Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i Kraina Czarów 2/2
HP i Kraina Czarów 2/2 (28.01.2010, 11:47)
Analizy ciąg dalszy. A im dalej w Krainę Śmierci, tym większy mhroock.

Analizowała: Miss Derisive

Tymczasem w Krainie Śmierci.
- Dawaj półobrót, zasłona, i cięcie.
Chuck Norris – oto dlaczego nazwano ją Krainą Śmierci.

Harry radził sobie coraz lepiej. Czarną opanował w stopniu minimalnym. Została mu jeszcze nauka nekromancji i magi destrukcji.
Na szczęście pomoce naukowe przy dwóch ostatnich dziedzinach były dużo tańsze, jako że stanowiły coś w rodzaju perpetuum mobile.

Vel opowiedział mu o duszach banitach i innych potworach zamieszkujących tą krainę.
”Dusze banici” to na nasze po prostu duchy, tak?
[Ta kraina była istnym rajem dla programu „Nawiedzone domy”.]


Harry odskoczył w bok, unikając potężnego pchnięcia skierowanego w jego serce( Vel użył specjalnego zaklęcia i zaklął miecze tak by nie robiły za dużo krzywdy, zaklęcie nie pozwalało takim mieczem zabić, oczywiście efekt działał 1 godzinę) i ciał ukośnie na odlew.
Vel liczył, że pewnego dnia Harry zapomni spojrzeć na zegarek i zginie w 61. minucie treningu.

Harry wyskoczył i zamachnął się w powietrzu. Vela aż wbiło w ziemie.
- O cholera.
Chłopak wylądował za nim i.... kopnął go a ten się przewrócił.
Hiii-ja!!! O, wybaczcie. Myślałam, że przeszliśmy do stylu Jackiego Chana.

- Vel powiedz mi dlaczego ja się tam po prostu nie mogę teleportować?
Harry miał właśnie wyruszyć do Zakonu Cierni. Lekko go przerażał dystans. Miał do przejścia pięćdziesiąt mil. Pięćdziesiąt mil potworów, niezbyt prostej ścieżki, w dodatku zanosiło się na deszcz.
Musiałby się posunąć do użycia... parasola.

- Nie możesz się teleportować bo widzisz, cała ta kraina jest obłożona magią antyteleportacyjną. Masz pojęcie co by było gdyby każdy mógł się stąd wydostać? Każdy złoczyńca, bandyta, potwory magiczne. W realnym świecie zapanowałby chaos.
A system emerytalny by runął.

- To jak ja mam niby wrócić do szkoły?
- W całej tej krainie istnieją dwa starożytne teleporty. Jeden w Zokonie Cierni, a drugi w Blasku.
Licencja na zmartwychwstanie?

- Za moment. Muszę ci jeszcze coś powiedzieć. Co do twojej czarnej rękawicy. Im potężniejsze zaklęcia będziesz używał w walce tym rękawica zacznie się robić coraz dłuższa.
Kiedy będzie obejmować całe ciało, sytuacja zrobi się nieco krępująca.

W końcu dojdzie do tego że się zamienisz w cienia. To jest twoja ostateczna forma w walce.
Jak się okazuje, ciało, które mu dali, było tylko wypożyczone.

Wiesz czarny mag dzieli się na trzy prefesje.
*zaciekawiona* Ale jak się dzieli? W poprzek czy wzdłuż?

Nekromanta, Mag destrukcji i mag cienia. Nazwy wymowne nie? Wiec każdy ma ostateczną formę. Ty będąc połączeniem ich wszystkich masz trzy formy. Np. gdy będziesz używał zaklęć nekromantycznych zamienisz się w demona, a gdy będziesz używał destrukcji to będziesz wielkim czerwonym smokiem.
A jak posiądziesz magię miłości, będziesz się zamieniać w Troskliwego Misia.

- Yyy no wiesz, to jak mam się tam dostać?
- Powiedzmy że prawie konno.
- Wiesz „prawie” robi więlką różnicę.
(...)
Stali przed zagrodą z….. jaszczurami. Dużymi dwunożnymi gadami.
Rzeczywiście. Prawie konie.

Mężczyzna był niski, gruby, ale zdaję się że był miły.
- Witaj Tex. To jest Luis Varlox.
- Miło mi poznać.- Przywitał się mężczyzna.
- Mnie również.
- Czego państwo potrzebują?
- Oczywiście transportu dla tego chłopaka.
- Specjalne wymagania?
- Szybki, wygodny, po prostu najlepszy.
I pewnie drogi jak stąd do Miami.

Tex poprowadził ich do zagrody.
- Luis, którego byś chciał?
Potter rozejrzał się po zagrodzie. Jeden od razu rzucił mu się w oczy. Wielki, czarnołuski, sięgający mu do ramion, wściekle żółtooki.
I wydziobał gałki oczne.

- Tego czarnego, żółte oczy.
- Hmm, wiesz z nim były pewne problemy…
- Problemy?
- Ta, już niejeden został stratowany, no i nie pozwala się dosiadać.
- No dobra, chodziarz spróbuje.
Robert Korzeniowski znalazł pracę jako ujeżdżacz jaszczurów. Tak sobie dorabia na boku.

Mężczyzna ostrożnie podszedł do jaszczura, który stał przy korycie i łapczywie wyjadał mięso. Tex ostrożnie go pociągnął za szpikulec, jeden z wielu rozmieszczonych po całej szyi.
Niech go jeszcze za ogon pociągnie. A potem będzie można mu zbijać trumienkę.

- Poczekaj chwilę skocze po siodło i lejce.- Powiedział po czym poszedł w kierunku swojego domu.
- Czym właściwie są te jaszczury?
- Te stworzenia pochodzą z podziemi tego świata. Są specjalnie sprowadzane na powierzchnie. To dość dochodowy interes.
Zaraz, myślałam, że już jesteśmy w Krainie Śmierci.
[Ale ona ma swoją Krainę Śmierci, a ta swoją... Trochę jak matrioszka.]


- Właśnie ja nie mam czym zapłacić.
- Nie kłopocz się tym ja spokojnie pokryję koszta…
- Nie przecierz ja mam złoto w banku Gringotta….
- W tym świecie jest inna waluta.
- Eh no dobra ale i tak ci kiedyś oddam.
Też się wyrwał jak Filip z pola pszenicy.

Mężczyzna się uśmiechnął. Tex wrócił z potrzebnym ekwipunkiem.
- Więc tak, o jedzenia dla niego się nie kłopocz, sam sobie coś upoluje. Wystarczy że go puścisz samopas. Nie martw się wruci do ciebie. To są rozumne istoty.
Rozumne? I wracają do kogoś, kto nawet jedzenia im nie daje, a każe nieść się na grzbiecie? Wątpię.

Legenda głosi że potrafią się porozumiewać z osobami wężoustymi. No ale to naprawdę żadkość.
Nie zdarza się to zbyt czENsto.

- Dobra, nie musisz się martwić że cię zrzuci. Każdy by mógł na nim jeździć.
Ci stratowani się nie liczą.

Należy się dwieście galeonów za jaszczura i dwadzieścia za siodło.
Zaraz, miała być inna waluta?
[Pewnie wprowadzili unię monetarną. Odkąd między naszym światem a zaświatami trzeba było wmontować drzwi obrotowe.]


Deszcz. Nieustający,oczyszczający deszcz. Nieprzerwany błyski. Błyskawice. Takie same jaką miałkiedyś nasz bohater.
Na własność. Trzymał w klatce i dokarmiał.

Właśnie przemierzał krainę naswoim jaszczurzym wierzchowcu. Tak jak zapewnij go Tex potrafił na nim jeździć.Nie spełniły się na szczęście jego przypuszczenia, że go jaszczur stratuje,zrzuci, albo zagryzie.
*wzdycha z rezygnacją*

Zmierzał ku swemu przeznaczeniu,ku Zakonowi gdzie dopełni szkolenia i stanie się największym mistrzem mroku.
Jak będzie dalej zawierał w jednym zdaniu słowa „przeznaczenie”, „zakon”, „dopełnić” i „mrok”, to rychło zostanie przynajmniej pisarzem gotyckich wierszy.

Potter zaczął się nudzić więc spróbowałnawiązać kontakt z gadem.
- Witaj jak sięnazywasz?
Jaszczur dłuższą chwilę się nie odzywał, także chłopakzwątpił w autentyczność słów Texa. Niezmiernie go zaskoczyło gdy poczułmentalne ukłucie.
- Witaj mrocznyrycerzu.
Ciemna maso raczej...

- Yyy witaj, jak sięnazywasz?
- Nadano mi imię Venshes.
- Hm, dość nietypowo.
- To znaczyCzarnołuski w moim ojczystym języku.
Ale prawo „V i/lub X” zachowane.

- Pasuje idealnie-Uśmiechnął się chłopak. – A właśnie. Dlaczego nazwałeś mnie Mrocznym Rycerzem.Skąd wiedziałeś jaka jest moja moc/?
- Hmm? To prostedostosowujesz oczy do postrzegania magii i tyle. Każde stworzenie magiczne toumie.
Gorzej, kiedy zapomnisz przestroić spojrzenie i przestajesz dostrzegać obiekty realne, jak słup na twojej drodze.

- A jak się tego możnanauczyć?
- No po pierwszemusisz się skupić, uspokoić i pozwolić by otaczająca cię magia zrobiła resztę.Po prostu maksymalnie się skup i myśl o magii, potem pomyśl o tym co byś chciałosiągnąć i jak wszystko dobrze pójdzie to się uda.
Grunt to pozytywne myślenie.

Oczywiście taka forma magiiogranicza się do twojej wyobraźni ale musisz pamiętać że ta umiejętność ma swójlimit.
Inaczej mówiąc: masz małą wyobraźnię, Harry.

Na rozmowach minęło im sporo czasu. Trochę się przez torozkojarzyli, a w Krainie Śmierci rozkojarzenie grozi śmiercia.
Nomen omen, hahaha. Taka gra słów. Zauważyliście?

Ven nie zdążył dokończyć gdyż z nieba prosto przed nimispadło coś. Wielki głaz. No ale czy normalny głaz świeci się na niebiesko?
To był głaz z Czarnobyla.

Przed nim stał blisko pięciometrowy, ogromny przypominającysenny koszmar stwór. Coś na kształt kałamarnicy połączonej z krabem, spklątkaHagrida, plus kolce, kły i macki wijące się dookoła.
Matka natura się nie postarała.

- Artux. Zbyd potężnedla ciebie, wiejemy….
Ale czy coś może być zbyD potężne dla Harry’ego?

Na twarzy Harr’ego widniała czystanienawiść do potwora, gdy ten pchnał jego nowego przyjaciela na skałe którastała nieopodal. Ven przeleciał odległość dziesięciu metrów i uderzył w twardąpowierzchnię skały.
To ja już wolę być wrogiem Harry’ego.

Sięgnał ręka za plecy i wyciągnał swój miecz. Miecz brataVeru. Miecz jego dziedzictwa. Jego mrocznego dziedzictwa.
Mrok jest taki, że grozi awarią oświetlenia.

Jego czarna dłoń lśniła czarnymświatłem.
Czarne światło – tylko u nas.

Stwór tylko się zaśmiał, ochrypłym, bulgoczącym głosem. W ruch posłałtrzy macki. Zamachnął się od trzech stron. Z prawej, lewej i od góry. Jednakzamiast uderzyć tego głupiego człowieczka który mu zakłuca ucztę, trafił wpustkę. W ziemi powstał mały krater. Chłopak był tymczasem w powietrzu.Zamachnął się od prawego boku i ciął w poprzek. Jedna dalej wijąca się mackarunęła na ziemię z ostrym hukiem. Pociekł śluz. Wylądował za potworem i miałsię zamachnąć w plecy bestii gdy dostrzegł coś dziwnego. Z kikutu mackiwyrastało kolejne dwie.
- O cholera.
Trzeba było czytać greckie mity Harry. Albo przynajmniej oglądać bajki Disneya.

Artux zabulgotał z uciechy i puścił w ruch sześć macek.Po dwie z każdej strony. Harry próbował się zasłonić klingą ale nie mógł. Tobył podwójny atak z każdej strony.
Dobra, zrozumiałam. Dwie.

Tego żadna żywa istota nie powinna przeżyć.Siła odrzuciła go na skałę. Obok dostrzegł urwisko. Jęknął. Miał połamane ztego co się zdaje siedem żeber.
Tylko o jedno żebro lepiej niż aurorzy. Słaby ten stwór.

Kości przebiły płuca i czuł jak zaczyna siękrztusić krwią. Pyzatym widział jak ma przebity brzuch i powoli zbiera się obokniego kałuża krwii.
Pyzaty Harry. Widocznie dobrze się odkarmił w Krainie Śmierci.

To koniec. Już nie dopiekę Trzmielowi. Już nie spotkamMalfoya. Wbrew temu jak się wobec arystokraty zachowywał, zaczynał go lubić.Obok niego leżał miecz. W idealnie naostrzonej klindze odbiła się jego twarz.
Najlepszy moment na podziwianie swojego odbicia.
[To się nazywa higieniczna walka. Wszędzie śluz, krew i tak dalej, a miecz lśni niczym zwierciadło wypolerowane przez perfekcyjną panią domu.]


Ale dlaczego do jasnej cholery miał ją całą czarną. I dlaczego to nie była jegotwarz? Rysy były ostre, włosy do pasa. Były białe. Czarne tęczówki z białymipionowymi źrenicami. Otworzył usta ze zdziwienia. Miał zakrzywione ostrę jakbrzytwa zęby! Zerknął na uszy były dłuższe, przypominające elfie.
Odezwały się geny. Prawdopodobnie Gandalfa, jednorożca i maszynki do golenia.

Wstał, nieczół już bólu. Czół za to potężną moc.
Czy aŁtorki mają zamiar przeciwstawiać się słownikom do ostatniej kropli krwi?

W głębi swoje podświadomości otworzyłbramę do swojej mocy. Jego ciało zaczęła pokrywać czarna postrzępiona aura. Wręce sam pojawił się miecz. Na jego twarzy pojawił się diaboliczny uśmiech.
- TERAZ TO KÓRWA OBERWIESZ!
*parsk* Błędy ortograficzne niszczą cały efekt.

Trzymając miecz w jednej ręce skoczył. Był oddalony od wrogao dobre dziesięć metrów. A tę odległość pokonał jednym skokiem. I dalej leciał.
Miał siedmiomilowe buty.

Dla niego poprostu świat zwolnił, ale w rzeczywistości był teraz niesamowicie szybki.
Światło poddało się po trzech minutach.

Harry obrucił się wpowietrzu dogóry nogami( głową w dół) i wystawił przed siebie miecz. Potemzaczął spadać z ogromną szybkością. Jeszcze metr. Chwycił oburącz swoją broń.
Kamikadze!

To co potem nastąpio było wstrząsające. Wielki czarny wirzakrył całą najbliższą okolicę. Gdy był opadł Harry stał już z schowanymmieczem w piętnasto metrowym kraterze.
Harry był opadł do krateru.
[I byłbym był słowa dotrzymał...]


Ale wiedza o tej krainie nie mogła być już przekazana innym, gdyż potężni mędrcy którzy byli jednością z naturą dawno umarli.
Oto do czego prowadzi bratanie się z naturą.

Teraz czarodziej nie jest lepszy od mugola.Technologia poszła naprzód a magia wręcz odwrotnie, zaczęła wymierać.
Jak to! Co chwilę rodzi się Mary Sue z nieskończoną mocą.

Prawdziwa magia została zamknięta w innym planie istnienienia gdzie zostaje powoli wyczerpywana. Jednak wystarczy jej na długo. Pierwotna magia nie odnosi się do czasu jak ludzie. Dla niej milenium to krótki okres czasu. Ale i ona kiedyś zostanie wyczerpana. Magia na planie realnym zaniknie. Zostanie zapomniana icałkowicie zniknie. Ale czarodzieje w swojej arogancji nie dostrzegają tego.
Czyli przydział magii jest trochę jak rozdawanie towarów na kartki?

Ostatnie co zobaczył to błysk niebieskiego światła które pochodziło od mężczyzny.
Mężczyzna też był z Czarnobyla.

Było mu dobrze. Przyjemna ciemność otaczała go. Płynął powoli, delektując się jej potęgą. Był jej wybrańcem, mrocznym wojownikiem. Dopłynął do wielkiej żelaznej bramy. Biła od niej czysta potęga. Dostrzegł zza niej jakąś postać.
- Uwolnij mnie, uwolnij mnie, uwolnij mnie!!!!- Donośny gruby głos zawołał.
- Kim albo czym jesteś?
- Jestem tobą, twoją prawdziwą postacią.
Z cienia wyłoniła się postać. Wielki, cały czarny przypominający demona, z zakrzywionymi rogami i szponiastymi dłońmi. Jego wewnętrzny demon.
Jego wewnętrzne zUo.

- Jak to jesteś mną?-Potter zaczął lekko oddalać się od bramy.
- Zawsze byłem, zawsze…..To ja jestem twoim gniewem, twoją nienawiścia oraz TWOJĄ POTĘGĄ!!! Jestem odzwierciedleniem twojej duszy. A teraz głupi człowieku otwórz bramę i pozwól mi przejąć nad tobą kontrolę! JUŻ!!!
I oddaj mi pokłon. To znaczy sobie. Dobra, pomińmy te gramatyczne nieścisłości.

Z cienia wyłoniła się ta tajemnicza postać. W rękach miała jego miecz. Była zakapturzona.
Z zasad mhroochnej Mary Sue: zawsze ufaj komuś, kto ma kaptur na głowie. Na pewno nie chce cię podstępnie sprowadzić na dobrą drogę.

Teraz już wiem co cię zatrzymało. Jestem pod wrażeniem że zabiłeś dorosłego Artuxa i przy okazji nie zginąłeś. To wielki wyczyn jak na jakiegoś nowicjusza.
Ale drobiazg dla mhroochnego Harry’ego.

- Jak się nazywasz?
- Po co ci to?
- Chcę wiedzieć kogo rozłożę na łopatki.- Zakpił chłopak.
- No cóż skoro chcesz wiedzieć… Jestem fechmistrzem kręgu magii destrukcji, głównodowodzącym oddziałów obronnych naszej stolicy Samnug, Mac Drotten, a ty jak się nazywasz?
- Koźlonogi-nad-i-pod-głównodowodzący-generał-sierżant. I kto jest lepszy?

W głowie Harr’ego już formował się pomysł.
- Jestem mrokiem, mrok jest ze mną, ja władam mrokiem a mrok mi pomaga, władam nieżywymi, posłuszne misą destrukcyjne żywioły. Nieuchwytny wiatr, wulkaniczny ogień, prastara ziemia i lodowa woda. JAM JEST PAN MROKU.- Przy tym ostatnim zdaniu Varlox wyciągnął miecz i uniósł ku niebu.
- Na potęgę Posępnego Czerepu!

Harry poczuł że mrok jest z nim i pomoże mu w tym pojedynku.
Niech mrok będzie z tobą.

Czerń wokół chłopaka zdawała się w niego wsiąkać. Sam nie wiedział jak to robi. W głowie jednak słyszał bez przerwy taaak jestem potężny jeszcze parę miesięcy i będziesz mój, ale dziś pozwalam ci skorzystać z mojej mocy, lecz strzeż się, lękaj się mnie, będą twoją zgubą a jednocześnie zbawieniem, dzięki mnie pokonasz swoich wrogów. Widzę twoje pragnienia, mrok zagnieździł się w tobie, już nie uciekniesz z mych szponów.
A wtedy stworzysz takie wiersze i opowiadania, że wszystkie emo zzielenieją z zazdrości!

Harry nie próbował z tym walczyć. Wiedział że z nim na razie nie wygra. Na razie. Znajdzie sposób.Zapanuje nad swoim wewnętrznym demonem. Jego potęga będzie rozgłaszana na każdym planie istnienia.
Jak tylko znajdzie dobrego speca od marketingu.

Odskoczył do tyłu i nabrał równowagę.
Do wiadra.

W tym czasie Harry zebrał moc w swojej wolnej lewej ręce. Pojawiła się czarna kula. Czar nie będzie dostatecznie mocny by zabić gdyż trzymał na wodzy swoją magie. Nie rzucił jednak kuli. Trzymając rękę z tyłu podbiegł do mężczyzny i wykonał flintę z lewej.
Mężczyzna patrzył przez chwilę ze zdumieniem, po czym zapytał:
- Jak długo trwa robienie takiej strzelby?
- Och, przestań, daj mi trochę czasu.


Jego ostrze ześliznęło się po diamentowym ostrzu.
Zapewne wykonanym z marysiowych łez.

Mężczyznę wybiło do przodu.Przeleciał spory kawałek i rozorał ziemię. Zatrzymał się cztery metry od Pottera. Niebo się rozpogodziło. Z ciała młodego wojownika zaczął wydobywać się mrok.
Harry wydalił mrok.

Podszedł do władcy mroku.
- Cholernie dobra walka.Gdzie się tak nauczyłeś walczyć?
- Sam nie wiem, trochę nauczył mnie Vel ale resztę sam opanowałem na treningach.
- Będzie z ciebie wspaniały władca.
Luis I Mroczny.

Pobliskie zwierzęta i humonoidy przyglądały się zawirowaniom magii przepływającej przez tą prastarą krainę.
Humonoidy – humanoidy, tylko z większym poczuciem humoru.

Potęga tak straszna że najgorsi z demonicznych lordów zamieszkujących najniegodziwszy plan zwany Tartarem, Egzystowali tam tylko najgorsi z najgorszych.
Oj, zaraz najgorsi. Hades nie był znowu taki zły. Tylko mu się nie powiodło w życiowej karierze.

Potężne tytany, czarty i inne odrażające i na wskroś złe stworzenia wyczuwały obecność swojego władcy, najczarniejszego demona Panem Zniszczenia. Nawet jego nazwa budziła dreszcze.
Oraz spazmatyczny śmiech.

Władca Piekieł powrócił.
Znowu Harry – dziedzic Lucyfera?

- No wiesz, musiałem. Jest już jedenasta a jak dziś chcemy zdążyć to musimy już wyruszyć. I tak jak będziemy mieli szczęście jak tam dojdziemy przed północą.
A przecież północ to najlepsza pora na spacery Władcy Mroku. Przynajmniej się zbytnio nie opali.

Wsunął rękę pod płaszcz i wyciągnął niebieski kamień. Na wierzchu miał wykrzesany srebrny wzór przedstawiający błyskawicę zamkniętą wkuli. Sam kamień jarzył się na niebiesko.
Niebieski kamień jarzy się na niebiesko. Nie wpadłabym na to.

- To ebonit. Jedna z najlepszych skał służąca do otwierania teleportu.
- Teleportu?
- Tak to brama międzywymiarowa. W tym kamieniu jest zapieczętowana magia.
*ziew* Czemu magia musi być zawsze zapieczętowana w rzadkich kamieniach?

Harry sprawdził czy miecz ma przewieszony przez ramię i czynie wypadnie. Wszystko było w porządku. Puścili się biegiem przez mroczną część tego świata.
*włącza muzyczkę z pościgu Aragorna, Legolasa i Gimlego*

- Właśnie. Czy w Zakonie będą nauczać Starszej Magi?
Owszem. I młodszych ziół prowansalskich.

- Wiesz, do tego trzeba mieć pewne predyspozycje. Ale jeśli ty będziesz mógł się jej nauczać to jeszcze bardziej zyskasz na mocy. Wiesz że, ta magia nie służy tylko do rzucania zaklęć? Pozwala ona magazynować energię w kamieniach szlachetnych.
I w Smoczych Kulach.

Gdy zmagazynujesz część swojej mocy w takim kamieniu, magia w twoim ciele się odnowi. I tak dalej aż zbierzesz dwanaście pełnych kryształów.
Harry=12 diamentów. Zapamiętać.

Nawet ta magia ma swój limit. Ale to i tak zwiększy zakres twoich mocy. Potem możesz z nich czerpać, kiedy chcesz. Później znów je napełnisz.
Coś w rodzaju przenośnych kanistrów.

- No to jak wyjaśnisz mi to że cała ciemność z okolicygoniła do mnie jak Snape do kociołka?
- Snape? Mówisz o tym Snape?
- Tym Snape?
- No tak o mistrzu eliksirów z grupy czarnomagów.
- Nie no cholera, on się wszędzie wciśnie.
Właśnie.

W tym momęcie Luis opowiedział mu swoją historię. Opowiadał dobre dwie godziny.
Życiorys Harry’ego w pigułce.

W tym niebezpiecznym świecie to śmiertelny błąd. Nagle niebo przesłoniły czarne kłęby chmur. Pojawił się księżyc. Ale nie zwykły księżyc tylko czarny.
Czarny księżyc zasłonięty czarnymi chmurami. To musi być jakaś odmiana abstrakcjonizmu. Jak „Biały kwadrat na białym tle”.
[Czy ja dobrze widzę, że shmury były NAD księżycem?]


Wyczuwało się aurę grozy. I zdaję się smrodu nieżywych ciał. Odnalazł już przyczynę tego smrodu. Wcale nie był tym jednak zachwycony.Na drzewach wisiały ciała. Ciała ludzi. Wisielce były poszarpane. Z niektórych zwisały jelita lub inne organy.
Stworzenia w tym lesie to wyjątkowe niejadki.

- Cholera. I jeszcze raz cholera. Przez twoje gadanie skręciliśmy w złym kierunku. To dawno nieużywana droga. To Dustwood. Las Śmierci. Las Żywych Trupów.
Las Kurzu.

Zwiększyli tępo.
I zmniejszyli idiotycznie.

W oddali zawył wilk. Albo to, co wilka zżarło.
I przejęło moc wycia.

Za mężczyznami zajaśniały czerwone ogniki. Ogniki w kształcie oczu.Martwych oczu.
A to po śmierci gałki oczne zmieniają kształt?

Kilka tygodni po bitwie jakiś nowicjusz nekromanta rzucił zaklęcie wskrzeszenia. Czar go zabił ale jego magia dalej tu krąży.Krąży by ożywiać w postaci zombie i szkieletów nieszczęśników którzy tu pomarli.Z latami zaklęcie nabrało mocy tworząc rasę nieśmiertelnych nieumarłych.
*parsk* Coś jak człekokształtni ludzie?

- Eh, czyli nie jest za wesoło.
- Nie jeśli te przebrzydłe stwory się nie obudzą i nie poczują Świerzego mięsa.
- A więc postaraj się śmierdzieć jak zepsute mięso, Harry.

Dobiegli do dużej polany. Coś za nimi zajęczało. Oboje wyciągnęli miecze.
”Oboje”? To kto jest kobietą: Mac czy Harry?

Uzbrojone, żywe, nieśmiertelne trupy.
I nieumarłe. Nie zapominajmy.

- Plan… hmm może na początek przeżyć i przeczekać do świtu. Promienie słońca zamieniają te paskudy w kamień.
To mało nieśmiertelne są.

Stos ciał wokół nich stale malał gdyż nieumarli zaraz wstawali,nieważne jak poważna okazała by się rana.
Nawet zjednoczone wysiłki służby zdrowia nie były w stanie temu zaradzić.

Harry był poważnie ranny. Został dźgnięty włócznią w serce. Lecz tylko jego refleks uratował go przed niechybnym końce.
Jak się okazuje, można przeżyć także z włócznią w sercu.

Ostrze przorało mu prawy bok raniąc dotkliwie. Dodatku miejsce to zaczęło szarzeć. Ta przeklęta broń musiała być zatruta. I to bardzo. Szarość powoli odbierała mu zdolność do poruszania prawą ręką. Oby to nie było to o czym myślał. Oby nie zamieniał się w zombie. Cały bok miał teraz poszarzały.
No i pięknie, całe to opalanie się przez pół lata poszło na nic.

Zombie szybko oddaliły się przerażone, po drodze zbierając swoje kończyny.
*kwik*

Spojrzał w dół na Maca. Jego skóra przybrała szarawy odcień. Włosy wyblakły.Spojrzenie stało się mętne. Verlox dostrzegł ślady gryzienia na jego szyi.
- Cholera.- Nie mógł oddychać. – Walcz z tym.- Wykrztusił ostatkiem tchu.
Harry! Wyssij mu jad!

Kolano młodego władcy mroku pomknęło ku brzuchowi jego… przyjaciela.
Rzepka mu wystrzeliła?

Głowa potoczyła się, odcięta od tułowia. Ciało podło naziemię nieżywe.
Podłe, naziemne, nieżywe ciało.

Pobliski wilk(chyba wilk) usłyszał wrzask.
To się musiało tak skończyć. Najpierw niezdecydowanie co do własnej płci, potem gatunku...

Do salonu wpełzł Snape. Lekko dymiący Snape. Jego tłuste włosy stały jakby je piorun trzasnął. Już otworzył usta by coś powiedzieć, gdy wyleciał z nich obłok czarnego dymu.
Dymiący Snape w wersji punk. Jeszcze lepsze niż Snape w spódniczce z trawy.

- Błagam, nie każcie mi tam wracać- Ledwo wychrypiał postrach Hogwartu.
- Od dzisiaj przechodzę na wcześniejszą emeryturę! I będę hodował goździki. Żadnych lekcji i wybrańców!

- Nie ma mowy Severus. Dostaniesz nowe laboratorium, gdy stwierdzę że chłopak jest gotowy- Stwierdził ze stoickim spokojem Dumbledor.
- A jak będzie gotowy szybko, to dorzucę ci mikrofalówki.

- Ależ spokojnie Severusie. Przemyśl to na spokojnie.Przecież to tylko dzieciak.
- To nie dzieciak… to zło wcielone. Już wole Czarnego Pana.
Wbrew pozorom, to zdanie nie odnosi się do Harry’ego tylko do poczciwego Rona Weasleya.

Świat robił się coraz ciemniejszy, wszystko wirowało. Mylił już niebo z ziemią.
To raczej trudne, zwłaszcza że po jednym z nich ciężko się chodzi.

Był przykuty do ściany. Jego stopy nie dotykały podłoża. Kajdany dotkliwie obtarły mu skórę. Zobaczył kałuże krwi pod sobą. Jego krwi.
To nie do końca była krew, ale oszczędźmy tych okrutnie fizjologicznych szczegółów naszym czytelnikom.

Do lochu wszedł kościotrup w czarnej szacie wyszywanej fioletowymi nićmi.
A w ręku dzierżył kosę. I uśmiechał się, choć to akurat nie zależało od jego woli.

- Kim jesteś i gdzie jesteśmy?
- Ja? Jestem nekromantą…..
- Tym nekromantą, który stworzył to miejsce.
- Dokładnie. Znajdujemy się Kilometr pod ziemią. W moim mieście umarłych. W Dekapolis.
Hades uznał, że w Krainie Śmierci jest mnóstwo działek, które można by sprzedać, żeby każdy mógł mieć własne miasto umarłych. Zwłaszcza że większość mieszkańców niespecjalnie przejmuje się dostępem do światła słonecznego.

- Po co mnie tu uwięziłeś?
- Wiesz od dawna nie byłem na powierzchni, od bardzo dawna.Ludzie się mnie bali. I tu wkraczasz ty, lecz dokładniej twoje ciało. Twoje młode ciało.
Gdzież ten czerwony kwadracik się podział...

- Co ty planujesz?- Potter zaczął się lekko niepokoić.
- Widzisz, wielu nekromantów uważało mnie za szaleńca.
A, syndrom szalonego naukowca. Obłąkańcze śmiechy i eksperymenty z piorunami, te sprawy?

Za idiotę, gdyż myśleli że moje zaklęcie mnie zabiło. To było wiele lat temu. Po Krwawej Bitwie. Lecz pomylili się. Chciałem, by coś po mnie zostało.Postanowiłem stworzyć nową rasę. Rasę doskonałą. Odporną na ból, choroby, nacierpienie. Jedynym warunkiem było to, że musiałem być jej pierwszym członkiem.Lecz znudziło mi się to. Teraz przejmę twoje ciało, twoją energię życiową ipowrócę jako najpotężniejszy nekromanta w dziejach ludzkości.
Czyli kompleksy i postawa „Jeszcze im pokażę”. Typowe.

Szkielet podszedł, klekocząc starymi kośćmi. Rozwarł szczękę i…… wbił swoje kły w szyję Luisa. Harry zaczął się krztusić, dostał drgawek.Trząsł się. Czół że opuszcza go siła życiowa. Jego dusza rwała się w męczarniach.
*zajada mandarynkę*

Słyszał śmiech.Śmiech szaleńca który właśnie mu odbierał jego ciało. Jego wolność. Znów miał być kontrolowany.
Nie mogę zrobić nic, sterowany jestem wciąąąąąż!

Dopiero co się uwolnił z jednego jarzma. Nie chciał znowutego przechodzić. Nie teraz, gdy wiedział że jest kimś ważnym. Nie teraz gdy odkrył swoją potęgę.
”Nie! Tylko nie teraz! Nie teraz, kiedy się okazało, że jestem władcą mroku i wszyscy będą na moje usługi! A miało być tak pięknie!”

Czego ten cholerny nekromanta już zrezygnował z planu by go zabić? I czego teraz był wyższy od niego? Zdecydowanie o półtorej metra. Aż sapnął z wrażenia. Z jego ust buchnął płomień. Aż podskoczył z zdziwiony. Kajdany pękły jakby były zrobione z papieru.
- Co to ma być…- Jego głos był gruby i straszny.
- To nie możliwe.. ty nie możesz być….
Ostatnie słowa większości ludzi, którzy mieli czelność zadrzeć z Mhroochnym Harrym.

Historia bieży dalej, ale Miss D. postanowiła na tym poprzestać, jako że nawet analizatorska wytrzymałość psychiczna ma swoje granice.



kura z biura (31.01.2010, 16:01)
brak www
Umarłam po wielokroć. Moi przedpiścy już wyliczyli wszystkie najlepsze kawałki, więc nie będę się powtarzać. Składam tylko hołd Analizatorom!

Ylaine (30.01.2010, 22:17)
brak www
oż do stu tysięcy!
Lekko dymiący Snape (dobrze,że nie lekko prypieczony). W dodatku pełzający i z irokezem na głowie, że już nie wspomnę o zombie zbierających w pośpiechu swoje części ciała. xD
Dawno się tak nie Óśmiałam, perełka na perełce! ;D

Pigmejka (30.01.2010, 17:08)
brak www
Wczoraj skończyła mi się sesja, więc ochoczo usiadłam do czytania zaległych analiz.
A ta była przecudowna!!! :D Ten Mhhrooock przytłoczył mnie do tego stopnia, że sama prawie trafiłam do Krainy Śmierci - ze śmiechu. :))) Jeszcze trochę, a też stałabym się nieśmiertelną, nieżywą, nieumarłą, świecącą niebiesko-czarnym światłem Pigmejką. :P

LucyInTheSky (30.01.2010, 00:56)
brak www
O kórwa, patrzcie, głaz z Czarnobyla!

Czarne światło ;)

Przeborska analiza. Dawno tak się nie ukwikałam! Nie mogę się doczekać kolejnego czwartku !

maggot (29.01.2010, 20:25)
brak www
umarłam, czy jest na sali nekromanta albo Władca Mroku? XD

atha (29.01.2010, 17:17)
brak www
NIEEE! Jak mogłaś przerwać T_T A ja wasnie przyniosłam sobie chipsy T_T

Ómarła mnie kÓrwa, Troskliwy Miś, dymiący punkowy Snape i pare innych fragmentów :D

Mirveka (29.01.2010, 11:03)
brak www
wiesz Ryuki, jak napiszesz Fanfic co więcej ludzi rzuci to czytać (cały ten bezmózgi fandom), a jak napiszesz autorskie, to inne autoreczki popatrzą na ciebie, wyszczerzą oczy, spytają "a to tak można?!" i nie będą czytać, bo to coś, czego nie znają i pewno głupie, nudne i z opisami.

Ryuki (28.01.2010, 22:46)
brak www
Świetna analiza jak zawsze xD Padłam przy "kórwie" zwłaszcza, że oprócz błędu ortograficznego same przekleństwa rujnują "podniosły" moment.

Jednak mnie najbardziej zastanawia fakt czemu to fanfick do Harrego Pottera skoro nic nie ma z pierwowzoru oprócz kilku imion. Nawet wypociny z córkami Voldemorta posiadają więcej nawiązań xD Nie mógł po prostu napisać własnego mhrocznego opowiadania? Chyba za głupia jestem na ałtorskie myślenie.

Mrohny (28.01.2010, 21:35)
brak www
O kórwa, "Lekko dymiący Snape" byłoby niezłą rangą X"D

insanityinside (28.01.2010, 21:08)
brak www
Brawo po raz kolejny.
Ómarłam przy chodziarzu, kÓrwie, pyzatym mhrocznym Harrym, demonie przypominającym demona i czarodziejskim ebonicie.


Podstrona: *1* / 2