Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Tokio Potter 2/4
Tokio Potter 2/4 (22.01.2009, 19:02)
Zagadka: jakie jest ulubione miejsce akcji aŁtoreczek? Dobrze wiecie. I tym razem scen szpitalnych nie zabraknie...

Analizowała: Miss Derisive

-Gustav...jesteśmy przyjaciółmi. mozesz mi zaufać. powiedz
-No dobra...mam bal...Taki wiesz w szkole...
Zaraz, to Gustav też chodzi do Hogwartu?

-Ale teraz są wakacje
-No wiem, ale dyrekcja postanowiła, że będzie taki jakiś bal w wakacje.
*myśli o frekwencji na takim balu* Niemcy to są jednak pokręceni...

-Acha. Ale to chyba dobrze. Rozerwiesz się troszkę nie?
-Może i tak. ale ja nie mam partnerki.
Nowy pomysł na popełnienie samobójstwa dla członka TH: wyjdź na scenę i zapytaj, która chce być twoją partnerką. Głowę dam, że po dwóch minutach będziesz już uduszony.

-Not ak. ale ja chcę dziewczynę która się bedzie intresowac mną tim jakim jestem a nie moją sławą.
-Też racja. Każdy z waszego zespołów tego szukał i jak narazie tylko jeden znalazł.
-Tom to ma naprawdę szczeście, ze cię znalazł.
Jak jeż na autostradzie.

-Yhm.
-A ta Diana. przecież ona jest też ładna i inteligentna.
-Co ty. Ona się nie zgodzi.
No i mamy zapasowe partnerki dla przyjaciół, żeby nie czuli się samotni i żeby można było bez wyrzutów sumienia pominąć ich w dalszych wydarzeniach.

-Zgodzi się. Naprawdę. Kidyś, na którymś z waszych koncertów w tamtym roku powiedziała mi, ze podobasz jej się i moze nawet się w Tobie podkochuje, ale, ze pewnie ty pomyślisz, ze ona się buja w twojej sławie to nic nie mówiła ci i mi nie pozwoliła mówić.
W tym tempie wszyscy bohaterowie będą niedługo sparowani jak elektrony.

-Naprawdę? Ona mi się naprawdę podoba.I wogóle, ale...
-Nie ma żadnego ale. Dzwoń do niej i zaproś ją do nas.
-Myślisz?
-Ja to wiem na pewno.
-no dobra. Ale pomożesz mi. ja będe z nią gadał a ty mi coś podpowiesz. Oks?
TH nie potrafią myśleć ani mówić samodzielnie. Nawet fanki to przyznają.

-no dobra.
-zaraz. poczekaj. musze znaleść...Diana Reyski...Reyski...O! jest!
”Rajski”? Jak one wymyślają te nazwiska?...

-Dawaj!
Nacisną zieloną słuchawkę. on do niejdzwonił.
Na wypadek, gdybyśmy nie wiedzieli, co oznacza przycisk z zieloną słuchawką.

Widziałam ten uśmiech na jego twarzy i nadzieję w oczach. Cieszył się. Nagle jego uśmiech znikną.
-Co jest??
-ma wyłączoną komórkę.
Proza życia...

-To zadzwoń na domowy.
Genialne!

-Dzień dobry, z tej strony Gustav Wolfgang, czy zastałem może Dianę?
Cisza.
-Jest w domu?
Kiwnął mi głową przytakując.
-Cześć Diana.
Włączył na głośnik.
Bo któż z nas nie marzy o tym, aby jego prywatne rozmowy z ukochaną podsłuchiwała Kate?

Rozłączyła się. Gustac usmiechnął się i tez się rozłączył.
-no i widzisz? wiedziałam, że się uda. Musiało się udać, rozumiesz? Nie było innego wyjścia!
-Kochana jesteś! To dzięki Tobie.
Czy oni nawet nie umieją sami się umówić z dziewczyną? Antyfani TH są naprawde zbędni.

Rzucił się na mnie.
-puść mnie warjacie, bo mnie udusisz.
Puścił mnie.
-Tak. tylko w co ja się ubiorę...
Budzą się kobiece pierwiastki...

-mamy czas. Bierz samochód. Idziemy na zakupy. Wybierzemy ci coś. odrazu kupimy coś do żarełka. Oks?
-A nie jestes teraz zajęta?
-Nie. To leć po kluczyki, prawko i dowód a ja idę do mojego pokoju po torebkę.
Bo Gucio wymaga szczegółowych instrukcji, by jakoś egzystować.

Weszłam. Na wieszaku leżała trebka kooru khaki. Pasowała mi do moich bojuwek które były w tym samym kolorze i które miałąm własnie na sobie. Związałam tylko włosy.
Opisy ubioru ewoluują. Być może za parę notek osiągną wymagane standardy.

Wrzyciłam lusterko, prtfel, błyszczyk, chusteczki i telefon do niej, potem wziełam lekką kremową bluzę, nałozyłam adidasy różnież kremowe i zbiegłam na duł.
Zastanawia mnie, co oznacza owo „wrzyciłam”...

-Narazie chłopaki! Ja i gustav lecimy od sklepu! Papa. Buska Tom!
Ja też chcę busika!

-No jasne. jedziemy gustava samochodem to się zmieścisz.
-To poczekaj tylko zwiąże dredy i założe capkę.
I zrobi makijaż?

-Kate! idziesz?
-Poczekaj! Tom tez z nami jedzie.
-Dobra!
-Jestem gotowy.
-To mozemy jechać.
Teletubisie nie miały dialogów na niższym poziomie.

Ja siadłam z przodu. Tom oczywiście otworzył mi drzwi. On usiadł z tyłu. Gustav wcześniej odsunął dach więc było mu lepiej gdyż były tylko jedne drzwi pojednej stronie.
Jednodrzwiowy samochód? Cała ludzkość myślałaby przez wieki, żeby na to wpaść...

A teraz dramat psychologiczny pt. „AŁtorka i komcie”:
..::zawieszenie::..
A więc zawieszam tego bloga dopuki nie będzie pod ostatnią notką 10 komciów, bo po co ja w takim razie piszę...
..::dalsze zawieszenie::...
Zastanawiam się nad usunięciem tego bloga. powiedziałam, żenie będzie notek jeżeli nie będzie 10 komentów. dobrze...to teraz jeśeli tylu komentów nie będzie pod ostatnią notką z opowiadaniem usunę bloga.
..::w sklepie::...
Dzięki autorce bloga o Hannie Cook, Ani z bloga o Lily E i Hani z bloga haneczkatoja.blog.onet.pl postabowiłam, ze dalej będe pisać choćby nie wiem co. Dziękuje wszystkim! A teraz nocia:
Czyż to nie chwyta za serce? Nie, prawdę mówiąc nie bardzo. Nie za n-tym razem.

Gustav ruszył. Ja włączyłam samochodowy odtwarzać mp4.
Wątek science-fiction?

Potem było jeszcze kilka innych deledysków odjechanych artystów.
Deledysk=delete+teledysk. Teledyski, które należy skasować na zawsze.

Po 30 minutach dojechaliśmy do tego centrum. Gustav podjechał do okienka dla VIP-ów i dła kartę która upowazniała na parkink zamknięty.
A myślałam, że tylko ja jestem w stanie napisać „parkink”...

Zabrałam ich do nowootworzonego sklepu z markowymi ciuchami. Przeszłam cały sklep (a warto zauważyć, ż był bardzo duży) wybrałam trochę rzeczy dla Gustava i kazałam mu po kolei przymierzać kompletami. W końcu wybraliśmy. Czarne spodnie lekko ponaddzierane w niektórych miejscach, do tego czara marynarka, biały t-shert i czarne buty. do tego jeszcze nałozyłam mu czarny czadowy kapelusz. Wyglądał bosko.
Gustav zasłużył na opis godny głównej bohaterki.

Aż Tom się zrobił zazdrosny i wepchnął Gustava do przymierzalni.
*na wszelki wypadek rozgląda się za czerwonym kwadracikiem*

Podeszłam do stoiska z opaskami na nadgarstki, ramię i palce. Wziełam jedną ładną taką cielono czarną na nadgarstek i do tego na palec.
Czy ktoś będzie łaskaw mi wyjaśnić, jak wygląda cieląca się opaska?

potem przeszliśmy do czapek. Tom wziął czarną z miejscem na jakiś napis i odszedł do kspedientki.
Ewolucja czapki bez napisu. Podobnie jak książka zerowa.

Przeszłam przez sklap jeszcze raz. W sumie wziełam jeszcze czarne, szerokie dżinsy, niebieski, zielony i czerwony t-shert, czarną bluzę bluzę i jedną czarną torebkę. Przydała by się jeszcze sukienka, ale to nie w tym sklepie. podeszłam do kasy i wyłożyłał wszystko na ladę.
I kto za to teraz zapłaci? Dobra, pytanie było retoryczne. Marysie nie znają ograniczenia budżetowego.

Spojrzałam się na niego i podniosłam brwi.
Które upadły na podłogę, widząc konstrukcję „spojrzałam się”.

Jednak ja wiedziała, ze coś szykuje.
Jar Jar Binks na polonistę!

Zapłaciliśmy za wszystko kartą.
Kredytową? *widzi oczyma duszy TH i Kate staczających się w nędzę, niezdolnych do spłacenia długu*

-Chłopcy idźcie i zapakujcie rzeczy do samochodu! Ja zaraz wracam! Widząc już otwierającą się buzie Tom'a dodałam jeszcze:
-Potem podjedziemy kupić rzarełko!
Otwieram kampanię przeciw psychicznemu maltretowaniu słowników.

Wróciłam do centrum. Przeszłam na II piętro. Nogi same zaniosł mnie do mojego ulubionego sklepu z sukienkami. Zatrzymałam się przed drzwiami.
-Muszę kupić dwie góra trzy ładne sukienki. Nie szalej Kate.
Powiedziałam do siebie w myślach poczym weszłam do sklepu.
Po trzech godzinach zaniepokojeni Gustav i Tom zgłosili zaginięcie.

Prześliczna niebieska sukienka. Była za kolana z prawej strony i do kostek z lewej. Miała cieniutkie ramiaczka wykonane z jakiś kamieni.
Wraca moda jaskiniowa?

Ekspedientka podeszła do mnie. Jak by czytała w moich myślach powiedziała mi.
-Będzie pani pasować do oczu.
Czego to człowiek nie powie, żeby zarobić te parę euro...

Popatrzyłam się na nią z uśmiechem i poprosiłam żeby zdjeła tą sukienkę. Przeszłam jeszcze po sklepie. Wybrałam sobie jeszcze czarną za kolana która była cała pomarszczona.
Jak suszona śliwka.

Wyglądała ślicznie i miałam na nią ochotę.
W dalszym ciągu mówimy o sukience.

Również i tą mi zdjeła. Obróciłam się i moim oczom ukazała się śliczna sukieneczka koloru bladej zieleni. Miała tylko jedno ramię. postrzępony duł, a w pasie delikatny łańcuszek. I o tą poprosiłam.
AŁtorka nadrabia zaległości w opisach strojów.

Zerknełam na zegarek. Mineło 10 min. Poczekają jeszcze chwilkę...I w tym samym momencie w torebce odezwał się sygnał. Wyjełam komórkę. Dzwonił Tom.
-Tak??
-Gdzie ty jesteś??
Wiedziałam.

-Tom no poczekajcie chwilkę. zaraz zejdę. Idźcie coś zjeść. Muszę coś załatwić. przepraszam...Jeżeli chcecie to jhedźcie ja wrócę taksówką.
-Dobra kochanie. Poczekamy. Jak cos będziemy w restauracji ''Monsun".
Utworzonej specjalnie dla fanek Tokio Hotel. Żeby trzymać je z dala od normalnych ludzi.

Włozyłam komórkę do torebki i weszłam o pżymieżalni po kolei przymieżając sukienki.
Dwie kombinacje z czterech i ani jednej trafionej.

Wszystkie leżały na mnie jak by były specjalnie dla mnie szyte. Wziełam wszystkie.
Od razu widać, że to fikcja.

Do tej niebiesiutkiej wziełam śliczne pantofelki na lekki szpicu i z czupem o tym samym kolorze, do czarnej wziełam butki podobne do paletek które były wiązane do kolan z bardzo malutkim szpicem, a do zielonej wziełam bardzo podobne do tych niebieskich tylko, ze zielone i z łańcuszkiem takim jak na sukience.
Pantofelki z czopkiem i rakiety śnieżne - tyle odcyfrowałam.

Podałam wszystko ekspedientce i zapłaciłam kartą.
Zastanawia mnie, co ma na celu epatowanie technologią, którą i tak każdy ma w zasięgu ręki.

Wziełam od niej rachunek który mi się wyślizną z dłoni. Obróciłam się żeby go podnieść a w drzwiach zobaczyłam Tom'a.
Marysie to nawet schylać się nie muszą - to dopiero życie.

Uśmiechął się lekko. Odwzajemniłam ten uśmiech, ale mój był lekko nerwowy.Tom podzedł do mnie i szepnął mi do ucha...
-Więc to była ta ważna sprawa...
-yyy...Dla mnie tak...
The whole damn world is just as obsessed
With who’s the best dressed and who’s having sex...


-Popatrzyłam na niego, a Tom zapakował sukienki. Nszczęście opakowania były neiprzezroczyste i nie widział ich.
Jego poczucie estetyki mogłoby znacznie ucierpieć.

Jechaliśmy w milczeniu gdy pod domem Gustav przerwał to milczenie.
-Ej...Coś się stało?? - przerwał milczenie Gustav.

Gustav udając obrażonego wyłączył silnik w garażu następnie wyjmował rzeczy..Nagle stanął...
-Chciałbym przymonieć, ze nie mamy nic do jedzenia w domu.
Przymonić ci?

-Dobra, ale najpierw mi pomóżcie, bo za tragarza nie będe wam robił
Uśmiechnął się szeroko i dodał
-ŻARTOWAŁEM!!Dobra jedźcie. Ja sobie poradzę.
Dyscyplina służby utrzymana.

-Dobra. Ale gdzie lecicie??
-Po jedzenie...chyba, ze chcesz dzisiaj jeść moje jogurty 0% które i tak się już kończą, albo trawę.
Oto czym się żywią gwiazdy. I dziwić się, że połowa z nich ma anoreksję...

Powiedziałam mu z uśmiechem.
-Dobra. To jedźcie.
-Tom idź po kluczyki. Pojedziemy toją furą.
Furmanką.

-Jedziemy.
No i odjechaliśmy.
Odkrywczy Fragment Miesiąca.

Od aŁtorki: Acha. chciałam powiedzieć, że ta i 2 następne notki były już dawno napisane, ale nie miałam internetu, bo mi odcieli...
Nie wiem, kto to, ale trzymam z nimi.

..::wypadek przy pracy::..
To musi być metafora. Mary Sue i praca się nie łączą.

-Czemu nie chciałaś nam powiedzieć, ze chcesz sobie jeszcze kupić sukienkę??
-A więc to o to chodzi. Zobaczysz w swoim czasie.
Tę sprawę spowija mrok tajemnicy...

Tak naprawdę to nie wiedziałam czemu nie powiedziałam mu, ale to by podejżanie zabrzmiało.
Logika? A co to jest w ogóle?

Dojechaliśmy na miejsce. Wzieliśmy wózek. Ja brałam potrzebne rzeczy Tom brał słodycze. Oczywiście nie obyło się bez zakupienia 100 redbuli. W sumie uzbierał nam się cały koszyk.
Będą dzisiaj fruwać...

Podjechaliśmy do kasy. Gdy kasjerka liczyła nam towar jakaś laska uczepiła się Tom'a.
-Jestem twoją największą fanką. Daj mi autograf!
A blogaska piszesz?

Teraz to już wytrzeszczyłam na nią oczy i się roześmiałam.
-Zamknij się debilko.
No i przejrzała naszą Kate...

Tom popatrzył na nas, a do tej dziewczyny powiedział:
-Odejdź ode mnie. Nikt nie będzie jej obrażał. Wiesz co? Powiem Ci jedno. Jestes żałosna.
Mamy i powalające odzywki...

Ochrona wyprowadziła tą dziewczynę.
Straż! Ściąć jej głowę!

Gdy ją prowadzili do wyjścia rzuciła tylko w moją stronę:
-Zabije Cię szmato! Nie oddam Ci go bez walki. Jesteś nic nie wartą dzi***(nie będe pisać tu raczej przekleństw). Ty su** jedna.
Cenzura jako dbałość o naszą moralność. Słodkie.

Tym razem Tom nie wytrzymał. Rzuciła się na nią. A raczej chciał się rzucić. W ostatniej chwili go złapałam.
-Tom. Spokojnie. Niewarto. Kochanie uspokój się.
Błędny rycerz broni damy swego serca. Z naciskiem na „błędny”.

Zaciągnełam go spowrotem do kasy.
I znów ten tajemniczy „spowrót”. Czy to jakaś odmiana linki holowniczej?

Podałam kartę kredytową kasjerce.
A jednak kredytowa! Wystarczy, że nie spłacą w terminie, a odsetki pożrą ich wszystkie pieniądze...

Zapakowaliśmy wszystko do wuzka i odeszliśmy.
Mój słownik ma problemy egzystencjalne: pyta się, po co w ogóle istnieje.

-Tom. Nie denerwuj się.
-Przecholowała. Myslałem, ze ją uduszę.
Błędy się mnożą jak córki Voldemorta.

-Tom. Pamiętaj. Mnie to nie rusza. Niech sobie gada a ty i tak jesteś mój.
Ja tam pretensji nie zgłaszam...

-A tak wogóle to gdzie jest Bill??
-Wyszedł gdzieś. Chyba poszedł do Susi - powiedział Georg.
Jeszcze znajdziemy partnerkę Georgowi i Marysina misja uszczęśliwiania TH dobiegnie końca.

-Do kogo??
Czyżby Bill się nie zwierzył dla Tom'a??
Ortografia padła w boju. Gramatyka jeszcze walczy, ale nadzieje są zbyt nikłe...

-O której wraca??
Spytałam gdyż i tak bym się musiała ich wszystkich pozbyć z domu, żeby Gustav i Diana mieli spokój.
Odziedziczyła Plan Dumbledore’a?

Tom i Georg patrzyli na mnie z zdźwionymi minami.
Jak można zdźwić minę?

-Jeszcze nie wiem, ale muszę go gdzieś wyciągnąć. W sumie to może pójdziemy na spacer, ale taki dłuuugi, a potem...gdzie Tom pójdziemy potem??
-Nie wiem...może...
-Wiem! Georg pójdziesz z nami. Spacer też Ci się przyda. Zaproś jeszcze Carmen i spędzimy ten wieczór we czwórkę.
No to procent samotnych spadł do zera. Radujmy się.

Popatrzyłam mu w oczu.
Czymkolwiek jest ocz.

Wyrwałąm się z jego ramion, odwróciłam się na pięcie i poszłam do kuchni robić jedzenie na przyjście Diany. A przeciesz chłopakom musze też coś zrobić.
Odgrywa rolę Kopciuszka.

Nagle do kuchni wleciał Georg. Aż mnie przestraszył gdy do ucha mi powiedział:
-Carmen powiedziała, że się zgadza.
Czy oni się za każdym razem tak cieszą, jakby spotkało ich szczęście nieziemskie?

Podszkoczyłam i skaleczyłam się nożem którym właśnie kroiłam bułkę. Po ostrzu poleciała krew.
Motyw imoł.

Georg chyba tego nie zauważył, bo dalej ciągnął:
A następnie kontynuował ciągnięcie dalej.

-Kate! Sorry...ja...ja nie chciałem...daj pomogę ci!
Pierwsza pomoc! Wezwać karetkę? Czy jest na sali chirurg?

Rana była dosyć głęboka więc dużo krwi leciało.
Do skrzydła szpitalnego ją!

-Wyjmij z szawki nad kuchenką apteczkę. Tam jest manisol*, gaziki i szwy.
I przynieś pęsetę z gry „Operacja”.

On popatrzył sie na mnie jak na wariatkę.
-Szwy?? Manisol??
-Tak szwy i manisol!Manisol to jest to w niebieskiej butelecczce. Śpiesz się powoli jeżeli chcesz mi pomóc.
Inaczej ona zginie niechybnie.

Georg szybko to wyjął i wten do kuchni wszedł Tom. Popatrzył się na na nóż, krew na desce, na Georga wyjmującego apteczkę...Chwilkę go zamurowało po czym szybko do mnie podszedł.
-Kate, co ci jest?? Matko...
Może jakieś ostatnie namaszczenie?

-TOM!! Nic mi nie jest! To jest tylko zadraśnięcie. Ale wy panikujecie. Nic mi nie jest. Nie zachowujmy się jak małe dzieci.
Bohaterstwo. Ale brak sceny niesienia umierającej do skrzydła szpitalnego pod wszechmocne skrzydła pani Pomfrey bądź jej podróbki zmniejsza poziom wypaśności blogaska.

Za drzwiczek szawki odezwał się Georg...
Szafki pełne wszy. Nawet błędy nie są tak oryginalne, jakby się mogło wydawać.

-To moja wina...ja ją przestraszyłęm jak ona kroiła i sobie TO zrobiła...
TO - czyli się skaleczyła. Nie dajcie się ponieść nastrojowi.

-Dajcie spokój...zachowujecie się jakbym była małym pięcioletnim dzieckiem!
Po prostu trafnie oceniają jej dojrzałość emocjonalną.

Tom siądź będziesz mi trzymał ręke.
I wskazałam na krzesło na przeciwko tego na którym siedziałam. Siadł posłusznie.
Mój pies ma więcej charakteru.

Georg postawił wszystko na stole koło mnie. Odkręciłam manisol. Polałam nim gazik i obtarłam ranę która znajdowałą się pod małym palcem.
Instrukcja pierwszej pomocy dla nieuświadomionych.

-Tom przytrzymaj mi dłoń w ten sposób. Musi być na boku. Właśnie tak Georg rozerwij opakowanie.
Georg cały drżał.
*z nostalgią wspomina ćwiczenia na fantomie*

Rozerwał opakowanie i podał mi szew. Toma aż zamurowało.
-Kate...co ty masz zamiar zrobić??
-Nie pmagasz mi! Bądź cicho i trzymaj mi dłoń.
Wziełam od Georga szew i wbiłam delikatnie igłę w miejsce obok rany. Bolało jak nie wiem co, ale zacisnełam zęby. Musiałam to zrobić,bo inaczej Tom by się zaczą rozczulać.
Ha! Nie odkaziła igły! Teraz dostanie zakażenia i umrze ku przestrodze wszystkim dzieciom.

W sumie na ok. siedmio centymetrową ranę założyłam 7 szwuf.
AŁtorka popełniła połowę możliwych błędów w jednym wyrazie. Czekamy na kolejne rekordy.
[Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że różdżką Kate załatwiłaby to dużo szybciej i sprawniej.]


-I po krzyku...Georg. Idź na górę i się uspokój. Nic mi nie jest. Wszystko jest dobrze. Zorumiesz??
Ja nie zorumiem.

Georg ze smutkiem na twarzy powlek się na górkę. Teraz się zwróciłam do Tom'a.
-Idź mu pomóż. To twój przyjaciel. Trochę się przeją.
”Nie płacz, Georg. Jeszcze dzień, góra dwa i Kate zginie marnie.”

I poszedł za Georg'iem. Ja wziełam ręcznik papierowy i starłam blat, a deseczke wziełam nową, brudną zaś włożyłam do zmywarki razem z nożem.
Ciekawe, czy zmywarka jest w stanie doczyścić skrzepłą krew. Aż mam ochotę przeprowadzić eksperyment...

Bułke też trzeba było wyrzucić. Wyniosłam ją ptakom na taras.
Wkrótce całymi Niemcami wstrząsnęła wieść o ptakach-wampirach, które wyewoluowały w okolicy miejsca zamieszkania pewnego zespołu.

Popatrzyłam na Tom'a i Georg'a oni zaś na mnie. Podałam im kanapki. Gustav zobaczył opatrunek na mojej prawiej ręce.
-Kate! Co ci się stało??
Jeszcze on się o nią nie pomartwił.

Pizze mają przywieść o 19:15.
Przywiodą je za rękę.

Weszłam na górę do Gustava. Zapukałam do jego drzwi. PUK, PUK!
Ewidentna aluzja do „Tokio Hotel i pukanie”. Czuję się sławna.

Gustav wyglądał odjechanie. Powiedziałabym, że nawet coś mnie ukuło w sercu, ale tylkio przez chwilkę.
Potem odrzuciło dłuto.

Zarumienił się zdeczka.
Jak panienka.

Nagle w kieszenie zadzwonił mi telefon. Dzwonił Bill. Odebrałam...
-Jak randka??
-A dobrze...Kate chciałem powiedzieć, że nie wrócę na noc do domu...okey?? A tak wogóle to skąd wiesz, ze jestem na randce??
Przepływ informacji? Nie, to za proste. To na pewno telepatia albo inna supermoc.

-Nie wróci na noc do domu. Extra. Zbieraj się. Masz 5 minut, żeby dojechać do Diany domu. Jazda. Kluczyki, dowód i jazda.
A instrukcja schodzenia po schodach?

Poszłam się ubrtać cieplej i skrzyknełam chłopaków żeby to samo zrobili. Ubrałam się dosyć ponętnie. Wziełam jakąś bluzę cieplejszą gdyż wieczory są chłodne.
To ma być ten ponętny ubiór?

Tom i Georg ubrali się. Zeszliśmy na dół gdy pod dom podjechał samochód Gustava z Dianą. Wyglądała ślicznie.
-Cześć Diana!
Podleciała do mnie a ja ją uściskałam.
Marysię wszyscy znamy i kochamy...

Gdy mnie mijał szepnełam mu tylko do ucha ''poproś ją". Ten się na mnie sojżał i uśmiechnął się.
”Sojżał”? Zajeżdża mi ruszczyzną.

Od aŁtorki: Acha. Więc tłumaczę. Manisol to środek którym się obmywa ranę przed zszyciem lub przed rozcięciem rany(w przypadku operacji). Wiem, bo sama gdy miałam operację to byłam tym najperw posmarowana zanim mnie rozcielia o potem zszyli.
A ja wciąż uważam, że trzeba było przynieść różdżkę, a nie się do mugolskich środków uciekać...

..::niebezpiecznie skończony spacer z Carmen i chłopakami w obronie Bill'a::..
Spacer obronny?

Od aŁtorki: Trszkę długo nie pisałam...ale zrozumcie...nie miałam czasu...siedziałam do 3 w nocy nad lekcjami i niemogłam nic napisać. Ale teraz nocię piszę.
Czemu mam wrażenie, że aŁtorka w tej gorliwości pominęła polski?

Śmialiśmy się tak, że brzychmnie zaczą bloeć.
Z cyklu „Wolne skojarzenia”: Tonący brzydko się chwyta.

W stanie skrajnego roześmiania doszliśmy pod dom Carmen. Zadzwoniłąm do drzwi. Otworzyła Carmen.
-CZEŚĆ!!
Krzyknełam przez łzy śmiechu poczym rzuciłam się na nią.
Z morderczym błyskiem w oku.

-A wy co? Napiliście już się czegoś??
Zapytała z dziwnym uśmieszkiem Carmen.
-Nie. haha...dostaliśmy takiej fazy, że...haha... ze wszystkiego się...haha... śmiejemy...haha...
Odpowiedziałam jej przez śmiech.
- A skąd wzięliście te prochy?

-Wejdźcie. U mnie jest wolna hcata. Przed chwilką odjechali moi rodzice z Alex (młodsza siostra Carmen której b.nielubię) i wrócą dopiero za 2 dni.
-Serio?? Chłopcy to co zostajemy?? carmen a może najpier pjdziemy na spacer co??
-Też tak myśle, bo potem nie bedzie nam się chciało...
O ile w ogóle będą w stanie...

Carmen wzieła szybko bluzę jak zauważyłam tą którą przesłałma(przez Tom'a) jej na urodziny w czerwcu.
”Kochanie, załóż bluzę od cioci Kate, bądź grzeczną dziewczynką. Inaczej pani aŁtorka wyrzuci cię z opowiadania.”

Wyglądała w niej ślicznie. Pasowała jej do jej zielonych oczów.
I czarnych uszów. Od dzbanka.

Tworzyliśmy razem super paczkę. Brakuje jeszcze tylko Gustava i Billa. Może kiedyś dołączy do nas Diana, bo tej Susi jeszcze nie znam.
Susi będzie musiała najpierw wykonać dwanaście prac, aby Kate ją dopuściła do grona.

Nagle patrzę a przed nami na ławces siedzi Bill. Złapałam chłopców za rękaw i zatrzymałam się. staliśmy ok. 5m od Billa i jakiejś dziewczyny którą prawdopodobnie była ta Susi.
Billowi ostatnio pogorszył się chyba wzrok.

Nagle za Billem staną ktoś. Uniusł ręke. W mgnieniu oka podbiegłam do niego. Niestety zostałam ugodzona czymś w głowę.
Słownikiem.

oczułam straszliwy ból i mdłości.
Mdłości w oczach. Zaraz zwymiotuje ciało szkliste.

Osunełam się na ziemię. zobaczyłam tylko nad soba twarz Bill'a a potem ciemność...
*przelicza* Jeśli Mary Sue dostała w głowę, powinna leżeć w śpiączce przez dwa miesiące i piętnaście dni.

Obudziłam się w jakimś jasnym pokoju. Zmrużyłam oczy. Jestem na sali szpitalnej.
Służba zdrowia zaczyna być chyba przeciążona, skoro przynajmniej raz na tydzień trafia tam Mary Sue ze szczególną dolegliwością.

Obróciłam głowę. Obok mojego łóżka na krześle siedział Tom. Głowę oparł o moje łóżko a w ręce trzymał moją ręke. Spał. musiał czówać przy mnie.
I, oczywiście, go nie wywalili, mimo że do rodziny się na razie nie zalicza. Sława to klucz do wszystkich drzwi.

Wyglądał nat ślicznie jak spał...Nagle się brzebudził. Popatrzył się na mnie.
-KATE! Wreszcie się obudziłaś. tak się o Ciebie martwiiśmy.
I wybiegł z sali.
Do toalety. Bo siedział przy niej cały czas.

Po chwili przyszedł z lekarzm który zbadał mnie po czym wyjął rurkę z mojego gardła która podtrzymywała moj oddech.
No dobra, to ile trwała ta śpiączka?

I w tej chwili do pokoju weszli chłopcy. Na mój widok bardzo się ucieszyli. a najbardziej Bill.
Twincestowo-marysueistyczny trójkącik. Brzmi pikantnie.

-przepraszam...Ale bardzo się martwiłem. To przezemnie tu leżysz.
Moja kulpa...

-Jak długo już leżę??
-3 dni...
Łe, to słabo.

Powiedział Tom ze spuszczoną głową.
-Kate...musimy pogadać...Na osobności...
Tu popatrzył się na chłopaków.
-Tom! Gustav! Chodźcie! Tom chodź. Pozwól i pogadać.Mają oczym przeciesz.
Tom sam sobie każe wyjść. Jeszcze tylko rozdwojenia osobowości tu brakowało.

Jeszcze raz się na mnie popatrzył i wyszedł z chłopakami. Bill wzrócił na mnie wzrok.
-Dziękuje...
-Bill...za co??
-Wiesz za co...gdyby nie ty ja bym tu leżał a nie ty...
*oblewa klawiaturę łzami wzruszenia*

-Weś przestań! Myślisz, ze widząc to co ja zobaczyłam mogła bym poprostu odejść?? Jeżeli tak myslisz to się mylisz...Jesteś dla mnie jak brat. Skoczyłabym za tobą w ogień.
Tom też jest jego bratem (?), ale jakoś nie rwał się, żeby dostać w głowę.

I w tym momencie przerwało nam pukanie sowy w okno sali.
-Bill otworzysz jej??
-Yyy...tak...jasne...
Nieświadom anomalii przyrodniczej. Poziom kształcenia w niemieckich szkołach jest skandaliczny.

Ciekawe co piszę.
”Wszystko piszę z zamkniętymi oczami, żeby mieć niespodziankę przy czytaniu.”

Droga Kate!
Doszło do mnie, ze leżysz w szpitalu.
Pomińmy głupie pytania w stylu „jak Harry się o tym dowiedział?”.

Wszyscy się o Ciebie bardzo martwimy. Hermiona całą wczorajszą noc przepłakała. Zresztą tak jak Ginny.
Nie ufały niemieckiej służbie zdrowia.

Chcieliśmy do Ciebie przyjechać, ale niestety nie mogliśmy...jak będziemy u Ciebie wszystko Ci opowiemy.
Czyżby robili coś niezwiązanego z Kate? Jak mogli?!

Ron zaprosza Ciebie, Hermionę i mnie do niego. Myślę, że gdzieś na początku sierpnia pojedziemy i zostaniemy do końca roku.
Machniemy ręką na Hogwart, wyślemy państwa Weasleyów w podróż dookoła świata i codziennie będziemy urządzać imprezy.

Po przeczytaniu zrobiło mi się głupio. Przez te wszystkie wydarzenia zapominałam ciągle napisać do moim przyjaciół. Nie jestem warte ich przyjaźni...
”Ale i tak mają się ze mną przyjaźnić!”

Mówiąz to odrazu wyczułam, ze znacznie poprawił mu się chumor.
Zwiększył zachmurzenie.

Bill usmiechą się do mnie a ja odwzajemniłam ten uśmiech.
-Idź po chłopców. Dobrze??
”Bo już mam dość Tokio Hotel.”

I wyszedł po nich. Ja wygodznie połozyłam się na łóżku, twarzą w stronę okna. Głowa bolała mnie jak nie wiem co. Mytślałam, że od tego bólu zaraz umrę.
Denkenschmerz.

Obróziłam delikatnie głowę.
Dokładnie pokryła różami. Odmianą niepozbawioną kolców.

Tom siadł obok mnie na krześle. Reszta wokoło mojego łóżka. Tom podał mi papier i wieczne piuro.
Po czym stali nad nią z nożem tak długo, aż skończyła pisać testament.

Napisałam tak:
Drogi Harry!
Odpisałabym wcześniej, ale dopiero przed 1 h otworzyłam oczy pierwszy raz od tego zdarzenia.
Twój wywiad na pewno już ustalił, o jakie zdarzenie chodzi.

Chcę wam powiedzieć, że mam już chłopaka.
Możecie odetchnąć z ulgą.

Napewno se domyslacie. Chodzę z Tom'em.
Harry uniósł głowę znad czytanego listu i zwrócił się do Rona:
- Tak myślałem, że chodzi o Toma, tylko to mam chłopaka mnie zmyliło.


P.S.-Powiedz Ginny i Hermionie żeby nie płakały i ze wszystko juz jest git.
Bo prawo do odwadniania się z żalu ma tylko Mary Sue!

Odłozyłam pióro i wciągnełam się w wir rozmów z chłopakami.
-...a właśnieGustav...zgodziła sie iść na ten bal??
-Niom.
-Juchuuu!
- Jupi!
- Ano.
- Aha.
I dalej w stylu GG...


Buska for all
Busek to mi by się przydał... Bo PKP mnie najwyraźniej nie lubi.

..::Pobyt w szpitalu i wyznanie Bill'a o fałszywej Susi::..
Żeby nas nie nękała niepewność, co się stanie w tym rozdziale.

Czas upłyną na smiechu, smiesznych wspomnieniach naszego wspólnego dzieciństwa.
Spędziła z nimi dzieciństwo. Przestaję się dziwić stanowi jej psychiki.

W pewnym momencie popatrzyłam się Tom'owi w oczy. On popatrzył w moje i chumoru nam się zdeka popsuły. Oboje mysleliśmy o tym samym. O naszej kłutni. Tak niewiele brakowało z nim ni była.
Mogła też zginąć od uderzenia w głowę, ale to drobiazg. Marysiom często się zdarza.

"A moze powinnaś odejść??" W mojej głowie odezwał się złośliwy głosik. "NIE!" i wciągnełam się w dlaszy wir opowiadań.
- A pamiętacie ten straszny wypadek?
- Jaki wypadek?
- Jak postanowiliśmy założyć zespół.


Nawet nie wiemy kiedy ale mineły już 4 godz. Powinni już zmykać. Tylko jedna osoba może być ze mną w nocy. i tą osoba oczywiście jest mój kochany Tom.
Przekupił ordynatora. Blogaski obnażają problem korupcji.

Oderwał się ode mnie i uśmiechnął się. Poprawi mi poduszkę i usiadł obok mnie. Pielęgniarki były na tyle miłe, ze przyprowadzili mu łóżko które teraz stało obok mojego.
Z wdzięczności. Dzięki niemu nie musiały zajmować się Kate dłużej, niż to konieczne.

Tom złapał mnie za ręke a w tym samym momencie do pokoju weszła pielęgniarka. Niosła kroplówke dla mnie i lek dożylny.
To czym ona dostała?

Całyczas bvyłam przykłuta do łóżka
Szpilkami.
i faszerowano mnie różnymi lekami.
Na opakowaniu większości z nich widniała trupia czaszka. Nic nie pomagało...

Po chwili do sali weszła pieęgniark z lekarzem.
-Witam Kate. Jak samopoczucie? Widzę, ze na brak towarzystwa nie narzekasz.
Tu spojżał się na Tom'a.
- Raczej na nadmiar - dodał pan doktor pod nosem.

Tom i Ja uśmiechneliśmy się.
-Nie nudzę się. Już prawie zapomniałam, ze coś mi dolega.
Kroplówka to pikuś dla tró emo.

-No! Tylko tu mi nie zacznij tanczyć, bo i tak narazie sobie poleżysz. Prosiłbym cię abyć nie wstawała narazie z łóżka.
Standard.

Pozatym jesteś jeszcze b. słaba więc nawet nie próbuj wstawać bo na 99% skończy się to upadkiem.
*zastanawia się, jak zmusić Kate do wstania*

Tu wzróciła się do Tom'a...
To „wzracanie” mnie niepokoi.

-Więc dobrze. Lecę. dowidzenia młodzieżo.
- Do widzenia - odparła młodzieża. Albowiem wszyscy byli jednością.

-Gips nałożymy ci gdy będziesz wypisywana, a teraz wogóle nie ruszaj ręką. Tobrze?
Czy Tober to wielki, czarny pies, który ma jej odgryźć rękę, gdyby nią ruszyła?

W końcu, po 9 dniach wylegiwania się w szpitalnym łóżku wypisali mnie. Jakm zapowiedzieli wcześniej nałożyli gips i kołnierz na szyję.
Harry nie troszczył się o nią tyle, żeby wysłać do niej jakiegoś uzdrowiciela.

Gdy przekroczyłam prógszpitala w twarz uderzyły mnie blaski fleszy. Media wiedzą o moim wypadku...
A, to już wiadomo, skąd Harry wie. Jak zwykle - czyta Pudelka.

Podeszłam do jednego z reporterów i wytłumaczyłam wszystko gdyż tak mi poradził menager a pozatym chyba ludzie mają prawo wiedzieć o tym co mi sies tało.
Okrutnym byłoby pozbawiać ich tej informacji.

Zas Bill i Tom siedli z tyłu po moich dwuch stronach.
Przez blogaski zdarza mi się popełniać takie błędy jak ten... Ale zaraz poprawiam!

Podróż mineła nam b.miło.
XLNT.

Rozmawialiśmy o wszystkim. O mojej sowie która robiła tyle rabanu z tęsknoty do mnie że chłopcy są niepowysypiani, o kotach które ciągle mnie szukają i o Dianie i Susi.
50% tematów dotyczy bezpośrednio Kate. Przypadek?

-...Bill a jak tam Susi?
Bill'owi mina troszkę posmutniała.
-Coś nie tak??
-Okazało się, ze to tylko przygoda. Że ona ma chłopaka. poprostu chciała zobaczyć jaki jestem.
Już ma chłopaka, więc chciała spróbować czegoś innego.

Od aŁtorki: Notka zdeka kródka i beznadziejna, ale jakoś tak wyszło...
To może być gorzej?

Weszłam do domq.q Odrazu podbiegły do mnie moje koteczki.
Z dziełem Pratchetta w ręku stwierdzam, że to na pewno nie były Prawdziwe Koty.

Wziełam najpeir jednego odłożyłam i wziełam drugiego. Kochałam te kotki.
”Ubierałam je w wymyślne i niewygodne stroje i chętnie pozowałam z nimi do zdjęć.”

Poszłam na górę przywitac się z sówką. Mało mnie nie zadziubała ze szczęścia.
Tak to sobie tłumacz...

Dałam jej w dziubek ulubiony smakołym sów.
Nie udawaj! Lepiej powiedz po prostu „Dałam jej w dziób”.

Potem do pokoju Tom przyniósł moje waliski.
A może te-norki?

Ja siadłam na łóżko i patrzyłam się na niego.
-Chodź tu do mnie...
Poczuj się swobodnie...

Potem usnełam. Śnił mi się Harry i Ron.
Bliźnięta syjamskie? Again?

Potem nic nie pamiętam. Obudziłam się. Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku przykryta kocem. wstałam. Dzieny sen. Myslałam chwilę o nim. Potem do pokoju zajżał Tom.
Zapukał. Zaprosiłam go. Wszedł. Usiadł...

Geord i Bill własnie okupywali grę na na tewizorze, a Gustava gdzieś nie było.
Za to był wszędzie indziej.

Chłopcy chyba usłyszeli, że weszliśmy. Nieodwracając się powiedział:
- Wiesz, gdy cię nie było, postanowiliśmy się zespolić.

-Hej! Jak się spało w SWOIM łóżku??
To brzmi, jakby on coś sugerował.

-Bill naciśnij ten zielony przycisk na dżojstiku!
-Tom! Nie pomagaj mu, bo jeszcze ze mną wygra!
- Przecież wszyscy wiedzą, że to ty jesteś mistrzem gry w wojnę.

Zapukałam do drzwi Gustava. PUK! PUK!
- Puk, puk - dodałam, aby upewnić go, że chodzi o pukanie.

Weszłam. Gustav siedział nad książkami. Jedyny chłopak który się sumiennie i dużo uczy.
W wakacje. Kolejna pozycja do listy „Co jest nie tak z Tokio Hotel?”

-Co wkuwasz??
-Matmę.
Jeszcze nie tak dawno wyśmiałabym pomysł wkuwania matmy...

-Nie wiem. Chłopcy ci się dziwią. Po co się uczysz skoro skończyłeś szkołę.
-No niby tak, ale zamierzam iśc na studia niedłuo.
Ambitnie. Nie polonistyczne, mam nadzieję.

Na takie luźne, że tam raz na jakiś czas są wykłady. Żeby mi to zabardzo nie przeszkadzało w muzyce, bo to jest dla mnie b. ważne.
Bo wykształcenie ważne nie jest. Tak przynajmniej, jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi, uważają aŁtorki.

Wziełam czysty pergamin i piuro.
Słownik też by się przydał.

Kochana Hermiono!
Co u Ciebie słychać?? U mnie wszysto w porządku. Wreszcie jestem w domq. CZuję się coraz lepiej. Ale opowiadaj jak było na wakacjach z Wiktorem!
Kanon! AŁtorka przebiła nawet Rowling.

Pewnie w dechę, ale jakoś krótko. Tylko 2 tygodnie. Ale jak na pierwszy raz u niego wystarczy.
Niech sobie nie robi za dużo nadziei.

Mam nadzieję, że do niczego nie doszło...
Chrzciny w kwietniu.

Jutro mam koncert. Lekarz troszkę sie przeraził i nie wydał pozwolenia na niego, ale ja już postanowiłam.
Wyjdzie na scenę z gipsem i kołnierzem. Powodzenia.

Zapraszam cię na niego bardzo serdecznie. Daj mi znak czy chcesz przyjechać a ja załatwie ekstra bilety Tobie, Ron'owi i Harry'emu.
Ron i Harry nie mają prawa głosu.

Pozdrawiam cię bardzo mocno! Tęsknie za toba bardzo! Przekaż pozdrowienia dla rodziców.
Kasia
Wow, polskie imię? To trzeba gdzieś zapisać...

Złożyłam list i włożyłam do koperty. Zakleiłam następnie zaadresowałam. Potem podałam dla mojej sówki.
Gramatyka liczyła, że wyjdzie z tego bez szwanku. To był nadmiar optymizmu.

Właściwie to powinno mi tu byc najlepiej, ale czuje, że tu nie jest mój dom. On jest tam. w Londynie. W Hogwardzie.
O, to już wiemy, gdzie leży ten tajemniczy Hogward. To pewnie jakaś podrzędna knajpa na przedmieściach Londynu.

Mimo mojej kariery czyje, że teraz powinnam być pośród czarodzieji.
Ja bym ją widziała raczej pośród piranii...

Po moim policzku popłyneła łza.
Kolejna samotna uczestniczka spływu policzkowego.

W mojej głowe odezwał się głosik "Ale oni sa jeszcze dziecinni. Między innymi za to ich kocham".
Oto co fanki widzą w Tokio Hotel.

Podeszłam do komody w holu i wziełam moje teksty piosenek poc zym zeszłam do piwnicy gdzie było studio nagrań i pokój ćwiczeń który b. lubiłam.
Obok pokoju ćwiczeń, którego nb. lubiła.

Weszłam do niego, zapaliłam światło i zasiadłam do fortepianu który stał po prawej stronie. Nuty leżały porozrzucane na stoliczku obok. Niestety w moje wmieszały się chłopców.
Bo, jak wszyscy wiemy, piosenki TH to właściwie muzyka klasyczna. Można by je grać w filharmonii.

Musiałam zrobić porządek. Było tego naprawdę dużo. Zajeło mi to ok. 30 min po czym wziełam swoją ulubioną piosenkę. Spokojną i romantyczną pt. "At the moment". Najpierw rozśpiewka która zajeła mi następne 30 min.
Bohaterki żyją ze stoperem w ręku.

Potem jeszcze włączyłam musykę.
Czyli skrzyżowanie muczenia z syczeniem.

Wszystkie sprzęty były zdeka skomplikowane więdz troszkę mi to zajeło.
Ort!

Podeszłam do mokrofonu a w tym samym momencie zaczeła leciec muzyka.
Mikrofon z jakichś tajemniczych powodów był mokry. Nie wnikajmy.



Ins (24.01.2009, 14:08)
brak www
Ale szybko! I jak długo!
Mnie bardziej się pierwsza podobała. Ale i tak kwikałam na maksa!
Pozdrawiam cieplutko!

mich_won_mich (24.01.2009, 12:50)
brak www
Nie no można zejść ze śmiechu.
Jedno drzwiowy samochód ?
Umarłam

Mrohny (23.01.2009, 17:43)
brak www
Jakoś pierwsza część mnie nie wciągnęła. Teraz umierałem raz za razem z każdym błędem. SzaWki? odżizees...

Nadira (22.01.2009, 23:04)
brak www
Najbardziej powaliły mnie szwy...
W paczuszkach...

insanityinside (22.01.2009, 21:17)
brak www
Świetna analiza. Zaczynam współczuć Kaulitzom tych "fanek". Biedni.
Niektórych z tych błędów ortograficznych nie umiałabym wymyślić nawet gdybym się starała.