Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i twoja stara 2/4
HP i twoja stara 2/4 (17.09.2009, 09:27)
Bal u śmierciożerców i Serce Kondrakaru, czyli część druga analizy.

Analizowała: Miss Derisive

Niestety przez nawał pracy (To prawie jak szkoła. Też miałam prace domowe) całkiem zapomniałam o zbliżającym się balu.
”Prawie” robi wielką różnicę. W blogaskowym Hogwarcie przez nawał przygotowań na balu kompletnie zapomina się o nauce.

Przypomniał mi o nim dopiero wystrój Sali, w której jadam śniadanie.
Po kilku dniach śniadań w łóżku stanowczo zażądała możliwości schodzenia. Przygotowano dla niej specjalną salę.

Jak codziennie wstałam, umyłam się i miałam iść na śniadanie.
A nie mówiłam?

Zabini postanowił mi towarzyszyć.
Chciał się upewnić, że Hermiona zejdzie.

Weszłam wtedy do ogromnej Sali (była to sobota, a bal przewidywany był na poniedziałek). Była ona przystrojona na niebiesko. Niebieskie stoliki, obrusy biało-niebieskie, ściany i sufit także. Schody przystrojone były lodowymi, nieroztapiającymi się figurami oraz soplami.
A gdzie mhroochny gust Voldzia?
[Może wynajmuje zamek Królowej Śniegu? Wiesz, podporządkowywanie sobie świata wymaga wielu nakładów funduszy, nie każdego stać na własną siedzibę...]


Zdziwiona nieostrożnie zaczęłam schodzić zlodowaciałymi schodami. Nagle, choć było to do przewidzenia, poślizgnęłam się, lecz złapał mnie (na szczęście) Zabini. Pocałował i powiedział:
-Oj…księżniczko, czy to sala godna Ciebie?
Nie, za mało różu. *wymiotuje na boku*

-Oj…księciu, ja nawet nie mam się, w co ubrać.- odpowiedziałam załamana.
-Zabierz Sarę na Pokątną to pomoże Ci coś wybrać.- powiedział chłopak
-Och, co ja bym bez ciebie zrobiła?- zapytałam, jeszcze raz go pocałowałam i pobiegłam do pokoju.
Po drodze uznała, że najlepiej zmusić Malfoya, żeby jeszcze za nią myślał. Bo ma za mało roboty.

Najpierw poszłyśmy do Madame Malkin. Niestety nic właściwego nie znalazłam.
Nic, co by było godne osłaniania jej cudownego ciała.

Zobaczyłyśmy jeszcze kilka sklepów. W jednym z nich Sara kupiła sukienkę dla siebie. Była złota, obszywana srebrnymi koronkami. Cała się błyszczała i była naprawdę piękna.
Nawet projektanci lalek Barbie mają więcej smaku.

Trochę jej zazdrościłam, ale wiedziałam, że dla siebie też coś znajdę i miałam racje…Postanowiłam iść na ul. Śmiertelnego Nokturnu.
A jakie sukienki można tam kupić? Może coś z kolekcji „Dołącz do Adamsów”?

Było tam parę sklepików, w których nie znalazłam sukienki. Gdy już zrezygnowana miałam wracać do domu, zauważyłam w rogu ulicy mały, ale elegancki sklep.
Bo to taka stylowa okolica.

Na wystawie zobaczyłam piękną niebieską sukienkę. Nie miała ramion, była długa i powłóczysta. Na dole materiał był jak delikatna mgiełka, a na górze miała stylowy gorsecik. Od razu weszłam do sklepu i ją kupiłam. Tania nie była, ale przecież tatuś funduje.
*zgrzyta zębami* Oczywiście nie ma możliwości, żeby sukienka nie była w jej rozmiarze, co?

W niedziele niczym się nie przejmują zeszłam na śniadanie.
Oto postawa warta naśladowania! Tak trzymaj!

Nie zauważyłam, że wszyscy się na mnie patrzą. No tak, nie zawsze jestem taka, zazwyczaj jestem bardzo ponura. Śniadania jadaliśmy doborowym towarzystwie. Ja, ojciec, wszyscy Malfoyowie, Bellatrix, Snape, a od niedawna Zabini.
Śmietanka towarzyska.

Usiadłam na swoim miejscu po lewej stronie Voldemorta.
-A, co ty taka wesoła jesteś?- zapytał ojciec.
-Kupiłam wczoraj sukienkę na bal. Jest piękna.- odpowiedziałam nadal uśmiechnięta, a wtedy Zabini wstał, podszedł do mnie, klęknął i zapytał z bukietem w ręce:
-Pójdziesz ze mną na bal, księżniczko?
A ten co? Ma kartę stałego klienta w kwiaciarni?

-Tak! Tak! Tak!- zawołałam i rzuciłam mu się na szyję. Ojciec patrzył na nas z wyraźnym zadowoleniem, a za to Malfoy za złością.
Voldemort pomyślał, że jeśli szybko wyda córkę za mąż, nie będzie musiał już łożyć na jej utrzymanie.

13 sierpnia od samego rana siedziałam w pokoju i przygotowywałam się na bal. Strasznie się denerwowałam. Sara powtarzała mi żebym się uspokoiła, ale nic to nie dawało. Miałam przeczucie…przeczucie, że zdarzy się coś złego…a takie przeczucia zazwyczaj się sprawdzają…
Zwłaszcza jak jesteś bohaterką fanfika.

Bal zaczynał się o 15, więc już zaraz po obiedzie zaczęłam się ubierać.
O piętnastej? A po dobranocce paciorek i spać?

Gdy siedziałam gotowa na krzesełku podeszła do mnie Sara i zaczęła mi włosy układać. Następnie wyjęła z szafy dwa pudełeczka. W jednym był srebrny diadem, a w drugim prezencik;). Diadem mi dała, a drugą paczuszkę włożyła do swojej torebki. Zrobiłam sobie jeszcze delikatny makijaż i byłam gotowa do wyjścia. Wyglądałam oszałamiająco (o jaka skromna). Włosy spięte były w luźny koczek, z którego wypadały pasemka moich czarnych loczków. Na szyi miałam mały łańcuszek z serduszkiem (prezent od Rona). Na uszach długie kolczyki z diamencikami, a na nogach (prawie)szklane pantofelki.
*pada porażona*

Punktualnie o 15 do pokoju wszedł mój chłopak. Stał na środku pokoju nieprzytomnie się na mnie patrząc. Oczywiście rozdziawiona japa także była na miejscu ;)).
Leżała obok na stoliku pod oknem.

-Łał…księżniczko. Wyglądasz olśniewająco…jejku, co ja mówię…wręcz Bosko.-Odpowiedział zamykając usta, ale nadal się na mnie gapiąc.
Z powodu zamkniętych ust jego przemowa brzmiała raczej niewyraźnie, ale Hermiona i tak wiedziała, co powiedział.

Z sufitu zwisały lampiony, a sam sufit był podobny jak w Wielkiej Sali w Hogwarcie.
Ten Voldi... Zero kreatywności...

Rozbrzmiała muzyka. Jak dla mnie trochę za drętwa-pomyślałam , ale Zabini już porwał mnie w wir zabawy.
Śmierciożercy uwielbiali smętne zawodzenie.

Potem jedliśmy i znów tańczyliśmy. Robiło się trochę przynudno. Na szczęście ojciec dość przytomnie przerwał potańcówkę i zarządził rozdawanie prezentów.
Ten to umie rozkręcić imprezę.
[Powinien jeszcze zaproponować grę w butelkę. I podać więcej alkoholu.]


Pierwszy podszedł ojciec i dał mi dość małe pudełko ze słowami:
-Później ci to wyjaśnię- więc postanowiłam na razie go nie rozpakowywać.
*nabiera podejrzeń*

Następnie podszedł jakiś kompletnie mi nieznany gość i wręczył koszyk nakryty niebieskim kocem. Ze środka wydobywały się jakieś piski i powarkiwania. Odrzuciłam nakrycie, a ze środka wyskoczyła na mnie…biało-czarna, niebieskooka kulka. Po chwili (czyt. Jak mnie dokładnie wylizała) byłam w stanie zobaczyć, że jest to pies. A konkretniej Husky.
*zawczasu dzwoni do Ligi Ochrony Zwierząt*

A w koszyku na samym dnie leżała karteczka:
Duzo zdrowia i szczescia, a zreszta sama wiesz czego sobie zyczyc. Pies jest dla ciebie. Nie moge ci za duzo powiedziec, ale jak sie kiedys sie spotkamy to wszystko ci wyjasnie. Niech jest zawsze przy tobie, bo nie raz uratuje ci Zycie.
To kto mi pomoże uwolnić pieska od Hermiony?

Ledwo zdążyłam to przeczytać, gdy moje przeczucie sprawdziło się. Wokół nas zaczęły pojawiać się znane mi postacie. Strzelały zaklęciem w Śmierciożerców.
Wszystkie jednym? Ten Zakon to same ofermy...

-Senses Incantatem- szepnęłam, a z mojej różdżki wystrzelił bladozłoty promień. Sama wymyśliłam to zaklęcie. Wyostrzało zmysły i pozwalało skupić myśli na zaklęciach.
Bo w czasie bitwy ludzie mają dziwne skłonności do myślenia o lodach czekoladowych.

- Sectumsempra- czar pomknął w stronę Lupina, który w porę go zablokował. Zaczęła się między nami walka. Światła z naszych różdżek krzyżowały się oraz odbijały od niewidzialnych tarcz. Nagle w moim kierunku pomknął zielony promień. Psu siedzącemu po mojej prawej stronie upiornie zaświeciły się oczy, a promień odbił się od niewidocznej bariery.
Pies Marysi nie może być zwyczajny! Zmiana koloru oczu to minimum!

Remus wpatrywał się w niego, a ja wykorzystałem nieuwagę przeciwnika i trafiłam go oszałamiaczem. Powoli podeszłam do starego nauczyciela. Już miałam rzucić ostateczny czar gdy w moją stronę pomknął niezablokowany przez nikogo czerwony promień…
Co za ofiara nie potrafi używać Avady?!

Obudziłam się podtrzymywana przez kogoś w pustym pokoju. Nie miałam pojęcia gdzie jestem. Podniosłam głowę i zobaczyłam, że leżę w ramionach młodego Malfoya.
Typowe.

-Co my tu…? Jak…?- Zapytałam zszokowana.
Zostałaś oszołomiona. Kazali mi cię zabrać w bezpieczne miejsce.- Odpowiedział Draco.
I nikt go nie trafił, jak ratował swoją Tró Loff? Przestaję poważać Zakon...

-To był rozkaz, a teraz skoro już się obudziłaś możemy wracać. Ale najpierw muszę cię o coś zapytać. Masz ze sobą prezent od Czarnego pana?- Powiedział chłopak.
-Oczywiście, że mam.
No w końcu nie była aż tak nieprzytomna, żeby nie zabrać ze sobą prezentu!

Wyjęłam różdżkę i wyczarowałam pudełeczko. To także było moje zaklęcie.
A to już zakrawa na pogwałcenie praw autorskich wynalazcy Accio.

Przecież nie mogę wszędzie nosić ze sobą torebki.
Torebki wyszły z mody?

-Otwórz je. Jeśli w środku jest to, o czym myślę to pokonasz Zakon bez najmniejszego problemu.-Powiedział, a ja niepewnie rozwinęłam pakunek. W środku na poduszeczce leżał niebieski kryształ.
Serce Kondrakaru!

-To jeden z diamentów założycieli.- Zaczął opowiadać chłopak.- Łał. Nigdy ich nie widziałem. To jest kryształ Roweny…
Konkretnie jeden z jej kolczyków.

-Są cztery kryształy. Czerwony, niebieski, zielony i żółty. Diament Godryka dodaje siły fizycznej i podwaja magiczną tylko odważnym.
I zwiększa morale do następnej bitwy.

Roweny czterokrotnie zwiększa władzę i siłę magiczną oraz zdolność logicznego myślenia, ale w pełni może go wykorzystać tylko inteligentna osoba.
I Voldemort dał go swojej córce?! Chyba zdawał sobie sprawę, że w jej rękach będzie bezużyteczny.

Helgi jest najsłabszy, bo działa tylko w parze z twoim kryształem, a dzięki niemu potrafi się używać leglimencji i oklumencji.
Ach, ta Helga, zawsze na szarym końcu.

Salazar swój diament przeznaczył tylko swoim potomkom, a dodaje on sprytu i chytrości oraz podwaja moc magiczną.
Dziedzic Slytherina, odsłona druga.
[Oto człowiek, który ceni swoją rodzinę!]


Osoba, która posiądzie moc wszystkich diamentów stanie się niewyobrażalnie silna. Będzie mogła poprzeć Czarnego Pana i tym samym skazując dobrą stronę na śmierć, ale też może użyć mocy razem z wybrańcem przeciwko niemu i uwolnić świat od zła…-urwał patrząc na mnie z przestrachem.
I cała sprawa z horkruksami i Insygniami Śmierci na nic...

-Skąd to wiesz i…i o co chodzi?
-Ja nie chciałem…musimy wracać.- Wstał i już chciał odejść, ale złapałam go za rękę…
Złapała mnie za rękę i powiedziała:
-Ja muszę to wiedzieć.
Kocham te przeskoki narracji.

-Synu. Muszę ci powiedzieć pewną bardzo ważną rzecz- powiedział Lucjusz Malfoy do 11-letniego synka.
Kiedy byłem, kiedy byłem małym chłopcem, hej!

-Jak się urodziłeś pewna bardzo mądra pani powiedziała, że jak trochę podrośniesz to się zakochasz, wiesz?
*parsk*

Nie można do tego dopuścić…-wszystko się rozmyło, a moja pamięć podsunęła mi inny obraz.
Zwykli ludzie mówią, że serce nie sługa, ale od czego się jest arystokratą?

Tym razem w ciemnym pokoju stała Narcyza z kilka lat starszym synem.
-To jest twoja przepowiednia. Tylko ty możesz wziąć ją i tylko ty ją usłyszysz-powiedziała.
O co zakład, że mówi o Hermionie?

Ta, która ma moc pokonania dobra lub zła, bo do niej wybór należy,
Urodzi się w roku narodzin syna jednego z najwierniejszych
Sług Czarnego Pana i to właśnie chłopak pozna tę, od której
Wszystko zależy.
Każda szanująca się przepowiednia mówi, kiedy urodzi się ten, kogo dotyczy.

Pokocha i pomoże po którejkolwiek stronie stanie,
A zrodzona będzie z kości Voldemorta, który wiedzieć nie będzie
O przeznaczeniu osoby, z którą jeść i pić zamierza.
Oto jak się kończą rodzinne obiadki.

I sam Czarny Pan
Da jej moc nieziemską.
W prezencie.

A narodzi się ona w roku przyjścia na świat Malfoya.
Potem przepowiednia podawała jeszcze dokładny rysopis Dracona, adres korespondencyjny i zainteresowania. Dla pewności.

-Chyba jej tego wszystkiego nie powiem- pomyślałem, a już na głos powiedziałem- przed twoim narodzeniem została wygłoszona przepowiednia. Mówi, że osoba, która zostanie zrodzona z krwi Czarnego Pana będzie miała moc zniszczenia dobra lub zła.
I reorganizacji Układu Słonecznego.

Mówi tez, że ona sama wybierze, po której stronie stanie.
To się nazywa „wolna wola”. Rzadkość w blogaskach.

A co do diamentów. Jeszcze jeden, zielony, ma twój ojciec, czerwony Potter, a żółty musi przylecieć na twoje zawołanie ktokolwiek by go miał- wtedy Hermiona wyczarowała srebrną bransoletkę z oczkiem, w które włożyła diament.
To nie można go od razu sprzedawać w pakiecie z niebieskim?

Zmaterializowałam się w Wielkiej Sali dworu Malfoyów.
Zaleciało Hogwartem. Czyżby Malofoyowie byli aż tak mało kreatywni?
[Nie, to Matki i Ojcowie Założyciele wzorowali się na siedzibie Nieszlachetnego i Odrobinę Mniej Starożytnego Rodu Malfoyów.]


Ciche pyknięcie za mną świadczyło o tym, że Draco też się deportował.
Byle dalej od niej.

-Dość! –Krzyknęłam.- Koniec walki. Ja Laila Riddle, córka Lorda Voldemorta, mówię stop! -Po pierwsze musiałam wymyślić sobie nowe imię, przecież nie mogę być Hermioną do końca życia, a po drugie, choć wcale tego nie zauważyłam, powoli uniosłam się w powietrze.
*kwiczy radośnie* Mhroochne imię Marysi – jest.

Wcześniej czerwone niebo zasnuło się chmurami, wszyscy ludzie zaprzestali walki wpatrywali się we mnie.
I tak się załatwia pokój na świecie.

Tylko jedna para nadal walczyła, a mianowicie Potter z moim ojcem.
*owacje* Oto ci, którzy się nie poddali powszechnej psychozie.

Co gorsza Harry z czerwonym diamentem zaczynał wygrywać.
Harry, przecież wszyscy wiedzą, że diamenty są najlepszym przyjacielem dziewczyny.

Zawisłam między nimi i teraz ja zaczęłam walczyć ze Złotym Chłopcem.
- Zostaw to mnie – rzuciła przez ramię do Voldemorta, nieporadnie próbującego rzucić Avadę.

Dzięki niebieskiemu kryształowi szybko zyskałam przewagę, aż w końcu przebiłam jego tarczę silną drętwotą.
Niebieski pokonuje czerwony... Prawie jak pokemony z chipsów.

Jeszcze nie byłam gotowa zabić go, więc wzniosłam się prawie pod sam sufit i powiedziałam:
-Azarat Metron Zhintos- wtedy wszyscy członkowie Zakonu zniknęli, a dwór ponownie został otoczony zaklęciami ochronnymi.
Superzaklęcie, tylko dla Marysiek. Nie mogła tak od razu?

Byłam wyczerpana, ale musiałam się dowiedzieć jeszcze jednej ważnej rzeczy. –Jak sytuacja? Zginął ktoś?
-Dawlish, Dooge i Mcartney od nich, a od nas Yaxley, ale za to Sara została trafiona jakimś zaklęciem i zabrana przez kogoś z Zakonu…
Co za ofiary... Napadają na siedzibę Voldiego i porywają tylko jedną nastolatkę.
[To zależy, co z nią będą robić... Ciekawe, czy zabrał ją Mundungus...]


Rozdział 13 "Inicjacja" cz.1
Jako analizatorka po przejściach spodziewam się wszystkiego.

-Co??? Kto ją zabrał??? Jak… - spytałam zrozpaczona i zszokowana. Moja najlepsza przyjaciółka w rękach Zakonu?!
Ekhem... Mam nadzieję, że to nie do tego odnosi się tytuł.

-Ktoś widział zdrajców krwi, rudzielców przy Sarze, kiedy ją trafiło zaklęcie o Pani- z tłumu wyszedł Rokwood kłaniając się.
Znajomy Rookwooda?

-Hmm…dobrze. Powinnam z nią wrócić za pół godziny. Jeśli nie przyjdę to w moim pokoju na półce leży lusterko. Tam otrzymacie instrukcje, co do uwolnienia mnie lub sprowadzenia tutaj jakbym nie mogła…- urwałam, spojrzałam po otaczających mnie śmierciożercach i deportowałam się z cichym pyknięciem z psem u boku.
Voldemort nie zareagował na fakt, że Herm... przepraszam, Laila podbiera mu sługusów?
[Wiedziałam, że trzeba zabrać jej tego psa.]


-Ty tutaj… a jak cię ktoś zobaczy?- Zapytał mój rudy przyjaciel wpatrując się we mnie nieprzytomnym wzrokiem.
-Nie przejmuj się, a poza tym dzięki Ron. Niestety muszę cię oszołomić, bo sądzę, że Zakon już wie, że tu jestem.- Kiwnął głową, a ja chwyciłam moją lekko poturbowaną przyjaciółkę Sarę, cmoknęłam Gryfona w policzek i deportowałam się do mojego pokoju.
Akcja ratunkowa – pierwsza klasa.

Jess (tak nazwałam mojego pieska) wykonała moje zamierzenia, co do Rona i także znalazła się w dworze Malfoyów.
Zaraz, była mowa o humanitarnym oszołomieniu, nie o szczuciu psem!

Otworzyłam oczy i zauważyłam, że krąg Śmierciożerców wpatruje się we mnie.
Ustawieni grzecznie w kółeczko.

Mój ojciec właśnie szykował się do użycia lusterka leżącego tuż za mną..
Z oporami, dawno do żadnego nie zaglądał.

Grzecznie wszystkich wyprosiłam. (Jejku, co ja gadam? Ja i grzecznie?! Poleciało kilka cruciatusów,
To było tak:
- Możecie wyjść? – zapytała uprzejmie Hermiona.
W tym momencie jeden ze śmierciożerców nierozważnie zapytał:
- A magiczne słowo?

ale ogólnie nic się nikomu nie stało, więc można to uznać za grzecznie…)
Zabicie kogoś można by uznać za lekki nietakt.

Został tylko mój ojciec.
-Musimy pogadać- powiedział.
No i się zaczyna poważna rozmowa wychowawcza.

-Widzę, że robisz duży użytek z kryształu- zaczął. Pomyślałam, że chodzi mu chyba o to, że wygoniłam Zakon i wciąż unoszę się nad ziemią, (po co chodzić skoro to jest mniej męczące).
W dodatku wypełniona wodą sodową głowa Hermiony powoduje trudności w trzymaniu się podłoża.

-Dobrze- powiedział i opowiedział mi praktycznie wszystko to, co powiedział mi Draco. Przemilczał fakt, że gdyby ktoś miał je wszystkie razem to byłby najbardziej potężny ze wszystkich (od autorki: zapomniała napisać, że Voldzio dał Hermionie/Laili kryształ tylko dla tego, że sam nie umiał go wykorzystać, a swojej córce jako tako ufał. Wiedział, że nie będzie mógł posiąść diamentu Gryffindora, ponieważ nie był odważny. Do niego należał tylko zielony klejnot, bo był z rodu Slitherinu. Z mojego wywodu wynika, że choć ufał Hermionie nie powierzy jej jeszcze jednego kryształu, ale wszyscy wiemy i przyswajamy, że nasza główna bohaterka mogłaby posiąść na własność wszystkie diamenty).
*gorliwie kiwa głową, co ma znamionować pełne zrozumienie*

Zaplanował, także małą uroczystość przed moim powrotem do szkoły. Będzie to pasowanie moich przyjaciół na Śmierciożerców oraz przyzwanie diamentu Helgi.
Pasowanie na śmierciożerców... *zgon*

Postanowiłam na razie pożegnać się z ojcem i rozpakować prezenty.
Czas najwyższy!

Zaczęłam od dostarczonego mi przez Świstoświnkę małego pakunku leżącego na szafce nocnej. Nie miałam wątpliwości, co do jej pochodzenia. Byłam ciekawa, co Ronald mi dał. Gdy rozpakowałam paczuszkę wyleciała z niej karteczka:
Do zobaczenia w Hogwarcie
A w środku niej był piękny, srebrny nóż z wysadzaną rubinami klingą.
Nie dawaj Marysi noża! Ona potrafi zrobić ludziom krzywdę własną kosmetyczką!

Był krótko mówiąc drogi. Byłam ciekawa, od kiedy Rona stać na takie prezenty.
Zaciągnął kredyt u Gringotta.

Jednak długo się nie zastanawiałam i wzięłam się za rozpakowanie innych. Były to przede wszystkim: książki, biżuteria i inne tego typu niepotrzebne rzeczy.
Zaraz, zaraz... Książki są zbędne, to jasne, ale biżuteria?!
[Może nie miała mhroochnych czaszek?]


Gdy wzięłam do ręki ostatni przedmiot zauważyłam, że był adresowany do Hermiony Jane Granger, a przyniosła go śnieżnobiała sowa.
A Harry taki niedoinformowany...

Zdziwiłam się, że mnie poznała i gdzie mieszkam, ale po napisie na paczuszce wywnioskowałam, że jej właściciel nie jest taki bystry.
W końcu to tylko Wybraniec, który parę razy wygrał starcie z Voldemortem!

Droga Hermiono
Tam gdzie teraz przebywam dochodziły mnie niepokojące wieści. Wiadomość o śmierci twoich rodziców dogłębnie mną wstrząsnęła.
Bądź łaskawa przyjąć najszczersze kondolencje.

Zakon nie ma od ani o Tobie żadnych wieści. Nie wiem czy słyszałaś, ale Voldemort ma córkę.
Czy słyszała? Trudno przejść przez ulicę, żeby się na żadną nie natknąć.

Podobno nazywa się Laila i jest bardzo potężna.
Zaraz, przecież Hermiona zmieniła imię jakąś godzinę temu, może trochę więcej. Czyżby Harry był w rzeczywistości potomkiem Sybilli Trelawney?

PS. Mam nadzieję, że ci się to przyda
Z paczuszki wypadła mała szklana fiolka z tęczowym płynem w środku. Gdy tylko ją zobaczyłam wyzbyłam się wszelkich wątpliwości, co do jej zawartości. Był to Felix Felicis*.
Eee... Za mojej pamięci Felix był „barwy płynnego złota”.
[Nie znasz się. Rowling tym bardziej.]


Pod gwiazdką następuje opis eliksiru, podobno zaczerpnięty z wikipedii. Rozczuliło mnie jedno zdanie:
Efekty uboczne: jako wywar przynoszący szczęście, uzależnia.

W duszy podziękowałam Potterowi za tak cenny dar, ale jeśli ma tego więcej to muszę uważać…
Ależ skąd. To, że trafił do tego blogasia, to jawny znak, że szczęście go opuściło.

Rano obudziłam się z potwornym bólem głowy.
-Co tu się musiało stać?
Przychodzi mi do głowy tylko jedno...

Pomyślałam i natychmiast sobie przypomniałam jak to moja kochana Sara wpadła do pokoju, by uczcić moją walkę z Zakonem. Oczywiście w ręku trzymała spory zapas butelek z Ognistą. W połowie zabawy dołączyli do nas Zabini i Draco.
I tylko gry w butelkę brak.

Na szczęście przy stole na śniadaniu siedział tylko Snake od czasu do czasu łypiąc na mnie rozbawionym wzrokiem.
Czyżby chłopak Nagini?

Gdy chciałam odejść otworzył usta, aby cos powiedzieć, ale uprzedziłam go i zapytałam:
-Chcesz coś powiedzieć Severusie?
-Hmm- zaczął ze swoim zwykłym ironicznym uśmieszkiem i wyjął ze swojego czarnego płaszcza buteleczkę- to jest lek na wczorajsze imprezowanie- powiedział i odszedł jak zwykle łopocząc szatą.
Snape ma eliksir na kaca! Gdyby uczniowie Hogwartu się o tym zwiedzieli, nie miałby chwili spokoju.

Odkorkowałam pojemnik i gdy wypijałam jego zawartość pomyślałam, że nietoperek też ma serce. Może nie na wierzchu, ale gdzieś tam daleko… dalej… jeszcze dalej…, ale ono gdzieś tam jest.
Gdzieś na poziomie kostek.

-Jejku nie krzycz tak.- Odezwał się Zabini, a ja podałam mu buteleczkę od Mistrza Nietopezrzów.
Snape dawał poczciwym gackom lekcje latania.

Na szczęście sama się napełniała.
Toż to skarb prawdziwy!

Wszyscy napili się po łyku, przełknęli jakoś śniadanie, a potem ruszyliśmy do mnie do pokoju ( a gdzie indziej? Może do pokoju ojca;))
To by była niespodzianka.

Przy stole śniadanie jedli już Bella, Snake, ojciec, Malfoyowie i Zabini. Widać było zdenerwowanie na twarzy przyszłych Śmierciożerców. Jasne było, że będą musieli przejść jakąś próbę.
Prawie jak chrzest na koloniach.

Obiad okazał się wręcz katorgą. Wszyscy jak na pogrzebie ( a raczej na stypie- to się nazywa czarny humor;)) na szczęście było już dość późno i zamiast siedzenia bezczynnie mogliśmy zacząć jakiekolwiek przygotowania.
Dotąd żywiłam przekonanie, że wiem, co to jest czarny humor.

Zeszliśmy po schodach Wielkiej Sali, a mój ojciec zaczął nawijać. Widać, że się wczuł w nastrój.
”Zebraliśmy się tutaj...” i „Tylko razem możemy pokonać nastoletniego Pottera!”

To jest Jess. Piesek Hermiony/Laili.
http://img81.imageshack.us/img81/7016/husky146li.jpg
Dla czytelników, którym słowo „husky” nic nie mówi, a instrukcja obsługi Google wydaje się zbyt skomplikowana.

Okazało się, że próbą była walka z Bellą, ale ponieważ na razie nie jesteśmy w stanie jej pokonać, postanowiono, że przejdzie ten, kto wytrzyma 3 minuty.
Jeśli zginiesz, zostajesz zdyskwalifikowany.

-Zaczynajcie- powiedział wyniosłym głosem ojciec, a na środku Sali rozpętała się bitwa.
Wszyscy na biedną Bellę? I to ma być próba?

Różnokolorowe promienie śmigały jak zwykle we wszystkie strony i trafiały nieostrożnych Śmierciożerców.
Którzy byli zbyt tępi, aby je odbijać.

-Azarat Metron Zhintos*- powiedziałam, a walczących otoczył czarny krąg. Dzięki niemu zaklęcia nie trafiały w ludzi, ale też nie odbijały się jak od zwykłej tarczy, co przeszkadzałoby walczącym.
Herm... Laila zdobyła sprawność behapowca.

*zapomniałam napisać, że te słowa uruchamiają moc kamienia i zamiast innych zaklęć, których formułek Laila nie zna także można wypowiedzieć te słowa, a one obrazują to, co chce osiągnąć.
Zrozumiałam tylko tyle, że dzięki temu Laila ma być jeszcze bardziej wypaśna niż do tej pory.
Zaklęcie nie jest wymyślone przeze mnie tylko zaczerpnięte z jakiegoś filmu, którego nazwy nie pamiętam.
Miss D. wykonała krótkie śledztwo i wraz z inspektorem Googlem odkryła, co następuje:
1) Słowa te w rzeczywistości brzmią: Azarath Metrion Zintos.
2) Nie pochodzą z filmu, a z serialu animowanego pod tytułem „Młodzi tytani”. Leci na Cartoon Network.
I zajęło jej to mniej czasu niż aŁtorce napisanie tego zdania.


Malfoy został przyjęty, a wrogu Sali już zajął się nim Snape.
Snape był zatwardziałym wrogiem wszelkich sal i skrzydeł szpitalnych.

Gdy już wszyscy przeszli próbę (odpadło paru młotków, którzy Expelliarmusa** nie umieli rzucić) przyszedł czas na mnie.
**Expelliarmus- zaklęcie rozbrajające. Jedno z najprostszych zaklęć.
Zastanawiam się, czy ktoś, kto nie zna Expelliarmusa, czytałby fanfika HP...

Z kryształem byłam pewna swojej wygranej.
Hej, ona ma kryształ! Oszukistka!

Bella nieśmiało rzuciła pierwsze zaklęcie, które bez problemu odbiłam.
Bella – nieśmiało?! Dziękuję, już wolałam Bellę wykonującą darmową aborcję...

Parę naprawdę silnych zaklęć przeleciało mi obok głowy, ale na szczęście w tej nowej postaci byłam dość wysportowana.
Voldemort użył zaklęcia zwiększającego masę mięśniową.

Aby celniej wycelować w przeciwniczkę uniosłam się i przebiłam jej zasłonę sectumsemprą***. To był koniec, a od początku pojedynku nie minęły nawet 2 minuty. Podbiegł do niej Snape.
Domagając się opłaty ze względu na prawa autorskie.

***Sectumsempra- zaklęcie noży. Przebija ciało przeciwnika niewidzialnymi nożami pozostawiając głębokie dziury. Harry użył go na Malfoyu w6 klasie.
Może to moja słaba pamięć, ale żadnej wzmianki o nożach w książce Rowling sobie nie przypominam.

-No Bella. Nie spisałaś się, ale za to moja droga córka poradziła sobie doskonale. –Powiedział i zrobił coś, czego jeszcze nigdy nie zrobił, a mianowicie przytulił mnie.
Tulimy!

- A teraz kontynuujmy. Najpierw przywołasz kryształ, a później śmierciożercy dostaną stroje i zostanie wypalony Mroczny Znak.
I karnety na siłownię.

Powoli i niepewnie wyszłam na środek Sali i o dziwo wiedziałam, co mam zrobić.
Nie wiem, czy ktoś tu czuje się zdziwiony.

Ponownie uniosłam się i zaczęłam powtarzać wolnym i energicznym głosem słowa:
-Comen a Saya****- w końcu wokół mnie pojawiła się złota mgiełka, a po chwili zauważyłam kątem oka lecący w moją stronę żółty diament.
****Znów wymyślone przeze mnie zaklęcie. Come znaczy po angielsku podejdź, przyjdź (a przynajmniej tak mi się wydaje), więc ot tak jakoś nasunął mi się ten zwrot.
Cóż, zaklęcia na ogół opierały się na łacinie, a nie na pseudogotyckich, pseudoangielskich wymysłach aŁtorek...

Podleciał do mojej bransoletki i wmieszał się w kryształ Roweny.
A po prawej mamy przykład dyfuzji ciał stałych.

Opuściłam się i osunęłam zmęczona na podłogę, lecz przed randez-vous z ziemią uratował mnie Zabini.
*wybałusza oczy* To co ona chciała robić z tą ziemią?
[Cóż, gdyby to było „rEndez-vous”, czułabym się zaniepokojona, ale tak mogę pozostawać w błogiej niewiedzy.]


Teraz przyszedł czas na Mroczne Znaki. To było chyba bardzo bolesne.Zauważyłam to po twarzach nowych Śmierciożerców.
Zaraz, to Hermi nie będzie mieć Mrocznego Znaku?
[*oczyma duszy widzi Voldemorta krzyczącego na córkę*
- I żadnych tatuaży do osiemnastki!]


Za to stroje były rewelacyjne.Ja nie dostałam zwykłej szaty, tylko taką wyszywaną złotymi nićmi i z magicznymi właściwościami. Mogła wytrzymać 2 minuty w ogniu, służyła także jako tarcza ochronna przed zaklęciami i jeszcze parę innych rzeczy. Kaptur był podszyty niebieskim puchem, a takie same pióra tworzyły kołnierzyk. Maska zasłaniała tylko oczy, a była koloru czarnego.
I cała moja wiara w dobry gust Voldemorta wyparowała. Szata śmierciożercy z piórami, trzymajcie mnie...

Sara, Zabini i Draco na moją prośbę zostali oddelegowani do pomocy mi. Ich szaty były obszyte srebrnymi nićmi, a ojciec miał nie przydzielać im zadań.
Szatom?!

Postanowiliśmy uczcić jakoś przyjęcie nowych Śmierciożerców napadem na mugolską wioskę Melby.
Nie ma to jak wymordowanie całej wioski dla rozprostowania kości.

Po powrocie oczywiście impra w moim pokoju, a rano…
-Oooo, ale mi w głowie łupie. A do tego jeszcze za tydzień do Hogwartu…-powiedział Zabini po porannej pobudce.
-Wstajemy na śniadanie, ale najpierw ten eliksir od Snapa-powiedziałam i podniosłam się jednocześnie szukając znajomej fiolki.
A na ekranie pojawia się napis:
„Masz kaca? Tylko u nas, niezawodny eliksir Severusa za jedyne siedem galeonów! Jeśli zamówisz w ciągu najbliższych piętnastu minut – butelka do grania na imprezach gratis!”


Gdy doprowadziliśmy się do porządku ruszyliśmy do Sali. Ojciec jeszcze spał, ale reszta już jadła śniadanko.
Voldemort leżał w swoim pokoju, cierpiąc na napadowe bóle głowy.

-Wybieramy się dzisiaj na Pokątną- powiedziałam do Malfoyów,a Lucjusz zrobił niezadowoloną minę. Wiedział, że jak mi odmówi to będzie źle,więc bądź musiał się zgodzić.
-Oczywiście Pani- odpowiedział. Zjedliśmy śniadanie i deportowaliśmy się. Oczywiście byliśmy ubrani normalnie, ale jakby zaatakował nas Zakon, co na pewno zrobi, mieliśmy w pogotowiu pelerynki.
Już to widzę...
- Hej, patrzcie, Zakon nas atakuje! Możecie chwilę poczekać, aż się przebierzemy?


-Musimy się pospieszyć, bo jak dojdzie do walki, a my nie zrobimy najpierw zakupów to już w życiu się nie wybierzemy.
A to by była tragedia.

– Powiedziałam i ruszyliśmy na wycieczkę po sklepach. Kupiliśmy książki, szaty, ingrediencje do eliksirów, a na końcu wybrałam się do sklepu zoologicznego po karmę dla Jess.Postanowiłam, że ona także pojedzie ze mną do Hogwartu, ponieważ tak się do siebie przywiązałyśmy, że chodziła teraz ze mną prawie wszędzie.
Już widzę, jak Hermi zajmuje się psem i wyprowadza go trzy razy dziennie.

Gdy skończyliśmy zakupy odesłałam je do domu, a sama postanowiłam poczekać na Zakon.
Który na skutek dziwnego przeczucia wiedział, gdzie będzie Laila.

Na szczęście nie zawiodłam się na tej organizacji i już po 5 minutach przez ulicę Pokątną szła gromada ludzi.
Ludzie?! Na Pokątnej?! Zakon musiał się nieźle postarać, żeby coś takiego zorganizować.

Zauważyłam Moody’ego, Harry’ego, Weasleyów i jeszcze paru innych członków z Kingsleyem na czele.
-Stójcie! – Krzyknął Elastor
Chyba Elessar. Aragorn opuścił Minas Tirith, by zwalczać zło w osobie Hermiony.

-Mogę się pojedynkować z jednym z was. Jeżeli pokonam tąosobę będę mogła ją zabić, ale jeśli to ona mnie pokona to będzie to mogła zrobićze mną. No to jak?- Spytałam, a Zakon zastanawiał się przez chwilę, aż wreszcie wystawili do walki Lupina.
Remus! Ratuj honor!

- Na balu szczęśliwym trafem uszłeś z życiem, ale teraz nie będziesz mieć tyle szczęścia. –Powiedziałam złośliwie, a mój przeciwnik zbladł.
Na myśl, że ktoś z zimną krwią mógł użyć słowa „uszłeś”.

-Azarat Metron Zhintos.- Wokół nas pojawił się tak jak napróbie czarny krąg.- Żeby nikt Cię nie chciał ratować…- wysyczałam, a on,(jeśli to w ogóle możliwe) zbladł jeszcze bardziej.
Ludzie od reklamy Viziru zazdrośnie patrzyli na biel jego twarzy.

Z Lupinem nie poszło mi tak szybko jak, z Bellą, bo to w końcu mój były nauczyciel, ale i tak nie miałam większych problemów.
Nauczyciele są najgroźniejszymi przeciwnikami.

Gdy już leżał na ziemi trafiony zaklęciem impedimenta*****
*****impedimenta- zaklęcie, które czasowo nie pozwala się ruszać
A teraz niech mnie ktoś objaśni, jak można kogoś powalić takim zaklęciem.
coś mnie podkusiło (nie wiem, co, ale to na pewno jakiś diabełek ;)), więc podeszłam do niego i szepnęłam tak, żeby tylko on słyszał:
-Dzisiaj Cię nie zabije profesorze, ale następnym razem nie będziesz mieć tyle szczęścia.
Typowe dla ludzi, którzy udają bardziej mhroochnych niż są w rzeczywistości.

–Odeszłam pozostawiając go i cały Zakon ze zdziwieniem na twarzy. Gdy znaleźliśmy się w pokoju, jak na komendę wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Wyglądali jak ryby wyjęte z wody…
Znaczy się, rzucali się, machając ogonami i wyślizgując się z rąk?

Widzę siebie stojącą nad moją ofiarą.
-Dzisiaj Cię nie zabiję, ale następnym razem nie będziesz mieć tyle szczęścia.- Widzę sto myśli przelatujących przez umysł mężczyzny.
Zszokowana, że można mieć więcej niż dwie myśli naraz.

Twarze uczniów uczonych przez Lupina. Na chwilę nawet zatrzymuje się na twarzy Hermiony, ale jej nie podejrzewa… Prawdopodobnie ona nie żyje- myśli, a reszta przelatuje już swoim normalnym biegiem…
Boru Liściasty, a czemuż to Lupin w obliczu śmierci miałby myśleć o tym, czy Hermiona żyje, czy nie?

A już był tak blisko. Nawet o mnie pomyślał.
A ja wciąż uważam, że to podejrzane.

Wiedział, że wygląd można zmienić, ale święta Hermiona córką Riddla?
Zaraz tak ją sakralizować...

Rozpakowaliśmy nowo zakupione rzeczy, a potem postanowiłam, że pójdę do ojca,bo w końcu miałam pare spraw do niego. W końcu za tydzień spadamy do Hogwartu.
Szerokiej drogi, zioom!

Powoli szłam, a raczej lewitowałam (wiecie, że to mniej męczące niż chodzenie?).
A na pewno bardziej szpanerskie.

Rozglądałam się na boki i oglądałam obrazy. Parę z nich już znałam Np. portret Salazara Slitherina (wisi u mnie w pokoju i mnie pilnuje), Fineasa Nigellusa (wisi w gabinecie dyrektora w Hogwarcie) oraz misę z owocami (wisi przy wejściu do kuchni).
Obrazy z Hogwartu, Wielka Sala... Voldemort ma jawny kompleks.

Po raz drugi w czasie pobytu tutaj zobaczyłam charakterystyczne drewniane drzwi.
Pozostałe drzwi w posiadłości byly z plastiku.

-Zastanawiam się…jak wrócę do Hogwartu, czy będę na nowo przydzielana, bo ja z Gryfonami nie wytrzymam!
Mniemam, że nie będę płakać.

-Oczywiście, a raczej już jesteś przydzielona. Slitherin.
Tiara znowu dostała łapówkę.
[I stworzono nowy dom.]


Już jesteś zapisana, a z Tobą Sara, ponieważ ona wcześniej chodziła do Beauxbatons******.
Korupcja tego starego kapelusza nie zna granic.

Poza tym będziesz miała swój prywatny pokój podobny do tego,który masz tutaj.- Odpowiedział
Voldemort wyjątkowo hojnie sypnął kasą.

Na korytarzu wpadłam na Bellatrix.
-Ach…Mała panna Riddle, która musi być najlepsza we wszystkim. Na pewno pomagał ci Czarny Pan. Nikt inny by mnie nie pokonał, a tym bardziej jakaś zasrana smarkula taka jak ty…- powiedziała z zazdrością w głosie.
*wzruszona* Bella! Ty jedna mnie nie zawiodłaś!

-Chcesz znów przegrać Bella? Jak koniecznie chcesz to mogę ci to zafundować? Jutro po śniadaniu w Wielkiej Sali. Zadowolona? – Zapytałam spokojnie.
Wśród stołów, brudnych talerzy i resztek jedzenia.

-I nie mów do mnie smarkulo! Crucio!- No, co? Nie pozwolę się tak obrażać. W końcu godność jakąś mam.
Już wiem, po co Voldi sprowadził do siebie córkę. Przy niej to on wychodzi na łagodnego, empatycznego pracodawcę.

-Muszę sobie to wszystko uporządkować. No i chciałabym z kimś porozmawiać, ale, z kim? Z Malfoyami nie, bo są śierciożercami, razem, z Zabinim. Z Ronem tez nie pogadam, a do ojca z zapytaniem czy mam go zabić też nie pójdę.
A czemu miałaby zabijać własnego ojca, który jej załatwił oddzielny pokój w Hogwarcie?
[Typowy konflikt pokoleń.]


Nagle poczułam, że mimo własnej woli gdzieś się teleportuje…
Niech to będzie Mars! Niech to będzie Mars!

Znalazłam się w pomieszczeniu, w którym oprócz mnie była inna kobieta.
*boi się czegokolwiek się domyślać*

Pomyślałam, że jest bardzo piękna, ale tez niezwykła. Miała fioletowe oczy i czarne włosy. Miała skrzydła, ale nie jakieś tam skrzydła. Były cudowne, jakby utkane z jakiejś zwiewnej tkaniny.
Może zabłądziła w drodze na bal przebierańców?

Była ona ubrana w bezowy płaszcz obszyty fioletowym futerkiem.
Płaszcz z bzu. Ciekawe, co będzie, jak płatki uschną.

-No…Cześć.- Odpowiedziałam, a ona wyczarowała 2 krzesła.
Nie wiem, co aŁtorki mają z tymi cyframi.
[Może podświadomie próbują ograniczyć możliwość popełnienia błędów ortograficznych.]


-Usiądź- zakomenderowała, a gdy wykonałam jej polecenie zaczęła opowiadać- Widzisz, 17 lat temu urodziłam dziecko, niestety było w wielkim niebezpieczeństwie, ponieważ ludzie dowiedziawszy się, że Voldemort ma córkę postanowili ją zabić.
Syzyfowa praca. Załatwisz jedną, a na jej miejsce przyjdzie dwadzieścia kolejnych.

Chcąc czy nie chcąc ja jako matka musiałam ją gdzieś schować, ale przy tym sama zmuszona byłam oddać życie.
Rozmowa z zaświatami? *rozgląda się, czy otoczenie nie wygląda jak King’s Cross*

Teraz patrzę jak moje dziecko boryka się z problemami, z którymi nawet niektórzy dorośli ludzie nie daliby rady.
Ale dla Mary Sue nie będą stanowić żadnego kłopotu.

Dla tego poprosiłam o moc powrócenia i pomocy córce…
Ciekawe, do kogo złożyła podanie o zmartwychwstanie.

-Ja za Tobą też. Ach i wiesz…ojciec nie za bardzo wie, że tak jakby żyję, a ja nie chcę go uświadamiać.
Na czym polega „tak jakby życie”?
[Twoja stara jest zombi!]


–Powiedziała Agatha z uśmiechem- No i Jess to moja animagiczna* forma, więc cały czas mogę być z Tobą.
”A ja chciałam ją zabrać do Hogwartu!”, wzdrygnęła się Hermiona. „Wyjechać do szkoły z internatem i mieć na karku własną matkę, ale obciach!”

Dzięki temu wiem większość spraw dotyczących Twojego jakże burzliwego życia.
Ale zawiłości gramatyki pozostają wielką niewiadomą.

Czy ty naprawdę zamierzasz zabić Pottera???- Spytała z niedowierzaniem- Przecież nawet Lupina nie możesz zabić, a co dopiero Harrego.
Ha! Wydało się! I nie jesteś już taka mhroochna, Hermionko!

Do tego jesteś z nim związana przysięgą.
-Co? Jaką? Nigdy nic mu nie obiecałam- powiedziałam zdziwiona, jednocześnie starając się sobie przypomnieć ten moment.
-Pierwsza klasa, przy Puszku. Obiecałaś, że z nim zostaniecie i nie możesz złamać obietnicy, a na dodatek pod koniec roku powtórzyliście z Ronem mu to.
No i klops.

Pocałunek to już inna bajka, tylko wzmocnił waszą więź.
Że co? Jak? Gdzie? Kiedy?
[Twoja stara podgląda cię, jak się całujesz.]


6 klasa. Stoję z Harrym za Norą.
Wróć. Szósta klasa, tak? To co Hermiona robi w Norze?

-Życzę Ci…życzę Ci…i czego ja mam Ci życzyć?- Spytał
-Życzę Ci, aby Ci się wszystko z Voldziem poukładało. –Powiedziałam cicho, a on mnie pocałował. Długo stałam tam i całowałam jego ciepłe usta, namiętnie i chaotycznie. Pomyślałam wtedy, że Ginny to ma szczęście, bo Harry całuje całkiem nieźle.
O Jeżyku, a myślałam że szósta część nie mogła być bardziej słodko-różowo-walentynkowa...

-Ale wiesz, że to jest jednorazowa akcja?- Spytałam, gdy w niebo wystrzeliły różnokolorowe fajerwerki zwiastujące Nowy Rok.
-Oczywiście, ale to nie szkodzi, że daliśmy się ponieść emocją…
*parsk* No to już wiemy, dlaczego w filmie Dumbel tak wypytywał Harry’ego o związek z Hermioną. Do tej pory byłam przeświadczona, że to wymysł filmowców.
[Ku jego zawodowi, z „jednorazowej akcji” nic nie wyszło i szans na becikowe musiał poszukać gdzie indziej.]


-A teraz przepowiednie – odezwała się po chwili matka – Tak naprawdę związana z Tobą jest tylko jedna przepowiednia. A mianowicie ta, o której wspomniał Ci Draco.
A ta, o której mówił Voldemort?
[Czy ty koniecznie musisz się orientować w blogasiu lepiej niż aŁtorka?]


Poza tym poproś ojca o myślodsiewnię. Uważam, że przyda ci się w tym roku.
Biorąc pod uwagę obecną wersję Hermiony, może się przydać co najwyżej jako pojemnik na cienie do powiek.

A i jeszcze jedno. Wszystkie inna przepowiednie to bzdura. Tak naprawdę ta w Ministerstwie była prawdziwa, a Dumbledorre wcale nie był taki święty. Tak naprawdę Harry ma Ci pomóc w zniszczeniu zła, ale jeśli go zabijesz pozbawisz dobro szans na wygraną.
I Harry wcale nie jest Wybrańcem, tylko pomocnikiem Laili. Rowling go przereklamowała.

Jak byś chciała ze mną pogadać to dotknij tego różdżką. – Machnęła ręką, a na mojej kostce pojawił się tatuaż wilka.
- Ale super! – ucieszyła się Laila. – Ty to jesteś fajna! A tatuś nie chciał mi pozwolić na czachę!

Ja mam matkę, ja mam matkę.-Krzyczałam w duchu. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się, a stał w nich, Draco:
-Możemy pogadać? –Spytał, a ja wskazałam mu ręką miejsce na łóżku.
- Eee... Niezupełnie o to mi chodziło – dodała po chwili, rumieniąc się lekko.

-Bo jak my mamy razem jakoś pokojowo w Hogwarcie żyć to uważam, że już powinniśmy zacząć od nowa…-powiedział jednym tchem.
-Laila Riddle- podałam mu dłoń, a on ją uścisnął.
Poprzednio Hermiona Granger, ale kto by o tym pamiętał.

-No jasne. –Odpowiedziałam i razem wyszliśmy na zewnątrz. Od jakiegoś tygodnia chłopcy uczyli mnie latać. Na urodziny dostałam od Draco Błyskawicę XT 500, najnowszy model na rynku.
W sensie... taką? No to powodzenia.

Byłam ścigającą. Sara zawsze grała ze swoim bratem, a ja z Zabinim. Mój chłopak zawsze był na bramce tak jak Malfoy.
Bo miejsce faceta jest przy bramce.

Moja przyjaciółka, choć była niezła, zawsze ze mną przegrywała.
Choć Hermiona, zauważmy, dopiero uczyła się latać.

Dotknęłam tatuaży różdżką i drugi już dzisiaj raz przeniosłam się do pustego pomieszczenia, w którym stała moja matka.
-Słuchaj uważnie. Ginny, która jest chyba twoją przyjaciółką, nie jest córką Weasleyów tylko Lily Evans.
Całe szczęście, że przeczytałam opis bohaterów, bo na pewno bym padła.
[Twoja stara czyta Pudelka!]


Weź ją do siebie, powiedz jej wszystko i jeśli będzie chciała niech z wami zamieszka i zmieni dom w Hogwarcie.
Co to, akcja „Podbieramy uczniów Minerwie”?

Może wam się przydać, a z resztą chyba niedawno myślałaś jak przeciągnąć ją na swoją stronę.
-Tak, a teraz mam przynajmniej jakiś argument. Dzięki. Pa.
”Cześć, Ginny. Tak naprawdę nie możesz być dziewczyną Harry’ego, bo jesteście rodzeństwem. Na pewno cieszysz się, że ci to powiedziałam i od teraz będziesz mnie we wszystkim słuchać.”

Powiedziałam i od razu przeniosłam się do pokoju Rona. Kazałam mu sprowadzić Gin.
I tonik.

-Spokojnie Ginny. Muszę z tobą porozmawiać na osobności.
-Ale czemu?! Chcę wiedzieć, o czym rozmawiasz z moją siostrą! – Zaczął się rzucać, Ron.
-Uspokój się Ronaldzie. Jeśli Ginny będzie chciała to Ci powie, ale prawdopodobnie zostanie ze mną- a gdy zobaczyłam ich wystraszone miny dodałam- Oczywiście, jeśli będzie chciała.
”Spokojnie, chcę tylko zwerbować twoją siostrę do mojej prywatnej armii, która być może stanie po stronie Voldemorta. Nie masz chyba nic przeciwko?”

-Mam na imię Laila Riddle, ale wcześniej znałaś mnie jako Hermiona Granger. Okazało się, że jestem córka Voldemorta. Poznałam Sarę Malfoy. Przyjaźnie się z Draco, a Zabini jest moim chłopakiem.
To się nazywa mieć znajomości...

Niedawno poznałam również moja matkę, która powiedziała mi, że jesteś tak naprawdę córką Lily Evans. Oddali Cię Weasleyom, ponieważ mój ojciec chciał zabić Harrego, a oni nie chcieli Cię narażać.
O tym nie było mowy...
[Laila dorzuciła co nieco dla ubarwienia historyjki.]


Skończyłam tę krótką opowieść i wpatrywałam się w Gin.
Alkoholiczka...

Ta z otwartą buzią wpatrywała się w przestrzeń za mną. Pomachałam jej otwartą dłonią przed twarzą, a ona się otrząsnęła- to jak zostajesz ze mną?
-Ja…nie wiem…Lily…ja…jak? Dobra zostanę, ale moje rzeczy…- powiedziała jąkając się.
Pojawia się przed tobą dziewczyna, która twierdzi, że była twoją przyjaciółką, a teraz zmieniła wygląd. Jest córką twojego zaprzysięgłego wroga, a przyjaźni się z wrogiem numer dwa. Twierdzi, że twoją matką jest matka twojego chłopaka. Co robisz? Oczywiście ślepo idziesz za nią.

-Spokojnie. Zajmę się tym.- Wyczarowałam trzecie łóżko oraz przyzwałam bagaże Gin.- Zawołam Sarę to się poznacie, bo ja na chwilę muszę iść do ojca.
Na pewno się polubią od pierwszego wejrzenia. Mimo że brat Sary od sześciu lat wyzywa brata Ginny, który tym bratem wcale nie jest, oraz jej chłopaka, który bratem się właśnie okazał.
[W oczach mi się mąci...]


Ruszyłam przed siebie pustym korytarzem w stronę pokoju ojca. Musiałam poprosić go o myślodsiewnię. Obiecał, że znajdę ją w swoim pokoju w Hogwarcie, a poza tym zgodził się, aby gin została pod warunkiem, że będzie po naszej stornie.
Obecność alkoholu nigdy mu nie przeszkadzała.
[*chce wiedzieć* A storno było czarne czy czerwone? Wybaczcie, jak się zdaje egzamin z rachunkowości, to tak potem jest...]


Gdy wróciłam do pokoju zabrałam moje przyjaciółki i poszłyśmy do Zabiniego i Draco, którzy jeszcze ćwiczyli. Natychmiast do nas podlecieli, a ja przedstawiłam im pannę Evans i już w piątkę graliśmy w quidditcha**.
I znowu zaoczna zmiana nazwiska. I to na nazwisko matki. Od razu widać, że owoc nieprawego związku.

**quidditch- Magiczna gra, w której 3 ścigających stara się przerzucić kafel przez 3 pętle. Za to jest 10p. Obrońca stara się im to uniemożliwić. Grają też 2 pałkarze, którzy bronią graczy przed tłuczkami, które też są dwa. Ostatni zawodnik-szukający musi złapać mały, złoty i bardzo szybki znicz. Drużyna, której szukający złapie znicz kończy mecz. Jego złapanie daje jej 120p, ale nie zawsze przesądza o wyniku meczu. Najlepszy tego przykład mamy w Harrym Potterze i Czarze Ognia, w której mecz pomiędzy Irlandią i Bułgarią wygrywa ta pierwsza drużyna, choć Krum (Bułgar) łapie znicza.
Dla wszystkich, którym nie chciało się czytać książek ani oglądać filmów o HP.
[Bo aŁtorka nie chce ich dyskryminować!]


Stanowiliśmy prawie całą drużynę. Draco-szukający, ja, Sara, Gin-ścigające, a Zabini obrońca. Do kompletu brakowało nam tylko pałkarzy, ale skoro Malfoy jest kapitanem to będziemy mogli mu pomóc.
Sens ostatniego zdania jest przede mną zakryty bardzo grubą kotarą.

Będzie extra, a drużynę Gryfonów z Potterem na czele zetrzemy w proch.
Jeszcze paru zawodników się przetransferuje do innych domów i dopiero będzie git.

W przeddzień wyjazdu miał odbyć się pojedynek między mną i Bella. Oczywiście ją pokonałam, więc nie mam się, co rozpisywać.
W ogóle nie musiałaś o tym wspominać.

Najbardziej dziwiłam się, że nikt nie denerwuje się, ani nawet palcem nie tyka kufrów. Ale za to dnia następnego:
-Zabini! Co twoje skarpetki robią obok moich majtek?!
Też mnie to zastanawia...

Blais był inicjatorem wszystkich kawałów, więc to przeważnie na nim domownicy wyładowywali stres. Pół godziny przed odjazdem pociągu użyliśmy zaklęcia zmniejszającego i deportowaliśmy się na peron.
A ludzie ich zdeptali.

Gdy znaleźliśmy wolny przedział postanowiłam Ginny trochę podrasować.
Laila zniknęła na parę minut i powróciła z butelką smaru i śrubokrętem.

Skoro ma z nami przebywać nie może wyglądać jak grzeczna dziewczynka.
*skanduje* Więcej dekoltu!

Pociąg ruszyła.
Zmieniając płeć, jakkolwiek to mogło wyglądać.

Gdy czas zaczął nam się dłużyć postanowiliśmy pognębić Gryfonów. Zaczęliśmy od Pottera, który siedział z Nevilem w przedziale.
A gdzie Ron? Jego też przenieśli do innego domu?

-Towarzystwo na poziomie Złoty Chłopcze. A gdzie Wiewiór i Szlamcia? Opuścili Cię? Wreszcie zauważyli, że jesteś…hmm jak to ująć? Idiotą, debilem? Jakoś tak…- zaczęłam mu dogryzać. Nawet dobrze mi szło, bo chłopak wyglądał jakby się miał zaraz popłakać.
Nad poziomem marysiowych dogryzań, który był głęboko poniżej zera bezwzględnego.

Wstał, spojrzał po nas (zauważyłam, że zatrzymał się dłużej na Gin) i zripostował:
Ciekawe, kiedy mu powiedzą, że ich związek był kazirodczy...

-A się niby, czego mam się bać? Że walnie mnie Grzmotterowy piorun, albo Wiewiór mnie ugryzie?
Czujecie się rzuceni na kolana przez te odzywki? Ja też nie.

Wysiadając zobaczyłam Rona. Siedział w powozie z Potterem. Podeszłam do niego 9oczywiście do Rona, a do kogo.
Nie mam 666pojęcia.

I cmoknęłam go w policzek. Gdybyście widzieli minę Złotego Chłopca…
Aż się zasrebrzył.

Zadowolona weszłam do zamku. Następnie w prawo do Wielkiej Sali. Całą piątką usiedliśmy przy stole Ślizgonów. Tata powiedział mi, że w tym roku dyrektorem będzie Snape ( zdziwiłam się, bo on zabił w zeszłym roku Dumbla), a nauczycielem Obrony przed czarną Magią jakiś Śmierciożercy.
Morderca dyrektorem, śmierciożercy uczą obrony przed tym, co sami stosują – pełen luz.

Ginny usiadła z nami, ponieważ skoro Snape jest dyrciem to nam będzie wolno w sumie wszystko.
Zapas eliksiru na kaca już czekał na Lailę w jej pokoju.

Slughorn za to został opiekunem Slitherinu.
A kto jest opiekunem Slytherinu?

-Witam wszystkich, a raczej większość.- Powiedział Snape swoim jak zwykle zresztą ironicznym głosem- Chciałbym ogłosić, że panna Laila Riddle, Sara Malfoy i Ginevra Evans zostały przydzielone do Slitherinu- Wstałyśmy, czym wywołałyśmy burzę oklasków w naszym domu.
No wiesz, Snape! Mógłbyś chociaż przemilczeć tak jawny dowód przekupienia Tiary Przydziału!

Zabini pocałował mnie, czym wywołał jęki zawodu dziewcząt i chłopców w naszym wieku.
Którzy odwrócili się z niesmakiem.



Znudzona Pszczoła (20.09.2009, 18:17)
brak www
Miss D. podziwiam Cię za to, że przebrnęłaś przez coś tak beznadziejnie głupiego!

Ilinoria (18.09.2009, 21:10)
brak www
"Jak Sytuacja? Zginął ktoś?
-Dawlish, Dooge i MCCARTNEY od nich, a od nas Yaxley, ale za to Sara została trafiona jakimś zaklęciem i zabrana przez kogoś z Zakonu…"

hmm... A jednak to prawda Paul is dead...

insanityinside (17.09.2009, 22:39)
brak www
Analiza świetna, blogasek przerażający.
Powaliły mnie (prawie)szklane pantofelki.
Poza tym zaczynam podejrzewać, że biedny Salazar poprostu nie przewidział, że może mieć takich głupich potomków.
"-Jak się urodziłeś pewna bardzo mądra pani powiedziała, że jak trochę podrośniesz to się zakochasz, wiesz?" - Jak ona na to wpadła?
" Widać było zdenerwowanie na twarzy przyszłych Śmierciożerców." - Wszyscy obecni śmierciożercy mieli wspólną twarz.
No i, oczywiście scena z Hermiony starą (która jest zombi i ma płaszcz z bezy).
Podsumowując: KWIIIIIIIIK!

Rzepicha (17.09.2009, 20:08)
brak www
Bo kryształ Roweny daje +20 do respa! A jedno czy drugie zaklęcie podpierdzielone Raven... Who cares? ;P
Jako fanka DC, przeżyję jeszcze Tytanów, ale detronizacja Batmana i osadzenie Severusa w roli Wielkiego Złego Nietoperza mnie wytrąca z równowagi!

Mrohny (17.09.2009, 18:25)
brak www
Jako fan "Teen Titans" protestuję! A ałtorkę na szubienicę!

Maladie (17.09.2009, 16:00)
brak www
Ponownie uniosłam się i zaczęłam powtarzać wolnym i energicznym głosem słowa:
-Comen a Saya****- w końcu wokół mnie pojawiła się złota mgiełka, a po chwili zauważyłam kątem oka lecący w moją stronę żółty diament.
****Znów wymyślone przeze mnie zaklęcie. Come znaczy po angielsku podejdź, przyjdź (a przynajmniej tak mi się wydaje), więc ot tak jakoś nasunął mi się ten zwrot.
Cóż, zaklęcia na ogół opierały się na łacinie, a nie na pseudogotyckich, pseudoangielskich wymysłach aŁtorek...

*skręca się ze śmiechu* "Comen" to po hiszpańsku "jedzą", "a" to "do", natomiast "saya" to "spódnica". Jedzą do spódnicy!

Ise (17.09.2009, 14:22)
brak www
"Dla tego poprosiłam o moc powrócenia i pomocy córce…
Ciekawe, do kogo złożyła podanie o zmartwychwstanie"
Do Taylor!

Analiza borska! A opko? CÓdownym przykładem marysuizmu.

Serpentis (17.09.2009, 12:00)
brak www
A w środku niej był piękny, srebrny nóż z wysadzaną rubinami klingą.

A ja tak się zastanawiam, czy aŁtorki nauczą się kiedyś odróżniać klingę od rękojeści...
Zaklęcie z CN - bezcenne.

buba (17.09.2009, 10:45)
brak www
*oficjalnie dogorywa swojego krótkiego żywota*

To jest...

*nie umie wyrazić tego słowami*

Podziwiam wytrwałość. Sama nie dałabym rady tego przeczytać. Może później zdobędę się na jakiś bardziej konstruktywny komentarz. :)