nimi. Ale nie mogłam=(
*łka zawzięcie*

Weszłam do PW i sie rozejżałam. Miałam ochote wrzeszczeć iść do dyrektora i rozwalić Tiare że mnie tu przydzieliła.
Z kałasznikowa.

Zobaczyłam hariet i Jacka leżących na stole pod tona pergaminów. Troche ich nie rozumiem. Ciagle się uczą odrabiają lekcje i dostają te same oceny co ja po odrobieniu lekcji. Podobno w Ravenclawie wszyscy wkuwają całymi dniami, są sumienni i takie inne. Ja taka nie jestem. Dlaczego mnie tu przydzielili? zaczynam podejżewać ze oni są para. Nawet teraz trzymają sie za ręce.
Oto przykład spójnego ciągu myślowego.

- Hariet Jack pobutka!
Posandałka!

- O co ci chodzi? - zapytała Hariet
- O to wszystko co sie dzieje. Zawsze jesteście razem, teraz trzymacie się za ręce, czuje się odepchcięta.
JAKA?!

Nie odpisywaliście na moje listy w wakacje. Myślałam ze mówimy sobie wszystko.
”Tylko ja mogę pomijać w opowieściach obściskiwanie się z Blackiem!”

- Nie rozumiem cię! Robiłaś mi afere o blacka jakbym niewiadomo co z nim robiła, a tak naprawde chodzisz z Jackiem. O co tu chodzi?
- No tak. Syriusz mi się podoba i Jack też. Wybrałam bardziej dostępnego ale to nie znaczy że zupełnie przestałam się interesować Syriuszem.
Syriusz odpadł, bo mu gadu-gadu szwankuje.

Od aŁtorki: Dzisiaj miałam próbny test matematyczno-przyrodniczy i całkiem nieźle mi wyszło. Wczoraj była część humanistyczna i tez nie było źle.
Tylko słowniki urządziły marsz protestacyjny.

Od aŁtorki: Dlatego ostatnio nie pisałam bo mi zależało na tym zeby wypaść jak najlepiej. Nie chciiałam się zbłaźnić przed nową szkołą i chciałam coś umiec=)
W przypadku społeczności internetowej nie ma takich skrupułów.

Głupie lekcje. nie nawidze wtorków i poniedziałków i śród (czy jakoś takoś) i czwartków i piątków i niedziel i sobót. Nienawidze każdego dnia w tym głupim domu.
”Lubię tylko noce, bo noce są mhroochne.”

Dlaczego nie moge być w Gryffindorze albo Syltherinie? Życie. Gdzieś słyszałam ze życie jest jak papier toaletowy. Długe, szare i do dupy.
Tak to jest, jak się czyta wyłącznie napisy na murach.

Stoczyłam się z łóżka i poczołagałam do łazienki. Nalałam zimnej wody do umywalki i wsadziłąm tam głowe. Nie, nie chciałam się zabić. Chociaż to byłby dobry pomysł...
O tak.

Nie co ja mówie nie w taki sposób.
Żyletka... To co innego...

To miała być brutalna pobutka której nigdy nie zasmakowałam w Ravenclawie ale w...
Tak bardzo o tym marzyła...

Gdy wychodziłam z łazienki dziewczyny zaczęły na mnie krzyczeć wrecz wrzeszczeć
- Myślałyśmy ze się utopiłaś? (a zauważyłybyście wogóle? <- moja myśl)
Tak, kiedy pęcherz moczowy zacząłby doskwierać.

Głowe miałam ciężką jak ołów a nawet gorzej.
Jak frans. Albo roentgen.

- Grzecznie byłoby odpowiedzieć. Mi nic nie jest, po prostu troche za mało spałam o jakieś 4 godziny.
Phi... Cztery godziny snu i już się przewraca?

Poszłam chwiejnym krokiem w strone sali do zaklęć. Dogoniły mnie Lily i Kate i powiedziały że mnie nie puszczą samej w takim stanie.
Gdyby spała trzy godziny, to leciałyby za nią chyba z łóżkiem szpitalnym.

Po zaklęciach było zielarstwo. Na tej lkcji nie mogłam spać bo a) to nasza opiekunka b) coś mogłoby mnie zjeść c) ciągle staliśmy.
Mniejsza o stanie... Wróćmy do punktu b).

Niestety na chwilę zamknęłam oczy i ugryzła mnie jakaś roślina. Musiałam iść do SS.
A tam czekała na nią specjalnie przygotowana izolatka.

Ugryzłam się w język zeby coś jej nie odpowiedzieć pokazałam tylko rekę z jednym nakłuciem. Plała jakimś płynem podobnym do kleju i zabandarzowała. Jak tak dalej pójdzie bede cała w bandarzach.
Wystarczy, że ją komar ugryzie, a będzie podobna do mumii egipskiej.

Kazała mi jeszcze pokazać nogę i kazała raz na dzień zmarować.
Zamarynować?

Byłam już na szczęście zwolniona z zielarstwa więc poszłam do WS na obiad. Usiadłam na swoim stałym miejscu i próbowałam coś zjeść.
Pory posiłków były ściśle dostosowane do zejść Meredith do Sali. Pozostali uczniowie mogli liczyć co najwyżej na resztki.

Masakra. W ogóle nie słuchałam McGonagal ale kolejnego szlabanu nie zniose.
Minerwa tak się stara, nocne szlabany Meredith wraz z chłopakami, a w kwestii becikowego dalej nic...

- Panno Nadalli za spanie na lekcji pani dom traci pięć punktów.- To nie jest mój dom, dobranoc. - położyłam się na ławce i zamknęłam oczy
- Jak to nie twój dom?Jak ty się do mnie odzywasz?
- Nie mój. Nie lubie go. Odzywam się jak niewyspana, wściekła dziewczyna.
Angry young Mary Sue.

Znowu to robie. nie nazywam Ravenclawu moim domem.
Ravenclaw z chęcią ją wydziedziczył.

Jednak do końca roku jeszcze dwa lata, aż dwa lata.
ROTFL!

Dobra koniec z uzalaniem się nad sobą.
Czyżby diametralna zmiana w tym blogasku?

Zeszłam do WS akurat na kolacje. Przy stole już siedzieli Hariet i Jack.
- kiedy mam ten szlaban?
- Dziś tuż po kolacji masz isć do jej gabinetu. - odparła Hariet
A będzie Syriusz?

Gdy McGonagal skończyła jeść wyszła. Ja chwile po niej. Skierowałam sie do jej gabinetu. Zapukałam i weszłam. Siedział tam Black. Super będze z nim miała szlaban. Jakby wczoraj było mało.
Minerwa była zdecydowanie nieusatysfakcjonowana.

- Usiadź prosze. Panie Black będzie pan musiał wyczyścić wszystkie nocniki w SS. A co do ciebie Meredith to zupełnie inna sprawa.
No oczywiście. Jedyny związek Marysi z łazienką to robienie makijażu, ewentualnie poranne mycie.

Wyszłyśmy i skieerowałyśmy się gdzieś. Dopiero po drugim zakręcie zrozumiałam do kąd prowadzi ta droga. Do gabinetu dyrektora.
Wszystkie drogi prowadzą do Albusa.

- Dobry wiezcór Meredith. - nic nie odpowiedziąłm tylko kiwnęłam głową. Ruchem ręki kazał mi usiąsć
- Słyszałem co się stało na trasmutacji.
Dyrektor nawet nie potrafi poprawnie wypowiedzieć nazw przedmiotów szkolnych.

- Przepraszam panie dyrektorze. To się więcej nie... - uciszył mnie gestem ręki
- Nie o spanie mi chodzi. O to co mówisz o Ravenclawie. Az tak źle ci tam?
- No... Ale jakby mi pan załatwił oddzielne dormitorium z łazienką i basenem, to mogłabym się jeszcze zastanowić.

- Ja tam nie pasuje. Krukoni są odpowiedzialni, i takie tam inne. Jestem zupełnie inna. Ten dom mnie przeraża.
Za dużo inteligencji. To ją przerasta.

Mama mi mówiła że sama tam była i było jej źle. Mi też jest. Nie ze względu na mame ale czuje sie opca.
Może opciowa?

- Dobrze dziękuje za rozmowe. Teraz wracaj do PW Ravenclawu i idź spać.
- Na tym polegał moj szlaban?! Ale fajnie! - aż podskoczyłam z radości - ups pzrepraszam profesorze.
A miała go spędzić z Syriuszem! Albus, działasz nieracjonalnie.

Od aŁtorki: Właśnie zauważyłam mój błąd. W ostatniej notce pisałam że jeszcze dwa lata a poprzewdnio że trzy. Tak więc Meredith zostały trzy lata do zakończenia szkoły.
W opkach czas jest doskonale elastyczny. Jak w najbliższej notce napiszesz, że Meredith jest na trzecim roku, też ci uwierzę.

Od aŁtorki: Pozdrawiam i dziękuje tym co komętują (a jest ich strasznie mało, jak tak dalej pójdzie to będe miała załamanie nerwowe) i co czytają.
Biedne dziecię, na głodzie tomciowym…

Kolejny tydzień był naprawde dziwny. Dumbledore dwa razy wzywał Hariet i jacka. Co dziwniejsze nie chcieli mi powiedzieć o co chodzi.
Albus organizuje jej przyjęcie-niespodziankę. I próbuje podpytać jej przyjaciół, jaki kolor serpentyn będzie najbardziej jej odpowiadał.

Żeby sobie umilić żywot na eliksirac sprawiłam że wybuchł kociołek Syriusza i Jamesa. Śmiesznie wyglądali. Był to eliksir na porost włosów więc cali byli owłosieni. Wszyscy się z nich śmiali.
AŁtorki są wszechmocne. Nawet z Huncwotów potrafią zrobić bezwolne ofiary...

Profesor wysłał mnie za to do dyrektora. Znowu.
Powinna dostać zniżkę stałego klienta.

- Gabriel musisz jej wreszcie powiedzieć. - Gabriel to imie mojej mamy!
- Ale Albusie nie umiem. Znienawidzi mnie za to. - głos mojej mamy1
- Gabriel, zrozum... Ja naprawdę potrzebuję tego becikowego...

PUK PUK! I po co ja pukałam mogłam sie czegoś ciekawego dowiedzieć o mnie albo Kate. Głupia jestem.
Przez grzeczność nie przeczę.

- Rozumiem że masz szlaban? - dyrektor jakby nie usłyszął mojego ostatniego pytania
- Tak profesorze. - to nie am sensu sie jeszcze pytać
- Więc po co tu miałąś przyjść?
- Pewnie na kazanie.
- Znasz je doskonale, możesz już iść.
Brzmi ono: „Młodzi powinni się wyszaleć”. Plus znaczące chrząknięcie.

Gdy już byłam przy drzwiach usłyszałąm
- Gabriel nie chciała ci powiedzieć jednej rzeczy którą prędzej czy później odkryjesz, poza tym musieliśmy ustalić kilka spraw.
Ta rzecz to:
a) Meredith jest córką Voldemorta.
b) Nad Meredith ciąży straszna przepowiednia.
c) Meredith jest dziedziczką krainy elfów i kucyponków.
Wyślij SMS-a o treści A, B lub C. Numer jest dowolny, bo i tak niczego nie wygrasz.


Nie miałam ochoty już z nikim gadać. Wszyscy mają pzredemną tajemnice.
A najwięcej sekretów ma przed nią słownik ortograficzny.

Skierowałąm sie do PW Ravenclawu. Oczywiście musiałam na kogoś wpaść. Tym razem były to małpki.
- Cześć małpiszony. I jak sie czujecie? Moze banaa albo kółko do przeskakiwania? - zrobiłam złosliwy uśmiech i ich wyminełam
W tle rozbrzmiał nagrany śmiech z jakiegoś sitcomu.

- Myślisz ze jesteśmy załośni? - wtrącił się Potter
- O nie Potter jak mogłabym tak pomyślae. Przecież jesteście super... idiotami. - powiedziałam z ironią.
Ironia osiąga nowe głębiny. Głupoty.

Uwielbiam ich denerwować. Odwrócilam sie i przeszłam pare kroków i usłyszałam zaklęcie na sklejanie nóg. Automatycznie sie pzrewróciłam.
- Facet. Po pierwsze nie atakuje się dziewczyn, a po drugie zniżyłeś się do poziomu Malfoya. Honorowy czarodziej nie atakuje w plecy.
Prędzej w splot słoneczny.

- Ty nie jesteś dziewczyną tylko świnią... - zaczął ale przerwał mu Remus
I stanął w obronie świń.

- James ty też? - zapytał z goryczą
- Nie lubie jak ona sie mści i wogóle nie lubie jej żartów skierowanych do nas ale tak się nie robi. Przeproś ją.
Szlachetny Potter się odezwał...

- Prędzej pocałuje Malfoya.
To już się nie znęcają nad Snape’em?

Pewnego dnia na transmutacji McGonagal powiedziała
- Panienki Nadalli prosze do dyrektora.
Panienki? *wyobraża sobie Minerwę w fartuszku służącej*

- No. Juz jesteśmy.
Próbowałam wszystkimi hasłami które już kiedyś obowiązywały. Kate patrzyła na mnie z przerażeniem jak jej powiedziałam ile mniej wiecej razy tu byłam.
A Dumbel siedział i miał niezły ubaw, jak Meredith wołała: „Malaga! Tikitaki! Kasztanki!”.

- Dzień dobry dziewczyny. Siadajcie. Jak wiesz Meredith twoi przyjaciele i siostra byli wzywani do mnie na rozmowe. Zabroniłem im mówić cokolwiek na temat tych rozmów.
(...)
- Chodzi o twoje zakwaterowanie w Hogwarcie. Wiem że sie źle czujesz w Ravenclawie, twoja cała rodzina tam była i też nie byli zadowoleni. Myśle że w Gryffindorze będzie ci lepiej.
Dziwne, że nie zawołali ministra magii... Toż to poważna sprawa...

- Dobrze dla potwierdzenia załóż tiarę. - założyłam i usłyszłąm szept.
- Więc Ravenclaw to nie to? Rozumiem. Jeżeli nie z Krukonami to z Gryfonami. GRYFFINDOR!
Widocznie Minerwa dała za małą łapówkę. Została przelicytowana przez opiekunów pozostałych domów.

Gdy wyszłyśmy nie mogłam się uspokoić. Szalałam jak małe dziecko. Biegałam, tańczyłam i śpiewałam. Juz spokojniejsza ale z uśmiechem na twarzy weszłam do klasy. McGonagal też się uśmiechnęła i dalej prowadziłą lekcje.
W myślach przeklinając ten stary kapelusz.

Po transmutacji powiedziałam wszystko Hariet i Jackowi. Hariet się poryczałą i powiedziała że nasza przyjaźń na pewno to przetrawa.
Przetrawi.

Gdy weszłysmy do PW naskoczył na mnie Black
- Co robisz w naszym PW? Nie wolno ci tu być.
Czeka cię niezłe rozczarowanie...

- Ta jasne. Mój szlaban polega na tym że musze tu mieszkać. - skłamałam.
W Hogwarcie już nie takie rzeczy się widziało.

- Dlaczego mu skłamałaś? - zapytała Kate
- I tak się dowie na kolacji. Dyrcio chyba ma zamiar oznajmić to całej szkole.
Oczywiście. Już urządził akademię ku czci.

Potem już rozmawiałyśmy o innych rzeczach. Do dormitorium weszły tez dwie pozostałe dziewczyny. Jessica i Marion.
I żadnej Dorcas?! *szok*

Przed kolacją tak jak myślałam dyrcio ogłosił że zostałąm przeniesiona.
I nie urządził balu z tej okazji?

Syriusz patrzył na mnie z nienawiścia.
Brawo dla tego pana.

Wystałwiłam mu język i zaczęłam jeść.
*wyobraża sobie Meredith ciągnącą Syriusza za język*

Jutro sobota więc nie musimy odrabiać lekcji. Ja wogóle nie musze bo wczoraj odrobiłam a dziś nic nie zadawali co wszystkich zdiwiło. To zdarzało się raz na sto lat.
Minister magii już ustanowił nowe święto.

Pierwsze kilka dni było ciężkich. Nowy plan, nowe osoby i nowa trasa do wierzy.
Miała problemy z wiarą.



~T. (19.07.2009, 13:45)
brak www
"Pojechaliśmy w stron ezamku.
Dumbel stawia na edukację przez Internet.",
"Po 10 minutach znalazła mnie Lily
- Hey nie płacz.
Pozostaw to Łzom."
"Jednak do końca roku jeszcze dwa lata, aż dwa lata.
ROTFL!"

Popłakałam się ze śmiechu przy tych fragmentach ;) .

Buba (01.07.2009, 14:15)
brak www
Analiza tak świetna, że po prostu trzebaby przytoczyć wszystkie fragmenty, chcąc wybrać najlepszy. Nie tylko analizy są coraz lepsze, ale i aŁtorki przechodzą same siebie ^^.

Strzyga (30.06.2009, 21:30)
brak www
Kocham wasze analizy. Zawsze się tyle uśmieję, ze na brzuchu mam już niezły "kaloryferek". Czekam, co dalej z Syriuszem i tym całym pierścionkiem cnoty;p

Bella (28.06.2009, 18:14)
brak www
Jestem tu pierwszy raz, a już zdążyłam dwa razy opluć monitor. Przeczytałam całe opko i aż mnie ciągnęło do żyletek w misie. Chyba jej ś.p. Mózg się w grobie przewraca. Świetna analiza, a to dopiero część pierwsza. Boję się już następnej.

insanityinside (27.06.2009, 23:38)
brak www
Oczywiście, że Ravenclaw nie jest odpowiednim domem dla Marysi. Według ś.p. Kanonu jest to dom dla ludzi inteligentnych...

Mrohny (26.06.2009, 21:02)
brak www
"Jednak do końca roku jeszcze dwa lata, aż dwa lata."
Na Bora, aż tyle?! XD

Ironia, jak ja już dawno nie widziałem tego słowa... :D

straw (25.06.2009, 17:04)
brak www
Śliczne, piękne, cudne! Rozbawiłaś mnie do łez.