Tokio Potter 4/4 (05.02.2009, 10:03)
Szpital i zakupy - pod ich znakiem upływa kolejna część blogaska. Że co? Że to już było? I co z tego!
Analizowała: Miss Derisive
Gdy wbiegłam na górkę chciałam się zatrzymać i obejrzałam sie do tyłu. Niebyło mi to dane. Gonił nie Fred.
A kto?
Było świetnie. Nagle potknełam się o korzeń drzewa i upadłam. Fred nie zdążył wychamować i wleciał na mnie Leżeliśmy na trawie i się śmialiśmy do łez.
A gdzie zwyczajowy romantyzm w scenach wspólnych upadków?
Reszta paczki również.
-No, no, no...
obejrzałam się i nie mogłam uwierzyć. Przetarłam oczy. Tak..tak...to nie był sen. Kilka metrów dalej stał najukochańszy facet na świecie...nie kto inny jak...TOM!!
A skąd on tam? Wywiad mu przekazał adres, sam siebie wysłał przez sowę?
W jednej chwili zrzuciłam Freda i żuciłam się na Tom'a.
-TOM!!
Uwiesiłam mu się na szyi.
Obawiam się, że nieskutecznie...
-Mamy przerwe 3 dniową. Nie mogłem wytrzymać. Zresztą...Obiecałem, że się przed gwiazdką zobaczymy Skarbie.
-Obiecałeś...a ja Ci nie uwierzyłam...
Kajaj się!
Pusciłam go i obróciłam sie w stronę przyjaciół.
-To jest Tom.
Kiwneli z uśmiechem głowami. Tylko Fred spochmurniał. Domyślam się czemu.
Jeśli chodzi o mordercze zamiary, to ja go całkowicie popieram.
Opuściłam głowę i uśmiechnełam się pod nosem. Podniosłam głowe i popatrzyłam na Fred'a. Nagle z jego oka popłyneła łza.
Zgadnijmy, jaka?
-Zaraz przyjdę. Musze pomuc mamie.
-Fred zaczekaj...Tom poczekaj tu ze wszystkimi. Ja za chwilkę wracam. muszę coś załatwić.
Inny romans.
Obrócił się dopiero za zakrętem. Kiedy już nas nie było widać. Stanoł. Dopiero zobaczyłam, że jego twarz jest cała mokra. Podbiegłam do niego i Go przytuliłam.
-Fred...proszę...
-Kate...Ty nic nie rozumiesz...ja Cię...ja Cię naprawdę kocham i nie mogę patrzeć jak on się do Ciebie przytula...jak patrzycie na siebie...Ty go kochasz...ja bym się dał zabić żebyś chociaż raz na mnie popatrzyła tak jak cały czas patrzysz na niego...
*siada w kącie i powtarza* To nie jest ten Fred. Podmienili go. Na pewno go podmienili.
-Fred...musisz zrozumieć...ja...ja Cię kocham...ale tylko jak brata. Tom to mój chłopak i nie była bym z nikim innym szczęśliwa. musisz szanować tez moje ucucia...
”Przede wszystkim moje!”
-Kate...przepraszam...Pozwól, że będe go unikał. Dobrze??
*bije brawo*
Puściłam go.
-Fred popatrz mi w oczy.
Zrobił to.
-Powiedz, że nie zrobisz mu krzywdy.
Fred! Nie mów tego, nie mów tego!
Fred spuściłoczy.
-Fred spojrzyj na mnie.
Zrobił to.
Jak dobrze wytreso... wychowany znaczy.
Przyłożyłm mu ręke do ust.
-Nie mów tego... Zraniło by mnie to...
Opuścił oczy a ja zabrałam ręke.
Oczy poczuły się takie osamotnione...
-Zaraz przyjdziemy.
I odeszłam w stronę przyjaciół. Fred stał. Gdy już miałam mijać zakręt krzyknął za mną
-Kate...zawsze będe na Ciebie czekać..
Dumblowe plany w dziedzinie prokreacji mogą na tym ucierpieć.
Tom popatrzył na mnie pytającym zwrokiem. Ja popatrzyłą na niego, a on odrazu się uśmiechnoł.
Jak to niektórym niewiele do szczęścia potrzeba... A to spojrzenie, a to funkcja utargu przeciętnego...
[I znowu ktoś patrzy zaworkiem...]
Ubrałam się i umyłam po czym zeszłam na dół na sniadanie.
Nareszcie!
W dobrym chumorze zjadłam śniadanko i poszłam po bluze na górę. gdy wziełam ją zeszłam pod kominek.
-Idziemypokolei. Najpierw Kate, potem Ginny, następnie Ron, Harry, Fred, Georg, a potem pójdzie mama po niej ja. Kate...zaczynaj!
*nieśmiało* A może tak pierwsi będą ostatnimi...
[W co ty wierzysz. Mary Sue będą pierwszymi, reszta ostatnimi.]
Wziełam proszek fiu i rzuciłam w płomienie. Zmieniły swoją barwę. Weszłam w nie.
-Na Pokątną!
I spłonęła, bo wrzuciła jakąś podróbkę zamiast proszku Fiuu.
i w jednej chwili podróżowałam w zawracającym tępie.
Zawróciła do Nory. Na ulicy Pokątnej wywieszono jej zdjęcie z dopiskiem: „Tej pani nie obsługujemy”.
Wyznania aŁtorki:
Sorry, że tak długo, ale znowu mi internet odcieli.
(...)
Sorry, ze tak długo, ale miałam kare...;)
To musi być jakiś znak...
Napoczotek musiałam iść do Gringota i wymienić kase na czarodziejską.
Nawet bank Gringotta doczekał się nędznych naśladowców.
Poszłam z całą paczką(państwo Weasley spotkali znajomych więdz postanowiliśmy iśc bez nich). Gdy wchesziśmy do banku zacełam się rozglądać. Nie wiem czemu, ale miałam jakieś przeczucie, ze kogoś spotkam....
Bo pewnie spotka...
Podeszłam do okienka za którym stał n podwyższeniu wyjątkowo ochydny goblin. Jednam musze powiedzieć, że lubie te osobniczki. Mimo, ze mają charakter jaki mają i są niezbyt ładne.
W przeciwieństwie do różnych bohaterek, które są nieziemsko piękne, za to charakter mają taki, jak mało kto. I całe szczęście...
Wymieniłam kase w sumie na...na duzo;)..
Nie wgłębiajmy się w zawiłe działania matematyczne...
Podwrotami(vo trudno je było nazwać drzwiami) jeszczre raz się rozejżałam.
Podwroty - specjalne łuki, pod którymi się przechodzi, kiedy się wraca.
Odrazu spostrzegłam chłopaka. Dosyc wysokiego. Ciemny blond włosy, niebieskie oczy, śloczny uśmiech. Odwrócił sie w moją stronę iuśmiechną się. Pierwszy raz w życiu widziałam go, ale wiedziałam, że jeszcze go kiedys spotkam.
A on się na pewno w niej zakocha na śmierć i życie.
Byłam pewna. Puściłam mu oko. Odwzajemnił tym samym. Pomachał mi.
Pomachajmy dzieciom specjalnej troski...
I zeszłam po schodach. W Gringocie było dosyć ciemno a tu na dworze świeciło mega słonce które mne uderzyło w dwarz swoimi promieniami.
Tym razem trenowało kankana.
Złapałam Hermę i Ginny pod ręke i ruszyłyśmy na zakupy. Chłopaki za nami. Nasze kroki skierowały się do sklepu Fred'a i Georg'a.(Obecnie wzieli urlop na przyjazd mój, Hermi i Harry'ego).
Mhm. Dzieciaki na wakacjach włóczą się, nie mając co zrobić z pieniędzmi, a bliźniacy rezygnują z interesów. Kto w to uwierzy?
-Fred...chodź tu!
I w jednej chwili pojaiwł sie kołomnie Fred.
Karkołomnie wręcz.
-Słucham? Jest pani czymś zainteresowana?
Popatrzyłam sie na niego z podniesiona jedną brwią i zaczeliśmy się śmiać.
Kate śmiała się na cały głos, trzymając brew podniesioną z podłogi.
-Co to jest??
I pokazałam mu owe udełeczko.
-To jest na upierdliwego fana.
-Czyli?
-Jeżeli masz jakiegoś fana bądź fankę który Cię wkurza i chciałabyś żeby się odczepił wysyłasz mu to.
Zapotrzebowanie jest pewnie ogromne.
Osoba ta mysli, że odwzajemniasz jej uczucie. Otwiera a na nią spada czarny proszek.
-No i?
NMie zabardzo wiedziałam o co chodzi. Co z tego że wysypuje się jaiiś proszek. jak by to miało niby zniechęcic tego upierdliwc...?
-Proszek znika, a osoba ta poprostu przestaje pamiętać, że była Twoim fanem. Poprstu lubi Cę tylko.
Nie darmo się mówi, że między dwojgiem ludzi zadziałała chemia...
-No ale w tym musi być jakiś chaczyk.
Albo podstEMp.
-Osobnik ten na jedną dobobę staje sięobrzydliwą kałamarnicą. Nie pamięta, że to od tego pudełka, ale z jego pamięci wymazuje się to iż było Twoim fanem.
Kałamarnice nie mają w zwyczaju podziwiać różowych piosenkareczek.
Podeszłam do innego regału. Ponieważ moi przyjaciele byli prefektami nic nie ku[piłam. Nie chciałam, zeby mieli jaiieś problemy. Ale napewno odwedzę ten sklep przed końcem roku. Tak żeby mnie wszyscy zapamiętali.
Mimo że pewnie chcieliby jak najszybciej zapomnieć...
-Dobra. Wiecie co? Chodźcie. Ron chciał coś kupić. Ale wiedziałam, ze nie miał kasy. Podeszłam do Freda i szepnełam mu coś na ucho. ten podszedł do Ron'a.
-Stary...chciałbyś mieć to cacko? Bierz!
Jedno słówko Kate warte jest pewnie z dziesięć galeonów...
Najpier poszliśmy kupic książki. Niespotkaliśmy tam nikogo znajomego. Potem kupiliśmy jeszcze nowe składniki do eliksirów, pióra, atramenty, kałamarze i takie tam.
Nie były ubraniami, więc nie zasługiwały na opis.
-Chłopcy...ja, Ginny i Herma musimy gdzieś wskoczyć. Spotykamy się za 1h pod lodziarnią. Oks?
-Oki.
I rodzieliliśmy się. Wiadomo gdzie poszłyśmy. Do sklepu z sukienkami.
Pewnie połowa z nich to miniówy z dekoltem.
W liście było napisane, że będzie bal pożegnalny i będą na nim klasy 6 i 7.
Albus sporo zainwestował w badania, które wykazały, że imprezy moga pozytywnie wpłynąć na wielkość przyrostu naturalnego.
Musimy kupić sobie nowe kreacje, bo przecież nie pójdziemy w kieckach z balu z okazji Tórnieju bo to buło w 4 klasie!! Ja co prawda miałam kiecki, ale Hermi jest innej budowy niż ja więdz mimo, ze miałam 3 swoje to nie mogłam jej pożyczyć.
A Hermiona tak o tym marzyła...
Wiadomo. Ginny pożycze. Zresztą ją nie stac na nowe kiecki.
Nie ma to jak dobroczynność i miłosierdzie.
Mam pomysł....Trzeba będzie troszkę pokłamać.
Przedsklepem zwróciłam się do Ginny.
-Ginny...mam dla Ciebie niespodziankę.
Jej oczy zabłysnęły.
-Jaką??
-Fred i Georg dali mi kase żebym Ci kupiła kjiecke jaką sobie wymarzysz. Oks??
Bo oni NA PEWNO woleliby powierzyć pieniądze Kate niż własnej siostrze.
W jej oczach znowu pojawił się błysk. Błysk radości i niedowierzania.
-ŻARTUJESZ?!?
-Jestem STRASZNIE poważna.
-JUCHU!! JEST! JEST!
A wydawała się taka inteligentna...
Zaczeła tańczyć dzwiny tanieć radości.
Z kim przestajesz, takim się stajesz. A Ginny przestawała z Kate...
Wpadłyśmy do sklepu. Juz kręciło się tam pare lasek. Popatrzyłam się na Ginny i Hermi i wyszeptałam tak aby tylko one mnie usłyszały.
-Do roboty lalki!
Barbie...
Zaczełam przeglądać sterty ślicznych sukienek. Od krudkich, po długie, różnego koloru, jednolite i te wzorzyste.
KrUDkie sukienki... Chyba nawet dyslektyk nie mógłby na to wpaść...
hm...jaka by tu pasowała dla Ginny...może ta...była koloruzielonego...właściwie to khaki...długa...duży dekolt...nie...nie bedzie pasować...po przewertowaniu jeszcze z 10 kiecek moim oczom ukazała się śliczna, bordowa sukienka. Z produ była pomarszczona, z tyłu wiązana. Przepasana w pasie. z ramion zwisały ładne złote łańcuszki z kryształkami koloru sukienki.
Dawno porządnego opisu stroju nie było...
Szybko przyszła. Gdy pokazałam jej to cudo po raz trzeci jej oczy zabłysł. Tym tazem porządaniem owej kreacji, radością i wariacją.
Zarządzanie kreacją? To się studiuje, aby zostać stwórcą?
Kiwnełam Hermi, ze diziemy do rpzymierzalni. Ta podeszła do nas ciekawa sukienki Ginny.
Młoda weszła do przymierzalni. Wyszła po jakiś 5 min. Gdy rozsuneła zasłonki musiałam z Hermi zbierać szczęke z podłogi.
Hermiona, niepomna przestróg rodziców, wciąż eksperymentowała z magią i zębami, aż wreszcie pozostała jej tylko mugolska sztuczna szczęka...
Ginny...kupciuszek...
*brecht*
nigdy nie zauważalny teraz będzie zauważona przez wszystkich. Po tym balu będzie zapewne obiektem westchnień przynajmniej 51 chłopaków więcej.
Znaczy się... *przelicza* Albo będą o nią walczyć młodsi od niej, albo stanie się obiektem pożądania Severusa i Albusa...
Położyłyśmy na lade kasjerce po czym poszłyśmy szukać kiecki dla Hermi...zaraz...może dla niej czarną...nie...jakąś jasną...może...tak ta będzie idealna...Wyszperałam kremową sukienkę za kolana. Obsadzonaklejnocikami w kolorze zgniłej zieleni. Miała odsłonięte plecy. Ciueniutkie, wiązane ramiączka.
Opis number two. Schematy są wszędzie.
Ta policzyła. Hermi zapłaciła za swoją a ja za Ginny. cicho...to Fred i georg zapłącili;) Oczywiście to była ściema.
Jakby się czytelnicy nie domyślili.
-Dobra laski. Jeszcze butki, biżuteria i kosmetyki.
Udałysmy się do Gerry. najlepszy sklep z takimi dodatkami w świecie czarodziejów.
To jeden z tych sklepów, o których moglibyście przysiąc, że wczoraj ich nie było?
Dla Ginny kupiłyśmy bordowe baletki które po bokach miały również takie łańcuszki jak jej sukienka. Do tego złota kolia z bordowymi klejnocikami...nie wnikałyśmy jakimi.
Czuję się niedoinformowana...
Wybrała jeszcze kilka kosmetyków. Potem wziełyśmy się za Hermi. Kupiłyśmy jej mokasynki w kolorze sukienki. Również wysadzane tymi kryształkami. Do tego srebrną kolię z zielonymi akcentami. Ona również wybrała jeszcze kilka kosmetyków.
*ziewa donośnie*
Lodziarnia była za rogiem więdz powolutku, obładowane zakupami udałysmy się na miejsce spotkania.
Chłopcy juz tam czekali. Gdy nas zobaczyli zaczeli się śmiać.
-Wiedzieliśmy, że nie będziecie obładowane już totalnie więdz kupiliśmy Wam kałamarze, atramenty, pióra i pergaminy.
Kupili je już po raz drugi. Bohaterowie fanfików mają pamięć krótszą niż złota rybka.
-O patrzcie...Mama i Tata idą.
Wszyscy się obrócili.Gdy"rodzice" nas zobaczeli również się zaczeli śmiać.
”Rodzice”? Powiedzcie jeszcze, że wszyscy młodzi Weasleyowie byli adoptowani...
...Ciemny korytarz nie ma końca...nagle słyszę:
-Kate!! pomóż mi!!
To Tom...
-TOM!! TOM!!
-hahaha...
Ten śmiech był straszny. bardziej przypominał syk węża niż smiech człowieka...
VOLDI! To na pewno Voldi chce zamordować Toma i uczynić świat lepiej brzmiącym miejscem!
-Nie uratujesz tego głupiego mugoa...
-ZOSTAW GO!! ZOSTAW!!
A z drugiej strony ozwały się głosy: „Daj mu szansę! Daj mu szansę!”
Stanełam...opuściłam głowę i szepnełam błagalnym głosem...
-zostaw...prosze....
-GŁUPIA JESTEŚ!! To mugol!! Takia czarodziejka jak Ty powinna znaleźć sobie czarodzieja...czystokrwistego....
Jak koń...
-PRZECIEŻ JESTEM SZLAMĄ!! CZEMU CIĘ OBCHODZI Z KIM JESTEM!! SŁYSZYSZ?!?
-Możesz sobie mówić...no tak...kto miał Ci powiedzieć...napewno nie ON! ten wasz
kochany dyrektorek...przyjaciel szlam i charłaków!! wasz autorytet!
Nie... Nie mówcie, że Kate też jest córcią Voldemorta... Nie...
Wyczułam w jego sykowatym głosie jakby...nutkę...strachu??? nie możliwe...przecież
to Voldemort...
-Ty się go boisz!!
-JA SIĘ NIKOGO NIE BOJĘ!!
Zawołał donośnym głosem, odpychając od siebie wizję potężnego segregatora z pozwami o alimenty.
-hmmm...zmierzasz do czegoś??
-mam propozycję...uwolnie tego wstrętnego mugola jeżeli zabijesz Potter'a lub Dumbledore'a...
Bo zwykli śmierciożercy nie dadzą sobie rady.
Moje wnetrzności zaczeły wirować...
W efekcie żołądek podszedł do gardła, a serce utknęło między żebrami.
-MÓWIĘ, ZE ICH NIE ZABIJE!!
-HAHAHA!! a więdz Twój kochany głupi mugol zginie!!
*uroczyście* Voldemorcie... Jestem z ciebie dumna.
-niee! niee!!
Nagle przedemną pojawił się Tom...cały pokrwawiony...i śpiewa...
-Rette mich...
*śmieje się niemal histerycznie* Już bardziej groteskowej sceny aŁtorka wymyślić nie mogła.
Z jego ust wydobywały się następne słowa pioenki... nie mogę do tego dopuścić...
Tak! Niech już nigdy więcej nie śpiewa!
Zaczełam biec w jego stronę...już dobiegałam...jeszcze tylko 2 metry...wyciągnełam ręcxe...Nagle mnie odrzuciło na jakieś 10 metrów...
Zdaj maturę z matematyki z aŁtorką.
Odrzyuciło mnie na dużą odległość...
-Crucio!!
przez moje ciało przeszedł niewyobrażalny ból...jakby tysiące rozgrzanych do czerwoności noży wbijało się w każdy minimetr mojego ciała...
*uśmiecha się*
Ból zniknął...leżałam na ziemi...próbowałam wstać...nie mogłam...zaczełam się czołgać do Toma...
Żeby tak wszystko mieć uporządkowane: do którego?
zaczełam płakać...moje łzy wraz z moją krwią mieszały się z jego krwią...
Mix it all together...
-Kate...nie płacz...będzie dobrze...będzie...kocham Cię Kate...zawsze Cię kochałem...
-Jeżeli tak to nadal mnie kochaj...
-tam gdzie pójdę po śmierci tez Cię będe kochał...
- dodał, świadom, że idzie do piekła...
szlopchałam coraz głośniej i żałośniej...
Aż się zapchała ze szlochu.
-nie...ja chcę Twojej miłości tu...na Ziemi...
Moim zdaniem i Mars byłby za blisko.
smuścilam wzrok na Toma...
Smutek i spuszczenie w jednym.
Otworzyłam oczy...nad moim łóżkiem stał Harry, Ron wraz z Hermioną i Ginny...
Całe zgromadzenie.
Rzuciłam się w stronę szawki nocnej pochwycając komórkę...
Jaka jest szansa, że ludzie popełniający takie błędy nie zdadzą matury? *myśli* No dobra, żadna. Zaraz wprowadzą kolejną amnestię...
wszyscy bacznie obserwowali każdy mój ruch...Wystukałam numer Toma...
pip...pip...nioe odbiera...rozłączyłam się...znalazłam numer Gustava...pip...pip...
To pipanie ewidentnie podnosi napięcie.
-LEĆ TAM POD ZNAK Z NAZWĄ TEGO MISTA...TAM LEŻY TOM...URATUJCIE GO...
Nie zdąży.
tertaz to juz płakałam i wywrzaskiwałam do słuchawki nie zrozumiałe słowa...do pokoju zleciała się rweszta Weasley'ów.
Zrobił się rwetes.
Na dworze badał akurat żęsisty, ciepły deszcz tak więdz gdyby nie to, że moja twarz wyrażała smutek i przerażenie, nie można by było poznać, ze płaczę.
Doktor deszcz.
A płakałam...strumienie słonej cieczy płyneły z moich niegdyś ślicznych, radosnych, niebieskich oczów po policzkach gdzie mieszały się z kroplami deszczu...
*zniesmaczona* Marysie nawet w takich chwilach zachowują samouwielbienie.
zamknełam oczy...widziałąm ciemność...
Cóż za niespodzianka...
-Kate!
-Fred! nie idź tam...proszę...
-Mamo...ja muszę...nie zostawie jej...
Czemu nikt nie moze zrozumieć, ze ja za nią oddam życie...czy to takie trudne??ona jest dla mnie całym światem...jak iskierka w ciemności...jak woda dla spragnionego...
*życzliwie* Fred... Lepiej pozostań przy żartach.
-Zaraz...co tam leży...matko...nie co tylko kto...
Pobiegłem cszybko to tej osoby...osoby którą była dziewczyna mojego serca...ma pani za którą będe walczył chodźbym miał umierać potem w straszliwych torturach...dziewczyna której oddałem się cały i której gdy ją zobaczyłem złożyłem śluby iż będe ją bronić...ona o tym nie wie...wiem tylko ja...
Uwielbiamy nieoczekiwane zmiany narracji, prawda? A Fredowi to tylko zbroi i rumaka brakuje...
-...nie zostawie Cię...przyżekłem sobie, ze będe Cię bronił...obiekował się Tobą...
Czy on ją uważa za interesujący obiekt?
Obudziły mnie wesołe promyczki tańczące po mojej twarzy...
Znowu?! Czy one założyły jakąś grupę tańca ludowego?
otworzyłam oczy...delikatnie...poruszyłam dłoniom...opuszkami natknełam się na czyjąś dłoń...przekręciłam głowe...obok mojego łóżka, w pokoju w którym spałam spał Fred...
Pani Weasley dała się wciągnąć w konszachty Dumbledore’a.
-Fred.,..gdzie moja komórka...
Zaczełam się szamotać w pościeli...
*patrzy podejrzliwie*
kończyłam wykręcać nr Toma...zaraz...przecież on nie może opdebrać...
Wow.
-Hej Kate...
-Gustav...co z nim...
-Kate wszystko w porządku...przeżyje...
Niech to...
-dobra...jest w krytycxznym stanie...ale z tego wyjdzie...narazie jest w śpiączce...
Tyle rozdziałów bez nikogo w szpitalu. Czytelnicy musieli być zawiedzeni.
dalszych słów nie słyszałam...telefon jak w zwolnionym tempiew upadł na podłogę...
Mając odpowiednie wyczucie dramatyzmu.
przerażenie w moich oczach...
Spojrzała w lusterko, aby upewnić się, że przerażenie na pewno jest na swoim miejscu.
-chcesz wojny?? będziwesz ją miał...
Ale że co?
-Voldemord...bedziesz ją miał...
Już ma... A nie, przepraszam, to Voldemort ma wojnę. Nie wiem, jak jest z jego bardziej morderczą wersją...
..::szpital i tajemniczy Gustav i georg::..
Przecież Georg przesiaduje u Weasleyów cały czas!
Obruciłam się na drugi bok i dotknełam ramienia...
Sianie ruty dawno już weszło w nawyk.
w jednej chwili poczułam niemiłosierny ból w tym miejscu i z tyłu głowy...całą pościel zalała się krwią...
Po chwili wykrwawiła się całkowicie.
popatrzyłam na Freda...wytrzeszczył oczy i wybiegł z pokoju. Słyszałam jak
krzyczał coś do mamy...chwile potem mama i tata wraz z całą resztą zjawili się w pokoju...gdy mnie zobaczyli mieli dokładnie takie same miny jak Fred gdy wyszedł...
*patrzy na zegarek* Czy ona nie powinna powoli tracić przytomności czy coś?
Ja tylko popatrzyłam się na nich i obróciłam się na drugi bok...wpatrywałam się w okno...podeszła do mnie mama
-Kate...chodź...jedziemy do św.Munga...dasz rade się teleportować?
-Owszem...i wybieram się do szpitala...ale nie do Munga...do szpitala w Wolfsburg'u...
I obficie ochlapując wszystko krwią, pobiegła do Toma.
Mama obróciła się i popatrzyła smutno na resztę po czym odrazu obróciła sie w moją stronę...
-Kate...Kochanie...
- Miło, że się troszczysz o swojego chłopaka - ciągnęła, - ale możesz mi powiedzieć, kto, do jasnej gruźlicy, wypierze mój dywan?!
-A co z rokiem szkonym...za kilka chwil musimy jecha na pociąg...
-Walić szkołę...Dla mnie ważniejszy jest Tom...nie żadna zasrana szkoła...
A już na pewno nie lekcje polskiego czy angielskiego.
Mama skrzywiła się gdy przeklnełam.
*zainteresowana* Chodzi o w*lić czy z*srana?
Nigdy nie odwarzyłam sie tego z robić w towarzystwie dorosłych...
Bo normalni ludzie warzą jedynie eliksiry, ostatecznie obiady.
-Mamo...przestań...jak możesz wogóle myśleć, że pojade sobie jak gdyby nigdy nic do szkoły i zacznę rok szkolny...
-Skarbie...dobrze...ale nie możesz pojechac w takim stanie do Tom'a...nie wpuszczą Cię przecież...zastanów się...
Jak tooo?! A gdzie specjalne przywileje?
Nie chce jechac do munga...za duzo czasu...czemu rany nie umieją sie same zagoic...tak bardzo tego pragnę...bardzo...bardzo...
Wiem, co będzie dalej. Po prostu wiem.
W jednej chwili w miejscach gdzie leciała mi krew poczułam delikatne ukłucia...popatrzyłam na ramię...rana...poprostu znikała...
Marysiowa supermoc.
-Mamus...odprowadź ich na dworzec...ja jade do Wolfsburg'a...
Mama poddała sie...nie miała już żadnego argumentu...
A poza tym uznała, że Kate w Niemczech jest o wiele lepsza niż Kate w jej domu.
wyprowadziła wszystkich...tylko Fred został...
-Fred...sorry...ale muszę się przebrać...
-Myślałem, ze coś się między nami zmieniło...
W sensie że od teraz będzie przebierać się przy nim?
-Kate...
-Fred...wybacz...wyjdź!!
-Kate...
-powiedziałam coś!!
To rozkaz, szeregowy Weasley!
Wystrzeliłam z łóżka i szybko sie ubrałam w pierwsze lepsze rzeczy. Jeansy, buty, skarpetki, bluzka, bluza.
Bielizna w pośpiechu jakoś jej umknęła.
włosy w niedbały kuc, torebka...przeszłam koło toaletki...popatrzyłam na lustro...może włosy opanowałam, ale podkrążone oczy i śińce był tak straszne, ze wyglądałam jak widmo...mam nadzieje, ze Tom się nie przestraszy jak się przebudzi...
Próżne nadzieje...
Gdy byłam przed furtką obróciłam się i w nastepnej chwili pojawiłam się w domu chłopaków...
Bo zapomniała sprawdzić na mapie, gdzie jest ten Wolfsburg.
to był pokój mojego Tom'a...wybiegłam szybko z niego ze łzami w oczach...poleciałam na dół...w salonie zastałam Georg'a...
-Georg!!
Podskoczył jak oparzony...popatrzył na mnie jak na wariatkę...
- Przecież niedawno się widzieliśmy! I nawet nawrzeszczałaś na mojego przybranego brata!
-Kate! Słońce co Ty tu robisz!!
-Zawieś mnie do Tom'a...plis....
Zawieś ją! Tylko weź gruby sznur...
Georg piknął na samochód i polechiał za mną gdyż już robili dla nas przejście miedzy fankami...
Nieważne kto. Służby się nigdy nie zauważa.
popatrzyłam na Georg'a...Wpatrywał się we mnie...
-Kate...strasznie wyglądasz...dobrze sie czuje??
Jak w rozmowie jasnowidzów: „Ty czujesz się dobrze, a ja?”
Georg skierował nas w prawą stronę...podszedł do pielęgniarki i szepnął jej coś...ta wstała i zaprowadziła nas pod drzwi po czym otworzyła je hipem...
Hipopotamem znaczy. Musieli je staranować.
gdy weszliśmy do oczu odrazu napłyneło mi jezioro łez...
Czy jest jeszcze jakiś akwen, którego nie wymieniła do opisu swych łez?
Uwolniłam się z uścisku Gustava i podeszłam do Bill'a...już niespał...
-Kate...słowami tego nie wyraże...uratowałaś mojego brata...jestem Ci wdzięczny...
*mruczy do siebie ze złością*
był blady...miał sine usta...rozczochrane dredy...wyglądał strasznie...
Czyli jak zwykle.
Siedziałam z nim bardzo długo...gdy dochodziła 24 Gustav ubłgał mnie żebym pojechałą do hotelu przespac się i umyć...nie chętnie wsiadłam do jego samochodu
Myć się? A po co?
Podróż mijała w ciszy chociaż Gustav próbował nawiązać jakąś rozmowe jednak ja wszystkie jego wysiłki nikczemniłam gdyż nie miałam ochoty na jaką kolwiek rozmowę...
Ach, jak ja kocham, kiedy aŁtorki tworzą nowe słowa i w dodatku nawet ich nie rozumieją...
-Gustav...
-hmm??
-powiedz...czy ja jestem odpowiednią dziewczyną dla Tom'a??
Gustav zahamował gwałtownie na czerwonym i popatrzył się na mnie jak na ufo...
- Wiesz... - zaczął powoli. - Problemem nie jest słowo „odpowiednia”. Raczej słowo „dziewczyna”...
-no czy ja i Tom...no wiesz...czy to aby napewno trafne połaczenie...
-ależ Maleńka...oczywiście, że tak...
Trafił swój na swego...
-oj Skarbie...nie myśl o tym...jesteście najśliczniejszą parą na świecie...
Na którym?
Oparłam o jego ramię głowe i zasnełam... Byłam wymęczona i strasznie śpiąca...wszystkie te zdarzenia odciskają piętno na mojej psychice...jestem delikatna i wszystko bardzo przeżywam...każde głupstwo...
Każde ziarnko grochu...
-...lepiej jej nie mów...za dużo wrażen...
-ale ja nie chce jej dłużej okłamywać...
-ale to będzie dla niej szok...
-no w sumie...teraz widzę po niej, ze jest bardzo zmęczona psychicznie...
Eufemistycznie rzecz ujmując.
I w tym momencie powoli zaczełam otwierac oczy...tak zeby wyglądało, że sie dopiero budzę...
-Ooo...nasza księżniczka się obudziła...
Ziarnko grochu nie bardzo uwierało?
-Slońce...co dzisiaj zjemy na śniadanko...
Moje oczy wędrowały to na niego to na Georga...
-Wy umiecie gotować?!?
No ba. Będzie mieć śniadanie z trzech dań.
Popatrzyłam się na nich jakby co najmniej zaproponowali mi to śniadanie w kosmosie...co
najmniej!!
A ta propozycja jest bardzo ciekawa. Sama bym jej ją podsunęła.
-ok...zjesz jednego tosta z kremem czekoladowym i wypijesz sok pomarańczowy...potem zawieźe Cię któryś z nas do Tom'a...
-Ok....jesteście bosscy...
A nawet szefowi.
-Wiemy...
i się zalotnie uśmiechneli...
*jęk* Oni też?!
Zauważyłam też że na każdym czerwonym świetle Georg obracał się i podejrzliwie patrzył na Gustava, a ten odrazu się jakoś tak się zmieszał...co jest grane...
Miłooość rooośnie wooookół nas....
-Nic do nie nie mów...dopóki nie powiesz mi o co chodzi i co mi miałeś owiedzieć rano gdyby Ci Georg nie powiedział, ze ejszcze nie teraz, nie odzywamsię do Ciebie...
Uszczęśliwiony Gustav poprzysiągł sobie, że nie puści pary z ust.
-TY NIE SPAŁAŚ! UDAWAŁAŚ! ZAGŁOŚNO ROZMAWIALISMY DLATEGO WSZYSTKO SŁYSZAŁAŚ PRZEZ DRZWI! TY UDAWACZKO!!
OCH, NIE! JAK ONA MOGŁA!
-NIE GUSTAV! PRZESTAŃ!! HAHA HAHA HAHA!! PROSZĘ!! HAHAHAHA!!ZOSAW MNIE DO HOLERY!!
Wiecie co, jednak na polskim powinni wprowadzić temat o pisowni przekleństw. Inaczej aŁtorki czerpią wiedzę, skąd się da...
Nie skutkowało...W tym momencie przywaliłam mu łokciem w rzebra i mnie puścił...
RZebra... O ja cię...
-jeszcze nie teraz...niedługo się o wszystkim dowiesz...teraz...teraz nie...zrozum...
-ok...jak będziesz chciał to wal...ok?
Te analizatorskie skojarzenia to zuo.
chłopcy wzieli mnie pod ręce i założyi okularki...ja zrobilam to samo...
Też się wzięła pod ręce.
siadłam na krzesle obok łóżka Tom'a które było zapewne Bill'a...
To krzesło było Billa, tak? Nie łóżko, na którym leżał Tom?
-Bill...nie przydasz mu się kiedy się zagłodzisz i wymeczysz...gdy Tom się obudzi będzie potrzebowałwesołego i pełnego sił brata...rozumiesz??
Bill wstał i niechętnie poszedł, by kogoś zaadoptować.
-Kurczę...nie wziełem okularków...Na dole jest pewnie pełno paparazzich...
Bo czupryny Billa nikt nie pozna...
Nagle poczułam, że Tom ścisnoł delikatnie moją ręke....
-Gustav...Tom...on...ścisnżł mi ręke...
Czy za trzecim razem aŁtorka napisałaby to poprawnie?
-wczoraj zadałam Ci tamto pytanie, bo się zastnanawiałam czy od Was nie odejść dopóki Woldemort Was wszystkich jeszcze nie pozabijał, a wrócić gdy się nie z nim rozpawimy...
Voldemort może sobie pozwolić na osobistego sobowtóra w Polsce.
-wiem...i dlatego sie nie poddam...ale boję sie, że on to moze powtórzyć...jeżeli nie na Tom'a to na któregoś z reszty zespołu...
-nie bój się...mimo, że ta perspektywa jest przerażająca nie poddamy się i nie chcemy zebyś nas opuszczała...
Perspektywa końca TH? Przerażająca?
-Dzięki Gustav...będe Was bronić wszystkimi moimi umiejętnościami...chociaż bym miała umrzeć w straszliwych mękach...kocham Was i oddam za Was swoje życie...
-Dzięki siostrzyszko...
-Slucham...?
-no nic...to znaczy...no bo...
-Gustav?
-no bo my przeciez jesteśmy prawie jak rodzeństwo...prawda??
Pani Weasley adoptowała drugiego TH-owca. Pozostali jej bracia Kaulitz.
Wieczorem przyszła pielęgniarka i popatrzyła na Tom'a po czym wyszła i wróciła z lekarzem...
Lekarz zpadał go...
Nie chcę wiedzieć, co on mu zrobił...
-mam dobrą wiadomość panienko...
No tak...to ten sam lekarz który się mną zajmował...
-znowu się spotykamy doktorze...
-Tak...jak juz mówiłem mam dobrą wiadomość...
-...że już się więcej nie spotkamy! - dokończył radośnie. - Jutro przenosimy Toma do kostnicy.
Moje oczy w tym momencie zamieniły się w pieciozłotówki...
Spadek formy jakiś. Kiedyś byłyby brylanty...
-Bill! Tom gdy pojechałeś ścisnął mi reke! ale to jest cos lepszego! Teraz moze sam oddychać...przedchwileczką lekarz, ten sam który obiekował się mną, wyjął mu to żelastwo z gardła...TOM SAM ODDYCHA!!
-JUHU! JEST! BOŻE KATE!! KOCHAM CIĘ! TO WSZYSTKO DZIĘKI TOBIE...TY DO NIEGO PRZYJECHAŁAŚ I ODRAZU ZDROWIEJE! JETEŚ CUDOWNA...
Czy jest na sali ktoś, kto jej nie sakralizuje?
-Dobra...zwijajcie się...dzisiaj ja zostaje. Ty Bill wracasz do domu...
-Ale Kate...ja byłem niedawno w domu...
-Prosze Bill...chcę z nim pobyć sama a noc jest najlepszą okazją...rozumiesz??
Gdyby nie to, że Tom wciąż jest nieprzytomny, byłabym zaniepokojona.
przebrałam się w pidżamkę i położyłam sie na łóżku które wczesniej zajmował Bill...przewracałam się z boku na bok...nie mogłam zasnąć więdz wstałam i połozyłam się obok Tom'a...przytulilam sie do niego i zasnełam...
Co się w tych szpitalach wyrabia...
Tom się obudził, jednak nie mogłam długo z nim zostać. Namówili mnie na powrót do szkoły. Mimo, iż spóźniłam się do szkoły raptem tydzień to już miałam do odrobienia górę odrobienia i gdyby nie Hermi pewnie bym z nimi nie wyrobiła.
Ale dzięki niej odrobiła odrobienie.
Jednak jestem bardzo zdolna, dobra żarcik, tzn. moja „korepetytorka” jest genialna to jakoś poszło i jestem już w stanie nadrobić zaległości.
Ale i tak wiemy, jak jest naprawdę i kto tu jest geniuszem...
Sobota, a ja jako ranny ptaszek i tak wstałam o 8. Umyłam się i postanowiłam zbudzić Hermi. Weszłam do dormitorium jednak się spóźniłam ona siedziała już na łóżku i czytała jakąś książkę.
Czy Kate ma swoje prywatne dormitorium? Nie zdziwiłoby mnie to.
Po niedługiej chwili szłyśmy już do Wielkiej Sali, tam spotkałyśmy Rona z Harrym. Ci byli tak zajęci jedzeniem, że myślałam, iż w ogóle nas nie zauważą. A jednak. Podnieśli uśmiechnięte twarze z talerzy.
*wyobraża to sobie i wybucha opętańczym śmiechem*
[I umazane sosem...]
- Cześć!- Krzyknęli jednocześnie i wrócili do jedzenia. Z Hermi spojrzałyśmy na siebie, ale żadna z nas nie wiedziała co powiedzieć.
Może... na przykład... „Cześć”?
- O widzę, że w końcu nas zauważyliście. My idziemy do biblioteki. Chcemy szybko odrobić lekcje.- wytłumaczyłam
- Oj nie przesadzajcie. Macie całą niedzielę!- zaczął Harry.
I całą noc z niedzieli na poniedziałek. Dość, żeby nawet na egzamin się nauczyć. Mam nadzieję.
W bibliotece siedziałyśmy kilka godzin, ale przynajmniej skończyłyśmy. Ponieważ w brzuchu mi już nieźle grało postanowiłyśmy iść na obiad. W Wielkiej Sali jednak nie było Harrego i Rona- dziwne, że tych dwóch nie ma na posiłku. Usiadłyśmy więc same i zabrałyśmy się do jedzenia.
Czy oni w Hogwarcie robią coś oprócz jedzenia?
W połowie obiadu do Sali przyszli zaginieni.
Lost.
- Normalne. Dobra Hermi chodźmy do Pokoju Wspólnego.- Już miałyśmy wstawać, gdzy podeszła do nas McGonaggall.
- Panno Granger i panno Overs. Pan dyrektor prosił, abyście przyszły do jego gabinetu o godz. 18,30.
Oho, tajemnicze pogawędki z dyrciem wracają na tapetę.
- Wiesz może o co chodzi?- Spytałam jej.
- Właśnie chciałam zapytać Ciebie o to samo.
- Jedyne, co nam zostało to poczekać te 2,5 godz. i wtedy się dowiemy.
- Coś mi się wydaje, że to będą bardzo długie 2 godziny.
Hermiona coś zobie nie radzi z matmą.
Pomaszerowałyśmy z Hermi do Pokoju Wspólnego Gryfonów. Po drodze, żadna z nas się nie odezwała ani słowem.Obje zajęte byłyśmy obmyślaniem powodu dla którego zostałyśmy wezwane dodyrektora. Hmmm... Ciekawe....
Co do Kate - mogę wymienić setki możliwych powodów. Ale Hermiona? Przecież zawsze tylko jej przekazywano słowa Albusa...
Różne pytania chodziły mi po głowie i pewnie rodziłyby się nastepne gdyby nie fakt iż pewna sowa uporczywie stukała swoim czarnym dziubkiem w szybę okna. Podeszłam i otworzyłam jej. Poznałam tego potaszka. To sowa Tom'a.
Mugol trzyma sowę. Coś nie teges.
W pośpiechu rozpakowałam koperte i otworzyłam list. Odrazu rozpoznałam wygibasy Tom'a.
Przysłał jej zdjęcia z gry w Twistera?
"Witaj Słonko!
[Jakieś nieważne pisanie] Dzięki Tobie z rozkapryszonego i kochaśliwego gówniarza, przemieniłem sie w stałego w uczuciach romantyka.
*wzrusz*
Dziękuje, że mnie uratowałaś chociaż dotejpory nie wiem jak to wszystko się stało. Chciałbym znów zasmakować Twych słodkich i perlistych ust których kolor był jak płatki róży na słońcu, chciałbym jeszcze raz usłyszeć Twój subtelny głos.
Perliste usta? W sensie z takich jakby granulek?
Przeczytałam jeszcze kilkakrotnie list i rozplakałam sięze szczęścia. Gdy poznałam Tom'a był naprawdę nieznośny. Dziewczynymiał na pęczki. codzień inna. Jednak nigdy żadnej nie zrobił kolacji rpzy świecach.
Oszczędzał stearynę.
Nigdy nie był taki romantyczny. Czułam, że z dnia na dzien uczucie nastolatków przeradza się w miłość dwojga dorosłych i dojżałych ludzi.
*krztusi się* Dojrzałych, tak?
Nagle moje rozmyślania wyrwała Hermi.
Z korzeniami.
-Co napisał?
Spojrzałam na nią rozmarzonym wzrokiem i podałam jej list. Przyglądałam sie z zaciekawieniem jej oczom które z coraz większym zapałem leciały po tekście.
Hermiona uwielbiała czytać cudze listy miłosne.
Oparłam się wygodniej w fotelu a moje oczy spoczeły na zegarku. I nagle serce do gardła mi stanęło.
A jak to wygląda?
-Hermi!
Wstałam krzycząc.
-Mamy 7 minut żeby znaleźć się u dyrektora!
Och, nie!
Obie nabrałyśmy takich obrotów, ze wszyscy ryfoni przyglądający się tej scenie, rykneli śmiechem.
Podobnie jak wszyscy burtowi.
Wibegłyśmy szybko po wypolerowanych na błysk,marmurowcyh, krętych schodach. Gdybyłyśmy pod himerą uświadomiłyśmy sobie, że przecież nie znamy hasła.
Dyrektor umieścił obok chimery ukrytą kamerę i z uciechą obserwuje ludzi wymyślających kolejne nazwy słodyczy.
Rzuciłyśmy sobie z Hermioną spojrzenia i odrazu zaczełyśmy sie dusić ze śmiechu. McGonagall spojrzała na nas surowym wzrokiem i odrazu się uspokoiłyśmy.
Minerwo, jak mogłaś... A było tak blisko...
-Dobry wieczór!
Powiedziałyśmy odrazu. Tak ładnie. Razem:D
Urocze.
Wskazał nam dwa fotele przed jego biórkiem. Siadłyśmy wygodnie zaś McGonagall wyszła szczelnie zamykając za soba drzwi.
I z determinacją zaczęła zalepiać wszystkie szpary...
-Moje drogie Panie... Wezwałem Was do siebie aby przedyskutowac kilka spraw. Otóż....
Cóż takiego chciał im przekazać dyrektor? Tego się już, niestety nie dowiemy. Ale możemy sobie to z łatwością dośpiewać.
Od aŁtorki: Niestety, kariera tego bloga dobiegła definitywnie do końca. To opowiadanie zawierało w sobie tyle błędów i niedociągnięć, że gdy je czytałam od początku, jeszcze raz, głowa mnie rozbolała. Ze zgrozą spoglądam na notki, gdyż słownictwo i sam styl pisania jest tragiczny.
Spostrzegawcza jest... Ale nie płaczcie, moi mili, bo...
Od aŁtorki: Ale mam też oczywiście dobrą wiadomość. Założyłam nowego bloga. On również poświęcony jest magii. Zapraszam serdecznie na www.jednak-inna.blog.onet.pl !
To by było na tyle.
Miszel (11.02.2009, 14:26)
brak www
MWAHAHAHAHA XDD
Czytałam to razem z koleżanką i musiałam jej czyścić monitor, bo cały oplułam ciastem!
Najbardziej powaliło mnie 'Rette mich' XD Wtedy po prostu nie wyrobiłam i spadłam z krzesła xDD
Goma (09.02.2009, 19:12)
brak www
Dobra analiza, tylko chyba ze trzy dni musiałam ją czytać.
Ciekawa jestem czym to się robi, że autorki zauważają u siebie błędy. Tylko pytanie, czy potem coś z tym robią? Raczej śmiem wątpić.
A. (08.02.2009, 12:50)
brak www
Mwhaha, świetna analiza ;D Fragment ze śpiewaniem Rette mich absolutnie mnie powalił, nie ma to jak aŁtorkowa wyobraźnia!
Mrohny (05.02.2009, 11:28)
brak www
"Nagle przedemną pojawił się Tom...cały pokrwawiony...i śpiewa...
-Rette mich..."
mwahahaha XD nie wiem co ze sobą począć po tym kawałku.
Co do 'udawaczki' to nie powinna tego ocenzurować? Ud*waczka? Udawa***a!