Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
40. HP i Folen Wempajer 1/4
40. HP i Folen Wempajer 1/4 (12.03.2009, 15:32)
Owiana mrokiem Elizabeth Malfoy i jej potajemne wycieczki do łazienki w środku nocy. Analizę czas zacząć!

Analizowała: Miss Derisive

W Harry'm Potterze twierdzi się, że Feniks to płomienie, a płomienie to Feniks.
Przynajmniej żołądek Harry’ego tak uważa. Dwunastnica zgłasza wątpliwości.

Skoro tak to od razu nasuwa się pytanie: Co było wcześniej, płomienie czy Feniks? A na to odpowiedź gotowa: Koło nie ma początku.
Wow, czy ja dobrze widzę, że ktoś tu czytał książkę?

Tak samo jest w przypadku ze mną: Co było pierwsze, ja czy blog? Odpowiedzi nie da się wskazać, bo w ten blog, wkładam swoje serce... Czyli koło nie ma początku...
Internet jest pełen blogasków aŁtorek, które się jeszcze nie narodziły.

To moje rozmyślania.
Niedługo pierwsza nota...
Goodbye!
Jeśli mam w ogóle powiedzieć do kogokolwiek ,,goodbye"...
Nie przejmuj się, jakimś cudem zawsze znajdzie się ktoś, kto czyta blogaska...

Witajcie! Jestem Elizabeth Malfoy.
Witaj, Elizabeth Malfoy.

Moim ojcem, tak jak sądzicie zapewne, jest nie kto inny, jak Draco Malfoy.
Jak nie masz znanego ojca, to w fanfiku do niczego nie dojdziesz. Powszechnie znany fakt.

Ale ja go nienawidzę. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego, choć to mój ,,ojciec".
A w pewnym sensie także „matka”.

Uwielbia swoją ideę: ,,Czysta krew najważniejsza".
Mimo że na ogół ludzie nie cierpią swoich idei.

Moja matka - Nelly - też była czystej krwii, choć nie traktowała tego tak ważnie.
Jak nie traktowała?
[Krwia też jest kobietą, jak przekonują zatwardziałe feministki.]


Była wspaniałą kobietą. Zmarła, zginęła, zaginęła (sama nie wiem), gdy miałam 9 lat.
”Nie wiadomo, co się stało. Pamiętam tylko dziwne światła i kręgi w zbożu...”

Od tej pory w domu nie ma jej ani jednego zdjęcia, a ojciec, do którego muszę przyjeżdżać w wakację od 4 lat) nie wymawia nawet jej imienia.
W feministycznych organizacjach trwają prace, by udowodnić, że „szkół” jest rodzaju męskiego.

Moimi najlepszymi przyjaciółkami są Sammi Ernlaves ( rodzice mugole), Lilyanne Potter ( rodzice Ginny i Harry Potter [ tak, to ten słynny Potter, który pokonał Sami-Wiecie-Kogo 21 lat temu, ma na czole bliznę w kształcie błyskawicy)], Rose Weasley (Hermiona i Ronald Weasley) oraz Doracas Mour ( rodzice: matka czarodziejka Cho, tata mugol).
Elizabeth prowadzi pełną kartotekę.
[Wiedziałam, że Dorcas wszędzie się wciśnie. Nawet w inne pokolenie...]


Jestem na czwartym roku w Hogwarcie.
Młoda, jak na blogaskowe standardy. Nawet na śniadanie nie może schodzić...

Jedyną rzeczą o mnie, o której nikt, nawet żadna z moich przyjaciółek nie wiedziała, aż do 3 klasy, aż Rose mnie zobaczyła jak wymykam się z dormitorium w pełnię, jest tajemnica.
Tajemnica to rzecz, o której nikt nie wie. Nie wpadlibyście na to, co?

Moja tajemnica. Sekret.
(i syn.)

Jestem wampirzycą.
*znudzona* Kolejna bohaterka, której nikt nie uświadomił, że pełnia ma na wampiry taki wpływ, jak ofiary Azteków na wschód słońca.

Niezły szok, nie?
Eee... Nie.

Ale da się z tym żyć.
Całe szczęście. Bo inaczej byłabyś wampirem i zombi w jednym.

Konkretnie jestem po stronie dobra ( mój papuś jest sam przeciw mnie, bo pozostał jednym ze zwolenników Sami-Wiecie-Kogo), jednak o północy, w pełnię księżyca, gdy już jego tarcza pojawi się na niebie, zaczyna coś w mym sercu się dziać.
Księżyc ma wpływ na jej pływy krwi?

To moje dobre serce nagle przysłania mrok, zimno (brrr!, okropność) i nagle przestaję logicznie myśleć.
Mam wrażenie, że dla aŁtorek zawsze jest pełnia.

To przez ból, gdy moje zwyklę minimalnie obcięte paznokcie nagle się wydłużają, i wydaje się to końca nie mieć;
Tani sposób na tipsy.
gdy z pleców wyrastają mi okropne, szerokie, skrzydła nietoperze.
Do tej pory sądziłam, że wampiry tylko chodzą w strojach wieczorowych i mają spiłowane zęby. Ale widocznie jest to wersja folen endżel.

To ból, bo to boli. Ta cała przemiana jest bardzo bolesna.
Ubolewamy nad tym.

Dzieje się tak, odkąd sięgam pamięcią.
Z jakichś powodów przypomniała mi się Fiona ze Shreka.

I nie można temu zapobiec.
Wiesz, może znalazłby się jakiś sposób... *nonszalancko bawi się osinowym kołkiem*

Okropne, prawda?
To jest sygnał, żeby wszyscy otworzyli usta ze zdziwienia i powiedzieli: „Jaaaaaa...”.

Nauczyłam się jednak z tym żyć. To już jest dla mnie ,,normalne", że podczas pełni piję obrzydliwy eliksir, jednak, wiem o tym, że bez niego ciężko by mi było przetrzymać całą noc.
Nauczyciele eliksirów regularnie mają nadgodziny.

W tym eliksirze zawarty jest też proszek nasenny, więc usypia mnie na 4 godziny, do czasu, aż się pozbędę tego okropieństwa.
Proszek nasenny! A ja się spodziewałam rogu jednorożca i nektaru bardzo rzadkiego kwiatu zerwanego niedaleko Stonehenge o północy w noc przesilenia letniego...
[Zastanawiałam się, dlaczego czarodzieje zwyczajnie nie wykończą mugoli. Teraz znam odpowiedź. Po prostu żerują na ich wynalazkach.]


To tyle. To moja cała historia.
Reszta bloga jest bezużyteczna.

Chcecie się coś dowiedzieć więcej? To proszę, mam kota, który nazywa się Liluś, na cześć imienia mojej jednej z najlepszych kumpeli.
Imię zasłużyło na chwałę. Przyjaciółka już niekoniecznie.

Różdżka 10 cali, giętka, krew jednorożca.
Wersja specjalna, nie zawiera drewna. Wstęp do magii bezróżdżkowej.

to co, może mam jeszcze powiedzieć Wam, ile mam włosów na głowie? NIE WIEM!
*notuje* No to może chociaż ich kolor w RGB?

Tytuł notki: 3. Jak omal nie zabiłam moich przyjaciółek...
Przeszył was ten dreszcz? Poczuliście to tchnienie ciemności? Ja też nie.

W trzeciej klasie, gdy tak jak zawsze szłam do pustej klasy,
a szłam, jak zwykle, z klasą,
gdzie zawsze piłam eliksir, gdy wychodziłam z łóżka, zobaczyła mnie Rose Weasley, jedna z moich najlepszych przyjaciółek.
Widok koleżanki wychodzącej nocą z łóżka to coś, co może wstrząsnąć.

Zapytała się mnie, dokąd idę. A ja na to, jak na lato, bo oczywiście jestem niezłą cwaniarą, gdy kłamię, że idę do ubikacji.
Sprytne!

A na to Rose zapytała się mnie, czy zawsze podczas pełni idę o ubikacji.
Oj, no może po prostu jej cykl miesiączkowy się zrównał z fazami księżyca. Czy w tym koniecznie musi być coś dziwnego?

Obudziły się ,,nagle" wszystkie dziewczyny, które spały w dormitorium, i zapytały się mnie o to samo.
Czatowały na nią! Czekały, aż ona pójdzie do ubikacji i... (miejsce na niezdrowe domysły czytelników).

Ja wiedziałam, że muszę iść do pustej klasy, gdzie czekał na mnie eliksir, ale jak im to teraz miałam powiedzieć?
Ponieważ noszenie własnej butelki i picie z niej bez konieczności wstawania z łóżka byłoby absolutnie nielogiczne.

Odparłam im na to, że muszę gdzieś iść, że opowiem im jutro wszystko na histori magii. One nie tego słuchać, powiedziały, że muszą się dowiedzieć prawdy.
Czyli po co Elizabeth nocą wstaje z łóżka. Były zdesperowane, żeby poznać przyczynę.

I opowiedziałam im wszystko, bo zagroziły naszą przyjaźnią, a poza nimi nie miałam, i do tej pory nie mam, nikogo.
- Mów, bo jak nie, to zaczniemy się z tobą przyjaźnić!
- Właśnie! I już nie będziesz mogła odgrywać samotnej i niezrozumianej!


Opowiadałam im o bolesnych przemianach, z przeczuciem, że to nastąpi już niedługo, o eliksirze, który zawsze był nieskończonym zapasem w pustej klasie, i wiedziałam, że to już się dzieje.
*zdezorientowana* Zapas się dzieje?

Przemieniałam się w wampirzycę.
Teleskopowe zęby return.

Dziewczyny biegały jak zdezorientowane po całym dormitorium, niewiedząc, co robić.
Dziewczęta w nocnych koszulach to tradycyjne towarzystwo wampira. Choć bardziej wampira rodzaju męskiego... No ale mamy XXI wiek, no nie?

Ja nic nie mogłam poradzić, bo już przemiana dokonywała się.
Pierwszą oznaką była kulejąca składnia.

Dormitorium było zamknięte. Dziewczyny wiedziały o czym ja teraz myślę, będę musiała ich zabić.
”Ale najpierw muszę zmienić im płeć.”

Przemiana jeszcze do końca się nie dokonała.
Coś się zacięło w zębach.

Wiedziałam, że nikt i nic nie powstrzyma mnie, mnie, tego potwora, który dopiero teraz w całości pokazał się, przed zabiciem mych najlepszych przyjaciółek.
Pochlebia sobie...

Żadna z nich nie wiedziała, co robić.
Przecież wszyscy to wiedzą: kołek, czosnek, kradzież skarpety... Albo odcięcie głowy. Zawsze działa.

Nie mogłam im powiedzieć, żeby przyniosły mi eliksir z pustej klasy...
Zwłaszcza że pustych klas o tej porze było bez liku.

I nagle Rose olśniło. Nie wiem, skąd już to zaklęcie znała ( może odziedziczyła inteligencję po matce, Hermionie Granger, najlepszej uczennicy Hogwartu?) i rzuciła na mnie - czyli tego potwora Drętowtę.
Nie wiem, na ile towot był w tej sytuacji przydatny...

Potem, ja się nie mogłam ruszyć, a ta znów nas zadziwiła. Przywołóała przez Accio... mój eliksir!
Buteleczka przyleciała, robiąc dziury w podłogach kilku dormitoriów i omal nie trafiając Filcha w nos.

Wlała mi go ( ja się przecież nie mogłam ruszyć) do moich otwartych ust.
Elizabeth stała z rozdziawioną buzią... Jakoś mało strasznie to brzmi.

Obudziłam się rano, a wokół mojej głowy zobaczyłam twarze moich zdenerwowanych przyjaciółek.
”Siostro, budzi się!”

Byłam już człowiekiem. Przypomniałam sobie wydarzenia dzisiejszej nocy i w mojej głowie ukazała mi się wizja rozszarpanych przeze mnie przyjaciółek. Brrr!...
Nie wiem, kto tu jest dyrektorem, ale chyba przeoczył parę zajęć BHP.

Wtedy Lily zapytała się mnie, jak się czuję. Ja na to jej odparłam że dobrze.
”Poza tym, że w nocy chciałam wyssać waszą krew...”

Odetchnęły z ulgą. Bały się, że.. no właśnie, co? Że znowu miałam zapady mojego ,,wampirzego" charakteru?
*patrzy nieufnie na „zapad”, po czym pyta infobota* W gwarze myśliwskiej przylot głuszca na tokowisko... Myślicie, że do wampirów w okresie godowym też się to odnosi?

Wszystkie podziękowałyśmy Rose, za jej zimną krew w nocy. Ona jakby skurczyła się w sobie od tych pochwał.
Jeszcze trochę i doścignie Flitwicka.

Podejrzewałam, że moje przyjaciółki, nie będą chciały mnie nadal wiedzieć,
Ja też nie chcę już o niej wiedzieć.
nie będą chciały ze mną dzielić dormitorium, ale one mnie zadziwiły. Okazało się, że jak najbardziej, chcą.
Ten dreszczyk emocji...

Bo jeśli nie, musiałyby dzielć swoje dormitorium z znienawidzoną przez nas Emily Bennet.
Zaraz, a to nie Elizabeth odziedziczyła po tatusiu przywileju do własnej sypialni? I co to za pożytek ze wpływowej rodziny?

Emily uważa się miss popularności Hogwartu, ponieważ uważa, że skoro ma wokół siebie swój funclub, jest królową świata.
Potajemnie prenumerowała mugolskie gazety dla młodzieży.

Zawsze - już od pierwszej klasy rywalizowała z nami i nie było miejsca, ani czasu, żeby nie pokazała, jaka jest piękna, zgrabna i powabna i na dodatek, że jest od nas duuuużo lepsza, bo ma czystą krew.
Czarodziejski odpowiednik głównej czirliderki z amerykańskich seriali dla nastolatków.

Głupia idea mojego ojca. Za to ja też jej nienawidzę. Za to, że tak uparcie przypomina mi mojego ojca.
Niech zgadnę... Ma włosy z platyny?

4. (Nie)typowe wakacje... cd.1
Zastanawia mnie, czy aŁtoreczka zastanowiła się nad rozwinięciem tego skrótu...

Cześć! Jest godzina 23:43 czasu ziemskiego, 25.03.2008 roku, a ja nie mogę spać.
A która godzina jest na Marsie?

Postanowiłam dzis opisać moją nieszczęsną prezygodę wakacyjną,
Czyli przygodę z prezydentem. *myśli* Chyba nie chcę znać szczegółów...
ponieważ nic ciekawego się dziś nie wydarzyło ( poza paroma podstawionymi nauczycielom łajnobombami spółki Magicznych Dowcipów Weasley'a - żart by James Potter [starszy o dwa lata brat Lily Potter] i spółka naczelnych rozrabiaków Hogwartu). Więc postanowiłam i zdania chyba nie zmienię.
George Weasley rozwinął interes i zaczął sprzedawać akcje.

Przebrałyśmy się w mugolskie ubrania (mój ojciec oczywiście ich nie znosi i nie przebieram się) i wyszłyśmy z pociągu.
Co poniektórzy mugole na King’s Cross życzliwie tłumaczyli im, że karnawał skończył się w lutym.

W oddaleniu od innych szczęśliwych małżeństw stał i czekał na mnie ojciec, jak zawsze dumny i blady. ( Prawdę mówiąc przypominał mi badziej nieboszczyka na przepustce, ale ćśśś!)
*parsk* Hades wysłał Dracona, żeby promował zaświaty wśród żywych.

Elizabeth, Elizbeth! - usłyszałam wołanie ojca. Zawsze lubił do mnie mówić Elizabeth, a raczej nie przepadał za zdrobnieniem ,,Eliza", bo brzmi mu zbyt mugolsko!
Taka królowa Elżbieta była dla niego symbolem czarodziejskości.

Już idę
Gdy już wylądowaliśmy przed btato! - odkrzyknęłam mu.
Że co?
[Ja bym posądziła chochlika blogaskowego, gdyby nie to, że aŁtorki odwalają za niego całą robotę.]


Tylko pożegnam się z moimi przyjaciółkami! - powiedzeniem tego, wiedziałam, że doprowadzam go do szału.
Aż platynowe włosy zaczęły się jarzyć.

Jak wyżej napisałam, pożegnałam się z nimi, nie widząc nic ciekawego w perspektywie całych dwóch miesięcy bez nich, a na dodatek,. w towarzystwie mojego ojca.
Zaraz, a co ze Scorpiusem? Wybiórcze traktowanie kanonu?

Wróciłam do niego i bez słowa dotchnęłam go, przygotowana do teleportacji łącznej, którą ojciec zaraz miał wykonać.
”Dotchnęła”? Znaczy wykonała sztuczne oddychanie metodą usta-usta?

To było okropne, choć jeszcze okropniejsze są moje przemiany w wampirzycę. Ale pełnia miała być dopiero za dwa tygodnie.
Przeskok myślowy.

ramą ,,Dworu Malfoy'ów" przywitali mnie dwoje najlszych śmiericożerców Sami-Wiecie-Kogo, czyli nie kto inny, jak Narcyza i Lucjusz Malfoy!
Cyzia i Lucek postanowili przyswoić sobie zwyczaj witania gości chlebem i margaryną.

Wcale tego nie chciałam, ale wyściskali mnie dziadkowie, jakby nigdy mnie nie widzieli...
Bo każdy lubi wyściskać kogoś, kogo widzi pierwszy raz w życiu.

No i tak to już się potoczyło lawinowo.
Wszyscy przewrócili się jak domino. I tak poległ wielki ród Malfoyów.

Wyjątkiem tylko był dzień, czyli tydzień po końcu roku szkolnego w Hogwarcie, gdy poszliśmy { czytaj: teleportowaliśmy - dop.aut.}
Proszek Fiuu jest dobry tylko dla zdrajców krwi.
na ulicę Pokątną, po zapas mojego eliksirku ( dostępny jest tyko na Nukturnie)
”Kupiliśmy go po horrendalnej cenie monopolowej.”
i po jakieś głupoty u Borgina i Burkesa ( to dla niego).
Draco miał sentyment do sklepu z lat dziecięcych...

I, nie uwierzycie, kupił mi rękę Glorii, bo uważa, że dobrze się w tym roku uczyłam i na nią zasługuję!
Mam dziwne wrażenie jakby ta ręka została już kupiona w którejś książce Rowling... Chyba że jest produkowana masowo.

Nie, żebym sie nie cieszyła, ale, jeśli chciał mi kupić lepszy prezent, to lepsza by była książka, np. no nie wiem, Upadek Czarnego Pana, autorstwa Hilrego Bounsa, Historia Hogwartu, czy nawet choćby Quiditch przez wieki (wiecie, że gram w Quiditcha? Jestem ścigającą! W tym roku kapitanem drużyny był Justin Cliver, lecz w drużynie Gryfonów na 100% będzie zmiana kapitana, bo Justin już z Hogwaru wyszedł).
Czyli kapitanem zostanie Elizabeth, względnie Tró Loff.

To byłaby lepsza nagroda. Duuużo lepsza nagroda, ale trzeba sie cieszyć z tego co się ma. Truuuudno...
Draco nie daje Elizabeth kieszonkowego, bo jeszcze kupiłaby jakąś książkę i, strzeż nas Borze Zielony, czegoś by się nauczyła...

No ale jak się jeszcze okazało, trzeba było wstąpić do Madame Malkin. Bo ojciec, też chce sobie kupić new szatę, bo nie uzniaje mugolskich ubań, więc, niestety, chcąc-niechcąc, ja też musiałam sobie kupić sztę, by mieć w czym chodzić po dworze.
Draco groził jej nożem.

Wróciliśmy. Dni tak samo się ciągły...
A wręcz biegnęły.

Później ta przemiana, ale też nic ciekawego.
O, zauważyłaś?

Po dwóch tygoniach od wizyty na Pokatnej powiedziałam ,,Dość!" {czytaj: pomyślałam - dop.aut.} i sprzeciwiłam się.
Te aŁtorkowe dopiski są wręcz zabójcze.

Wysłałam sowę do Lily z prośbą o jej adres, a ta mi uczciwie podała, po przyjacielsku, o nic nie pytając.
Powinna to lepiej przemyśleć...

Dolina Godryka, dom nr.16, ulica Wesołowskich (czar. Pokonania Czarnego Pana), naprzeciw ruin domu Potter'ów.)
Harry to ma pomysły...

Gdy ojciec wyszedł pewnego popołudnia na dwór, ja spakowałam się, wzięłam eliksir na pełnię i znalazłam się w domu Potter'ów przez sieć Fiuu.
Biedacy, nie wiedzieli, co ich czeka.

Witajcie! Mam dziś zamiar opisać Wam część drugą moich wakacji, tym razem jednak zacznę już od części, gdy wylądowałam cała wypaplana sadzą na dywanie w salonie państwa Potter.
Sadza omal nie zagadała jej na śmierć.

Wczoraj niestety już zasnęłam podczas pisania, bo byłam już taaaka zmęczona /niestłumione ziewnięcie/.
To Miss Derisive zaraziła ją ziewaniem.

Po nieprzyjemnej podróży siecią Fiuu, wylądowałam na pewnie drogocennym dywanie państwa Potter'ów.
Harry otrzymał od śmierciożerców taką kontrybucję, że dwór Malfoyów przy jego domu wyglądał jak ruina ze slumsów.

Wiedziałam już że mnie zabiją.
Tak trzymaj, Harry!

O, Eliza! - usłyszałam zdziwiony i miły głos mojej przyjaciółki, Lily.
Była przyzwyczajona do ludzi wypadających z kominka.

Cześć, przepraszam za wtargnięcie. Za czyszcznie dywanu zapłacę. - od razu powiedziałam.
Te straty moralne wywołane koniecznością rzucenia jednego zaklęcia...

Na to moja Lily nic nie powiedziała. Ale ja zrozumiałam jedno: ona w jakiś niewiadomy sposób, wiedziała, że przybędę tu.
Ciekawe skąd... Bo na pewno istnieje wiele powodów, dla których Elizabeth mogła potrzebować jej adresu. W tej chwili akurat żaden nie przychodzi mi do głowy, ale niewątpliwie jest ich mnóstwo. Multum.

Zaprosiła mnie do ich kuchni i przywitała mnie jej bardzo wesoła rodzinka ze składem: Lily, James, Albus, pani Potter i pan Potter oraz oczywiście kochany Teddy - metaformolog, jego ojcem chrzestnym jest i był słynny Harry Potter.
Teddy Lupin zajmował się badaniem roli przenośni w literaturze.

Jak się okazało, wcale nie musiałam się przedstawiać - wszyscy mnie w tym domu znali.
Państwo Potterowie byli wręcz uszczęśliwieni widokiem córki ich dawnego wroga.

Nie musiałam się wcale tłumaczyć za wtargnięcie do salonu - pomyślałam, że Lily musiała uprzedzić rodziców o moim przybyciu. i byłam jej szczerze za to wdzięczna, nie czułam się tam niezręcznie.
Niezręcznie? Bez zapowiedzi zwalając się komuś na głowę? Coś ty!

Wręcz moim oczekiwaniom, nazajutrz przyleciała do mnie sowa - od ojca.
Co ja mam niby wręczyć twoim oczekiwaniom?

Droga Elizabeth!
Mam nadzieję, że jesteś bezpieczna, gdziekolwiek jesteś. Rozumiem, że nie masz ochoty spędzać ze mną czasu, z takim starym żęchiem jak ja.
Malfoy postarzał się, zardzewiał nieco... Zatracił znajomość ortografii...

Ja to rozumiem. Mimo wszystko, przysyłam ci potrzebne rzeczy, więcej ubań i oczywiście rękę Glorii, o której sobie zapomniałaś.
Przez sowę? Co na to Liga Ochrony Zwierząt?

Do Hogwartu jedź, jednak proszę cię, byś w przyszłe wakacje wróciła się do domu.
Twój zatroskany tata
Draco Malfoy
Widziałam już Malfoya w różnych wersjach, ale „zatroskany tata”...

Ulżyło mi, jak to przeczytałam.
Już wiem! Draco postanowił ograniczyć koszty i zemścić się na Harrym za jednym zamachem.

Wysłałam odpowiedź, że tak, oczywiście, wrócę, w przyszłe wakacje do domu.
Jednak teraz miałam zamiar się bawić na całego. I oczywiście, że tak zrobiłam!
Ginny urządzała całonocne balangi przynajmniej siedem razy w tygodniu.

Bawiliuśmy się ze zwariowaną rodzinką Potter'ów znakomicie to półtora miesiąca.
I oczywiście wspomnienia z tego mam znakomite. Będę to pamiętać do końca mojego życia. :)
Nie napisała, co konkretnie. Może to i lepiej...

Od aŁtorki: Oczywiście, że teraz są wakacje i legalnie! nota pojawia się codziennie, jednak, niestety, muszę Was zasmucić. Chodzę już do szóstej klasy, (będę szła) i wiem, że to nie będą pzrelewki. Postaram się, by nota do soboty pojawiała sie codziennie, jednak w roku szkolnym nota będzie raz, dwa razy w tygodniu.
Jak widać, z chodzenia do szkoły też coś dobrego może wyniknąć.

Dziś 27.03.2008r. Godzina 17:32.
AŁtorka zatrudniła zegarynkę czy co?

Jak widać już w tytule, będziemy mieć niezłą balangę w pokoju wspólnym...
Jutro rano wszyscy Gryfoni będą wznosić modły do o, boga kaca.

Już się nie mogę doczekać... A to już za półtorej godzinki... Pozwolicie, że pójdę się przyszykować?
Nie.

Ubrana. Nareszcie. Przekopałam całą szafę, nie znalazłam nic tam ciekawego. Pożyczyłam sukienkę od Sammi. Mi się bardzo podoba. Dziewczyny robiły zdjęcia, to ja też dałam pozwolenie na kilka fotek. Oto najlepsze zdjęcie:
http://www.youngfashionstore.de/images/dbimages/artikel_0018323_h_1.jpg
Myśl pierwsza - Hej, ale ściema, to zdjęcie się nie rusza!
Myśl druga - Więc tę sukienkę ma założyć czternastolatka?...


Dziś 28.03.2008r. Godzina 03:57.
O Maryjko.
Borska Mateczko.

Wytańczyłam się chyba z każdym chłopakiem z Gryffindoru.
Zwłaszcza z tymi, którzy mają po jedenaście lat i są niżsi od niej o głowę.

Jestem taaaaka zmęczona.... Lecz obiecałam opisać.
Z przyjemnością zwolnię cię z tego zobowiązania.

Muzyka odlotowa. Domowe skrzaty kręciły się przy stołach... Po prostu niczego nie brakowało.
Sądząc po opisach podobnych imprez w blogaskach, alkoholu pewnie też nie...

Ale... nie mam sił pisać. Dobranoc
/chrapanie/.
/dop.aut. przepraszam, że tak krótko, beznadziejnie, jednak nie mam ja też sił pisać. Idę zrobić to samo co Eliza.
*kwik*

Od aŁtorki: A tak apropos, lepiej będzie pisać z narracji pierwszoosobowej, czy trzecioosobowej?/
We wszystkich. Wtedy będzie naprawdę wypaśnie.

Boże, kiedy ten wykład profesora Binss'a się skończy?
Sami popatrzcie: Dumbel odszedł, a już wywalają Binnsa, który wymagał najmniej, jeśli chodzi o koszty wyżywienia. Koniec z oszczędnościami!

To jest oooookrooooopneeee!
Seeeeeriooooo?

Wszyscy widocznie tak samo myślą jak ja, bo śpią i nic ich to nie obchodzi.
Najrozsądniej.

Na historii magii każdy śpi (prawie, bo Rose zawsze jest ideałem swojej matki
Hermiona modli się do córki pięć razy dziennie.
- notuje, że aż grzmi!),
Dziwne, że przy tym coś jeszcze słyszy...
ale ja dziś zaprotestowałam tej tradycji i zamiast spędzić tą godzinę do dzwonka, zamierzam wykorzystać ten cenny czas na pisanie w pamiętniku. Czyż to nie dobra decyzja?
Przypuszczam, że wątpię.

Wiem, oczywiście wiem, że tak.
*zgrzyta zębami*

No więc, postanowiłam opisać wam trochę bardziej szczegółowo imprezę (była cudowna!).
No więc, gdy wyszłam z dormitorium, okazało się, że już wszyscy tam byli. Czekali na mnie z rozpoczęciem imprezy!
Bo tak należy postępować z Mary Sue.

Poczułam się jak jakaś wielka gwiazda, która jest gwoździem programu.
Nieustannie śledzi ją oko Wielkiej AŁtorki.

Ale jak mam nie być taka egoistyczna?
To twój obowiązek.

No to dopiero wtedy dali pokaz dobrej muzyki. Pierwsza, smętna, jakby z lat 20 siedemnastego wieku,
W wieży Gryffindoru rozbrzmiały dźwięki opery Monteverdiego.
na drugą, świetną, odlotową, i cool. Na czasie. Totalnie.
Dżezi i zajedwabiste.

Ogólnie rzecz biorąc cały czas jedliśmy i tańczylismy i co się oczywiście z tym wiąże, rozmawialiśmy / rozmawiałyśmy.
W pewnym momencie impreay trudno było stwierdzić, jakiej płci jest rozmówca.

No i od tego jestem taka wycieńczona... Ale już jutro jest sobota, a potem niedziela. Odpocznę. Odreaguję.
To życie towarzyskie jest takie męczące, nieprawdaż?

I muszę przyzwać mojego skrzata domowego.
By mi zrobił masaż stóp.
*wyobraża sobie takiego Zgredka robiącego komuś masaż stóp* Wiecie co? Ja pozostanę przy tradycyjnych metodach...

No co? Naprawdę mnie tak bolą! Przetańczcie sobie aż tyle, to wtedy porozmawiamy!
Hm... na weselach to rzeczywiście i może się tańczy, a na takich imprezach również dużo.
Czekajcie, kiedy przeszliśmy do wesel? Czyżby w Hogwarcie pozostały echa Dumbledore’a?



Delicja (17.03.2009, 14:57)
brak www
Ach... Jak mnie rozczula ta ałtoreczkowa filozofia, na początku pisania bloga. A ten tekst z feniksem... sweet! Analiza ciekawa, choć nie ukrywam, że bywały lepsze.
http://meredith-nadalli.blog.onet.pl - Nie to, że wam szukam blogów do zanalizowania. Tylko ostatnio przeglądając swój stary blog, natknęłam się na ciekawy komentarz, w którym był spam. no i ten spam zaprowadził mnie tu. Tu, czyli do wyobraźni niewyżytej nastolatki. Juz od pierwszej notki, pełno tam intryg, Syriuszów w łazience, ubranych w skąpe ręczniczki i natykających się (w tej samej łazience!), na dziewczęta ubrane w równie skąpe piżamki.

insanityinside (13.03.2009, 22:47)
brak www
"Witajcie! Jestem Elizabeth Malfoy.
Witaj, Elizabeth Malfoy." - I do tego wampir? *przypina Elizabeth czarną wstążeczkę*

Bo na pewno istnieje wiele powodów, dla których Elizabeth mogła potrzebować jej adresu. W tej chwili akurat żaden nie przychodzi mi do głowy - Może to i lepiej. Pewnych rzeczy lepiej nie wiedzieć.

metaformolog - Kfiiiiik!

Malfoy postarzał się, zardzewiał nieco... - szczególnie te platynowe włosy i stalowe oczy.

Idę zrobić to samo co Eliza. - Zamienić się w wampira? Wskoczyć do kominka? Zapaskudzić dywan w domu przyjaciółki?

I najlepsze:

"dop. aut." - AŁtorka sama analizuje swoje DzieUo.

Serpe (13.03.2009, 18:59)
brak www
Jestem wampirzycą.
*znudzona* Kolejna bohaterka, której nikt nie uświadomił, że pełnia ma na wampiry taki wpływ, jak ofiary Azteków na wschód słońca


*wymądrzanie się mod on*
A właśnie, że ma wpływ - choćby w Wiedźminlandzie (pamięta ktoś Regisa czekającego na pełnię?)
A to, że tutaj mamy do czynienia z kanonem potterowym... Cóż, pełnia jest romantyczna, a wilkołaki z ich nadmiarem owłosienia mało sexy.

Flynn (13.03.2009, 12:30)
brak www
"Witajcie! Jestem Elizabeth Malfoy.
Witaj, Elizabeth Malfoy."

xD Tak, wiem - mam dziwne poczucie humoru, ale ten "fragment" podobał mi się najbardziej.

Oczywiście było tego więcej ;]

Analiza oczywiście świetna (chociaż nie przebije tej o Severusie i jego herbatkach)

KatEv (13.03.2009, 09:26)
brak www
Nie wiem dlaczego, ale na widok nazwy ulicy przy której mieściła się "posiadłość" państwa Potter doznałam nieuzasadnionego ataku śmiechu.

Jeszcze się śmieję. XD

Mrohny (12.03.2009, 18:12)
brak www
"Postanowiłam dzis opisać moją nieszczęsną prezygodę wakacyjną"
A może chodzi o jakieś zygoty? :>

Analiza cłąkiem udana.

Owiana Mrokiem (12.03.2009, 17:40)
brak www
Hmmm... nie przypominam sobie, bym tu kiedykolwiek zaglądała... może mam brak pamięci krótkotrwałej. Ale nieważne. Ważne jest to, że sie pośmiałam