Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
50. HP i gangsterka 1/4
50. HP i gangsterka 1/4 (08.10.2009, 20:05)
Panie i panowie, analiza numer 50! *fanfary, szampan, serpentyny, bańki mydlane* Z tej okazji za analizę wzięły się Miss Derisive i Deszczowyjka.

Jak powszechnie wiadomo, James Potter mieszkał w willi ze złotymi klamkami, miał liczne rodzeństwo, w tym siostrę bliźniaczkę, która... Mniejsza z tym. Niektórzy nieuświadomieni, w tym pani o dziwnym nazwisku Rowling, uważają inaczej, ale ten blogaś pokaże nam, jak było naprawdę...

Prolog: Impreza
No to ładnie się zaczyna... Nie żebym się uprzedzała, skąd!
Gdzie ten popcorn?

Promienie wdarły się do mojego pokoju oświetlając moją twarz.
”Jesteś otoczona! Rzuć broń!”
To musiało być bolesne...

Rozejrzałam się po pokoju. Niebieskie łóżko z baldachimem i niebieska pościel z satyny.
Typu „Śpiąca królewna”.
A na przeciwległej ścianie czaszka i żyletki. Taki kontrast.

Mała komódka, a na niej zdjęcie trzeh szczęśliwych dziewczyn. Ja i moje przyjaciółki - Violette i Melania. Nie będę o nich opowiadać. Właśnie się dowiedziałam od cioci Jennifer, że moi rodzice żyją i mam rodzeństwo.
Zaręczam, że te przyjaciółki już więcej się nie pojawią. AŁtorkowa pamięć...

Ciocia sądziła, że nie żyją i skłamała.
Skoro sądziła, że nie żyją, kłamstwem było oznajmienie, że jednak nie opuścili tego padołu, czyż nie?
Wyższa logika.

Wstałam i złapałam czarną, lekką sukienkę z prostymi ramiączkami Założyłam szlafrok i wyszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, założyłam sukienkę i pomalowałam usta lekkim różem.
Opis stroju i makijażu, jak nakazują standardy.
Zdziwię się, gdy któregoś pięknego dnia natrafię na blogasek bez tegoż opisu.

Spojrzałam w lustro. Czarne średnio zakręcone włosy, lekko blada twarz, lekko różowe usta, zielono-szare oczy i śliczny nosek. W Beauxbatons miałam niezwykłą urodę, bo tam były same blondynki o niebieskich oczach.
*zgrzyta zębami* Znowu się aŁtorka na filmie wzoruje...
To Francja, nie Skandynawia.

Mam smukłą figurę, zgrabne, długie nogi i zaokrąglone tam gdzie powinno.
Na łydkach i udach?
Pięty, cieniasie!

Mam na imię Eveline Caroline Potter i dziś wyjeżdżam poznać rodzinę. Zeszłam szybkim krokiem do kuchni.
A masz szesnaście lat?
*nuci* Dozwolone od lat szesnastu...

Siedziała tam już ciotka.
-Witaj Jennifer-powiedziałam zimno
Schodzenie na śniadanie, a zaraz potem Jennifer. Zbieg okoliczności?
Raczej wyjątkowo okrutny żart.

Moja ciotka, którą znienawidziłam miała proste blond włosy i brązowe, sarnie oczy.
To brzmi jak zdanie z ćwiczeń z angielskiego: „The car which is yellow belongs to me”.
Wyłupiła oczy mamie Bambiego! Zbrodniarka! Nikczemnica!

Do tego świetna sylwetka. Ciocia wyglądała na 25 lat, a miała 31. Pracowała w francuskim Ministerstwie Magii.
Nic dziwnego, że ją znienawidziła. Jak śmie mieć świetną sylwetkę w obecności Mary Sue?!
Pewnie wsypuje jej dodatkowy cukier do kawy by zmienić ten stan rzeczy.

-Eve co chcesz na śniadanie?-spytała potulnie.
-Podwójne cappucino-powiedziałam rozkazująco- i tosta z miodem.
Czy Eveline jest bratanicą skrzata domowego? I mogłaby wiedzieć, jak się pisze „cappuccino”.
Co nie przeszkadza jej dosypywać tego cukru.

Po chwili pojawił się skrzat z tacą w ręku. Wypiłam szybko ten mugolski napój i zjadłam tosta.
W ogóle czarodzieje powinni porzucić picie i jedzenie jako czynności mugolskie.
Miss, miałaś rację z tym skrzatem :)

-Wybacz mi-szepnęła
-Dobrze-powiedziałam z wahaniem-Jen kocham cię.
Przed chwilą jej nienawidziła! Jakie tempo! Około pół dramiony.
Pewnie kłamała.

Do kufra wsadziłam szkolne rzeczy(czytaj: podręczniki, wagę, kałamarze, pióra, pergaminy, składniki do eliksirów), książki o moich ulubionych przedmiotach, czyli transmutacji, ONMS i OPCM, a również inne książki np. 10 sposobów na oczarowanie chłopaka, pomoc dla modnej czarownicy, jak nauczyć się animagii i różne książki mugolskie, włożyłam wszystkie moje ciuchy, kosmetyki i buty. Zajęło mi to 2 kufry.
Podręczniki, książki, które nie są podręcznikami, inne książki i różne książki. Biorąc wszystko pod uwagę, te dwa kufry musiały być takie, jakie miał Moody.
Oczytana dziewczyna, czego chcesz?

Założyłam czarne buty na 5 cm obcasie i złapałam czarną torebkę do której włożyłam czarodziejskie mp3, komórkę i różdżkę.
Jak działa czarodziejskie mp3? Sprawia, że bohaterka rozumie piosenki Gosi Andrzejewicz?
Gra muzykę wspak.

Wzięłyśmy rzeczy, a z przed domu złapałam się jej za ramię i teleportowałyśmy
się przed jakiś dom.
A to nie mogły się teleportować z domu, żeby nie budzić podejrzeń sąsiadów?
Cały szpas na tym polega, by wzbudzać zazdrość sąsiadów.

Ona postawiła mi sowę, kufer i szepnęła "żegnaj".
Ja naprawdę jestem skrzywiona... To „stawianie sowy”...
Mi to się kojarzy ze stawianiem drinków. Sowa z palemką, kwik!
I parasolką!

Po chwili wybiegł jakiś chłopak w moim wieku.
Czarne rozczochrane włosy i orzechowe oczy. Sylwetkę miał niezłą.
-Jestem James-powiedział i wyciągnął do mnie rękę.
Za Jamesa Pottera czarodzieje mieli komórki i empetrójki. To mugole są taaacy opóźnieni...
Czy James też był zaokrąglony... na piętach?

-Eveline-i uścisnęłam ją.-Czy jesteś...?
-Tak jestem twoim bratem-uśmiechnął się.
Jeszcze nie wie, co go czeka...
”Uścisnęłam ją”... Na pewno chodzi o brata?

Złapał 2 kufry, a ja klatkę z Issą.
James jest lepszy od Pudziana, sądząc po zawartości tychże kufrów.
Wyciskanie kufrów na czas.

Weszliśmy do domu. Tam stało parę osób. Kobieta o brązowych włosach i orzechowych oczach, najprawdopodobniej moja matka, Okularnik z czarnymi, rozczochranymi włosami i niebieskimi oczami to był ojciec.
Jak cudownie. Sielanka.
Najprawdopodobniej moja matka, choć niewykluczone, że była to moja babcia, prababcia, zaginiona siostra bliźniaczka, pies, kot lub złota rybka.

-Jestem Dorea, Eveline-przywitała się-a to twój tata Charlus, a to Rose i Matthew.
Według Wikipedii Wszechwiedzącej James był jedynakiem, a tu mamy już trójkę pociech i Eveline.
Szalejąca prokreacja.

Dziewczynka ok. 12 lat miała proste lekko kręcone jasne włosy i niebieskie oczy, a chłopak ok. 16 lat miał brązowe, proste włosy i też niebieskie oczy. Nie był taki
przystojny jak James.
A już na pewno nie tak, jak Syriusz.
Nie był przystojny? Należąc do rodziny Mary Sue? Podmieniony jakiś.

-Zawsze chciałam mieć młodszą siostrę-westchnęłam.
-Współczuje ci-powiedziała do mnie siostra.
-A dlaczego?-spytałam zaciekawiona
-Bo James to twój brat bliźniak. No wiesz zawsze lepiej niż Matt-powiedziała poważnie.
A Jamesowi to kto będzie współczuć?
Nie rozumiem zależności „młodsza siostra – brat bliźniak”. I dlaczego to jest takie przykre?

Matka kiwnęła głową.
-My musimy wyjść. Wyjeżdżamy na weekend. Będziemy w niedzielę wieczorem.-powiedziała matka.
Właśnie przybywa do nich od lat niewidziana córka, a oni zaraz po powitaniu wyjeżdżają. Zupełnie naturalne, prawda?
To przykrywka. Tak naprawdę jadą do laboratorium udowodnić, że to NIE JEST ich córka.

Od razu przypominam, że teraz jest sobota w południe, 5 sierpnia.
Dobrze, że przypominasz. Na skutek bardzo specyficznej odmiany amnezji nie pamiętam, żabyś w ogóle to napisała.
A co to ma do rzeczy?

-I dzisiaj przyjedzie Syriusz-dodał ojciec-pozdrówcie go. Żadnych imprez. No to pa!
”Żadnych imprez”? Chyba nikt nie mógłby być aż tak głupi, żeby w to wierzyć. Skłaniam się raczej ku teorii, że rodzice Jamesa realizują Prokreacyjny Plan Dumbledore’a.
O, naiwni!

Pomachali nam jeszcze i się teleportowali. Machnęłam różdżką i moje rzeczy były w pokoju.
Ponieważ nikt jej nie pokazał, który pokój należy do niej, uznała, że to na pewno ten największy, z podwójnym łóżkiem. Musiała powyrzucać rzeczy swoich rodziców, ale oni się jakoś rozmieszczą w komórce pod schodami.

-Issa!-po chwili podleciała do mnie moja sowa i usiadła na ramieniu.-Robimy imprezę?
-Tak-przytaknął mi ochoczo mój bliźniak-Moja bliźniaczka nie mogła być głupia.
A jednak...
Niezbadane są wyroki genów...

-Ira!-krzyknęła Rose i jej puchacz też się pojawił.
Kolejna sowa będzie nosić imię Izma.
Tudzież Izaura.

-Po co wam sowy?-spytał z zainteresowaniem Matt.
-Żeby wysłać zaproszenia-wyjaśniłam jak dziecku-A kto to Syriusz?
Eveline postanowiła wysłać zaproszenia do znajomych z Francji. Co z tego, że zanim przyjadą, cały zapas alkoholu państwa Potterów zniknie jak kamfora...
Stwarza pozory grzeczności.

-Mój kumpel..-zaczął James
-Przystojny?-przerwałam mu.
-To takie ciacho-westchnęła Rose
Dlatego Peter ma do niego dziwną słabość.
*parsk*

-Aha. To pewnie podrywacz.-jęknęłam-a masz innych kumpli?
Zadziwiająco spójne rozumowanie.
Hmmm... Czyżby szykował się kolejny dialog typu: „Ale dla niego liczy się tylko SEX!”

-Tak. Remusa i Petera-powiedział James-Remus jest mądry, a Peter gruby.
Zachichotałam.
Znowu biedny, niechciany Peter.
Syndrom Głupiej Pansy?

Po godzinie były wysłane wszystkie zaproszenia i przyszły odpowiedzi.
Wiem, że – sądząc po ilości uczniów w Hogwarcie – cała populacja czarodziejów w Anglii mogłaby się pomieścić w jednym, niedużym miasteczku, ale nie sądziłam, że tak jest naprawdę...
Zapomniałaś o koleżkach z Francji. Przy tym powiedzenie „jaki ten świat mały” zyskuje na dosłowności.

Dochodziła już 15, a goście byli na 16.
Skoro tak blisko mieszkali, równie dobrze można było ich zaprosić osobiście.
Impreza o 16? Co za obciach! I pewnie po dobranocce do łóżek, co?
Zapewne. A koło północy pójdą spać.

Poszłam szybko poprawić makijaż i zaczęłam szykować imprezę.
W obcym domu. I wiedziała, gdzie co jest, rzecz jasna.
W końcu usunęła wszystkie nie-jej rzeczy. Ma dom tylko dla siebie.

-Accio Piwo kremowe!-krzyknęłam i na stole zrobionym przeze mnie postawiłam piwo kremowe, różne słodycze i Ognistą.
Eveline dała rodzeństwu pokaz znakomitej stolarki.
O, i tym razem obędzie się bez mugolskich napojów? Siwucha? Leśny dzban? Komandos?

O 16 ktoś zadzwonił do drzwi. Poszłam otworzyć. Tam stał chłopak o ciemnych włosach i stalowych oczach. Miał świetną sylwetkę.
Malfoy się przefarbował, czy jak?
o_0 Któż to?
Syriusz-podrywacz!

Spojrzałam mu prosto w oczy i zaczęły mi mięknąć kolana. Lekko się zaczerwieniłam.
*ziewa* A co wyście myśleli? Że zakocha się w Peterze?
Ojcostwo Lucka stanęło teraz pod wielkim znakiem zapytania.

Za nim weszło 2 chłopakóww. Jeden był gruby, miał mysie włosy i wodniste oczy, a drugi miał zwykłe blond włosy i miodowe oczy.
-Ty jesteś pewnie przystojny Syriusz, ty Peter, a ty mądry Remus. Nie pomyliłam się?-spytałam miło
Uprzejmie pomijając epitet Petera.

-Nie złotko-powiedział Syriusz na co ja wywróciłam oczami-A ty jesteś?
-Eveline-uśmiechnęłam się lekko.-Potter.
-Jesteś spokrewniona z Jamesem?-spytał przerażony Peter.
Miał nadzieję, że Eveline zaraz wróci na rodzinnego Marsa.
^^

Weszły jakieś blondynki z tapetami, a za nimi paru chłopaków z 6 klasy.
Z boazerią.
*cytuje Pythonów* Wainscotting... Wainscotting... Wainscotting!

Syriusz zaczął tańczyć z jedną z blond tapet.
Niestety, trzymanie rolki tapety okazało się niewygodne.
Zazdrosna Eveline wyrwała (do tańca) boazerię.
Podeszłam szybkim krokiem do tych dziewczyn.
-Świetna bluzka-powiedziałam do jednej blond tapety słodko-Jestem Eveline.
-Jestem Mary-powiedziała z uśmiechem.-To jest....-i tak zaczęła wymieniać swoje przyjaciółeczki, ale kto by ją słuchał.
I tak wiadomo, że to Wredne Barbie.
Niegodne ran marysinych całować.

-Niezłe ciacha przyszły-skomentowałam 6-klasistów.
-Ja chciałabym zatańczyć z Jamesem Potterem-powiedziała Słodka Idiotka Mary.
O, widzicie? Jamesowa wersja Przylepnej Pansy.
Jak widać każde pokolenie ma te same problemy.

Właśnie weszły trzy dziewczyny. Jedna miała rude włosy, zielone oczy i była dosyć niska, druga miała proste blond włosy, niebieskie oczy i była chuda, a trzecia miała krótkie, brązowe
włosy i była troszkę niższa i grubsza ode mnie.
Lily zawsze występuje w stadzie. I od kiedy chodzi na imprezy do domu Pottera?
”Stado Lily”. Czytała Krystyna Czubówna.

-Cześć!-rzuciła ruda- Jestem Lily Evans. Ty nie jesteś jedną z fanek Pottera?
Zaczęłam strasznie chichotać.
-Jesteś? O nie.. A ja myślałam, że..-zaczęła Lily
A kto przychodzi do Pottera na imprezę? Ci, którzy go nienawidzą, oczywiście!

-Nie nie jestem fanką mojego brata bliźniaka-jeszcze raz parsknęłam śmiechem.
-Kolejny głupi Potter-westchnęła ta szatynka
Brawa za wnikliwą ocenę.
Trzymam z szatynką *sojusz koloru włosów*

-Słucham?!-powiedziałam ostro.-Powtórz to!
-Potterowie to kretyni!-powiedziała głośno i dobitnie.-Dorcas Meadows jestem-dodała bezczelnie.
Nieśmiertelna Dorcas. Można zapomnieć o Peterze, ale o niej nigdy.
Zaaaraz. To z nią Eveline będzie się biła na kisiel o względy Syriusza?

Nagle nie wytrzymałam i walnęłam ją w twarz. Ona się na mnie rzuciła i zaczęłyśmy się szarpać. Wszyscy się na nas patrzyli.
- Przynieście kisiel! – zawołał ktoś.
Ależ ja jestem przewidująca. *puszy się*

Pociągnęłam ją za włosy i rozwaliłam nos, a ona mnie kopnęła w piszczel. Nagle jakieś silne dłonie mnie od niej odciągnęły tak jak ją zresztą. To był nikt inny jak Syriusz.
Syriusz Czwororęki.
Jak ta śmieszna bogini indyjska... Jak jej tam... Lakszmi?

-Jejku! Eve nic ci nie jest?-spytał zaniepokojony
-Moja noga!-jęknęłam
-Potter!-warknęła ruda Evans.
-Odczep się od niej Evans!-powiedział z nienawiścią mój brat.
*owacje* Ten jeden raz James nie jest miazgą bezwolną, włóczącą się za Lily i skamlącą o randkę.
*macha nieśmiało chorągiewką*

Wszyscy zamarli i wtedy stało się najgorsze. Weszli nasi rodzice - Dorea i Charlus Potter razem z rodzicami paru obecnych.
I wszystko jasne! Ten wyjazd to była pułapka!
Matka machała wynikiem testów genetycznych.

Zamarłam. Zresztą wszyscy zamarli. Osoby, których nie było rodziców. Czyli 3/4 zaczęło pospiesznie wychodzić tylnym wejściem.
75% gości to sierotki?
Uuu, jakie to smutne.

Niektórzy nawet przez okno. Nie dodam komentarza.
Ja też nie.
To co się będę wychylać...

Byli moi rodzice i 4 inne osoby.
-co tu się dzieje? -spytała ostro Dorea -Była impreza?
Nie, skądże. Tylko kulturalne spotkanie kółka literackiego.
Spotkanie Stowarzyszenia Umarłych Poetów.

-Prawie-powiedziałam
-Jak to prawie? -spytała jeszcze ostrzej.
-Była-powiedział smętnie Matt.
-My jesteśmy niewinne-powiedziała szybko Rose wskazując na mnie i na siebie.-My tylko użyczyłyśmy im sowy, ale nie wiedziałyśmy w jakim celu.
A Eveline jest cała w siniakach i ma podarte ubrania, bo próbowała grzecznie wyprosić gości.
Murem broniła rodzinnych pieleszy.

Powstrzymywałam się od śmiechu. No tak wkopiemy braci.
-Frank! -powiedziała ostro jedna matka-Wracamy do domu! Przepraszam Doreo.
-Nic się nie stało. Pa! -powiedziała w jej stronę matka. Kobieta wyszła.
Frank zignorował polecenie rodzicielki.
Cwaniak.

-Alicja! Maria! -powiedział ojciec i matka. Pomachali nam jeszcze i ich nie było. Został jakiś facet.
-Dobrze, że ja nie mam dzieci-odetchnął z ulgą.
Patrząc znacząco na Eveline.
Ej, to co on tam robił, jak nie był rodzicem?! Pedofil!

Mama popatrzyła się na niego dziwnie.-No dobrze mam syna, ale on ma rok do cholery! I przestań mnie dręczyć!
*parsk* Biedaczek, już sobie wyobrażał, co go czeka za kilkanaście lat...
Acha... Odwołajcie radiowóz.

Zostałam ja, moje rodzeństwo i Syriusz.
Syriusz utknął w czasie ucieczki przez kominek.
A to Peter jest gruby, podobno.

-James! To twoja sprawka! -powiedziała oskarżycielsko matka wskazując w niego paznokieć.
Raczej „wskazując na niego paznokciem”. Względnie „wbijając w niego paznokieć”.
*odgłos szarpanego mięsa*

-Nie... ii....wcale...ii..Skąd ci to przyszło do głowwwwy? -wystękał James.
Chyba moja druga wersja poprawienia poprzedniego zdania była bliższa prawdy. Skoro tak stęka...
Iii...

-Strzelałam. Wszyscy macie karę!- i nagle coś poczuła-James, Syriusz do mnie!
Podeszli do niej.
-PILIŚCIE OGNISTĄ! -wrzasnęła matka-szlaban! Zejdźcie mi wszyscy z oczu!
Matka Jamesa potrafi wyczuć, z jakiego rocznika pochodzi wino, które wypiło jej dziecko.
Ma węch jak Edward.

Wbiegliśmy przerażeni na górę. Mama coś na dole powtarzała o genach ojca.
”Stworzyliśmy potwory”.
Acha! Więc Eveline to wynik zdrady małżeńskiej!

-Gdzie mój pokój Rose? -spytałam
-3 drzwi po lewej stronie-powiedziała.
Eveline ma do dyspozycji trzy pomieszczenia, w tym jedną monstrualnych rozmiarów garderobę.
Ciekawe czy zgadła, który to pokój, gdy wysyłała doń swoje rzeczy...

Weszłam. Cały pokój był w czerwieni. Wyjęłam różdżkę z torebki i machnęłam nią. Po chwili wszystko było na niebiesko i wyglądało jak mój dawny pokój.
A łóżko miało baldachim?
I czy na pewno przykleiłaś żyletki w odpowiednim miejscu?

Wypuściłam jeszcze sowę i złapałam piżamę oraz szlafrok. W moim pokoju były jeszcze wielkie drzwi. Weszłam tam. To była wielka łazienka.
O, mówiłam?
Niebieska?

Był kibel, umywalka i wielka wanna. Niezliczona ilość kurków. Włączyłam każdy. Z każdego leciał inny płyn. Z jednego niebieski i bąbelki, z drugiego czerwony i serduszka etc. etc.
James nie mówił, że jego rodzice mogliby wykupić cały szlachetny i starożytny ród Blacków!
Tudzież nieco mniej szlachetny i zdecydowanie nie tak starożytny ród Malfoyów.”

Pomoczyłam sie trochę i ubrałam. Gdy wróciłam do pokoju na łóżku siedziała jakaś sowa. Spojrzałam na zegarek i wrzasnęłam. Była siódma rano!
Siedziała w wannie, aż cała skóra jej się pomarszczyła.
Chyba rozpuściła. Ile to było godzin?

Złapałam list. Na środku pisało szkoła magii i czarodziejstwa Hogwart.
”Było napisane”, do jasnej Maryśki!

Otworzyłam szybko i przeleciałam wzrokiem po książkach.
Które były w kopercie.
Biedna sowa...

Miałam te same przedmioty co w Beauxbatons, czyli z obowiązkowych transmutację, OPCM, Historię Magii, eliksiry, Zaklęcia i Uroki, Zielarstwo, a z dodatkowych ONMS, wróżbiarstwo, numerologię i mugoloznawstwo.
Dyrektor z góry zdecydował, że Eveline będzie chciała chodzić na wszystko, żeby móc błyszczeć swą wiedzą.
Nawet nie potrzebuje zmieniacza czasu.

Obudziłam się o 10. Założyłam czarną sukienkę wiązaną na szyję z okrągłym dekoltem (była do kolan),
*upewnia się* Sukienka była do kolan, nie dekolt?
A kto ją tam wie?

czerwone buty na 12 centymetrowym obcasie,
W tym tempie za tydzień będzie chodzić na szczudłach.
Bocian Kajtuś!

do tego czarna torebka, do której wrzuciłam mp3, komórkę i list z Hogwartu.
Czarodziejskie MP3, przypominamy.
Mugolskie mogą być tylko ciuchy. I piosenki. I kawa. Właściwie wszystko. Oprócz na wskroś czarodziejskiej mp3.

Złapałam mój specjalny pasek na udo, do którego były przyłączone pokrowce, a w nich 3 sztylety, 1 pistolet i różdżka. Fajne nie?
Super podwiązka Marysi. Wyobraźcie to sobie: napada na nią zły przestępca, który stoi, przyglądając się, jak Eveline podkasuje sukienkę i wydobywa odpowiednią broń.
Oż kutrzygwiazdki

-Rozpakuj! -krzyknęłam i moje rzeczy się rozpakowały. Zastanawiacie się pewnie dlaczego mogę używać magii. W sumie to nie mogę, ale oni się nie dowiedzą kto to.
Znalazła sposób na wykiwanie Ministerstwa Magii.
Powinna dostać Nagrodę Nobla.

Zeszłam na dół. Tam była już cała rodzina prócz naszych pijaczków.
-Gdzieś idziesz? -spytałam mnie matka.-Dziś zakupy na Pokątnej.
-Tak. Mam małą sprawę do załatwienia-powiedziałam wymijająco.
-To znaczy? -spytała podejrzliwie.
-Muszę spotkać koleżanki i kolegów i im wyjaśnić parę spraw.-wyjaśniłam.
Spraw takich jak „Macie mnie słuchać, bo was poczęstuję kulką”?

-Aha. Poradzisz sobie? -spytała mnie cicho
Przytaknęłam.
-Ale pójdą z tobą James i Syriusz-dodała zdecydowanym tonem.
-Ale..-zaczęłam.
-Żadnych ale! -powiedziała groźnie.
Borze Liściasty, to z kim ona się zadaje?
”Jeżeli Zazu pójdzie z wami”.

Po schodach zobaczyłam schodzących Jamesa i Syriusza.
-CZEŚĆ! -wrzasnęłam do nich.
-Ty małpo! Moja głowa-powiedział z bólem James.-Mamo daj nam eliksir na kaca.
-Zapomnijcie-odpowiedziała z szerokim uśmiechem Dorea.
Cały zapas został wykupiony przez Dumbledore’a. Przez te popijawy nikt nie mógł już uważać na lekcjach.

-Ciszej-syknął Syriusz.
Mama poszła do kuchni.
-Accio eliksir na kaca! -mruknęłam. Po chwili pojawiła się buteleczka z eliksirem.
Mama nie zauważyła, że buteleczka wybiła dziurę w szafce i przeleciała jej nad głową.

-Zaraz wychodzimy -powiedziałam-Mam parę spraw do załatwienia, a potem pójdziemy na zakupy-uśmiechnęłam się lekko.
-A co my mamy do tego?-spytał podejrzliwie Syriusz
-Głupek -mruknęłam-idziemy na pokątną
-Aha, a reszta? -spytał Syriusz.
-Dołączą pewnie później do nas-powiedziałam już znudzona tą bezsensowną rozmową
I twierdzisz, że to ty jesteś znudzona?

-I radziłabym się ubrać-dodałam z politowaniem patrząc na skąpy ubiór tych 2 pijaków.
Syriusz się zmieszał, a Jamesa już nie było.
Byli w samych miniręcznikach?
Nie. W tych śmiesznych listkach figowych.

Poszłam na śniadanie. Przy wielkim stole siedziała już reszta rodziny.
-Eve my nie możemy iść z wami na pokątną. Wezwali nas do pracy. Tu macie sakiewki z pieniędzmi-wręczyła mi 6 sakiewek
Reszta rodziny wręczyła. Nie żeby znali ją od wczoraj...
A gdzie zasada ograniczonego zaufania?

-Kup sobie i Rose jakieś ładne mugolskie ciuszki.
Bo czarodzieje to totalne bezguścia w kwestii ubioru.
Jeśli jeszcze raz zobaczę słowo „mugolskie”, zacznę wybijać szyby.

I nie zapomnijcie o sukience dla ciebie i szatach wyjściowych dla chłopców.
*jęk* Bal! Znowu...
Spodziewałaś się jego braku? O, naiwności!

Usiadłam przy stole i zaczęłam smarować sobie tosta dżemem. Myślałam o Syriuszu. Chyba już wiem co znaczy "miłość od pierwszego wejrzenia".
To kiedy myślisz o kimś, smarując tosta dżemem?
Jak dżem był truskawkowy, to mógł zainspirować Eveline do krwawego mordu. Albo ognistej miłości. Albo do jednego i drugiego.

Moje przemyślenia przerwała mi Rose. Stała koło mnie z listem w ręku. Wzięłam od niej kopertę i uśmiechnęłam się lekko. Poznałam pismo Basty.
Basta to osoba z mojego gangu we Francji. Słuchają sie mnie jak małe dzieci.
Przywódczyni młodocianego gangu. Czemu mnie to nie dziwi?
Może lepiej zadzwonię na policję.
Pewnie cała policja się jej boi...

Tak przyznaję nie jestem grzeczna. Może kiedyś opowiem coś o swojej mrocznej przeszłości.
Mhroock!
Cień do powiek!

Otworzyłam kopertę. Niestaranne pismo o czerwonym kolorze. Cały Basta. Zastanawiałam się jakiej ofiary to krew.
Borze Liściasty, to już na długopisy ich nie stać?
Phi, to pewnie był zwykły żelopis. A ona dała się nabrać jak ostatnia naiwna.

List był następującej treści:
Czarna Eve!
No cóż, skoro na długopisy nie mają pieniędzy, to czemu mieliby mieć na wodę?
Przypomniała mi się Czarna Laila.
I murzynek Bambo.

Słyszałem o tym, że się przeprowadziłaś. Sophie strasznie rozpacza. My też się przeprowadzamy do Anglii, a dokładniej do wioski Hogsmeade. Jest ona niedaleko tej twojej szkoły.
Popędziliby za nią i do piekła... Kusząca wizja, nawiasem mówiąc.
Bardzo kusząca.

Oczywiście pożegnaliśmy Francję właściwie.
Podpalając pół Paryża i wysadzając wieżę Eiffla.
I mordując Sarkozy’ego.

Spotkajmy się dzisiaj na Nokturnie. Jest tam Pub pod Bazyliszkiem.
Urocze, doprawdy.
Pełno w nim lusterek i kogutów.

Spytaj się kogoś to wskaże ci drogę.
Jak anioła głos...
Co prowadzi naaaas! Przez rozpaaaczy mroook! Nadziei blaAAAAsk!

Bądź o 14:00. Nasz Krwiopijca tęskni xD. Czekamy.
Basta
To obstawiamy: wampirzy chłopak Eveline czy jej ukochany nietoperz?
Batman Snape.

-Huncwoci z tobą pójdą-zarządził mój nadopiekuńczy braciszek.
-A kto to? -spytałam
-James, Syriusz, Remus i Peter-wyjaśniła Rose -Mają też przezwiska. James to Rogacz, Syriusz to Łapa, Remus to Lunatyk, a Peter to Glizdogon.
-Aha-powiedziałam mądrze.-Nie ma mowy. Nie idą ze mną.
Bo jeszcze by się coś stało i Eveline musiałaby ich bronić przy pomocy swej super podwiązki.
Wiecie co? Ciekawe czy ałtorka widziała ten film?

-Idą! -warknął Matthew.
-Jejku, co ty taki nerwowy? -spytałam
-Dziewczyna go rzuciła-wyjaśniła Rose -Już wysłałam jej kwiatki-dodała z szatańskim uśmiechem.
Rose chce zająć miejsce Matta czy jak?
Dziwna rodzinka.

-Jak miała na imię? -spytałam z nutką ciekawości.
-Penelopa-powiedziała słodko Rose.
Czy wszyscy Nudni Starsi Bracia (patrz: Percy) muszą mieć dziewczynę o imieniu Penelopa?
Cruuuz?

-Mam nadzieję, że była ładniejsza od swojego imienia.
-Nie była-zaprzeczyła gorąco Rose patrząc się na czerwonego z wściekłości Matta.-Ma krótkie matowe blond włosy, szare oczy, małe usta i mały nos. Jest przeraźliwie chuda. Tylko szaty ma drogie i uważa się za wielką piękność. Jest Puchonką.
Kolejna do kolekcji Złych Barbie. I dziwić się, że świat schodzi na psy.
Zła Barbie i Brzydka Głupia Puchonka do tego.

-W Hogwarcie są 4 domy. Gryffindor, Ravenclaw, Slytherin i Hufflepuff. Pochodzą od czterech założycieli Godryka Gryffindora, Roveny Ravenclaw, Salazara Slytherina i Helgi Hufflepuff. -zaczęła Rose.-Ona jest z Hufflepuff, czyli jest puchonką. Gryffindor ma gryfonów, Slytherin ma Ślizgonów, a Ravenclaw Krukonów.
Na własność.
Trademark.

Gryfoni są odważni, Krukoni mądrzy, Ślizgoni czystej krwi, a Puchoni szczerzy.
-Aha. My w Beauxbatons też mieliśmy domy.
Niewątpliwie. „Eveline Potter” i „Cała Reszta”.
XD

W drzwiach kuchni pojawili się już mniej skąpo ubrani Syriusz i James. Ten pierwszy bezczelnie zabrał mi gotowego tosta z talerza.
-Ej! -krzyknęłam.
Bo się czymś zarazisz!
I wtedy nawet House ci nie pomoże!

-Witaj złotko-powiedział słodko.
-Nie nazywaj mnie tak! -warknęłam.
-Jasne skarbie-mruknął.
-Tak też nie-wysyczałam.
-Nie ma sprawy kotku-powiedział bezczelnie.
Teraz się na niego na serio wkurzyłam.
Nie będzie kotków obrażał!
Przejdź od razu do „ropuszki” i „wąglika”.

Ale zrobiłam spokojną minę. O nie! Nie dam mu się zdenerwować.
-Wiesz słonko, chyba wolę złotko-zaszczebiotałam. Z mojego tajnego paska na udzie wyjęłam sztylet.
Syriusz nie przejął się zbytnio, kiedy podwijała sukienkę, żeby się do niego dostać.
Chyba kiedyś na Losze był wątek „pochwy na udzie”.

Ten był mój ulubiony. Rękojeść wysadzana była brylantami, w drugim były diamenty, a w trzecim był wyrzeźbiony mój portret z różnych kamieni szlachetnych xD.
*bez komentarza*
A śpiewały hymn polski podczas przebijania wroga?

Odpowiedziały mi zaskoczone spojrzenia.
W końcu James nieśmiało uniósł rękę i zapytał:
- Na którym odpuście to kupiłaś?

Żal.pl

Sztylet wycelowałam prosto nad uchem "mojego słonka". Rzuciłam bezbłędnie. Trafiło prosto w ścianę bardzo blisko ucha.
Jeśli chodzi o celność, Robin Hood jest Eveline Potter XII wieku.
Ha! Nie przyznaje się, że chciała trafić między oczy! Oszukistka!

-To ostrzeżenie słonko-uśmiechnęłam się niewinnie-następnym razem będziesz musiał się obejść bez ucha lub zębów. Zależy co mi będzie bardziej pasować.
*zafascynowana* Jak ona chce wybić zęby sztyletem? Ma zdalnie sterowany?
”Co nam obca przemoc wzięła...”

Szybkim ruchem wzięłam sztylet i wsadziłam do specjalnego pokrowca, który był przymocowany do paska.
Co to, Lara Croft?
No Planet Terror. Mówiłam.

-Fajne! -krzyknęła Rose z fanatycznym blaskiem w oczach.
-Zwariowałaś?!-krzyknął Syriusz.
-Ależ słonko! Nerwy w konserwy złość piękności szkodzi. Proszę-i wręczyłam każdemu po sakiewce, a sobie zostawiłam trzy.
Te najbardziej wypchane.
Im wręczyła puste.

-Dlaczego masz trzy? -spytał mnie Rogacz.
-Mam kupić sobie i Rose parę ładnych ciuszków, które wy będziecie nosić -wyjaśniłam-To pierwsza faza szlabanu. Cieszysz się?
Bo nic lepszego na patrzenie na swojego Tró Loffa w sukience. Cóż, różne są upodobania.



Perpetua (14.10.2009, 22:41)
brak www
Ostatnio coraz bardzie żałuję, że rzadko tu zaglądam. A po tej analizie stwierdzam z całą stanowczością - moje drogie panie, jesteście boskie, jesteście genialne, jesteście piekielnie dobre w tym co robicie i, co najważniejsze, nie popadacie w rutynę.
Tiary z głów.

Av. (14.10.2009, 20:55)
brak www
@ Kaszmirowa, Natka
Analiza to nie blog z oCeNkaMI. Tu się nie zgłasza. To polega na tym, że analizatorka znajduje marny i - co ważne - głupi twór pseudoliteracki i poprawia jego błędy stylistyczne, merytoryczne i ortograficzny w zabawny i przyjemny dla oka sposób.

Kurier (13.10.2009, 19:02)
brak www
Kaszmirowa i Natka!
Jeśli nie macie poczucia humoru na własny temat, to najzwyklej w świecie przestańcie pisać. Jednego mogę być pewna; nikt na tym nie ucierpi.
Analiza zabójcza XD

Mrohny (10.10.2009, 14:48)
brak www
Aaaa, pokwikałem sobie ;D

I najlepszego z okazji rocznicy ^^

violetei (09.10.2009, 20:59)
brak www
Kaszmirowa, Natka,
żal.

analiza zajebiaszcza, waliłam głową w biurko. hipr-duper-naładowana podwiązka...
wszystkiego naj!

Internautka (09.10.2009, 19:55)
brak www
Ja też chcę mieć sztylet z wyrzeźbionym moim portret z różnych kamieni szlachetnych (idzie zrobić awanturę rodzicom,ze nie dostała takowego na urodziny)!!!

A analiza cód, miud!!1

Znudzona Pszczoła (09.10.2009, 17:40)
brak www
Nie było diamentowej/brylantowej/rzeźbionej klingi? Widać ałtorki też się czegoś uczą...w końcu.

Nie jestem całkowicie pewna, ale chyba jestem w trakcie analizowania innego blogaska tejże aŁtorki na Krucjacie. Tak mi się te nazwiska rodziców Jamesa wydały znajome a skoro nawet ciocia Wikipedia nie wspomina o nich ani słowem uznam to za potwierdzenie mojej teorii.

No i oczywiście najlepsze życzenia z okazji 50 analizy!

maggot (09.10.2009, 17:36)
brak www
zapowietrzyłam się z wrażenia i lecę na najbliższy odpust po sztylet. xD
mam dziwne wrażenie, że w powietrzu unosi się zapach urażonej dumy aŁtoreczek. pizdolecik z melodyjką sobie na nie kupcie! taki wypaśny. ^^

Serpentis (09.10.2009, 16:41)
brak www
Marysie zawsze są takie same, to ich gadżety się zmieniają ><

Listy pisane krwią, sztyleciki z portretami (ha, widzę postęp - aŁtorka nie pomyliła klingi z rękojeścią) i super-hiper-naładowaną podwiązka...
Cóż, jak widać, Laila Riddle znalazła godną następczynię w osiąganiu Szczytów Wypaśnego Kiczu. *wspomina pierzaste szaty śmierciożerców z poprzednich analiz*

kura z biura (09.10.2009, 15:07)
brak www
Łiiiii! To było borskie! Myślałam, że pod względem marysuizmu nic nie pobije Hermiony/Leili, ale Ewelince się udało! Gratuluję pięknej analizy, a jeszcze bardziej tych dwóch cudnych komentarzy. Jakoś my się nie możemy doczekać wkurzonych aŁtorek... (chlip, chlip, smark).


Podstrona: *1* / 2