Analiza krótka, z cyklu "awaryjne". Cóż zrobić, sesja w toku...
AŁtorka
tego blogaska postanowiła sprowadzić Beauxbatons do Hogwartu. Oprócz drogiej Lily Evans na scenę wkracza Lily Angel. Nie przejmujcie się, jeśli imiona wam się pomieszają - aŁtorka też nie radzi sobie w tym lepiej...
Analizowała: Miss Derisive
Od aŁtorki: Dopiero zacynam, więc bądźcie wyrozumiali.
Pierwsze zdanie, a już nie wróży niczego dobrego.
W dziurawym kotle panowało wielkie zamieszanie.
Ktoś zgubił wielkie litery.
Hałas, jaki powodowały uczennice Beauxbatons był nie do zniesienia.
Przez brak przecinka miałam wrażenie, że to uczennice były nie do zniesienia.
[Czy któraś aŁtorka pojmie wreszcie, że Beauxbatons to szkoła koedukacyjna?!]
Nikt ich jednak nie próbował uspokajać. Nauczycielki były nie w mniejszym szoku.
Zwłaszcza kiedy odkryły, że z miejscowymi można rozmawiać tylko w barbarzyńskim języku angielskim.
Tylko Madame Maxime zdawała się być w miarę opanowana. Nie dziwiła się uczennicom. Właśnie się dowiedziały, że ich szkoła została wczoraj zniszczona przez nieznanego im silnego czarnoksiężnika.
Voldi nie wiedział, co zrobić z wolnym popołudniem.
[A skąd one się wzięły w Kotle? Ta szkoła powinna być zniszczona wraz z nimi...]
Po pięciu minutach zjawił się jednak Albus Dumbledore- dyrektor Hogwartu.
Zwęszył okazję do kolejnego przekrętu.
Dyrektorzy naradzali się krótko i ogłosili decyzje. Tymczasowo dla bezpieczeństwa uczennic będą się one uczyć w Hogwarcie, ponieważ jest to jedno z najlepiej strzeżonych miejsc na świecie.
A Albus przeliczał ilość dziewcząt w wieku produkcyjnym na ilość becikowego, które zdoła wyłudzić.
-Sam, co masz taką smutną minę??- Lily nie próbowała ukryć zadowolenia- wreszcie ktoś mądry rozwalił tą naszą budę!! Jak tylko dojedziemy do Hogwartu organizujemy imprezę! Co ty na to Ann?
*wzdycha ciężko* A teraz niech ktoś mnie przekona, że to są FRANCUSKIE imiona.
[Francuzi mają nawet własny skrót na AIDS, a jak przychodzi co do czego, to ulegają tym angielskim modom...]
-No jasne. Ale zaprosimy też tamtejszych uczniów, co?? Może będą jacyś ładni chłopcy!!
-Dziewczyny wy chyba nie rozumiecie powagi sytuacji! A co jeśli Hogwart będzie następny?!?
Dlatego właśnie trzeba zadbać o przetrwanie gatunku.
-Sami wyluzuj. Hogwart jest chroniony przez tyle zaklęć, że trudno by było je policzyć. Jego się tak łatwo nie zniszczy.
Choć jest wystawiony na sabotaż prowadzony przez aŁtorki: najpierw tępią kanon, aż w końcu Hogwart runie niczym spróchniałe drzewo.
-Sami, nie denerwuj się. Lilka sobie żartuje. Nie możemy ciągle się bać. Co to by było za życie? Nudy... To co, jak tylko dojedziemy to imprezka??
To musi być część planu Voldemorta: napadnie na Hogwart, jak wszyscy będą leżeć skacowani.
-Jak dojedziemy to idziemy spać!! Nie chcecie chyba jak zwykle zarobić w pierwszy dzień szkoły szlabanu?!?
-Sam przecież to tradycja!!!
Właśnie! Blogaś bez szlabanu to by nie było to samo...
-Angel, Smith, Jonson!!- Maxime była naprawdę zdenerwowana- Nie widzicie, że wszyscy wychodzą. Macie szlaban!
Dumbledore wtajemniczył ją w swoje intrygi. („Szlabany zwiększają prokreację!”)
Czarnowłosy chłopak siedział na łóżku. Było już późno, ale nie mógł zasnąć. Dziś wieczorem wrócił do Hogwartu- swojego drugiego domu. Mimo to był potwornym nastroju. Dziewczyna, którą kochał od pierwszj klasy znowu dała mu kosza.
Emo-James, w dodatku znowu popada w Tró & 4ewer Loff w wieku jedenastu lat.
Dlaczego ona go tak nie lubi?
W części piątej książek o HP Lilka to oznajmiła całkiem wyraźnie.
Wiele innych oddałoby wszystko, żeby się z nim umówić.
Dobra rada: postawa typu „wiele kobiet polskich i zagranicznych chciałoby być na twoim miejscu” to nie jest najlepszy pomysł przy zdobywaniu serca tej jedynej.
Ona jednak wciąż go spławiała. W ciągu wakacji wysłał do niej tyle listów, a ona ani razu nie odpisała.
Przy dwudziestej trzeciej sowie Lily podarła legitymację członka Ligi Ochrony Zwierząt i kupiła wiatrówkę.
Jego przyjaciele od dawna doradzali mu, by o niej zapomniał. Znali go bardzo dobrze, ale mimo to nie mogli zrozumieć czemu nie chce dać sobie spokoją z Lily.
Jeśli „spokoja” to jakaś odmiana broni, to jestem za.
W dormitorium dziewcząt z szóstej klasy trwały zaciekłe dyskusje.
-Lily, ale czemu ty go nie chcesz?? Nie widzisz, jak on cię kocha??
Jego uczucie objawia się w znęcaniu się nad Snape’em i popisywaniu się przed całą szkołą.
-Meg czy ty na prawdę myślisz, że jego uczucie jest prawdziwe?? Weź przestań.
-To ty przestań. Powiedz, czemu go tak traktujesz? Czasami się zastanawiam czy krzywdzenie go nie sprawia ci przyjemności.
Lilka-sadystka.
[I to ona ma być matką Harry’ego Miłosiernego?]
-On cię źle traktuje?? Nie pamiętasz jak sypał ci pod stopy płatki róż gdy wchodziłaś do pociągu?
-To było żenujące.
Zwłaszcza jak Lily się na nich poślizgnęła.
Ja bym chciała, żeby jakiś chłopak tak się za mną uganiał. Na przykład taki Syriusz...
*rozdziawia buzię* To Syriusz nie będzie chodzić z Dorcas Meadowes? Ach, te aŁtorki. Nawet własnego kanonu nie szanują.
-Meg! On jest z grupy Pottera!!
Prawie jak mafia.
[Grupa Pottera, zespół Downa...]
-Możecie być cicho?? Ja tu próbuję spać!- Odezwała się Kate. Ja tu próbuję spać.
-Ale Kate! Te rozmowy mają wagę większą niż życie!
Jeśli oba pairingi dojdą do skutku, to pojawi się nawet kilka nowych żyć.
-Nic mnie to nie obchodzi! Muszą zaczekać do jutra. Nie możemy się spóźnićna pierwszą lekcję w roku szkolnym.
-Myślę, że Kate ma rację.- Lily miała już dość rozmowy - Meg jutro pierwsze eliksiry, więc nie wiem jak ty, ale ja idę spać.
Profesor Slughorn swego czasu był postrachem szkoły.
-Patrzcie jaki piękny zamek!
-Cudowny! Matko, już nigdy nie wrócę do Beauxbaton, nawet jeśli ją odbudują!
-Nie wiedziałam, że jest taki piękny!- takie opninie zostały wygłaszane przez każdą z uczennic szkoły Beauxbaton, gdy tylko zobaczyła Hogwart.
Do czasów Fleur Delacour madame Maxime zrobiła z Beauxbatons prawie Disneyland.
-Wszystkie panienki proszę za mną.- powiedział człowiek znacznie przewyższający wzrostem wszystkich ludzi poza Madame Maxime, która niejednokrotnie wmawiała uczennicą, że nie ma w sobie nic z olbrzyma.
Chodziła nawet w koszulce z takim napisem.
-Chodźcie się z nim poznamy.
-Lily odbiło ci?? Wszędzie musisz guza szukać.
Hagrid – pogromca Marysiek.
[Po coś te sklątki hodował...]
-Sami uspokuj się. Tylko się zapoznamy.
Nie ze słownikiem, nie łudźcie się.
Sam patrzyła niepewnie jak jej przyjaciółki podchodządo nieznajomego. Po chwili pobiegła za nimi.
-Dobrywieczór panu. Jestem Lily, a to Ann i Sam.
Znajomość angielskiego spłynęła na nie w ciągu jednej nocy.
-Coś wyśce się tak ne tego pana uparły? Tak znam prawie całą szkołę.
-A opowiesz nam o niej?- Lily odznaczała się niezykłą ciekawością.
-No mogę opowiedzieć, ale myślę, że lepiej jaki uczeń by was oprowadził. Tak się składa, że znam kilku takich, co znają Hogwart lepiej niż niektórzy nauczyciele.
-Poznasz nas z nimi?
Hagrid należy do gangu Dumbledore’a i postanowił zostać swatem.
-Co to za stworzenia, które ciągnąten wóz?
-Lily, przecież tu nie ma żadnych stworzeń. On jedzie sam. Pewnie go zaczarowano.
Prawdziwie mhroochna bohaterka po prostu MUSI widzieć testrale.
-Ale one tu na prawdę są!
-Sączy nie są wysiadamy- powiedziała Sam i wszystkie poszły w stronę zamku.
Wysiadamy, choćby się sączyło na potęgę!
Tam zostały położone do łóżek.
A skrzaty domowe zrobiły im masaż i pedicure.
-Rogacz!!
-Zamknij się Łapa.
-Ale za godzinę zaczynamy lekcje, a ja nie zamierzam razygnować ze śniadania!
Nawet męskie Marysie mają pewne obowiązki! Na śniadanie schodzić trzeba.
-No już wstaję- powiedział James przewracając się na drugi bok. Nie było to dobre posunięcie, bo w następnej chwili stał obok swojego łóżka ociekając zimną wodą.
-Nawet pospać nie dadzą- mruczał pod nosem idąc do łazienki.
*zasłania rękami oczy* Nie mówcie, że sobie zrobi niewidoczny makijaż.
-Meg ile jeszcze będziesz siedzieć w tej łazience!! Zaraz pójdziemy na śniadanie bez ciebie!
Trudny wybór – łazienka czy zejście na śniadanie?
-Co ty tam robiłaś tyle czasu?- spytała Lily gdy wreszcie mogły ruszać na śniedanie.
-A nie widać ?!?!
-No wiesz, jak dla mnie wyglądasz zwyczajnie.
To dopiero niewidoczny makijaż. Nic dziwnego, że tyle siedziała w tej łazience. Musiało pójść pół kosmetyczki.
-Syriusz na pewno zauważy różnicę.
Jeśli naprawdę jest facetem, to nie sądzę.
-Megi przestań... On jest taki niedojrzały. Nie pasujecie do siebie.
-Pasujemy jak ulał i jeszcze w tym miesiącu będziemy razem.
Dumbel wyszczerzył zęby.
Od aŁtorki: Dziękuje za miłe komentarze, ale proszę by było ich więcej, bo 4 to nie jest zbyt motywująca liczba.
(...)
Wiem, że na razie pojawiło się mało notek i trudno ocenić tego bloga, ale jeśli nie będzie choć 10 komów to porzestanę pisać
Czyli to 10 jest motywującą liczbą?
[*bierze kartkę, rysuje markerem wielką dziesiątkę i przykleja nad łóżkiem*]
-Drodzy uczniowie. Ten rok szkolny będzie zdecydowanie bardziej urozmaicony.
*zrezygnowana* To ile bali będzie?
Jak zapewne zauważyliście, jest dostawiony piąty stół. Za chwilę wejdą tu dziewczęta z Beauxbaton.
I wszystkie się zmieszczą przy jednym stole?
[Bo tak naprawdę Beauxbatons to prowincjonalna szkółka.]
Mam nadzieję, że pomożecie im się zaklimatyzować.- Po słowach dyryktora zapanowłała ogromna wrzawa.
Zwłaszcza płeć brzydka przyklaskiwała ochoczo.
Wszyscy jednak umilkli, gdy drzwi do wielkiej sali otworzyły się i do środka wsypało się kilkadziesiąt dziewcząt ubranych w identyczne, niebieskie mundurki.
A to wszystko dlatego, że ktoś od kostiumów uznał, iż Fleur będzie dobrze wyglądać w błękicie...
Poruszały się z ogromną gracją. Między nimi szła ogromna kobieta. Podeszła ona do Dumbledora, przywitała sięz nim (co wyglądało dośćkomicznie zważywszy na różnicę wzrost) po czym zaczęła wygłaszać mowę, o tym jak jest wdzięczna dyrektorowi i bardzo wielu innych rzeczach takich jak np. przepisy, lecz mało kto jej słuchał.
No pewnie. Przepisy są dla nudziarzy. Chyba że chodzi o te kulinarne?
-Niezłe są.
-Niezłe?!? Syriusz, one są wspaniałe!
Albus zaczął wygłaszać mowę na temat pomocy w aklimatyzacji, bardzo uważając, żeby nie użyć wprost sformułowania „samce rozpłodowe”.
-To co, Lilka wylatuje ci z głowy?- spytał Remus z nadzieją.
-No co ty! Lily jest jeszcze wspanialsza niż one! Chodźcie się zapoznamy. Tamte trzy wyglądają na samotne.
Tak wygląda cierpienie Jamesa z powodu nieszczęśliwej miłości.
-Ja jestem za. A ty Remi?
Remi... *rozgląda się za jakimś ratunkiem*
-Na mnie nie liczcie. Muszę przed lekcjami wstąpić do biblioteki.
Lupin to porządny chłopiec.
[Taa, jasne... O ile zakład, że będzie się tam migdalić z Kate?]
-No jak chcesz. To nara.
AŁtorka konsekwentnie pomija istnienie Petera.
[Peter nie protestuje. Pewnie wcina swoje ciastko.]
-Jesteśmy tu pierwszy dzień i już musimu iść na lekcje! To niesprawiedliwe.
Po co lekcje? Najpierw powinien być miesiąc aklimatyzacji i nawiązywania nowych znajomości...
-Lily czy ty nie słuchałaś Madame Maxime?
Mówiła o tym przez 10min!
-A kto by jej słuchał, chyba tylo ty Kate. To straszna zrzęda.
Zaraz, Kate była z paczki Lily Evans, n'est-ce pas?
-Zgadzam sięz tobą. Cieszę się, że nie miałem wcześniej okazji jej poznać. Witam w Hogwarcie. Jestem James Potter, a to Syriusz Black.
-Cześć! Jestem Lily, to Ann i Sam.
To gdzie ta Kate?
[Migdali się z Remusem w bibliotece. Mówiłam.]
-No ja nie wierzę własnym oczom! Widzicie to! Mój Syriusz flirtuje z tą zdzirą! Jak ona śmie z nim rozmawiać!
-Meg, daj spokuj. On nie jest ciebie wart.
Aby zasłużyć na Meg, powinien stronić od dziewcząt i rozmów z nimi.
[I patrzeć wyłącznie na odcinek między czołem a brodą.]
-Ale ja go jestem! Mówię ci Lily, że w tym roku będziemy razem.
-No to najpierw musisz pozbyć się konkurencji, ale myślę, że na prawdę nie warto.
-Myśl sobie jak chcesz. Ja i tak wiem swoje.
Przylepna Pansy przy niej to wyniosła dziewica.
Od aŁtorki: Ludzie zlitujcie się. Ja tu się wysilam, a żadnych komci. Jak coś jest nie tak to mówcie. Możecie powiedzieć jeśli blog jest nic nie wart i mam przestać pisać. Szczerze mówiąc trochę mi się nie chcę, bo nie lubię pracy bez efektów.
Efektem pisania są, rzecz jasna, komcie.
Od aŁtorki: Jutro nacia jeszcze prawdopodobnie się pokaże, a potem nie wiem, czy będę miała na to ochotę.
Nic nie wiem na temat kontaktów aŁtorki z natką marchewki, ale rozdziałów więcej nie ma. No i tyle tego.