Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i Konkurencja Swarovskiego 3/3
HP i Konkurencja Swarovskiego 3/3 (25.03.2010, 21:34)
Dzisiejszy dzień upłynął mi pod znakiem fizyki, poszukiwania opiekuna licencjatu i… kończenia analizy tego potworka. Całość nieco mnie przerosła, więc wybaczcie, że tak krótko (chociaż wydaje mi się, że nawet po tych kilku fragmentach będziecie tak wykończeni, jak ja teraz).


Zycie Hermiony toczylo sie na pozor po dawnemu, lecz nie byla to juz ta sama osoba. Wciaz pogrozona w myslach o nim, zaczynalo byc jej szczerze obojetne, co mysla sobie o niej inni.
To dobrze, bo jakby przejmowała się tym, co teraz o niej myślę, niechybnie zaczęłaby poszukiwania sznura i gałęzi.

Nie zwracala juz nawet zbytnio uwagi na swoich przyjaciol, ktorzy wydali jej sie dziwnie obcy i szarzy na tle Dracona, ktory doprowadzal ja juz do rozpaczy zupelnej, traktujac ja jak powietrze.
Nie powiem, kto tu wypada niekorzystnie…

I im bardziej Hermiona starala sie przed nim ukryc, tym bardziej palec przeznaczenia kierowal go wlasnie na jej smutna postac, smetnie wlakaca sie po kotyrarzu i mijajaca swego zlotego ksiecia, ktorego i tak miala juz dosc przed oczyma o kazdej porze dnia i nocy.
Pierwsze prawo blogaskodynamiki.

Gdyby chociaz zadrwil! Wysmial, przezwal, upokorzyl! Ale nie.
Dziewczyno! Trochę szacunku do samej siebie!

Dla niego Hermiona Granger po prostu przestala istniec, zupelnie jakby byla mydlana banka, rozprysnieta przez jedno delikatne dotkniecie na miliony smutnych elementow, wchlonietych przez codziennosc.
Głębokie to jak oczodół.

Czula sie tak beznadziejnie, samotnie i nieszczesliwie jak nigdy dotad.
*jęk rozpaczy* To można jeszcze bardziej?

Wszystko sie posypalo, a teraz, patrzac beznadziejnym wzrokiem w pozolka stronnice grubej ksiazki, literki przeskakiwaly i laczyly sie w zupelnie niezrozumiale dla glowy wyrazy, nie dochodzace do jej swiadomosci.
Niegrzeczna, stronnicza książka. W dodatku jest „pozolką”.

To bylo bez sensu. I tak nie potrafila sie skupic. Odlozyla wiec gruba ksiege na stoliku i poszla w kierunku lazienki.
Łazienka stawia mniejsze wymagania.

Oczywiscie, jak zawsze, lazienka zajeta byla juz przez Lavender i Parvati, ktore, chichoczac donosnie, sklejaly sobie rzesy tlusta warstwa czarnej maskary, lub obrysowywaly nieprzytomnie swoje oczy rownie czarna kredka. Hermiona westchnela z rezygnowaniem.
Tym razem to Lavender i Parvati są Gupimi Zuymi Barbie, tak? Ale nie bójmy się, coś mi się zdaje, że niedługo to Hermionę zobaczymy w pełnym, aczkolwiek subtelnym i niewidocznym makijażu.

Miala zamiar troche sie umyc, by nie przypominac wciaz nieszczesnego pomidora, ktorego nos lsnil w swietle dnia podwojna brzydota, aniezeli by w noc, kiedy jest ciemno.
Czerwony nos, który nie lśni w nocy? A już myślałam, że mamy do czynienia z mutacją Renifera Rudolfa.

Ale przeciez i tak bylo to jej obojetne. Bo dla kogo ma sie starac?
No nie wiem. Dla siebie?

Z kamiennym wyrazem twarzy przeszla obojetnie kolo rozhukanej Ginny, opowiadajacej wesolymi chichotami jakies bzdurne historie milosne swym smiertelnie zaciekawionym koleżankom
No tak, bo tylko miłość Mary Sue jest godna opowieści.

Wygramolila sie z obrazu Grubej Damy
Niby jakim cudem? Wykrystalizowała się z płótna, czy co?

Wlokla posepnie nogami, patrzac na lsniaca posadzke, ktora stopniowa wplywala w ciemnosc, roziskrzona przez fruwajace przed jej oczyma swiatelka, az w pewnym momencie, cos lub ktos, odbil sie od niej i upadl z rozdzierajacym cisze hukiem, zabierajac jednoczesnie swa sila skolowana Hermione na podloge.
To się nazywa liryczne zderzenie z Tru Loffem.

Czujac wscieklosc, zalewajaca jego cialo pulsujacym goracem, Draco Malfoy podniosl swe srebrzyste, chlodne jak lod teczowki i ujrzal u swoich stop burze rozczochranych brazowo-zlotych wlosow, opadajacych lokami po drobnych ramionach oraz niezwykle cieple, rozkojarzone spojrzenie orzechowych oczu, w ktorych lsnily jak dwa plomyki krysztalowe lzy.
Już nie wiem, co lepiej skomentować: podnoszone wysoko tęczówki z zamarzniętej wody, rozkojarzone orzechy czy płonące ciała krystaliczne.

Tylko tego tu brakowalo! Cholernej Granger, ktorej mial zaszczyt nie zechciec widziec do swego konca zycia.
Nie ma ucieczki przed pierwszym prawem blogaskodynamiki!

Rzucil jej pogardliwe spojrzenie, dajac jej tym samym do zrozumienia, w jak glebokim powazaniu ma ja, oraz jej histeryczne beczenie. Ile mozna?! Tam ryczala, tu ryczy tez, czy to ciele nie ma zadnego uodpornienia zyciowego?
Też się nad tym zastanawiam od jakichś dwóch tygodni. Jak dotąd – zero odpowiedzi.

Pamietal jej spojrzenie. Pamietal jej i swoje lzy.. Obiecal sobie nigdy nie zranic Granger, sam nie zdajac sobie sprawy, ze to wlasnie ta bezinteresownosc rani ja o wiele bardziej, aniezeliby jego cyniczne kpiny.
Zrozumieć babę…

Tak bardzo staral sie jej unikac, by zetrzec ze swej pamieci jej obraz. Tak bardzo staral sie o TAMTYM wlasnie zapomniec
Zły dotyk boli przez całe życie ;>

Wciaz unikajac jej zasnutego mgla wzroku, wstal energicznie i otrzepal sobie szate, starajac sie by jego mina przybrala zwykly, ironiczny wyraz.
Miała spojrzenie śniętej ryby po prostu.

Hermiona milczala. Ta jej cisza byla potwornie denerwujaca, wiec Malfoy, rozluzniwszy sie troche, skierowal swoje chlodne spojrzenie ku lezacej dziewczynie, a zimny dreszcz przebiegl mu po plecach.
Przypomniał sobie o śledziach w lodówce.

Twarz Hermiony, biala jak papier, zaslonieta czesciowo zlocistymi lokami, lezala nieruchomo na kamiennej posadzce posrod szarego kurzu.
*z nadzieją* Umarła?

Z jej lekko uchylonych popekanych ust, wydobywal sie srebrzysty strzep oddechu, tak doskonale widoczny na lodowatym zimnie.
Dumbel nie raczył zainwestować w CO.

Rece Hermiony znajdowaly sie po obu stronach jej cienkiej talii, zwijajac sie bezradnie.
Już sobie wyobrażam te ręcę. Choć właściwie nie. Nie wyobrażam.

O Boze. Umarla?! Niemozliwe.
Możliwe! Ja na to mimo wszystko liczę!

Malfoy, przerazony tym tragicznym widokiem Hermiony, ktora sprawiala wrazenie niezywej, zesztywnial i przez chwile bal sie poruszyc.
Wczuwał się w jej sytuację.

Po krotkiej chwili, zdal sobie sprawe, ze poruszyc sie musi, a impuls byl tak silny, ze porwal sie energicznie ku dziewczynie, by nastepnie zlapac ja za rece i tarmosic, ryczac ochrypialym glosem, by oprzytomniala.
Oto co potrafi zdziałać jeden, samotny neuron.

- Granger, cholero, co ci? - zapytal w przestrzen pustego korytarza, patrzac na jej polprzymkniete orzechowe oczy.
Odpowiadaj, ty śpiączko afrykańska!

Draco doszedl do wniosku, ze nie moze zwlekac z ratunkiem.
*włącza czołówkę „He-mana”.

Nie pozostawi nieprzytomnej, zimnej jak lod i dziwnie chorej na twarzy Granger posrod pustego korytarza.
Sometimes you have to be cruel to be kind.

Z trudem lapiac oddech, wzial ja wiec energicznie na rece, po czym, skierowawszy swe nogi ku skrzydlu szpitalnemu, ruszyl szybko po schodach, dudniac swymi chwiejnymi krokami.
Draco z trudem wydawał rozkazy swym nogom, gdyż dusiły go złote loki Granger.

Czy wiecie? Ze wszytskich rzeczy wiecznych milosc jest najkrotsza..
O rly?

Kolejny aŁtorski wstęp
Ale jak mi nie pobijecie rekordu (164 komentarzy) to dupa bedzie, a nie nowa notka.
*trzask o podłogę* Nie wmówicie mi, że to normalne, by TAKI twór miał TYLE komentarzy!
Oszołomieni wracamy do… hmmm… akcji?

Niekonczacy sie korytarz, spowity cichym podmuchem delikatnej smierci, tanczacej na tle czarnego ksiezyca.
Mam przed oczami taki obrazek: Śmierć, przybrany w girlandy wiosennego kwiecia, odgrywa Jezioro Łabędzie na tle Księżyca. Źle ze mną?

Widziala to w czarnej glebi, chuchajacej zimnem w jej krucha twarz.
Liczę, że chlapnie jej w twarz jakąś czarną dziurą.

Hermiona nie mogla przestac isc w kierunku niewidzialnego ksiezyca, choc wciaz wytezala wszytskie swe sily, by sie zatrzymac i otworzyc zlepione bolem oczy.
Skąd wiedziała, że to Księżyc, skoro był niewidzialny?

Zamknietymi oczyma spostrzegala naokolo ciemnosc, bradzaca w srebrno-perlowej wodzie, smiejaca sie jej bezczelnie w twarz i przebijajaca na wylot diamentowym blyskiem noza delikatny ksiezyc.
Diamentowy nóż też pewnie niewidzialny, co? Swoją drogą niezły musiał być. Z Mango.

Cos zlapalo ja za reke i pociagnelo w strone krwawiacego ksiezyca.
Wolf’s Rain! *czeka aż wilki rozczłonkują Hermionę*

Hermiona scisnela krucha, zimna dlon w swej rece, prowadzona przez zalosny placz dziecka.
Dotyk puscil, a sonata ksiezycowa zalala swym delikatnym brzmieniem cala ciemnosc.
Dotyk puścił. Ludzie, trzymajcie mnie!

Zaczela dostrzegac niewyrazne rysy w mroku. Ktos rozcial jej zlepione bolem powieki, uwalniajac tym samym cenny zmysl wzroku.
Repo Man! Przyszedł oderbać jej gałki oczne!

Stala po srodku niekonczacego sie labiryntu, po srodku wiecznej nocy, przetykajacej srebrzystymi wstegami atlasowe niebo. To byl juz koniec.
TAK!

Slyszala gluche kroki smierci, otwierajacej skrzypiace drzwi na koncu korytarza. Kazdy pusty dzwiek zalewal echem jej umysl, a rozszczepione swiatlo czarnego ksiezyca padlo prosto na skulona postac, siedzaca melancholijnie w kacie.
Światło czarnego księżyca. Jasne. Prawie jak biały cień słońca.

Hermiona podniosla oczy, uwaznie ilustrujac twarz dziewczynki. Byla porcelanowa, biala i krucha, z ciemnymi oczodolami, w ktorych lsnily same bialka, bez teczowek i zrenic.
Gałki oczne były o jakieś trzy rozmiary za małe, więc nie wypełniały w pełni oczodołów. To pewnie przez ubytek tęczówki.

Z tych niezwyklych oczu splywaly szkarlatne lzy, znaczace jej biala twarz krwista smuga, by nastepnie zginac w gaszczu czarnych, dlugich wlosow, opadajacych na przykryte biala sukienka cialo.
Mhrock!

Usta dziewczynki byly czarne i suche. Wygladaly tak, jakby ktos zszyl je stalowa nitka.
Co nie przeszkadzało jej płakać.

Dziewczynka usmiechnela sie nagle, nie przerywajac jednak swego placzu. Wstala i podeszla do Hermiony, mala, smutna figurka, wpatrujaca sie w nia hipnotyzujacymi bialkami, usmiechajaca sie czernia swych zeschlych ust.
Uroczy widok. Słodka dziecinka.

Dotknela reki Hermiony, wskazujac znieksztalconym konturem palca na sciane, gdzie znajdowal sie czarnozloty zegar, tykajacy i zipiacy smiercia.
Astma dotyka także pomagierów Mrocznego Kosiarza.

Hermiona rzucila krotkie spojrzenie na przyrzad pomiaru czasu ze swoimi szczerozlotymi wskazówkami
Nie dało się zwyczajnie napisać „zegar”? To tak jak z pisaniem „szkarłatny, lepki płyn” zamiast „krew”.

czujac na swej odkrytej szyi dziwny podmuch wiatru, pachnacy gorzko przerazliwymi westchnieniami wszystkich cierpiacych na tym beznadziejnie szarym swiecie.
A jak pachnie szlag jasny trafiający analizatorkę w tym momencie?

Wskazowka przesunela sie na ostatnia przed godzina 12 kreske. Byla wiec prawie polnoc.
Co ty powiesz?

Cos szarpnelo Hermione, zwalajac ja z nog i tracajac z calej sily w czarna otchlan przepasci, nad ktora stala w czarnej pelerynie smierc, calkowicie przez owy plaszcz zalosnieta, z jedynie wystajacymi paznokciami, krwistoczerwonymi, na srebrnych palcach.
HO HO HO!
Hermiona chciala krzyknac, ale nie mogla wydobyc z siebie glosu. Chciala uslyszec, ale nie mogla wydobyc z martwej ciszy dzwieku. Chciala nareszcie zaczac widziec, ale nie mogla rozlepic na nowo zszytych powiek. Opadla bezsilnie w ciemnosc.
- Otworz oczy - padly slowa z czarnych ust glebokim, aksamitnym glosem, pelne ukrytego bolu, smutku i tesknoty, a w mroku blysnely jeszcze hipnotyzujace bialka.
Chyba muszę zwiększyć stężenie alkoholu w mojej krwi, by choć w połowie zrozumieć te dyrdymały.

Dziewczyna rozlepila z trudem swe ciezkie powieki i ujrzala przed soba zatroskane oblicze szmaragdowych oczu swego najlepszego przyjaciela, Harry'ego Pottera.
A teraz wszyscy razem – CZEŚĆ HARRY!

Harry usmiechnal sie z ulga, lecz jego piekne, intensywnie zielone oczy wyrazaly wciaz troske.
Dobra, Harry ma zielone oczy. Mamy to.

Zaniosl ja do skrzydla szpitalnego szanowny pan Draco Malfoy, ktory, uginajac sie pod ciezarem jej 57 kilo, przywlokl jej omdlala sylwetke, oddajac Hermione natychmiastowej opiece pani Promfey.
Podaj jeszcze rozmiar buta i poziom cholesterolu we krwi.

Byl to czyn godny poszanowania, wiec Malfoy zniknal natychmiast w mroku Hogwartu, kryjac swe srebrne licze w pokoju Slytherinu.
Malfoy już tak zżył się z metalami, że platyna i stal już mu nie wystarczają. Przyszła kolej na skóre ze srebra.

Profesjonalistka w kazdym calu, pani Promfey obadala omdlona - w wdziecznej pozie z polprzymknietymi oczami oraz wybitinie karmazynowymi policzkami Hermione, ktora okazala sie ciezko chora, choc nie bylo niestety wiadomo, na co.
A to znacie pewnie z forum ;) Nic dodać, nic ująć.

Natychmiast spojrzal z lekiem w bursztynowe oczy Hermiony, wpatrujace sie w niego z dziwnym niepokojem. Jej usta drzaly, a przezroczyste rece opadly bezwladnie na lozko.
Chihiro! Jesteś w Hotelu dla Bóstw!

- Czy ja o czyms nie wiem? - w oczach dziewczyny zaszklily sie dwie diamentowe lzy, ktore splynely nastepnie po chorej twarzyczce, znaczac jej krwiste rumience srebrna smuga.
Łzy Hermy zwiększają swą wartość. Zamiast kryształów mamy już diamenty oblane srebrem.

- A czy ja cos wiem? - odparl z lekka nutka zlosci Harry. Niech ona nie histeryzuje, bo on zaraz sie rozryczy.
Mazgaj.

Chlopak mrugnal szybko dwa razy, ukrywajac przed przyjaciolka dwie szkliste warstwy lez.
A cóż to znowu? Od kiedy łzy tworzą warstwy? Jak ogry?

Na gipsowej twarzy Hermiony, ktorej poludniowy koloryt i hiszpanska uroda wyblakly, wymeczone przez dziwna chorobe, o ktorej nikt nie mial pojecia, rozblysly dawnym ogniem oczy, ktore z pretensja wbily sie w smutny profil Harry'ego.
Matko Borska…

- Ale nie martw sie. Jestesmy w Hogwarcie. Tu zawsze sie cos wymysli
Of kors. Hogwart słynie z niemożliwego.

Niosaca ulge, choc bardzo malutka iskierka nadziei zatlila sie na nowo w zieleni jego oczu.
Jak stokrotka.

Caly czas miala przed oczami jego twarz. Jego srebrne, stalowe oczy, migocace ironia i niesamowitym urokiem. Jego piekne, anielskie rysy na bialej jak papier twarzy.. To wszystko bylo tak tajemnicze, pociagajace i jednoczesnie tchnace przenikliwym czarem, ktorego Hermiona nie potrafila wyplesc z jej rozbolalej glowy.
*rozpaczliwie siorbie piwo*

Sylwetki szarych, zwyklych i niczym mu nieznaczacych postaci przemykaly sie przed jego srebrzyscie niebieskimi oczami, a gluche slowa kolegow odbijaly sie niezapamietywanym echem podsrod labiryntow jego poswiadomosci.
Echo to w pustych pomieszczeniach jest. To coś znaczy.

Niedaleko rozglegl sie zlosliwy i kpiacy chichot slizgonow, wpatrujacych sie w Malfoya z lekkim rozbawieniem, wymalowanym na banalnie nieinteresujacych twarzach.
Och, jakie brzydkie, nieciekawe buzie. A fe!

Przeszedl spokojnie po mieniacym sie od ciemnosci korytarzu, oswietlonym delikatnie promieniem ksiezyca, ktorego srebrna tarcza wisiala ociezale na niebie i zdawala sie w kazdej chwili spasc do czarnej otchlani jeziora.
Będzie „plum” i koniec świata.

Tak, tego potrzebowal.
Końca świata?

Samotnosci.
Acha.

Wszystko zmienilo jedno, jedyne spojrzenie, iskrzace pod mozaika milczacych w dzien lez.
W nocy łzy darły się na cały zamek.

Komunikat od aŁtorki
Notka mi sie nie podoba. Jest chaotyczna, impulsywna, niezrozumiala dla innych i smutna. Ale taka ja wlasnie planowalam.
Ach, więc ta degrengolada słowna jest pisana z pełną premedytacją? Dobrze wiedzieć.

lalala

Draco delikatnie przejechal palcem jej policzka, po ktorym tanczyly w watplym swietle swiecy srebrzyste lzy.
*przygrywa na tamburynie*

Hermiona zanurzyla roztrzesione dlonie w swoje zloto brazowe wlosy i odrzucila je nerwowo do tylu, a jej luk jej brwi uniosl sie w lekkiej ironii ku gorze. Jaka ona?
- Jaka ona?
*tłum podchwytuje* Jaka ona?!

Hermiona widziala szlachetne rysy jego twarzy w ciemnym swietle juz gasniejcego plomienia swiecy i poczula, jak w jej oczach staja dwie szklane lzy, w ktorych odbilal sie obraz jego ust.
I znowu spadek formy. Z diamentu do szkła.

Draco przez chwile stal bez ruchu, nasluchujac sie odglosu bicia jej serca i znow wiedzial, ze musi odejsc.
Pojawia się i znika, znika, znika.

Draco bez slowa chwycil placzaca Hermione za krucha kibic i przytulil do siebie z calej sily
Łamiąc ją przy okazji na pół.

Hermiona zdusila w sobie przerazony okrzyk i wbila ostre paznokcie w szyje Dracona.
-Arghhh! – wydusił z siebie Malfoy, próbując zatamować krwotok z aorty.

Pozwolicie, że na tym zakończę. Nie mam siły na dalsze użeranie się z tym „dziełem”. Idę dokończyć piwo.




Em (13.12.2012, 23:45)
brak www
Witam. "Aha" piszemy przez "h".

Margaret.w (08.03.2011, 18:15)
brak www
Po prostu padałam, dziko się śmiejąc. Uwagi drogiej analizatorki jakże są na miejscu. Blogasków tego typu jest cała masa. I co dziwne, aŁtoreczkom się wydaje, że są w pisaniu wybitnie uzdolnione.

Anna (06.04.2010, 00:07)
brak www
Nie wierzę, że pozostawiłaś krwotok Majfola z aorty bez komentarza!
Przecież ona zrobiła mu to paznokciami! To z czego ona ma te paznokcie?
Pewnie są diamentowo ostre i w świetle czarnego księżyca szklą się wszystkimi odcieniami rubinów.
Albo cos w ten deseń.

violett (28.03.2010, 19:09)
brak www
omg, gratuluję determinacji. to jest koszmar :O
oczywiście blogasek. bo analiza naprawdę z klasą :3

a. (27.03.2010, 13:27)
brak www
Ta cała śmierć z paznokciami to wypisz wymaluj Larva/Lava z eee... niezbyt mądrego anime "Vampire Princess Miyu". Jakoś podejrzanie podobnie wygląda...

maggot (26.03.2010, 17:40)
brak www
a, i ten... ta dziwna "choroba" hermiony z tymi rumieńcami skojarzyła mi się baaaaardzo jednoznacznie. XD

maggot (26.03.2010, 17:38)
brak www
zastanawia mnie, co aŁtoreczka bierze... brała... nvm. współczuję użerania się. @___@

... co to, do cholery, jest "aniezeliba"?

Sineira (26.03.2010, 09:49)
brak www
Hehe, współczuję, że przedzierałaś się przez to sama. Dojechałyśmy z Kurą do końca, choć po drodze nieco wycięłyśmy, bo wytrzymałości nam zabrakło;)
Przez Ciebie ma teraz wizję Hermiony z nosem Rudolfa. To boli:D

Ome (26.03.2010, 00:01)
brak www
Analiza jest cudna, cudna, cudna. Po pierwszym zakrztuszeniu się herbatą przezornie poczekałam z piciem do końca czytania.

Ach, ten kanon: drogocenne łzy, metalowe włosy, histeria i namiętność objawiająca się zderzeniem czołowym na korytarzu. No i tajemnicza jak sens tego opowiadania choroba Hermiony ;)

Swoją drogą - jedno piwo to stanowczo za mała rekompensata za zmagania z takim tekstem. Wypij cały karton, może pomoże ;)

Pigmejka (25.03.2010, 23:27)
brak www
Na początku na zmianę cicho jęczałam (przy fragmentach blogaska) i chichotałam (przy komentarzach do nich). Ale kiedy przeczytałam TEN fragment:

- Granger, cholero, co ci? - zapytal w przestrzen pustego korytarza, patrzac na jej polprzymkniete orzechowe oczy.
Odpowiadaj, ty śpiączko afrykańska!

... nie wytrzymałam i ryknęłam dzikim śmiechem! :"D A potem było już tylko lepiej... ^^ Wizje Hermiony podczas śmierci klinicznej (???) biją na głowę wszystko. Nie jestem pewna, czy jedno piwo pozwoliłoby otworzyć umysł na głębię metafor stosowanych przez Ałtorkę... Jak to mówi mój kolega: "Niektórych rzeczy nie da się czytać na trzeźwo". :)))
PS. Następne ryknięcie zaliczyłam przy drących się w nocy łzach i krwotoku z aorty. ;))) Ogólnie wyszło pięknie!^^