HP i marzenia o sowach 3/3 (23.04.2009, 00:00)
Jeśli chcecie się dowiedzieć, jakiego rodzaju reality show oglądają elfy i demony oraz czego najbardziej potrzebuje Harry - trafiliście pod dobry adres.
Analizowały: Miss Derisive, Deszczowyjka
Obudził się bardzo obolały w swoim łóżku. Była szósta rano a Harry miał przeczucie, że nie jest sam w pokoju. I rzeczywiście nie był. Przy łóżku siedział Lestat z uśmiechniętą miną.
W tym momencie wszyscy zastanawiają się, co zaszło...
Niee, Harry jest wierny Ministrowi. I sowom, oczywiście.
- Co Ty tu robisz? – Spytał na w pół obudzony Harry.
- Mam z Tobą mieszkać i uczyć Cię! – Odparł wampir, jakby to było najnormalniejsze na świecie.
Ginny może mieć pewne obiekcje...
Słaba płeć nie ma tu nic do gadania.
– A propos staraj się maskować zęby.
*otwiera szeroko zdziwione oczęta* To Harry nie ma teleskopowych zębów?
Phi, co za wtopa!
I wyszedł zostawiając Harremu czas na poranną toaletę, której ten bardzo potrzebował.
No to nic dziwnego, że Lestat wolał stamtąd wyjść...
;)
Gdy spojrzał w lustro nie mógł uwierzyć własnym oczom. Był odmieniony i wyglądał prawie jak Lestat.
Atak klonów.
Lustro omal nie pękło, uderzone alabastrowym pięknem bijącym od Wybrańca.
Mięśnie rysowały się pod koszulką, a oczy były kryształowo zielone.
Oczy z kamieni szlachetnych. Stary, dobry motyw.
Jak miło, że tradycje są podtrzymywane.
Na szyi nie miał już śladu po ugryzieniu.
Bo to mogłoby popsuć jego wygląd.
Jedna seksowna blizna wystarczy.
Harry znalazł szatę wampira na łóżku, a kiedy stwierdził, że jest gotowy, stwierdził także, że czuje się doskonale.
I stwierdził również, że ta toaleta naprawdę mu się przyda.
Ciekawe, czy zrobi sobie subtelny i niemal niewidoczny makijaż.
Harry musiał zacząć dzień od tłumaczenia przyjaciołom co się stało, a także kim jest Lestat.
”Cześć! Wiecie co, właśnie zostałem wampirem! I przyprowadziłem kolegę, żeby z nami mieszkał! Nie macie nic przeciw, co?”
Ale czad!
Kiedy wszyscy się do niego przekonali, a zwłaszcza Ginny, co dziwne nie martwiło Harrego tylko Rona, reszta pakowania upłynęła im w bardzo wesołym nastroju.
Czyżby Ginny też już się nudziła w związku z Harrym?
Życie u boku Wybrańca nie jest widocznie tak pasjonujące, jak się wydaje.
Profesor McGonnagal serdecznie przyjęła ich w Hogwarcie, a także pozwoliła zostać Lestatowi.
Rodzice uczniów byli wręcz zachwyceni.
*wyobraża sobie psią budę i miskę z napisem „Lestat”*
Nie mogła się nadziwić jak bardzo Harry się zmienił, oczywiście na dobre.
Na przykład łaknął krwi?
[Minerwie widocznie dużo bardziej podoba się mhroochny Harry...]
Pani profesor trzyma „Zmierzch” pod poduszką.
Harry natomiast przeklinał dzień w którym się urodził.
Chyba ciężko samemu sobie wbić kołek w serce, co nieco utrudnia próby samobójcze.
Potrzeba matką wynalazku. Ja na pewno bym coś wykombinowała z tym kołkiem.
- Jest cudownie, ale wiesz, chociaż my musimy tylko co da tygodnie pić krew, to te dzieciaki nie miłosiernie kusza… - Powiedział Lestat, gdy mieli wolną chwilę i wyszli na błonia.
A dorośli łuk.
[Mnie to zakrawa na pedofilię.]
*cmoka z dezaprobatą*
- Z tym masz rację, ale muszę Ci wyznać, że czuję się dziwnie. Co prawda nie odmawiam sobie krwi śmierciożerców i innych kreatur, ale to mnie nasyca dziwną energią. – Odparł Harry.
Lestat też mu coś dolewa do trunków?
Mam nadzieję, że Harry „sączy” tylko czystokrwistych śmierciożerców, bo od brudnej krwi może się zarazić jakimś gronkowcem albo motylicą.
- Jeszcze nie spotkałem kogoś, kto jest taki silny duchowo i ma tyle mocy co Ty! – Lestat usiadł na trawie i przyglądał się grupie dziewcząt, w której była Ginny.
Zaraz, zaraz. A co Ginny tam robi? Czyżby McGonagall znowu chciała zaludniać świat?
Idzie w ślady swojego idola.
- Przestań! Każdy mi to powtarzał, nawet gdy nie byłem wampirem! A ci pierwszoroczni to są już dopiero okropni…
Ta dzisiejsza młodzież...
”W ogóle nie bawią się na podwórku, tylko ten komputer i komputer...”
- Przyzwyczaisz się… Lecimy dzisiaj na polowanie?
- No jasne, zgłodniałem! – Harry wyszczerzył zęby ku zachodzącemu słońcu w szerokim uśmiechu.
- To spotkajmy się po zmierzchu, obalimy parę litrów...
A Słońce wyszczerzyło się do Harry’ego.
Czarna Pani postanowiła, że osobiście dorwie, tego kto zabija jej popleczników. W tym celu bardzo dobrze zamaskowała swój wygląd, zostawiając ujście jej urodzie, a trzeba przyznać, że była piękna jak księżyc.
To znaczy blada i okrągła?
I miała pełno kraterów na policzkach?
Opuściła swoją komnatę i skierowała się do jedynego miejsca, które gromadziło tyle czarodziejów, że więcej nie mogła sobie wymarzyć. Poleciała do Hogwartu.
Hogwart? Przecież poza nauczycielami tam są tylko trzy setki małolatów...
Lepszy rydz niż nic.
Harry czuł cudowny wiatr we włosach gdy razem z Lestatem szybowali nad Londynem.
Robiąc pewne zamieszanie w rozkładzie lotów z Heathrow.
Och, gdyby choć jeden z nich zderzył się z Big Benem...
Harry przebiegł wzrokiem po ulicach miasta i w jednej z nich dostrzegł pojedynkujących się czarodziei. Wkroczył więc między nich, od razu wykrywając który jest zły.
Harry - Wykrywacz Zła.
Fajna umiejętność.
Nie zdążył jednak zaatakować, ponieważ przeciwnik padł chwilę potem z nożem w głowie. Harry zobaczył postać umykającą w ciemności i mało myśląc puścił się za nią w bieg, czy raczej w lot, kiedy zrozumiał, że tamta postać potrafi latać.
Potrafi latać, a zabija nożem?
Ach, któż to?
Pościg był długi, pełen szybkich i nagłych zwrotów.
Oto porada dla rozczarowanych brakiem opisu: włączcie dowolny film akcji, w którym bohater za kimś biegnie.
Na pewno gdzieś stoi tir blokujący przejście bohaterowi.
Harry czuł, że nie dogoni tego obcego. Gdy myślał już, że to koniec pościgu, zobaczył sylwetkę na czubku wysokiego budynku, a właściwie na szpicu dachu. Podleciał bliżej ale obcy nie uciekał.
W waszym filmie jest ta sama scena? Cóż za zbieg okoliczności!
*włącza szybki podgląd*
- Kim jesteś? – Spytał i rzucił się na obcego. Razem zlecieli na sam dół i Harry przyparł ofiarę do muru.
- Kim jesteś? – Powtórzył pytanie, był zły.
Jak znam życie, pewnie przedstawicielką płci pięknej.
Zalatuje mi Spidermanem.
- Zdejmij moją maskę to zobaczysz! – Odparł miękki, dziewczęcy głos, a Harry poczuł, że to kobieta.
Zaskoczeni?
Jeszcze jak.
Bez wahania zerwał kamuflaż.
Czy aŁtorki mogłyby choć chwilę zastanowić się nad znaczeniem słów, których używają?
To zajmuje za wiele czasu.
To, czy raczej kogo zobaczył zaparło mu dech w piersi.
Była niczym bogini. Długie, czarne włosy opadały na aksamitnie białą twarz z delikatnymi ustami i oczami, które były błękitne jak niebo w lecie, tak samo kryształowe jak jego.
I mamy Tró Loff.
Kryształowooka para. Jak uroczo.
- Jestem Lileath… Córka Ariana wielkiego Elfa i Shaiol Demona Nocy czy raczej Demonki…
I Królowa Krainy Zabawek.
*chóralny pomruk* Witaj, Lileath!
Jej głos prawie go hipnotyzował, ale Harrego uderzyła bolesna myśl, wspomnienie babci.
Która mówiła: „Nigdy nie zadawaj się z dziewczynami, które mają więcej niż jedną magiczną rasę w swoim drzewie genealogicznym.”
Ta głupia babcia psuje całą zabawę!
Czyżby to jej miał się obawiać?
No, jeśli go nie stać na alimenty...
Może go przedziurawić tipsem.
- Tak jestem Harry, a ty jesteś naprawdę dobra w lataniu! Jakbyś chciała to bez problemu mogłabyś uciec! – Harry nadal trzymał ją przy murze i na razie nie miał zamiaru puszczać.
To ci dżentelmen...
Córa Demona Nocy przeziębi sobie nerki przez ten głupi mur.
- Nie chciałam uciec jak widzisz, chciałam Cię poznać. Jesteś inny… Jesteś wampirem, a jednak jesteś inny tylko nie rozumiem czemu…
Bo jest męską bohaterką blogaska, dlatego.
Jest inny, mimo że jest wampirem. To samo bycie krwiopijcą już nie wystarcza?
- Popatrzyła Harremu w oczy i uwolniła zwinnie rękę z jego uścisku, by dać mu ją pod nos.
- Niech to będzie moja zapłata za wolność…
Harry nie mógł się oprzeć, czuł przed ustami świeżą krew i mało myśląc zatopił zęby w jej ręce.
*idzie po kanapkę*
”Ryby to kumple. Nie żarcie.”
Wiedział, że nie powinien tego robić. Czuł, że jej krew jest inna, a kiedy zobaczył, że jest srebrna, serce zaczęło mu mocniej bić.
No, to dopiero marysueowska krew.
Zapewne jest mniej odżywcza, bo nie zawiera hemoglobiny.
Krew jednorożców i elfów.
*kwik* Harry znalazł dziewczynę życia, a ona okazała się półjednorożcem...
Że tak spytam – która połowa ma kopyta?
Zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył już jej nie było, wpadł na mur.
Tępoty.
Niah niah niah!
- Lestat? – Powiedział pół głosem w myślach.
- Nie - pomyślała krzykiem Miss Derisive.
Pomidor.
- Harry! Gdzie byłeś! Szukałem Cię! – Lestat pomógł wstać Harremu z ziemi i ruszyli do Hogwartu. Lestat nie śmiał o nic pytać Harrego, bo wampiry na odległość wyczuwają nastroje innych wampirów...
A wbudowanego GPS-u nie mają?
Widzą te dziwne, kolorowe chmurki wokół głów innych osób?
Kolejnej nocy Harry miał tak zwane wolne i starał się odespać nadgodziny spędzone z Lileath.
Nadgodziny? To na czym polegała jego praca?
[*mruczy bez związku* Lolitka ministra...]
Nie, nie przypominaj mi tego!
O ile dobrze zrozumiał to była w połowie elfem i w połowie demonem.
I półjednorożcem.
Ihahaha!
Harry wstał z łóżka i podszedł do lustra. Stanął przed nim prawie nagi i zastanawiał się co w nim jest takiego niezwykłego, że Lileath nie mogła go rozszyfrować.
Po prostu połechtała jego ego.
Chyba dolną część jego ego.
- Lileath, Lileath, Lileath. Kim jesteś piękna nieznajoma… - Powiedział cicho, ale wyraźnie do lustra. Już miał zamiar się odwrócić, gdy ktoś położył ręce na jego ramionach. Wiedział, że to Lileath.
Jaka oszczędność czasu.
”Szlag! A ja jeszcze nie nauczyłem się poprawnej wymowy jej imienia!”
- Wzywałeś mnie? – Spytała i odwróciła go w swoją stronę, a Harry o mało co nie krzyknął. Ona też była prawie naga. Miała na sobie tylko prawie przezroczysty szlafrok z kryształów. Piękna robota elfów.
Aczkolwiek nieco ciężka.
Suknia wykonana zapewne z gałek ocznych jej przodków.
- Chcesz tego prawda? Chcesz mojej krwi, ona jest jak narkotyk… - Ujęła jego dłoń i położyła na swojej szyi, ale Harry nie miał ochoty jeść, chociaż bardzo go kusiło żeby zatopić zęby w tą białą skórę.
- Jestem po obiedzie - wymamrotał, czerwieniąc się.
Powiedz, że boli cię głowa.
Lileath bez skrępowania przyłożyła swój policzek do policzka Harrego.
Łoho, ale wyzwolona!
Ty Córo Koryntu!
- A Ty nie pijesz krwi? – Spytał, a po chwili to pytanie wydało mu się głupie.
”Od jak dawna jesteś krwiopijcą?” też jakoś nie wydało mu się odpowiednie.
Powinien spytać: białe czy czerwone?
- Piję, ale Twojej nie mogę, bo masz w niej za dużo mocy. Moja moc jest inna i nie mogę jej łączyć z Twoją…
A Harry może? Czuję się taka tępa, bo nic nie rozumiem...
Pamiętaj, chemiku młody: wlewaj zawsze kwas do wody! ;)
Harry przyciągnął dziewczynę do siebie. Poczuł jej ciepło, czuł jak jej ręce przesuwają się po jego plecach, a chwilę potem pił krew z jej szyi. Sama zdecydowała kiedy już wystarczy.
Zakręciła kurek?
Nie. Srebrna krew przeszła w stan metaliczny.
Tej nocy Harry po raz pierwszy kochał się z kobietą, i tej nocy całe Królestwo Elfów i Czeluście Demonów dowiedziały się, że Lileath, następczyni Tronu Jedności, kocha z wzajemnością Wybranka Szatana.
Wszyscy z zainteresowaniem obserwowali rozwój akcji.
Jeżu, to jeden z najdurniejszych fragmentów w mojej karierze.
- Hej! Panie profesorze! – Lestat lubił nabijać się z przyjaciela, a teraz musiał dopilnować, żeby Harry zdążył na lekcje.
AŁtorka też o nich zapomniała.
Niezły przeskok, przyznaję.
- Już wstaje… - Harry poczuł, że coś uwiera go w plecy.
- Harry? Czy to jest… Są… Czy Ty…
- Co? – Harry po chwili uświadomił sobie, że wyrosły mu skrzydła.
Jakoś dziwnie nie jestem zdumiona. Czemu nie jestem zdumiona?
No to komu naturalną pierzynkę?
- Harry, czuję, że… Nie, dobra nie będziemy się okłamywać! Jestem troszkę starszy i wiem co się stało.
Tę noc spędził w Czeluściach Demonów i razem ze znajomymi dopingował Harry’ego.
A w grobie Dumbel skakał z radości.
Nie pytam, czy coś ludzkiego tu zaszło, ale wiem, że piłeś elfią krew, prawda?
- Tak, ale i nie… Nie była całkiem elfia, tylko w połowie…
W połowie była jednorożcem.
[Co ma swoje znaczenie, jeśli przypomnimy sobie marzenia o sowach.]
Już wiem! Ona ma nerkę jednorożca Charliego!
- A druga połowa? Nigdy nie spotkałem się z taką krzyżówką! Elfy rozmnażają się tylko w swojej rasie…
A co z innymi gatunkami?
Już myślałam, że będzie coś o pączkowaniu.
- Bo wszystkie są obciążone Dziedzictwem i jeżeli któryś bądź któraś zdradzi, dziecko będzie musiało zostać władcą obu ras i zasiąść na Tronie Jedności.
No nie, co za pech! Nikt nie życzy takiego losu własnemu dziecku...
*smark*
No a nie wątpię że to była ONA, to musisz być naprawdę wybrany, protegowany i tak dalej. One nie kochają byle kogo!
Bardzo uważnie badają kandydata, zanim zdecydują się zakochać.
Najpierw muszą wypełnić trzydziestostronicową ankietę.
- Uważasz, że ona mnie kocha?
- Bez wątpienia nie musiałeś z nią spać, wystarczy, że dała Ci się napić swojej krwi. Czuj się królem!
Będzie weselisko!
Oh, I just can’t wait to be King!
Harry nadal leżąc w łóżku zamknął oczy. Zastanawiał się, czy ta piękna istota mogła pokochać kogoś takiego jak on.
Nie, skąd. Może po prostu jest nimfomanką czy coś...
Czego się nie robi dla dobra dziecka.
- Dziękuję Pani Dyrektor za przyjęcie do szkoły!
Verity ukłoniła się nisko McGonagall i wyszła by rozpocząć lekcje w nowej szkole.
Nowa uczennica, córcia Voldzia... Wszystko to znamy.
W sumie te wszystkie blogaski zlewają się w jedną ścianę niewiedzy.
Oczywiście żadna szkoła nie była jej potrzebna, ale musiała się poświęcić dla dobra sprawy. Jej poddani nie umieli seryjnego mordercy śmierciożerców, więc postanowiła zaczaić się w miejscu, gdzie jest zgromadzona cała energia dobra.
Że niby Hogwart? To siedlisko rozpusty?
Znów widzę mocno kulejące, niedokończone zdanie.
Stąd wyszedł przecież Harry Potter, ten który zabił jej ukochanego ojca.
Przez moment rozważała też udanie się na Privet Drive.
To rzeczywiście dobra energia, nie ma co.
Udała się więc na pierwszą lekcję, którą była Obrona Przed Czarną Magią. Na samą myśl zaśmiała się szczerze w duchu, a na twarzy miała ironiczny uśmiech. Jej przecież nie była potrzebna żadna obrona, skoro sama była uosobieniem wszelkiego zła.
Oczywiście.
*krzyżuje palce* A kysz!
Harry wszedł spokojnym krokiem do klasy siódmo rocznych i od razu zauważył, że na wszystkich jego skrzydła zrobiły ogromne wrażenie.
Wszyscy zastanowili się, czy naprawdę chcą mieć lekcje z mutantem genetycznym.
Oto, drogie dzieci, przykładowy efekt spożywania modyfikowanej skrobii.
Podniosły się podniecone szepty i szmery, ale Harry pozostał obojętny na ten rodzaj doceniania jego osoby. Kiedy zbliżył się do biurka i do ławki w której siedziała osoba, której nigdy wcześniej nie widział, jego czuł zmysł wampira wszczął dziki alarm.
Oczy zaczęły mu błyskać na czerwono.
I zaczął wyć.
Słusznie zaniepokojony chociaż nie wiedząc czemu, usiadł za biurkiem i poczuł na sobie lodowaty wzrok nowej uczennicy.
Nie wiedział, czemu, ale słusznie. To logiczne.
W końcu jest nieomylny, prawda? Nawet wtedy, gdy nie wie o co kaman.
Gdy spojrzał w te oczy i w ogóle zobaczył jak wyglądała, śniadanie, które zjadł na biegu przewróciło się w jego żołądku.
Jakiś gołąb, który trafił mu do pokoju, a teraz leżał na podłodze bez kropli krwi w żyłach...
Na biegu? Skrzynia biegów nie wydaje mi się najwygodniejszym talerzem świata.
Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że kreatura którą pokonał mogła mieć dziecko.
Nawet całkiem sporo. Ale wyłącznie płci żeńskiej.
Nie licząc Simsów ^^
Mógł się oczywiście mylić, lecz nie zaprzeczyć, że dziewczyna jest podobna do młodego Toma Riddlea.
Brak nosa był pewną wskazówką.
Wewnętrzny alarm znów zaczął wyć i błyskać.
Verity wszystkimi myślami panowała nad gwałtownym pragnieniem rzucenia się na nauczyciela, którym okazał się Harry Potter we własnej osobie. Nigdy wcześniej go nie widziała, lecz zauważyła bliznę.
Skrzydła pominęła.
Harry powinien zainwestować w chirurga plastycznego i w końcu usunąć to dziadostwo.
Do jej umysłu wdarło się także inne ważne przypuszczenie. Harry Potter na pewno nie był zwykłym człowiekiem. Czytała dużo o ważnych przedmiotach różnych ras i zauważyła na palcu Harrego jeden z Pierścieni Wampirów, no i musiała do tego dodać, że posiadał ogromne, czarne, błyszczące skrzydła.
Drobiazg w gruncie rzeczy.
A w spodniach chował koński ogon.
Harry otworzył magiczną listę z nazwiskami klasy i poszukał wzrokiem nazwiska Voldemorta. Było na końcu z notatką, że jest to dopiero co przyjęta osoba.
Na wypadek, gdyby Harry myślał, że wcześniej jej po prostu nie zauważył.
Ciekawe, co mogło być takiego magicznego w zwykłej liście obecności?
Po lekcji, nie zadając pracy domowej, Harry niemal wyleciał z klasy i skierował się wprost do gabinetu McGonagall.
Nie zadając zadania? To był w aż tak strasznym stanie?
Czemu „niemal”? To po kiego grzyba mu te skrzydła, jeśli nie potrafi latać?
- Cóż Cię do mnie sprowadza Potter?
- Chodzi o to, że właśnie przyjęła Pani do szkoły być może córkę Voldemorta! – Powiedział na jednym oddechu Harry, a McGonagall mimowolnie wzdrygnęła się gdy wymówił imię tego którego unicestwił.
Hogwart odrzuca biurokrację i wypełnianie formularzy z polami typu „Imię ojca”.
Zostawił jednak rubrykę „Planuję/Nie planuję powiększenie rodziny w ciągu najbliższego roku; niepotrzebne skreślić”.
- Dobrze wiem kogo przyjęłam Panie Potter i nie sądzę by oprócz nazwiska ta dziewczyna miała cokolwiek wspólnego z Lordem Voldemortem. – Odparła spokojnie dyrektorka.
Zbieżność nazwisk przypadkowa.
Jak w W11.
- Ale Pani go nie znała, na pewno nie pamięta Pani jak wyglądał w młodości, a ja tak i przypuszczam, że jeśli ona odziedziczyła po Voldemorcie cokolwiek, lub co gorsza sam ją wychował, to jesteśmy w poważnych tarapatach!
”Doświadczony czarodziej to nic! Ale nastolatka stanowi zagrożenie dla całego świata!”
Wiadomo, co potrafią te burze hormonalne.
Rozumiem, że nie możemy oceniać i sądzić jej z góry, bo to absurd, lecz proszę mieć oczy i uszy szeroko otwarte! Harry skończył wywód i chciał wyjść ale przypomniał sobie, że chciał prosić o kilka dni wolnego.
Pewnie jeszcze urlop płatny, co?
Już pierwszego dnia pracy. Bezczelny.
- Dobrze Potter, ale żeby to nie było dłużej niż tydzień! Dowidzenia! Aha ! Potter! I znajdź zaklęcie żeby chociaż zamaskować te skrzydła, bo uczniowie panikują.
Minerwa nie przejmuje się faktem, że po jej szkole grasuje wampir i „być może król” elfów i demonów.
O Wybranku Szatana nie wspominając.
Harry wyszedł bardzo nieusatysfakcjonowany reakcją McGonagall, ale nic na to nie mógł poradzić. Teraz jego zadaniem było obserwowanie dziewczyny i oczekiwanie kiedy ujawni się jej charakter.
Pewnie niedługo.
Chyba tak, bo analiza się kończy.
Szedł zamyślony i nie zauważył kiedy zza zakrętu Verity Riddle wyszła wprost na niego.
- Dzień Dobry Panie Profesorze! – Do uszu Harrego doszedł przyjemny głos dziewczyny. Spojrzał więc na nią i mimowolnie na widok jej czarnych oczu wzdrygnął się. Były jak lód.
Nie mogły się równać z jego własnymi, kryształowymi.
Czarny lód. Ach, te zanieczyszczenia...
- Dzień dobry Verity, czemu nie jesteś na lekcji?
- Ponieważ jak Pan Profesor wie jestem w siódmej klasie, a oni mają teraz wolne.
Harry zdziwił się kiedy powiedziała „oni”, ale powstrzymał się od komentarza.
Wzdrygnął się tylko i zerknął za okno, szukając wzrokiem latającego talerza.
Obcy!
- Więc zmykaj do dormitorium. Nie wolno chodzić po korytarzach kiedy trwają lekcje! – Powiedział typowym nauczycielskim tonem, ale także uważnie przyglądał się dziewczynie.
Wlep jej szlaban! Wlep jej szlaban!
Feel the power!
Była bardzo ładna, może nie tak jak Lileath, ale miała w sobie wdzięk i piękny uśmiech, którym go właśnie obdarzyła. Jedyne co nie pasowało Harremu do tej układanki, to jej wzrok, tak bardzo zimny i smutny za jednym razem.
A za drugim wesoły i gorący.
I nie miała zarąbiastych, kryształowych oczu i końskiej krwi.
Verity grzecznie pożegnała się z nim i poszła dalej, wcale nie w stronę żadnego z dormitoriów.
Może miała własne?
Na 100%.
Od aŁtorki: W słowach siła...
Ludziska moi Kochani jak już tu jesteście to komentujcie poniewaz od waszych komci zalezy czy bede dalej publikowala to opowiadanie... Jak juz napisalam w slicznej rozowej tabelce znanej Informacyjna nie opublikuje nastepnego odcinka dopoki pod ostatnią nie znajdzie sie conajmniej dwadziescia komentarzy... Wiem jestem wredna ale takie jest zycie... Wasze komentarze sa dla mnie wazne z tego wzgledu ze wiem ze ktoa chce mnie czytac i docenia moja prace a przeciez kazdy kto pisze takie opowiadania ma nadzieje ze znajda sie chetni do krytykowania... Nie zawsze dobre opinie i pochwaly to i tak oceny ktore buduja wiec prosze nie zawiedzcie mnie!! Wasza Oddana Pasarka i Wielbicielka Harrego :)
Czyli stary, dobry szantaż emocjonalny. A teraz akt drugi:
ogłoszenie...
Dooobra!!
W zwiazku z apelacja Yvone rozdzial pojawi sie wkrotce jak tylko go wklepie na kompa... Prosze o cierpliwosc :)
Więcej notek nie ma. Chciałabym wierzyć, że aŁtorka się opamiętała...
Oby. Nadzieja matką analizatorów.
bou. (29.04.2009, 17:54)
brak www
nie mogę ...
Nawet Lestata nie oszczędziła ...
Tak poza tym... Harry jako wampir nie mógłby latać. Ponieważ ,nie przyjął wystarczająco krwi i nie jest w odpowiednim wieku. Wampiry z Kroniki Wampirów otrzymują ten dar po ok. 500-letnim żywocie ,także...droga aŁtoreczko jeszcze troszkę czasu.
Czekałam na to ,aż pojawi się Merrick lub Memnoch lecz chyba aŁtoreczka odpuściła sobie przeczytanie tych książek.
Ladybird (27.04.2009, 22:12)
brak www
Nie wiedziałam, że można skleić ze sobą dzieła Rowling, Rice, braci Grimm i Bóg wie kogo jeszcze.
Podziwiam chorą wyobraźnię autorki analizowanego bloga.
'Przy łóżku siedział Lestat z uśmiechniętą miną.'
Żal.pl tu nie wystarcza. -,-
A analiza świetna. ;)
''Zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył już jej nie było, wpadł na mur.
Tępoty.''
''Harry nadal leżąc w łóżku zamknął oczy. Zastanawiał się, czy ta piękna istota mogła pokochać kogoś takiego jak on.
Nie, skąd. Może po prostu jest nimfomanką czy coś...
Czego się nie robi dla dobra dziecka''
Padam xD
kura z biura (26.04.2009, 23:59)
brak www
Ha! Skrzydlaty Harry powalił mnie na ziemię... Czego te aŁtorki nie wymyślą! Wampir, elf, demon... jeszcze tylko brakuje kucyponka.
Opko cudne, analiza przepiękna :D
Nadira (24.04.2009, 22:27)
brak www
Jak zwykle radośnie się ukwikałam XD
Mój ulubiony tekst w tej analizie?
"Pomidor."
InsanityInside (24.04.2009, 21:00)
brak www
"Czuł, że jej krew jest inna, a kiedy zobaczył, że jest srebrna, serce zaczęło mu mocniej bić." - Krew light?
Półjednorożec!
Swoją drogą zabawne, że w fanfikach bycie pół-elfem pół-demonem i pół-jednorożcem (pomijając matematykę) przejawia się wyłącznie marysiową urodą, a nie na przykład spiczatymi uszami, rogiem na czole i ogólnie... niebyciem człowiekiem...
Kryształowy szlafrok!!!
"Harry po chwili uświadomił sobie, że wyrosły mu skrzydła." - Niech zgadnę. Bycie demonem przenosi się drogą płciową?
"- Bo wszystkie są obciążone Dziedzictwem i jeżeli któryś bądź któraś zdradzi, dziecko będzie musiało zostać władcą obu ras i zasiąść na Tronie Jedności.
No nie, co za pech! Nikt nie życzy takiego losu własnemu dziecku..." - Kwiiiiik!
"Zastanawiał się, czy ta piękna istota mogła pokochać kogoś takiego jak on." - Przecież był tylko zwyczajnym wybrańcem, bohaterem, superaurorem, superwampirem, męską wersją Mary Sue, itd, itp.
"To po kiego grzyba mu te skrzydła, jeśli nie potrafi latać?" - A zanim mu wyrosły potrafił.
"- Chodzi o to, że właśnie przyjęła Pani do szkoły być może córkę Voldemorta!" - McGonagal: Co? ZNOWU?
"- Ale Pani go nie znała, na pewno nie pamięta Pani jak wyglądał w młodości," Pomijając to, że prawdopodobnie chodzili razem do szkoły "a ja tak" Bo Harry wie wszystko "i przypuszczam, że jeśli ona odziedziczyła po Voldemorcie cokolwiek," np. kolor oczu "lub co gorsza sam ją wychował, to jesteśmy w poważnych tarapatach!"
Pasarka?
Podsumowując: Kwiiiiik! Oraz iiihaha!
Serpentis (24.04.2009, 12:48)
brak www
Nie chciał dopuścić do siebie myśli, że kreatura którą pokonał mogła mieć dziecko.
Nawet całkiem sporo. Ale wyłącznie płci żeńskiej.
Nie licząc Simsów ^^
^^wietrzę aluzję xD
A analiza bardzo zacna. Zwłaszcza efekty spożywania modyfikowanej żywności - ciekawe, czego wynikiem są aksamitne twarze?
Sineira (24.04.2009, 10:19)
brak www
Cudo. Aż szkoda, że aŁtorka nie napisała dalszego ciągu. Zostało jeszcze tyle ras do wykorzystania...
Mrohny (23.04.2009, 23:10)
brak www
Jak można było w to mieszać Charlie'ego-the-Unicorna, hę?!
Jak zwykle świetnie, tylko szkoda, że to już koniec.
atha (23.04.2009, 19:30)
brak www
Jo to bym chcioła, żeby jok bedzie kulejna czynść, toby jom tyż zunalizować.
Udzielił mi się poziom opka, ale analiza kwikaśna niesamowicie!
Nerve (23.04.2009, 17:33)
brak www
Ech, Lestat... Nawet Anny Rice nie oszczędzili...
Podstrona:
*1* /
2