Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i Zniżka na karmelki 2/2
HP i Zniżka na karmelki 2/2 (07.05.2009, 17:04)
Jeśli w fanfikowym Hogwarcie czujecie się obco, bo nikogo nie znacie, a jeśli nawet kogoś rozpoznajecie, to zachowuje się zupełnie inaczej, niż powinien - nie jesteście sami. Dziś Potter znów grzecznie będzie pełnił rolę kozła ofiarnego, a w szkole pojawi się kolejna nowa uczennica...

Analizowała: Miss Derisive

- Chodzi o Pottera… Musze być dla niego miła przez 3 dni... – powiedziałam po krótkiej chwili milczenia.
Usiadłam na jej łóżku.
- Może lepiej go poznasz?- powiedziała zamykając książkę i kładąc ja na stoliczku.
Na pewno będzie to początek długiej, pięknej przyjaźni. Chyba że Potter w porę zmądrzeje.

- Zgłupiałaś! Po trzech dniach Potter będzie trupem!
No i po co Voldi się tak męczył ze śmierciożercami? Trzeba było nasłać na Pottera wściekłą bohaterkę fanfika!

Przyjaciółka zaśmiała się.
- Co cię tak bawi?!
- Ty mnie bawisz.
Mnie Lilly nie bawi. Mnie ona załamuje.

W ramach ,,zemsty'' walnęłam lekko dziewczynę w ramię.
A w ramach „Ślubów panieńskich” postanowiłam wyjechać na odludzie i uszczęśliwić wszystkich swoją nieobecnością.

- Mówiłam, że upodabniasz się do Granger!
- Dziewczyna jest całkiem mądra… - powiedziała bardziej do siebie niż do mnie.
- To idź do niej i zostań jej przyjaciółką!
- Przecież wiesz, że tego nie zrobię. – uśmiechnęła się.
”Wolę wredne, egoistyczne przyjaciółki, takie jak ty.”

- Uwielbiam cię… - powiedziała z jeszcze większym uśmiechem.
- Bije cię i wyzywam, więc nie mam pojęcia, dlaczego mnie lubisz… - powiedziałam trochę skruszona i zawstydzona moim zachowaniem.
Zastanawiam się, czy powinnam być zaniepokojona wyznaniem Denise.

- Powiedz coś, czego nie wiem. – powiedziałam z uśmiechem, bo zdawałam sobie sprawę z tego, że jestem wyjątkowa.
I za to jestem gorąco wdzięczna Borowi Liściastemu.

- Kocham cię jak siostrę. – uniosła głowę. – Tyle chyba wystarczy…
Mam tylko nadzieję, że ona nie ma skłonności kazirodczych.

Ja właściwie też kocham i traktuje ją jak siostrę, której nigdy nie miałam…. Często wyzywałam i darłam się na Denise, ale musiałam się na kimś wyżyć, a siostra jest na to idealną osobą.
Choć brat jest jeszcze lepszy... Nie ma to jak szczęśliwa rodzinka.

Po śniadanku wróciłam do dormitorium. Niestety musiałam się trochę pouczyć, wiec wzięłam książkę, siadłam na łóżku i zaczęłam ją czytać.
Uczyć się? A po co? Na pewno da się załatwić jakieś specjalne przywileje u Dumbledore’a.

Po chwili do pokoju wpadła jakaś nieznana mi dziewczyna z brązową burzą włosów na głowie.
No to obstawiamy: uczennica z najnowszej wymiany z Wybrzeża Kości Słoniowej czy koleżanka z klasy, której Lilly nie zauważyła przez ostatnie pięć lat?

Trochę mi się jej szkoda zrobiło, ale w ogóle się nie znałyśmy wiec postanowiłam, że nie będę się mieszać, bo jeszcze pogorsze sytuacje.
Pierwsze rozsądne stwierdzenie bohaterki tego bloga.

Podeszła do okna i zaczęła walić ręką w szybę. Po chwili przestała i siadła na podłodze pod oknem, które przed chwilą prawie nie wyleciało z zawiasów.
Widocznie szyba była z niezniszczalnego szkła.

Po tym zdarzeniu wolałam z nią trochę pogadać, żeby się uspokoiła.
U mnie każde zdanie Lilly powoduje żądzę mordu.

Tylko, dlatego, że nie chciałam, żeby po dormitorium zaczęły latać jakieś przedmioty, gdy ona znowu wpadnie w furie.
Miss Derisive w furii rzuca toporem.

- To może na początek się przedstawisz? – zaproponowałam.
- Carol Evans. – dziewczyna pierwszy raz odkąd ją zobaczyłam uśmiechnęła się.
*zamyka oczy* Zaraz się okaże, że to nieślubna córka matki Harry’ego.

– Pochodzę z Australii. – dodała.
*rozczarowana* A nie z Wybrzeża Kości Słoniowej? No dobra, przynajmniej trafiłam, że z innego kontynentu...

– Tak myślałam, że jesteś nowa.
Też tak myślałam.

- To może oprowadzę cię po szkole i opowiem ci trochę o uczniach? – powiedziałam.
- No powiesz, z kim można się pokłócić… - odpowiedziała.
Pierwsza rzecz, której należy się dowiedzieć po przybyciu na nowe miejsce.

Ale przynajmniej będę miała towarzyszkę w sprzeczkach, bo Vic jest bezkonfliktowa (raczej), a Ashlee… powiedzmy, że tego nie skomentuje.
Biedne dziecko...

- Wiec powiem ci, kogo warto znać, a z kim lepiej się nie zadawać.
Zgadnijcie, kto jest na pierwszym miejscu na mojej liście „Trzymać się z daleka”?

- Po pierwsze musisz wiedzieć, że niejaki Harry Potter to największy kretyn w całej szkole. – musiałam to powiedzieć=)
Ale ma niezłą konkurencję.

- Ten palant koleguje się z Ronem Wesleyem i Hermioną Granger, to też debile. Nazywają ich Świętą Trójcą.
Bór Liściasty składa odwołanie.

- Oczywiście, ja jestem w tym specjalistką. – odparłam z dumą. – Codziennie wieszam Pottera do góry nogami.
Oj, ja bym tu kogoś powiesiła za szyję...

- Mam układ z Granger. Ona dała mi swoją prace domową, kiedy psorka wywołała mnie do odpowiedzi, a w zamian ja mam im dać spokój na 3 dni. – powiedziałam z niezadowoloną miną, bo gdy tylko myślałam o Potterze gotowało się we mnie.
Ach, te wszędobylskie układy...

Wiem, o co jej chodziło… Pewnie myślała o tym samym, co Namie, gdy postanowiła wyzywać Pottera, bo ja nie mogłam tego zrobić i chyba Carol wpadła na ten sam pomysł.
*ziewa* One są takie monotematyczne...

- A lubisz Quiditcha? – tym razem ja zadałam pytanie.
- Uwielbiam! – krzyknęła z podnieceniem.
– Macie tu jakąś drużynę Quiditcha?
- Nie, tylko cztery drużyny quidditcha.

- Ja jestem kapitanem drużyny Hufflepuffu oczywiście i ścigającą przy okazji.
Oczywiście.

- Wszystkie miejsca w drużynie już zajęte, ale jakbyś się okazała naprawdę dobra to przyjęłabym cię do drużyny, a wywaliła kogoś innego. – powiedziałam po krótkim namyśle.
Sugerując, że białe koperty bywają mile widziane.

Dziewczyna wsiadła na miotle i zaczęła pokazywać, że nie rzucała słów na wiatr, kiedy mówiła, że jest całkiem niezła w Quiditchu.
Ostatnio ciągle opowiadam wam, drogie dzieci, o słowniku ortograficznym. Ale - uwaga, niespodzianka! - słowniki frazeologiczne także istnieją!

Była genialna! Świetnie sobie radziła.
*zastanawia się* Czemu mnie to nie dziwi?

- Pałkarzem. W Australii byłam najlepsza. – powiedziała z dumą w głosie.
”Kangury wiały przede mną co sił!”

- Pałką grzmoce równie mocno jak językiem.
Czyli nie ma szans na pozycję pałkarza nawet w drużynie przedszkolaków.

Naprawdę ją polubiłam. Mam dziwne przeczucie, że to będzie udana znajomość.
A ja mam dziwne przeczucie, że ten blog nie będzie udany.

Nagle Vic podała mi jakąś karteczkę. Pisało na niej:
,,Musisz mi pomóc”
Wewnętrzna polonistka Miss Derisive skowyczy: „Mówi się „było napisane”!

,,Znasz Priscillę Grant?”
”Owszem, to ta koleżanka Ani z Zielonego Wzgórza z uniwersytetu. I co z nią?”

to nazwisko źle mi się kojarzyło, a mianowicie ta oto dziewczyna była Gryfonką...
O, więc jednak wyrzucono ją z Redmond?

,,Kojarzę, to chyba ta z Włoch” – odpisałam.
”Przybyła tu chyba tuż po wymianie z Etiopii, a przed przyjazdem tych kolesi z Kambodży, tak?”

Victoria ostatnio zaczęła lubić Gryfonów, co zaczęło mnie martwić.
Źle z nią, doktorze. Chyba nie uda jej się uratować.

,,Słyszałam, że leży w Skrzydle Szpitalnym. Pytaj o nią Angele Stone, to przyjaciółki.” – zawsze gdy Vic chciała kogoś znaleźć przychodziła do mnie, ponieważ ja wszystkich znałam i byłam o wszystkim poinformowana.
Nie to, co ta głupia Rowling. Ona to o niczym nie ma pojęcia.

- Nie wiesz gdzie mogę znaleźć Dana Borwina? – zapytałam.
Jak już mówiłam znałam wszystkich, ale to był wyjątkowy przypadek, bo jego było trudno znaleźć.
”Może poczekać na niego tam, gdzie ma lekcje? Nie, to by było za proste.”

- Tego maniaka tajemnic, kodów, szyfrów i innych tego typu bzdet?
Ach, więc chodzi o Dana Browna?

- Dzięki. A znasz niejaką Carol Evans? – zdawało mi się, że jeszcze się nie poznały, ale chciałam zapytać dla pewności, bo byłam ciekawa co o niej myśli.
”Ta, co mieszka u nas w dormitorium, ale przecież mogłaś ją przeoczyć w tym tłumie trzech czy czterech osób.”

- Jeszcze nie zdążyłam się z nią zapoznać. – odpowiedziała zgodnie z moimi podejrzewaniami.
Ale wbrew moim spodzieniom.

- Mam nadzieje, że nie żadna wredna małpa. – Carol z tego co mówiła lubi się kłócić więc postanowiłam, że na razie nie powiem Vic o tym, bo pewnie już sobie o niej zdanie wyrobi...
A to przecież niedopuszczalne.

- Nie rozumiem jak możesz nie lubić tej gry...
- Bo nie ma sensu. Uganianie się za piłkami.
Oraz uchylanie się przed innymi piłkami, które chcą cię zrzucić z miotły.

Zresztą, każda gra nie ma sensu.
Innymi słowy, nie istnieje taka gra, o której można by powiedzieć, że nieprawdą jest, iż nie ma ona sensu.

Rzeczywiście strasznie wolno się wlokłyśmy po korytarzu.
Wyprzedzały nas ślimaki idące w przeciwną stronę.

- Chciałam wam przedstawić naszego nowego pałkarza. To jest Carol Evans. Weszła na miejsce Dana. Mam nadzieje, że przyjmiecie ją jak należy.
- No pewnie - odpowiedzieli wszyscy, zacierając ręce, a drugi pałkarz, nie odwracając oczu od Carol, zważył pałkę w dłoni.

Trening poszedł nam szybko, nasza drużyna była bardzo zgrana.
Zwłaszcza z dziewczyną, którą dopiero co poznali.

Zjadłam śniadanie i gdy już chciałam wyjść z WS, Dumbledor’e zaczął swoje przemówienie:
Drodzy uczniowie!
Zanim zaczniemy jeść śniadanie chciałbym coś ogłosić.
No to się lekko spóźnił.

Postanowiłem urozmaicić życie w naszej szkole wam i naszym nauczycielom od tej pory będą w szkole organizowane Apele Szkolne, w których każdy Dom, będzie mógł się wykazać się swoją kreatywnością wyobraźnią oraz zaradnością.
Matko Borska, akademie ku czci trafiły nawet do Hogwartu?!

Na czas najbliższy planujemy Dzień Profesora, a Apel i akademię na to święto naszej szkoły, wykonają uczniowie Ravenclawu wraz z swoim wychowawcą.
*parsk* Co dalej? Dzień Ministerstwa Magii? Dzień Czarownicy? Dzień Waszego Ukochanego Dyrektora?

W drodze na lunch zauważyłam stojącego przed WS Pottera. Bardzo mnie to uszczęśliwiło, ponieważ już minęły trzy dni.
Jak niewiele ludziom do szczęścia potrzeba...

W każdym razie nie tracąc czasu (bo Bliznowaty również wyjmował różdżkę) strzeliłam w niego zaklęciem.
Pif-paf!

Nagle usłyszałam głos Wesley’a, który mamrotał pod nosem jakieś zaklęcie celując we mnie różdżką.
Dobrze, że to nie był Ron Weasley.

Było to, to samo zaklęcie, które użyłam kiedyś na Potterze. A konkretnie ‘Levicoprus’. Wiedziałam, że Wiewiór był głupi, ale nie sądziłam, że aż tak, by próbować na mnie takich rzeczy. Odbiłam zaklęcie w jego stronę i to on zawisł w powietrzu do góry nogami.
Czyli scenka typu „samotny bohater załatwia wszystkich wrogów, którzy są na tyle głupi, żeby atakować go po kolei”.

Zauważyłam, że Potter zaczął się podnosić wiec rzuciłam na niego tak zwany czar ,,Zaklętych Nóg”.
Zaklęciem z półobrotu go!

Nogi Pottera w jednej chwili złączyły się z sobą tak, że nie mógł ich rozdzielić. Zaczął ,,skakać’’ (bo chodzić nie mógł) w stronę stołu Gryfonów.
A czemu nie mógł po prostu skakać? Bez cudzysłowu?

Potter dotarł do Granger siedzącej na końcu stołu Gryfonów. Szlama rzuciła na niego (a właściwie jego nogi) przeciwzaklęcie.
No nie! A już myślałam, że na jego przegrodę nosową.

Odwróciłam się i zobaczyłam jak Carol kłóci się z Danem.
Czyli jednak znalazła kogoś, z kim można się pokłócić?

Szli w stronę Zakazanego Lasu. Postanowiłam to sprawdzić, więc poszłam za nimi. Chyba ich zgubiłam, bo chodziłam przez 5 minut nie mogąc ich znaleźć.
Wyciąganie wniosków - prawidłowe.

Zobaczyłam Carol, która stała z wyciągniętą różdżką. „Syczała” coś do węża, który wił się u jej stóp.
No tak, jeszcze wężousta. Ciekawe, czy jest coś, w czym ona nie jest genialna.

W końcu krótkim zaklęciem odwołała węża.
Ach, więc to chodzi o Imperiusa, a nie wężoustość? Mam nadzieję, że będzie choć w jednej ósmej wampirem albo wilą, bo inaczej nie będzie taka fajna.

- A o co może chodzić takiej małej wiewiórce jak on? Chciał się zemścić, że go wywaliłaś... – gdy to powiedziała poczułam się strasznie głupio.
Chyba głupia.

Dan był raczej spokojny, no chyba, że coś go naprawdę zdenerwowało.
Tak jak ja *sięga po strzelbę*

- Nemezis to twój wąż?
- Mój przyjaciel.
Można i tak.

Zdziwiło mnie, czemu ona tkwi w Hufflepuffie skoro zachowuje się jak 100 procentowa Ślizgonka.
Podobnie jak Lilly, nawiasem mówiąc. Ale to szczegół.

- Nie wiedziałam, że znasz język węży...
Bo nie zna. Potrzebuje zaklęć.

Dziewczyna zaśmiała się.
- Wierz mi, że to zazwyczaj nie ja przeginam...
Bo to zadanie dla głównej bohaterki fanfika.

- Może lepiej zanieść go do skrzydła szpitalnego?
Odwiedziny w skrzydle szpitalnym - żaden fanfik potterowski się bez tego nie obejdzie.

Rzuciłam na niego zaklęcie Mobilicorpus. To zaklęcie przenosi obezwładnione ciała z miejsca na miejsce ( w powietrzu) w pozycji pionowej.
Jej! A jakie zaklęcie przenosi nieobezwładnione ciała w pozycji ukośnej?

Zaczęłyśmy iść w stronę SS (Skrzydło Szpitalne).
Sądząc po ich zachowaniu, Służby Specjalne byłyby dla nich odpowiednim miejscem.

- Ojciec nauczył mnie tego zaklęcia, kiedy dostałam Nemezis na trzecie urodziny. Teraz się z nią nie rozstaję.
Słodko. I pewnie jeszcze z nią śpi?

- A kto będzie grał? - Slytherin i Ravencalw.
- Hm... pewnie ślizgoni.
Co innego, gdyby to Ravenclaw grał.

- Co do ślizgonów to zastanawiam się czemu jesteś w Hufflepuffie skoro idealnie nadajesz się do Slytherinu.
- Żeby mnie o nic nie posądzali... – nie za bardzo zrozumiałam o co mieliby ją posądzać, ale postanowiłam nie drążyć w ten temat.
Jest córką Voldemorta, tak?

- Słyszałam o nim od ojca... bardzo chętnie coś mu zrobię. – zauważyłam, że ona ma bardzo dobre stosunki ze swoim ojcem.
*zakłada się, że to Voldi*

- Nemezis na szczęście jest ze mną i dzięki niej mogę dostawać nowe rozkazy od ojca. - oświadczyła.
- Jakie rozkazy?
”Umyj ząbki, córeczko, i pamiętaj, że o dziewiątej masz być w łóżku!”

- Mam tutaj parę misji do wypełnienia.
1. Doprowadzić analizatorkę na skraj załamania nerwowego.
2. Obniżyć poziom blogaska do granic niemożliwości...


- Nie sądzę, z tym musze poradzić sobie sama, inaczej nie przejdę próby zaufania.
*grzmot w oddali*

- Nie mogę ci powiedzieć... Złamałabym rozkazy. Mogłabym zginąć i ty też.
- A niby, kto miałby nas zabić?
- Nie domyślasz się?
A ja wiem *zły błysk w oczach*

Dziewczyna poszła w tamtym kierunku znikając mi z pola widzenia. Po 10 minutach wróciła.
Przy czym powrót zajął jej 3,5 minuty, nie licząc 27 sekund na złapanie oddechu.

- Jaki facet? – zapytałam zniecierpliwiona.
- Szpieg CP i mój pomocnik.
A więc to tak! Cyfrowy Polsat chce przejąć rynek czarodziejów!

Moja cierpliwość się skończyła. Carol była w coś zamieszana i było to związane z Voldemortem.
Oraz genetyką i alimentami.

- Czego chciał?
- Ostrzec mnie.
- Przed czym?
- Przed tym głupim Zakonem Feniksa.
A fe!

- Tą głupią organizacją, która chce nas zniszczyć...
- Nas, czyli śmierciożerców?... - zapytałam przerażona patrząc na dziewczynę.
No wiecie! A gdzie tolerancja dla poglądów?

To znaczyłoby, że ona też jest śmierciożercą…
No ba. Do tego animagiem i członkinią Koła Gospodyń Wiejskich.

- Musi mu służyć, a on szuka zwolenników, nawet wśród dzieci śmierciożerców... – na chwile zamilkła.
Śmierciojado-jugend *wzdycha za Lochą*

- Gdybym się sprzeciwiła, zabiłby ojca i matkę... co do matki, to proszę bardzo. Nie zależy mi na niej, i tak mnie nigdy nie kochała.
Emo!

- Bo ją znam! Jej jedynym celem w życiu, było wyjść za bogatego faceta, zrobić karierę modelki i służyć Czarnemu Panu jak tylko może... urodziła mnie tylko dlatego, bo CP potrzebował nowych zwolenników...
Voldi hojnie rozdzielał becikowe.

Gdyby CP chciał mieć dzieci, oddałaby mu się z przyjemnością...
Jakby mu nie wystarczyło tych 37299 nieślubnych córek...

- Wejdziesz sama? Nie chcę, żeby pomyśleli, że to ja... – powiedziała Carol gdy doszłyśmy już na miejsce.
- Wolę, żeby pomyśleli, że to ty - dodała.

- Zawsze chciałam zostać aurorem. - powiedziałam trochę się wahając. - Gdybym się dowiedziała od kogoś innego, że jest śmierciożercą to zaatakowałabym go, ale ciebie lubię i dlatego trudno mi to wszystko zaakceptować...
Znęcanie się nad Potterem ma niby pomóc w tępieniu śmierciożerców?

Nie miałam już ochoty gadać o tym wszystkim. Naprawdę polubiłam Carol. Postanowiłam, że nic jej nie zrobię dopóki jej na czymś nie przyłapię.
Śmierciożercy to w gruncie rzeczy świetni kompani.

Gdy dochodziłyśmy do chaty naszego gajowego Święta Trójca właśnie wracała do zamku.
Bór Liściasty postanowił odwiedził Zakazany Las, który był jego dalekim kuzynem.

- Znam cię skądś. – powiedział Potter. - Ciekawe skąd... Znam twojego ojca.
Nie wie, kim ona jest, ale wie, że zna jej ojca. Ciekawe.

- Może lepiej wymyślimy coś innego np. Furnunculus. – rzuciłam na niego czar.
Jest to zaklęcie, dzięki któremu wróg obrasta grzybami.
Mam poważne wątpliwości.

Wywołuje też bąble na ofierze.
Przed użyciem przeczytaj ulotkę dołączoną do opakowania bądź skonsultuj się z uzdrowicielem.

- Nie wiem, ja bym się jeszcze w coś zabawiła...
- Co masz konkretnie na myśli?
- Nie wiem... Co tu jeszcze można robić?
- Bo, ja wiem... a na co masz ochotę?
- Nie mam pojęcia, a co proponujesz?
- Nie, ty pierwsza.
- Nie, najpierw ty...


- Hm... a może... Wrzeszcząca Chata?
- A co zamierzasz tam robić?
- Słyszałam, że tam jest bardzo interesująco nocą...
Za czasów Harry’ego? Można ewentualnie podziwiać zakurzoną podłogę w świetle księżyca...

- Znam sposób jak przejść koło bijącej wierzby, bo pod nią jest tunel prowadzący do Wrzeszczącej Chaty. – powiedziałam.
- I potrafię rozwiązać zagadnienie kwadratury koła.



Miss Derisive (08.05.2009, 17:49)
brak www
Dzięki ;) Już poprawiłam.

korektorka (07.05.2009, 17:35)
brak www
Nogi Pottera w jednej chwili złączyły się z sobą tak, że nie mógł ich rozdzielić. Zaczął ,,skakać’’ (bo chodzić nie mógł) w stronę stołu Gryfonów.
A czemu nie mógł po prostu skakać? Bez cudzysłowia?

Bez CUDZYSŁOWU!

Radzę wszystkim zapamiętać, że odmienia się to słowo jak "rów" i nie będzie problemu.