Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i Folen Wempajer 3/4
HP i Folen Wempajer 3/4 (26.03.2009, 00:01)
Jeśli chodzi o rozpowszechnianie swojego materiału genetycznego, Voldemort jest mistrzem. Ale teraz... teraz przejdzie samego siebie. Drżyjcie, czytelnicy!

Analizowała: Miss Derisive

Szedł korytarzem do pokoju Elizabeth. Płakała. Nienawidził, gdy to robiła, Bał się, że coś jej się dzieje…
Co stwarza szerokie możliwości dla szantażu emocjonalnego.

Elizabeth coraz głośniej płakała. Czyżby coś się jej stało? Niemożliwe, przecież niańka się nią miała opiekować… No cóż, widocznie nie potrafi zapanować na wysokim temperamentem jego córeczki.
”Nie, proszę pani, to wcale nie jest rozwydrzony bachor. Ona po prostu wie, czego chce i umie o to walczyć.”

Trzeba zatrudnić inną. Choć trudno o jakąkolwiek, która by służyła osobom takim jak oni.
Takim, którzy mają bardzo dużo pieniędzy? Faktycznie, graniczy z niemożliwością.

To, co zobaczył, było najgorszym, co widział w życiu. Choć to nie jego córka (nie pomyliłam się!) przeraził się. Nad całą zakrwawioną Elizabeth stał wampir. Pogryzł tą istotkę!
W tej chwili nerwowo ocierał krew spływającą z podbródka.

Wyciągnął różdżkę.
- Avada Kedavra! – po raz kolejny krzyknął. Tym razem Augus opadł bez życia na podłogę. A w stonę młodego wampirzątka uderzył zaklęciem innego typu:
- Impedimento!
Z cyklu: „Metody wychowawcze. Kiedy twoje dziecko staje się potworem.”

Mała Elizabeth uspokoiła się. Była znów sobą. Wiedział, że teraz będzie coraz gorzej.
Ja to wiem, odkąd czytam tego blogaska.

Wampir, który siedział jej we krwii został zamrożony zaklęciem. Do kolejnej pełni…
Specjalna odmiana wampirów. Spowinowacona z wilkołakami.

A potem, już jej nic nie powstrzyma.
Chyba, że On wróci… I uwolni Swoją córkę i Nelly od tego przekleństwa….
Czyżby Elizabeth była półboginią? A Malfoy tylko ją adoptował?

(Teraz ze strony Dracona.)
Miło, aŁtorko, że tak dbasz o nasze niezagubienie.

- Tato, list do ciebie! – Wrzasnęła na całe gardło Elizabeth.
Kurde, a może to od Borgina i Burkes’a?
Co miesiąc przysyłali mu katalogi i oferowali kartę stałego klienta.

- Accio list!
Po kilku chwilach list wylądował w jego ręce.
Tak to od niego.
Borgin i Burkes się zespolili?

TO już jest gotowe. To kurs na tą ulicę. A może rzeczywiście Czarnego Pana da się przywrócić do życia?
Ktoś zyskał sprawność nekromanty?

- Idziemy na Pokątną! Kto idzie ze mną?
- Ja! – Krzyknęła Elizabeth.
- Ja zostaje! – Krzyknęła Nelly.
- To Elizabeth ubieraj się, zaraz idziemy!
- Spędzimy trochę czasu razem, a potem pójdziemy na lody!

- Idę do Bogina i Burkes’a na Nukturna.
Jakie konszachty ma Dracon z boginami?

- Eeee, tato – przy tych słowach Draco wzdrygnął się, nie wiedział bowiem, że już niedługo Elizabeth pozna całą prawdę o sobie.
Jeśli niewiedza powoduje wzdrygnięcia, to wiele aŁtorek powinno cierpieć na nieustanne dreszcze.

- Pójdę na Pokątną. Muszę kupić sobie jakąś książkę, jeszcze przed Hogwartem. Mogę iść?
- Chyba tak, ale uważaj, żeby się nie zgubić… - To mówiąc, wręczył jej 10 galeonów.
- Dzięki, tato! – krzyknęła Elizabeth, przytuliła go!
Za dziesięć galeonów można zapomnieć o nienawiści do ojca.

Uch, ale będzie miała niedługo szok… Przez te wakacje jakoś dziwnie zbliżyła się do ojca i matki…, którzy naprawdę jej rodzicami nie byli! Może tylko Nelly…
*jęk* Nie mówcie... Voldi?!

(Wybaczcie, ale nie będę opisywać wyprawy Elizabeth, zanudziłabym Was na śmierć! Mamy teraz lepszy moment przed sobą, a nawet kilka…)
Gdyby szła po ubrania... To co innego...

- Dzień dobry, panie Malfoy.
- Dzień dobry. TO już jest gotowe?
- Tak, proszę pana. W środku pudełka znajdzie pan instrukcje.
To musi być bardzo skomplikowane urządzenie, skoro jedna instrukcja nie wystarcza.

- Dziękuję. Ile?
- 6o0 galeonów.
- Proszę.
Rozmówki czarodziejskie.

Teleportował się do dworu Malfoy Manor.
A potem do zamku Zamek Wawelski.

- Grummit! – krzyknął.
Skrzat już się obok niego pojawił.
A gdzie starożytne zwyczaje nadawania imion skrzatów? Ci dzisiejsi czarodzieje, zupełnie lekceważą tradycję...

- Masz to?
- Tak.
- Ile sobie zażyczył?
- 6o0 galeonów.
- To próbujemy go przywołać?
- Tak, jak najprędzej.
Ach, a więc to był mini-zestaw „Sam wskrześ swojego Czarnego Pana”?

Taką rozmowę prowadzili między sobą Nelly i Darco Malfoy w ich sypialni.
Tajemniczy brat-bliźniak Dracona.

- U siebie. Czyta jakąś książkę. A powiedz mi, czemu ona trafiła do Gryffindoru?
- Nie wiem. Musimy ją przenieść. KONIECZNIE. Jak On wróci…
Tiara Przydziału okazuje się wyjątkowo skorumpowana, jak na stary kapelusz.

Draco wyciągnął ,,coś” z pudełka.
- Proszę państwa, a o to kula do przywoływania zmarłych!
Mówiłam.

Nelly taka wypowiedź męża wcale nie zdziwiła. Zawsze był głupi. Zamiast słuchać go, pogrążyła się w czytaniu ulotki.
Po chwili uznała, że jednak woli skonsultować się z terapeutą.

Po chwili wyciągnęła różdżkę.
- Ketrapu mentis, wentivus lennicco, breko vertessi, quatro matri!
Kiepskie zaklęcie. Ja proponuję: JAKASZK ODAŻEJ EST EMTUM ANEM.

Kula, stojąca na stoliku, rozbłysła światłem.
- Czyli dopiero teraz, po 21latach, ktoś przywołuje do życia Lorda Voldemorta? Teraz?
Jak na martwego, całkiem nieźle radził sobie z rachubą czasu...

- Przykro nam, że tak późno, lecz nie mogliśmy znaleźć tej głupiej kuli.
- Nelly nawet ruszyła w świat szukać sposobu, choćby kosztem zostawienia Twojej małej Elizabeth? Gdzie ona jest?
- Panie, nie bój się, jest teraz z nami.
Brakuje mi jakichś synonimów do „Wiedziałam!”.

- Przywołajcie ją.
- Panie, nie sądzę, by to był dobry pomysł… Ona jeszcze nie wie…
- Czego nie wie?
- Że jest Panie, Twoją córką…
Mimo że urodziła się ładnych parę lat po jego śmierci? Ktoś zamroził nasienie czy jak?

- Musimy jej to teraz powiedzieć. Im wcześniej, tym lepiej.
- Tak jest, Panie. Idź po nią Nelly.
- Idę.
Nelly wyszła z pomieszczenia. Kierowała się ku pokojowi Elizabeth. Zapukała.
- Proszę!
- Elizabeth, Ojciec chce się z tobą zobaczyć.
- Już idę.
- Teraz.
- No już…
- Pośpiesz się!
Gdyby to była książka, zastanowiłabym się, czy aŁtorce płacą od linijki...

- No dobra…, ale muszę się ubrać, w piżamie przecież nie pójdę. A już myślałam, że można mi leniuchować w piżamce cały dzień.
Kiedy twoi rodzice zabawiają się wskrzeszaniem Czarnego Pana.

- Ubierz swoje najlepsze ubranie.
- Doooobra.
Spodziewałabym się raczej reakcji „Ale osochozi?”

Po około 10 minutach Elizabeth wraz ze swoją matką stanęły przed drzwiami prowadzącymi do sypialni Malfoy’ów.
Jakie to... mroczne.

Weszły do pomieszczenia.
Z kuli dobiegł ją głos osoby odwróconej plecami do nich:
- Witaj córko…
Voldi żałował, że nie ma fotela z wielkim oparciem, ale musiał sobie radzić z tym, co jest.

Zdziwiona popatrzyła, przecież Draco stał obok kuli! To kto do niej mówi? I to z jakiejś kryształowej kuli…?
Czy to może mieć związek z diamentowymi łzami?

- Elizabeth, nie poznajesz mnie?!
- Nieeeee… - wyjąkała zaskoczona dziewczyna, z resztą zgodnie z prawdą.
Trudno, by było inaczej, skoro kiedy się urodziła, Voldi dawno leżał w grobie.

Wtedy ten ,,ktoś”, stojący plecami, odwrócił się. Elizabeth stwierdziła, że to najgorszy widok, który oglądała w życiu.
- A teraz, córko, powiedz, poznajesz własnego ojca?
- Nie jesteś moim ojcem! Nie! Nie! Nie! To Nie–moż–li–we!
Już się wypowiadałam w tej analizie na temat prawdopodobieństwa niemożliwego.

- Ależ tak… Prawda, Nelly?
- Tak, Panie.
- Prawda, Draconie?
- Ależ oczywiście.
Wspólnie dokonali zapłodnienia Nelly nasieniem Czarnego Pana. To musiało być interesujące przeżycie i z całą pewnością scaliło ich związek.

- Ależ tak, jesteś moją córką… Na pewno zuważyłaś że jesteś węzousta – tak jak ja i ten kochaś szlam Potter.
Jak to? Przecież Harry jest mężem Ginny... Chyba że my o czymś nie wiemy...

Już wiesz, że jestem twoim ojcem..A Nelly twoją matką.
- A, Draco?
- Draco? Hmmm… Przyrodnim ojcem! – Lord Voldemort zaśmiał się, ale nie tak, przyjemnie, tylko lodowato, aż dreszcze przechodziły.
Ucieszony, że znalazł właściwe słowo.

- To… niemożliwe…
- Jak najbardziej z prawem. – znowu ten śmiech.
Z prawem blogasków.

Nelly zaczęła próbować ocucić swoją córkę. Tymczasem Lord Voldemort wraz z jej męzem (ale nie ojcem Elizabeth – na tym polega różnica) obmyślali plan ,,przywrócenia do życia”.
Można spróbować wykorzystać DNA z nasienia.

- Draconie, będziemy musieli najpierw gotowych śmierciożerców zebrać, zanim wrócę. Mroczne Znaki trzeba będzie wykuć każdemu, który zechce być w moich szeregach.
Wykuć Mroczne Znaki. Dłutem.

Bariera wiekowa nie szkodzi.
”Uruchomimy Śmierciojado-kindergarten...”

Trzeba będzie wszystko robić cicho przed Ministerstwem Magii. Jak wybuchnie panika, będą problemy.
Co nieco utrudni akcję promocyjną.

A teraz, zrób mojej córce Mroczny Znak. Przecież będzie mi służyć…
- Ale, Panie…
- Rób, co ci mówię!
Draco wstał i niechętnie poszedł po dłuto. Nigdy nie lubił zajęć plastycznych.

- Doobrze. – zrezygnowany Draco podszedł już do całkiem przytomnej córki (Czarnego Pana) i uklęknął przy niej.
- No, szybciej! – rozkazał Voldemort.
- Przepraszam, Elizabeth.
Ujął w swoje ręce dłonie Elizabeth, miała je takie piękne…
*wzrusza się*

Teraz już trzymał tylko lewą rękę. Podwinął jej rękaw.
- Wybacz mi… Morsmordisum!
A „Morsmordmuro” pozwalało ozdabiać ściany Mrocznym Znakiem w charakterze graffiti.

Elizabeth zaczęła zwijać się z bólu. To chyba było najgorsze, co do tej pory przeszła. Łącznie z widokiem swojego ojca…
Tak, to porównanie daje pewien obraz...

Na jej lewej ręce pojawił się Mroczny Znak…
*puszcza jakąś złowieszczą melodyjkę na komórce*

ONA CÓRKĄ LORDA VOLDEMORTA?!
Czas, by zrobić to, co zrobiła w tamtym roku.
Czas uciec…
Ja bym rozważyła pozew o alimenty. Choć jeśli tak dalej pójdzie, Voldi szybko stanie się niewypłacalny...

Zeszła o 7:00 do salonu, gdzie był kominek.
Nie na śniadanie, ale od biedy może być.

Uznała, że jeśli komukolwiek ma powiedzieć, co się zdarzyło, najlepiej to powiedzieć, temu, który już go pokonał… Harry’emu Potter’owi.
Nie wiem, czy ten numer przejdzie drugi raz...

Stanęła w kominku. Wzięł proszek do rąk.
Zmieniając płeć.

Zaczęła wirować… Zamknęła oczy. Po chwili znowu, tak, jak w tamtym roku wylądowała na dywanie państwa Potter’ów.
Tym razem Ginny była przygotowana i nie kładła najdroższego dywanu przed kominkiem.

Miała nadzieję, że choć tak wczesna pora, ktoś już będzie w kuchni.
Okazało się, że cała rodzina Potter’ów już jadła śniadanie.
Codziennie celebrowali rodzinne schodzenie.

- Rany Boskie, dziecko, co się stało? – zawołała Pani Potter.
”Znowu nam wszystko powalałaś sadzą?”

Ona jednak nie odpowiedziała. Zastanawiała się, jak powiedzieć Harry’emu Potter’owi Porterowi tej ,,delikatnej” sprawie.
- Panie Potter... Chciałam porozmawiać o takiej delikatnej sprawie...
- Wiesz, Elizabeth, nie jestem pewien... To Dumbledore był dobry w takich rozmowach.


Wtem sobie coś przypomniała:
Na pewno zuważyłaś że jesteś węzousta – tak jak ja i ten kochaś szlam Potter…
A kiedy się okaże, że jest nielegalnym animagiem?

- Lord Voldemort powraca. – powiedziała w kierunku Wybrańca.
Zdziwiony Potter mógł tylko powiedzieć:
- Na jakiej podstawie mogę ci wierzyć?
Dobre pytanie.

- Nie…- zacisnęła zęby. – Bo to.
Podwinęła rękaw lewej ręki.
Widniał tam czarny tatuaż, zwany również Mrocznym Znakiem.
Śmierciożercy pod wieloma względami przypominają klub motocyklistów.

Słońce unosiło swoje masywne ciało ponad wzgórzami.
Mniej więcej 149 600 000 km nad nimi.

Tłumom mugoli śpieszących się do pracy przyśpiewywał trel ptaków.
Śpiewające trele... Co jeszcze? Samogrające się melodie?

Tu huk tramwai, tu po prostu rozgadani przyjaciele przed wejściem do budynku pracy…
Ostatnie badania ujawniły prawdziwą płeć tramwajów.

Pewna, na pierwszy rzut oka, rodzina w spokoju jadła sobie śniadanie.
Na pierwszy rzut oka była to rodzina. Po drugim można było zauważyć, że to mafia.

W spokoju? Jednak nie do końca.
Jedna, jedyna osada zamieszkała przez nieugiętych Galów... A, to nie to.

Choć wydawało się, że aż po prostu tryskają spokojem, w środku w nich aż wrzało od złości.
Fontanna z wrzątkiem.

Czarny Pan powróci? Aby się przekonać, należało poczekać.
I odwiedzić parę zakładów bukmacherskich.

Natomiast Harry Potter zdawał sobie sprawę, że odrodzenie się Lorda Voldemorta może trwać nawet kilka lat.
Był ekspertem w dziedzinie nekromancji. Codziennie grał w Heroes.

Śmierciożerców było mało, a czarnoksiężnik, o którym mowa, na dłuższą metę smażył się w piekle, choć być może mógł powrócić…
*wyobraża sobie Voldzia w kotle u Lucyfera*

Przyjrzawszy się dokładniej Potterom można było wysnuć stwierdzenie, że jedna dziewczynka, już w zasadzie kobieta, nie pasowała do otoczenia. Miała zielone oczy, czarne, dość długie włosy oraz śliczną twarz ściągnięta jakby bólem.
Przy czarnowłosym, zielonookim Harrym stanowiła oczywisty kontrast.

Była to piętnastoletnia Elizabeth Malfoy, a jak się ostatnio dowiedziała – Elizabeth Riddle.
Ministerstwo magii wypowiedziało wojnę biurokracji. Żadnych papierków przy zmianie nazwiska.

Nie mogła pojąć powiązania niej z Tomem Riddlem.
Powinna porozmawiać z mugolami o bankach nasienia, wyjaśniłoby się to i owo...

Nie pasowała ona jednak do rodziny Potterów. Mimo, iż większość dzieci państwa Potter miała zielone oczy, te były wyjątkowe. Takie… inne.
Takie... zieleńsze.

Elizabeth przegryzając chlebem jajecznicę, którą właśnie miała przed sobą na talerzu, przypomniała sobie wczorajszą rozmowę z Chłopcem-Który-Przeżył, bądź Mężczyzną-Który-Przeżył alias Wybraniec.
Aka Bliznowaty vel Człowiek Dumbledore’a.

Przybycie do Potter’ów… Mowa Wężów… Mroczny Znak… Rozmowa z panem Potter... Milczenie Lily… Noc… Koszmary… Poranek i śniadanie…
Śniadanie wyjątkowo podkreśla nastrój.

Gdy pomyślała o każdym z wymienionych wydarzeń, przez jej głowę przebiegły obrazy odpowiadające danemu zdarzeniu.
To się nazywa wspo-mi-na-nie.

Odkąd się dowiedziała, że jest córką Czarnego Pana, przestała wierzyć w sprawiedliwość świata. Bo dlaczego akurat ona?...
Dlaczego każda z tych dziesięciu tysięcy?

Rozmyślania przerwał jej odgłos tłuczenia się sowich dziobów o szybę.
Weterynarz by się przydał...

Szybko spojrzała za okno; latały tam 4 sowy z listami, czekając na wpuszczenie ich do środka. James wstał i wpuścił je do kuchni, po czym zajął się swoim jeszcze niedokończonym śniadaniem.
Połykał szybko, patrząc podejrzliwie na fruwające nad nim sowy.

Pani Potter wstała od stołu i z westchnieniem odwiązała od nóżek sów listy.
- Z Hogwartu – westchnęła, po czym bez słowa rozdała listy Elizabeth, Jamesowi, Albusowi oraz Lily.
Ginny to ma ciężkie życie...

Elizabeth otwarł swój list.
Zmieniajac płeć po raz kolejny.

Śledząc oczami z sercem coraz bardziej łomoczącym się w piersi, przeczytała:
HOGWART
SZKOŁA
MAGII i CZARODZIEJSTWA
”Na razie żadnych błędów” - powiedziała do siebie.

Dyrektor: MINERA MCGONAGALL
Dla odmiany nadała sobie nowe imię.

(Opiekunka Gryffindoru)
Nie powinna tego tak manifestować, bo ministerstwo się przyczepi.

Szanowna Pani Malfoy,
,,- Riddle. – poprawiła odruchowo autorkę listu Elizabeth.’’
McGonagall powinna już się przyzwyczaić do zmienności nazwisk uczennic.

W związku z Pani rezygnacją z dalszej edukacji w szkole Hogwart muszę z przykrością stwierdzić, że zostaje pani przeniesiona do szkoły Durmstrangu.
”Jednocześnie zapewniamy, że znajomość bułgarskiego spłynie na panią w najbliższych dniach.”

W razie zmienienia zdania i powtórnej chęci nauki magii w Hogwarcie należy przysłać list z podpisem opiekuna prawnego.
Ciekawe, czy załatwili już readopcję przez Voldzia.

Życzymy dobrych stopni w roku szkolnym w szkole Magii i Czarodziejstwa Durmstrang.
”Pragniemy jednocześnie wyrazić nadzieję, że tam Pani pozostanie.”

Proszę czekać na sowę z Durmstrangu.
...którą czeka niezły kawał drogi przez wschodnią i środkową Europę.

Z wyrazami szacunku,
Blanka Briarvood
Zastępca dyrektora
Która nie jest opiekunką żadnego domu. McGonagall snuje już plany przejęcia Ravenclawu.

,,… W związku z Pani rezygnacją z dalszej edukacji w szkole Hogwart…”
!?CO?!
,,… zostaje pani przeniesiona do szkoły Durmstrangu…”
!?WHAT?!
,,… Proszę czekać na sowę z Durmstrangu…”
!?JESZCZE CZEGO?!
No właśnie...

!?NIE ZA DUŻO TAKICH WIADOMOŚCI JAK NA OSTATNIE MINIONE DWA TYGODNIE?!
Na blogaskowe standardy? Powinna jeszcze zostać poproszona przez Jamesa o chodzenie, żeby wyrobić normę.

Biedna aż się popłakała.
Żałujemy jej. Żałujemy, prawda?

Po prostu do domu w Dolinie Godryka zbliżałą się kolejna sowa. Elizabeth nawet już widziała, od kogo. ,,… Proszę czekać na sowę z Durmstrangu…”
Ta sowa to ma niezłe przyspieszenie...

- A sowa. Harry, pewnie do ciebie, z ministerstwa. Czy oni nawet w niedzielę nie mogą nam dać spokoju?
Dumbel zginął i minister nie miał z kim prowadzić namiętnej korespondencji.

W przypadku tej sowy również wstał Bliznowaty, podobnie jak jego syn, wstał od stołu i podszedł do okna wpuszczając sowę do kuchni. Jednak on pozostał i odwiązał list od nóżki sowy.
A... aha.

Spojrzał na niego i powiedział zdumiony:
- To nie do mnie. Zaadresowany jest do Elizabeth.
Nie powinno go to dziwić. Każdy list jest albo do niej, albo jej dotyczy.

Podszedł do niej i wręczył jej list. Piętnastolatka czuła na sobie spojrzenia innych. Jednak Pani Potter – niczego się nie domyślając – zauważyła to.
Nie domyśliła się, ale zauważyła? What’s goin’ on?

- Co się tak na nią patrzycie? Marsz na górę, chyba jedziemy na Pokątną, co nie?
Dzieci państwa Potter usłuchały jej. Poszły.
W głębi duszy nie interesowały ich łzy Elizabeth ani tajemniczy list.

Pani Potter niczego nie dostrzegając, zaczęła sprzątać po śniadaniu. Jej mąż siedział dalej przy stole i rozłożył gazetę.
Voldemort Voldemortem, ale trzeba wiedzieć, co się na świecie dzieje.

Natomiast Elizabeth nie chciała otworzyć listu. Sama nie wiedziała, dlaczego.
Może dlatego, że ni w ząb nie umiała bułgarskiego alfabetu?

gdyby to już zrobiła, prawda, ta straszliwa prawda przemówiłaby do niej ze zdwojoną siłą.
W języku, którego nie rozumie.

Już nie byłoby: to tylko sen, to się nie dzieje naprawdę, to fikcja… Prawda, zmieniłaby wszystko.
Prawda cię powali! A może wyzwoli?...

Pani Potter myła naczynia, a pan Potter czytał gazetę.
W dalszym ciągu.

Wszystko normalne. Oprócz tego cholernego listu. No i oczywiście oprócz niej.
O tak. Ona ewidentnie nie jest normalna.

- Dlaczego nie otworzysz listu? Myślisz, że jest tam ukryta bomba? – zapytał z uśmiechem pan Potter, z uśmiechem, który w ogóle nie pasował do uczuć i miny Elizabeth.
A do tego założył krawat nie pod kolor jej ubrań.

Ta mu rzuciła ten list, wciskając się jeszcze głębiej w krzesło. Pan Potter zdziwiony otworzył go i przebiegł wzrokiem po liście.
Po czym uznał, że powinien był się zapisać na kurs bułgarskiego, a nie goblideguckiego.

Na jego twarzy nie było mowy, o tym, by był tam choćby cień uśmiechu.
Wszelkie sugestie zostały niezwłocznie odrzucone.

- Żart? – zapytał.
Zaprzeczyła ruchem głowy.
- Nie… żart? – znowu zapytał całkowicie zdumiony.
Tym razem potwierdziła.
Inteligentne.

W tym momencie było jej zupełnie obojętne, co się z nią stanie.
Ja! Ja mogę podsunąć kilka propozycji!

Harry wyciągnął różdżkę i skierował ją w sufit. Nad kuchnią był pokój Jamesa. Potter mrugnął jej lewym okiem i ruchem głowy pokazał jej swoją żonę. Wiedziała, dlaczego nie posługuje się mową wężów: po prostu nie chciał wzbudzić podejrzeń swojej ukochanej.
”Nie, Ginny, Elizabeth po prostu zrobiła sobie taki tatuaż...” Kto mi wytłumaczy, dlaczego kwestia przeniesienia bohaterki do innej szkoły jest gorsza niż powrót Voldzia?

Zamknął oczy i z jego różdżki wyleciało fioletowe światło. Szybko schował różdżkę do kieszeni i otworzył gazetę – udawał, że czyta. Elizabeth zrozumiała. Wzięła list i również zaczęła bardzo uważnie śledzić treść listu.
Podziwiała kształt literek.

Po chwili nad ich głowami huknęło. Pan inscenizował:
Harry od zawsze chciał zostać reżyserem teatralnym.

- Ginny, pewnie znowu James coś podpalił. Mogłabyś iść sprawdzić, czy zaraz nie rozwali nam domu?
- Taaak, idę – odpowiedziała troszkę zdumiona żona.
Wybuch u góry to był tylko pretekst po to, by pozbyć się pani Potter.
Czyżby Harry miał wprawę w pozbywaniu się żony?

Ale Elizabeth zaczęło być trochę żal Jamesa. W końcu to na niego zwalił pan Potter winę.
Biedaczysko...

Przez moment, kiedy Elizabeth pomyślała o najstarszej latorośli Potter’ów, serce jej szybciej zaczęło bić. Ale może jej się tylko tak wydawało.
To jest tym Tró Loff czy nie? Jak na razie nie niósł jej do skrzydła szpitalnego, więc trudno to stwierdzić...

Zwróciła swoją głowę ku panu Potter’owi. Wiedziała, że to musiało być coś bardzo tajemniczego, skoro nie chciał do tego mieszać żony.
Było wręcz podejrzane...

Wiedziała, że szukuje się Wielka Rozmowa.
Długie, nocne rodaków rozmowy...

Losy ludzkie są dziwne i nieprzeniknione. Takie jak i moje.
Z czego wynika, że aŁtorka/bohaterka do rodzaju ludzkiego się nie zalicza.

Od aŁtorki: Oto kolejny rozdział z życia Elizabeth Ridlle/Malfoy. Beznadziejny.
”Ale krytycznym komentarzom mówimy NIE!”

Od aŁtorki: Totalny brak weny – przykro mi. I przepraszam, że tak długo musieliście czekać.
Z przyjemnością byśmy jeszcze trochę poczekali.

Od aŁtorki: Przepraszam – drobne nic nieznaczące słowo dla niewielkich osób w wielkim tłumie od nic niewartej osoby.
”Może i ja jestem nic niewarta, ale wy też. I to bardziej!”

- Co się stało, Eliza?
- N-n-nic… Po prostu, m-miałam dość nieudane wakacje…
- A co się takiego wydarzyło?
- Nic, oprócz tego, że poznałam moją niemartwą matkę i mam Mroczny Znak na ręce naprawdę nic się nie stało…
Drobiazg, nie ma czym się przejmować.

Tak mniej-więcej wyglądała moja rozmowa z Bliznowatym. Jak już zauważyliście pewnie, redaguję wydarzenia z wczorajszego dnia, ponieważ wczoraj nie miałam czasu na kompletnie Nic. Nic, nic, nic, nic, nic!
Dobra, zrozumieliśmy.



Axel Treviss (27.03.2009, 20:21)
brak www
O Borze Zielony, Ómarłam po stokroć w zakwiku xD "Uruchomiony Śmierciojado-kindergarten..." *hahaha* Jesteś genialną analizatorką, Miss Derisive ;)

Evanna (27.03.2009, 19:33)
brak www
"Śpiewające trele" xDD Te skojarzenia mnie kiedyś zabiją. Naprawdę.

Flynn (27.03.2009, 17:14)
brak www
"Kiedy twoi rodzice zabawiają się wskrzeszaniem Czarnego Pana."

*na wszelki wypadek idzie sprawdzić co robią jej rodzice*. Uf... To tylko telewizja. Żadnych dziwnych kul.

"Ach, a więc to był mini-zestaw „Sam wskrześ swojego Czarnego Pana”?"

Gdzie można to kupić i dlaczego ja jeszcze tego nie mam? Hę?

Ome (26.03.2009, 21:18)
brak www
Analiza bardzo fajna, podobała mi się :) Pozdrawiam.