Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i twoja stara 4/4
HP i twoja stara 4/4 (01.10.2009, 09:04)
W tej – ostatniej już – części analizy poznamy odpowiedzi na następujące pytania:
Gdzie znajduje się tajemniczy MoonCastle?
Z czego tak naprawdę zrobione jest serce Marysi?
Kto jest pierwowzorem literackim Voldemorta?
Jaki jest zawód Czarnego Pana? (tym razem nie hydraulik)

Analizowała: Miss Derisive

Na tydzień przed moimi urodzinami czyli 6 sierpnia Harry zamieniał się w pięknego, czarnego kruka z zielonymi oczami, a Mina w do feniksa podobnego ptaka z identycznymi ognistymi piórami.
Pomijając dogorywającą składnię... Pokażcie mi tego ptaka, który przypomina feniksa i nim nie jest.

Cała nasza czwórka idealnie się dogadywała.
A najbardziej Harry z Draconem. To dopiero był zgrany duet.

Jako, że nadchodziły moje urodzinki postanowiłam urządzić imprezę. Musiałam jednak jechać do miasta, a tam nie mogłam się wszędzie teleportować. Musiałam poprosić mojego chłopaka o auto, a znając go będzie ciężko…
Malfoy ma MUGOLSKIE prawo jazdy? A co z bojkotem wszystkiego, co nie jest czarodziejskie?

-Dracusiu!- Zapiszczałam naśladując Pansy, a chłopak podskoczył i z żądzą mordu w oczach obrócił się w moją stronę. - Ups…- Powiedziałam ale Anioł (bardzo inteligentnie z resztą) usiadł w fotelu, a ja zaraz obok niego.
I średnio inteligentnie bez reszty.

Harry patrzył na nas z rozbawieniem, a gdy pocałowałam mojego chłopaka postanowił o sobie przypomnieć i głośno chrząknął, dość poprawnie imitując kaszelek Umbridge. Natychmiast od siebie odskoczyliśmy i rzuciliśmy się na zdziwionego Pottera. Po 5 minutach zaciętej walki na poduszki Harry leżał ze łzami w oczach na podłodze.
To co było w tej poduszce?

Trochę się uspokoiliśmy i powróciliśmy do picia herbatki przygotowanej nam przez moja matkę.
Twoja stara mieszka z tobą i twoim chłopakiem!

-No, bo ja….-zaczęłam niepewnie słodko patrząc na Anioła- Widzisz, Yyyy…
-Patrzcie i róbcie zdjęcia…Czarna nie może się wysłowić…- Zawołał rozweselony Harry.
Co na zdjęciach będzie doskonale słyszalne.

-I ja chciałam urządzić imprezę….i ten…no…muszę sporo rzeczy kupić…ale…ten…no…w mugolskich sklepach…i ja chciałam żebyś…Ykhm…pożyczył mi…ten no…- Urwałam patrząc na Draco niepewnie.
-Ona chyba chce…- Zaczął Harry, ale nie zdążył skończyć, bo Anioł zerwał się z fotela.
-Jak będę chciał się pożegnać z autem to sam wjadę w słup. Kobieta za kierownicą…w życiu…- Powiedział chodząc po pokoju.
Ale firma ubezpieczeniowa nie będzie zadawać kłopotliwych pytań.

-A może ty spróbujesz go przekonać?- zapytałam Harry’ego.
To świetny pomysł! Malfoy na pewno posłucha Harry’ego, choćby przez wzgląd na te wszystkie lata...

W życiu nie dam babie siadać za kierownicą MOJEGO auta! Mógłbym go (O zgrozo!) więcej nie zobaczyć!
A, że tak się nieśmiało wtrącę, Reparo to od czego jest?

-Posłuchaj mnie przez chwilę!- wykrzyknął rozzłoszczony Devil- A jakbyś je zawiózł? Mógłbyś od razu kupić Laili prezencik
-Co?! Ja mam zostać ich osobistym szoferem?! Nie licz na to - powiedziałem, aby uratować moją arystokratyczną dumę już wiedziałem, że będą mnie prosić i prosić, aż się zgodzę
I na co ci było robić prawo jazdy?

-Najpierw musimy teleportować się do mojego domu na obrzeżach Londynu. Tam Voldemort nas nie znajdzie z resztą będziemy tam kilka minut bierzemy auto i spadamy.
Z przyczyn, które aŁtorka uważa za zbyt dla nas trudne, nie wyjaśnia, dlaczego nie mogliby się teleportować od razu na Pokątną.

Szykowały się już od dwóch godzin, bo a to musiały się ubrać, zaraz potem wymalować, a później jeszcze przypomniały sobie, że muszą wysłać zaproszenia do Ginny, Zabiniego, Sary no i do tego rudzielca Rona chyba, w każdym razie do wiewióra. Musiałem obiecać Laili, że nie będę go obrażał, obiecałem, bo co innego mi pozostało.
Albo się jest pantoflarzem, albo się nie jest z Mary Sue.

Pomysłowy Potter już podobno coś Laili kupił, a ja, jej chłopak, nawet o tym jeszcze nie myślałem. Zebrałem swój arystokratyczny tyłek i ruszyłem w stronę Dziurawego Kotła. Postanowiłem kupić jej cos magicznego, co ja będę łaził po mugolskich sklepach?
Łażenie po mugolskich sklepach samochodowych cię nie odrzucało.

Po pół godzinie łażenia po sklepach ulicy Pokątnej kupiłem jej...właściwie nic jej nie kupiłem. Po godzinie, ani dwóch zresztą też Powróciłem do auta i nad moją głową zapaliła się żarówka (Wiecie, tak jak w kreskówkach, jak bohaterzy coś wymyślą XD. Od Mii).
*leci obejrzeć jakąś kreskówkę, żeby mieć pełen obraz*

Gdy Laila pozbyła się na chwilę Bellatrix podała mi złoty kryształ. Dzięki niemu szybko powaliłem dyrektora, pomogłem Minie.
Fair play nie ma racji bytu.

Ona tylko pokiwała przecząco głową.
W którymś kraju kiwanie głową oznacza „nie”, ale Anglia z pewnością nim nie jest.

-Czemu oni się tak nas czepiają? Jak was znaleźli?- zapytałem, gdy otrząsnąłem się z szoku
-Nagle Snape wszedł do tego sklepu- zaczęła White
Co jest wyczerpującą odpowiedzią na oba pytania.

Dzień przed imprezą Czarna zrobiła się strasznie wybuchowa. Musiałem od dziewczyny chwilę odpocząć, więc pojechałem kupić jej prezent. Był duży, czarny, w niektórych miejscach obity beżową skórą no i wyjątkowo drogi, ale byłem przynajmniej pewny, ze jej się spodoba.
Pytanie, kto będzie płacił za benzynę.

Potter usłyszał też, że podobno chcą ochrzcić łódkę, tylko ciekawe jakie imię dla niej wybrały.
Aż się boję pomyśleć.

Żeby pokazać im, że my też coś robimy, zrobiliśmy z Potterem małą powtórkę z animagii.
Mały sprawdzianik dla rozrywki.

Choć impra była kameralna (Laila, ja, Potter, Gin, Sara, Zabini, Mina i wiewiór) było extra.
*zamaszystym ruchem skreśla „x” i pisze „ks”*

Tańczyliśmy, wygłupialiśmy się, objadaliśmy, a późną nocą po kilku Ognistych nawet śpiewaliśmy. Statek ochrzciliśmy mianem MoonShip*, a wyspę DeathIsland**. Nawet, nawet to sobie dziewczynki obmyśliły.
*MoonShip- Z angielskiego Księżycowy statek
**DeathIsland- I znów z angielskiego Wyspa Śmierci
Zapewne obmyśliły to także po paru ognistych.

Rano goście nie byli zdatni do użycia, wiec mieliśmy okazję pogadać. Okazało się, że choć nikt wczoraj nie zwrócił na t o uwagi Harry poprosił Minę o to by została jego dziewczyną Wiadomość tę przyjęto bardzo entuzjastycznie.
Plan Dumbledore’a wchodził w życie niemal samoistnie.
[Ciekawe, czy następnego dnia Harry w ogóle o tym pamiętał.]


Zabini wyjawił nam, to znaczy mnie i Potterowi, że zamierza dziś, przy nas wszystkich oświadczyć się Sarze.
Patrz uwaga wyżej co do Planu Dumbledore’a.

Przy obiedzie mój przyjaciel wstał, podszedł do Róży i wyjął z czerwonego pudełeczko, piękny pierścionek. Jakiś tam mały klejnocik miał, ale na pewno jak ja będę się oświadczać (już nawet wiem komu) to kupię większy.
I tak się załatwia politykę prorodzinną.

Od aŁtorki: W rozdziale znajdziecie trochę mitologii egipskiej, bo ja po prostu uwielbiam politeizm innych nacji, będzie tez trochę o dziwnym kraju o nazwie „Polska” napisane z punktu widzenia przemiłej dziewczyny o imieniu Laila. Wszystkie nazwy własne, napisane źle, są tak napisane specjalnie. Po prostu to Anglicy, czyli bohaterowie, tak pilnie je zapamiętali i teraz nie mają pojęcia czy dobrze, a w Polsce te wszystkie „sz”, „rz”, „ż”, „ź”…to wszystko jest dla nich za trudne…
A już na pewno nie czytywali polskich słowników ortograficznych. AŁtorka może czuć się usprawiedliwiona.

Wpadłam do pokoju Harry’ego. Zdziwiony chłopak natychmiast zerwał się z łóżka.
-Przyprowadź Lupina.- powiedziałam trochę podnosząc głos.
-Ale…
-Powiedziałam. Idź po Remusa. Ja nie mogę, bo jak wejdę do Kwatery Głównej…
Za mojej pamięci w części siódmej Kwatera była opustoszona, poza tym Remus tam tylko wpadał. Czemu więc akurat w tej chwili ma tam być?
[Bo Laila wie, że on tam jest i dlatego właśnie musi tam być.]


- Jesteś bardzo tajemniczą osobą Lailo Riddle…Najpierw kilkakrotnie próbujesz mię zabić, ani razu tego nie robisz, aż w końcu ratujesz mnie z rąk swojego ojca i proponujesz współpracę…no, a teraz z niewiadomych powodów każesz mi wołać Lupina i do tego wiesz o Kwaterze Głównej…do tego wszystkiego przez cały czas wydaje mi się jakbym znał cię od dawna, a nie pamiętam skąd…
Bo to Marysia jest.

a najdziwniejsze jest to, ze zna cię i chyba uwielbia Ron…widzisz on ma manię i nienawidzi ludzi czystej krwi.
Poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale w takim razie powinien nie cierpieć sam siebie...

To znaczy…bo jego rodzina to zdrajcy, a jego największym wrogiem jest Malfoy…
...z którym parę dni temu pił whisky, co świadczy o skrajnej wrogości.

-Bo ja…eee…po prostu kiedyś wyglądałam inaczej…ale nie mogę Ci powiedzieć…musisz sam zgadnąć. A myślałam, ze Złoty Chłopiec to bardziej inteligentny jest…- powiedziałam, żeby zmotywować go do pomyślenia chwilkę i udzielenia prawidłowej odpowiedzi. Jako, ze się takiej nie doczekałam, wypchnęłam go na siłę z pokoju i teleportowałam na Grimmuald Place 12.
Szare komórki Pottera zapomniały, że istnieją.
[A aŁtorka prawie dobrze napisała „Grimmauld Place”.]


Zmieniłam się w…no jak myślicie w kogo? W Hermionę i usiadłam na łóżku niecierpliwie tupiąc butem.
Tę Hermionę, którą od dawna uważa się za nieżywą. Zero podejrzeń, co nie?

Po chwili do pokoju wpadł Harry. Spojrzała na mnie zdziwiony, podbiegł i przytulił. Zaraz za nim wszedł Lupin. Stanął w drzwiach jak wryty. –Remus…ratuuunkuuu! Ja się duszę!!!!- powiedziałam. Devil od razu mnie puścił. Do pokoju weszła Mina i usiadła na fotelu.
A skąd tam się wzięła Mina?
[Laila przeniosła ją telekinetycznie.]


- Poza tym, ze wyjeżdżamy mam jeszcze jedną sprawę. To jest numer do Zabiniego, to do Sary, a to do Gin. Są po naszej stronie i w razie czego wam pomogą, ale musza unikać zdemaskowania.
Bo Voldemort ma Ginny za swą gorącą zwolenniczkę.

- do tego wszystkiego, rozmawiałam z Lailą Riddle. Ona także przeszła na naszą stronę. Razem z Draco. O nich Voldemort już wie. Wyjeżdżają, ale przyjadą do Anglii na wakacje i wtedy pomogą Wam w jakiejś z akcji przeciwko śmierciożercom. Mam nadzieje, że do naszego przyjazdu, mojego, Harry’ego i Miny wszystko będzie w porządku.
Voldi spokojnie poczeka, aż Hermiona i reszta się przeszkolą, żeby go pokonać.

-Bez żadnych ale- otworzyłam Remusowi drzwi, a gdy wyszedł, teleportowałam go do kwatery głównej.
*żałośnie* Myślałam, że są w Kwaterze... Nie nadążam.

Po chwili Lupin dostał jeszcze małą karteczkę z napisem:
Pamiętaj, Hermiona dla wszystkich nie żyje…
Pamiętaj…
Wielokropki są bardzo mhroochne.

Powróciłam do mojego codziennego wyglądu. Zabraliśmy swoje rzeczy i ruszyliśmy na pokład, gdzie stał już Draco.
-Nie możemy się teleportować?- zapytał- Musisz go od razu używać? Ja się boje o swoje życie…- już po raz setny zaczynał ten temat. Postawiłam na swoim mówiąc, że do Mooncastle dostaniemy się po mugolsku, bo chce zwiedzić trochę świata.
Każdy by marzył o tym, żeby się tłuc samochodem przez wiele godzin zamiast się teleportować.

Gdy krajobraz przestał wirować mogłam zobaczyć dworek Draco. Na podjeździe stała ona…moja nowa bryka. Czarny lakier, beżowa skóra i wszystko co najlepsze w nowoczesnych autach.
Telewizor, DVD...

Mogę się założyć, ze moi towarzysze nawet nie podejrzewają w jakie miejsce ich wiozę. To znaczy…wiedzą tylko, że do MoonCastle, ale gdzie ta szkoła jest???
Na Księżycu? *z nadzieją*

Dotarliśmy do Plymouth skąd promem popłynęliśmy do Hawr, miasta we Francji. Nie wiele się zatrzymywaliśmy. Tylko gdy naprawdę musieliśmy. Raz prowadziłam ja, kiedy indziej Draco, a czasem nawet Mina. W następnej kolejności minęliśmy Niemcy. Później wjechaliśmy do Polski.
Po przynajmniej dwóch nocach w samochodzie podróżni musieli być w wyjątkowo radosnych nastrojach oraz prezentować sobą esencję świeżego, wspaniałego wyglądu.

Po dniu jazdy teren stał się podmokły, a wokoło pojawiło się mnóstwo jezior. Z tego co wyczytałam na mapie, trzymanej przez śpiącego Draco, kraina nosiła śmieszną nazwę „Mazury”. Na horyzoncie zobaczyłam kolumienki zamku. Dziwnym zbiegiem okoliczności, nad terenem, choć płaskim, MoonCastle górował.
Ach, ci Polacy. Koniecznie muszą wszystko nazywać po angielsku, żeby okazać swój kosmopolityzm. Swoją drogą, ta nazwa przywodzi mi na myśl kogoś o zerowej znajomości języków obcych, uzbrojonego w słownik i fascynację mhroockiem.

Cały ten kraj, ta „Polska” wydawała mi się dziwna. Zero deszczów, wieczne słońce.
*wygląda przez okno* Musiałam się teleportować za granicę.

Ale pomimo kilku minusów, całokształt zrobił na mnie niemałe wrażenie. Ten kraj posiadał wiele pięknych miast i zabytków. Przejeżdżaliśmy przez Gdyńsk i Melbark (cos chyba pomieszałam, ale takie dziwne nazwy…). Niestety nie potrafił się nimi odpowiednio zająć.
Co można było doskonale zaobserwować, nie opuszczając samochodu.
[Czy tylko ja mam dziwne wrażenie, że jazda przez Gdańsk jest lekko dookoła?]


Zobaczyłam także wiele niesamowitych miejsc. Kraj ten po prostu jest niepowtarzalny…najbardziej zdziwiło mnie to, ze jest tu tyle różnych rzeźb terenu.
Te pradoliny...

Podobno można zobaczyć tu też góry, wzniesienia, morze i mnóstwo jezior…postanowiłam, ze w czasie wolnym zwiedzę tę dziwną „Polskę”, ale na razie jechałam wąską drogą w stronę co chwila zanikających mi wierz Mooncastle…
WieRZe, tak? Czyżby MoonCastle to była szkoła prowadzona przez zakonnice?
[A rządzi nią ojciec rektor.]


Zmieniliśmy się w nasze animagiczne formy i szybko znaleźliśmy się pod bramą, ale gdy tylko ją przeszliśmy…właściwie nie wiem co się stało…
Jakby ci to... To nieprawda, że przestępczość zmalała.

Podniosłam głowę. Leżałam w czarnej próżni. Nie widziałam ścian, ale czułam podłogę.
Próżnia z podłogą. Wygodne.

Powoli się podniosłam. Podbiegł do mnie wilk. Nagle zamienił się w…w dziewczynę. Brązowe loki, błyszczące wesoło bursztynowe oczy, hogwardzki mundurek i czerwono-złoty krawat tworzyły z niej…mnie.
Krawat zwłaszcza tworzył Hermionę.

-Taak…ja jestem Tobą.- odpowiedziała powoli na nie zadane jeszcze przeze mnie pytanie.- W MoonCastle magia przybiera kształt, a Twoja nie zmieniła się wraz z Tobą. Pozostała taka sama…
Czyli magia na zawsze jest wizerunkiem siedmioletniego dziecka?

Ocknęłam się w Sali z czterema łóżkami. Na jednym z nich leżał Draco, a na drugim Mina. Trzecie, pewnie należące do Harry’ego, było puste.
W Polsce sypialnie koedukacyjne to norma. Zwłaszcza odkąd od przyrostu naturalnego zależy nasza emerytura.

Nagle do Sali wpadł chłopak. Zaraz za nim wszedł czarnowłosy mężczyzna. Mimo różnicy wieku i brązowych oczu wyglądał dokładnie jak Devil. Harry podbiegł do mnie i przytulił.
W Polsce mamy najlepszych mistrzów od nekromancji... Cześć, James!

Po chwili Mina podniosła się, a gdy tylko nas zobaczyła, zaczęła, a my na zmianę po niej recytowaliśmy:
Dwie dziewczyny Ravenclawu,
Złoty Chłopiec Gryffindoru,
Biały wąż, znak Slytherinu,
Hufflepuff nie dopomoże.
Ani Hermiona, ani Mina nigdy nie były w Ravenclawie, ale kto by się tym przejmował...

Tak zebrana czwórka może
zło pokonać kiedyś,
Jako anioł, jeden człowiek,
Z piątym smokiem młodym.
Ktokolwiek zrozumiał, ktokolwiek wie...

Rzucą się przez morze,
Jak Czarniecki do Poznania!

Pokonają to co złe w nich.
Skończyć tę historie zechcą.
O, tak. To będzie faktycznie pokonanie zła.

Miłością związani,
Wierni, dzielni i odważni,
Wszyscy tu zebrani.
Wojnę skończą tak jak mówią,
Imperium Lorda się zawali.
Jakie imperium? Ledwie Anglię opanował, a i to mu średnio wyszło.

Przepowiednia dotyczyła Nas, naszej czwórki.
Myślałam, że dziewczyn z Ravenclawu...

Otrząsnęliśmy się z transu i zobaczyliśmy mężczyznę przyprowadzonego przez Harry’ego. Stał z otwartymi ustami. Po chwili je zamknął i odkaszlnął. Devil natychmiast go przedstawił:
-Yyyy…Laila, Mina, Draco…to jest mój nauczyciel...
Nie James? *zawiedziona* A już liczyłam na rozreklamowanie polskich nekromantów...

...i właśnie dla tego wyglądam tak, a nie inaczej.
Specjalnie dla Harry’ego przeszedł szereg operacji plastycznych.

Będę Cię uczyć wykorzystywania swojej magii przez najbliższe trzy lata…- rozpłynęła się, natomiast przede mną pojawił się zwitek papieru z przepowiednią, która natychmiast po przeczytaniu, spaliła się…
Ta przepowiednia ulegnie samozniszczeniu.

Drzwi do Sali otworzyły się i do środka, pewnym krokiem wkroczyła słodka i niepozorna dziewczynka. Blond włosy, dziecinna twarzyczka, niewielki wzrost i wiek, biała, komunijna sukienka oraz skrzydełka tworzyły z niej aniołka.
A jednak przenieśli ich na lepszy ze światów!

-Hmm…kto to zawitał w nasze skromne progi? Devil, Czarna, Wite i Anioł…czuję się zaszczycona. Jestem bezimienna, założycielka MoonCastle.- rozejrzałam się po twarzach przyjaciół i zobaczyłam takie samo zdziwienie jakie poczułam i ja. Dziewczynę wszyscy słyszeli choć nie otworzyła ni razu ust…
Nagrała się na dyktafonie, a wy od razu się spodziewacie magii.

- Szkolenie zaczniecie jutro. Dzisiaj macie czas na analizę waszych snów, lub po prostu na bycie w swoim towarzystwie.- spojrzała po naszej czwórce i odpłynęła tak jak to miałam w zwyczaju robić w dworze Malfoyów.
Analiza snów? Bycie w swoim towarzystwie? Co to za szkoła?
[Polska...]


Popiół spadł na czarna posadzkę. Echem poniósł się głos:
-Staniesz przed wyrocznią. Ona wyśle Cię do czasu, w którym najbardziej chcesz się znaleźć, do przeszłości lub przyszłości.- ciemność rozpłynęła się.
Zwykły wehikuł czasu.

Stałam w ogromnej Sali. Za mną rozpościerało się wielki prostokątny basen. Przede mną stał ogromny, ledwie mieszczący się w Sali człowiek z zieloną twarzą, a obok niego osoba z twarzą krokodyla. Rozpoznałam w tych postaciach bogów egipskich, Ozyrysa* i Anubisa**. Z boku uważnie przyglądała mi się Ammit*** trzymana przez otoczona świetlistym kręgiem Izydę****. Pomiędzy Ozyrysem i Anubisem stała waga, za którą siedział Thot*****. Na jednej z szali leżało pióro Matt******, która także znajdowała się w Sali. Zrozumiałam, że jest to egipski sąd Bogów*******.
Jest w zaświatach! Nareszcie!

Na druga szalę wagi rzuciłam diament Ravenclawu. Jeśli klejnot będzie cięższy od pióra, grozi mi pożarcie przez Ammit…
Słabo znam staroegipską mitologię, ale czy to nie miało być serce, a nie kamienie szlachetne?
[Nie rozumiesz! Marysia ma serce z diamentu!]


******* http://pl.wikipedia.org/wiki/S%C4%85d_Ozyrysa uczyniłam jednak tu wyjątek i pozbyłam się 42 asesorów oraz Neftydy, a także spowiedzi.
Bo z czego niby Marysia miałaby się spowiadać?

Szala przeważała raz na jedną, a raz na druga stronę, a ja przyjąwszy skruszoną pozę zaczęłam przepraszać wszystkich. W myślach powtarzałam adresowanego ludzi, których skrzywdziłam „przepraszam”. Choć wiedziałam, ze to bez sensu to i tak to robiłam.
A ja ci nie wybaczę krzywd na psychice. Zwłaszcza jeśli alternatywą jest pożarcie cię przez Ammita.

Nie wiem czemu…tak nakazywało mi sumienie. Ozyrys czytał co ciekawsze moje występki, a wtedy waga dramatycznie się przechylała.
A wszyscy bogowie słuchali z wypiekami na twarzy.

Ra i Anubis spojrzeli na mnie.
-Jesteś wolna, ponieważ żałujesz…- pierwszy przemówił Thot
W perspektywie bliskiego spotkania z pożeraczem umarłych żałowałabym wszystkiego, co by mi tylko nakazali.

-I w nagrodę zobaczysz…- Anubis
-To co najbardziej pragniesz…-Ra
-Jesteś na to już gotowa…- Ozyrys
-Nie będzie odwrotu…- Anubis
I to, co zobaczysz, pozostanie zobaczone.

Mały chłopczyk w białym garniturku, jakby do ślubu.
Pedofile wywalczyli prawo do zawierania związków małżeńskich.

Zasmucony, wpatrujący się w okno. Gołym okiem widać, że powstrzymuje się od płaczu.
Zazwyczaj potrzebna była lupa.

Chłopak martwi się o nią…nie chce żeby matce coś się stało. Kobieta zdenerwowana wychodzi. Chcę podejść do chłopczyka, przytulić, pocieszyć. Klękam przy nim. Mocno ściskam. Samotna łza spływa po moim policzku wywołując ich kaskadę u chłopca.
Samotna łza jako przewodnik stada.

Mały, czarnowłosy chłopiec w za dużych ciuchach siedział na ławce. Nogi spuszczone, nie sięgające ziemi luźno opuścił, a teraz dyndały mu w przód i w tył. Wpatrywał się w przestrzeń i chyba o czymś myślał. Usiadłam obok i wesoło się uśmiechnęłam.
-Coś się stało?- zapytałam
-Mam urodziny…ale moja ciotka i wujek są na mnie źli…- powiedział otwarcie malec
O ile się orientuję, Laila cofnęła się w czasie i właśnie spełnia rolę psychoterapeutki kilkulatków, którzy będą jej przyjaciółmi.

-Pokażę Ci coś…- wyjęłam różdżkę i wyczarowałam białego gołębia, który pofrunął pod słońce znikając nam z oczu. Chłopiec zafascynowany, nie zauważył, że zniknęłam i pozostało po mnie tylko pudełko tortu…
Nie był zmartwiony, kiedy to odkrył.


-Widziałam przyszłość świata po zniszczeniu Voldemorta.- powiedziała rozmarzona Mina- To było wspaniałe…
Czy ja wiem? Ludzie nawet bez Voldemorta potrafią wszystko popsuć.

Kilkoro ludzi wpatrywało się w jeden punkt. Stała tam młoda para płacząca ze szczęścia. Wysoki czarnowłosy mężczyzna objął właśnie swoją żonę uśmiechając się przez łzy. Kobieta w białej sukni kontrastującej z jej szarymi oczami i czarnymi włosami wyglądała nieziemsko. Jej mąż z charakterystycznymi, przenikliwie zielonymi oczami spojrzał w moją stronę.
Czyli Harry bierze ślub. Dumbel, ty nawet zza grobu musisz kończyć swoje plany...

Stąpałam po czerwonym dywanie, pośród morza krzeseł w stronie pary. Pan młody pokazał swojej żonie właśnie mnie.
Ciekawe, co przy tym powiedział... „Widzisz? A z tą się całowałem w szóstej klasie.”.

Przez chwilę patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Nagle cały ślub rozpłynął się i pozostałam sama. Sama na ogromnym, zasnutym mgłą , ciemnym cmentarzu, przytłoczona tym co widzę.
Mhroock był tak gęsty, że Laila zaczęła się dusić.

Nagrobki, aż napierały na mnie, straszyły. Bałam się jakie litery, jakie wyrazy będę mogła odczytać na następnym z nich. Dotarłam do największego pomnika. Tak, właśnie pomnika, bo nie był to zwykły grób.
Bo zwykły być nie może. Mania wielkości?

Na nim jasny, prawie złoty napis:
Draconowi Malfoyowi, Minie i Harry’emu
Potterom oraz Laili Riddle
Wdzięczna społeczność
2010
Bo zginęli w imię dobra…
A to, że zginęli, było najlepsze.

-Niiiieeeeeeeee!- krzyknęłam, a mój głos poniósł się echem po pustce cmentarza…
- Taaaaaaakkkk!!!!!!!!111jedenjeden

-Widziałam przyszłość…chodzi o to, że przeszłości nie da się całkowicie zmienić…ona się już zdarzyła. Możemy ją ewentualnie zmodyfikować.
I niech mi ktoś spróbuje wmówić, że w tym nie ma sprzeczności.

Za to przyszłość jest dowolnie kształtowana przez nas…przez nasze wybory…teraz możecie sobie mnie przypomnieć…- powiedziałam do Harry’ego i Draco
Obaj wyrzucili z pamięci te spotkania, bo były zbyt traumatyczne.

- Ale ty Mino niestety musisz na to poczekać, bo zobaczysz mnie dopiero w przyszłości…
Czekajcie, ale przecież Mina ją już widziała i nadal widzi...
[Gdyby to miało być zrozumiałe, to aŁtorka by o tym nie pisała.]


-Byliście na Sądzie Ozyrysa?- Łał, Draco i mitologia?
-Na czym?- powiedział Harry
-Na sądzie śmierci…- odezwała się we mnie Hermiona- Waży się tam wasze serce i tylko ludzie dobrzy, sumienni i żałujący swych czynów mogą wywinąć się od pożarcia przez Ammit…
I bohaterki blogasków, ale one wywijanie się mają w kontrakcie.

-Powiedzieli, ze żaden śmierciożerca, ani osoba popierająca Voldemorta nie może przejść…wystraszyłem się, ale mnie puścili…serce było lżejsze niż pióro…
Jakaś ściema z tym ważeniem. Lucjusz musiał dociążyć piórko złotem.

-Podwiń rękaw.- powiedziałam, a on wykonał moje polecenie. Na miejscu znaku pozostały tylko resztki tatuażu, który powoli zanikał.
Voldemort tnie koszty. Stać go tylko na tatuaże z gumy do żucia.

- Już nie jesteś śmierciożercą- powiedziałam wesoło- Nawet magia Voldemorta nie jest taka silna aby oprzeć się bogom…
Nawet o, bóg kaca by sobie dał radę.

Po chwili na ramieniu wylądowała mi dumnie sówka Zabiniego.
L.V zorientowała się, ze nie ma Was w kraju. Szykuje coś większego.
*szuka w myśli* Która bohaterka ma takie inicjały?
[Ej, no rusz głową! To wcale nie litery, tylko cyfry rzymskie. AŁtorka chciała nawiązać do Mickiewicza: „A imię jej będzie pięćdziesiąt i pięć”...]
A może to lord Voldemort, który zmienił płeć? Albo jedno i drugie...
[I już wiemy, kto był literackim pierwowzorem Voldzia...]


Bądźcie w kontakcie. Szuka Sary i Draco. Ukryłem ją. Chwilowo nie piszcie. Szykuje się wojna…
Zabini
P.S. Ślub w wakacje…
To tak à propos wojny?

Weszłam do ciemnego pokoju. Gdzieniegdzie tliły się świeczki. Na środku pomieszczenia leżała osamotniona poduszka.
Samotne łzy to już standard, ale to...

Nagle wokół zawirowały setki płatków róż, roznosząc słodka woń, która powoli wprowadzała w nastrój osłupienia i monotonnie kołysała do snu…
Zastanawia mnie, co tam rozpylili...

-Znów się spotykamy Lailo Riddle.- powiedziała, brązowowłosa postać wyłaniająca się z mrok.
Mroku płci żeńskiej jeszcze nie było, ale chyba czas na to najwyższy.

- Tym razem jednak i na naukę przychodzi czas. Zaczniemy od rozruszania Cię.- to mówiąc podniosła rękę, a książki porozrzucane po czarnej posadce uniosły się w powietrze.
A cóż to za posadka?
[Ciepła posadka dla naszej Marysi. Zero obowiązków i nieprzyzwoicie duża wypłata.]


Po chwili każda z nich została posłana w moją stronę. Mogłam, albo wykazać się refleksem i uchylić się przed nimi, lub nabić sobie kilka siniaków stojąc w miejscu.
I oto do czego służą książki.

Niestety to Harry był bardziej odpowiedni do tego zadania. Ja się po prostu nie nadawałam. W końcu wyszłam z opresji przed kilkoma uciekając, ale i tak część z nich mnie nie dosięgnęła.
Dosięgły ją słowniki, które płonęły żądzą zemsty.

Wbrew pozorom w zamku nie mieszkała tylko Bezimienna. Znajdowało się tutaj kilka jakże przemiłych osób.
Które, o dziwo, miały imiona.

Wśród nich znajdował się Lucas. Wysoki, wysportowany blondyn. Zgłosił się na ochotnika do oprowadzenia nas po zamku. Pokazał nam komnaty zamkowe, miejsca w których się jada, zbiera na zebrania, zobaczyliśmy także bibliotekę pełna książek. Na placu stał bar i sklep ze składnikami eliksirów, książkami i innymi rzeczami.
No! Widzicie, co to znaczy polska szkoła! Hogwart nie miał nawet fast-foodu.

Weseli jak nigdy ruszyliśmy do swoich pokoi. Otworzyłam powoli drzwi.
-It’s amazing.- zdołałam tylko wyszeptać.
AŁtorka szpanuje znajomością angielskiego.

Był to okrągły pokój. Przez sufit widać było niebo.
Polscy budowlańcy, bez dwóch zdań. Tylko oni mogliby zrobić tak cienki sufit, żeby prześwitywał...

Łóżko z baldachimem oraz kolumienkami, puchaty dywanik, mały stolik, miękkie fotele, ogromne biblioteczki pełne książek, a także nie mająca dna dębowa szafa przyprawiały mnie o zawrót głowy.
Znowu przejście do Narnii?

Znalazłam też w tym pokoju drzwi do pięknej łazienki oraz tajemniczego pokoju, w którym szkoliłam się dziś rano. Nad łóżkiem wisiał mały, ruchomy portrecik Agathy.
Twoja stara jest wszędzie!

Zdziwiłam się gdy zobaczyłam, że na oparciu fotela siedzi czarny kruk. Jego czerwone oczy wpatrywały się we mnie uważnie. Podeszłam i odwiązałam list od jego nóżki.
Droga córko
Bo chyba mogę Cię jeszcze tak nazywać…myślałaś, że jesteś ode mnie lepsza, tak?
Oho, Voldi ma kompleksy.

Chyba wiesz, że ja Ci tak łatwo nie daruję…Stracisz to wszystko na czym Ci tak bardzo zależy. Wiesz, że moi śmierciożercy zbierają się do ataku na Hogwart?
”I ładną mamy pogodę.”

Tak…a Sara też długo nie będzie się ukrywać, gdy zostanie powiadomiona o powrocie swojego brata w moje szeregi…ach...ale ty przecież nic nie wiesz. Radzę Ci abyś poszukała swojego kochasia…
Którego?

Rzuciłam kartkę na podłogę i wybiegłam z pokoju. Moim celem stały się drzwi.
Moja nadzieja, że wybiegła przez okno, legła w gruzach.

Drzwi do pokoju, w którym mieszka Draco. Wpadłam na Harry’ego, ale nie przejęłam się tym. Biegłam dalej, aż dotarłam do celu mojej podróży.
I oto dotarła do celu. Wzruszona dotknęła drzwi, przytuliła się do framugi i stała tak przez następne trzynaście dni, aż padła z odwodnienia.

Niepewnie otworzyłam drzwi i rozejrzałam się po pokoju. Na łóżku Draco leżała czerwona karteczka. Po jej przeczytaniu zbladłam i osunęłam się na łóżko.
Rozumiem, że to nie walentynka?

Drżącymi rękami podałam list przyjaciołom. Panika ogarniała mnie coraz bardziej. A jeśli to prawda? Jeśli Draco poszedł do Voldemorta?
Na herbatkę.

-Jeśli to kolejna sztuczka…-powiedział Devil po chwili
-To nie jest jakiś głupi żart. Jeśli Voldemort obiecał mu powiedzieć coś czego nie powiedziałam Draco ja to Anioł oczywiście poszedł po informację. Tym bardziej, że nie kochał mnie…nie do końca. Na spodzie jego duszy pozostała tamta Hermiona.
I kochał dwie dziewczyny, które były jedną osobą. Pomysł godny „Mody na sukces”.

W głowie kołatały mi się słowa listu. Listu Voldemorta do Draco. Ten bezduszny czarnoksiężnik obiecała mojemu kochanemu Aniołowi wyjawić gdzie jest Hermiona…a mój głupiutki chłopak musiał pójść prosto w paszczę lwa…zostałam w pokoju.
Draco przeszedł do Narnii.

Nie poszłam na obiad, ani na kolację.
I tak wiemy, że tylko schodzenie na śniadanie się liczy.

Od aŁtorki: Nie potrafię zostawić tego bloga. Pomimo, że założyłam nowego do tego będę wciąż wracać…a dla czego? Bo to mój pierwszy blog…dzięki temu możecie czytać nowy rozdział…jeśli ktokolwiek się pofatyguję….chciałabym, aby każdy kto czyta to opowiadanie zostawił jeden, nawet beznadziejnie bezsensowny komentarz, żebym wiedziała ile osób to w ogóle czyta…
Czy ktoś jeszcze wierzy, że aŁtorkom chodzi o jakość komentarzy?

Obudziłam się nad ranem. Zaschnięty makijaż ukazywał drogę moich wczorajszych łez. W łazience spojrzałam w lustro. Wyglądałam upiornie. Miliony odłamków rozprysnęły się raniąc moją rękę, gdy uderzyłam w nie z bezsilności. Krew kapała na śnieżnobiałą umywalkę.
Nowa wersja cięcia się żyletką. Siedem lat nieszczęścia w pakiecie.

Nie wiem czemu, ale w głębi cieszyłam się…jak małe dziecko z tego widoku.
*zdezorientowana* Że kto, co, jak?

Włożyłam rękę pod strumień zimnej wody, obmyłam ją, a później zabandażowałam. Przemyłam twarz i ubrałam się. W krótkiej chwili zadecydowałam, że pójdę na śniadanie.
No, to rozumiem! Wiedziałam, że może obiad i kolację poświęcić, ale śniadanie za nic!

Nagle wybuchłam. Uderzyłam mocno nie zranioną ręką w stół.
Jeszcze dwa razy i skończą jej się kończyny.

Wyciągnęłam kawałek pergaminu i gęsie pióro. Usiadłam na krześle i zaczęłam pisać:
Tomie Riddle
Nie, nie możesz mnie tak nazywać.
A masz dowody? Badanie DNA?

Jesteś podłym, wrednym…uhhh…brak mi słów…jedyne, które w pełni Cię określa nie istnieje. Przychodzi mi na myśl „żałosny”, ale to wciąż za mało.
Polacy chętnie cię doszkolą w kwestii właściwych słów.

Nie oczekuj ode mnie wiele, ale jednak jakie są Twoje życzenia?
Logika poszukiwana pilnie.

Odłożyłam pióro, jeszcze raz przeczytałam list i zagwizdałam. Do pokoju wleciała ruda płomykówka.
-Leć do Voldemorta…- powiedziałam przywiązując do jej nóżki zaadresowany list- Wracaj nawet bez odpowiedzi.- pogłaskałam ją po łebku i wyrzuciłam przez okno.
Wyrzuciła? I to ma być łagodne traktowanie zwierząt?

List od Voldemorta jeszcze tam leżał. Przypomniałam sobie, że nie przeczytałam go całego.
Pewnie go nie znajdziesz, bo potulnie przyszedł do mnie. Jeśli chcesz uratować przyjaciela, a nawet kilku wraz ze szkołą to spełnisz moje warunki.
Lord Voldemort
Nie przeczytała, a jednak wiedziała, co tam jest.

Zmięłam list w ręce i podpaliłam. Resztki papieru wraz z popiołem wolno opadły na brązowy dywanik.
A ręka, w ramach samoudręczania, była mocno poparzona.

Wewnątrz mnie toczyła się zażarta walka. Poddać się i przystać na warunki tego klowna czy walczyć narażając życie innych?
Wiecie, nigdy nie myślałam o Voldim w ten sposób, ale z drugiej strony... Kto by używał tyle pudru? I nawet sztuczny nos będzie mu łatwiej założyć.
[To jest alternatywna ścieżka kariery. Na wypadek gdyby opanowanie świata nie wypaliło.]


Nie podobała mi się myśl o znanych twarzach wykrzywionych z bólu. Nie mogłam na to pozwolić, tak samo jak nie mogłam przepowiadać im innego lodu niż śmierć w przypadku walki.
Dziękuję, ja wolę Big Milka.

- Nie ma Draco, Voldemort mnie szantażuje, a ja mam dwa wyjścia i każde jest równie złe…wy nie rozumiecie…wy nie wiecie…
Nie pojmujęcie głębi jej cierpienia!

Od dawna oboje powtarzali mi, żebym przyznała się, że jestem Hermioną. Łatwo im było powiedzieć, ale mnie trudniej zrobić. Ja się bałam. Bałam się, że Draco odejdzie, a teraz gdy to się stało żałowałam. Teraz Harry był na mnie zły. Nie, zły to mało. On był wściekły i widać było, że za chwilę wybuchnie.
Tak bardzo tęsknił za Draco?

Nie rozumiecie, że to się dzieje za szybko, a do tego wszystko przez mnie, bo ja głupia, bojąc się reakcji Anioła, nie powiedziałam mu o mnie. Za to Voldemort, jako dobry ojciec, przyrzekł mu, że powie gdzie jest Hermiona.
Mnie tu wychodzi, że Voldi jest ojcem Dracona. Kazirodztwo?
[Twincest!]


-A jakie są te dwa wyjścia, o których wcześniej wspomniałaś?- zapytała cicho Mina
-Wyjście pierwsze: poddajemy się, prawdopodobnie umieramy w męczarniach, Voldemort zajmuje świat i zabija ludzi, którzy stoją mu na drodze…wyjście drugie: staramy się uratować Draco i szkołę, walczymy z tym idiotą, ale i tak giną miliony ludzi, w tym, możliwe, i Anioł i Róża.
I też zginą w męczarniach. Nie ma wyjścia, nie ma problemu.

-Nie chciałabym, ale tak samo nie chce stracić Draco i wielu innych przyjaciół, Hogwartu, a to może się stać w czasie walki…
Albo jeśli pozwolisz Voldiemu na szerzenie zła. Urocze perspektywy.

Gdy już udało mi się zdrzemnąć, we śnie majaczyły przede mną dziwne, niewyraźne kształty. Mina mówiła, że to pewnie nic nie znaczy, a Harry radził iść do Bezimiennej.
Ponoć to tylko magazynowanie wspomnień z całego dnia. Chyba że proroctwo przybrało formę abstrakcyjną, żeby można było dowolnie dopasować interpretację.

Bez Draco byliśmy słabsi, a do tego zaczął między nami rosnąć mur. Każde z nas, oddalało się od siebie. Bez Anioła nie było tak jak wcześniej.
Malfoy jako element scalający drużynę. Kto by pomyślał...

Rozdział 25 "Jedna samotna łza..."
Znowu?!

Od aŁtorki: Czas na rozdział z Draco. Niestety nie mogłam go w całości poświęcić tylko jemu. Gdy zobaczycie *** znaczy to, że zmieniam osobę z Draco na Lailę i odwrotnie.
Użyjcie przycisku w prawym górnym rogu książeczki, a usłyszycie zabawny dźwięk.

Czarna sówka siedziała na oparciu fotela przyglądając mi się. Zabrałem list, który trzymała w dzióbku. Niecierpliwie rozerwałem kopertę i wyjąłem kartkę.
Wiesz, że Twoja ukochana Hermiona żyje?
Wiesz, że ona wcale nie zginęła?
Chcesz dowiedzieć się więcej?
Wyślij SMS o treści „Hermiona” pod numer...

Przyjdź do Malfoy’s Manor…
Ja też czytałam Pottera po angielsku. Ale ja przynajmniej znam polskie tłumaczenie.

Wiedziałem, że to nowa sztuczka Czarnego Pana, ale Hermiona, moja droga Hermiona…ta, którą nienawidziłem sześć lat, a później, całkiem nagle, pokochałem.
W ciągu jednej jazdy samochodem.

Ta, którą uważałem za martwą, nieżywą, okazuje się żywą, kochaną i kochającą…
Jeszcze nie wiadomo, czy kochającą.

A co z Lailą? Mam zostawić tą, która wyswobodziła mnie z rąk Voldemorta? Co mam zrobić?
Trudny wybór: Hermiona czy Hermiona?

Nagle drogę przebiegł mi pies. Wydawał mi się dziwnie znajomy. Jessica! Ale skąd ona tu się wzięła?
Twoja sta... tfu, teściowa in spe widzi wszystko!

Chyba, że Laila kazała mnie pilnować…ale przecież Jess nie było w MoonCastle. Już sam nie wiem…suczka przystanęła zagradzając mi dalszą drogę. Spojrzała na mnie błagalni, próbując odwieść mnie od pomysłu wejścia do domu, jednak nie udało jej się to.
Husky powinien sobie bez problemu poradzić z człowiekiem...

Wyminąłem ją , otworzyłem ciężkie drzwi i wszedłem do ciemnego hallu skąd ruszyłem dalej korytarzem. Postanowiłem wejść do mojego pokoju. Tam z wysuniętej szuflady wystawał świętego papieru.
A cóż to? Papirus?
[Nie, banknot.]


Ten papierek okazał się biało-czarną ruchomą fotografią.
Na której widniał Bór Liściasty i orant.

Otworzyłem oczy i zobaczyłem upiorną twarz Voldemorta.- Widzę, że wpadłeś w odwiedziny…- zerwałem się z podłogi.
- Gdzie Hermiona? Co jej zrobiłeś?
-Spłodziłem ją…- powiedział po chwili
A my przez to cierpimy...

-Na pewno nie powiedziała mi tego twoja córka…- powiedziałem ze złością
-Arogancki…jak zwykle…to mi się w tobie podoba. Mógłbyś być moim najwierniejszym sługą, moją prawą ręką, ale ty zrezygnowałeś na rzecz Laili.
”I teraz możesz być co najwyżej moim zięciem.”

-Gdzie, gdzie on jest?! Mina mów!- zerwałam się z łóżka. Skąd ona wie?
-On, on jest gdzieś w…w…chyba w Chinach…
-A skąd to wiesz?
-Sen…miałam sen…
A w tle był Wielki Mur Chiński?
[To równie dobrze może być Księżyc.]


-Faktycznie…same sobie nie damy rady…weźmiemy też Lucasa i…hmm…jeszcze nauczyciela Devila…dziwne…zauważyłaś, że nasi nauczyciele nie chcą przejść do naszego świata, a tylko James chce…
-Pewnie marzy o spędzeniu z Harrym czasu…- powiedziała po chwili zastanowienia Mina.- Idziemy…
To jednak był James?! Czyli polscy nekromanci znowu w akcji?

-Komu Let’s temu Go.- powiedziałam optymistycznie i obróciliśmy się niknąc w powietrzu.
Jeśli chodzi o znajomość angielskiego, to optymizmem nie napawa.

Wiatr zaczął powiewać naszymi szatami, a z nieba poczęły spadać drobne płatki śniegu. Ze wszystkich stron napłynęły do nas pyknięcia. Śmierciożercy otoczyli nas ciasnym kołem.
I po to do Chin leciały?

Rozejrzałam się po twarzach ludzi zebranych wkoło. Zero masek…do tego sam doborowy komunik.
Komunizm? A więc to o to chodziło Voldemortowi?

-Azarat Metron Zhintos.- wyszeptałam, a z mojej różdżki wydostała się maź która stworzyła przezroczysta bańkę chroniącą przed zaklęciami.
”Młodzi tytani” po raz kolejny. Tylko czekać, aż aŁtorka sięgnie po hasełka z serialu z najwyższej półki, czyli „Hannah Montana”.

Usłyszałam jeszcze trzy pyknięcia i przed nami pojawił się Voldemort w towarzystwie, ku mojej rozpaczy, Sary i Draco. Oboje byli bladzi, bez nawet cienia rumieńców.
Kto z kim przestaje... Jeśli jesteś w towarzystwie Voldiego, to musisz ponieść tego konsekwencje.

- Draco…- wyszeptałam, a samotna łza pociekła po moim policzku.
*dodaje do kolekcji*

W jego stalowych oczach widziałam jak w lustrze swoją twarz.
I kolejny stały punkt. Oczy z metalu, w dodatku wypolerowane.

Rodzeństwo wyglądało jak kukły ze szklanymi oczami.
Metal czy szkło? Bo to dość istotna różnica.

Spojrzałam na przyjaciół. James położył na ramieniu Harry’ego swoja dłoń. Oczy Devila wyrażały tak bezbrzeżny smutek…jeszcze raz spojrzałam na Draco i Sarę. Ci, z którymi tu przybyłam złapali mnie za ręce i deportowali się…a tak chciałam tam zostać…
I została sama wobec wszystkich śmierciożerców.

Stała tam, patrzyła na mnie, nawet wyszeptała moje imię. Hermiona. Moja kochana gryfona…czemu mi nie powiedziała? Teraz płacę za to wysoką cenę. Musze służyć Voldemortowi…do tego pod jakimś czarem.
To już przegięcie. Służenie pod groźbą użycia siły byłoby dużo lepsze.

Gdy znikali zdawało mi się, że zobaczyłem dziewczynę taka jaka była kiedyś…z burzą brązowych loków, kasztanowymi oczami i pełnymi ustami wprost stworzonymi do pocałunków…gdy znikali widziałem ją taka jaka chciałem widzieć…gdy znikali z oka popłynęła mi łza…
I znowu samotna. Ile jeszcze?

Tylko Harry nie brał udziału w dyskusji. Stał ze spuszczoną głowa w miejscy gdzie się aportował. Tylko on i ja znaliśmy tak naprawdę długo Draco i Sarę i chyba tylko my tak na prawdę chcieliśmy ich ratować…
Dracona znają od siedmiu lat, w tym sześć lat wzajemnych wyzywań. Sarę znają od roku. To ma być „naprawdę długo”?

Ani Lucas, ani James nie chcieli nadstawiać głów za Sarę, której nie znali, i za Draco, którego tak naprawdę nigdy nie poznali. Za to Mina nie przepadała za Różą, a szkoda. Tylko Harry i ja znaliśmy i docenialiśmy ich obojga. Byliśmy w szkole paczką, dobrymi przyjaciółmi.
Harry, Hermiona i Draco. Tak, dobrze widzicie.

-Zabini!- wykrzyknęłam nie zdając sobie sprawy, że inni nie podążają za moim tokiem myślenia i nie wiedzą o co chodzi.
Ja też nie.

W rękach trzymałem starą fotografię. Zrobiona była chyba w jakimś sadzie. Pomiędzy drzewami mój ojciec stał z małą Hermioną na rękach. Z tyłu, na huśtawce siedziała matka Laili –Agatha.
Lucjusz. Trzyma Hermionę na rękach. Borze Liściasty, ratuj mnie, bo kanonowi nic już nie pomoże.

Ukryta za jedną z jabłoni była Bellatrix i co najdziwniejsze, uśmiechała się. Pomachała mi i podbiegła do Lucjusza. Połaskotała dziecko i wybiegła za ramkę.
Bella bawi się z Hermioną. Ponawiam wołanie o ratunek.

Od aŁtorki: Na samym końcu pierwszej części jest kawałek Harry’ego.
Śledziona czy trzustka?

Od aŁtorki: W tym rozdziale, a najbardziej w drugiej części jest wyjaśnione wiele rzeczy…większość została przeze mnie wymyślona kilka dni temu, więc musicie mi wybaczyć naciągane teorie…to znaczy jeśli takie znajdziecie…
Po przeczytaniu całego bloga uznaję, że nieznalezienie takowych graniczyłoby z cudem.

-Jak? Co?- zaczęłam się jąkać. Skąd oni się tu wzięli? Voldemort ich wypuścił?
-Uciekliśmy Czarnemu Panu. Draco był fantastyczny. Rzucił zaklęcie bezróżdżkowe na strażnika i mogliśmy uciec.
Magia bezkijowa wraca! Ach, te dobrze nam znane motywy...

Później teleportowaliśmy się tutaj.- wyjaśniła Sara, ale wydawało mi się to strasznie podejrzane. Róża nigdy w moim towarzystwie nie nazywała Voldemorta „Czarnym Panem”, a Draco nie zna magii bezróżdżkowej, inaczej uratowałby nas wtedy, w lochu.
Tylko Laila ma do tego prawo!

-Tak się martwiliśmy.- powiedziałam i przytuliłam Sarę- A co z Zabinim?
-Powiedział, że z tobą będę bezpieczniejsza. Poza tym on jedzie do Hogwartu. Armia Czarnego Pana ma napaść na zamek , więc pojechał pomóc.- coś to wszystko jest podejrzane…
Tak, też mam takie wrażenie. Zupełnie jakby ktoś chciał unicestwić kanon.

-Nie gniewasz się, że ci nie powiedziałam Dracusiu?- zapytałam. Celowo nazwałam go tym znienawidzonym mianem. Po odpowiedzi powinnam wiedzieć…
-Oczywiście, że nie kochanie…- powiedział i pocałował mnie namiętnie. Wszelkie wątpliwości zniknęły, gdy wokoło rozszedł się błogi zapach.
Draco zmienił perfumy!

-Sądzę, że jesteś przewrażliwiony. Draco to najpiękniejsza i najbardziej idealna istota jaką znam.- powiedziałam rozmarzonym głosem
Prawie jak cyborg.

- Poza tym, kiedy ty popadłaś w takie „Dracouwielbienie”?
Na początku była aŁtorka...

- Przepraszam. Coś już się ze mną dzieje. Chodźmy poprosić ich o głębsze wytłumaczenia…- wyszliśmy z pokoju.
Głębsze?
[Mnie się skojarzyło z „jednym głębszym”...]


Na końcu korytarza zobaczyłam Draco.
-Anioł! Czekaj!- zawołał Harry, a Biały stanął. Zauważyłam, że nie ma kryształu.
Nie pasowała do metalowych oczu.

-Hmm…gdzie masz diament?- zapytałam. Draco gwałtownie mnie pocałował. Znów poczułam ten niesamowity zapach, a po ciele rozeszło się miłe ciepło. Otępienie wkradło się w zmysły, a umysł przejął mój ukochany Dracuś.
I tak aŁtorki opanowały świat.

-Zostaw Dracusia.- powiedziałam ostro.- Mój kochany pewnie nie jadł śniadanka…prawda kochanie?- chłopak milcząco pokiwał głową, a ja uwiesiłam mu się na ramieniu i poprowadziła do Sali.
Tak! Zejdźcie!

Gdy odchodzili, mógłbym przysiąc, że widziałem jak Draco spojrzał się w moją stronę i uśmiechnął się złośliwie. Coś mi tu nie pasowało…
Zupełnie jakby wracał do kanonicznego siebie...

co oni robią Laili…raz jest normalna, a gdy tylko on ją pocałuje to zrobi co zechce…chyba chodzi o ten pocałunek…a może to amortencja…
Amortencja w ślinie. Genialne w swej prostocie.

-Bella? To naprawdę ty? Voldemort? Co ci się stało? I co masz wspólnego z Hermioną…znaczy się…z Lailą?
-Posłuchaj mnie uważnie. Jestem chrzestną matką Hermiony, a twój ojciec był jej chrzestnym ojcem. Dowiedziałam się o tym w dniu, w którym przyszedłeś do Malfoy’s Manor.
W trakcie chrzcin była tak pijana, że nie zdawała sobie sprawy z tego, co się dzieje?
[No, Voldiego na pewno stać na porządny alkohol.]


Wkradłam się wtedy do pokoju twojego ojca. W przeddzień swojej śmierci powiedział mi, że Voldemort nas okłamywał.
”Nasza chrzestna córka Hermiona to Hermiona Granger!”

Oczywiście poszłam do jego pokoju i znalazłam zdjęcia. Zobaczyłam na nich siebie, Lucjusza i Agathę.
Ta to się wszędzie wciśnie.

-Ale czemu porzuciliście Hermionę?
-Koniec wojny, wszyscy szukają popleczników Voldemorta, a jego córka poszukiwana jest najbardziej ze wszystkich ludzi na ziemi.
Szukać córki Voldemorta to jak wejść do mrowiska i szukać mrówki...

-Ale do czego? Skoro Voldemort odszedł…do czego potrzebna mu była Hermiona?
-Tak naprawdę córka Voldemorta wygląda tak jak właśnie ta Hermiona, która znasz. Wiesz, loki, brązowe oczy i tak dalej.
Bella narysowałaby portret Hermiony z zamkniętymi oczami.

Voldemort, w momencie kiedy przyszedł po nią do domu, dał jej łyk wina z czary Hufelpuff. Czara jest jego horkruksem…
Czarna msza!

Voldemort zaszedł daleko w tej sztuce. Pragnął stać się nieśmiertelny, ale przesadził. Jego dusza została rozerwana na siedem części. Część z nich jest gdzieś ukryta, a siódma istnieje jeszcze w jego ciele. Właśnie dlatego Voldemort jeszcze żyje i nie zniszczyło go odbite w niego zaklęcie…jedna cząstka duszy umarła ale pozostało jeszcze kilka. Trzeba je zniszczyć.
Kanon!
To jest Twoje zadanie…
To już nie...

-Ale jak?
-To już będzie wiedziała Hermiona…i Potter. Oni zostali poinformowani przez Dumbledore’a, ale chyba o tym całkiem zapomnieli.
*uśmiecha się szeroko* Serio?



maggot (08.10.2009, 13:11)
brak www
skisłam z zakwiku, cztery części naraz są niebezpieczne dla zdrowia. xD

LucyInTheSky (03.10.2009, 22:44)
brak www
Łooo, to BYŁO autentycznie kwikogenne xD
Jedno wielkie dziękuję! ^^

nikasek (01.10.2009, 22:00)
brak www
ej, to kim była Agatha, bo ja już nie wiem? :

Lichtgestalt (01.10.2009, 14:18)
brak www
"Polscy budowlańcy, bez dwóch zdań. Tylko oni mogliby zrobić tak cienki sufit, żeby prześwitywał..."

Ómarłam.
Autentycznie was kocham. Tak z całego serca :D