Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i wycieczka do średniowiecza 2/4
HP i wycieczka do średniowiecza 2/4 (03.12.2009, 14:55)
Dalsze przygody naszej Mary Sue. A żeby wam się nie nudziło, pojawi się jeszcze druga...

Analizowała: Miss Derisive

Na kanapie siedziały 4 osoby. Wysoka kobieta o niebieskich oczach i ciemnych włosach. Miała na sobie czerwoną suknie. Włosy upięte w koka dodawały jej lat. Mężczyzna koło niej miał czarną szatę, blond włosy i orzechowe oczy. Obok niego siedział chłopak, widocznie nie zdążył się przebrać i miał szatę szkolną. Należał do Shliterin’.
Jakiś nowy dom, który uzyskał specjalny kolor szat.
[Biały. A rękawy były związane za plecami.]


Gdy skrzat nas zapowiedział oni odwrócili się i wstrzymali oddech niewiadomo dlaczego.
Możemy się tylko domyślać...

-To jest wasza córka Charlotte -oznajmiła profesor McGonagall
-Witamy cię Charlotte w naszej rodzinie. Ja jestem twoją matką mam na imię Madlene, to jest twój ojciec Oscar. To twój brat Alex a to twoja młodsza siostra Wera.
Zaczęły się przygotowania do Balu Bożonarodzeniowego.
Właśnie, przejdźmy do ciekawszych wydarzeń.

Wszyscy byli bardzo zajęci i nawet nie miałam czasu na bliższe poznanie swojej rodziny. Najlepiej poznałam Were. Jest sympatyczna i skromna, trochę przypomina mi mnie.
Sympatyczna i skromna, taa?

Większość czasu spędziłam w swoim pokoju, nie angażowano mnie w sprawy przygotowawcze, ponieważ jeszcze się gubiłam.
Musieli narysować jej mapę.

Mój pokój przypominał trochę dormitorium. Różnił się od niego jednym sporym szczegółem: było tylko jedno łóżko.
Widzieliśmy już takie dormitoria, zwłaszcza dwuosobowe.

Dzień przed balem zobaczyłam, że w mojej szafie wisi piękna balowa suknia. Była kremowa, że srebrnym haftem, mieniła się tysiącami kolorów. Obok były kremowe szpilki, również haftowane srebrną nicią.
I samomaterializujące się sukienki. To pewnie przez to pole generowane przez Maryśki.

Nie wiedziałam jak się zachowywać, co mówić. Wieczorem, zeszłam do salonu, gdzie zastałam mnóstwo elegancko ubranych ludzi, zachowujących się jakby mieli kij w... tylnej części ciała.
*przypomina sobie scenę z Azją z „Pana Wołodyjowskiego”*

Zastałam wiele zamożnych i bardzo szanowanych rodów. Jak tylko spróbowałam się do kogoś odezwać, dostawałam ochrzan od rodziców, „że tak nie można” i, że „jestem niekulturalna”.
Rodzice zakazali jej mówić cokolwiek, a wszystkim rozpowiadali, że to jakaś niemowa, która się przybłąkała. I że nie ma żadnych związków rodzinnych między nimi a nią.

Wkurzyłam się na tą całą „rodzinkę” i poszłam do ogrodu. Szłam poprzez gęstą mgłę, która powoli opadała. Zamyśliłam się i nagle usłyszałam szmer. Obejrzałam się za siebie i ujrzałam dziewczynę idącą powoli w stronę lasku położonego niedaleko domu. Poszłam za nią:
I tak trafiła na doroczne walne zgromadzenie elfów.

-Jak się nazywasz?- zapytałam nieśmiało.
-Valerie, a ty zapewne Charlotte- Odpowiedziała pewna siebie.
-Zgadza się. Gdzie są twoi rodzice?- Dziewczyna zmieniła minę.
Pilotem.

Zapytałam się więc:
-Chodzisz do Hogwartu? Nie widziałam cię jeszcze.
-Bo mnie nie było. Pojadę dopiero teraz, byłam w odwiedzinach u rodziców.
Dumbel zdecydował się na bardziej elastyczny rok szkolny – zaczynasz, kiedy chcesz. Wrzesień, styczeń – co za różnica?

-Nie, kilka dni temu. Do którego domu chciałabyś iść?
-Do Slytherinu, albo Gryffindoru.
-Ja jestem w Gryffindorze, tam jest też Potter- powiedziałam wzdrygając się.
-Zmieniam zdanie: Slytherin i tylko Slytherin.
Pottera jeszcze by przebolała, ale mieszkać w dormitorium z Charlotte?...

-Chodź na bal. W końcu mam z kim pogadać.
Bo cóż innego się robi na balach?

W końcu w Hogwarcie! Już sobie wyobrażam reakcję na moje „trochę spóźnione” przybycie. Założę się, że trafię do Slytherinu, bardzo chcę tam iść. Chciałabym może do Gryffindoru ale podobno tam jest POTTER.
Potter Samo Zło, Władca Piekieł i dziedzic przemysłu kociołkowego.
[Oto kolejna zmiana narracji. AŁtorka zaznaczyła to jedynie zmianą koloru czcionki.]


Aż mi się niedobrze robi. Co on w sobie takiego ma, że ludzie do niego lgną?
Feromony?

Nie to, że jestem po stronie Voldemorta, o nie (!) wolałabym zginąć w męczarniach niż się do niego przyłączyć, ale Pottera też nienawidzę. Taki wielki czarodziej! Na pewno!
Mhm, zwłaszcza w wieku jedenastu lat.

Miło mi było poznać Charlotte. Należy do bardzo starego rodu, ale strasznie boi się szkoły, myśli, że sobie nie poradzi. Z magią się człowiek rodzi, więc nie ma się czego obawiać.
A niektórzy się rodzą z zadatkami na chorobę psychiczną i zostają potem seryjnymi mordercami. Bez obaw.

Z tego co mi opowiadali, to podobno jest utalentowaną czarownicą, tylko tego nie dostrzega.
*oślepiający blask marysueizmu*

Ale wszyscy byli zdziwieni jak mnie zobaczyli przy stole nauczycielskim! (Nie miałam gdzie siedzieć bo jeszcze nie miałam domu).
Więc Dumbledore ją wziął, przygarnął, no i... jest.

Jeszcze ta mówka dyrcia:
-Mamy zaszczyt powitać w naszej szkole nową uczennicę- stary zwyczaj Dumbledore’a.
Odkąd tylko pojawiły się blogaski.

Podobno miał niezłe teksty na rozpoczęciu. Szkoda, że tego nie widziałam.
Mowa Dumbledore’a wygłaszana była w wersji z napisami.

W każdym razie pani profesor McGonagall posadziła mnie na drewnianym stołku i położyła mi tiarę przydziału na głowie. Ale się namarudziła, że jej głowę zawracam, że się nie wyspała, że trzeba było wcześniej przyjechać...
A do tego strasznie jej nap... napadowe bóle głowy dokuczają. Ale za to wytrzymała dłużej niż Filius, który poległ już po trzech kieliszkach!

W końcu usłyszałam głosik „Inteligentna, sprytna, przebiegła... cała Lastrange. Chyba nie masz zamiaru iść w ślady swojej matki?”
Oczywiście, że nie. Nawet nazwisko zmieniła.

-Odwal się od mojej matki, bo ci łaty nie pomogą.-szepnęłam. „Hohoho, cóż za temperament”.
Tiara uwielbia tak się drażnić z uczniami. Lada chwila powie „Lubię takie ostre dziewczyny”.

Wtedy ktoś wrzasnął „Hej kotki!” i oblał mnie atramentem. Oczywiście, to był Poltergeist. Ujrzawszy kolejny kałamarz wrzasnęłam:
-Waddiwasi!- I kałamarz próbował wedrzeć się Irytkowi do dziurki od nosa.
Kanon! I to książkowy! *szok*

Niektórzy bili brawo, inni byli zaskoczeni. Jakiś puchon zapytał mnie:
-Skąd to umiesz?
-Powiedzmy, że moja babcia dba o moje wykształcenie magiczne.- Podbiegła Charlotte.
-To było super!- Powiedziała.
W Hogwarcie ktoś, kto potrafi rzucić porządne zaklęcie, jest prawdziwym ewenementem.

Jakiś ślizgon z drugiej klasy zapytał mnie:
-Zadajesz się z tą sz...
-Radzę nie kończyć, bo nie dość, że masz do niej tak nie mówić, to wywodzi się z bardzo starego rodu.
Wszystkie Mary Sue są tolerancyjne i uważają, że wszyscy są równi. Tylko że one są równiejsze od innych i nie zniżają się do bycia szlamami.

Nie wiedziałam, gdzie jest nasz pokój wspólny, więc poczekałam na resztę ślizgonów i szłam za nimi. Zeszliśmy do zimnych lochów a zatrzymaliśmy się przy jakieś wilgotnej ścianie. Ktoś wypowiedział hasło „szlama” (ordynarne!) i weszliśmy do lochu z kamiennymi ścianami o niskim sklepieniu.
Ślizgoni uwielbiali niecenzuralne hasła. Powinniście usłyszeć te z zeszłego roku...

Na suficie wisiały zielone lampy, niedaleko stał bogato zdobiony kominek i rzeźbione krzesła.
Też na suficie?

Następnego dnia obudziłam się wcześnie i poszłam na śniadanie. Poznałam kilka fajnych osób z mojego domu. Np.: Roxanę Navy, Joannę White i jeszcze kilka osób, których imion zapomniałam.
A szkoda, bo wygląda na to, że mają naprawdę ciekawe nazwiska. Biała, Marynarka Wojenna...

A mój rocznik! Lepiej nie gadać! Szczęście, że w dormitorium 1-klasistów już nie było miejsca (jestem w dormitorium 2-klasistów z Roxaną)
Samoistne wstawianie łóżek się zacięło.

Potem poszłam na transmutację, którą (jak większość lekcji) mamy z Gryffindorem. Reszta (zarówno gryfoni jak ślizgoni) byli strasznie zdziwieni, że usiadłam z Charlotte. Wszyscy podlegają tym głupim stereotypom: ślizgoni-nie, gryfoni-tak.
Zwłaszcza Ślizgoni. Prezentują głęboki samokrytycyzm.

McGonagal przeczytała listę obecności a potem podeszła do mnie i powiedziała:
-Jak nie chcesz jeszcze próbować, to poczekaj a wszystko wytłumaczę ci po lekcji.
-Zaryzykuję.- I wtedy powiedziała do całej klasy:
-Dam wam teraz po kawałku pergaminu. Macie to zamienić w chusteczkę.-A potem znowu do mnie- Jak ci nie wyjdzie, nie martw się. Dużej ilości osób nie wychodzi.
*doznaje ataku jasnowidzenia* I Valerie będzie najlepsza z całej klasy.

Wtedy usłyszałam jakiś mądraliński głos:
-Nieprawda, musisz przestrzegać wszystkich reguł, które są w podręczniku, inaczej...- I tu przerwała patrząc się na moją czerwoną chustkę.
I moje jasnowidzenie się sprawdza. Jak zwykle, nie chwaląc się...

Usłyszałam głos McGonagal:
-10 punktów dla Slytherinu!
-No, dalej Charlotte, spróbuj!- Zamknęła oczy, machnęła różdżką...
-10 punktów dla Gryffindoru!
I złote medale za szczególne osiągnięcia w nauce. I zwolnienie z egzaminów do końca życia.

Potem miałyśmy eliksiry. Przyjemny przedmiot, lecz widać, że Snape nas (ślizgonów) faworyzuje. Tak się uwziął na Pottera, jak mało kto (prawie było mi go żal). Z Gryffindoru nie krzyczał tylko na Charlotte. Widocznie albo dlatego, że wiedział, że jest z bardzo starego i szanowanego rodu, albo dlatego, że siedziała ze mną.
Taplając się w blasku sławy Valerie.

Z resztą, trzeba przyznać jest w eliksirach bardzo dobra. Widać, że ma wyczucie. Łącznie 4 osobom udało się zrobić eliksir: Charlotte (zrobiła to ekspresowo i najlepiej!), mi (z małą pomocą Charlotte), tej kujonicy z brązową szopą na głowie, i Draconowi.
Ale Draco i Hermiona nie mieli takich fajnych, świecących jak brokat i w ogóle.

Profesor Binns wprowadzał w stan transu jak mało kto. Żaden hipnotyzer go nie przebije! Dziękowałam niebiosom, że babcia miała obsesję na punkcie mojej wiedzy i obiecałam Charlotte, że pożyczę jej moje książki, po czym oddałyśmy się usypiającemu głosowi ducha i usnęłyśmy.
Oddały się Binnsowi... przepraszam, głosowi Binnsa i pogrążyły się w błogim niebycie.

Poza tym, facet wydaje się bardzo bojaźliwi, nie wiem jak ktoś taki może nauczać obrony przed CZARNĄ MAGIĄ!
AŁtorka sprytnie nawiązuje do Quirrellowego rozdwojenia jaźni. Albo nie sprawdziła tego, co napisała. Sami wybierzcie, co jest bardziej prawdopodobne.

Po lekcjach poszłyśmy z Charlotte do biblioteki pogadać i odrobić prace domowe. Nienawidzę teorii! Cały czas musiałam się pytać Charlie* ,o te zasady z transmutacji i zastosowania jakiś składników eliksirów.
* - Charlie. Zdrobnienie od imienia Charlotte.
Same takie przypisy uwidaczniają, jaki jest poziom ludzi, do których jest skierowany blogasek.

To chyba się w ogóle nie przydaje! Bo po co? Za to ta Hermiona Granger... Czary opiera tylko na wiedzy teoretycznej. Coś okropnego...
Hermiona nie jest tak ZUA jak Harry, ale nie pozostaje daleko w tyle.

Następnie poszłyśmy na kolację. Przysunęłyśmy krzesła, by być bliżej siebie, co nie jedną osobę zdziwiło.
Bo wszyscy inni siedzieli na ławach.

Ci ludzie ze Slytherinu wcale nie są tacy źli, tylko ludzie nie umieją ich docenić...
Oto klucz, według którego Tiara dokonuje wyboru: do Slytherinu trafiaja tylko emo.

Spóźniłam się na zielarstwo. Może trochę zaspałam, ale to nie znaczy, żebym nie zdążyła.
Bo spóźnić się to nie to samo, co nie zdążyć.

Taak... KOLEDZY (!) byli „ciutkę” niezadowoleni. Najchętniej rzuciliby mnie smokowi na pożarcie.
Poczułam się KOLEŻANKĄ Charlotte.

Ale to był dopiero początek. Na obronie przed czarną magią razem z Valerie „całkowicie przypadkiem” rzuciłyśmy na Hermionę (za to, że się wyśmiewała z Valerie) niewinne zaklęcie (po którym przez godzinę nie mogła się ruszyć): Petrificus Totalus . Ja nie wiem, co oni wszyscy do niej (Valerie) mają. Nikt jej nie lubi. Nie wiem dlaczego.
Rzucanie na innych zaklęcia Petrificus Totalus oznacza przecież gotowość do zawarcia przyjaźni.

Słyszałam też, jak inni uczniowie przechodząc koło niej coś szeptali o jakieś morderczyni. Nie obchodzi mnie to. Niech mówią co chcą.
Każdy chciałby się zaprzyjaźnić z morderczynią, no nie?

Tak się zdarzyło, że akurat przechodziły Parvati i Lavender. Chciały mnie zabić wzrokiem. Niemal im się to udało. Przez głowę przeszła mi myśl, jak taka może z nim kręcić. Nie wiem skąd wzięła się u mnie ta myśl. Zupełnie jakby pomyślał to ktoś inny. Zakręciła mi się w głowie i upadłam.
*podkręca moc laserowego wzroku Parvati i Lavender*

Obudziłam się w skrzydle szpitalnym.
Toż ślub Boryny nie był tak tradycyjny jak ten blogasek.

Wszystko mnie bolało. Usłyszałam spadającą filiżankę, siedziała przy mnie osoba na którą zawsze mogę liczyć- Valerie.
Okazywała się przydatna zwłaszcza wtedy, kiedy człowiek z zakłopotaniem stwierdzał, że szafka z kubkami mu się nie domyka, a nie miał dość moralnej odwagi, by je potłuc.

- Jak się spało? – zapytała
- Co? Co się stało? – wyrwała mnie z rozmyślania nad tym co –pamiętałam ostatnie
- Dostałaś jakimś badziewnym zaklęciem – odpowiedziała.
- Czemu badziewnym?
- Bo miało ci zrobić większą szkodę.
Co za tandeta... Pewnie chińska podróbka.

To było chyba jakieś niewybaczalne, ale ten ktoś nie potrafił go rzucać.
- Oooo a skąd to wszystko wiesz? – zapytałam zdziwiona.
- McGonagall wpadła w szał powiedziała że jak złapie tę osobę która rzuciła na ciebie zaklęcie to wydali ze szkoły.
- O wow – zdziwiłam się – jakoś nigdy za specjalnie mnie nie lubiła.
Ale odkąd dzięki Charlotte ma powiązania z wyższymi sferami...

Więc wyszłyśmy z Valerie ze skrzydła szpitalnego, aby szybciej się dostać do Biblioteki przeszłyśmy niedawno odkrytym przejściem które prowadziła do opuszczonej klasy.
W Hogwarcie jest chyba więcej opustoszałych klas niż zajętych. Wyjątkowo nieekonomiczne wykorzystanie powierzchni zamkowej.

W tej oto klasie ku naszemu zdziwieniu czekała Hermiona.
A klasa i tak jest opuszczona. Bo Hermiona to nikt.

Nie wiedząc co , zamierza wyciągnęłam swoją czerwoną różdżkę Czarna swoją pięknie wyprofilowaną czarną.
I kolejna feeria barw.

- Och Herm nie wyszło ci to zaklęcie niewybaczalne, za słaba jesteś. – Odezwała się Czarna
- Za słaba haha nie chciałam jej krzywdy zrobić, bo dziecko takie drobne i kruche.
Zła, mhroochna Hermiona. Pewnie w tej chwili knuje, jak odebrać Voldemortowi rolę naczelnego czarnego charakteru.

Hermione zatkało, przez chwilę patrzyłayśmy sobie w oczy. Po chwili jakby oprzytomniała.
- Głupia jesteś nie wiesz po co ona się z tobą przyjaźni? Naprawdę nie domyślasz się? By się ukryć przed ministerstwem.
Jak niby Charlotte ma ją ukryć? Zasłoni własnym ciałem?

– Zostaw ją tu i chodź ze mną a zostaniesz kimś, jeżeli pójdziesz z nią stoczysz się za nią na dno. Prędzej czy później wylądujesz w więzieniu dla czarodziejów. Przemyśl to.
Nowe hobby Hermiony – wydzieranie staczającej się młodzieży ze szponów zła i zepsucia.

- Pożałujesz tego! – krzyknęła Hermiona. Chciała wybiec otworzyła drzwi a tam stał nie kto inny jak dyrektor Hogwartu. Ups by mógł ktoś powiedzieć. A my usłyszałyśmy wyczekiwane słowa.
- Zapraszam do mojego gabinetu.
Och, jak marzyły, żeby to usłyszeć!

Poszłyśmy nie patrząc się na siebie Valerie ściskała jeszcze swoją czarną różdżkę połyskującą w ciemności.
Błyszczała ciemnym światłem, rzecz jasna.

Szłyśmy dość długo. Schody korytarz, schody ściana schody drzwi biurka, głos – więc co się stało Hermiono??
Schodościana i drzwi do biurka – muszę to podsunąć jakiemuś architektowi.

- Do widzenia. – zamknęła drzwi i wyszła. Dyrektor usiadł. Patrzył się na nas z pod okularów połówek swoimi niebieskimi oczyma.
Nie zorientował się, że założył je do góry nogami.

Nawet się nie poruszyłyśmy, z kamiennymi twarzami wpatrywałyśmy się w jego twarz. Znałyśmy prawdę. Nagle usłyszałyśmy jego spokojny głos.
- Tak, prawdziwe ślizgonki. Tiara się chyba pomyliła co do ciebie, Charlotte. Musisz jeszcze raz ją założyć. –Co? Że nie pasuje do gryfonów, super, to może jeszcze nie pasuje do świata?
Chętnie naprawię to uchybienie...

Tiara obrzuciła mnie zgryźliwymi uwagami, że już przez kolejną głupią uczennicę jest budzona i powiedziała:
- A idź se do tego obślizgłego Slytherinu.
Rasistowska tiara.

Widziałam minę Valerie. Płakała. Nie wiedziałam o co chodziło z jej matką i nie zamierzałam się o to pytać. wtedy ona krzyknęła:
- Skoro pan jest taki wielki, ufny i dobroduszny, dlaczego nie może pan zaufać nam?-I wyszła trzaskając drzwiami gabinetu dyrektora.
Dumbel? Ten intrygant? Ja się mogę założyć, że wszystko widział poprzez system ukrytych kamer.

Podbiegł Marco:
- Charlotte, gdzie idziesz?
- Tam gdzie mnie chcą do Slytherinu
Slytherin przygarnie cię w potrzebie.

Po zaprowadzeniu mnie do nowego dormitorium Valerie wybuchła płaczem. Zaczęła się pakować. Chciałam ją powstrzymać ale powiedziała:
- Ona ma rację. Moja matka jest nikim i też taka będę... po czym wzięła bagaż i wyszła z dormitorium.
Bellatrix – nikim? Jak na kogoś nieistniejącego zabiła całkiem sporo ludzi...

[Hermiona] Skąd ona wiedziała kim była moja matka? Przecież była mugolką...
A do Hogwartu dostała się, oszukując wszystkich dzięki sprytnym efektom specjalnym.

Szłam właśnie do gabinetu dyrektora, gdy przede mną pojawiła się Hermiona. Nie myślałam, ze ona taka jest. Wiedziałam, że jest kujonką i, że jest mściwa, lecz w życiu nie pomyślałabym, że jest zdolna do czegoś takiego. Właśnie miała wyciągnąć różdżkę gdy powiedziałam:
-Nie myślałam, że jesteś aż tak głupia, by próbować zaklęcia niewybaczalnego. A co do mnie- Nie musisz chować różdżki. Wynoszę się stąd.- Miała rozanieloną minę.
Hermiona założyła Front Wyzwolenia Porządnych Ludzi od Mary Sue.

Wtedy wpadł mi do głowy chytry pomysł. Tak się złożyło, że „przypadkiem” miałam w kufrze odrobinę Veritaserum, którą jakiś ślizgon zwinął z gabinetu Snape’a.
I „niechcący” schował w kufrze Valerie, tak?

Pamiętałam hasło do gabinetu dyrektora. Weszłam bez pukania i zastałam gorliwą kłótnię z jakimś urzędnikiem Ministerstwa Magii.
Dyrektor, jako stary kawaler, nie miał się z kim kłócić. Nadrabiał to w rozmowach z urzędnikami.

Powiedziałam krótko „chcę odejść” i bez pytania usiadłam na fotelu.
Grunt to słowność.

Urzędnik wyszedł patrząc się na mnie z niesmakiem. Jak można się było domyślić (i na co liczyłam) pierwszym pytaniem dyrcia było:
-Chcecie herbatki?
Czyzby kupiona u Snape’a?

-Tak- Odparłyśmy krótko. I tutaj był mój plan. Dyrektor postawił herbatę nam i odwrócił się po swoją, Hermiona chodziła szczęśliwa po gabinecie a ja dodałam jej do napoju kilka kropelek Veritaserum.
Chytre, nieprawdaż? Było do przewidzenia, że zarówno Dumbel, jak i Hermiona dostaną nagłego ataku ślepoty.

Nastała chwila ciszy przerwana siorpaniem Hermiony.
Hermiona bawiła się sierpem. Po lekcjach dorabiała jako kosiarka.

Już dyrektor otwierał usta, by zapewne spytać się mnie o powód tej nagłej chęci odejścia ze szkoły, gdy powiedziałam:
-Czy mogę zadać kilka pytań Hermionie?
”Moment prawdy”?

-Oj, to przecież proste. Rzuciłam Crucio na tą małą Charlotte, chyba niezbyt mi wyszło, bo tylko zemdlała a nic jej nie bolało. W każdym razie, czekałam na nie w opuszczonej sali. Weszły do klasy i zaczęła się kłótnia. Wypaplałam tej jędzy Valerie kim jest naprawdę i rzuciłam na nią Confundusa. Odbiła go tarczą (ciekawe skąd go umiała, to materiał dla trzecich klas!).
A Cruciatus to jedno z pierwszych zaklęć, uczy się go zaraz po Alohomorze.

-Jestem w szoku - domyśliłam się po minie- Mogę zobaczyć Veritaserum?
Dałam mu fiolkę. Obejrzał, powąchał, spróbował i kazał mi wyjść.
Uznał, że musi złożyć Snape’owi reklamację. Po tym veritaserum ma się lepsze loty niż po herbatkach. Na przykład widzi się jedenastolatki rzucające Cruciatusa.

Wzięłam bagaż i poszłam zobaczyć klepsydry. Właśnie ta Gryffindoru powoli opróżniała się do zera.
A potem zaczęła pojawiać się antymateria.

Wtedy powiedziałam:
-Co ty na imprezę powitalną?
I tak długo wytrzymali bez żadnej popijawy.

Zebrali się wszyscy ślizgoni. Żaden nie wydawał się rozczarowany wizją nowej ślizgonki. Patricia (która pięknie maluje) Narysowała Charlie całą oplecioną wężami boa.
Pobożne życzenie.

Jakiś chłopak z 4 klasy załatwił piwo kremowe od Weasley’ów, i zaczęła się zabawa.
A co z „nie cierpimy Gryfonów”?
[Wobec możliwości zdobycia piwa wszelkie uprzedzenia znikają jak kamfora.]


Był przystojnym brunetem o ciemnych oczach. Przedstawił mi się:
-Jestem Alex Perks.
-Czy...?
-Tak, jestem bratem Charlotty.
-W takim razie miło Cię poznać.- Powiedziałam ściskając jego dłoń.
Czy oni przypadkiem nie widzieli się na balu? *myśli* Może tego nie pamiętają...

Najbardziej podobało mi się, jak wszyscy patrzyli na Hermionę. Widać, że czuli pogardę. Tego dnia nikt się do niej nie odzywał. Po raz pierwszy nie zgłaszała się na zajęciach. I dobrze.
Teraz Hermiona nie będzie już mhroochna – będzie mhroochnym emo.

Dzięki temu Slytherin zyskał 27 punktów. Snape był bardzo zdenerwowany, że nie ma możliwości odejmowania punktów więc rozdawał szlabany.
W duchu postanowił, że musi postudiować fizykę i odkryć, jak działa antymateria.

Wtedy poszłam do lasu. Tak, do Zakazanego Lasu. Nie wiem, dlaczego zabraniają nam tam chodzić. Tam jest przepięknie. Cicho, tajemniczo... usiadłam na skałce, kiedy podszedł do mnie jednorożec.
*rozgląda się za kucyponkami*

Nieśmiało podeszłam bliżej i wyciągnęłam ku niemu rękę. Poczułam nieodpartą chęć, by go dosiąść. Jednorożec jakby mnie zrozumiał. Wykonał coś w rodzaju ukłonu, bym mogła bez przeszkód na nim usiąść.
Ale tak naprawdę... to był hipogryf...

Wtedy zaczął biec. Złapałam mocno jego grzywę.
A co na to Liga Ochrony Zwierząt?

Czegoś tak cudownego nie można opisać. Ten wiatr we włosach, szelest lasu, migające przed oczami drzewa... Wtedy poczułam coś dziwnego. Jakbym pomyślała o czymś o czym w życiu bym nie pomyślała. Po głowie z echem odbijała się myśl „chcę krwi”.
W powietrzu unosił się wirus wampiryzmu.

W tym momencie zauważyłam człowieka, jeżeli to coś w ogóle było człowiekiem. Był ubrany na czarno a kaptur zasłaniał jego twarz. Poczułam strach i cicho popędziłam z jednorożcem ku końcu lasu. Po drodze widziałam plamy srebrnej krwi a to znaczyło, że jednorożce były w niebezpieczeństwie.
Kanon zmartwychwstan jest...

Słyszałam, że tam lubią przybywać centaury. Wtedy zobaczyłam czarnego centaura pędzącego w moim kierunku.
I łups!

-Co tu robisz człowieku? Wynoś się z naszego lasu!
-Dobrze, chciałam tylko ostrzec, że coś lub ktoś zagraża jednorożcom.
-Skąd niby możesz to wiedzieć?
- Nie wiem skąd, po prostu wiem. Teraz pilnujcie, by w waszym lesie nie stało się nic złego.-Widocznie udobruchałam go tym „ich lasem”.
A od kiedy centaury troszczą się o jednorożce/ludzi/coś, co nie jest kulą płonącego gazu?

Powiedział tylko:
-Wiem to, wiem też, że jeżeli zostaniesz tu dłużej, to niebezpieczeństwo dosięgnie również ciebie. Wracaj do swojego świata.
Tego, gdzie ściany są miękkie, a klamki nie miewają drzwi.

Wiedziałam, że coś jest nie tak. Pytanie brzmiało: co?
Chcesz listę?

Cały tydzień po imprezie wszyscy ślizgoni chodzili jakby w skowronkach.
Snape rozprowadza eliksir na kaca?

Gwizdali wesołe piosenki, śmiali się. Już wydawałoby się, że reszta zapomni o stereotypach związanych ze ślizgonami. Myliłam się. Wszystko zchrzanił Malfoy.
Nawet pisownię. I już wiemy, kogo obwiniać o blogaski.

Wtedy podszedł do mnie Alex:
-Słyszałem co się stało na eliksirach. Skąd to znasz? JA do tej pory tego nie miałem!
-Mam bardzo upartą babcię...
Według blogasków, będziesz miał lepsze efekty, jeśli będzie cię uczyć matka lub babcia niż wykwalifikowany pedagog.

-Sam zobacz, też ci się uda.
-Ale tutaj? Chyba nie bardzo tutaj można?
-To pójdźmy gdzie indziej.- Spojrzał się na mnie pytająco i już otwierał usta by powiedzieć „gdzie?” kiedy powiedziałam- Do lasu!- Zatkało go ale kiwnął głową.
Do laboratorium!

Następnego dnia była sobota. Wyszłam wcześnie, by nie obudzić dziewczyn. Wtedy Charlotte zapytała:
-Gdzie idziesz?
-Tak się przejść...- Skłamałam. Jeszcze by pomyślała, że zaczynam kręcić z jej bratem.
A tak nie jest? Może nie jesteś tego świadoma, ale Dumbledore i jego plan prokreacyjny już o to zadbają...

Charlotte zdziwiła się, gdy zobaczyła gdzie idziemy.
-Pogięło cię? Tam nie wolno chodzić! Tam jest niebezpiecznie!
-Wcale nie jest tak źle!
-Mówisz, jakbyś już tam była!- Posłałam jej drwiące spojrzenie.- Byłaś? Kiedy?
-Aaa, po imprezie.
I wszystko jasne.

Już zaczęłam pokazywać Alexowi jak wykonać zaklęcie, kiedy usłyszałam jakiś hałas. Znowu zobaczyłam srebrną krew jednorożca i głos w mojej głowie „chcę krwi”.
Ponownie wampiryzm przekazywany drogą kropelkową.

Wrzasnęłam „UCIEKAĆ!!!”. Charlotte była już w połowie drogi do opuszczenia lasu, natomiast Alex stał jak wryty.
-Wy uciekajcie, ja tutaj zostanę!
Syndrom Gandalfa-kamikadze?

Wtedy w moim kierunku poleciało zaklęcie. Nie zdążyłam zareagować, nawet się nie poruszyłam. Wtedy w moim kierunku rzucił się Alex. Zemdlał. Pomyślałam „Przecież mu mówiłam że nie jest supermanem...”.
Wybacz, Alex, to nie ty jesteś tutaj supermanem...

Nagle zdałam sobie sprawę, że ta postać rzuca kolejne zaklęcie. Rzuciłam tarczę obronną na zaklęcia czarnomagiczne, rzuciłam na niego zaklęcie swobodnego zwisu i uciekałam ciągnąc go za sobą.
Czy babcia była królową elfów, która prowadzi szkołę znajdującą się w pętli czasowej, gdzie w ciągu dwóch godzin uczysz się wszystkiego, co mhroochne? Nie? Wolałam się upewnić...

Pobiegłam do Snape’a. Może to było nie fair ale wiedziałam, że on nie da nam szlabanu.
Stary, poczciwy Severus...

Jego mina pozostawiała wiele do życzenia, jednak rzekł
- Jeszcze popracuję nad moją miną, chodzę nawet na specjalne kursy!

-Zamknij się „Hermionuś” za cienka w uszach jesteś. – powiedziała Charlotte
Z cyklu „wybitne obelgi”.

Teraz marsz do dormitorium. A wy- do skrzydła szpitalnego.
Zbyt długo was tam nie było.

Najpierw zostawiłam Charlottę samą z Alexem. Potem weszłam i Char stwierdziła, że kwiaty pani Pomfrey zaczynają więdnąć i musi wymienić wodę.
Charlotte ukończyła szkołę niejawnych aluzji u Dumbledore’a.

Zpanowała cisza. Nie chciałam z nim rozmawiać.
-Myślałeś że jesteś superbohaterem?
-Chciałem ci tylko pomóc...
-I tylko narobiłeś kłopotów. Gdyby to na mnie rzucili zaklęcie, powiedzieliby tylko, że chciałam poćwiczyć czarną magię.
-Dlaczego?
-Bo jestem sobą.
Nie każdy może zgrywać mhroochnego.

Gdy otworzyłam drzwi zobaczyłam, że tam stoi Charlotte przykładając do nich szklankę.
Zawsze miała ją w torbie na specjalne okazje.

Biegłam wściekając się na Alexa i wtedy zasłabłam. Zobaczyłam obrazy i uczucia Alexa. Poczułam smutek, radość, lęk, nienawiść miłość... I zemdlałam.
Następnego dnia obudziłam się w skrzydle szpitalnym.
To już uzależnienie.

Nie było tam nikogo z wyjątkiem mnie i Alexa.
A wszyscy wiemy, prawda, co się dzieje w prawie opustoszałych skrzydłach szpitalnych. *rozgląda się wokół* No, jest mniej ludzi i łatwiej wypocząć. A co myśleliście?

-Nie chciałaś ze mną gadać?- Kiwnęłam głową. -Dlaczego?
-Muszę już iść.
-Ale poczekaj!- Nie zareagowałam na to. Wyszłam z łóżka, zabrałam różdżkę i trzasnęłam drzwiami.
Jak ona może? Po omdleniu powinna leżeć minimum dwa miesiące!

Wtedy znowu zobaczyłam obrazy i uczucia Alexa.
Postanowiła, że zaraz następnego dnia każe mu pozdejmować ze ścian te paskudne bohomazy.

Znowu zemdlałam. Gdy się obudziłam stała nade mnę pani Pomfrey.
*wznosi oczy ku górze* Czy aŁtorka ma zamiar pobić jakiś rekord?

-Masz szczęście, że ten chłopiec to usłyszał. Masz bardzo osłabiony organizm. Powinnaś mu gorąco podziękować.- powiedziała, po czym poszła do swojego gabinetu.
*kaszle* Pani Pomfrey też jest w spisku? Czy zwyczajnie przejęła zwyczaj robienia zawoalowanych aluzji od Dumbledore’a?

-Mogę ci to jakoś wynagrodzić?
-Taa... to, że uratowałaś mi życie? To ja cię przepraszam.- Wtedy wpadła Charlotte.
-No, co tam moje gołąbeczki?
-Jakie gołąbeczki?- krzyknęliśmy naraz.
Te krakowskie, takie spasione...

-Dobra, dobra, nie udawaj takiej chorej, z braciszkiem się później umówisz...
-Ale ja...
-Nie wciskaj mi tu kitu, za 5 minut zajęcia.
Znowu ucieknie ze skrzydła, znowu zemdleje i tak w koło Macieju...

Szłyśmy korytarzem, lecz Charlotte wcale nie miała ochoty iść na zajęcia. Przez cały czas mruczała pod nosem „No no, niezły numer pod nosem odwalacie”. Kiedy miałam się odezwać to mówiła, że „winny się tłumaczy”.
Decyzją sądu okręgowego w Psiej Wólce zostajesz uznana za winną zarzucanych ci czynów.

Poszłyśmy do dormitorium. Okazało się, że przyłączyła się do nas Sasza, była gryfonka z 4 klasy.
Masowe przesiedlenia do Slytherinu? A za jakie grzechy?

Dostałyśmy oddzielne dormitorium, które widocznie kiedyś było starą klasą bo było ogromne i na początku pokoju stała katedra.
Musiały losować, której przypadnie w udziale spanie na katedrze, a którym pozostaną ławki.

Usiadłam na łóżku i powiedziałam Charlotte:
-Wiesz, ostatnio jak pomyślę o Alexie to dzieje się coś dziwnego. Nagle widzę obrazy jego wspomnień...
-...jego uczucia. Mam to samo. Jak myślę o Marcu.- Wiedziałam, że myśli o tym samym.
Bo prawdziwemu Tró Loff można czytać w myślach. Nie wiedzieliście? To teraz wiecie...



coś (07.12.2009, 20:15)
brak www
Oooo, tak, TH, albo lepiej coś... eee, Tłilajtowego *_* Nie ma to jak pośmiać się z Jedynego Boskiego Edzia... ;]

maggot (04.12.2009, 20:08)
brak www
kwik, kwik. xd mery só i druga mery só? a to nie jest jak zasada "dlaczego kobiety nie chcą grac w nogę"? O_O

wuaśnie, domagamy się tokio ciotel! *tupie nóżkami, bo chce zobaczyc swojego ulubionego transwestytę* 8DDD

Goma (04.12.2009, 16:26)
brak www
Nie mam pojęcia dlaczego, ale jakoś mniej mnie śmieszy. Może już za dużo na raz tych dziewczyn z Pottera? Moim zdaniem przydałaby się odmiana.
Pozdrawiam serdecznie.

Av. (04.12.2009, 12:02)
brak www
'Taak... KOLEDZY (!) byli „ciutkę” niezadowoleni. Najchętniej rzuciliby mnie smokowi na pożarcie.
Poczułam się KOLEŻANKĄ Charlotte.'
Ja nie poczułem się KOLEGĄ. Smok mógłby dostać niestrawności, to brak poszanowania dla praw zwierząt!

Gdzie jest Deszczowyjka? Zróbcie duet w następnej części!

Rzepicha (03.12.2009, 21:31)
brak www
Nie wiem jak inni, ale ja nie chciałabym czytać rzepiszemu partnerowi w myślach. Serio, to zbyt ryzykowne.

Kocham potterowskie analyzy w wykonaniu SNiMT! :D

coœ (03.12.2009, 21:15)
brak www
Genialne, jeszcze lepsze niż pierwsza częœć! ;]

Nie wiedziałam jak się zachowywać, co mówić. Wieczorem, zeszłam do salonu, gdzie zastałam mnóstwo elegancko ubranych ludzi, zachowujšcych się jakby mieli kij w... tylnej częœci ciała.
*przypomina sobie scenę z Azjš z „Pana Wołodyjowskiego”*

A ten fragment boski!