Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i Gadu-Gadu 2/4
HP i Gadu-Gadu 2/4 (25.12.2008, 18:59)
Mroczne pragnienia Snape’a i namiętne wysyłanie zamówień do Zonka - oto, co was dzisiaj czeka...

Analizowała: Miss Derisive

-To gdzie chcialaś iść??-spytal-Bo ja miałem zamiar iść do Sowiarni..No wiesz, Error...
404.

Wpadl jakiemuś Krukonowi do obiadu, i zaczął sie wściekać, więc obiecałem że obiore Errora, zanim wrządzi ięcej szkód- zaczął sie tłumaczyc i jakos tak poróżowiał;)
*zszokowana* Będzie obdzierał sowę ze skóry? Ron, miałam o tobie lepsze zdanie...

-Eeee...No.. tak w sumie to ja tez miałam iść do Sowiarni, żeby...wysłać list do... rodziny-powiedziałam.
Składającej się w tej chwili z Harry’ego (mieszkającego parę korytarzy od niej) i Dursleyów (którzy sów nie uznawali).

Ale miałam wyrzuty sumienia też.
Ja odczuwam chęć mordu również.

No bo oni "chcieli mnie bronić" (tak, ciekawe pred czym?? Przed złymi ksiązkami, które mogą mnie zjeść?? Wątpie;/), tak jak mi mówii, i opiekowili sie mną, ale jednak...
Nie chronili ciebie - bronili przed tobą. I temu służyło to opiekanie.

No bo, jakbyś się czuła gdybyś sie dowiedziala, że toi rzekomi "rodzice", nie są twoimi prawdziwymi rodzicami, a myślicz, że masz szanse ich w przyszłości poznać, a tu, w kilkaminut (dokladnie to 17;) dowiadujesz się, że oni nie żyją.
Czytam i czytam, a sensu jak nie ma, tak nie ma...

Jakby nie było, to troche smutne. I przykre. No ale zajmijmy sie teraźniejsza sprawą;)
Wiek dojrzewania cechują wahania nastroju. Choć co do tego dojrzewania mam pewne wątpliwości...

-Aha...-powiedział wątpliwie Ron-a czy y przypadkie nie szlaś w tamtą srtonę(pokazał), w przeciwną do Sowiarni??-usmiechnął sie i puścił mi oczko;]
”Bo ty nie znasz supermegaskrótu dla Marysiek!”

-Eee...No tak.. Bo widzisz, szłam do mojego dormiturium po pergamin i pióro. Miałam list juz na miejscu napisać.
-Aaa...to spoko. Jak chcesz, to moge ci pozyczyc pergamin i pióro;] mam przy sobie- i zrobił czarujący śmieszek:D
I uczynił chichot.

-Heh...OK;) Skoro nalegasz;)-odpowiedziałm nieco śmlelej.
Co to jest „śmlelej”? Jakieś pomysły?

Po hwili zatrzymał sie i spytal nieśmiało :
- Masz gdzieś słownik ortograficzny? Mój się gdzieś zawieruszył...

-Masz chłopaka??
No teraz to juz całkowicie wymiękłam...
Ja też...

-Nie-rzuciłam szybko
-Aha-odpowiedzial, jakby sie spytal o pogodę i ja bym mu odpowiedziała cos w stylu "No nawet ładna, ale nie polecam wychodzic"
Normalny człowiek odpowiedziałby „Wyjrzyj przez okno.”

I w tym momęcie, złapał mnie za reke...
MomĘtalnie, można rzec.

To byla cudowna chwila. Po kilku sekundach, chyba poczył, że mi sie reka poci, i żeby wyjść z tej sytuacji:
-Hmn... wiesz, czytałem kiedys przez przypadek jak się odczytuje z ręki przyszłość.- Podniósł moja reke na wyskokość brzucha i przyjrzał sie jej.
Ręka+brzuch+wyskok=?

Po chwili namysłu, powiedzial- no... to było jakos tak...-zaczął udawać że myśli, ale wiedziałam że se jaja robi.
Ale to nie na wysokości brzucha...

Zaraz po tym dotarliśmy do Sowiarni. powoli wysunęłam swoją reke z jego dłoni, ale on ja ponownie chwycił, lecz tym razem mocniej, tak żebym nie mogła jej wyrwać, i powiedział:
-wiesz co ci wróży najbliższa pzyszłość??-spytał
-Nie..-odpowiedziałam, nieco zdezorintowana
-To patrz-wyjaśnił mi
Ale wyjaśnienie...

Wczoraj nie mogłam skończyć, bo Mil się przywidzialo, że obiecywałam się wynieść z dormitorium wieczorem. Nawet się z nią nie kłociłam, bo nie watro.
A co do tego ma ognisko?

Jedynie bedzie wrzeszczeć i bym miala pozostałośći po jej kolacji na twary i ubraniu, więc nie, dzieki. Postanowilam, że pojde do Wielkiej Sali odrobić zadanie (no nie, Snape znowu się wściekł, że Hermi wszstko umiała, i nam tyle nawalil tego bagna do odrobienia;/).
Severus uznał, że Mary Sue nadają się wyłącznie do prac społecznych.

-To patrz-powiedzial Ron. Na chwilę zamkął oczy, a po chwili je otworzył i nawet nie wiedziałam kiedy to się stało. W jednej chwili stałam z reką w ręce Rona, a w drugiej byłam w jego objęciach.
Magiczne mrugnięcie.

I to nie jak wtedy, kiedy mialam się wywalić. Tak bardziej romantyczniej;)
Najbardziej najromantyczniej jak tylko możecie sobie wyobrazić w tych ciasnych, nieaŁtorkowych umysłach.

Jak się cieszę, że nie mógł zobaczyc mojej twarzy.
On pewnie też.

Czułam się jak topniejące lody.
Mokro?...

Było mi tak dobrze..Jednak po kilku sekundach odciągnął mnie kawałek od siebie i spojrzał mi głęboko w oczy. O matko. No to teraz już byłam plamą na aksamitnym sercu.
Wyprzedaż walentynkowa?

-Heh... dzięki- odpowiedziałam piskliwym glosem.
Aż szyba wypadła z okna.

Całkowicie wymiękłam. Mimo wszystko byłam pewna, że mnie nie pocałuje. Takie rzeczy zdarzają się w filmach, albo w jakichś dennych książkach.
...albo blogaskach reprezentujących nie wyższy poziom.

Na pierwszym spotkaniu (no dobra, drugim:P), od razu się całują.
A na trzecim... Dobra, pomińmy szczegóły.

Ale jednak. Te dene ksiązki czasem mają rację.
Bo na czymś się blogasie wzorować muszą.

Tak sie też stało. Zaraz po tym komplemencie niebezpiecznie blisko zbliżyl swoją twarz do mojej. Stałam jak osłupiała. Jedyne na czym się skupialam, to to co ma się zaraz zdarzyć. Zamknęłam oczy. Jego wargi dotknęły moich. Ach...
*beznamiętnie poleruje ekran*

Ale moje życie nie jest takie piękne. No przecież, nie może być. I tym razem moim "pechem" okazał się woźny Filch. W sekundzie kiedy Ron mnie pocalował, Filch wbiegł do środka i zaczął wrzeszceć.
”Dumbledore nie dostanie becikowego! Nie pozwolę na to!”

Tym razem to Ron był zdezorientowany. W sumie to ja też. Odrucjowo "odlepił" sie ode mnie i odsunął, a potem spuścił głowę i się zaczerwienił. Zrobiłam mniej więcej to samo, tylko że nie mialam już po co się odsuwać, skoro on to zrobił.
Nike dla tego tekstu to byłoby jawne niedocenienie.

-No dzieciaki, to teraz macie przechlapane. Hehehe-powiedział Filch z nuta groźby w głosie i stanowczo złym uśmieszkiem.
Uśmiech nielitościwie zdradzał, że czarodzieje nie znają protez.

-Nie kontaktować mi się tu!!-krzyknął woźny, po naszym spojrzeniu
Musieli przerwać łączność.

-Nie odzywać się!! Zaraz zawolam profesor McGonagall i profesora Snape'a. Nie ujdzie wam to na sucho. Hehehe-przerwał mi złośliwie Filch
Pewnie jakiś wspólny szlaban, jak znam blogaski.

-Powiedziałem coś!!-wrzasnał- Myslicie że nie wiem, co knujecie??!! Chcecie wysłać do Hogsmeade, do Sklepu Zonka zamówienia na łajnobomby i Fałszywe Rózdżki i takie tam rózne, żeby mi narobić roboty!! Tym razme to się wam nie uda!!- popatrzylismy po obie z Ronem, ale tym razem nie z przerażenia, tylko ze zdziwienia.
Bierzemy cegłówki i na Zonka!

-Głuchy jestes smarkaczu??!-odpowiedział. Zaraz po tym schylił się do swojej kotki, pani Norris i cos cicho powiedział, tak że zdolałam tylko wyłapać poszczególne słowa, typu "McGonagall...Snape...bachory... zamówienia... Sowiarnia...).
McGonagall, Snape i bachory?...

To wróżyło coś złego. Bo raczej z teo co mi wiadomo, nie codziennie ok 6 rano wzywano jakichkolwiek profesorów do Sowiarni.
Gdzieś zgubiłam parę godzin...

Miałam jednak nadzieję, że sprawa się wyprostuje. Zostala jeszcze tylko kwestia wymyślenia czegoś wiarygodnego, co przekonało by nauczycieli, że nic złego nie robiliśmy o 6 rano.
”My tylko... celebrowaliśmy schodzenie na śniadanie.”

Hmn... Nasuwało mi się pewne wyjaśnienie do głowy, ale żeby podzialalo, Ron też musiałby o tym wiedzieć. No ale przy naszym "kochanym panu woźnym", to było nie lada wyzwanie.
Przynajmniej Filch zachowuje jasność umysłu.

Jeśli próbowałabym mu cos powiedzieć, ale na niego spojrzeć, Filch znowu by się zaczął rzucac.
Jak ryba bez wody *kontempluje tę wizję*

Boże, czy to więzienie?? On traktuje rolę woźnego, jako strażnika najgroźniejszych przestępców w Azkabanie?? Chyba tak..
Brygada Specjalna d/s Mary Sue.

Pochwili przyszła opiekunka Gryfonów i Snape. Obydwoje byli jeszcze zaspani. Prf.
Ghn.

McGonagall patrzyla na nas jednym okiem, bo drugie najwyraźniej nie miało jeszcze ochoty na pobudkę;)
Minerwa musiała ręcznie podnosić powiekę.

Chociaż Snape, już w szacie,ale nie bardzo wiedzial o co chodzi.
*mimowolnie wyobraża sobie Snape’a w koszuli nocnej*

-Co się stało panie Filch?? -spytal nieco zaintrygowany Snape. Chyba mial wątpliwości, czy to na pewno ja cos przeskrobałan. Ale jestem pewna, że co do Rona, nie mial żadnych wątpliwości.
A ja nie mam wątpliwości, że było odwrotnie.

No przecież Ron jest z Gryffindoru, a Snape w każdej sytuacji chciałby opustoszyć Klepsydre z rubinami Gryffindoru.
No i się wydało. I pewnie dlatego tak dręczy Marysie. Chce z nich wycisnąć kryształy.

Na szczęscie była tam tez profesor McGonagall ( w sumie to był tam tylko materialnie, bo raczej jej dusza jeszcze spała no ale...;)
Gdy rozum śpi, budzą się blogaski...

No znowu musze kończyć, bo się z Hermi umówilam;]
Sam Ron jej nie wystarcza.

I dobrze, że profesor McGonagall tam była. Filch od razu chciałby nas zamknąć piwnicy ze szcurami, przykutych łańcuchami do zpleśniałej ściany, po której łażą robale, a potem jeszcze wykałaczką kazałby nam wydłubać wszystkie zanieczyszczenia z całego zamku.
Albo poprawić błędy w blogaskach. To dopiero katorżnicza praca.

Nie dzięki .Pewnie że fajnie by bylo nawet kare robić z Ronem, ale to jest przesada. Nawet gdyby mi Orlando Bloom, albo 17-sto letni Leonardo di Caprio pomagał to i tak wielkie dzięki.
Tysiącsiedemsetletni Leoś? Nie skorzystam.

No ale wróćmy do sprawy. I dobrze że była tam McGonagall;) Na szczęście już duchowo tez;)
Dusza dobiegła po kilku minutach, w pośpiechu zakładając kapcie.

Gdy tylko usłyszała "co sie wydarzyło" (opowiadał woźny, więc nie widzić sie... )od razu przywróciła władzę w oczach i w innych cześciach siebie (wewnętrznych i zewnętrznych;).
Innymi słowy, zapanowała nad menopauzą.

Oczywiście nasz kochany Filch'unio tak przedstawił sytuację:
"Ci dwoje smarkaczy, łaźiło po zamku, a potem znalazłem ich w Sowiarni jak się obściskiwali (o przepraszam, Panie Nadęty Woźny, bardzo bym chciała, ale to jednak nie było obściskiwanie) i jestem pewien że chcieli wysłać zamówienie do sklepu Zinka, żebym musiał... " bls, bla, ble..
Ron oderwał usta od warg Jessi i namiętnym szeptem spytał:
- Jessi... Czy chciałabyś...
- Tak, Ronaldzie? - zapytała cicho ona, trzepocząc rzęsami.
- Czy chciałabyś... wysłać ze mną zamówienie do Zonka?


Oczywiście opiekunka Gryfonów nie wierzyła do końca, w wersję Filch'a, ale Snape, nie koniecznie, się nie zgadzał.
Przecinki zaczęły się rozmnażać. Szkoda, że w niewłaściwych miejscach.

W końcu to Gryfon jest czemus winny. A szczegolnie że jest nim Ron (pewnie sobie mysłał "Szkoda,że nie Potter").
Ja miałam wrażenie, że Gryfoni są winni niemal zawsze.

W końcu, profesor McGonagall przerwala ekscytującą i drastyczną scenę, którą Filch własnie omawial, w ktorej miało nastapić wyslanie zamówienia.
To była kulminacyjna scena obściskiwania się.

-Dobrze panie Filch-powiedziałam McGonagall-czyli mam rozumieć, że ci dwoje uczniów chodzili po szkole o tak wczesnej porze, zeby wysłać zamowienia do sklepu Zonka, aby utrudnić panu pracę woźnego??
- Tak - pokiwał głową Filch. - Oni chcieli wysłać zamówienie do sklepu Zonka, żeby mi utrudnić pracę.
- Przepraszam, nie dosłyszałem - wtrącił Snape. - A więc oni chcieli wysłać zamówienie, żeby utrudnić panu pracę?


-A czy rozmawial pan, panie Filch wcześniej o tym z Jessi i Ronem?? Oni panu zdradzili swoje zamiary??-spytala profesorka
Na całe szczęście nie.

-Wiec-pytal ostro Snape- mozecie to jakos wyjasnic??
-Tak panie profesorze- zaczelam-bo my...-nieskonczylam bo przerwal mi Ron
-Mielismy zamiar napisac do naszych rodzin.
A co z odbieraniem Błędu... Errola znaczy? Sławna aŁtoreczkowa niepamięć?

Mialem pozyczyc Jessice (Jessice?? Co go napadlo, zeby nazywac mnie moim pelnym imieniem??) pergamin i pioro, a tamten przypadek... niechcacy sie poslizgnalem na odchodach sowy i na nia wpadlem-
...
tu spojrzal na mnie pustym wzrokiem..-i nie mielismy zamiaru nic wysylac do sklepu Zonka, zeby zamawiac łajnobomby albo Fałszywe Rozdzki. Po prostu do rodziny-skonczyl
Do Freda i George’a tak konkretnie. Po Bombonierki Lesera.

-Czy to prawda Jessico??-spytała sie profesor McGonagall (co ich ugryzlo z ta Jessica??!)
Skandal! Tak jakby nazywać Hermi Hermioną...

-Tak-powiedzialam automatycznie, miejac smutny wyraz twarzy
I chciejąc ich przekonać.

Pr. McGonagall chyba mi nie uwierzłya, tylko spojrzala na mnie badawczo. Na szczescie to przemilczala.
Ona nie miała chrapki na klejnoty Snape’a... eee, miałam na myśli szmaragdy Slytherinu.

-Ale...-zaczal Filch, chcac zebysmy chociaz jakas kare dostali za wleczenie sie po szkole "bez powodu"
Też uważam, że za wleczenie kogoś po ziemi należy się kara.

-Koniec dyskusji-przerwała mu opiekunka Rona- Nie ma powodu, zeby ich karac-powiedziala, jakby czytala w jego myslach (w tym wypadku, nie trzeba miec takiej zdolnosci.
Za to w przypadku Jessi zdobycie tej umiejętności jest zwyczajnie niemożliwe.

Wystarczy znac woznego troche czasu, a kazdy zda sobie sprawe, ze jedynymi myslami Filch'a, jest łapanie uczniow na goracych uczynkach i przystwarzanie im kar.
Filch - Naczelny Wicestwórca Hogwartu.

-Ronald, Jessico, prosze wrocic do swoich dormitoriow-tym razem skierowala sie do nas-a pan, profesorze Snape, nie odbierze punktow Gryfonom-wycedziła przez zeby jeszcze do Snape'a-a teraz marsz! Sio, do łozek!
Natychmiast idź spać, Severusku!

Wszyscy na rozkaz McGonagall sie rozeszli.
Sierżant McGonagall. I szeregowiec Snape.

Snape nie był cos rozmowny, ale to i dobrze. Chociaz jego twarz wyrazala co mysli "Teraz czy pozniej, i tak ie dopadne Weasley!! Przez ciebie i ta twoja paczke stracicie wszystkie punkty!!".
Już znalazł kupca na rubiny.

I to na tyle. Wrocilam do dormiorium, ostroznie sie wsunelam pod koldre, zeby Mil nie uslyszala, i prowalam zasnac.
Co robiła?

Jednak nie moglam. Meczylo mnie to, ze Ron spojrzal na mnie wtedy takim pustym wzrokiem. O co chodzi?? Czy on to tylko dla zabawy zrobil??
Ostatnio zabawiał się patrzeniem z ukosa i wypatrywaniem.

Po chwili dostalam Czarogram. Od Rona.
Jego słoneczko zrobiło się żółte.

No to jedna sprawa załatwiona. Tylko teraz jeszcze jedno: Harry. Jestem ciekawa, czy on wie o tym... no że jestem jego siostrą. Chyba nie.
No to teraz czeka go mały szok...

Tylko co jak to nie prawda?? Nie... no już nie wiem... Jeszcze będę musiała poszukać, żeby się upewnić. Wbrew pozorom, chciałabym żeby to była prawda.
Ale w tym pragnieniu była osamotniona.

Tylko szkoda, że on o tym nie wie... A może i dobrze?? Nie wiem... chyba na razie mu nic nie powiem.... Lepiej żeby zostało tak jak jest. Zaczynamy się przyjaźnić, a wiadomość, że ma siostrę, mogła by wszystko zaprzepaścić..
Dostałby biedak zawału i co?

Co do tego Czarogramu od Rona. Nie przypuszczałam, że cos takiego napisze. Stałam chwilę w Pokoju wspólnym, nie dowierzając.
”Wreszcie dowierzyłam.”

Czułam się jak jak płomienie w kominku, na który patrzyłam.
Gotowa pochłonąć wszystko, co jest z drewna?

Zapadłam się w pobliski fotel, tuż przy „moim odbiciu”.
W tej metaforze płaszczyzny signifiant i signifié ostatecznie straciły połączenie.

Przed oczami ciągle miałam ten fragment wiadomości „...Przepraszam za swoje zachowanie...No.. chciałbym z Tobą pogadać...”.
”Przepraszam, że cię broniłem przed McGonagall... To się więcej nie powtórzy...”

Liczyłam, że napisze cos w stylu „..Zapomnij o tym, co było, to nie warte wspomnienia. Ale jednak nie. Czyżby to jednak cos dla niego znaczyło?? Nie był obojętny wobec mnie??
Wow, zauważyła? *zapala fajerwerki*

I o czym chciał pogadać?? Bałam się. Co jeśli napisał to tylko po to, żebym się źle nie czuła, a gdy będzie odbywał ze mna rzekomo „milą pogawędkę”, powie mi prawdę. Czyli to co przypuszczałam, że mi napisze.
Tak, to na pewno to *usilnie wierzy w Rona*

Może więc lepiej się z nim nie spotkać?? Szybko mu odpisałam „Aha... A po co??”.
Ja też nie widzę sensu w rozmowie z Jessi.

Na odpowiedź musiałam nieco poczekać. Coś się z nią nie śpieszyło...
Przekroczyłaś limit transferu. Albo jest czwarta nad ranem.

Pewnie się zastanawiał, jak delikatnie ująć to, o czym ma zamiar pogadać. Jednak dostałam tylko „po prostu. Czekaj na mnie jutro, o 11:00 koło Pokoju Życzeń”.
”Znowu będziemy wysyłać zamówienie.”

Nie byłam pewna jak się zachować. A już zupełnie co napisać. Miałam pustkę w głowie.
Muszę coś dodawać?

Siedziałam tak w tym fotelu, rozmyślając, która decyzja okaże się właściwa. Był piątek. Na koniec i tak wyczerpującego dnia, miałam jeszcze jeden problem.
Filozoficzne jak Kamień.

Patrząc na palący się kominek powoli odpłynęłam w krainę snów.
Nie ma to jak spać w środku pożaru.

Następnego dnia, obudziło mnie stukanie Errora w okno.
Błędna sowa.

Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że całą noc przesiedziałam (a raczej przespałam) w Pokoju Wspólnym.
”Ze zdziwieniem ujrzałam zgliszcza i żarzące się jeszcze meble.”

Po chwili udało mi się go przekonać, żeby dał sobie odwiązać list od nóżki. Nie miałam wątpliwości, że to od Rona.
Niemożliwe. Ron wysyła list przez swoją sowę?
[A gdzie gadu-gadu? Powstał jakiś ruch oporu przeciw mugolom przejmującym kontrolę nad Hogwartem?]


Droga Jessi, Przepraszam cię za zaistniałe zdarzenie. Nie chciałem Cię urazić, uwież mi.
”Postaw mi wieżę”?

Mam nadziej, że przyjdziesz dziś na umówione miejsce.
On chce ją nadziać! On chce ją nadziać!

Kilka razy przeczytałam ten list, upewniając się że to nie jest mój wymysł. I doszłam do wniosku, że to na pewno on pisał, ponieważ był błąd ortograficzny w słowie „uwież”;)
Ja myślę, że to pomyłka freudowska.

Jednak nie byłam tam sama. Ktoś siedział i się mi przyglądał.
Publiczność jest Marysi do życia koniecznie potrzebna.

Czułam jego spojrzenie na karku. Starałam się nie okzać zdziwienia, więc spróbowałam spojrzeć kątem oka, kto to. Jednak nie obeszło sie bez obrócenia. Inaczej nie poznałabym kto to taki.
Biologiczno-fizyczne rozterki.

Wystarczyło jedno spojrzenie, by wiedzieć kto to. Od razu poznałam wysokiego blodnyna, z błękitnymi oczami.
A gdzie stal, platyna?

-Ej...nie strasz mnie więcej-powiedziałam żartobliwie- o mało zawału nie dostałam:P
Było blisko...

-Przepraszam- odpowiedział dalej patrząc sie na mnie z zainteresowaniem-Nie chciałem-jego głos brzmiał jakoś dziwnie. Zaniżony nieco.
Zgrywał macho.

-Co ty tu robisz o tej porze??- spytałam z ciekawością- i czemu się nie odezwałeś??
-No jakoś tak... Nie chciałem cię wyrywać z czynności –odpowiedział.
Nie chciał jej wyrywać? Popieram.

Coś mi tu nie pasowało. W ogóle nie przypominał mi Draco. Był smętny i jakby z niego życie uszło.
I ani trochę metalu.

Po chwili namysłu uznałam, że trzeba to sprawdzić.
-To jak??- zagadałam niezbyt rozmownego przyjaciela- idziemy tam czy nie??
-Eee...noo...-zaczął- OK., to idziemy.
No i wpadł. W pułapkę.

-No dobra, to za pół godziny na umówionym miejscu. Tylko się nie spóźnij, wiesz jak mi na tym zależy.
-Ok., już idę się przebrać. –odpowiedział niepewnie
Właśnie otrzymałam dowód, że to nie był Draco. Po pierwsze, nie miałam nic ważnego do załatwienia (no może i miałam, ale to się nie tyczyło go;). Po drugie: nigdzie się z nim nie umawiałam.
Wniosek: jeśli ktoś zachowuje się inaczej niż zwykle, na pewno ktoś się pod niego podszywa.

–No ale cóż- pomyślałam-skoro ktoś sobie ze mnie chce jaja porobić, to ja się odwdzięczę :D.
Co to, Wielkanoc?

Do półgodziny, jeszcze było troche czasu.
A do pięciu metrów jeszcze dwa.

Pomyślałam, że pewnie nie jeszcze nie wyjdzie i usiadłam w fotelu, w którym zeszłej nocy zasnęłam. Po chwili, usłyszałam niespodziewane trzaśnięcie drzwi, dobiegające z dormitorium chłopców.
Bo chłopcy zawsze cichutko zamykają za sobą drzwi...

Szybko wstałam, nie robiąc hałasu, i ukryłam się za kanapą, ponieważ nie było czasu, na przemieszczenie się do filaru.
Siedzący na kanapie Ślizgonie popatrzyli na siebie i zrobili znaczące kółka na czołach.

Miałam nadzieję, że sobie nie usiądzie na fotelu, ponieważ odkryłby moją kryjówkę.
Odkrycie na miarę wszechczasów.

Mój rzekomy „przyjaciel” prosto poszedł do wyjścia.
W sensie udawał, że jest jej „przyjacielem”?

Starając się nie ujawniać, pognałam za nim.
Z kopyta.
[Problem był tylko z tą łuną, która za nią jaśniała.]


Bez zastanowienia, czy dobrze robię podążałam za nim.
Bo uruchomienie mózgu wymagało zaniechania wszystkich pozostałych czynności.

Na szczęście było wcześnie i naprawdę niewielu uczniów było o tej porze na nogach.
Co wybitnie zwiększało szansę na niezauważenie jej.

On szedł i szedł... Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, w jaką stronę zmierzamy. Szliśmy w kierunku Pokoju Życzeń.
Co tak wszyscy do tego pokoju łażą? Lada chwila Dumbel odkryje sposób na biznes i założy tam jakiś dom publiczny czy coś...

Zbieg okoliczności?? Właśnie tak umówiłam się o 11 z Ronem (w sumie, to on liczy na to że się tam pojawię). Była 7. Jeszcze 4 godziny.
Bo gdyby była 8.30, pozostałoby jeszcze 2,5 godziny, a więc czas oczekiwania byłby krótszy o 37,5%.

Nagle przystanął. Ledwo zdążyłam się zatrzymać, tak żeby mnie nie zauważył. Zaczął drżeć.
Wibracje mu się włączyły?

Przez chwilę, bałam się że to jakis atak, np. padaczki, albo czegoś. Po chwili jednak wszystko się wyjaśniło. Wyciągnął rękę w kierunku kieszeni i wyciągnął mały flakonik.
Eliksir wibrujący? Czy czarodzieje wszystko chcą załatwiać miksturami? A może to pazerność Snape’a kazała mu produkować takie rzeczy?

W środku, nawet z tej odległości można było rozpoznać, jaka jest jego zawartość.
Jak się było we flakoniku, znaczy.

Bulgoczący, ciemno-zielony płyn zaczął parować.
Płyn był częściowo zielony, a częściowo ciemny. Tak mrocznie.

Chłopak (podejrzewam że jest to chłopak;) podniósł do ust flakonik, a następnie zażył trochę wywaru.
A może to jakaś dziewczyna, która lubi stawać się chłopakiem? Nie powinniśmy dyskutować o czyimś życiu intymnym, bo chroni je kodeks cywilny.

Po częściowym wypiciu, wzdrygnął się. Nie miałam wątpliwości, co do tego, że był to Eliksir Wielosokowy.
Marysia jest bezbłędna.

I jeszcze ten... hmmn.. jakby to ładnie ująć... niemiły odór;)
Myślałam, że odór to przyjemny jest...

To jedno jest już ustalone: to na pewno nie był mój blądwłosy przyjaciel.
Bląd.

Jeszcze kilka pytań nasuwało mi się do głowy.
Albo: przyszło mi kilka pytań.

Po kolejnych 10 minutach, zaczęło mi się nudzić, takie łażenie za nim.
Nie tylko tobie...

Do kąd on szedł??
Do kąta. Bo niegrzeczny był.

W końcu zastałam upragniony spoczynek :P
*z nadzieją* Wieczny?

Zatrzymał się przy wyjściu na błonia. Tylko po co??
Hmm... Żeby otworzyć drzwi.

Zdziwiłam się. Po chwili doszedł ktoś jeszcze. To mnie zupełnie wyprowadziło z równowagi.
A może ktoś by mnie przywrócił do równowagi...

Owy przybysz zaczął cos cicho mówić do zmienionego w Malfoy’a kolesia.
”Ów”!

Mimo że mówił cicho, zrozumiałam wszystko. Dokładnie.
To musiało wymagać ogromnego wysiłku.

Ale wolałabym to ominąć.
Ja też.

Najgorsze, że znałam tego „owego przybysza”. Właśnie dlatego chciałabym cofnąć się w czasie i i nie iść za nim.
Coś się pomieszało...

Ale tego zrobić nie mogłam. Właśnie pożałowałam, swojej ciekawości. Osobą, która doszła, był...
I tu przerywamy rozdział, trzymając czytelników w nieznośnej niepewności. Kto to mógł być? Kto doszedł?!

Nie mogłam uwierzyć własym oczom. Uszom też nie.
I nawet przy najlepszych chęciach trudno uznać jej mózg za wiarygodny.

I to jest chyba kara za śledzenie i podsłuchiwanie. Stałam za rogiem, nadsłuchując. W sumie, to praktycznie już do mnie dalsze słowa nie nie docierały..
To podsłuchiwała czy nie?

Chyba jednak, przy tych rozmyśleniach, nad usłyszanymi słowami, wydałam z siebie zbyt głośny odgłos zdumienia.
To jeden z tych kłopotliwych odgłosów...

Jak to mi mój los pisze, ONi to usłyszeli. Modliłam się, żeby nie zwrócili na to uwagi, ale moje szczęście jest odwrotne... Zaskoczeni, szybko przebiegli przez bramę i spojrzeli przez róg, za którym stałam.
Laserowym wzrokiem wypalając dziury w murze.

Tuz przede mną stanął rudowłosy 14-stolatek, z różdżką w pogotowiu.
Kolejny wiekowy starzec? Matuzalema juz dawno przebili.

Okropnie się bałam. Stałam tak, z kawałkiem drewna tuż przed nosem, z którego wydobywały się drobne iskierki, oświetlające otoczenie.
Pożyczyli byka z corridy? *ma nadzieję, że Jessi ma na sobie coś czerwonego*

-Eee...-zaczął -słuchaj Jessi...No... co prawda mieliśmy się spotkać, ale liczyłem... że tak troche później
Może tak w przyszłym stuleciu?

-Ekhem..-odchrząknął dosyć głośno "Draco"-nieżeby coś...
-Tak, tak-powiedział wolno Ron- No to... dużo słyszałaś??-rzucił mi speszone spojrzenie i podrapał się po głowie.
-Dosyć- odpowiedziałam mu takim samym wzrokiem
-To może... o tym zapomnisz??-spytał durnie i lekko się uśmiechnął
Panie magistrze, wiem, że nie zrobiłam zadania, ale może by pan o tym zapomniał?...

-Ta jasne. Jeszcze czego-pomyślałam
Amnezja na zawołanie to nie taka prosta sprawa.

-Nie wiem- odparłam wreszcie- Należą mi się wyjaśnienia...
-Wszystko ci wyjaśnię o 11, dobrze?-spytał niepewnie
Do tego czasu zdąży się bezpiecznie schować w dormitorium.

- No niech będzie...-odpowiedziałm niechętnie. Czułam do niego żal. Ładnie mówiąc. Jak on mógł?! Chyba jednak spotkam się z nim. Chciałam żeby mi wszystko wyjaśnił. W tej chwili,nawet dotarłam do stopnia nienawidzenia. Ale jescze wyższy stopień- miłość- nie dawał za wygraną.
Ten natłok uczuć mnie oszałamia.



phaha (11.08.2011, 20:57)
brak www
Klejnoty Snape'a mnie rozwaliły XD

ash (08.01.2009, 17:11)
brak www
*chwyta się za brzuch* ała ałaaa... świetna analiza, jak zawsze, aż mnie jelita rozbolały ze śmiechu ;D

A (30.12.2008, 23:07)
brak www
Czarno i straszno, bo analizatorzy są mHrOohNi i w ogóle xD
Nagłówek jest świenty, prawie się rozpłynęłam z zachwytu, gdy go pierwszy raz zobaczyłam ^^
Codziennie tu zaglądam z nadzieją na coś nowego, to już staje się moją obsesją xD Jak można tak dręczyć biednych ludzi?! ;)
Pozdrawiam

Goma (26.12.2008, 23:09)
brak www
O, mi też się podoba, tylko brakuje mi go na podstronach.
Ale ta czerń troszkę straszna jest...

Mrohny (26.12.2008, 10:32)
brak www
Podoba mi się nowy wygląd nagłówka ^__^

Goma (26.12.2008, 00:55)
brak www
Jak zwykle przecudownie, ale jedno mnie zastanawia. Te autorki robią się takie sprytne, że już NAPRAWDĘ przestaję cokolwiek rozumieć.

Klejnoty rządzą.