Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i twoja stara 3/4
HP i twoja stara 3/4 (24.09.2009, 08:53)
Bez balu w Hogwarcie i animagów blogasek nie spełniałby standardów aŁtorskich. Dodatkowo mała instrukcja kupowania nieruchomości...

Analizowała: Miss Derisive

Profesorka postawiła tiarę na stołku, a ta po chwili zaczęła swoją coroczną piosenkę.
Zostałam uszyta dawno temu bardzo
I podarowana Godrykowi
Założył on Hogwart
I dobrał trzech czarodziejów
Do kompletu.

Postanowił, że ja mądra tiara
Przydziałem zajmę się,
Ale nikt mi nie powiedział, że
To będzie takie trudne.
*ze zgrozą* Emo-tiara. Chowajcie żyletki.

Cztery domy mam do wyboru
W Gryfindorze każdy odważny jest
W Slitherinie sprytni i śmiali
W Ravenclawie mądrych i wspaniali
Helga mi powiedziała, że resztę uczyć chce
Przynajmniej oficjalnie mogłabyś twierdzić, że chodzi o pracowitych!

Jam jest tiara przydziału i
Wyborów mych nadchodzi kres.
Pojawiła się dziedziczka Salazara
To ona pokona zło
Choć jeśli będzie chciała
To zgotuje nam straszny koniec
Ale najgorsze jest to, że już jest strasznie, a do końca jeszcze daleko...

Siedzi na Sali z nami
I to wybór będzie jej
Przekona ją ukochany
Stojący po stronie złej
Ale zmieni się w głębi duszy
*z jękiem* Zabierzcie mnie stąd.

W końcu dobo zakróluje
A czym jest dobo?

A ja pomogę w tym dziele
Pięknym i odważnym
Miłości dopomogę
Tiara – spadkobierczyni Albusa.
[I łapówkobierczyni wszystkich.]


I skończę żywot swój
Czwórka piątką się stała
Zgodnia z PPD – Prokreacyjnym Planem Dumbledore’a.

Do końca pozostała
Pokona Sami-Wiecie-Kogo
Cudownie. To możemy już iść?

To koniec piosnki mej
Już kończę rady dawać
Trzymam kciuki za was
I za wasze zdrowie
Czy jest na Sali ktoś z wykształceniem krawieckim? Bo zastanawiam się właśnie, gdzie tiara może mieć kciuki...

Córka Salazara wam powie
Co robić macie i jak
Przepraszam bardzo, ale czy córka Salazara – jeśli istniała – nie umarła jakieś paręset lat temu?

Jeśli w imię dobra
Cieszmy się nawet z osła
Że niby z Laili mamy się cieszyć?
[Tfu, nie bluźnij! Uczciwe zwierzę obrażasz!]


Ze względu na zmiany, które zaszły w domach perfektami Slitherinu zostają Laila i Draco, a Gryffindoru Weasley i Brown.
Bo czyż Laila mogłaby NIE być prefektem?
[Od dziś troskliwie będzie się zajmować pierwszoroczniakami i pomagać innym uczniom nowego domu.]


W końcu uczta skończyła się, a ja z moimi przyjaciółmi poprowadziłam uczniów do pokoju Wspólnego. Przeszliśmy przez kamienne drzwi w lochach (hasło: Pan i Władca), a potem niewiele się rozglądając wbiegłam na piętro.
A to hasło do czego się niby odnosi? Do Voldemorta?
[No to jest z leksza przestarzałe. Powinno być „Pani i Władczyni”.]


Był tam obraz mojej matki. Od razu nas wpuściła.
Będzie śledzić każdy ruch swej córki... Ja bym tak nie chciała.
[W dodatku będzie jej towarzyszyć i jako pies, i jako obraz.]


W środku były dwie pary drzwi. Na jednych wisiała tabliczka z napisem:
Zabini Blais i Dracon Malfoy
A na drugich:
Laila Riddle, Sara Malfoy I Ginevra Evans
A to Draco i Zabini też dostali osobny pokój?

Pod ścianami biblioteczki uginające się pod nawałem książek (nie będę musiała chodzić do biblioteki)
I żadnych ograniczeń w dostępie do ksiąg zakazanych.

Zauważyłam następne drzwi podpisane:
Panna Evans
Zaraz obok:
Panna Malfoy
A ja naiwnie myślałam, że będą mieszkać we trójkę... Ale i tak najlepsze dopiero przed nami:
A koło nich:
Czarna Pani
*pada bez sił na podłogę*

Gdy weszłam do mojego pokoju, aż pisnęłam z radości. Był srebrno niebieski. Na środku stało ogromne łoże ze złotą pościelą i kolumienkami. Obok niego był błękitny materacyk dla Jess, która już na nim siedziała.
Albo husky’ego można uznać za kota, sowę lub ropuchę, albo Voldi wcisnął kolejną łapówkę, żeby zmieniono regulamin.

Teraz mój wzrok przyciągnęły białe drzwi prowadzące do łazienki. Tam znajdowała się beżowa wanna i prysznic, a płytki koloru ecru dodawały pomieszczeniu uroku.
A codziennie miała dostawać świeżutkie mleko oślicy, żeby mogła się wykąpać.
[Zwariowałaś? Córka Voldemorta? Krew dziewic jej przysyłali.]


Śniła mi się dziewczyna. Miała złoto-rude loki i była urocza. Ciągle się do mnie uśmiechała. Zaprowadziła mnie do lasu na jakoś polanę. Czułam się tu trochę jak w Zakazanym Lesie. Dziewczyna wskazała na mój zegarek, który pokazywał 17. Usiadła na kamieniu i zdawała się na coś czekać. Wszystko zaczęło się rozpływać, a ja obudziłam się w moim dormitorium.
Wyczuwam tu coś... Albo głęboka symbolika i alegoryczność, albo bezdenna głupota.

Jak zwykle szybki prysznic, a potem monolog przed szafą, no, bo, w co tu się ubrać?
No i kto inny chciałby jej słuchać?

Wybrałam w końcu dżinsy biodrówki i brązową tunikę na długi rękaw.
”Z długim rękawem”, na litość borską!

Przez cały czas zastanawiałam się nad znaczeniem mojego snu.
*próbuje tak poskładać opis, żeby suma wartości liter wynosiła 666*

Na śniadaniu byłam nieprzytomna. Przez 15 minut jadłam naleśnika, aż w końcu zdecydowałam, że o 17 pójdę do Zakazanego Lasu na tę polanę.
Czas, w którym Laila spożywała naleśnika, miał wybitne znaczenie dla dalszego rozwoju akcji.

-Chyba Slughorn coś od ciebie chce.-Powiedział i wskazał głową na naszego nauczyciela eliksirów. Faktycznie, machał do mnie energicznie ręką. Podeszłam do niego, a on wręczył mi plik kartek. Okazało się, że są to nasze plany zajęć.
Boru, szczątki kanonu zachowane!

Tu aŁtorka raczy nas szczegółowym planem zajęć, który doskonale działa na wydłużenie notki. Z jakichś niepojętych dla mnie względów aŁtorki uważają, że długa notka = dobra notka.

Poniedziałek
8,30-9,00- śniadanie
9,00-9,45-czas wolny
9,55-10,40-transmutacja gryfonii
Kim są „gryfonii”, aŁtorka nie precyzuje.

Wtorek(...)
13,10-13,55-OPCM Gryfonii
14,05-14,50-OPCM Gryfonii
Skróty przeniknęły już nawet do dyrekcji Hogwartu. Dziwne, że nikt jeszcze nie nazywa eliksirów „E”.

Uczniowie siódmej klasy mają prawo odwiedzać Hogsmeade w soboty i niedziele.
Zauważcie, że nie ma mowy o „braniu udziału w wycieczkach” czy choćby „proszeniu o pozwolenie”.

Za nami poszło jeszcze parę uczniów z naszego domu. Między innymi Pansy, która nie może rozstać się z „Dracusiem” oraz Crabbe i Goyle, z którymi Malfoy się już nie zadawał, więc włóczyli się za mną.
O, jest wredna, przylepiona do Malfoya Pansy. W dodatku Crabbe i Goyle wyłonili się z nicości i to z poprawnie napisanymi nazwiskami!

Gdy usadowili się na trybunach rozpoczęliśmy mecz. Ja z Sarą na chłopaków. To było urocze. W ciągu pół godziny strzeliłam im sześć goli, a oni nam tylko dwa. To chyba dzięki temu, że gdy Zabini miał piłkę wołałam kochanie i ona ją upuszczał, a gdy miał kafla Draco wołałam „Dracusiu”.
*zasłania oczy łapkami* A sądziłam, że quidditcha zeszmacić nie można.

Profesor McGonagall powiedziała nam, że w siódmej klasie wszyscy pracują w parach, na wszystkich przedmiotach.
Dumbledore zostawił jej w testamencie szczegółowe instrukcje.

Profesorka przydzieliła mnie, do Draco, a Zabiniego do Sary.
Rzecz jasna, nie mogło nie być koedukacyjnie.

Potem zaczęła ględzić o Owutemach***.
***Owutemy- Okropnie wyczerpujące testy magiczne na koniec siódmej klasy. Są one decydujące przy wyborze pracy.
Kanon! I to nawet Rowling mniej o nich wspominała...
[Bo Rowling była głupio zajęta opisywaniem, jak Harry próbuje pokonać Voldemorta. A przecież wszyscy wiemy, że Mary Sue załatwi to za niego bez trudu.]


Następną lekcją tego dnia były eliksiry. I to dwa pod rząd. Wchodząc do klasy eliksirów poczułam niezwykły zapach. Był kojący i Świerzy.
I oŻeźwiający.

Kojarzył mi się z kwitnącymi drzewami i jakimiś męskimi perfumami.
Slughorn zaczął o siebie dbać.

Do klasy wszedł Slughorn.
-Czy wiecie, jaki zapach, a raczej, czego unosi się w klasie?- Zapytał. Podniosłam rękę. Byłam tego prawie pewna. –O, panna Riddle, proszę,proszę.
-To jest amortencja.
Widać, że Minerwa działa.

Teraz nauczyciel wyjął z kieszeni fiolkę ze złotym eliksirem.- A ten eliksir będzie dzisiaj nagrodą za poprawne sporządzenie amortencja. Proszę, zaczynamy…
Znowu Felix Felicis?! Nie wiedziałam, że Slughorn ma tyle szczęścia, że może do woli szastać Feliksem...
[A czy będą testy tych eliksirów?]


Od aŁtorki: A dla zainteresowanych ten rozdział ma równo 7 stron A4.
Mówiłam? Mogłaś dodać plan lekcji Ginny, byłoby jeszcze więcej.

Po eliksirach miałam już dwie butelki Felix Felicis.
Litrowe. Slughorn naprawdę chyba nie ma co robić ze szczęściem.

Ruszyłam schodami w górę do Wielkiej Sali na obiad. Chwilę później przyczołgała się moja paczka.
Płaszcząc się przed Lailą i trącąc wazeliną.

Zostało nam jeszcze 20 minut do zaklęć, więc posiedzieliśmy chwilę w Owalnym Pokoju (to ten pierwszy pokój od drzwi do pokoju mojego, Sary i Gin. Tak go po prostu nazwaliśmy) i poszliśmy po torby.
Zbieżność przypadkowa?

Flitwick oczywiście także przypomniał nam o Owutemach (przypomniał??? To za delikatne słowo, on ględził o tym przez pół godziny), a potem zaczął przypominać nam wszystkie zaklęcia od pierwszej klasy do trzeciej.
Prawie jak przed maturą...

Zaczął od zaklęć lewitujących (Wingardium Lewiosa), a skończył na rozweselających. Gdy wychodziliśmy z klasy w głowach huczało nam od skomplikowanych formułek.
Które dawno powinni znać.
[Czego ty od nich chcesz, jak nawet Flitwick nie pamięta poprawnej nazwy zaklęcia lewitacji?]


Zabini i Sara mieli już wolne, ale mnie i Draco czekała jeszcze numerologia. Stojąc pod klasą i rozmawiając z nim zauważyłam, że jest inny niż wcześniej sądziłam. Nie był już arogancki i zimny, ale ma podobne do moich zainteresowania, jest taktowny i uprzejmy.
O tym takcie świadczyło przezywanie ją „szlamą” przez ostatnie sześć lat.

Jak ja czegoś nie wiedziałam to odpowiadał on i na odwrót. Dzięki temu na lekcji zarobiliśmy 90 punktów. Okazało się, że nie dość, iż idą one na konto domu to w parach tez się liczą.
McGonagall liczyła, że dzięki temu – jak by to określić? – współpraca par będzie jeszcze bardziej ścisła.

Pary, które zdobędą największą liczbę punktów wezmą udział w jakimś zadaniu, a Ci co wygrają z trzech wybranych przedmiotów dostaną W (wybitny) z praktyk z Owutemów.
I tak już wiemy, kto to dostanie...
[Ale przecież Laila i bez tego będzie mieć same wybitne!]


Postanowiłam pogadać z Draco. Okazało się, że ich pokój jest urządzony tak jak nasz. Przeszłam przez salon i weszłam do jego sypialni. Była utrzymana w tych kolorach co moja.
-A jednak mamy dużo wspólnego- pomyślałam.
Aluzje stają się coraz bardziej widoczne.
[Może Minerwa uważa, że dzięki temu łatwiej się będzie pomylić?]


Draco leżał na łóżku czytając jakąś książkę. Usiadłam obok niego.
-Wiesz co…?- zapytałam wpatrując się w niego.
-Yhmm…- odpowiedział odkładając książkę na stolik stojący obok łóżka.
-Bo ja bym bardzo chciała wygrać ten konkurs…
*ciężkie westchnienie* I tak pewnie już masz załatwione. W razie czego Voldi znowu otworzy sakiewkę...

-Wiesz…Bo ja chciałam Cię jeszcze o coś prosić…- Zaczęłam nieśmiało. Nie chciałam zniszczyć tego co dopiero budujemy, naszej przyjaźni…
-No…
-Nie musisz od razu się godzić…ja po prostu poczekam, bo to jest dla mnie bardzo ważne.
-A może mi powiesz o co chodzi? –Powiedział trochę zdenerwowany, a ja w celu rozładowania atmosfery powiedziałam:
-Zostaniesz moim świadkiem na ślubie z Zabinim?
McGonagall, która przejęła po Dumblu system ukrytych kamer, odtańczyła taniec radości.

-Co masz na myśli?- Zapytał podejrzliwie, a ja zatkałam mu usta pocałunkiem (Mieli być przyjaciółmi, a już się całują…a może przyjaciele tak robią? Moja przyjaciółka tak chciała to tak będzie, bo ładnie poprosiła ;))
Uroczyście ogłaszam, że nie rozumiem nic a nic.

-Jeszcze nie teraz, ale kiedyś ci ją pokażę…kiedyś…- Powiedział i podszedł do okna. Chwilę przez nie wyglądał. –Laila, chodź tu na chwilę.- Gdy podeszłam wskazał mi palcem cieplarnię, a tam stał Zabini i Sara. Nic w tym dziwnego, ale oni stali i się całowali!
Jedno trzeba Minerwie przyznać: jej podział na pary działa w stu procentach.

Po chwili już byłam na dole, a minutę później szłam w ich stronę.
-To koniec Blais!!!- Wykrzyczałam zbliżając się do nich. Na szczęście przypomniałam sobie mój pocałunek z Draco. –Ale przyjaciółmi pozostaniemy.
Bo każdy lubi się przyjaźnić z kimś, kto cię zdradził i nawet nie wyraził skruchy.
[No pewnie. W blogaskach po prostu nie możesz przyjaźnić się z kimś, kto ani razu cię choćby nie przezwał!]


-Dzięki Laila.- Powiedziała Sara i rzuciła mi się na szyję.
Za łaskawe przyzwolenie.

W Owalnym Pokoju zastałam Ginny ślęczącą nad pracą z Obrony przed Czarną Magią. Przy mojej małej pomocy (Małej?! Napisałam jej pół pracy!) miała 3 rolki perfekcyjnie zapisanego pergaminu.
Odkąd Ginny dostała się pod władzę aŁtorki, nie miała prawa być inteligentna i samodzielna.

Przysiadłem się do Lai (tak nazywamy Lailę w skrócie) i przeczytałem jej esej.
Dziwne, że jeszcze nie skracają imienia Rona.

-Nieźle. Trafne uwagi.- Powiedziałem
-Dzięki. Starałam się- Odpowiedziała i spojrzała na mnie. Ma takie piękne oczy…
Made by Voldemort®.

-Jasne. Idziemy do Ciebie?
-Oczywiście.- Powiedziałem i zaprowadziłem ją do pokoju. Położyłem się na łóżku, a ona po chwili wahania zrobiła to samo.
Plan Minerwy działa coraz lepiej.

- To jak jest z Tobą i Zabinim?
-No zerwałam z nim, ale nie chcę kończyć naszej przyjaźnie, tym bardziej, ponieważ ja też go zdradziłam. Pomyślałam, że możemy być taką Mroczną Piątką rządzącą w Hogwarcie…
Ciekawe, co na to Mrochna Cwoorca...

-Yhmm…bo widzisz ta przepowiednia, którą koniecznie chcesz znać…- nie wiedziałem jak jej ją opowiedzieć. Może: Wiesz zakochałem się w Tobie, a osoba w której się zakocham może zniszczyć Voldemorta, albo Pottera.
To w czym problem? Wystarczy trochę amortencji i obaj będą z głowy.

Nie to jest do kitu. Pokaże jej wspomnienie, ale najpierw muszę wiedzieć czy to na pewno jest miłość…- Pokażę Ci ją, ale najpierw…- Nie skończyłem tylko ją pocałowałem. Już drugi raz dzisiaj poczułem rozchodzące się po moim ciele ciepło pochodzące z jej warg. Poczułem jaśminowy zapach jej perfum. Tak to na pewno ona.
”Te perfumy przekonały mnie całkowicie.”

Wychodząc od Draco spojrzałam na zegarek. 16.45!!! Za 15 minut miałam być w Zakazanym Lesie. Zbiegłam do owalnego pokoju w biegu dotykając różdżką tatuażu i myśląc aby Draco, Sara i Zabini także przyszli.
Telepatia – niezbędna umiejętność Marysi.

Po chwili się pojawili. Wytłumaczyłam im gdzie chcę iść i poprosiłam aby poszli ze mną. Oczywiście się zgodzili ( A mieli wyjście?), więc ruszyliśmy tyłki i poszliśmy do Lasu.
- Za mną! – zawołała Laila. – Na nich, psubratów!

Gdy dotarliśmy na polankę dziewczyna z mojego snu już tam była.
-Spóźniłaś się Lailo. Dobrze, że przyprowadziłaś przyjaciół.- Powiedziała i zmieniła się w moją matkę.
- Znowu ty?! – przeraziła się Laila. – To jakieś przekleństwo!
[Twoja stara może być każdym.]


- Nie mamy dużo czasu. Zamierzam nauczyć was animagii. Jako, że jesteście jedną grupą wszyscy zamieniać się będziecie w wilki.
Niech żyje wolność wyboru!

Każdy po przemianie będzie miał jakieś specjalne zdolności lub nowe talenty.
Talent biegania na czterech łapach? Zdolność znakowania swojego terytorium?
[Zgadnijmy: kto będzie parą alfa w tym stadzie?]


Wszyscy byliśmy tak zmęczeni, że po powrocie wszyscy od razu poszli spać. Przez to wszystko zapomniałam o spoczywającej na dnie mojej szaty fiolce pewnego chłopaka…
Bo to wszystko było dla wszystkich takie... wszechogarniające.

Rano nic ciekawego się nie działo, dopiero po zielarstwie całą piątką mieliśmy wolną godzinę. Opowiedziałam reszcie o moim pomyśle utworzenia Mrocznej Piątki.
- I będziemy mieć własny tajny szyfr? – wołała radośnie Ginny.
- I dostaniemy czarne maski? – dopytywał się Zabini.
- I będziemy malować na ścianach wizerunki żyletek? – Malfoyowi rozbłysły stalowe oczy.
- I zapuścimy takie szpanerskie grzywki? – ucieszyła się Sara.


Najpierw musieliśmy wymyślić sobie przezwiska. Po 15 minutach intensywnego myślenia wyszło tak:
Laila Riddle- Czarna Pani ( w skrócie Czarna)
Dracon Malfoy- Biały Anioł ( miała być tchórzofretka, ale nie chciał się zgodzić)
Zabini Blais- Szary Diabeł
Sara Malfoy- Srebrna Róża
Ginevra Evans- Ruda
A Ginny ma taką upośledzoną ksywkę... Mogli ją nazwać przynajmniej Ruda Ołowiu!

Z rozentuzjazmowaniem czekaliśmy na obiad i nasz pierwszy numer. Jak zwykle dumnie całą piątką weszliśmy do Wielkiej Sali i usiedliśmy na miejscach. Po chwili przed każdym pojawił się mały torcik. Wszyscy umilkli i popatrzyli po sobie ze zdziwieniem, aż ciasteczka wybuchły opryskując wszystkich wokół.
- Wojna na żarcie! – wykrzyknął ktoś.

W tym samym czasie z sufitu zleciało konfetti, a nad stołem nauczycielskim zawisł napis:
Mroczna Piątka wita w Hogwarcie
Czarna Pani (Czarna), Biały Anioł, Szary Diabeł, Srebrna Róża i Ruda życzą miłego dnia.
- Hej, widzieliście to? – pytał jeden z uczniów. – Co to może być?
- E tam – zbył go drugi. – Pewnie jakaś nowa sieć komórkowa.


Nauczyciele próbowali (Taak, próbowali to dobre słowo) zaprowadzić porządek. Transparent odpowiednio zaczarowany nie dał się usunąć, więc nauczyciele posprzątali co się dało i wygonili uczniów na lekcje.
Okazało się, że w Hogwarcie uczy banda tępaków, którzy dostali posady po znajomości.

Pod salą Obrony przed Czarna Magią prowadzona była dyskusja:
-Oni są świetni. Taki żart pod nosem Snape? Szacuneczek…- Powiedziała Parvati
Tak, to było doprawdy wyborne.

-No nie wiem, nie wiem. Na za dużo sobie pozwolili.- Wyraził swoje zdanie Chłopiec-Który-Przeżył-Żeby-Wnerwiać-Innych
Brawa za nową ksywkę dla Harry’ego. Aż chce się rzec: i kto to mówi.

-Nie no… Oni są fenomenalni. Czekam na ich następny numer.- Odezwał się Seamus.
- Może zaczną rozdawać ulotki? – zastanawiał się na głos przejęty Ron.

-Wystarczy! Wchodzić do klasy!- Alecto Carrow była wyraźnie wściekła.- Niech ja tylko dorwę tę piątkę to…- Powiedziała i spojrzała na mnie. Moja mina wyraźnie mówiła: Tak, bo co mi zrobisz?
- Ja... – Alecto zawahała się, ale po chwili zdecydowała, że czas sięgnąć po środki ostateczne. – Ja ukradnę ci kosmetyczkę!

Podzieliła nas w pary wedle naszych umiejętności. Ja oczywiście znowu z Draco…
Intrygi Minerwy, ciąg dalszy.

Zrobiliśmy parę żartów Np. gazetki porno walające się po całej szkole, ale powoli szkoła zaczynała Bryc nudna i monotonna, aż pewnego dnia…
Uczniowie Hogwartu przyjęli to z pobłażaniem. Nie takie rzeczy już się tam widziało.

-Drodzy uczniowie, pod naciskiem grona pedagogów postanowiłem urządzić w szkole Bal Bożonarodzeniowy dla klas 5-7. Rozpocznie się o godzinie 17 w dzień Bożego Narodzenia.- Powiedział dyrektor.
Minerwa ma własne lobby.

Stanęliśmy nad myslodsiewnią, wyjęłam fiolkę i wlałam jej zawartość do misy. Nachyliłam się nad nią i poczułam, że spadam. Draco był zaraz za mną. Obaczyłam chłopca z platynowymi włosami trzymającego kulkę.
AŁtorka postanowiła wprowadzić elementy gwarowe. Z marnym skutkiem.
[Ale za to platyna powróciła!]


Mocno przytuliłam Draco i nie zauważyłam nawet, że wróciliśmy do pokoju. Czułam się tak bezpiecznie… tak bezpiecznie w jego ramionach. Pocałował mnie tak jak jeszcze nigdy. Namiętnie i delikatnie. Tak prawdziwie…
Namiętno-delikatne pocałunki znów w akcji.

Od aŁtorki: Ten rozdział jest wyjątkowy i zawiera przemyślenia zarówno Draco jak i Laili więc myśli i inne wydarzenia z pozycji chłopaka będę podkreślała.
Laila będzie myśleć?! No to faktycznie zapowiada się wyjątkowo...

Od aŁtorki: Aha… Prawie bym zapomniała… Teraz często będą pojawiać się takie małe nawiasiki z moimi przypisami. Jeśli będą to myśli Laili/Hermiony będą normalnie tylko wzięte w nawias, a jeżeli będą moje kończyć się będą skrótem „przyp. Autorki” albo po prostu „od Mii”.
Droga aŁtorko, kiedy pisałam, że kocham takie wtręty, to był sarkazm.

Listopad powoli mijał, aż nadszedł grudzień zwiastując Bal. Nieuchronnie i wielkimi krokami zbliżał się ten ważny dzień. Zapominalscy chodzili po sklepach w popłochu szukając kreacji, a nasza piątka z dnia na dzień przemieniała się coraz lepiej.
Na balu wystąpią jako przedstawiciele gatunku canis lupus. To będzie oryginalne.

Teraz wyraźnie można było zobaczyć beżową wilczycę z czaszką na łańcuchu wiszącą na szyi,
Która mocno zawadzała przy chodzeniu, ale czego się nie robi dla mhroochnego wyglądu.
stąpającego za nią białego samca ze utworzonymi z wiatru skrzydłami (to znaczy, że ich nie było, ale powietrze składało się tak, że wyglądało jakby były. Przyp. autorki).
Skrzydlate wilki. Łoborze liściasty.

Za nimi szedł szary wilk z fioletowymi oczami. W parze z nim prawie czarna samica. Na końcu ruda wilczyca osłaniająca tyły.
Oni już nie byli tacy fajni, bo nie byli parą alfa.

Oczekiwaliśmy na moment, w którym ujawnią się nasze moce, ale to nie nadchodziło.
Moc znakowania terenu przychodzi z czasem.

-Drodzy uczniowie. W czasie Balu przewidziana jest zabawa karaoke. Możecie zgłaszać się sami, ale bądźcie pewni, że będziemy brać chętnych na wyrywki (tak to są chętni?)- Powiedział Snape z niezadowoloną miną.
O co zakład, że nikt nie zaśpiewa Celestyny Warbeck, tylko jakąś Gosię Andrzejewicz?

Oczywistym było, że gdyby nie inni nauczyciele to nie byłoby żadnego balu, a co dopiero karaoke.
Lobby Minerwy działa pełną parą. Ostatnio obejrzał „High School Musical” i uznała, że karaoke definitywnie zwiększy prawdopodobieństwo becikowego.

Przytuliłam się do Draco. Od wysłuchania przepowiedni minął prawie miesiąc, a my byliśmy wreszcie razem.
Jak dziesiątki razy do tej pory.

Wszyscy przyzwyczajali się do widoku trzech par dumnie wchodzących na posiłki i rozpychających się na korytarzach (jakby rozpychanie było potrzebne…wszyscy sami schodzili nam z drogi).
I zakładali maseczki przeciwdziałające zakażeniom.

Jedną z nich byłam ja z Draco, drugą Zabini z Sarą, a trzecią Ginny ze swoim nowym chłopakiem Anthonym.
*otwiera zdumione oczęta* Ginny nie jest z Harrym? To kazirodcze związki nie są mhroochne?

-Nie wrócę do Ciebie Natasho- wrzeszczałem na zdesperowaną byłą dziewczynę.
Ki diabeł?

-Ale, ale ja Cię kocham…- Odpowiedziała i mnie pocałowała…
Zobaczę, co napisał Draco. Może da mi spisać… Otworzyłam drzwi i co zobaczyłam??? Mojego kochanego obmacującego się z jakąś inną dziewczyną!!!
Pewnie znowu wymiana z Durmstrangiem czy Kameruńską Szkołą Magii Stosowanej.

-Jak mogłeś?! A ja ci ufałam!- Wykrzyczałam blondynowi w twarz.- To koniec, a ja myślałam, że ci zależy…
-Nie Laila! Zaczekaj… (Teraz pewnie pobiegnie za nią, pociągnie za ramię i pocałuje, a potem będą żyć długo i szczęśliwie…- Powiedział mój kolega zaglądając mi przez ramię. –A co ja romansidła pisze?- Zapytałam. –No na to wygląda…, przyp.autorki)- krzyczał Draco, ale ja już go nie słuchałam.
Jeśli już koniecznie chcesz wiedzieć, to romansidła bywają na wyższym poziomie.

Pobiegłam do mojego pokoju, usiadłam na parapecie i pozwoliłam, aby wiatr wysuszył moje łzy. Myślałam, czemu życie jest takie niesprawiedliwe, takie…takie pod górkę.
Ale zawsze możesz sprawić, żeby twoje życie było takie... takie „z wieży na ziemię”.

Jak mogłem jej nie zatrzymać? Jak mogłem w ogóle pocałować Natashę? Jak mogę przeprosić Lailę, moją kochaną Czarną, moje ukochane słoneczko?
Czarne słoneczko.
[Nowy pomysł Gadu-Gadu?]


Widziałam jak bez celu wpatruje się w igrające na półmiskach promienie słońca i co jakiś czas skrobał coś na kartce papieru, która co chwile była mięta i wyrzucana, ale po jakimś czasie i tak wracała do właściciela.
Trafiając go to w oko, to w nos...

Tak wiele rzeczy chciałem jej teraz powiedzieć, ale nie potrafiłem ubrać ich w słowa. Pisałem list. Chciałem emocje zamienić w wiersz.
Draco-poeta. Nie, zatrzymajcie blogaska, ja wysiadam.

Gdy rozległy się pierwsze odgłosy zmierzających do Wielkiej Sali rozejrzałem się i ujrzałem ją… Siedziała tak blisko, a jednak tak daleko… Mogłem wstać, przeprosić, wytłumaczyć…nie potrafiłem…Zalała nas fala uczniów…
I zginęli, przyduszeni masą ciał.
[Albo upojeni, zależnie od interpretacji.]


Patrzyłem w jej oczy. Poruszyła ustami i zemdlała. Serce podskoczyło mi do gardła…Podszedłem do niej i zaniosłem do skrzydła szpitalnego…
Malfoy niesie Hermionę do skrzydła szpitalnego? Stań w kolejce.

Siedziałem przy nie dzień, może dwa, a może nawet całe tygodnie…nie liczyłem…czekałem na jej znak. Uśmiech, mrugnięcie, choć ruch palcem…Nieruchoma wydawała się być taka krucha, taka słaba, taka…taka nieżywa…Dzień w dzień byłem przy niej, byle tylko z nią, bez snu, bez jedzenia…aż w końcu musiałem odejść…kazali mi…spałem…jeden dzień mnie nie było…
Dla przypomnienia: Laila ZEMDLAŁA.

Bezmyślnie wpatrywałam się w sufit. Sufit Skrzydła Szpitalnego, który jak wszystko w pomieszczeniu był…biały. Przez białe okna z białymi firankami, na białą pościel padały (o dziwo nie białe przyp. Autorki) jasne promienie radosnego słońca.
Jeden nawias, a tyle potrafi popsuć.

To smutne, że jeden mały człowiek musi swoją radość opłacić smutkiem,, zdrowie-bólem, a szczęście-cierpieniem. Jakie to niesprawiedliwe, niesprawiedliwa wesołość wszystkich wokół, a ból tylko jednej osoby.
Zaczyna się. Egocentryczne emo.

Moje przemyślenia brutalnie przerwała pielęgniarka. Jak przez mgłę słyszałam, że mogę wyjść i że za dwa dni jest Boże Narodzenie.
Pani Pomfrey to mistrzyni bezwzględności.

Sukienka nie była ważna, a co było? Ale postanowiłam iść na bal…
Żeby inni mogli podziwiać, jak bardzo jesteś załamana i pogrążona w cierpieniu.

Dwa dni minęły mi w ciszy i samotności. Gin i Sara chciały ze mną pogadać, ale one nie mogły mi pomóc.
No, to samotność pełną parą.
Starały się, przynosiły jedzenie, a ja po prostu siedziałam na parapecie i wpatrywałam się gdzieś daleko i słuchałam mugolskiej muzyki…
Mugolska muzyka?! To niżej już się stoczyć nie można...

Wieczór Bożego Narodzenia nadszedł, a ja właśnie wychodziłam z pokoju na bal. (Jaki bal? Jak znam uczniów naszej szkoły to to będzie dyskoteka)
Jak znam uczniów tej szkoły, to to będzie rozpustna popijawa.

Ubrałam się w bluzkę na jedno ramię i rybaczki w pasie przewiązane chustką. Włosy spięłam w koka, łyknęłam Felicis Felix i wyszłam z pokoju.
Uf, nie jest tak zdołowana, żeby pominąć opis stroju.

Na wszelki wypadek (jeszcze mnie do śpiewania wezmą…) wzięłam moją płytkę.
Dobra, to od kiedy mugolskie płytki działają w świecie czarodziejów?
[Odkąd powstały blogaski, głupia!]


Rozpoczęło się karaoke. Parę osób zaśpiewało nieźle, ale większość fatalnie. Wreszcie zaczęto wywoływać pary…
-Dracon Malfoy i Laila Riddle- Powiedział Seamus, a tłum popchnął nas w stronę podestu.
”High School Musical”, jak Bory Tucholskie kocham.

Podałam Didżejowi płytkę i kazałam mu włączyć 7 piosenkę.
DJ. W Hogwarcie. Czy trzeba tłumaczyć ten absurd?

Była idealna, choć mugolską. Rozległy się pierwsze nuty, a ja zobaczyłam zdziwienie na twarzy partnera, ale po chwili Biały Anioł zaczął śpiewać (on i mugolską piosenka???):
Uwaga, teraz wszyscy wymyślają piosenki, których kanoniczna Hermiona znać nie może.

Nie kłam, że kochasz mnie
Nie kłam, że weźmiesz gdzieś daleko tak, że nie znajdą nas
Kochanie wiem, w co grasz
Ta pokerowa twarz nic nie da, bo ja już mówię pas.
Kto trafił?

-Nie kłamię kochanie.- Powiedział Draco na zakończenie i namiętnie mnie pocałował.
Mam się wzruszyć, tak?

Powróciła zagubiona radość i szczęście. Znów razem…
Nie byli ze sobą przez całą notkę!


-Jak ten czas szybko mija.- Powiedziałam do Anioła pewnego styczniowego dnia podczas spaceru po zamarzniętych błoniach.
- Czym jesteśmy wobec wieczności? – zapytał filozoficznie Draco, otrzepując śnieg ze skrzydeł.

- Powiedziałeś, że jutro jest atak?- Zapytałam, a chłopak tylko kiwnął głową. Ojciec nie powiedział mi, że wysyła Śmierciożerców do szkoły, żebym miała czas na zabicie Pottera. Może powie mi dzisiaj…
Ale co śmierciożercy będą robić?
[No jak to, odwracać uwagę. Teatrzyk kukiełkowy albo coś w tym stylu.]


-Wykonasz zadanie?- zapytał Draco z troską w głosie.
-Nie wiem, nie mam pojęcia czy dam radę.
Ciągle sądzę, że wystarczyłoby dosypać czegoś Harry’emu do obiadu i sprawa z głowy.

-No i gdzie oni są?- Pytałam sama siebie czekając po lekcjach na atak Śmierciożerców.- Ci niekompetentni i nieokrzesani sługusi mojego ojca zawsze muszą się spóźniać?
No bez przesady, Lucek na przykład ma klasę.

- Nagle usłyszałam odgłosy aportowania wokół mnie. Zdjęłam zaklęcia ochronne ze szkoły żeby mogli to zrobić.
Tak dla rozrywki. Nudziło jej się.

Jednym zaklęciem zmieniłam swój wygląd na poprzedni. Wyglądałam jak Hermiona Granger.
Hermiona jest swoim osobistym salonem piękności.

Gruba dama wpuściła mnie bez pytania o hasło.
a) Od początku roku nie widziała Hermiony na oczy i
b) Gruba Dama nikogo nie wpuszczała bez hasła.
[Nie doceniasz Voldzia. Wszystki przedmioty już dawno zostały przekupione. Ostatnio korumpuje roślinki.]


Gdy przeszłam przez próg powróciłam do wyglądu Laili i ruszyłam do dormitorium chłopców.
Bo nie mogła dłużej wytrzymać z tym obciachowym wyglądem.

-Bez dyskusji, zjeżdżaj.- Ron wyszedł, a ja z Potterem zostałam sama.- Niestety musze Cię zabić…Takie moje przeznaczenie…Jakieś ostatnie życzenie?
-Pocałunek
Ktoś prowadzi ranking „Najgłupsze ostatnie życzenia”?

Nagle przypomniały mi się wszystkie szczęśliwe chwile przeżyte z chłopakiem.
*czeka na kolejne wieści o przemilczeniach Rowling*

Wspomnienia
Pokonanie trolla i droga do Kamienia Filozoficznego w pierwszej klasie.
Przygotowywanie eliksiru wieloskokowego w drugiej klasie.
Czemu mi się skojarzyło z napojem wyskokowym?
[To coś podobnego. Tylko używane wielokrotnie.]


Ratowanie Syriusza w trzeciej.
Bezsenne noce i nauka czarów w czwartej klasie.
Spotkania GD w piątej.
Pocałunek Noworoczny w szóstej.
A było tak kanonicznie, prawda?

-Dobra, nie zabiję Cię ale obejrzyj sobie to.- Powiedziałam i podałam mu fiolkę ze wspomnieniem Draco.
Ciekawe, co Malfoy na takie rozdawnictwo jego wspomnień...

-Nie zrobiłam tego…ale…ale dałam mu przepowiednię…Może…może jednak zło…zło przegra…-To ostatnie słowo wyszeptałam.
I znikną blogaski... Co, można chyba pomarzyć?

-Nie płacz. Wszystko się dobrze* skończy.
*To podkreślone ‘dobrze” oznacza, że Draco już myśli o przejściu na dobrą stronę, ale Laila nie jest tego pewna co oznacza słowo „może” i jej jąkanie się.
Transparent „Śmierć przypisom aŁtorek” gotowy. Czas na jakąś manifestację.

Gdy przed Draco wylądował Prorok przede mną zmaterializowała się czerwona koperta. To był wyjec, którego się spodziewałam…
Jak mogłaś?! Jak mogłaś nie wykonać zadania?! Tak prostego zadania?! A miałaś go na widelcu!
”Dlaczego go nie zabiłaś?” to typowy wyrzut rodziców, którzy przysyłają wyjce swym pociechom.

Ja nie wiem co mam z Tobą zrobić! Już wiem! Pogadaj z matką, może ci więcej bzdur naopowiada!
Podburzanie dziecka przeciw matce.
[Zaraz, on podobno nie wiedział, że Agatha „tak jakby żyje”!]


Przez Ciebie Malfoyowie trochę pocierpieli…Biedny Draco i Sara. Nieprawdaż???
Wyjec zniknął, ale za to blady Anioł, a za nim Róża wpatrywali się w proroka. Nagłówek głosił:
Lucjusz i Narcyza Malfoyowie zamordowani
Przez Sami-Wiecie-Kogo (str.5)
Wybijać wiernych sojuszników, kiedy próbujesz opanować świat. Z takim podejściem Voldemort daleko nie zajdzie.

-Ja się zemszczę, zobaczysz jeszcze…- powiedziałam na głos. Podeszłam do Draco i mocno go przytuliłam. Zabini zrobił to samo z Sarą.
Sroga zemsta.

Powoli mijały dni i tygodnie. Zbliżały się Owutemy i konkurs. Cała Mroczna Piątka darowała sobie żarty i uczyła się, ale ja i Draco mieliśmy też inne zajęcia. Razem z Potterem planowaliśmy jak pozbyć się Voldemorta.
Harry z właściwym mu miłosierdziem wybaczył Laili próby zamordowania go.

Wiedziałam, że musimy być silniejsi niż jesteśmy. Matka powiedziała mi co mamy zrobić…
Twoja stara pomaga zabić Voldemorta!

-Muszę wam coś powiedzieć...- Zaczęłam pewnego dnia podczas jednej z bezsennych nocy. Skoro chcemy walczyć z moim ojcem musimy być odpowiednio przygotowani.
Długo nad tym myślałaś?

Jest szkoła, w której pomogą nam rozwinąć nasze wewnętrzne moce. Trwa trzy lata i pojedziemy do niej po skończeniu Hogwartu. Dobrze?- Zapytałam, a chłopcy od razu przytaknęli.
Kolejne lata edukacji? Chętnie!
[Po prostu pociąga ich perspektywa studenckiego życia.]


Niedługo przed Owutemami powróciły żarty Mrocznej Piątki. Fajerwerki na korytarzach, wybuchające torby, sól zamiast cukru i wiele innych.
Jak mówi mistrz Pratchett, dla niektórych pierdząca poduszka jest szczytem wyrafinowanego humoru.

Jako, że zbliżały się Owutemy, czas nadszedł również na konkurs, więc nauczyciele wytypowali 5 par, które mają się w nim zmierzyć:
Laila Riddle i Draco Malfoy
Zabini Blais i Sara Malfoy
Harry Potter i Ronald Weasley
Ernie McMillan i Hanna Abbot
Cho Chang i Mathew Ross
Zauważyliście, że Harry i Ron jako jedyni nie są parą osób przeciwnej płci?
[Cóż, Minerwa musiała mieć w tym jakiś cel.]


5 maja, dzień przed Owutemami mieliśmy stanąć przed pierwszym i jedynym zadaniem. Odbywało się ono na błoniach w takim samym labiryncie co trzecie zadanie Turnieju Trójmagicznego. Trzeba było dojść do identycznego pucharu.
I dziwić się, że tak rzadko go organizują. Po prostu nie mają pomysłów na nowe konkurencje.

Wbiegliśmy do labiryntu. Skręciliśmy w pierwszy korytarz w prawo i zamieniliśmy się w wilki. Oboje poznaliśmy już prawie całkiem swoje moce. Ja miałam władzę nad naturą i perfekcyjnie znałam magię leczniczą, a Draco władał nad lodem i wodą.
Jakim cudem wilk może stosować magię leczniczą?

Po nierównej walce stoczonej ze sklątkami, dementorami, pająkami, krabami ognistymi i nieśmiałkami natknęliśmy się na gnomy. Bez problemów je ominęliśmy.
Pokonały ich dopiero gumochłony.
[Które z gumy przeżuciły się na plastik i platynę.]


Wreszcie dotarliśmy do środka labiryntu i chwyciliśmy puchar. Było oczywiste, że wygramy. Okazało się, że Cho z partnerem poddali się. Hanna i Ernie odpadli przy dementorach, a Weasley przestraszył się pająków. Zabini i Sara nie mieli problemów, ale my byliśmy szybsi, bo oni nie pomyśleli o zamianie.
Już koniec?

Pierwsza była transmutacja. Teoria - prościzna, a z praktyki byłam zwolniona tak jak z OPCM** i Zaklęć.
**Skrót od obrona przed czarną magią.
Nie żebyś tego skrótu użyła jakieś dwie notki temu...

Następnego dnia była numerologia i Starożytne runy. W środę teoria z OPCM-u i Zaklęć. W czwartek pisałam zielarstwo, a później zdawałam z niego praktykę. Piątek; teoria eliksirów i część praktyki, bo ten eliksir musi być trzymany przez dwa dni w zimnie. Ogólnie Owutemy wydały mi się za proste.
Panowie z Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej dostali szczegółowe instrukcje co do pytań, jakie mają ułożyć, wraz z sugestiami różnych smutnych wypadków, jakie mogą dziwnym zbiegiem okoliczności spotkać ich i ich rodziny, jeśli pytania okażą się inne.

Dwudziestego czerwca w dniu pożegnania się raz na zawsze ze szkołą przy śniadaniu panowała ponura atmosfera. Pozostawało tylko jedno. Na zawsze powiedzieć 7-letniemu domu „Do widzenia”
I panowi Snape’owi.

-Harry! Siadasz ze mną i Draco w przemiale.
Taaak! Na przemiał ich!

-Na mnie i Draco Voldemort nie czyha, ale Ciebie Harry musimy mieć na oku. Dziś pojedziemy na Pokątną i kupimy dom.
W związku z kryzysem gospodarczym ceny czarodziejskich nieruchomości były wyjątkowo niskie.

Gdzieś daleko, najlepiej na wyspie.
Bezludnej. Z dala od niewinnych, cywilizowanych ludzi.

Założę zaklęcia ochronne i zamieszkamy tam do końca wakacji. Wtedy pójdziemy do MoonCastle***.
***MoonCastle w dokładnym tłumaczeniu oznacza księżycowy zamek. Jest to wymyślona przeze mnie nazwa.
I tower you.

Zgadzacie się?- Zapytałam, a oboje kiwnęli głowami.- to dobrze. A może zaoszczędźmy czas i po prostu się teleportujmy?- spojrzałam na chłopców. Nie widząc sprzeciwu zmniejszyłam ich walizki, schowałam do kieszeni, złapałam ich za ręce i deportowałam się na Pokątnej.
Jak mogła zniknąć z Pokątnej, skoro była w pociągu?

Po postoju w godzinnej kolejce do gobelinów wreszcie mogliśmy wybrać pieniądze.
Bank zarządzany przez arrasy. Czego to ludzie nie wymyślą.

Później poszliśmy zakupić wreszcie nasz wspólny dom. Na ulicy Nokturnu najłatwiej było go znaleźć więc od razu się tam skierowaliśmy. Weszliśmy do jednego z pierwszych lokali i podeszliśmy do biurka zawalonego papierami. Zza dokumentów wystawała bujna czupryna młodego mężczyzny.
-Cześć. Chcieliśmy kupić dom…- zaczęłam.
Tak się kupuje nieruchomości. Patrzcie i nie ważcie się uczyć.

-Proszę opisać jak ma wyglądać.- przerwał mi.
Do wyboru, do koloru.

-Noo…to tak. Najlepiej jakby w zestawie była wyspa.
Rozkładana.

Dom nie musi być duży. Trochę mroczny, ale bez przesady…- opowiadałam, a mężczyzna wyciągnął ze sterty zalegającej na biurku trzy aktówki.
Czacha na drzwiach w porządku, ale czarne szyby już niekoniecznie.

Otworzył każdą i wyjął po jednym zdjęciu. Pierwszy dom był małą chatką na brzegu niewielkiej wysepki. Robił wrażenie, ale to nie było coś w czym chciałabym mieszkać. W drugiej teczce znajdowało się zdjęcie willi w głębi wyspy. Stwierdziłam, że to także nie dla nas.
A mnie odstąpicie?

Ostatnie zdjęcie przedstawiało dość dużą starą łódź zakotwiczoną od kilkudziesięciu lat przy plaży należącej do idealnego miejsca: średniej wielkości wyspy, porośniętej egzotycznymi roślinami i z kontaktem lazurowego morza. Tak, to było to…
Tak. I Dżek Sparoł w ramach bonusu.

-Bierzemy łódź.- powiedziałam zdecydowanym głosem.- Ile kosztuje?
-20000 galeonów. Mam nadzieję, że będzie się tam państwu miło mieszkało.- dodał sprzedawca gdy odliczyliśmy potrzebną kwotę.
Borze Liściasty, kto chodzi z taką sumą po ulicy? Toż to pół miliona złotych, jeśli wierzyć cioci Wikipedii!
[Mniejsza o to, ale kto by to uniósł? Taczki mieli ze sobą czy jak?]


-Dziękujemy.- pożegnałam się i wyszłam z dusznego lokalu.
Wiecie co, podziwiam ten świat czarodziejów. Żadnej biurokracji, żadnego kombinowania z księgami wieczystymi...
[Gdyby to nie był blogaś, to założyłabym się, że łódź nie istnieje, a sprzedawca właśnie pakuje manatki, żeby uciec na Wyspy Kanaryjskie.]


- Ok. Spadamy stąd, ale ja najpierw muszę iść do apteki i kupić jedną książkę.
Z apteki poszła do praczki
kupować pocztowe znaczki.


Wy już się tam teleportujecie.- Po usłyszeniu dwóch pyknięć, odwróciłam się na pięcie i poszłam spełnić moje zachcianki. Po 15 minutach zniecierpliwiona aportowałam się na łodzi.
Nie mówcie, że wyglądała jak na zdjęciu.

Przed oczami mignęła mi tylko szczęśliwa twarz Bellatrix i zdziwione miny Anioła i Harry’ego…
I wszystko jasne! Śmierciożercy odgadli pragnienie Laili, błyskawicznie zorganizowali łódź i podstawili sprzedawcę w akurat tym lokalu, do którego ona weszła, by zastawić pułapkę!
[Wiesz, perspektywa otrzymania 20 000 galeonów pobudza kreatywność.]


Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Przez małe zakratowane okienko wpadało niewiele światła. Anioł pomógł mi wstać.
-Gdzie jesteśmy?- zapytałam.
-W lochu twojego ojca.- odpowiedział stojąc w kącie Harry.
Posiadłość Voldemorta jest przygotowana na wszystkie ewentualności.

Po chwili w drzwiach pojawiła się Bella i jakaś zakapturzona postać.
-No, Potter. Czas na Ciebie. Czarny Pan się za Tobą stęsknił.- powiedziała czarnowłosa kobieta i brutalnie wypchnęła Harry’ego z lochu.
Jak mogła go wypchnąć, skoro stała w drzwiach?
[Szczegółu, szczegóły... Za to przez te wszystkie blogaski ta tęsknota pobrzmiewa... znacząco.]


Słyszałam jak szli korytarzem. Nastała chwila ciszy, w której wyczekiwałam jakiegoś odgłosu wskazującego na sytuację na górze. Usłyszałam krzyk przyjaciela.
*myśli* Albo korytarz był pionowy, albo mamy zakrzywienie rzeczywistości.
[Magia!]


-Draco, musimy coś zrobić!- krzyknęłam
-Ale co?- zapytał roztrzęsionym głosem Anioł. Pomyślałam. Na wakacjach uczyłam się trochę magii bezróżdżkowej, ale nie byłam pewna czy mi się uda.
Magia bezkijowa! *wzrusza się*

-Odsuń się.- powiedziałam do Draco, a ten wykonał moje polecenie. Podeszłam do drzwi, wyciągnęłam w ich kierunku rękę i rzuciłam zaklęcie.- Bombarda Maxima!- nic się nie stało.
Patrz, mnie też się nie udało. Dziwne, prawda?

- Bombarda Maxima!- znów nic.- Bombarda!- powiedziałam zrozpaczona, a drzwi niespodziewanie wypadły z zawiasów. Jednak nie dzięki mnie, a owej zakapturzonej postaci towarzyszącej wcześniej Bellatrix.
I magia bezkijowa okazała się całkiem kijowa.

-Musicie uciekać…- zaczęła, przy okazji oddając nam nasz różdżki.- Zostawcie Pottera…
Oby tylko nie znowu matka Laili...
[Trafiasz do lochu a tam... twoja stara!]


-Nie możemy, to nasz przyjaciel…-przerwałam tajemniczej osobie i wyminęłam ją.
Zwłaszcza przyjaciel Malfoya.

Wchodząc po stromych schodach pomyślałam, ze Agatha może nam w razie czego pomóc, więc przekazałam jej wiadomość o naszym położeniu dotykając różdżką tatuażu.
Taki dżi-pi-es.

-Nigdy…więcej…nie…próbuj…mnie…porywać…ani…torturować…moich…przyjaciół.- powiedziałam, a po każdym moim słowie następowało uderzenie w ojca jakiegoś bolesnego zaklęcia.
Wtrącane co słowo formułki zaklęć nie pomagały w zrozumieniu przesłania.

Odwróciłam się do Harry’ego. Pomogłam mu wstać, a on uśmiechnął się do mnie słabo. Przytuliłam go (po przyjacielsku).
Taa, pewnie.

Nagle poczułam ogromny ból…potem już tylko ciemność…
”Ciemność czuję!”

Poczułam słodki zapach kwiatów oraz niesamowitą świeżość morza. Otworzyłam oczy. Leżałam w łóżku, które stało w pokoju (no a w czym innym?).
W morzu?

Ale dziwny to był pokój. Drewniane ściany, drewniana podłoga, sufit, szafa oraz mały nocny stoliczek.
Stolik? Szafa?! Nie, stanowczo coś tu jest nie tak.
[Już wiem! Nie ma barku!]


-Spokojnie. Zaraz Ci to opowiem. Gdy się odwróciłaś od Czarnego Pana…
-Nie mów tak o nim, to już nie jest Twój pan.- przerwałam
-W takim razie, Twój Ojciec…
-Nie mam już ojca, w każdym razie, to nie jest on…- ponownie wcięłam się w zdanie Anioła
Laila postanowiła wydać fortunę na test DNA i drugie tyle na łapówki, jeżeli wyniki ojcostwo potwierdzą.

-A więc Voldemort, gdy się odwróciłaś, zebrał się z podłogi i rzucił w Nas trzy zaklęcia. Jedno w Ciebie. Zatrzymała je Jess. Nie wiadomo skąd się tam wzięła.
Twoja stara pojawia się znikąd!

Drugie wycelowane we mnie zatrzymała ta zakapturzona postać. Ostatnie odbiło się od lustra wiszącego za Wami i trafiło w Ciebie.
Taki rykoszet.
[Czemu zaklęcie miałoby się odbijać od lustra?]


To wszystko- powiedział Draco, a ja podziękowałam sobie, że wezwałam matkę na pomoc.
”W razie kłopotów poproś kogoś dorosłego o pomoc.”

- A i jeszcze jedno. Ta osoba w kapturze…ona teraz tutaj jest. To dziewczyna. Jak tylko się obudziła chciała widzieć się z Hermioną…Hermioną Granger…a jak jej powiedziałem, że ona nie żyje zamknęła się w sobie i nie chce rozmawiać…
Nowe emo.
[Gdyby nie wiedziała, że Laila to Hermiona, to by Hermiony szukała w Hogwarcie lub gdziekolwiek indziej. Mam rację?]
Cicho, tu nie o logikę chodzi.


-Później z nią pogadam. Na razie pewnie nie będę się ruszać z łóżka…Mam pomysł! Przyprowadź Harry’ego.
To à propos nieruszania się z łóżka?

- Mamy problem. Żeby dostać się do MoonCastle trzeba być animagiem…- oznajmiłam- Ja i Draco już nimi jesteśmy, dlatego gdy ja będę się nudzić Anioł będzie Cię uczyć.
Według kanonu powinni się pozabijać w ciągu trzech godzin.

Bynajmniej będę miała co oglądać…
BYnajmniej ≠ PRZYnajmniej. Już bardziej łopatologicznie się nie da.

Po dwóch tygodniach Harry znał podstawy i zaczynał powoli się przemieniać. Wiadomo było, że będzie ptakiem, ponieważ wychodziły mu już czarne pióra.
A może będzie hipogryfem?

-To była moja przyjaciółka…- powiedziała nieznajoma- Hermiona Granger. Podobno umarła. A tyle rzeczy nie zdążyłam jej powiedzieć…- wyżaliła się, a ja usiadłam obok niej
Najpierw pojawiające się znikąd córki i siostry, teraz przyjaciółki... Niedługo zacznę wierzyć, że ludzie rozmnażają się przez pączkowanie.

- Ona znikała każdego roku. Podobno do szkoły z internatem…ja też zawsze gdzieś wyjeżdżałam. W tajemnicy przed nią…do Beauxbatons…Nie powiedziałam jej, a powinnam…- rozpłakała się.
I w związku z tym szukała Hermiony u Voldemorta.

Przytuliłam ją. Już wiedziała skąd ją znam.
-Mina…- jest moją przyjaciółką…od dziecka.
I nie poznała jej po roku nieobecności.

Miała dużo czasu na opowiedzenie jej mojej historii.
Mina sama sobie opowiadała historię Hermiony.
[Trochę doświadczenia z blogaskami i każdy by tak potrafił.]


-Wiesz Laila…właśnie rozmawialiśmy o tym, że nasz kochany Harruś nie ma jeszcze przezwiska, a i nasz nowa przyjaciółka, skoro naraziła się Voldemortowi, może wybrać się z nami do Mooncastle.
Ktoś jeszcze chce jechać?

-No jasne. Tylko jakie by tu…
-Wiem! Devil*! Krótkie, treściwe i całkowite moje przeciwieństwo.
*Dla kompletnych nowicjuszy oznajmiam, że słowo DEVIL oznacza po angielsku diabeł.
Przypominam, że Zabini jest Diabłem. Ja wciąż czekam na Teufela i Diavola.

-Dobrze. To teraz Mina.- przypomniał Harry
-Teraz musi być moje przeciwieństwo…ale Biała jakoś tak nie pasuje…
-Faktycznie, ale White** i nawet mam zdrobnienie...Whitie.- powiedział Draco
Nikt nie twierdził, że przezwiska muszą być logiczne.

-Dla mnie extra.- dorzuciła Mina
Czemu aŁtorki tak ukochały literę „x”?
[Może uwielbiają algebrę i chcą jej w ten sposób oddać hołd.]




noida (29.09.2009, 11:54)
brak www
O, bosko :) Bo właśnie się zastanawiałam, czy sobie ściągać tę Operę czy nie i jakoś nie mogłam się zdecydować... Czasami jak widać lenistwo popłaca ;)

insanityinside (28.09.2009, 23:59)
brak www
"Czwórka pištkš się stała" - Otworzš nowy dom specjalnie dla córek Voldemorta?
"Czy jest na Sali ktoœ z wykształceniem krawieckim?" - Podejrzewam, że parę szwaczek by się znalazło, ale...
"Wybrałam w końcu dżinsy biodrówki i bršzowš tunikę na długi rękaw.
”Z długim rękawem”, na litoœć borskš!" - Nie. Założyła tunikę na rękaw. A majtki prawdopodobnie na głowę.
"Obaczyłam chłopca z platynowymi włosami trzymajšcego kulkę." - Okazało się, że ta kulka to stalowe oko.
"Ten rozdział jest wyjštkowy i zawiera przemyœlenia zarówno Draco jak i Laili (...)Teraz często będš pojawiać się takie małe nawiasiki z moimi przypisami(...)" - A poza tym DLA ODMIANY aŁtorka zacznie olewać kanon i robić z opowiadania telenowelę.
"Siedziałem przy nie dzień, może dwa, a może nawet całe tygodnie…nie liczyłem…" - 'McGonagal dała mi zwolnienie ze wszystkich lekcji z powodu Tró Loff'
"Była idealna, choć mugolskš. Rozległy się pierwsze nuty, a ja zobaczyłam zdziwienie na twarzy partnera, ale po chwili Biały Anioł zaczšł œpiewać (on i mugolskš piosenka???)" - I oczywiœcie, mimo, że nie znał tej piosenki, brzmiała idealnie.
"Zauważyliœcie, że Harry i Ron jako jedyni nie sš parš osób przeciwnej płci?
[Cóż, Minerwa musiała mieć w tym jakiœ cel.]" - Co? Ale przecież z tego nie będzie becikowego!

kura z biura (28.09.2009, 22:28)
brak www
O, sorry, teraz już działa. przepraszam za zawracanie głowy.

kura z biura (28.09.2009, 22:26)
brak www
Czy można by coś zrobić z wyświetlaniem starszych postów? przegapiłam odcinek drugi i teraz w żaden sposób nie mogę się do niego dostać.

yeppy (27.09.2009, 23:18)
brak www
Dobrze, Noido, archiwum winno już działać we wszystkich przeglądarkach (poza IE, ale pracuję nad tym). Jeśli jednak okaże się, że nie, krzycz ;)

yeppy (26.09.2009, 23:54)
brak www
Hum, może możesz skorzystać z Opery? Albo poczekać, aż ugotujemy nowy szablon ;)

noida (26.09.2009, 23:12)
brak www
Trochę nie na temat, ale nie mogę znaleźć drugiej części HP i listów i pierwszej HP i twojej starej. Mam wrażenie, że strona się rozłazi w pewnym momencie i rzeczy znikają... Nie wiecie, jak do nich trafić?

noida (26.09.2009, 19:54)
brak www
Trochę nie na temat, ale nie mogę znaleźć drugiej części HP i listów i pierwszej HP i twojej starej. Mam wrażenie, że strona się rozłazi w pewnym momencie i rzeczy znikają... Nie wiecie, jak do nich trafić?

Znudzona Pszczoła (26.09.2009, 14:25)
brak www
Pieśń skorumpowanego kapelusza, mugolska muzyka w Hogwarcie, romantyczny Anioł i zmotywowani śmierciożercy...

Miss Derisive, jesteś wielka!

Serpentis (25.09.2009, 18:46)
brak www
Wbiegliśmy do labiryntu. Skręciliśmy w pierwszy korytarz w prawo i zamieniliśmy się w wilki. Oboje poznaliśmy już prawie całkiem swoje moce. Ja miałam władzę nad naturą i perfekcyjnie znałam magię leczniczą, a Draco władał nad lodem i wodą.
Jakim cudem wilk może stosować magię leczniczą?

^^ wrzody może lizać.

Mogłam się tego spodziewać - gdy nabrałam już przekonania, że w blogasiach nic mnie nie ruszy, zjawiła się taka Laila Riddle z jej starą i mugolskimi piosenkami i po raz pierwszy od bardzo dawna wykonałam zamaszystego facepalma.
A przypisy aŁtorki urocze (zwłaszcza ten o przechodzeniu na dobrą stronę. Trochę wiary w czytelników, do diaska)


Podstrona: *1* / 2