Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i gangsterka 4/4
HP i gangsterka 4/4 (29.10.2009, 21:37)
Ostatnia część opowieści o wampirzej gangsterce. Analiza (a przynajmniej moja - deszczowa część) może nie była jedną z najkwikaśniejszych, ale mamy nadzieję, że Drodzy Czytelnicy docenią choć wysiłek, jaki włożyłyśmy w przebrnięcie przez coś tak nudnego i irytującego.


Poszłam ludzkim do dormitorium.
E?

Zaczęłam grzebać w kufrze poszukując kaski. Wtedy poczułam czyjąś obecność. To był wampir. Podszedł do mnie od tyłu i głaskał mnie po włosach.
Boski Edzio?
OOOOOCH! *mdleje*

Odwróciłam się i trzasnęłam go wampirzą siłą w twarz. Dostał z plaskacza^^. Tego się nie spodziewał. Odleciał do tyłu i walnął plecami w drzwi.
A gdzie JEGO wampirza siła?
This attack is super effective!

Wpadł do Salonu, a ja pobiegłam za nim. Użyłam ludzkiego biegu.
Eveline ma także wewnętrzne sprzęgło. Ale jest bez hamulców.
I, co najgorsze, działa także bez paliwa.

Wszyscy patrzyli się na mnie. Oprócz wampira, którego zaatakowałam były jeszcze dwa. Faceci.
-Nie znam jeszcze twojego imienia –warknęłam do ofiary.
-Edmund –powiedział głaszcząc swoje jasne kudły.
Nie Edward, co prawda, ale ujdzie w tłoku...
Trzy likterki się zgadzają.

-A twoi koledzy? –wyszczerzyłam kły nie zwracając uwagi na wytrzeszczone oczy dzieci.
-Marek i Barry –odpowiedział- Może wyjdziemy na zewnątrz? –zerknął na dzieci.
Skinęłam głową, a dzieci się załamały^^.
Ale zaraz się ożywiły i pobiegły do dormitoriów, aby napisać listy do rodziców: „Drodzy Mamo i Tato! Dzisiaj mieliśmy w szkole inscenizację Adamsów...”.
Ten Barry taki mało mroczny jest.

-Czemu zawdzięczam waszą wizytę? –spytałam.
-Przyłącz się do nas. Wampiry podróżują parami lub większą grupą –zaproponował Barry.
I grają w baseball.

-Nie!
Oni wzruszyli ramionami i odbiegli. Na moich kolanach pojawiła się karteczka o treści:
Pożałujesz!
*oferuje pomoc w sprawieniu, by Eveline pożałowała*
Ja też. Choć nie umiem grać w baseball.

Korytarze świeciły pustkami. Szłam rozmyślając. Stanęłam przy ścianie i oparłam się plecami. Osunęłam się. Kucałam. Nade mną ktoś stanął. Poznałam po zapachu Malfoya.
Porywająca akcja.

-Co chcesz? –spytałam zamyślona. Prócz krwi poczułam perfumy. Miał taką słodką krewkę.
Chyba krewetkę. Arystokraci dostawali na śniadanie kawior, a na obiad homary.
Słodycz krwi przebiła słodycz perfum.

W sumie to on jest nawet przystojny! O Boże! O czym ja myślę? Wstałam i wpatrywałam się w niego bez słowa. I wtedy on mnie… POCAŁOWAŁ!
Uprzadzając pytania: tak, to wciąż jest ten sam blog i nie, to nie jest „Hermi&Draco”.

Oparłam się jeszcze bardziej o ścianę i oddałam pocałunek. Nie wiem czemu. Może dlatego, że pragnęłam jego krwi.
Przegryzła mu język.
Siorbu-siorb.

Miał słodkie i miękkie wargi. Po chwili odsunęłam go , choć trzymał mnie mocno (ale ja jestem wampirem. Mwahaha! *szatański śmiech*).
Czasem wampirze siły niepotrzebnie opóźniają akcję...

Dyszał ciężko i wpatrywał się we mnie zadowolony.
Eee... To na pewno był tylko pocałunek?
Może Eveline ma turbodoładowanie także w sprawach… uczuciowych?

Nie wspominałam jeszcze w co byłam ubrana.
*plask głową o biurko*
No nie…

Miałam czarną bluzkę na grubych ramiączkach z prostokątnym dekoltem, czarne, krótkie spodenki i czarne sandałki na czternastocentymetrowym obcasie (mój największy!).
Kobiety, w odróżnieniu od mężczyzn, rywalizują, która ma większy... obcas.

Pobiegłam wampirzym tempem w stronę lasu. I wtedy TO się stało. Moja ręka w słońcu zaczęła się świecić jak milion diamencików*.
Obsypała się brokatem?
Miss! Ja się nie godziłam na analizowanie Tłajlajtu!

Pisnęłam przerażona, a zarazem zachwycona. Koło mnie pojawił się Barry. Dał mi jakąś maść w pudełeczku.
-Wystarczy nasmarowanie twarzy tą maścią i możesz decydować czy chcesz, żebyś się świeciła czy nie –szepnął i pobiegł.
Mugole też takie mają! Kupują je zazwyczaj małe dziewczynki...
Ha! Innowacja! Edzio-cienias nic o tym wynalazku nie słyszał.

Posmarowałam sobie nią w twarz. Od razu wsiąkła. Weszłam w słońce. Miałam normalną skórę (o ile wampir może mieć taką). Koło mnie znów pojawił się kumpel Edmunda.
– Zaklęcie odczarowujące to Fox –wyjaśnił- Za rok musisz znowu z niej skorzystać. Tak kiedyś rozpoznawało się wampirów, więc uważaj!
Nowa, nieznana dotąd moc wampirów: mają brokat w skórze.
Od niedawna bardzo znana i powszechnie przyjęta.

Kiwnęłam głową. Ciekawe dlaczego Fox…
Bo takie na przykład „Scully” byłoby za trudne do napisania.
Bo aŁtorka korzysta z Firefoxa?

Dałam się ponieść zmysłom. 30 metrów na dziesiątej poczułam zapach zająca. Rzuciłam się w tamtą stronę. Po sekundzie z kącika ust leciała mi krew zwierzątka. Niedaleko było stado jelonków. Zabiłam trzy, poprawiłam wygląd i podreptałam w stronę Hogsmeade.
Wampiry obserwowały ją zza krzaka.
- Wiecie co? – spytał Nie-Aż-Tak-Boski Edzio. – Zostawmy ją lepiej. Jest zbyt żarłoczna.


-Pociągnęła mnie w stronę Trzech Mioteł. Znalazłyśmy stolik z boku i nachyliłyśmy się do siebie. Nie zwracałam uwagi na zapachy.
-Całowałam się z Malfoyem –mruknęłam.
-Z kim się całowałaś? –spytał tak znany mi głos nade mną. SYRIUSZ!
Ale nie przyłapał ich w trakcie całowania, więc nie wiem, czy to się liczy jako spełnienie standardów.

-Z nikim –powiedziałam do niego. Na jego twarzy była zazdrość. Skarciłam się w myślach. Chyba mam zwidy (o ile to możliwe w moim przypadku xD).
”Możliwe” uwzględnia zbyt niskie prawdopodobieństwo. Właściwe słowo to „pewne”.

Potem zrobiliśmy jeszcze parę rundek po sklepach i wróciliśmy do zamku na kolację. Siedzieliśmy sobie spokojnie, a po dwóch minutach do WS wpadłam Pani Pince.
Gdzieś w początkach tej analizy wspominałam o dożywotnim zatrudnieniu. To kolejny przykład.

Uczniowie zaczęli się śmiać na widok kobiety. Bowiem trzydziestolatka była cała mokra, jej włosy stały na wszystkie strony, a do tego były w różnych odcieniach różu. Najbardziej chyba rozśmieszyło uczniów, że sroga bibliotekarka, która postarzała się dziwnymi strojami miała na sobie białą koszulę nocną z koronką, a pod spodem widać było wściekle czerwone stringi i górę do kompletu. Osobiście nie chcę wiedzieć co ona robiła tej nocy^^.
Cóż, bibliotekarki miewają zazwyczaj bardzo bogate życiorysy.

Zaraz po niej wpadł Filch w bokserkach (niektórzy się skrzywili xD) i koszulce. Również był mokry i posiadał błękitnego . Był powiększony,irokeza z dziwnymi białymi kulkami.
Ach, te chochliki drukarskie, samowolnie zmieniające kolejność wyrazów...
o_0

To chyba łupież nawet zwykli ludzie mogli go zobaczyć. Ja bym widziała nawet zmniejszony.
To jedna z mniej pozytywnych stron bycia wampirem.
Czarodzieje potrafią wszystko, a zwykły szampon przeciwłupieżowy jest poza ich zasięgiem.

Pince i Filch zauważyli w co byli ubrani i spłonęli rumieńcami. No cóż… nie co dzień widzi się bibliotekarki i woźnego w… DZIWNEJ SYTUACJI.
Dzięki blogaskom odkrywamy nieznane nam dotąd szczegóły z życia Filcha...

-Zawsze wiedziałam, że coś jest między nimi –mruknęła Mel chichocząc. Odwróciłam się.
-Długo tu jesteś? –spytałam. Ona kiwnęła głową.
A gdzie wampirze eXtrazmysły?
Włączyła ludzki bieg.

Rzuciłam się na moje łóżko, które się… ROZPADŁO!
Mówiłam, że jest zbyt żarłoczna!
Wampirze korniki działają!

Dziewczyny krzyknęły, a ja z Lio się wygrzebałyśmy się z ruin mojego kochanego łóżeczka. Huk był tak wielki, że wlecieli do nas Huncwoci.
Za tamtych czasów chłopcy mogli odwiedzać dziewczęce dormitoria. Albus chętnie przyklasnął temu pomysłowi.
Aż zastanawiające jest to, czemu później tę niedogodność wprowadził.

Wpadło tutaj jeszcze parę osób m.in. Słodka Idiotka Mary (chyba każdy ją pamięta^^), Rose z koleżanką oraz Matt z kolegami.
Co tam Mary, skoro tyle zabawy mamy z naszą Mary Sue...

Z kolegów mojego brata poznałam Amosa Diggory, Franka Longbottoma, Marca Brown i Artura Weasley. HunCIOTY mi o nich opowiadały.
A więc Cudny Syriusz jest gejem? To czemu Eveline tak na niego leci?

Wstałam wampirzym tempem. Wszyscy wbili we mnie wzrok.
-Słyszałaś co mówią pierwsze i drugie klasy? –spytał się mnie Matthew.
-Co? –spytałam z nutką niepokoju.
-Że jesteś wampirem –odpowiedział brat nie spuszczając ze mnie wzroku.
Are you scared?
Jak diabli

Lioness wybuchła sztucznym śmiechem. Ja też. No co? Trzeba było udawać.
-A jak wytłumaczysz, że złamałaś łóżko? –spytał Frank.
- Sporo zjadłam ostatnio... – Eveline wstydliwie spuściła głowę.
”Żarłam nawet drewno”.

-Więc co się stało? –spytałam Mel.
-To okropne –mruknęła zrozpaczona Isa- Mój tata dostał świetną pracę w Polsce –wystękała.
To więcej niż okropne!
To więcej niż okropne. To wręcz niewyobrażalne!

-I opuszcza ciebie i mamę? –spytała Lio zatroskana.
-Nie! –zaprzeczyła gorąco Mel. Zwróciłyśmy oczy na nią- Jej matka też się wyprowadza.
-Przecież i tak większość czasu spędzasz w Hogwarcie –zauważyłam.
-No tak, ale oni chcą, żebym ja z nimi… –wydusiła szlochając Isa. Lio objęła ją ramieniem.
-się wyprowadziła –dokończyłam.
Do Polski?! Straszne... Ale dziwne, że nie wyjeżdża do Niemiec.
Skuma się z bandą Kupichy i na jedno wyjdzie.

-Przyłapałam mojego ojca jak był na kolacji z kochanką –wyjaśniła Isa z nutką histerii w głosie- rodzice zaczęli się kłócić. On uderzył mamę w twarz, a ona walnęła go klątwą. Podobno przez jego wygląd kochanka go rzuciła. I on wtedy… wyznał to mamie. A na końcu nawrzeszczał, że zmarnowała mu życie, bo był z taką piękną kobietą. Do tego stracił posadę w Polsce.
-To znaczy, że nie wyjeżdżasz? –spytałam z nutką wesołości.
-Mama złożyła pozew o rozwód i chce się ze mną wyprowadzić –wyjaśniła cicho.
*przepisuje na kartkę i wysyła do „Mody na Sukces”, oferując swe usługi jako scenarzystki*
To jedzie w końcu, czy nie?

-To będziemy się spotykać! –krzyknęła Lioness.
-Nie –wtrąciła się Mel- Wyprowadzają się do… CHIN!
No, to przynajmniej nie do Polski *oddycha z ulgą*
Tam na pewno spotkają TH.

Narzuciłam szaty i uśmiechnęłam się delikatnie w stronę odbicia. Byłam piękna.
Czy samouwielbienie dostaje się razem z wampiryzmem, czy to wrodzona cecha Eveline?

Wtedy poczułam. Krew. Nie panowałam nad sobą. Rzuciłam się w stronę łazienki i wywarzyłam drzwi.
W kociołku.
Rzuciła się na kosz ze zużytymi podpaskami.

Isabelle siedziała na ziemi i cięła się. Rzuciłam się na nią i przybliżyłam zęby do jej ręki.
Nikt tu nie ma prawa być emo poza Eveline!

Poczułam jak zaklęcie mnie odrzuca do tyłu. Dziwne. Trzeba być naprawdę potężnym, żeby przewrócić wampira. W drzwiach stał Dyrektor.
Myślicie, że pytanie, co Albus robi w dormitorium dziewcząt, będzie na miejscu?
Tylko Ojciec Dyrektor ma taki power.

-Melisso i Lioness! Weźcie waszą koleżankę do SS –krzyknął.
Esesmani już czekają.

Wybiegły z pokoju. Ja usiadłam. Poczułam suchość w oczach – wampirze łzy.
Pewnie brylanty.
Oksymoron.

-N-nie chciałam –wyjąkałam. Drugi raz w swoim życiu poczułam prawdziwe uczucie – strach. Jestem beznadziejna.
Fakt.

-Do mojego gabinetu, panno Potter –powiedział uśmiechając się spokojnie. I czego się szczerzy? Poszłam za nim. On nadal chwalił się uzębieniem za to ja byłam zaniepokojona. Nie chodzi mi tu o stan psychiczny Dyrektora.
A powinno.
Ja już wiem, co go tak cieszy. Wg Meyer potomkowie wampirów rodzą się już w trzecim miesiącu. Wniosek – troje dzieci poczętych zamiast jednego w tym samym okresie czasu.

Tylko o to, że może mnie wyrzucić. Co prawda Isy i Remusa mimo pewnego problemu przyjął, ale ta dwójka była groźna tylko raz na miesiąc, a ja ciągle.
Owszem.

-Masz niezwykłą samokontrolę –powiedział Dumbledore- Niektóre wampiry muszą ćwiczyć latami, żeby przebywać z ludźmi, a ty od razu po przemianie. Niestety nie zapanowałaś nad sobą przy takim zapachu.
Bo nawet w chwili załamania Mary Sue musi być lepsza niż inni.

Co prawda masz jakieś skłonności po ojcu do wpadania w kłopoty. Co innego James on jest niczym magnes do przyciągania kłopotów.
James przyciąga kłopoty, a kłopoty przyciągają Eveline. Nadążacie?
*kiwa zawzięcie głową*

-Dziękuje –uśmiechnęłam się promiennie- Jaka kara?
-Za wychodzenie w nocy do Zakazanego Lasu? –powiedział rozbawiony Albus- A może przez zazdrość, że będziesz wyglądała młodo i żyła wiecznie?
I wiecznie będzie w – jak to określić? – wieku produkcyjnym.

-Będziemy się spotykać i nauczysz się kontrolować. Możesz czekać na informację o pierwszej lekcji. Przydzielę ci opiekunkę i nauczycielkę. Znam pewnego wampira. Zamieszka w Hogwarcie. Możesz się spodziewać naszego gościa już niedługo.
To może od razu zaprosimy gromadkę Edwarda?
O nie!

-Panie Dyrektorze? –spytałam drżącym głosem. Spojrzał na mnie przenikliwie.
-Tak, panno Potter?
-Nie będę mogła odwiedzić Lio –powiedziałam ze smutkiem.
-Dopóki lekcje samokontroli się nie zaczęły możesz odwiedzić pannę Thester, ale zachować odległość pięciu metrów i nie oddychać.
Aż padniesz z braku tlenu.
Ależ, to dla niej żadna przeszkoda.

Zapewne jej krew nie smakuje tak pysznie jak pewnego ucznia –powiedział z rozbawieniem, a mi się zrobiło gorąco po wampirzemu.
Albus ma pełną kontrolę nad związkami w Hogwarcie. A czym się różni wampirze gorąco od normalnego?
Pewnie jest to sławetne ciepóło z dawnej analizy.

Stanęłam w kącie i wstrzymałam oddech. Moja przyjaciółka leżała na łóżku i wpatrywała się we mnie niebieskimi oczami. Przy jej łóżku siedziały Mel i Lio.
-Cześć dziewczyny. Jak się czujesz? –zadałam podstawowe pytanie Isabelle.
-Ok. –wychrypiała.
- Poza tym, że przed chwilą o mało nie wyssałaś mojej krwi, to całkiem nieźle.

Razem z Mel przypatrywały się mi podejrzliwie.
-Co to miało być? –spytała Melissa mrużąc oczy. Wpadłam na –jak zwykle- genialny pomysł.
-O co ci chodzi? –spytałam udając zdziwienie.
-Ja też widziałam –powiedziała zmęczona Isabelle, a potem zwróciła się do Lioness- Ty na pewno też!
-Nie wiem o co wam chodzi –skłamała moja przyjaciółka. Była świetną aktorką.
-Iso w twoim stanie mogło ci się coś przywidzieć –powiedziałam łagodnie, a potem zwróciłam się do Melissy- Byłaś chyba w szoku!
Zbiorowe przywidzenie.
Przypominam, że przez cały ten czas Eveline nie oddycha.

-Co z tym wyjazdem? –spytałam niecierpliwie.
-Matka jeszcze bardziej się uparła –wyjaśniła przygnębiona Isa- Uznała, że dobrze mi zmiana zrobi –dodała z goryczą.
Tak jak odsepraowanie jej od Eveline.

Oczywiście w dzień jej wyjazdy nie obyło się bez łzawego pożegnania. Co prawda ja poczułam tylko suchość w oczach.
A brylanty zapychały kanaliki łzowe.

Gdy wychodziłam z Sali Transmutacji złapał mnie jakiś pierwszoroczniak.
-Tak? –spytałam melodyjnym głosem, a on się na mnie gapił i wzdychał. Potrząsnęłam nim delikatnie. On otrząsnął się i spojrzał na mnie z burakiem na twarzy.
Co to, jedenastoletni Werter?
Jeszcze jego tutaj brakowało.

Zdjęłam jego ramię i złapałam Lio.
-Chodźmy –mruknęłam. Szłyśmy ludzkim tempem, a ona cały czas się śmiała. Wywracałam co chwilę oczami.
-On się w tobie zakochał –powiedziała chichocząc.
-E tam! –machnęłam ręką.
-Słyszałam, że dzisiaj chłopcy robią listę na najlepsze laski w szkole –powiedziała zarumieniona, a potem spuściła głowę- Będę ostatnia, a załatwi to mój brat!
Oj, tam. Przecież każdy chciałby się umówić z wilkołakiem.
Ja bardzo chętnie. Pomógłby mi napisać pracę magisterską z ekologii zbiorowisk leśnych.

-Nie wygłupiaj się. Co cię obchodzi jakaś lista?
-Chłopcy zaczną zarywać do 1 miejsca. Jak któryś wyrwie laskę to idą do kolejnego miejsca –wyjaśniła.
Wyobraźcie to sobie: setka chłopaków biegnie przez szkołę, rzucając się na kolejne dziewczyny i wrzeszcząc: „Jest moja!” i „Nie, bo moja!”

Doszłyśmy do chimery stojącej przed gabinetem Dyrka. Rzuciłam hasło „Cytrynowe Dropsy” i weszłam, a Lioness pomknęła za mną.
Dumbel jest taki przewidywalny...

-Eveline, mam dla ciebie zadanie –zaczął Albus- Chciałbym, żebyś pomogła w turnieju…
-To znaczy? –spytałam podejrzliwie.
-Obawiam się ataku ze strony Lorda Voldemorta –wyjaśnił krótko, a Lio zakryła sobie usta przerażona.
-I co ja mam robić?
-Gdy będą zadania dostaniesz patrol. Możesz robić to z Panną Lioness –powiedział krótko.
Nie dodał, że ma problemy z pieniędzmi i wynajęcie profesjonalnej ochrony poważnie nadszarpnęłoby budżet szkoły...
Z poprzednich części wyłonił się pewien obraz „elity” aurorów. Nic dziwnego, że dyrektor nie chce marnować na nich funduszy.

-Jak będzie chciała, ale proszę cię uważaj na nie –powiedział cicho- Chyba wiesz dlaczego cię wybrałem –puścił do mnie oczko.
Zakrywając rękawem kartkę z informacją o zadłużeniu Hogwartu.

-Czy to już wszystko? –spytałam cicho.
-Tak –odparł Albus i spojrzał się w moje czarne oczy.
-Wiem, muszę iść na polowanie –powiedziałam
Żeby zmienić kolor oczu?

-Pokój Wspólny –szepnęłam do Lio i wyszłam wampirzym tempem. Korytarze świeciły pustkami, więc pobiegłam wampirzym tempem do Zakazanego Lasu. Nie było słońca. Skosztowałam trzy zające i 2 jelenie. Pobiegałam sobie jeszcze trochę i wyszłam na Błonia.
Wampirzym tempem.
A nadgryzione zwierzątka poszły swoją drogą.

Zerknęłam na księżyc, za 4 dni pełnia. Co prawda ostatnio Lioness poszła sama, ale w tą pełnię idę z nią. Jestem wampirem i nic nie może mi się stać do cholery!
*przygotowuje zestaw osinowych kołków*
Jakby na wilkołacze kły nałożyć drewno to kto wie…

-Czekamy na ciebie –powiedziała tym swoim słodkim głosem Lioness- Dziewczyny już mają listę! –syknęła.
-Na którym jesteś miejscu? –spytałam obojętnie.
Na pierwszym jest niewątpliwie Eveline. Każdy marzył o dziewczynie w typie „siostra Draculi”.

Westchnęłam. Co ze mnie za idiotka, żeby zgodzić się na prośbę Dropsa? Mam –delikatnie mówiąc- przesrane. Jeśli coś się stanie będzie to moja wina.
Czyli genialny plan Dumbledore’a, żeby wyrzucić Eveline ze szkoły.

Święte Ognisko zapaliło się i pokazały się imiona i nazwiska reprezentantów.
A czarownice z Salem rozdawały ulotki.
Wiecie co. Ja naprawdę czekam na moment, w którym rozlegnie się donośne „NOBODY EXPECTS THE SPANISH INQUISITION!”

-Przedstawiciele Durmstrangu to… Emmett Wurm oraz Peter Krum!
Jeżu Kolczasty, wiedziałam, że w opowiadaniach w czasie Huncwotów muszą być rodzice wszystkich znajomych Harry’ego, ale są chyba jakieś granice!

- Salem wystawia Kelly McGrive oraz Mayę Gib! –znowu oklaski.- A teraz Beauxbatons! Marietta Flux oraz Florence Maxime!
Chwileczkę. W to, że to matka Olimpii, nie uwierzę!
Siostra? Kuzynka? Uzurpatorka?

Zamarłam. Moje eks kumpele są wybrane.
No jasne.

-A teraz Hogwart! Syriusz Black oraz… Dorcas Meadows –powiedział i uśmiechnął się. Wiedziałam, że Dorcas poluje na Syriusza, ale ja nie mogę pod żadnym pozorem dopuścić, żeby osiągnęła swój cel.
Bo krew Syriusza tak ładnie pachnie...
Sami predatorzy w tej szkole.

-Nie dam rady –wyszeptałam.
-Miłość jest pełna cierpienia, ale to czyni ją piękną –powiedział cicho Dumbledore i uśmiechnął się smutno.
-E…?
Albus, a ty tylko o jednym...
On zawsze ma takie wstawki że mózg siada.

-Panie dyrektorze… ja nie mogę ICH bronić! –krzyknęłam z rozpaczą- Nienawidzę ich!
-Nienawiść to mocne słowo –zauważył Drops.
-Prędzej czy później Florence oraz Mariette go poderwą, żeby się na mnie zemścić. –wyjaśniłam.
Kogo? Syriusza, Malfoya, Emmetta czy wszystkich trzech?

-Może je… przeproś? –zaproponował niepewnie Dumbledore.
-Słucham? –spytałam z niedowierzaniem- Po moim trupie! Te zołzy zwinęły mi faceta!
W wieku lat trzynastu. A teraz Eveline ma ze trzech innych.
Ale one próbowały być lepsze od Mary Sue! To niewybaczalne!

-A co z Dorcas? –spytał lustrując mnie wzrokiem- Sama wiesz kto ma być jej najnowszą „ofiarą”.
To Albus wydaje „Świat seriali”.

-Jak pan dobrze zna uczniów –powiedziałam chichocząc.
Big Brother był tak wzorowany na programie Big Head Master.
:P

-Levicorpus! –wyjęłam błyskawicznie różdżkę i walnęłam zaklęciem w Severusa.
I na co mu było wynajdywać to zaklęcie?
Kto mieczem wojuje.

Był tutaj jeszcze jeden… Syriusz Black…
-Accio! –krzyknęłam i wycelowałam w stronę zbroi, a raczej czymś blisko niej.
”Accio Syriusz!”. Sprytne.

Syriusz podleciał w moją stronę, a ja odsunęłam się i walnął w Severusa. Zderzyli się i spadli na ziemię z głuchym łoskotem.
-Coraz lepiej ci idzie –zacmokał Dumbledore.
- Może następnym razem Syriusz poleci na ciebie... – dodał.

-Wiem –uśmiechnęłam się. Ach, ta skromność *.*…
Skromność? To takie słowo istnieje? I Eveline je zna?
Przypuszczam, że wątpię.

przybiłam piątkę z Dumbledorem, ale on prawie odleciał. Na szczęście zdążyłam go złapać za rękę.
*brecht*
Eveline jest widocznie spokrewniona z Obelixem. Choć nie. Nie obrażajmy tego poczciwego Gala.

-O co ci chodzi? –żachnął się Syriusz.
-Chcę was ostrzec! Jeśli ktoś się dowie o tej rozmowie to pobawimy się w taką zabawę! Ja będę nazywała się oprawca, a wy ofiary. Może lepiej konsument, a wy jedzenie –powiedziałam rozbawiona.
Albo: „ja King Kong, wy Nowy Jork”.
Ja pleśń, wy studencka kuchnia.

-Spoko, mała –rzucił Syriusz. Zdjęłam go powoli.
-NIE NAZYWAJ MNIE MAŁĄ! –wrzasnęłam.
-A co ja z tego będę miał? –spytał Snape.
-Życie –mruknęłam poprawiając fryzurę.
Biedny Severus...
Ten zawsze będzie sikał pod wiatr.

Przez tłum przepchała się Lioness.
-Mamy listę! –krzyknęła z tryumfem w oczach.
-Bosko –mruknęłam bez entuzjazmu- które masz miejsce?
-CZWARTE! –wrzasnęła mi w ucho.
Co oznacza, że wkrótce zmiażdży ją parędziesięciu facetów, którym nie uda się poderwać laski numer trzy.

-Słyszę –powiedziałam z rozbawieniem- A Mel?
-Trzynaste –mruknęła Melissa.
-To dobrze? –spytałam.
-No, chyba –wymruczała, a potem się rozpłakała- Parę dziewczyn ma ode mnie ładniejszą dupę –wyszeptała.
Tragedia.
Idź się potnij wzorem koleżanki.

-Jesteś na pierwszym –powiedziała rozpromieniona Lio. Tak, to naprawdę duże zaskoczenie. W mojej sytuacji to było do przewidzenia.
Właśnie.

Z powodu… e… małego, krwistego problemiku nie zdziwiło mnie to.
W czasach Jamesa szczytem piękności były dziewczyny nadużywające pudru.
Moda na rokoko nie minęła.

-Kto na drugim? –spytałam.
-Dorcas Meadows, a na trzecim jakaś Krukonka Klara –trajkotała Lioness.
-Ja jestem na sześćdziesiątym pierwszym –powiedziała dumna z siebie moja siostra.
-Och, Rose, cudownie –wymruczałam.
-No! Jestem najlepsza od pierwszej do czwartej klasy –dodała- Aż do czwartej!
-Jestem z ciebie dumna! –uściskałam ją.
*zasypia*
A kto jest na ostatnim miejscu?

Dziura pod portretem otworzyła się i wszedł stojący tyłem Emmett Wurm z kumplem.
Patrzcie, umie chodzić, stojąc!
Ale on ma umiejętność.

Mówił do niego coś gestykulując.
-A jak ona tu jest? –spytał z obawą kumpel.
-Nie ma tutaj Eveline! No coś ty! Po tym balu mam pewien pomysł jak ją ściągnąć do naszego pokoju, więc… -odwrócił się i zamarł widząc mnie.
A co będzie, jak ją ściągniesz? *na wszelki wypadek przygotowuje czerwony kwadracik*

Czy on naprawdę jest taki głupi czy tylko udaje?
Nie, aŁtorka go dorwała.

-Ach tak? –syknęłam- No to zapomnij, bo nie idę z tobą na bal! –warknęłam.
*dramatycznie przygrywa na akordeonie*
Dramat! Teraz on się potnie.

Wyszłam z Salonu Gryfonów trzaskając portretem na co Gruba Dama zareagowała przekleństwami.
A od początku Hogwartu wielu słów musiała się nauczyć.

-Cześć! Szukałam cię! Jestem Dana Voller –powiedziała z uśmiechem- Byłam przy tej kłótni. Idziemy na imprezkę do Ślizgonów? Wyobraź sobie, że on też mnie tam zaprosił! Palant –gadała bez ładu i bez składu. Dziewczyna była dość miła.
A przynajmniej nie wyrażała się z większą inteligencją niż Eveline.
Czyli nadaje się na kumpelę.

-Ok. Może być –wymamrotałam i ruszyłyśmy w stronę Lochów. Imprezka u Wężowatych? Kusząca propozycja.
Jak każda impreza w Hogwarcie.

-Mam strasznie słabą głowę –mruknęła dziewczyna- Gdybym robiła coś głupiego… oczywiście, nie chcę ci robić kłopotu…
-Spoko, ja się nie upiję –powiedziałam rozbawiona.
Ona na trzeźwo robi gorsze rzeczy...

Zauważyłam, że jestem w szacie szkolnej. Machnęłam różdżką i miałam bordową sukienkę wiązaną na szyi. Do tego dziesięciocentymetrowe koturny.
Opis stroju niezbędny. Ale po co wobec tego kupować „mugolskie” ciuchy?
Dla samego faktu wydawania pieniędzy.

-Jeszcze, jeszcze! Dawaj ognistą! Ostro! –krzyczał nachlany Malfoy.
No, nareszcie typowo hogwardzka atmosfera.

Jego dziewczyna (Narcyza) tymczasem robiła striptiz (niedosłownie) koło również zajmującego się tym zajęciem Regulusa.
Jak wygląda niedosłowny striptiz?
Też się nad tym zastanawiam.

Roześmiałam się i zerknęłam na Danę. Całowała się z jakimś chłopakiem. Bella próbowała zdjąć ze stołu siostrę i kuzyna. W całym towarzystwie tylko ona i ja nie byłyśmy upite.
Bella to porządna dziewczyna.
Kto by pomyślał.

-Szła dzieweczka do łóżeczka! Dum-dum, dum-dum, dum, aha, aha –śpiewał Malfoy siedząc na parapecie chlając –teraz już- mugolską wódkę
Mugolska wódka, mugolska (i polska!) piosenka... Żadna impreza nie mogłaby się odbyć w warunkach wyłącznie czarodziejskich.
Jeżu, czym takim może się różnić mugolska wódka od czarodziejskiej? Etykietką?

- A w łóżeczku Severusek! –wył w stronę Snape’a, który również nie pił co dopiero teraz zauważyłam.
Snape woli swoje herbatki.
*parsk* Topos herbatki Snape’a wiecznie żywy.

Siedział niedaleko Dany, więc się przysiadłam.
-Co robisz? –spytałam obojętnie.
-Słucham śpiewu słowika –powiedział z ironią i wskazał na Malfoya. Zaśmiałam się drwiąco. I wtedy… Nadal w to nie mogę uwierzyć… Pocałowałam go.
SEVERUSA?!

On oddał. Poszliśmy w kąt i TYLKO się całowaliśmy. W każdym razie całował całkiem, całkiem :D Jego ciało splecione było z moim w uścisku. Oddawałam pocałunki mimo woli.
*pada*
Desperat z tego Severusa.

Gdy odsunął się ode mnie ja złapałam Dianę i wyciągnęłam z imprezy.
-Tam, tam ram-tam –mruczała, gdy zaprowadzałam ją w stronę wieży Gryfonów (nie znałam hasła u Krukonów. Wzięłam ją na barana i pobiegłam wampirzym tempem. Była nieźle uchlana.
Jak na uczennicę Hogwartu przystalo.
Kolejna scena żywcem wyciągnięta z Tłajlajtu. Czekam na baseball.

Myślałam o Nim. Tak, nie może być. Może mi się podobało, ale to nie to samo co z Syriuszem. To chwilowe zauroczenie i dobrze o tym wiem.
Severus zamiast Syriusza. Ciekawe...

Obudziłam niezadowoloną Grubą Damę i powiedziałam hasło „Odwaga”.
-Zmieniłam hasło –mruknęła.
Nowe to ”Precz z Mary Sue”!

Syriusz popatrzył się na Danę.
-A z tą co jest? –spytał.
-Uchlała się na imprezce –wyjaśniłam znudzona- Jako jedyne byłyśmy z innego domu i obiecałam, że nie zrobi nic głupiego pod wpływem alkoholu.
A pilnowała jej, całując się z Severusem.

-Ja idę –mruknął Remus i poszedł na górę.
-Już czwarta –ziewnął James i udał się za Lunatykiem. A Syriusz usnął i położył głowę na moich kolanach.
Jak romantycznie...

Gładząc jego włosy zaczęłam rozmyślać. O ósmej wszyscy powychodzili i ruszyli na śniadanie i lekcje. Było parę wyjątków. Miedzy innymi Syriusz, ja, James, Lioness oraz Dana.
Albusowi nadspodziewanie szybko skończył się zapas eliksiru na kaca.

Dorcas mało nie pękła ze złości jak zobaczyła śpiącego Syriusza, który oparł głowę na moich kolanach. Wstał o dziesiątej. Drżał z zimna. Ups! Zapomniałam o temperaturze mojego ciała!
Musi kupić sobie grzałkę czy coś...
To już wiemy, do kogo się możemy zgłosić w razie awarii lodówki.

-Zaraz wrócę –wyjaśniłam i poleciałam do kuchni. Połaskotałam gruszkę i pojawiła się klamka. Otworzyłam drzwi i weszłam tam. Zaraz przyleciało do mnie paręnaście skrzatów.
-Ja poproszę wielki talerz tostów i cztery razy kakao! Do tego jakieś ciastka –krzyknęłam i dostałam jedzenie.
Nowa wersja tradycji Mary Sue – schodzenie po śniadanie.

Miała pewnie tak znanego wam wszystkim, pijaczyny, kac.
Albus musiał czekać na nową dostawę eliksiru.

Zeszłam za nimi.
No! To przynajmniej tyle.
Jakim tempem?

-Nie krzyczcie –jęknęła Dana.
-Było tyle nie pić –powiedziałam i ruszyłam do dormitorium. Miałam eliksir na kaca jeszcze jak byłam człowiekiem.
Ha! I już wiadomo, kto Dumblowi wykupił zapasy przed nosem.

-James? –spytałam.
-O co chodzi? –spytał przypatrując mi się badawczo.
-Kiedy treningi Qudditcha? –spytałam.
-NA BRODĘ MERLINA! –wrzasnął- Przez ten turniej zapomniałem.
AŁtorki na różne sposoby łamały kanon, ale to już jest gruba przesada.

-James –przerwał mu Syriusz- W tym roku nie będzie Qudditcha, bo to zadanie turniejowe –wyjaśnił.
Zero inwencji w wymyślaniu zadań...
James zapomniał, że nie musiał pamiętać o Quidditchu.

-Ja i Dorcas musimy skompletować drużynę –wyjaśnił cicho- Czyli, że będzie dodatkowy nabór na kapitana z turnieju.
-Nie rozumiem –wyjąkałam.
-Losowaliśmy kategorie –wyjaśnił spokojnie- Jest jedna kategoria, w której do reprezentantów dochodzi jeszcze jedna osoba.
Któż to będzie? Ja się nie domyślam ani trochę, a wy?

Wstałam z fotela. Spojrzeli na mnie pytająco.
-Ja muszę lecieć –mruknęłam i wyszłam. Ruszyłam w stronę Wierzby Bijącej.
-Wingardium Leviosa –mruknęłam i stuknęłam patykiem w Wierzbę. Znieruchomiała, a ja weszłam do niej. Potem biegiem do Hogsmeade. Niedaleko czekała na mnie już Sophie.
Skąd Eveline znała to przejście, skoro dopiero dla Remusa je zbudowali?
Bo ona wie wszystko?

-Nie zgubiłyście się? –spytał ktoś ironicznie za nami. Odwróciłyśmy się. Siergiej Mołotow oraz… jakiś facet.
Pewnie Ribbentrop.
Matura z historii?

Byli w szatach Meverii.
Co to? Ta Kraina Kucyponków?

No to po nas. Bo przecież niby czemu mieli nas złapać *ironia*. Jesteśmy tylko członkiniami gangu, a ja dodatkowo wymknęłam się ze szkoły. Jak mogłam ich nie poczuć! Grr!
Zjedli dużo czosnku, żeby zamaskować zapach.
Albo reprezentują bezkrwistą rasę zombi.

Od aŁtorki: Ile czytelnicy mają lat? Jak nie chcecie podawać to nie róbcie tego, ale chcę wiedzieć dokąd mam granicę :P Tylko proszę was, świntuchy, bez głupich skojarzeń :D
Skojarzenia? Skąd!
Analizatorzy słyną z braku skojarzeń.

Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Facet wyjął jakiś dziwny pistolet.
Pewnie mugolski.

Strzelił w moją stronę, a ja mimo szybkości wampira nie zdążyłam zrobić uniku. Myślałam, że to nawet nie przebije mojej skóry, ale się myliłam. Zostałam przygwożdżona do ściany. Wtedy popłynęła… krew! Ale ja jej nie mam przecież.
Może z żołądka ci wypłynęła?
Jak pijawce.

-Dorian, to córka Charlusa –zauważył.
-Wychował wampirzycę? –powiedział z niesmakiem.
-Najwyraźniej –wtrącił ktoś za nimi. Spojrzałam tam. Dorea stała i mierzyła ich groźnym spojrzeniem.
Powtórka z „twoja stara jest wszędzie”?

Spojrzała na niego z pogardą i złapała za rękę Sophie.
-Wezmę ją tylko do mojego namiotu –wzruszyła ramionami- Ty się lepiej zajmij Eve. Dumbledore był u mnie. Zna zaklęcie.
-Na pewno Albus? –spytał z drwiną Siergiej.
-Tom –odparła i teleportowała się razem z Sophie.
Ale że co?
To zawiłe jak przemowa Dumbledore’a w siódmej części.

Potem już tylko ciemność i… ogień.
Czarownice z Salem postanowiły powrócić do starych, dobrych czasów.
Potem był już upał i kostki lodu. Jak ja kocham te połączenia.

Rozprzestrzeniał się po moim ciele. Dochodził do każdego zakamarka mojego ciała. Krzyczałam, jęczałam, płakałam i błagałam. O śmierć. Ale nikt mi jej nie podarował.
W błyszczącym opakowaniu.

Kojący głos uspokajał mnie. W końcu ból minął, ale była tylko ciemność.
Czy ja umarłam?
Miałam nadzieję, że tak. Byłoby o niebo lepiej. Tamtej nocy też tak myślałam… I co się stało? Zamieniłam się w potwora…
*pod nosem* Jakby zmiana była ci potrzebna...

Poczułam, że mogę otworzyć oczy. Zrobiłam to. Rażąca biel. Byłam w Skrzydle Szpitalnym. Wstałam na drżących nogach. Jęknęłam z bólu.
No, to przekichane. Pewnie leżała w śpiączce sto lat.
W krainie elfów.

Nie było już tego węchu, wzroku i słuchu. Czułam się bezbronna i taka słaba. Spojrzałam w lustro. Brązowe włosy całe w strąkach i krwiste tęczówki. Nie byłam już taka blada. Byłam normalna.
Nie róbcie sobie nadziei, czytając to ostatnie zdanie.
Ja już nie wiem, co to nadzieja.

Siedział tam dyrektor, który uśmiechał się łagodnie. Wstał i wskazał mi krzesło. Usiadłam na nim.
-Eugeniusz wynalazł ten środek –wyjaśnił cicho- Jesteś człowiekiem. Taka jak wcześniej. Nie pijesz krwi, nie jesteś super silna i szybka. Ta sama Eveline co przed przemianą.
Odwampirzyli cię. Pozostają ci tylko supermoce Mary Sue.

-A tęczówki? –spytałam chrapliwym głosem. Nie było już tego ślicznego, melodyjnego. Był zwykły.
Postanowiła, że jak najszybciej odnajdzie Edzia, żeby ją znowu ugryzł.
To nie będzie trudne. Ostatnio zdaje mi się, że Jedyny Boski Edward jest wszędzie.

-Nie wiem jak to z nimi będzie –westchnął Dumbledore- Podczas przemiany wystąpił mały problem. Za mało jadu zostało wpuszczonego. Dzięki temu cię uratowaliśmy.
-Dziękuję –szepnęłam. Albus Dumbledore pokiwał tylko głową i wyszedł. Nie mogłam uwierzyć! Nie jestem wampirem! No to fajnie. Ostatnio byłam za łagodna. Hehe… Wraca Bad Eve!
Bo wampiry, jak wiadomo, są bardzo łagodne.
Przemiana w wampira służąca rozwojowi łagodności. Na to bym nie wpadła.

-A przy okazji –wtrącił się ojciec- Pół obozu to ruiny! Próbowaliśmy go złapać, ale przyleciał jakiś zielonowłosy chłopak i rzucił parę bomb.
Mugolskich?

-Niby tacy dobrzy, a z paroletnią dziewczynką i dwoma chłopakami nie umieją sobie poradzić –wtrąciłam, a ojciec zaczerwienił się i odszedł.
Było mu wstyd, że jego córka nie potrafi liczyć. Gdzie niby miał być ten drugi chłopak?

Podszedł do mnie Severus.
-Możemy porozmawiać? –wymamrotał, a uczniowie przypatrywali się nam podejrzliwie.
-Jasne –skinęłam głową.
Nie wiedzieć, czemu, w mojej głowie pojawiła się taka wizja dalszego ciągu:
Severus spuścił oczy i zarumienił się.
- Ja... jestem w ciąży – powiedział.

*brecht*

Weszliśmy do pustej klasy. Podszedł do mnie i zaczął namiętnie całować. Odsunęłam się od niego.
-Snape, opanuj się! –powiedziałam gniewnie.
-Wczoraj nie zwracałaś na to uwagi –zauważył złośliwie Severus.
-Na co? –spytałam mierząc go wzrokiem.
-Przespałaś się ze mną –odparł.
A jednak!

Otworzyłam szeroko oczy i parsknęłam śmiechem. Zataczając się i skręcając ze śmiechu wyszłam na korytarz. Uczniowie przyglądali mi się rozbawieni.
-Snape… Haha! Sądzi… Nie mogę!... –turlałam się już ze śmiechu, a po chwili uspokoiłam się i wstałam- Sądzi, że się z nim przespałam! Dobre! Hehe!
Korytarz zatrząsł się od śmiechu, a zmieszany Snape patrzył się na nich.
-Chyba ci się coś przyśniło! –krzyknął Krukon z trzeciego roku.
-Nie kłamię –wymruczał zaczerwieniony Snape i odszedł.
Severus miewa bardzo realistyczne marzenia senne...
I znowu pod wiatr. Naprawdę mi go żal.

Ale on ma pomysły! Myślał, że się upiłam, więc chciał mnie okłamać.
I wyciągnąć od niej alimenty.

Nagle ktoś mnie złapał od tyłu. Odwróciłam się ujrzałam rozzłoszczoną panią Pomfrey.
-Do mnie! –wrzasnęła, a ja poszłam za nią. Popchnęła mnie na łóżko i zaczęła faszerować prochami. Po dwóch godzinach wypuściła mnie.
A naćpana Eveline ledwie umiała chodzić.

Okręciłam się i ujrzałam moją młodszą siostrę. Pogłaskałam ją po głowie.
-Tak tęskniłam! –zawyła- Rodzice wszystko nam wyjaśnili! A ten lek mógł nie zadziałać i cię zabić!
Niestety, nadzieje rodziców się nie spełniły i lek zadziałał.
Okrucieństwo losu.

-Ja też się cieszę, że cię widzę –wybuchnęłam gromkim śmiechem.
-Możemy porozmawiać? –spytała zmartwiona i spuściła głowę.
Eveline zakłada poradnię psychologiczna.
Też jest w ciąży?

-Ale nikomu nie mówcie –wymamrotała Rose. Pokiwałyśmy głowami.
-Miałam nowego chłopaka. Nikt o nas nie wiedział. Piętnastoletni Gryfon–mruknęła- Już nie jesteśmy razem, bo on… chciał się ze mną przespać.
Czytelnicy okazali się za młodzi?

Lioness otworzyła szeroko oczy i zakryła dłonią usta.
-Przecież masz trzynaście lat –zauważyłam rozsądnie.
-Mówiłam mu to –powiedziała cicho i oparła głowę o moje kolana.
-Który to? –spytała spokojnie Lio.
-Stan Cleevey –powiedziała krótko Rose i wstała.
Nazbyt intensywny wyznawca polityki prorodzinnej Dumbledore’a.
Tak to jest jak dzieci zbyt długo bawią się w rodzinkę.

Nagle rozległ się dziwny dźwięk od drzwi. Popatrzyłyśmy się. Usłyszałyśmy czyjeś głosy.
-Zabiję go! –wściekał się mój bliźniak.
-Spokojnie, Rogaczu –próbował uspokoić go Remus.
-Pomogę ci –podchwycił pomysł Syriusz.
-Ale jazda –wyszeptał podniecony Peter.
Hogwart – siedlisko rozpusty i przestępczości.

Wbiegłam do dormitorium koło pokoju Huncwotów. Naprzeciwko siebie stali Syriusz i James oraz Stan i jakaś półnaga laska.
Nie tracił czasu, jak widać.
Młodość krótką jest.

-No co? –wzruszył ramionami- Rose nie dała mi tego czego chciałem, więc musiałem się jakoś uspokoić.
Sposób na stres i napięcie.

Podeszłam do niego z nożem, który niewiadomo skąd się wziął i zadałam mu cios.
Ciekawe, czy istnieją też samomaterializujące się żyletki.

James i Stan zaczęli się bić, a uczniowie zaczęli obstawiać zakłady. Wtem do pokoju wpadła rozsierdzona McGonagall. Zaległa cisza.
-Potter, Cleevey, do mnie! –powiedziała spokojnie.
Mistrzyni opanowania.

Rozdział 13: Za młoda na TO...
Tak, chodzi o TO to.
A nie o to TAMTO?

Westchnęłam przeciągle i zaczęłam stukać nerwowo w stół. Godzinę ich nie było. Tik-tak. Tik-tak. Czas leci.
Niestety, ten ciąg myślowy urywa się w tym miejscu. A kto wie, do jakich genialnych wniosków doszłaby jeszcze aŁtorka.
Stukała głową w rytm zegara.

-PRZESTAŃ JUŻ! –krzyknął Syriusz, a ja posłałam mu lodowate spojrzenie. Był bardzo wściekły.
-Czemu? –spytałam wyzywająco.
-Jesteś żałosna! –warknął nagle- Podrywałaś Snape’a i Malfoya!
I Emmetta! Aha, i ciebie też, Syriuszu.

Zapięłam bluzę pod samą szyję i usiadłam nad jeziorem. Rozebrałam się do bielizny i wskoczyłam do lodowatej wody. Położyłam się na wodzie. Czy wspominałam, że miałam koronkowy gorset i majtki?
Patrz! Odczuwałam dziwny brak, który mnie wciąż niepokoił. Nareszcie wiem, o co chodziło.
Mnie intryguje po co ona zapinała szczelniej tę bluzkę tuż przed rozebraniem się.

Poczułam jak ktoś dotyka mnie w ramię.
-Co ty robisz? –spytał troskliwie. Remus Lupin. Zerknęłam na niego był cały zarumieniony. Ja również się zaczerwieniłam.
*gubi się w rachubach* Który to już?
Lupek, przynajmniej ty mi nie wbijaj sztyletu w serce.

Nagle zdarzyło się coś dziwnego. Osoby, które to czytają mogą sobie pomyśleć, że całuję się z każdym po kolei, ale tak nie jest. Lucjusz i Severus to z powodu krwi, a z Remusem to co innego.
Właśnie. Ona nie całuje się z każdym po kolei, skąd. Tylko sprawia takie wrażenie. Ale zaraz... Od kiedy Snape ma czystą krew?

Pocałował mnie czule w usta. Oddałam pocałunek i przylgnęłam do niego. Wplotłam rękę w jego włosy, a on zaczął masować mi plecy. Rozpięłam mu koszulę, a on zrzucił ze mnie gorset. Pogłaskał moje spore piersi i zaczął je całować. Chyba wiadomo co się wydarzyło…
Usiedli na brzegu i rozmawiali o historii filozofii całą noc?
Nieee… To już dla mnie za wiele…

Świtało, gdy leżałam do niego przytulona na polance w zakazanym lesie. Tak, dobrze przeczytaliście. Przenieśliśmy się, żeby nikt nas nie przyłapał. Nadal byłam naga i on również. Położyłam się na nim i pocałowałam go czule w usta. Po chwili on był na górze. Objęłam go nogami w pasie, a on ścisnął moją dużą pierś.
Pamela Anderson przy Eveline jest płaska jak deska.

-Robisz to z każdym? –spytał. Spojrzałam na niego oburzona.
Głupie pytanie...
Ha! Spróbuj zaprzeczyć, ty…

-To był mój pierwszy raz! –mruknęłam. Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Mój też –przytaknął- Co prawda jedna dziewczyna nasłana przez Jamesa i Syriusza próbowała mi wskoczyć do łóżka, ale jej się nie dałem…
Dzielnie stawił czoła zagrożeniu.

-Aha –wymamrotałam.
-Słyszałaś, że odwołali turniej? –zmienił temat- Nie mówiłem ci, że wszyscy wrócili do domów?
Spojrzałam na niego lekko zaskoczona. Rzeczywiście, nie widziałam ich wczoraj.
-Jakaś kłótnia dyrektorów –wyjaśnił krótko.
Pomysł z hotelem padł.
Dumbledore upił się na smutno. Mugolską wódką.

-Eveline, kocham cię –powiedział- Zostaniesz moją dziewczyną? –spytał. Uśmiechnęłam się ledwo widocznie. Jak się z nim kochałam nie czułam jeszcze czegoś takiego.
-Tak –mruknęłam, a on pocałował mnie w czoło.
Nie pamiętam, żeby dotąd z sobą choć rozmawiali sam na sam, ale widocznie nie o to chodzi.
*idzie puknąć Lupina w głowę gumowym kurczakiem*

-Chyba nas poniosło –wymamrotał. Uśmiechnęłam się lekko. Niech teraz mi powie, że jest wilkołakiem!
-Chcesz mi coś powiedzieć? –spytałam przyglądając mu się uważnie.
-Nie –mruknął zarumieniony.
A gdzie zwykły, rozważny Remus? Ja chcę go z powrotem!
PAC!

Wiem o tym, ale chcę, żeby mi to powiedział. Zobaczymy kiedy mi zaufa. Wróciliśmy do zamku. W drzwiach czekał na nas James.
Z nudelkulą w dłoni.

-Gdzie byliście? –spytał surowo. Spłonęłam rumieńcem i odwróciłam głowę. Potem spojrzał na moje niewyprasowane ubranie i kawałek rozdartej bluzki.
-Wy chyba nie…? –spytał przerażony.
- ... nie ćwiczyliście potajemnie do mistrzostw w biegu z przeszkodami? – dokończył.

-James –wyszeptałam- Spokojnie!
-REMUS, DO DORMITORIUM! –wrzasnął James
I będziesz się tłumaczył! I klęczał w kącie na grochu!
Dostanie kablem od żelazka!

- A ty Eve! Jak mogłaś! Z MOIM KUMPLEM?!
Jeszcze mogła z Malfoyem albo Snape’em, co by pewnie Jamesa bardziej ucieszyło.

-Skąd ci to przyszło do głowy? –wychrypiałam.
-W bluzie Remusa jest prezerwatywa.
O, a jednak Remus jest przewidujący.
Raczej sprzeczny z własnymi ideami, ale co tam.

Nagle w sypialni mojego brata rozległ się ryk wściekłości. Wpadłam tam jak burza, a widok rozwalił mnie totalnie. Zachłysnęłam się powietrzem i zakrztusiłam śliną. Moja trzynastoletnia siostra ubierała się, a Syriusz leżał zdenerwowany na podłodze zakładając spodnie…
Nazwanie tego domem publicznym byłoby obrazą dla wszystkich pań negocjowalnej cnoty.

Poczułam tak silne ukłucie zazdrości, że aż mnie wcięło.
Chociaż właśnie przespałaś się z Lupinem?

-Musimy poważnie porozmawiać –wykrztusił James- SIADAĆ! –ryknął. Usiedliśmy przestraszeni. Remus pogłaskał mnie po udzie co nie uszło uwagi Jamesa.
-Gdzie łapy?! –warknął- Każdy na innym łóżku!
Potulnie usiedliśmy jak sobie opiekuńczy brat wymyślił.
James, jako ostatni sprawiedliwy, stoi na straży moralności.
Też pewnie się podda. Prędzej czy później każdy ulega temu szaleństwu.

Rzuciłam się na łóżko mojego chłopaka i wtuliłam się w jego koszulę. Pięknie pachniała. Zamknęłam oczy.
-NIE SPAĆ! –ktoś wrzasnął mi nad głową. Usiadłam jak na grzeczną dziewczynkę przystało.
-Muszę się przyzwyczajać do tego łóżka. Może będę je często odwiedzać –powiedziałam złośliwie.
E tam, co się będziesz ograniczać do jednego?

-Moje też możesz –powiedział ochoczo Syriusz, a ja i Remus parsknęliśmy śmiechem.
O, widzisz?

Niekoniecznie rozbawiło to Jamesa, który syknął.
-Zaczynam od ciebie, Łapo –mruknął- Przespałeś się z moją trzynastoletnią siostrą? Ona jest za młoda! To jest seks z nieletnim!
Bo cała reszta jest pełnoletnia, jak wiadomo.
Zaraz się dowiemy, że pełnoletniość to stan umysłu.

-Ja też jestem nieletni –zauważył rozsądnie Syriusz, a w mojej głowie znów pojawił się obraz Rose zbierającej ubrania i leżącego na podłodze Syriusza zakładającego spodnie. Łzy pojawiły się w moich oczach. Odwróciłam się w stronę ściany.
Zaczęła ponownie rozważać propozycję Syriusza.

-Wiem… Sorry… Poniosło nas –powiedział niefrasobliwym tonem Syriusz- Nikt się nie dowie… Taka zabawa…
Chyba że za dziewięć miesięcy.

-Muszę się czymś pochwalić przed koleżankami –obruszyła się Rose.
A jak koleżanki zażądają dowodów?
Test poplamionego prześcieradła.

-To poszukaj sobie sponsora –powiedziałam drwiąco- No tak… Pochwalić. Idź i się puszczaj!
”Ale żeby z tego wymierne korzyści były!” Odezwała się, była dziewica.

Poszłam do pokoju wspólnego, a po mojej twarzy leciały łzy. Pierwszy raz od paru lat płakałam. Miłość to tylko cierpienie… To było pewne. Remusa kochałam, ale nie tak jak Syriusza.
Remusa kochała bardziej... Fizycznie.
Prawie jak trójkąt Edzio-Bella-Dżejkop. Mamy nawet wilkołaka i eks-wampira.

Jestem podłą egoistką!
Nie sposób się nie zgodzić.

Pokiwałam smutna głową.
-Ja też się zakochałam –powiedziała nagle Lioness.
Jak wszystkie, to wszystkie.

Od aŁtorki: Już widzę te miny! Trzynastolatka z najlepszym kumplem swego brothera xP
*znudzona* Mówiłaś coś?
KONIEC! DZIĘKI CI, BORZE!



Zielone Potworzyszcze (01.11.2009, 19:35)
brak www
A ja tam przeczytałam z niekłamaną przyjemnością przemieszaną ze smutkiem! Pobudziło mnie to do ponownej refleksji nad prymitywizacją młodszych (ech, i nie tylko!)członków społeczeństwa i przyznam, że trzeba dużo samozaparcia, by nie popełnić tak zwanej zbrodni przeciwko ludzkości... Ach, gdzie się podziały te błogosławione czasy żądzy wiedzy, cudowne mieszczańskie obyczaje i styl...
Jakże się postarzałam patrząc na to, co wokół nas!

Perpetua (01.11.2009, 19:31)
brak www
Bardzo, bardzo dziękuję za dwa momenty w tej analizie - jedenastoletniego Wertera i Obelixa.
Kocham i wielbię,
P.

maggot (31.10.2009, 17:49)
brak www
opis TEGO, jak przystało na doświadczone aŁtorki, był wyczerpujONcy. xD
pierwszy raz z Remusem, później pierwszy z Syriuszem i tak dalej, aż do Albusa! hulaj dusza, piekła nie ma! są blogasie!

insanityinside (30.10.2009, 22:46)
brak www
Telenowela gangstersko-wampirza. Nieźle.

A Mary Sue nie całuje się z każdym po kolei. Całuje się ze wszystkimi naraz. Tylko TO robi z każdym po kolei. I za każdym razem po raz pierwszy.

bluecat (30.10.2009, 18:42)
brak www
jak się tak dobrze zastanowić to już nawet śmieszne nie jest. Może by tak bandę skinów wysłać na autorkę, żeby jej wybili z głowy pisanie?

kura z biura (30.10.2009, 12:58)
brak www
To jest bardzo charakterystyczne:

"Wystarczy nasmarowanie twarzy tą maścią i możesz decydować czy chcesz, żebyś się świeciła czy nie"

Uwaga: nie "nasmaruj się, a nie będziesz świecić". Nie. Będziesz mogła decydować. Bo Mary Sue zawsze sama decyduje, kiedy ma zabłysnąć swą niezwykłością, a kiedy ją ukryć. I żadnych niedogodności z powodu swych odmiennych cech, żadnych problemów z opanowaniem supermocy... (zaraz, zaraz, na co ja narzekam, przecież o Maryśce mówimy, nie?)
To już naprawdę wolę X-menów...

viviolet (29.10.2009, 22:39)
brak www
borze, Moony, co ona ci zrobiła? zua ałtorka, zuaa jak diabli.
leżę na podłodze i nie mogę wstać ze śmiechu xD