Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
58. HP i Konkurencja Swarovskiego 1/3
58. HP i Konkurencja Swarovskiego 1/3 (11.03.2010, 23:38)

Ten blog pokazuje, że pseudopoŁezja bywa gorsza niż wymysły rozentuzjazmowanych fanek TH. Niestety, wysokie niczym rozjechany jeż loty blogasia udzieliły się także mi, więc analiza krótka i chyba bez polotu. Zresztą, oceńcie sami.

Analizowała: Deszczowyjka

-Wcale nie chce stad isc.. -dodal jakby po chwili namyslu Draco, wypuszczajac jej biala dlon i przejezdzajac zimnym palcem po jej plonacym policzk
Teraz pytanie: Czy Hermionie zgaśnie policzek, czy Draconowi stopnieje palec?

Odgarnal delikatnie czarne wlosy z jej czerwonych od placzu oczu i usmiechnal sie lekko.
Hermiona odkryła uroki farby do włosów.

Wszystko pogarszalo jeszcze czekoladowe spojrzenie Malfoya i jego zimne palce na jej plonacym policzku.
o_0 Malfoy nie ma stalowych oczu? Mój świat się zawalił.
[Wstrzyknął sobie farbkę Hermiony.]


Przymknela oczy, czujac swidrujacy wzrok Malfoya na swojej twarzy.
Auć! To musiało boleć.

Byla kruchym, zasuszonym platkiem rozy, ktory pod wplywem czyjegos dotyku rozpadal sie w tysiace drobnych kawaleczkow.
To raczej skutki wybuchu nuklearnego, a nie dotyku.

Niespodziewanie poczula cieple, slodkie wargi na swoich slonych od lez, czerwonych ustach, a jej serce zamarlo z wrazenia, czujac jego jezyk, wnikajacy miedzy jej zeby, odbierajac jej rozum i sprowadzajac do oszolomienia, ktore ogarnelo nia tak nagle.
*rotfl*

Zapominajac o calym swiecie, lapiac z trudem oddech i oplatajac cieplymi dlonmi Malfoya, Hermiona poczula, ze wszystko w niej plonie.
Drużynowy jest wśród nas.

Serce, ktore bilo jej do tej pory szybkim, nierownym tempem, zamarlo nagle, przepelniajac jej wnetrze glucha pustka, piekielnie klujaca.
Piekielnie kłująca pustka po zdechłym sercu. Poezja.

Rozlepila ociezale powieki i popatrzyla na Malfoya nieprzytomnym wzrokiem.
Zaropiałym, kaprawym wzrokiem.

Stal spokojnie, wciaz trzymajac dziewczyne czule w talii, jego (tutejsze) czekoladowe oczy
Acha, więc ta czekolada w Malfoy’owych oczach to tylko stan tymczasowy? *z ulgą ociera pot z czoła*

iskrzyly jakims namietnym blaskiem w bladym swietle swiec, a na czerwonych ustach drzal delikatny usmiech.
Uśmiech skakał między nosem a podbródkiem.

Stali tak dluzsza chwile, posrod mroku, w ktorym rozblyskaly wesolym ogniem miedziane plomyczki w ciemnobrazowych lichtarzach, posrod kojacej zmysly ciszy, przerywanej tylko muzyka rozszalalego deszczu, lamacacego obficie w okiennice i posrod stykajacych sie niesmialo spojrzen, ktore wyrazaly wiecej niz tysiace slow.
Scenopis nowej reklamy Rafaello?

Hermiona wyraznie czula, jak w swej skolowanej duszy rysuje sie nowe, gorace uczucie.
*gumuje zawzięcie*

Czarna dziura, w ktora wpadla, zapowiadajaca pasmo klotni, nieszczesc i nienawisci.
Jak miło.

Gdzies tam, w resztkach swej wyobrazni,
Hihi ^^
ktorej zostala brutalnie pozbawiona przez jeden pocalunek,
Trza było przed pocałunkiem skontaktować się z lekarzem lub farmaceutą.
widziala brazowe oczy Rona, iskrzace gniewem i smutkiem.
Popioły po Kanonie?

Ale to nie mialo znaczenia. Nie teraz.
A nie, to zwykły kurz.

Malfoy zanurzyl swoje dlugie palce w jej rozwalonych czarnych wlosach, splywajacych falami po okraglych ramionach.
Owinal sobie ciemny lok wokol palca i popatrzyl dziewczynie gleboko w oczy, wprawiajac jej serce w ponowne, szybkie lomotanie oraz piekacy zar.
To lepsze niż defibrylacja.

- Te zlotobrazowe sa jednak ladniejsze -powiedzial Hermionie wprost do ucha cieplym szeptem.
Jeżu, oni mają jakąś osobną garderobę na włosy i gałki oczne, że przebierają w nich jak w warzywniaku?

To sprowadzilo ja na ziemie. Poczula sie tak, jakby ktos oblal ja kublem lodowatej wody.
- AAAA! -ryknela przerazonym glosem, z trudem lapiac oddech i rzucajac wystraszone spojrzenie ku zwierciadlu, ktorego zmetniale odbicie przedstawialo wlasnie ja sama i Malfoya, wtulonych do siebie i sklejonych, patrzac sobie namietnie w oczy.. Ją i MALFOYA!
Eee… Okej.

- O rany boskie! -pisnela histerycznie, wyrywajac sie gwaltownie z jego uscisku i trzezwo ruszajac ku drzwiom, wciaz w stanie glebokiego szoku.
Zachowanie trzeźwości umysłu w stanie głębokiego szoku to dopiero sztuka.

Wolala nie ogladac sie za siebie, oczami odzyskanej wyobrazni widzac jego zgorszona, drwiaca czy patrzaca na nia z ironia mine.
Przejrzała na oczy?

Rzucila sie otwierac drzwi, nerwowo szarpiac mosiezna, pozlacana klamke, po czym wybiegla jak oszalala na ciemny, wilgotny korytarz, dlawiac sie lzami upokorzenia.
Dramat!

Byl wsciekly. Rzucil ponure spojrzenie na cholerne, obite w ciezka, zlota rame lustro i przyjrzal sie z uwaga w swoje odmienione odbicie.
- Niech to – mruknął. – Zły wybór. Jutro założę zielone tęczówki.

Na jego sniadej twarzy wybil sie szkarlatny rumieniec, ktory rozlal sie goracem po calej twarzy, a jego zaczerwienione wargi drgaly nerwowo i niebezpiecznie.
Wścieklizna?

To wszystko przez te cholerna idiotke.
Jasne, baba zawsze winna.

Nie potrzebnie pozwolil sobie na przelotne czulosci, i to w dodatku na jakiejs obczyznie, gdzie nie ma nawet swojego wygladu, ktorego tak lubil.
Wiadomo, że po wyjeździe za granicę trzeba drastycznie zmienić wygląd. W końcu, kto wejdzie między wrony…

Tu wygladal jak jakis przeklety aksamit.
A fe! A gdzie stara, dobra rzeźba platynowa?

Czarna, lsniaca grzywka opadala mu ukosem na sniade czolo, na ktorym iskrzyly ponure, czekoladowe oczy, patrzace na wlasne odbicie z dzika zloscia.
Malfoy zainspirował się Billem?

Malfoy przygladzil automatycznie grzywke, ktora spadala mu na oczy, myslac pogardliwie o Granger.
Bo w sumie, zawsze go w jakis sposob pociagala. Z ta swoja nieprzecieta inteligencja, zlotobrazowymi lokami i blyszczacymi, orzechowobrazowymi oczami wyrozniala sie posrod innych dziewczyn, ktore wydawaly sie Draconowi szare, nijakie i bez charakteru.
I, co najważniejsze, bez orzechów w oczach.

Co prawda, Malfoy nie przepadal za szlamami, rozpamietujac w kolko nauki ojca (szlamy i mugole na stos
Swój życia los.

Malfoy oderwal wzrok od matowego odbicia i przeszedl powoli przez komnate, zatrzymujac sie przy oknie, zaslonionego szczelnie okiennicami, ktore po chwili otworzyl, rozgladajac sie z ciekawoscia po tym dziwnym swiecie.
- Na brodę Merlina! Cóż to za dziwy! Tyle belek wbitych w ziemię z takimi zielonymi na czubku! Cud!

Czekoladowym oczom Malfoya z glebokimi, czarnymi jak wylot strzelby zrenicami ukazal sie las, mroczny, cichy i pusty.
*smark*

Ciemnozielony, blednacy w swietle srebrzystego, hipnotyzujacego ksiezyca, spowity byl letargicznym bezruchem.
To jak w bajce o Śpiącej Królewnie.

Nie bylo tu zadnej zywej duszy, a na ciemnozielonych drzewach nie drgala nawet jedna szara galaz. Wszystko to tonelo w srebrzystej, zamglonej szarosci.
To las w końcu, czy tartak?

Wilgotne powietrze, pachnace mgla i deszczem, przesycala niezwykla srebrzysta poswiata, w ktorej wszystko zdawalo sie tracic naturalne barwy.
Dobrze, już wiemy, że na dworze było szarawo! Możemy iść dalej?

Malfoy poczul sie nieswojo, ogladajac ten martwy, smutny obraz, a jego cialem wstrzasnal lodowaty dreszcz.
Bo Draco to taki gorący chłopiec jest.

Szybko odwrocil glowe i zamknal szczelnie okiennice, czujac sie w dziwaczny sposob osamotniony. Nie wiedzial jeszcze nawet dokladnie, jakim sposobem sie tu znalazl i czy aby tu nie zostanie.
Malfoy potrzasnal glowa, obiecujac sobie w myslach, ze nie bedzie dopuszczal sie takich dramatycznych mysli.
Och, tak. To może grozić szaleństwem.

Zostac tu? Na zawsze z tym aksamitnym spojrzeniem, z przekleta, rozkapryszona Granger, ktora lata jak oszalala po pustym, mrocznym dworku, swirujac i ryczac po katach, a nie powie mu nawet dlaczego?
No właśnie. Mało kusząca perspektywa. To co, kończymy bloga?

Patrzyla sie na niego, tymi szarymi, swietlnymi oczami, jakby chciala cos powiedziec.
Na przykład, że ma neon w oczodołach.

Malfoy odniosl przykre wrazenie, ze Elisabeth uzanala go po prostu za niegodnego tej calej tajemnicy. A on glupi nie jest.
*złośliwy grymas* Taak?

Malfoy przeciagnal sie leniwie, a jego usta, zacisniete z wscieklosci w linijke, rozluzniwszy sie, wygiely sie w drwiacym, pogardliwym usmiechu.
Zacisnęły się kątomierz.

Chcialo jej sie przerazliwie plakac, choc sama juz nie wiedziala dokladnie dlaczego.
Phi! Jakby powód kiedykolwiek miał znaczenie.

Wszystko ja bolalo, a bladzac po sztucznym, wykreowanym przez Elisabeth dworze, po jego mrocznych, pustych salach usilowala zebrac w kupe rozbiegane mysli.
Zebranie myśli przez osobę, której umysł nie toleruje ich obecności. Rzeczywiście. Może boleć.

W koncu doszla do wniosku, ze ryczac i w kolko rozpamietujac glebokie spojrzenie Malfoya, tak szczere i hipnotyzujace, nie wydostanie sie z tego nienormalnego swiata, a juz napewno nie sama.
A z kim? Chyba tylko z brzuchem. To będzie pierwsze zapłodnienie dokonane za pomocą wzroku.

Nie da sie unikac Malfoya, a ona musi sie wziac w garsc i przestac ryczec. He he. Latwo powiedziec.
Nie tak łatwo zatrzymać diamenty w kanałach łzowych.

Jednakze, widzac jak Malfoy wychodzi z pokoju, swobodnie i obojetnie, a na jego twarzy gosci czysta ironia i jakby..rozbawienie, przestala przejmowac sie glupimi postanowieniami, a w kacikach jej oczu zalsnily krysztalowe lzy.
Ups. Jednak kryształy. My mistake.

Natychmiast uciekla, widzac jak Malfoy chce z nia porozmawiac, patrzac na nia szyderczo i obojetnie.
Ale czego ona, glupia, sie w koncu spodziewala? Ze ja obejmie i pocaluje, a swiat znow zawiruje rozowymi barwami?
Wiesz, w niemalże każdym blogasku takie irracjonalne zachowanie jest na porządku dziennym. Tak więc – głowa do góry!

Byla za to na siebie zla, cholernie zla, a na sama mysl o tym krepujacym wydarzeniu, lzy wstydu naplywaly jej do oczu.
Kryształy, chciałaś powiedzieć.

oznaczalo to tyle, ze poprostu sie nia zabawil,rzucil jak zuzyta lalke z pustymi, szklanymi oczami, a jego glebokie, czarne zrenice sklamaly podle, napelniajac jej serce bezsensowna nadzieja.
*pada porażona pseudopoezją nuklearną*

Hermiona poczula, jak na lazurowe oczy cisna jej sie lzy najszczerszego bolu.
Lazurowooka…
(jeśli cały czas ma te kryształy w oczach, to chyba powinna przyzwyczaić się do bólu.)


Jaka nadzieja? Ze niby ON ja kochal?
Przenigdy!

O Boze, ja, Hermione Granger, szlame i nieprzyjaciela, najlepsza przyjaciolke Harry'ego, wroga Malfoya. Przeciez ona go nienawidzila! Nienawidzila go tak bardzo, tego ulizanego, bladego oblicza ze srebrzystymi, stalowymi oczami, z drawiacym usmieszkiem i kpiacymi uwagami.
Nienawidzila jego wyzwisk, nienawidzila szyderczych slow, padajacych jadowicie z czerwonych ust, nienawidzila po prostu calego Malfoya.
Tak! Ałtoreczki, powieście to sobie nad łóżkiem i zapamiętajcie!

Uczucie silnej nienawiści goszczacej w jej sercu, będącej ślepym blaskiem, ktory przeslanial rzeczywistosc, lekko sie romazalo, wysysajac jednoczesnie z jej duszy klujaca pustke.
Wziut!

Uswiadomila sobie w tym momencie, jak bardzo go kocha, i ze nienawisc byla tylko szara maska, ukrywajaca za swym zalosnym obrazem milosc.
Ach! No tak! Jak zwykle, jak zwykle… Kanon to tylko przykrywka. Żałosna imitacja PRAWDY głoszonej przez te oświecone.

Hermiona poczula, ze brak jej tchu, a wnetrznosci napelnia uczucie dziwnej lekkosci,
Nałykała się helu.

Jakby pozbyla sie okropnie ciezkiego kamienia, dreczacego jej serce, a dusza napelnila sie goracem.
Dżizas, dla tego blogaska to nawet zespół straży pożarnej to za mało.

Szybko zamrugala, czujac ciezar krysztalowych lez, sklejajacych jej rzesy.
*parsk*

Uslyszala czyjes energiczne kroki, odbijajace sie echem po pustej sali, w ktorej sie znajdywala.
Już myślałam, że to echo odbija się w jej pustej mózgoczaszce. Skrzywienie zawodowe.

Nie chciala podniesc zaplakanych oczu i spojrzec prosto w oczy Malfoya. Bala sie ich lodowatego wyrazu, ktory przenikal ja do glebi i wyczytywal z jej zaczerwienionego wzroku wszystkie sklebione uczucia, nawet te najglebsze i najskrytsze, jakby byla przezroczysta.
Jak kryształ?

Odglos krokow ucichl, a Hermiona wyraznie wyczula, ze ktos, a raczej Malfoy, stoi wlasnie nad nia, skulona i ryczaca w najciemniejszym kacie pokoju, i wpatruje sie w nia wyzywajaco.
Brak polskich znaków w tym blogu naprawdę działa mi na nerwy.

Minela dluga chwila ciszy, a ona wciaz bala sie podniesc wzrok.
Zniecierpliwiony Malfoy stał nad nią, co chwila spoglądając na zegarek.

- Granger, wymordowal ci ktos cala rodzine, czy co? -zirytowal sie w koncu Malfoy i zlapal ja gwaltownie za ramie, podnoszac ja na podloge i stawiajac juz delikatniej na ziemi.
Przepraszam, Hermiona znajdowała się w fundamentach budynku, czy jak? Czemu trzeba ją było podnieść, żeby znalazła się na podłodze?

Hermiona zacisnela mokre powieki, modlac sie w duszy, by nie musiala patrzec mu w oczy.
I żeby kryształy przestały wbijać się w jej gałki oczne.

- No?-ponaglil ja, usmiechajac sie poblazliwie na widok tego zalosnego widoku.
Głupek! Zamiast tak stać bez sensu, zacząłbyś zbierać te łzy i stworzył konkurencję Swarovskiemu!

Hermiona wyrwala sie z jego cieplego uscisku, i zakrywajac sie rekoma, pobiegla na druga strone sali, gdzie usiadla nieuwaznie na zimnej, marmurowej posadzce, chowajac ryczaca, zaczerwieniona twarz w skulone rece.
Ekhem. Nie wiem jak wy, ale ja dostrzegam tu objawy jakiejś choroby psychicznej.

Malfoy stal dalej w ciemnym kacie, patrzac na nia z kamiennym wyrazem twarzy.
Kolejny Tru Lof o marmurowej gębie? Jeden Edzio nie wystarczy?

- Skoro chcesz, zebym poszedl..-powiedzial niedbale, jakby czytajac w jej myslach - To ide -dodal z ironia i zatrzasnal za soba wielkie drzwi.
Ironia godna Severusa Snape’a.

Hermiona natychmiast otworzyla sklejone lzami oczy i popatrzyla z oslupieniem w drzwi. Czyli widac jej uczucia, jest przezroczysta?
Tak, kuźwa, masz je wypisane na żołądku i śledzionie!

Chciala zeby poszedl, chciala zeby dal jej spokoj, chociazby teraz, gdy wydawalo jej sie wszystko takie trudne i skomplikowane. Kiedy uswiadomila sobie, ze go kocha. A on, jakby czytal w jej myslach, poszedl.
Że tak spytam – kiedy zacznie się coś dziać? Cokolwiek?

Zaczela drzec z zima, czujac ze powraca jej piekacy bol glowy.
Och, to chyba jakaś myśl próbuje jej się wbić w głowę.

Ale przeciez, gdyby umial czytac w jej myslach, to wiedzialby, ze Hermiona z drugiej strony tak bardzo pragnela, by podszedl, zlapal ja delikatnie za reke, przytulil do siebie i pocalowal w slone od lez usta.
Słone, jak słone, ale pociachane kryształami na pewno.

Hermiona poczula, jak zapada sie w czarna, niekonczaca sie otchlan, a lzy bolu przeslaniaja jej wzrok. Kryształ zanieczyszczony piachem. Wstyd.

Zlapala sie za obolala glowe, czujac, ze wszystko wiruje jej przed oczami, a wzrok przeslania gesta mgla.
Ajajaj! To druga myśl!

Osunela sie na posadzke tak, ze lezala juz prawie na lodowatej podlodze, trzesac sie z zimna, bolu i uczuc.
Tutaj naprawdę przydałby się specjalista. W białym fartuchu.
Z otworzonych okiennic padal ukosem srebrzysty blask ksiezyca, a machoniowy, wielki zegar, wybil smetnie polnoc. Uslyszala dziwny, jakby niepewny dzwiek otwieranych drzwi. Byly to inne drzwi, nie te wielkie, rzezbione, przez ktore niedawno przechodzil Malfoy, tylko te ciemniejsze i jakby mniejsze, znajdujace sie po drugiej stronie pustej sali.
I pojawił się w nich biały królik z zegarkiem w łapce.

Nie wiedzac, kogo kroki odbijaja sie echem po komnacie, Hermiona zacisnela oczy, majac nadzieje, ze jest to wlasnie Malfoy, ktory zbliza sie by ja pocieszac, czy przytulic. Bylo to dosyc nieprawdopodobne, wiec Hermione objal przerazliwy strach.
Tak, ktoś obcy włamuje ci się nocą do domu. Co należy zrobić? Zamknąć oczy i poczekać, aż ten się znudzi.

Zegar wybil po raz dwunasty polnoc, a okiennicami wstrzasnal upiornie wiatr.
*usłużnie naśladuje wycie samotnego wilka*

Hermiona poczula, ze dretwieje, a po jej plecach przebiega lodowaty dreszcz. Ktos sie w nia wpatrywal, czula to, byl tak blisko..
Przeszylo ja niesamowite zimno, a wiatr, pachnacy mgla i jakby duszny, wtargnowszy nagle do pustej komnaty, potargal jej czarne wlosy.
*napięcie*

Kroki sie jakby oddalily i przeniosly sie w druga czesc sali. To napewno nie byl Malfoy. Wiedziala to po prostu. Bala sie podniesc wzrok i stanac oko w oko z ta dziwna postacia. Gdyby to byla Elisabeth, dawno by juz przemowila, a nie narazala biedna Hermione na strach.
Ja proponuję nie narażać Hermionę na żadne bodźce ze świata zewnętrznego. Świat stanie się odrobinę normalniejszy.

Hermiona uslyszala niepokojace skrzypienie i odglos, jakby ktos cos otwieral. Przygryzla z calej silej dolna warge, pochamowujac ciekawosc.
Chamska ciekawość nie dawała jednak za wygraną.

I nagle, jakby z glebi podswiadomosci, jakby z dziwnego, glebokiego snu naplynela do jej zdretwialych uszu cudowna, slodka muzyka.
Marcowy zew lokalnych kocurów?

Byla dokladnie taka sama, gdy Elisabeth stala na jeziorze, w blasku srebrzystego ksiezyca, tanczac posrod wirujacych platkow bialego sniegu, opadajacych powoli jej na cialo i gubiacych sie w zlotych lokach. Muzyka byla cudowna, jakby grana z pianina, a Hermiona, zahipnotyzowana i calkowicie nieswiadoma tego co robi, otworzyla oczy i az zaniemowila.
O nie! Otworzyła oczy! Ona umrze!

W zatopionej w ciemnosci komnacie, po drugiej stronie, znajdowal sie dziwaczny fortepian, oswietlony przez srebrzysty blask ksiezyca.
Czyżby chopinomania dotarła nawet do świata czarodziei?

Caly bialy, ze zloconymi ornamentami, wydawal z siebie delikatne, piekne dzwieki, rozchodzace sie echem po sali. Natomiast przy fortepianie siedzial wysoki, strasznie chudy i mizerny chlopak, ktory gral z obojetna mina.
Hermiona, widzac jego blada twarz, oswietlona przez ksiezyc, zdusila w sobie krzyk. Oczy chlopaka byly przedziwne.
Płynęły z nich normalne łzy, a nie ciała krystaliczne. Hermiona nie mogła wyjść z podziwu.

Nie z tej ziemi. Jakby szkliste, puste i bez zycia. Jak u porcelanowej lalki. Wygladalo to na tyle strasznie, by wstrzasnac Hermiona, ktora podskoczyla nagle i stanela jak oparzona przed fortepianem. Przerazila sie jeszcze bardziej, widzac, jak chlopak patrzy sie w nia pustym wzrokiem, grajac jednoczesnie na fortepianie.
Chłopak, porażony irracjonalnym zachowaniem Hermy, dyskretnie wybrał numer alarmowy.

Dotknela jego bialego policzka i az krzyknela, nie dbajac o to, czy komus jej krzyk przeszkadza czy nie.
Co za jawny brak wychowania! Ja zawsze pytam sąsiadów o pozwolenie, zanim wrzasnę z przerażenia.

Jego wcale nie bylo. Byl tak samo zimny i blady jak Elisabeth, ale dotykajac jego policzka Hermiona nie wyczula w nim zadnego zycia.
To był, czy nie był?

Nagle przeszla przez jej obolaly mozg mysl,
XD
ze to wlasnie moze byc caly ten ukochany Elisabeth, ktorego zamienila ona w odbicie zwierciadla, zapisane przez czas.
Jaki można mieć pożytek z nieżywego faceta w lusterku? Bez sensu.

I rzeczywiscie tak bylo. Hermiona wydala z siebie zduszony okrzyk i popatrzyla jeszcze raz w jego puste oczy, bez wyrazu i zycia, po czym, krzyczac jak opetana, pchnela wielkie, rzezbione drzwi i wybiegla w ciemny korytarz, jak najdalej od tego calego dziwactwa.
Natężenie decybeli w tym blogu przekracza granice normy.

- Aaa, Granger, co ty do cholery robisz?
Hermiona wpadla wprost na Malfoya, wybiegajac z dziwnej sali, dyszac i trzasc sie z paralizujacego strachu.
Nie bardzo zastanawiajac sie co robi, rzucila sie mu wprost na szyje i wybelkotala cicho, ze sie boi, dlawiac w piskliwym glosie lzy.
- Krwawię do przełyku! – wrzasnęła, plując kryształami.

Malfoy popatrzyl na nia ze szczerym zdziwieniem na twarzy, po czym usmiechnal sie poblazliwie. Cala Granger. Znowu ryczy.
Trafna uwaga.

- Czego sie TAK boisz?- spytal jadowicie, udajac wymuszone zainteresowanie.
Bo w sumie to ciekawe bylo, co ta ODWAZNA gryfonka wyprawia, latajac jak histeryczka po ciemnych korytarzach dworu o polnocy.
Od paru ładnych godzin się nad tym zastanawiam.

Hermiona z trudem opanowala wybuch placzu i natychmiast go puscila. Jej oczy byly mokre, zaczerwienione i przerazone.
Mokre od krwi wypływającej z oczu, jak rozumiem.

Poczul jak w glebi duszy, nie sprawia mu to juz przyjemnosci. Wcale nie chcial jej zranic, a jednak, znowu to zrobil.
Stary dobry motyw: „tak bardzo cię kocham, że uprzykrzam ci życię, jak mogę, ale nic na to nie poradzę, bo przecież tak cię kocham”.

Malfoy popatrzyl nagle na jej smutny profil ze zdziwieniem i poczul, ze jest mu jej szkoda, a jej bol jest i w pewnym sensie jego bolem.
Czyżby myślenie było zaraźliwe.

Dziwne. Bardzo dziwne. Draco zamrugal pare razy, szybko i gwaltownie, jakby to, co poczul bylo ciezka zbrodnia.
”Nie wolno mi myśleć!”

Hermiona zamrugala szybko, jej oczy zaiskrzyly jakims nieswoim blaskiem, a na buzi pojawil sie rumieniec, zalewajacy jej biala twarz goracym szkarlatem.
Od ilości epitetów można dostać oczopląsu.

W jej mokrych oczach iskrzyla swietliscie ironia pomieszana z wsciekloscia, a na twarzy wstapil dumny usmiech, drwiacy i zlosliwy, a jednoczesnie tragiczny, jak u greckiej maski.
Światłowodowa ironia i tragiczny uśmiech… Matko Borska, dodaj mi sił!

Do dlugich rzes przyklejone byly blyszczace w swietle ksiezyca lzy, czyste jak krysztal, a blady podbrodek drzal od placzu.
TAK! WIEMY, ŻE RYCZYSZ KRYSZTAŁAMI! WYSTARCZY TYCH KAMIENNO-SZLACHETNYCH PORÓWNAŃ!

Dwie gorzkie lzy stanely w jej lazurowych oczach
*skacze po łóżku głośno krzycząc*

Dracon rozdziawil niemadrze usta, czujac jak w jego sercu szykuje sie przelom,
Zmienia maskę na komiczną?

Wciaz mial przed oczami ryczaca Granger, razem z tym jej tragicznym usmiechem, drzacym podbrodkiem i jej wibrujacym na cale pomieszczenie pieknem wewnetrznym.
KWIK!!!

Jak mozna zmienic kogos tak bardzo jednym, zaplakanym spojrzeniem? Tym sztucznym usmiechem, kryjacym za soba bol i smutek. Malfoy doznal dziwnego uklucia w jego kamiennym, jak dotad nieskruszonym sercu, ze jej potrzebuje.
Czy w ałtorkę walnął meteoryt, że z uporem maniaka wplata motywy mineralogiczne w swoje dziełko?

Ze potrzebuje ryczacej Granger, bez ktorej jest nikim.
Nie ma to jak rozhisteryzowana beksa na poprawę samooceny.

Ona go zmienila, zmienila cale jego zycie, a teraz patrzy mu wyzywajaco w oczy, jak by chciala zawolac "Zobacz, co mi zrobiles! Do jakiego stanu mnie doprowadziles!", tak zeby poczul sie strasznie. Juz sie czul strasznie, wiedzac, ze jej lzy przesiakaja mu skore, gromadzac sie jednoczesnie i naplywajac do jego oczu. On PLAKAL? Chyba snil !
Chyba śnię!

Hermiona przestala sie usmiechac, a jej bialy podbrodek, lsniacy krysztalowymi lzami, zazdrzal jeszcze bardziej, widzac jak w czekoladowych oczach Dracona staja dwie, najprawdziwsze lzy.
*dups głową w biurko*

Natychmiast struchlala, a jej niebieskie oczy patrzyly sie w jego twarz niedowierzajaco.
Hermiona uniosla drzaca dlon i przejechala zimnym palcem po policzku Malfoy, po ktorym splywaly dwie szare lzy, jakby niewierzac w to, co widzi.
Wnioskuję, że Malfoy ma łzy z granitu.

- Dra-draco?-spytala ledwo slyszalnym szeptem, uswiadamiajac sobie, ze po raz pierwszy nazwala go po imieniu -Ty placzesz?
Malfoy szybko odwrocil wzrok, trzesac sie z emocji i zimna, przeplatanego piekacym goracem, ktore scisnelo jego dusze. Musi przestac.. Musi..
Właśnie! AŁtorka MUSI PRZESTAĆ pisać takie farmazony.

Lza gonila za lza, splywajac po jego twarzy i ladujac na zimnej, marmurowej posadzce, lub na jego ubraniu.
Drodzy Czytelnicy – jesteście w stanie wyliczyć stężenie procentowe słowa „łza” w tym opciu? Bo ja szacuję je na jakieś 25%.

Dotykal juz plecami drewnianej sciany.
Drewniania ściana. Oni nadal są w tym wyczesanym w kosmos dworku z barokowym sklepieniem, czy już przenieśli się do góralskiej chaty?

Schowal glowe miedzy kolana, byle tylko nie zauwazyla tych lez, tych lez pelnych bolu, tesknoty i szarego uczucia, ze jest nikim.
To już naprawdę przestaje być śmieszne.

Mial szalona ochote wstac, wytrzec jej mokre oczy i sie do niej przytulic, ale duma mu nie pozwalala.
Nie może dopuścić, by blogasek utracił łzawy motyw, który jest esencją jego istnienia.

Nie moze znowu zrobic z siebie idioty, chociaz i tak juz zrobil.
Więc w czym problem?

I wtedy Hermiona, w ktorej emocje buzowaly juz na najwyzszym szczeblu, a sama nie wiedziala, co zrobic, tak bardzo zdezorientowana i pogubiona przez wlasny placz i lzy Malfoya, oraz przez swoj bol i milosc, zlapala go delikatnie za reke i usiadla na podlodze kolo niego, przytulajac sie z calej sily do jego mokrej szyi.
Malfoy, z poczatku skamienialy z wrazenia, oddal jej namietnie uscisk, wtulajac sie w jej pachnace loki.
Dobra, w końcu padli sobie w objęcia. Możemy przejść dalej? Błagam!

I nagle, jakby z glebi podswiadomosci, czujac sie jak w przecudnym snie, wyszeptal jej do ucha, nie kontrolujac sie juz zupelnie "Kocham cie", czujac, ze zrzuca z siebie caly ciezar, ze kochal jak od dawna, i wiedzial doskonale, ze ona jego tez.
Miodzio.

I tym razem wcale nie odskoczyl jak oparzony, nie. Hermiona, ktorej usta zadrzaly w lekkim, niesmialym usmiechu na tle srebrzystej tarczy ksiezyca, popatrzyla mu tylko gleboko w oczy,
Uśmiech na tle księżyca. Ludzie, trzymajcie mnie!

- Nie sadzilam, ze kiedykolwiek bys mi to powiedzal -tu oczy jej, iskrzace w ciemnosci jak z drobinkami srebra, zwilgotnialy, a ciepla lza splynela po policzku, ladujac na piersi Dracona.
Ciepły kryształ…

-Ja ciebie tez, i prosze cie, nie ran mnie
O! Właśnie!

Nikt go nie kochal. Nikt, nigdy.
Biedne, niekochane emo.

Tylko ona. I szczerze, widzial to w jej roziskrzonym spojrzeniu, w jej drzacym usmiechu. To mozna bylo wyczuc, ze kochala go naprawde, mimo jego wad i zlosci. Malfoy pocalowal delikatnie jej slone usta, czujac, ze traci czucie w nogach.
Jeżuuuu! Nie, wybaczcie, ale to jest koniec na dzisiaj. Zwyczajnie nie wyrobiłam.




Goma (14.03.2010, 21:09)
brak www
Oj, nie dziwię się, dla mnie tego też było już za wiele xD Żeby tak wyśledzić tego, kto te kryształowe łzy po raz pierwszy zastosował i coś mu zrobić...
Ale polot był, owszem, i - moim skromnym zdaniem - wcale nie gorszy niż w ostatnich analizach, a może miejscami i lepszy ^^

Pigmejka (12.03.2010, 22:59)
brak www
Auuu, auuuu, auuuu.... Tyle tych kryształów, że się na jednym potknęłam i walnęłam pigmejskim pyszczkiem o glebę. A może to taki epicki facepalm był? ;)

I co ty mówisz, Deszczowyjko, że analiza bez polotu, jak z polotem i to takim, że uskrzydla lepiej niż Red Bull? ;D

maggot (12.03.2010, 22:37)
brak www
tak w sumie to można by wnioskowac, że autoreczka ma jakieś ciągoty do mineralogii czy jak... aż się prawie sama popłakałam. ze szczęścia, że narazie koniec. XD

kasdkhd (12.03.2010, 19:32)
brak www
Hehe, ale trzeba aŁtorce przyznać, że: zdania ma dłuższe, złożone, stosuje epitety, wielkich błędów nie robi, choć nie stosowanie polskich znaków... cóż...
xD

Sineira (12.03.2010, 15:10)
brak www
A ja to analizuję z Kurą, ale Twoją analizę przeczytałam, bo jestem już dużo, dużo dalej. Prawda, że ten tekst jest cholernie męczący?;)

kura z biura (12.03.2010, 00:38)
brak www
O kurde, ja też się wzięłam za analizę tego... Cóż, nie będę czytać, żeby się nie sugerować ;)