Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i Pudelek 4/4
HP i Pudelek 4/4 (11.12.2008, 08:13)
Zagadka: co jest gorsze od Mary Sue? Mary Sue razy trzy. Tak, tak. Przeciwnicy klonowania znajdą w dzisiejszej analizie sporo argumentów.

Analizowała: Miss Derisive

Poszliśmy do pomieszczenia, w którym było mnóstwo osób. Kilka z nich od razu zwróciło na nas uwagę i krzyknęło:
-Sissi! Jak to dobrze, że już wróciłaś ze Skrzydła Szpitalnego!
Grunt to dokładność.

-Kto to?-myślałam gorączkowo.
Przytuliłam się do Harrego, by mnie przed nimi osłonił.
Krwiożercza Hermiona, morderczy Ron...

-Hermiono zaprowadzisz ją do dormitorium?-spytał Harry jakąś dziewczynę.
-Jeszcze się pytasz?
- To będzie dla mnie zaszczut... tfu, zaszczyt!

Hermiona pokazała mi dormitorium i moje łóżko.
To była ciekawa prezentacja...

Gdy poszłam spać długa myślałam nad moją przeszłością. Po głowie krążyły mi różne nazwiska.... Voldemort..... Anna Petter....... James..... Syriusz..... Lily... Lupin.... Tonks.... Weasley....
Ja w tym zbiorze widzę cztery imiona i jednego nicka. Pseudonim znaczy się.

Wstałam szybko i zaczęłam się szykować. Nie wiem czemu, coś mnie ciągnęło do Harrego.
Zwierzęcy magnetyzm.

Gdy zeszłam na dół, Harry uśmiechnął się do mnie. Oprowadził mnie po pozostałej części zamku, a następnie poszliśmy na błonia.
No to dwa lata później...

Gdy tak siedzieliśmy, zdawało mi się że świat zatrzymał się w miejscu. Zobaczyłam siedem postaci zbliżających się do mnie. Było to siedem kobiet, które otoczyły nas.
Mafia!

-Odzyskaj to co straciłaś.-zaczęły powtarzać.
Zakręciło mi się w głowie. Wszystkie wspomnienia zaczęły napływać do mojej głowy. Po chwili wszystko ustało.
I wszystko wypłynęło z powrotem.

-Dlaczego siedzisz tu ze mną zamiast być na lekcjach?
On odwrócił mnie w swoją stronę.
-Bo cię kocham.-wyszeptał.
-Ja ciebie też.....
AŁtorki muszą odczuwać silne przypływy miłości w czasie lekcji polskiego.

Przyciągnął mnie do siebie. Sekundę później poczułam smak jego ust. Poczułam się jak w siódmym niebie. Gdy oderwaliśmy się od siebie, rzekłam:
-Harry, ja... ja już wszystko pamiętam....
Ooooooo...

Poszliśmy w stronę wieży Gryfonów. Gdy tylko weszliśmy Harry krzyknął:
-Słuchajcie! Sissi odzyskała pamięć!
-To wspaniale! Cudownie! Nareszcie! Extra!-wszyscy zaczęli krzyczeć i podbiegli do mnie.
Hura! Super! Grejt!

-Tak się cieszę że odzyskałaś pamięć.-rzekła.
-Nie ty jedna.-odparłam z uśmiechem.
Cały fanklub.

-Pewnie mam dużo zaległości, co?
- Ty? Skąd! Musiałabyś zawalić rok, żeby Hogwart miał przy tobie zaległości.

Hermiona miała rację. Wszystko nadrobiłam wciągu jednego wieczoru.
Słabo.

We środę po lekcjach zmierzaliśmy (ja, Harry, Hermi i Ron ) do Hagrida, który wczoraj wrócił z jakiejś wyprawy .
Halo? AŁtorka przypomniała sobie o książce, na podstawie której rzekomo pisze?

Gdy wyszliśmy z wieży Gryfonów szliśmy korytarzem.
Wow!

Zobaczyliśmy Malfoya. Nie przejęliśmy się tym i szliśmy dalej. Jednak, gdy go mijałam złapał mnie za ręce i przygwoździł do ściany, zanim ktokolwiek zdołał zareagować.
*życzliwie podaje Malfoyowi młotek*

Było to zaskoczeniem tak samo dla mnie jak i dla innych.
Dla mnie nie.

Malfoy przybliżył swoją twarz do mojej, chcąc mnie pocałować. Myślałam, że ta okropna chwila jest nieunikniona.. Jednak, gdy jego usta prawie dotknęły moich poczułam, że nie trzyma mnie. Dopiero wtedy zobaczyłam Malfoya leżącego na podłodze. Z wargi leciała mu krew. Obok niego stał Harry.
Szlaban mu!

-Nie wasz się tknąć mojej dziewczyny – warknął.
A nasz?

-Twojej… twojej dziewczyny – wydukał – To nie może prawda.
Nie może, a na pewno.

Malfoy pobladł jeszcze bardziej. Przez chwilę patrzył na nas, po czym się podniósł i odszedł chwiejnym krokiem.
Starając się zachować resztki godności.

Gdy zniknął z pola widzenia Ron rzekł:
-Nieźle udawaliście, Malfoy dał się nabrać.
Spojrzałam na Harrego i odparłam:
-Tak naprawdę, to nie udawaliśmy
-Że co? – Spytali jednocześnie Ron i Hermi.
Czy oni codziennie dokonują formatowania pamięci?

Po czym pocałował mnie. Ron i Hermi stali jakby ich wmurowało. He rmi pi erwsza odzyskała głos.
-No nareszcie! Już myślałam, że nigdy to nie nastąpi!
Dumbledore zaczął się rozglądać za alternatywnymi źródłami pieniędzy.

Ona i Ron zaczęli nam gratulować. Mówili „co za szczęście” itp. przez dobrych pięć minut.
Zacięli się.

Ja i Harry wybuchnęliśmy śmiechem.
-No dobra. Ale opowiadajcie jak to się dokładnie stało?
No więc tak: na początku był blog...

-O nie!-jęknął Ron.-Nie napisałem wypracowania na jutro z zielarstwa. Hermiono chodź pomożesz mi, a wy idźcie do Hagrida. Powiedzcie mu, że wpadniemy jutro.
Pociągnął Hermionę za sobą w stronę Wieży Gryfonów.
Niechcęmiećskojarzeń... No nie. Co to analizowanie robi z ludźmi.

Spojrzeliśmy na siebie i ruszyliśmy do chatki gajowego.
Zapukaliśmy do drzwi. Gdy otworzył, powitał nas gorąco i zaczął wypytywać co u nas słychać. Przekazaliśmy mu wiadomość od Rona i opowiedzieliśmy mu o wydarzeniach związanych z Malfoyem.
Wyprawa Hagrida jest tutaj nieistotna.

-Powinnaś znaleźć sobie chłopaka. To da ci spokój.-stwierdził.
Chłopak jako środek do osiągnięcia nirwany...

-Ale ja juz mam chłopaka.-odparłam z uśmiechem.
Gajowy upuścił kubek i spojrzał na Harrego ze współczuciem.
IKS DE!!!

Hagrid otworzył usta ze zdumienia, by po chwili zerwać się z miejsca i porwać w uścisk.
-Hagridzie! Puść moją dziewczynę, bo ją udusisz!
Gajowy puścił mnie.
No nie...

-Przepraszam, że tak się tak zachowałem, ale ja tak się cese..
Hagrid zaczął mówić gwarą?

Przez chwilę popłakał, po czym jeszcze trochę porozmawialiśmy. Próbowaliśmy się dowiedzieć gdzie był w czasie gdy nie było go w Hogwarcie, lecz nie chciał nam powiedzieć.
-Dowiecie się w swoim czasie.-odpowiadał na nasze pytania.
Żeby nie tracić miejsca w opku na zbędną akcję.

Dotarliśmy do Wieży Gryfonów i weszliśmy do Pokoju Wspólnego. Było tam bardzo ciemno i pusto.
Coś tu cicho. Za cicho...

Od aŁtorki: Przepraszam za ten poślizg z tym, ale nie miałam czasu. No i mam szlaban na kompa.
Rodzice aŁtorki - chwała wam!

Tytuł notki: Impreza i jej skutki
Czyli kolejna popijawa w Hogwarcie i kac.

W pokoju rozbłysło światło, rozległ się krzyk.
-GRATULACJE!!!!!!!!!!!!!!
AŁtorce skończyły się pomysły. Teraz przerabiamy wszystkie jeszcze raz.

Otoczyła nas spora grupka Gryfonów. Składali nam życzenia z okazji, tego że Harry i ja jesteśmy razem .
Każdy powód jest dobry, żeby zrobić imprezę, ale może nie przesadzajmy.

Najoryginalniej oczywiście Fred i George:
-Wszystkiego najlepszego dla Młodej Pary!!! – krzyczeli.
-Moment. – Przerwałam im – Z tego, co wiem to ja i Harry nie jesteśmy małżeństwem.
-Ale będziecie – stwierdził Fred.
Jak tylko dotrwamy do końca bloga.

-Nic się nie martw- dodał George – Zorganizujemy wam ślub.
I podróż poślubną. Okolice Plutona wam odpowiadają?

Mój chłopak porwał mnie na ręce o ruszył w kierunku kominka.
Jeśli dzieje się to, co ja myślę, to jestem za!

Usiadł na fotelu, a ja na jego kolanach.
Wtedy impreza, którą przygotowali Gryffoni rozkręciła się na dobre.
Czy mamy tu do czynienia z implikacją?...
[Skąd. Popełniasz bład logiczny post hoc ergo propter hoc.]


Nie wiem jak w tak krótkim czasie Fred i George zdążyli przygotować tyle Piwa kremowego i Ognistej Whisky.
Prywatny browar?

Ja nic nie piłam podobnie jak Harry ( w końcu jutro lekcje). Za to inni wyraźnie przesadzili z alkoholem.
Wiedziałam, ze tak będzie.

Po pewnym czasie otoczyli nas w kółku i krzyczeli:
-Gorzko! Gorzko! Gorzko!
Jak tak dalej pójdzie to pomyślę, że przegapiłam moje własne zaręczyny.
Niezły pomysł. Zaoszczędzimy masę czasu.

W końcu postanowiłam iść już spać. Gdy oznajmiłam to Harremu odparł:
-nie pójdziesz. Ja cię zaniosę.
-Ale przecież schody… - zaczęłam, ale Harry wyciągnął różdżkę i zawołał.
-Accio Błyskawica.
Zaraz, oni podobno nic nie pili...

Poleciał w kierunku dormitorium dziewcząt. Schody już stały się płaskie widocznie w powietrzu tez potrafią wychwycić geny męskie.
Niby czym? Wypustki jakieś mają?

Gdy dotarł już do drzwi objął mnie mocniej jedną ręką, a drugą otworzył drzwi i wleciał do środka. Zszedł z miotły i położył mnie na łóżku…
Oj, robi się gorąco...

-Dziękuję – odparłam- Chyba należy ci się nagroda.
Przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.
*zamyka oczy*

Harry objął,mnie później i tak zasnęliśmy, przytuleni do siebie.
*oddycha z ulgą*

Otworzyłam oczy i zobaczyłam zielone ślepia wpatrujące się we mnie z uwielbieniem.
Kupiła sobie zielonookiego psa?

-Która godzina? – spytałam z trudem.
-Dopiero wpół do siódmej. Śpij jeszcze.
-Co? Już wpół do siódmej. Musze wstać.
Musi się przecież ubrać i umalować. No i schodzenie na śniadanie wymaga odpowiedniej celebracji.

-Puść mnie!
-Nie ma mowy. No chyba, że… ze dostanę coś w zamian. Na przykład…
-No dobra – przerwałam mu i pocałowałam go.
-Ale mnie chodziło tylko o wypracowanie z transmutacji.
Ha! I wyszło szydło z worka.

-No dobra żartowałem. Jasne, ze o to mi chodziło. Pocałuj mnie jeszcze raz.
Spełniłam jego rozkaz.
- Melduję wypełnienie rozkazu, sierżancie!

Gdy mnie w końcu puścił poszłam się umyć, wzięłam szybki zimny prysznic, który od razu postawił mnie na nogi. Harry przez cały czas na mnie czekał.
Jego obecność nie przeszkadzała pozostałym lokatorkom.

Kiedy byłam już gotowa wzięłam książki i razem z Harrym chcieliśmy iść do Pokoju Wspólnego. Niestety zapomnieliśmy o jednym. O schodach. Gdy na nich stanęliśmy stały się proste i zjechaliśmy po nich.
-Nic ci nie jest? – spytał Harry gdy tylko się podniósł.
On chyba ma to pytanie w ulubionych.

Harry pomógł mi wstać i dopiero wtedy zobaczyliśmy skutki nocnej imprezy.
W pokoju Wspólnym panował bałagan i było pełno Gryfonów. Spali oni wszędzie: na podłodze, stołach, kanapie, fotelach itd.
Blogaski brutalnie uświadamiają nagą prawdę: Hogwart to wcale nie taka porządna szkoła...
[Ale wyjaśniła się Tajemnica Znikających Lokatorek.]


Udaliśmy się do Wielkiej Sali na śniadanie, przy stole Gryfonów było tylko paru uczniów z młodszych klas.
No co wy? Upijające się jedenastolatki to standard.

Za to uczniowie przy innych stołach zaczęli szeptać na nasz widok. No tak. Jak szybko te wiadomości się rozchodzą. Gdy szliśmy do stołu słyszeliśmy szepty typu
„-Słyszeliście? Oni są parą!
-Co? To niemożliwe Oni! To jakaś plotka”
- Ależ skąd! Czytałam w „Bravo Witch”!

Podeszliśmy do stołu Gryfonów. Przez cały czas trwania śniadania nadal było słychać szepty ze wszystkich stron Sali. Było to tak derywujące, że szybko zjedliśmy posiłek.
Może deprymujące? Albo deprawujące? To by tu bardziej pasowało...

-Może by im jakoś udowodnić, że jesteśmy parą? – powiedział Harry gdy zmierzaliśmy do wyjścia.
-Niby jak?
-No na przykład tak! – odparł, objął mnie i pocałował.
Iii tam. Żaden dowód. Dopóki tego nie opisze Pudelek, to nic nie znaczy.

W Sali zaległa cisza. Wszyscy patrzyli się na nas. Nawet nauczyciele przy stole. Po chwili w sali rozległy się oklaski.
Czyżby całowanie się było tak trudną do opanowania umiejętnością?

Większość osób miała miny, jakby chciała powiedzieć „No nareszcie”.
Zwłaszcza dyrektor.

Ale niektórzy byli wyraźnie niezadowoleni. Wśród tych osób był Malfoy.
Co za miągwa...

Uśmiechnąłem się, poszliśmy na lekcje. Na których było całkiem inaczej niż zwykle.
Pusto.

A wszystko przez Gryfonów. Przesadzili z balowaniem. Dziś byli nieprzytomni na lekcjach
Pewnie bolały ich głowy.
Nieee, serio?

Na lekcjach nie rozumieli, co mówili do nich nauczyciele (nawet Hermiona na nic nie znała odpowiedzi), Przez co straciliśmy dużo punktów.
Hermiona wypiła najwięcej. Cicha woda...

Gdy po lekcjach zmierzaliśmy na błonia, zatrzymała nas McGonagall i kazała iść o dyrektora.
-Ciekawe, o co chodzi,? – Zastanawiał się, Harry, gdy zmierzaliśmy w stronę chimery.
Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. O becikowe tak konkretnie.

-Może… Dobra mów hasło – powiedział Harry.
-Przecież go nie znam. Myślałam, że ty..
-Ja też nie znam. To, co robimy?
-Zostaje tylko jedno wyjście. Zgadujemy je. Cytrynowy Sorbert.
-Czekoladowe żaby
-fasolki wszystkich smaków
-Trolowy blok
-Guma Droblesa.
Dumbel jest taki przewidywalny.

-Dzień dobry Harry, Sissi. Dobrze, że przyszliście.
-Czy coś się stało? – Spytałam.
-Właśnie chcę się tego od was dowiedzieć.
”Mówcie, czy coś zaszło. I pamiętajcie: ze szczegółami!”

Profesor McGonagall powiedziała mi, że inni nauczyciele skarżą się, że dużo Gryfonów nie uważała na zajęciach, lub też nie było ich wcale.. Może wiecie, dlaczego?
Kogo to przyjmują na kierownicze stanowiska...

-No, bo wczoraj… -zaczął Harry
-Była impreza w pokoju wspólnym – dokończyłam.
-A, z jakiej okazji? Przecież nie było jeszcze żadnego meczu.
Oj, Dumbel, Dumbel, co ty wiesz o życiu?

-Nie było.. – zgodziłam się – Ale ja i Harry my…
-Jesteśmy razem. I ta impreza była dla nas – skończył Harry.
Dumbledore przypatrywał nam się przez chwilę, uśmiechnął się.
-Widzę, że w końcu wam się udało.
I zatarł ręce.

Tylko następnym razem poinformujcie mnie o jakimś przyjęciu. Chętnie bym się przyłączył.
*dziękuje Matce Borskiej, że nie zaparzyła sobie herbaty*

-Pan żartuje prawda? – spytałam
-Czy ja wyglądam na kogoś, kto by żartował? Chętnie wziąłbym udział w jakiejś zabawie, bo ostatnio są organizowane.
*przed jej oczami przelatują różne wizje Dumbledore’a na imprezach, w tym Dumbel śpiewający piosenkę o jeżu*

Wstaliśmy i mieliśmy już wyjść, gdy usłyszeliśmy.
-Mam nadzieję, że się wam ułoży.
Bardziej czytelnej aluzji już nie mógł zrobić.

-Sissi, obudź się! – krzyknął mi ktoś nad uchem.
Z trudem otworzyłam oczy. Czułam się okropnie. Byłam zmęczona. Wczoraj poszłam późno spać. A wszystko przez to wypracowanie.
Mhm... A nie przypadkiem imprezka z dyrektorem?

Zerwałam się z łóżka.
-Co?! Już jedenasta?! Zaspałam na lekcje!
-Jakie lekcje? Jest sobota! Sissi obudź się wreszcie. Przecież w takim stanie nie możesz iść do Hogsmeade!
Skacowanych nie wypuszczają z zamku?

Poszłam do łazienki i wzięłam zimny prysznic. Od razu się obudziłam. Ubrałam się. Gdy byłam gotowa zeszłam szybko do Pokoju Wspólnego. Harry nadal na mnie czekał.
Cierpliwość jest cnotą...

-Cześć Harry – powiedziałam i pocałowałam go na powitanie – Przepraszam, że musiałeś tak długo czekać, ale zaspałam. To wszystko przez to wypracowanie z numerologii.
-Nie powinnaś się tak przemęczać bo… Chwila, chwila. Czy numerologia nie jest w tym samym czasie co wróżbiarstwo? - spytał podejrzliwie Harry.
Harry! Przecież już to przerabiałeś!

Skąd on wiedział, że numerologia jest w tym samym czasie, co wróżbiarstwo?
Przecież żyje w kompletnej izolacji od pozostałych uczniów!

Podczas pobytu w Hogsmeade, Harry nie mówił zbyt wiele. Za to ja paplałam prawie przez cały czas. Nie chciałam, żeby Harry pomyślał, że jestem zdenerwowana.
Logiki brak.

Wróciliśmy do Hogwartu w milczeniu. Gdy weszliśmy do Pokoju Wspólnego Harry spytał
-Mogę zobaczyć twój plan lekcji?
-Ale, po co? Przecież mamy takie same lekcje.
-A ty mas jeszcze numerologię! – krzyknął Harry. – A Hermiona mówiła, że ma numerologię dokładnie o tej samej godzinie, co my wróżbiarstwo. No i jak to wytłumaczysz??!!
Harry totalnie zidiociał.

-Niby dlaczego miałabym ci się tłumaczyć?
-Chyba jestem twoim chłopakiem!
-Chłopakiem?! A zachowujesz się jak byś był moim stróżem!
-Skoro jesteśmy parą, nie powinniśmy mieć przed sobą tajemnic!
- Tak? To opowiedz o swoim związku z Cho...

-Pokaż plan!
-Nie!
Harry wyciągnął różdżkę. Poczułam lęk. Bałam się, że z tej złości zaatakuje mnie.
-Accio plan lekcji Sissi – usłyszałam i nim zdążyłam zareagować kawałek kartki przyleciał obok mnie.
*trwa w napięciu*

Harry szybko przejrzał mój plan i otworzył usta ze zdumienia.
-Jak tak możesz! – odezwał się po chwili zdenerwowany – Przecież ty się przemęczasz!
*żałośnie* A kto się o mnie pomartwi?

Usiadłam na łóżku. Ta rozmowa, a raczej kłótnia wyprowadziła mnie z równowagi. Spojrzałam na nasze zdjęcie, które ostatnio zrobił nam Ron. Byliśmy wtedy tacy szczęśliwi… A to szczęście rozpadło się z powodu jakiś kłamstw.
Oto jak plan lekcji może wpłynąć negatywnie na przyrost naturalny.

Ze złością cisnęłam je na podłogę. Szklana ramka rozbiła się na kawałki. Drobne fragmenty rozprysły się po podłodze. Nasza wspólną fotografię pokryły większe kawałki zniekształcając jej wygląd.
”Patrz! Jestem Picasso!”

Przeszłam ostrożnie między szkłem, z zamiarem wydobycia zdjęcia i zniszczenia go. Wyciągnęłam rękę, by je wziąć, lecz skaleczyłam się szkłem. Krew popłynęła z mojej zranionej dłoni i czerwone krople padły na fotografię.
Czerwone rubinki, masz na myśli.

Syknęłam z bólu, ale mimo tego wzięłam zdjęcie. Gdy miałam je w ręce przed oczami pojawił mi się obraz kłótni mojej i Harrego. Trwało to chyba trochę ponad sekundę. Zdawało mi się, że byliśmy starsi i nagle zrozumiałam. To była wizja kolejnej kłótni.
A obiecywali, że będą żyli długo i szczęśliwie...

Czego ja się spodziewałam po naszym związku? Powinnam się była domyślić, że nic z tego nie wyjdzie. Kiedyś dobrze się rozumieliśmy, a teraz kłócimy się od… od kiedy Harry wie, że moim ojcem jest Voldemort.
Po mojemu zaczęło się od wyzywającej szaty, ale skoro aŁtorka twierdzi inaczej...

Spojrzałam na swoją dłoń, była cała zakrwawiona.
-Skaleczyłam się.
-Pokaż.
Podałam jej rękę, a ona opatrzyła mi ranę i zabandażowała magicznym sposobem.
Mugolski polega na użyciu bandaża.

-On cały czas mi czegoś zabrania! Miesza się w nie swoje sprawy! Uważa, że za bardzo się przemęczam chodząc na wszystkie lekcje!
Zbrodnia!

-No w tym mu przyznam rację. Musiałabyś użyć jakiejś zaawansowanej magii, by wytrzymać taki nawał materiałów do nauki…
-Jesteś po jego stronie?! – krzyknęłam – Więc wynoś się stąd!
Zaawansowanej magii ci u Sissi dostatek.

Nagle poderwałam się z łóżka. „Musiałabyś użyć jakiejś zaawansowanej magii, by wytrzymać taki nawał materiałów do nauk…”. Właśnie tak zrobię.
Mówienie „A nie mówiłam?” robi się nużące. Więc nic nie powiem.

Wyciągnęłam książki z zaklęciami. Dzięki moim zdolnościom przejrzałam je szybko, lecz niestety nie znalazłam nic.
Zupełnie jak Internet.

Zaczęłam tłumaczyć runy zaklęcia., które znalazłam brzmiało:
Farges netshi arkona benti
Pamaro laderhi kostani etori kenti
Cherske minoto korato sefri
Awegi lutire kosfanto din jamefri.

Zawahałam się. Nie byłam pewna czy powinnam je wymówić.
A potrafisz chociaż?

Wypowiedziałam je.W jednej chwili poczułam jakby ktoś uderzył mnie mocno w plecy. Upadłam na kolana. W pokoju rozbłysło światło, a ból przeszywał moje ciało.
Oto do czego prowadzi nadmierna ambicja.

Od aŁtorki: Właśnie rozwijam podstonkę o głównych bohaterach, niedługo dodam streszczenie opowiadania.
Podstonka! Czyżby jakaś niższa forma rozwoju stonki? Brakujące ogniwo?

Od aŁtorki: Ostatnio zapomniałam dodać tłumaczenia zaklęcia, więc robię to teraz:
Niech siły me potroją się,
Moc ma niech większa stanie się.
Potrzeba ma wzywa was,
By więcej mocy było w nas.

Poziom poezji... No, nie obrażając dżungli...

W pokoju oprócz mnie były jeszcze dwie dziewczyny, które wyglądały zupełnie tak samo jak ja.
-Kim wy jesteście? – wyjąkałam zszokowana.
-My? – spytały równo. –Jesteśmy tobą.
Atakują klony, będą nas miliony...

-Po prostu. Wypowiedziałaś zaklęcie potrojenia mocy, więc teraz jesteśmy trzy. I będziemy tu, dopóki nie minie potrzeba, przez która nas wezwano.
-Czyli prawdopodobnie do końca twojej, a raczej naszej nauki- dodała druga z uśmiechem.
A Harry zostanie trygamistą.

-No to już chyba rozumiem – powiedziałam po pewnym czasie, nadal oniemiała.
Powiedziała oniemiała... Ogólnie rzecz biorąc, myślę, że nie.

– Jest tylko jeden problem. Tutaj może spać tylko jedna.
-Ja nie widzę problemu. Ty będziesz spała tutaj, a my w Pokoju Życzeń.
To jakaś przechowalnia?

-Ale jak stąd wyjdziecie, by was nie zauważyli?
-Eee… Jest taki jeden sposób…
-Jaki?
-Peleryna Niewidka.
Na kłopoty - magia.

Spochmurniałam na te słowa
-Odpada – rzekłam.
-A właściwie to dlaczego tak się z Harrym pokłóciłyśmy? – spytała jedna z nich.
-To on się z nami pokłócił – odparłam.
Biedaczek, będą trzy na jednego...

Wtedy rozległo się pukanie do drzwi i prawie w tym samym momencie do okna.
-Otworzę drzwi – powiedziała Sissi2.
-A ja zobaczę, co sowa przyniosła – ofiarowała się Sissi3.
-A ja? – spytałam, ale nie było żadnej reakcji.
Ty jesteś niepotrzebna.

-Przyszedł list od Hagrida – rzekła Sissi3. – Chce żebym go odwiedziła dziś o 18:00.
-Dobra potem uzgodnimy, która pójdzie.
Ta, która wyciągnie najkrótszą zapałkę.

Najdroższa Sissi!
Spotkaj się ze mną o 18:00 w lochach. Musimy porozmawiać. To dla mnie naprawdę bardzo ważne
Twój Draco
Ok, zaraz pojawi się trzecia możliwość spędzenia czasu o 18. A miała się uczyć...

-A czemu by nie? – spytała Sissi2 i dodała rozmarzonym głosem – On jest taki przystojny.
-Malfoy?! Jak on może ci się podobać?!
-Tobie też się podoba. Bo ja to ty, a ty to ja- odparła z uśmiechem.
Może to nieprawdopodobne, ale wciąż nadążam.

-Wiecie ci się dowiedziałam?
Ę?

-Mam plan jak się stąd wydostać – odparła Sissi2 – Jedna z nas się z nim pogodzi i odwróci jego uwagę, a w tym samym czasie pozostałe dwie wymkną się z dormitorium.
Powód do pogodzenia się dobry jak każdy inny.

Sissi3 podeszła cicho do Harrego i zakryła mu oczy dłońmi.
-Zgadnij kto to? – powiedziała słodkim głosem,a my zaczęłyśmy szybko iść przez Pokój Wspólny.
-Sissi? – spytał Harry – Myślałem, że jesteś na mnie wściekła.
- To była Sissi1, wersja niedorobiona.

-Co to? – spytał Harry i chciał się obejrzeć, ale Sissi3 nie pozwoliła mu na to i pocałowała go!!
To już zdrada czy jeszcze nie?

-Jak ona mogła go pocałować? – krzyknęłam oburzona – To mój chłopak!
-To NASZ chłopak. Nie zapominaj, że my to ty, więc też możemy się z nim całować.
Lol...

Pomyślałam o pokoju dla moich klonów i już po chwili ukazały się drzwi. Weszłyśmy do środka. Pokój Życzeń wyglądał jak sypialnia Gryfonów, tylko miał jeszcze kominek i po środku stał stół.
Dlaczego klony zawsze mają lepiej?

-No nawet nieźle. Chyba jakoś tu przeżyjemy – stwierdziła Sissi2, po czym dodała – Ale jestem głodna. Idę do Wielkiej Sali na kolację.
-O nie ty się stąd nie ruszasz i czekasz na tą druga Sissi. A ja pójdę do kuchni i skrzaty przyniosą wam jedzenie.
Siad!

Otworzyłam drzwi i pustka.
Czytam bloga i jabłko.

W pokoju nikogo nie było. Zaczęłam gorączkowo zastanawiać się gdzie one mogą być. Postanowiłam nie wychodzić z pokoju. Przecież, i tak istniało zagrożenie, że ktoś zobaczy moje sobowtóry razem.
Tak, niech ona tam zostanie!

Znowu zachichotała. Stawało się to coraz bardziej irytujące dla Harrego. Sissi zachowywała się całkiem inaczej niż zwykle.
A już zapomniałam o zmianach narracji...

Czarnowłosy chłopak patrzył w stronę wejścia, przez które zniknęła jeszcze jakiś czas. W jego głowie każdej sekundzie pojawiało się nowe pytanie dotyczące zachowania jego dziewczyny. „Chichoty, czułe, słodkie słówka – to do niej nie pasuje” myślał.
Zachowywała się tak od dawna. Od początku fanfika.

-Nic szczególnego.
-Chodzi o Sissi prawda?
Sprawy, które nie są związane z Sissi, tutaj po prostu nie mają racji bytu.

Harry przytaknął. Ron znał go lepiej niż inni i zauważał każde zmartwienie kumpla.
Wiemy, wiemy o tych zażyłych stosunkach...

Czarnowłosy okularnik postanowił mu zaufać i opisał mu szczegółowo zachowanie Sissi.
-A teraz poszła do Hagrida – dokończył.
-Jak to do Hagrida? Przecież widziałem jak szła w stronę lochów…
Kolejna kłótnia gotowa.

-Jesteś pewny, że to ona?- upewnił się.
-Myślisz, że nie potrafię jej rozpoznać?
Ta świetlista aura wokół niej nie pozostawia cienia wątpliwości.

-Znowu mnie okłamała. Nie ufa mi – rzekł cicho.
-Ech, stary przesadzasz. Może po prostu ma szlaban u Snape’a i nie chciała, byś się wściekał. Myślę, że powinieneś to sprawdzić.
Tak, Harry, spytaj się Snape’a, pogadacie sobie od serca...

Minął właśnie pierwszy zakręt w lochach i zatrzymał się zszokowany. Na końcu korytarza zobaczył Sissi całująca się z Malfoyem...
”Zbuntowany anioł” nie wytrzymuje konkurencji.

W jego oczach pojawiły się łzy, które szybko otarł. Nie, nie będzie przez nią płakać. Był taki naiwny sądząc, że ona go kocha. Jak mógł nie zauważać, że ona cały czas go oszukuję, że bawi się nim i że kocha Malfoya.
AŁtorka go oszukuje. Sama się przyznała.

Ponownie spojrzał na całującą się parę, która go nawet nie zauważyła. Sissi odchyliła głowę do tyłu, a Ślizgon zaczął całować ją po szyi.
Czerwony kwadracik...

Ron i Hermiona spojrzeli po sobie.
-Sissi – wyszeptała dziewczyna i oboje pomyśleli o tym samym.
Że trzeba się jej jakoś pozbyć? Nie? To przepraszam. Mnie to chodzi po głowie od samego początku.

Wiedzieli, że Harry i Sissi pewnie znów się pokłócili. Nie znali jednak powodu i nie wiedzieli, ze Harry został zraniony. Zraniony prosto w serce.
Z pominięciem skóry i żeber.

Wyszłam z Pokoju i pobiegłam w kierunku Wieży, modląc się by nikt nie zobaczył dwóch mnie.
To by mogło doprowadzić do ataku serca.

Ruszyłam w kierunku dormitorium, zmęczona tym dniem, gdy zatrzymała mnie Hermiona.
-Znów się pokłóciłaś z Harrym? – spytała.
-Ja? Skąd ci to przyszło do głowy?
Bo ostatnio nic innego nie robicie?

-Chyba masz rację. Zaraz do niego pójdę. – odparłam i poszłam do dormitorium chłopaków.
Zapukałam, odpowiedziała mi cisza, więc nacisnęłam na klamkę i weszłam. W pokoju panował półmrok, okna były zasłonięte. Mimo to zauważyłam Harrego leżącego na łóżku, podeszłam do niego.
Emo-Harry’s return.

Odwrócił głowę w moją stronę i spojrzał mi w oczy. Uśmiechnęłam się do niego. Wtedy w jego oczach dostrzegłam gniew. Zerwał się z łóżka i krzyknął:
-Ty się pytasz, co się stało?!?!?! Powinnaś wiedzieć, co się stało!
-Ale.. – zaczęłam, ale nie dokończyłam. Harry złapał mnie za rękę i wykręcił ją do tyłu.
Wiedziałam, że Sissi ma na niego zły wpływ.

Syknęłam z bólu.
-Boli cię? – warknął Harry – Ale mnie bardziej bolało, jak zobaczyłem cię całująca się z Malfoyem.
Mam mieszane uczucia...

-Tak oczywiście! Uważaj bo ci uwierzę – prychnął Harry – A z Malfoyem, czemu się całowałaś? Zapomniałaś włożyć okulary i pomyliłaś go ze mną?!?!?!
Interesująca teoria.

Popchnął mnie mocno. Uderzyłam w ścianę i upadłam na ziemię.
Jak by na to nie patrzeć, Harry zaczyna zdradzać oznaki charakteru...

-Wynoś się stąd! – wrzeszczał Harry – Żałuję że cię poznałem, Żałuję, że pokochałem! Zadajesz mi ból tak jak twój ojciec!!
Ach, te geny...

Włosy zakryły mi twarz, dzięki czemu uczniowie w Pokoju Wspólnym nie widzieli śladu po ręce Harrego. Gdy biegłam przez pokój czułam na sobie spojrzenia wszystkich. Byłam pewna, że wszystko słyszeli.
Bo nie mieli nic innego do roboty, tylko podsłuchiwać kłótnie.

Leżałam na łóżku i płakałam. Czułam się upokorzona i bezradna. Nie wiedziałam, o co Harremu chodziło, przecież ja nie całowałam się z Malfoyem.
Harry wyleczył się z idiotyzmu, to teraz przeszło go jeszcze więcej na Sissi...

Rozejrzałam się po pokoju nieprzytomnym wzrokiem. Mój wzrok zatrzymał się na liście od Malfoya. Przypomniały mi się słowa Sissi2: „On jest taki przystojny”. Ponownie wybuchłam płaczem. Zrozumiałam, że Harry widział właśnie ją! Dlaczego zawsze musze wszystko zepsuć?
Imoł...

-Sissi..- usłyszałam głos Hermiony. Ukryłam twarz w poduszce. Poczułam jak łóżko się obniża. Pewnie Hermiona usiadła obok mnie.
Ostatnio hurtowo obżerała się czekoladą.

-To prawda, że całowałaś się z Malfoyem?
-Nie! Nigdy się z nim nie całowałam – wybuchłam, nadal łkając w poduszkę. – Dlaczego on mi nie wierzy? Dlaczego nie wierzy mi, że tylko jego kocham?
Ja na przykład wolałabym wierzyć własnym oczom niż Sissi. Nawet politykom, jeśli mam być szczera.

Nagle Hermiona zamarła w bezruchy, patrząc na mój zaczerwieniony od uderzenia policzek.
-O Boże! Sissi czy on…
-Nie!- zaprzeczyłam gwałtownie spuszczając wzrok.
-On cię uderzył! Jak mógł!
Damski bokser.

-To był wypadek – odparłam cicho.
”Upadłam właśnie na mój przycisk do papieru w kształcie ręki i...”

Hermiona usiadła obok mnie i przytuliła.
-Ty go jeszcze bronisz – stwierdziła i dodała- Wy się kochacie, wasza miłość zwycięży wszystko!
Zapyliście...

Spojrzałam nią zapłakanymi oczami i odparłam:
-Ja już nie wierzę w potęgę miłości…
Bardziej pompatycznie już być nie może...

Ciemne chmury zebrały się nad moim życiem i zasłoniły mi słońce. Nadeszła burza, która sama rozpętałam i która mnie niszczy. A wszystko przez zaklęcie, które wypowiedziałam.
I myśli, których nie pomyślała.

Sprawiłam Harremu ból i zasłużyłam na to, co mi zrobił.
Samokrytyka wskazana.

Moje sobowtóry zastąpiły mnie na większości lekcji, ale utrzymanie tego w tajemnicy było wręcz niemożliwe. Prawie cały czas, któraś z nas musiała zamrażać jakiegoś ucznia, który prawie zobaczył dwie Sissi Petter w tym samym momencie.
Dumbel otworzył gabinet figur lodowych i kasował za bilety.

Sissi2 flirtowała z mnóstwem chłopaków, czego byłam świadkiem, sprawiało to, że Harry traktował mnie jak powietrze lub posyłał spojrzenie pełne nienawiści, sprawiając mi w ten sposób ból.
Chłopakom nie przeszkadzało, że dziewczyna, z którą flirtują, stoi jednocześnie pięć metrów dalej z naburmuszoną miną.

Natomiast Sissi3… cóż zaprzyjaźniła się z Fredem i Georgem i wraz z nimi robiła uczniom kawały. Cały czas chichotała co pewnie denerwowało innych.
Sissi? Denerwować kogoś?! ALEŻ SKĄD!

Hermiona biegła w stronę Pokoju Wspólnego. Była już spóźniona, a przecież sama prosiła Harrego i Rona o rozmowę. Jej myśli były zaprzątnięte przyczyną owego spóźnienia, a mianowicie Sissi.
Już wiem, jaki jest powód wszechobecnego kretynizmu u blogaskowych bohaterów. AŁtorki zwyczajnie usuwają im wszystkie myśli niedotyczące głównej bohaterki i jej perypetii miłosnych.

-O Sissi – padła odpowiedź, powodująca zapadnięcie ciszy.
Lecz po chwili Harry odezwał się chłodnym głosem:
-Hermiono to nie najlepszy pomysł, żeby o NIEJ rozmawiać.
Czas porozmawiać o czymś inteligentnym.

-Musimy o niej porozmawiać. Spotkałam ją w bibliotece, płakała i pewnie nadal tam siedzi.
-Na pewno nie! – prychnął Harry. – Jakieś dziesięć minut temu, zanim przyszłaś ona wychodziła z Pokoju Wspólnego w objęciach kolejnego chłopaka.
Hermiona wstała.
-To niemożliwe! Dziesięć minut temu zanim przyszłam siedziałam z Sissi w bibliotece!
A kto siedzi w Schönbrunn?

-Ale przecież to.. – zaczął Ron.
-Użyła zmieniacza czasu – wtrącił Harry.
Hermiona zamyśliła się.
-Nie sądzę – odparła po chwili. One są całkiem różne. Jedna jest smutna i płacze, druga flirtuje z większością chłopaków i jest jeszcze trzecia rozchichotana.
Wiek dojrzewania, wahania nastrojów, ambiwalencja...

Harry zamilkł. A jeśli Hermiona ma rację? Jelit o nie prawdziwa Sissi całowała się z Malfoyem?
To jej jelita!

Wpatrzył się w ciemny las i połyskująca taflę jeziora, z nadzieją wypatrując jakiegoś znaku. Znaku, który potwierdziłby teorię Hermiony. Nad jeziorem dostrzegł postać, w której bez trudu rozpoznał Sissi.
Wszystko dograne.

Dostrzegł czarne postacie w kapturach zmierzające z lasu w stronę Sissi. Zastygł ze strachu o nią. Przez jego głowę przeniknęło tylko jedno przerażające słowo: „Śmierciożercy”.
Reszta słów pozostała na zewnątrz, bezskutecznie szukające wejścia.

W kilka sekund później nad jeziorem rozegrały się wydarzenia, w które nie mógł do końca uwierzyć. Jego podejrzenia sprawdziły się tajemnicze postacie były sługami Voldemorta. Zaatakowali bezbronną dziewczynę od tyłu. Wrzucili jej różdżkę do jeziora i obezwładnili.
Przy zestawie zdolności, jakimi dysponuje Sissi, coś takiego nie powinno mieć miejsca.

Dyrektor popatrzył na niego z niedowierzaniem.
-Harry, co ty mówisz? - spytał.
-Panie profesorze… Ja sam widziałem.. jak… jak… ja porwali… nad jeziorem…
A w czasie gdy Harry przesiaduje w cieplutkim gabinecie dyrektora, śmierciożercy uprowadzili Sissi daleko stąd... Stawiam na podświadomość i instynkt samozachowawczy.

Nie miał pojęcia, gdzie zmierzają, ale ufał, że Sissi nic się nie stanie, że ją uwolni…
Nagle wpadł z rozpędem na jakąś uczennicę i upadł na nią.
Schemat schematem pogania...

Chciał się szybko podnieść, ale spojrzał na postać i…
-Sissi! – krzyknął podnosząc się.
Dziewczyna wstała z podłogi i spojrzała na niego zalotnie:
-Chciałeś ode mnie czegoś przystojniaczku?
Ał, ał, ał... Coś mnie skłania do osądu, że klony musiały podzielić się inteligencją. Na trzy.

-Ja porwana?! – zaśmiała się – Nigdy nie słyszałam większej bzdury!
Co do większych bzdur...

-Skoro nic się nie stało po winniście wrócić do dormitorium – powiedział dyrektor. Sissi natychmiast posłuchała i już po chwili zniknęła za zakrętem. Harry ruszył za nią. Nagle zorientował się, że korytarz nie prowadzi do Wieży Gryfonów.
Szybki jest.

Zrezygnowany wrócił do Pokoju Wspólnego. Koło kominka siedzieli Ron, Hermiona i… Sissi!
Zamierzam rozpocząć kampanię przeciw klonowaniu.

Zatrzymał się zaskoczony, wpatrując się w nią. Zauważyła go i jego brązowo włosa przyjaciółka.
Aaargh...

Chłopak spojrzał na Sissi. Przecież to nie możliwe, żeby była w dwóch różnych miejscach .
Mam wrażenie, że trzeci rok w Hogwarcie pozostaje dla Harry’ego wielką, białą plamą...

Wyrwała mu się i pobiegła do dormitorium gubiąc łzy.
*leci sprawdzić, czy aby nie kryształowe*

Musi być jakiś dowód…
-Jej różdżka… - powiedział do siebie.
To różdżki nie sklonowały? Jak wobec tego chodziły na lekcje?... Nie, nieważne. Nie chcę znać opisu kolejnej hiperumiejetności.

Bieł przez korytarze, najszybciej jak potrafił, bo bardzo chciał się przekonać, czy to było przewidzenie, czy też zdarzyło się naprawdę.
Czym jest bieł? Skrót od białego kła?

Wyciągnął swoją różdżkę z kieszeni:
-Accio różdżka Sissi! – krzyknął.
Z wody wystrzelił poszukiwany przez niego przedmiot. Oczy mu zabłysły.
-Teraz będziesz musiała powiedzieć mi prawdę – szepnął do siebie, zaciskając dłoń na różdżce Sissi.
Magia bezkijowa, mój drogi...

Obudziłam się dosyć wcześnie. Prawie całą noc nie spałam, a gdy zasypiałam śnił mi się Harry. Westchnęłam. Wszystko się coraz bardziej komplikuje. Jedną Sissi podobno porwano, a Harry to widział. Teraz się mogą zacząć prawdziwe kłopoty.
A która z nich mówi, że się nieśmiało wtrącę?

Wstałam z łóżka z niechęcią i zaczęłam szykować się do dzisiejszych lekcji. O siódmej weszłam do Wielkiej Sali. Przy stole Gryfonów siedział tylko Harry.
Co, znowu balanga w Gryffindorze? Tym razem na okoliczność zerwania Harry’ego i Sissi?

Usiadłam na końcu stołu, jak najdalej od Harrego. Czułam jego wzrok na sobie. Po jakimś czasie poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z Harry.
Again...

-Masz przy sobie różdżkę? – spytał. Zdziwiło mnie jego pytanie, kiwnęłam tylko
głową – Mogłabyś mi ja pokazać?
Wyjęłam różdżkę i podałam mu ją. Obejrzał ją dokładnie. Po chwili wyjął… taką sama.
-Możesz się wytłumaczyć? – spytał.
- Promocja u Ollivandera?

Harry dogonił mnie na korytarzu i objął przytuliłam się do niego i załkałam.
I charakter demony wzięły...

Pogładził mnie po włosach i otarł łzę spływającą po moim policzku.
Samotną?

Obejrzałam się. Ujrzałam Malfoya z jego gorylami.
-Czego chcesz? – warknęłam.
Jak możesz być taka nie miła? – spytał ironicznie. – Ja chcę wam tylko pogratulować Znów jesteście razem. A tak przy okazji… Potter, jak ty całujesz Sissi to ona też wzdycha z rozkoszy?
Czułe wyznania dwojga wrogów.

-Nie musisz się o mnie martwić – rzekł Malfoy. – Pozbędę się go szybko i pójdziemy do mnie tak jak wczoraj, łóżko już czeka.
*z pedantyczną dokładnością nakleja czerwony kwadracik*

-Panie Potter i panie Malfoy natychmiast do mojego gabinetu, ty Sissi wracaj do wieży Gryfonów.
I nie przemęczaj się!

Chłopcy ruszyli za nauczycielką.
-Harry… - zaczęłam.
On spojrzał na mnie ze wstrętem i warknął:
-Nie odzywaj się do mnie! Jak możesz TO z nim robić? Jesteś zwykłą…
O, w imieniu wszystkich zwykłych ludzi, wypraszam sobie.

Już po chwili zostałam sama na korytarzu. Łzy napłynęły mi do oczu. Nigdy nie przypuszczałam, że ktoś mnie tak nazwie. Tym bardziej Harry…
Jak on mógł powiedzieć o niej „zwykła”?

Powlokłam się do wieży Gryfonów gubiąc po drodze łzy.
Wróci później i znajdzie, nie martwcie się.

-To wszystko przez Malfoya – zaszlochałam.
Co on znowu zrobił? – spytała poirytowana Hermiona.
-On… on powiedział Harremu, że ja z nim spałam…
To już się nadaje na całą epistołę do Bravo.

Była przykuta do ściany mocnymi łańcuchami. Nie wiedziała gdzie się znajduje i co ją czeka. Wiedziała, że została porwana. Przez kogo? Mogła się tylko domyślać.
Spośród wszystkich, którzy chcieliby ją porwać, wybrała 487 najbardziej prawdopodobnych.

Wtedy usłyszała kroki zbliżające się do niej, a po chwili ktoś zaczął prowadzić ją przez ciemne korytarze.
-Kogo widzą moje oczy? – usłyszała.
-Voldemort- warknęła.
-Tak się witasz z ojcem? Oj, nieładnie. Chyba nie wychowali cię zbyt dobrze.
”Sierocińce zmieniły się od moich czasów...”

Tu przerwał, by po chwili dalej kontynuować.
A potem dalej ciągnął kontynuowanie.

Wycelował w nią różdżką, lecz po chwili ja opuścił.
-Nie… Ty nawet nie zasługujesz ma taką śmierć….
Prace społeczne!

Porwał miecz ze ściany i rzucił w bezbronną dziewczynę, trafiając prosto w brzuch.
*przypomina jej się darmowa aborcja*

Wydała z siebie jeden krótki okrzyk bólu i padła martwa.
Czarny Pan patrzył ze spokojem na zwłoki córki.
-Zabierzcie jej trupa do Hogwartu – rozkazała. – Dumbledore się ucieszy.
Szansa na becikowe zmalała...

Bałam się spojrzeć na Harrego. Jednak odważyłam się na to. Nie patrzał na mnie. Nie zaszczycił mnie, ani jednym spojrzeniem.
Tragedia...

Nagle krzyknęłam z bólu. Poczułam jakby ktoś przebił mnie sztyletem. Upadłam na podłogę półprzytomna. Miałam wizję teraźniejszą. Widziałam Voldemorta, który przebił mieczem mojego sobowtóra.
Między mieczem a sztyletem jest chyba pewna różnica...

To dlatego poczułam ten śmiertelny ból. Chciałam zginąć tak jak ona, ale nie było mi to przeznaczone.
Pech...

Otworzyłam oczy. Leżałam na łóżku w Skrzydle Szpitalnym.
-No w końcu się obudziłaś – usłyszałam głos pani Pomfrey.
O, przywrócili ją wreszcie?

-Straciłaś przytomność i zostałaś tu przyniesiona.
Jak to zwykle z bohaterkami bywa...

-Co tu się dzieje?
-Podobno znaleźli zwłoki którejś uczennicy.
Skończyliśmy kopiować część trzecią HP, teraz przechodzimy do drugiej.

Zaczęłam przeciskać się przez tłum, by dowiedzieć się, co tak naprawdę się stało, poszłam do środka i ujrzałam czarnowłosego chłopaka klęczącego nad martwym ciałem. Bez trudu poznałam Harrego, ale nie mogłam dostrzec nad kim klęczy.
Zapewne nad tobą.

Następne wydarzenia rozegrały się w kilkanaście sekund.
-Co się stało? – spytałam, w tym samym czasie to samo pytanie zadał jeszcze ktoś.
Spojrzałam na tą osobę i na chwilę zamarłam z przerażenia. Niedaleko mnie stała druga ja!
Wow.

Spojrzałam na Harrego który odwrócił się w naszą stronę, był nie mniej zaskoczony niż ja. Dopiero teraz dostrzegłam czyje zwłoki tam leżały. To było moje martwe ciało, a właściwie mojego trzeciego klona.
Ale klony były tylko dwa...

To oznaczało tylko jedno. Koniec kłamstw. Teraz wszyscy zobaczyli trzy mnie. Zaczną zadawać pytania, na które z pewnością nie miałabym ochoty odpowiadać. Pozostało tylko jedno.
Zabić je wszystkie!

-Uciekaj! – przekazałam mojemu klonowi telepatycznie.
O telepatii mowy nie było, ale to przecież oczywiste.

Mój sobowtór biegł koło mnie. Nagle jedne z aurorów zaatakował ją. Upadła. Zatrzymałam się, chcąc jej pomóc.
-Ty uciekaj! – krzyknęła.
Jak w scenie z „Toy Story”.

Zauroczy złapali ją, a reszta zaczęła biec ku mnie.
Czyli kochamy autokorektę.

Już po chwili byłam na błoniach hogwardzkich. Moje szanse na to by zniknąć na zawsze z Hogwartu były coraz większe.
Wtedy, ktoś złapał mnie mocno za ręce z tyłu
I to był...

-Nie uciekniesz! – syknął mi do ucha Harry.
Zaskoczeni?

Moje próby uwolnienia się nic nie dały, był ode mnie silniejsze.
Płci nijakiej Harry chyba jeszcze nigdzie nie miał...

Zaciągnął mnie do gabinetu Dumbledora. Oprócz dyrektora byli obecni wszyscy nauczyciele oraz aurorzy ze schwytanym moim klonem i moim martwym ciałem.
-Która z was to Sissi? – spytał Dumbledore.
-Ja – odpowiedziałyśmy równo.
Martwe ciało też?

Właśnie tego się spodziewałem –rzekł Severusie, czy mógłbyś przynieść Veritaserum?
-Tonic nie da – wtrącił mój klon.
A gin tak.

Obecni patrzyli na nas w osłupieniu. Pewnie nie mogli zrozumieć dlaczego to zrobiłam. PO co je przyzywałam.
A tak dawno żadnej aluzji politycznej nie widziałam...

-Ale ta prawdziwa to nie ta co… - zaczął Harry, a głos mu zadrżał, gdy spojrzał na zwłoki.
-Nie – odparłam, domyślając się o co mu chodzi. – To ha jestem prawdziwa.
A em i gie nie.

Tym razem wszyscy skierowali swój wzrok wyłącznie na mnie.
Jak za każdym razem.

-Dlaczego to zrobiłaś? – spytał Dumbledore.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć mój sobowtór rzekł.
-Ona to zrobiła dla Harrego. Po kłótni w której zrozumiała, że naprawdę za bardzo się przemęcza. Szukała zaklęcia które pomogłoby jej…
Ten altruizm...

-Cóż wiemy już wystarczająco dużo – powiedział dyrektor. – Prawdziwa Sissi i Harry mogą odejść, a jej sobowtór zostaje.
Nie utrudniajmy prokreacji.

-Naprawdę zrobiłaś to dla mnie?
I wraca naiwny Harry...

-I nigdy nie całowałaś się z Malfoyem i…
-Jak mogłeś w to uwierzyć – krzyknęłam i odwróciłam się chcąc odejść.
Harry złapał mnie i objął.
-Przepraszam. Powinienem wiedzieć, że mnie nie zdradzisz.
Patrz komentarz wyżej.

Harry zatkał mi usta pocałunkiem. Narzuciłam mu ręce na szyję. Gdy oderwaliśmy się od siebie zobaczyłam dwa płomienie obok mnie.
-Już nie jesteśmy ci potrzebne – rozległy się głosy, a płomienie wniknęły we mnie.
Zaraz, ta martwa też w nią wniknęła? A śmierć nie jest może zaraźliwa?

Spojrzałam na swojego chłopaka
-No to chyb jestem tylko jedna – rzekłam.
-I tak jest najlepiej – odparł i poszliśmy do Pokoju Wspólnego.
Jeszcze mogłoby nie być żadnej, ale nie wymagajmy zbyt wiele od życia...

Między mną a Harrym znów było dobrze. Odzyskałam osobę na której tak bardzo mi zależało. Jednak Malfoy ciągle na mnie patrzył z dziwnym smutkiem w oczach.
Słit.
[Zauważyliście, że to słowo jest bardzo podobne do „shit”?]


Patrzyłam za nim. Czy to naprawdę się wydarzyło? Draco przeprosił mnie za to co zrobił?
To dlatego, że kanon nie ma tu wstępu.

Spojrzałam na przyjaciół. Harry zmarszczył brwi i wpatrywał się gniewnie w Ślizgona. Odwróciłam wzrok. Zrobiło mi się gorąco. Dwóch naprawdę przystojnych chłopaków walczyło o moje względy. Czy byłam pewna swoich uczuć?
To zależy. A ile zostało do końca blogaska?

Chciałam zostać sama. Aż do wieczora siedziałam sama w pokoju wspólnym.
Najlepszy sposób na pozostanie w samotności.

-Co cię z nim łączy?
Spojrzałam na niego.
-O kim mówisz?
-Nie udawaj, że nie wiesz. O Malfoyu.
Zatrzymałam się.
-Jak możesz myśleć, że coś mnie z nim łączy.
Jak w ogóle możesz cokolwiek myśleć, Harry?

Nagle ze zdziwieniem stwierdziłam, że widzę odbicie księżyca, którego w rzeczywistości nie ma. Drgnęłam gwałtownie. Przypomniało mi to o jednym. Podeszłam do tafli, nie zwracając uwagi na słowa Harry’ego. Zagryzłam wargi. Teraz albo nigdy. Weszłam na wodę. Jej tafla unosiła mnie po powierzchni. Zaczęłam iść w stronę środka.
Cóż, niejeden potrafi chodzić po wodzie. A po wodzie z Ankh prawie każdy.

-Sissi wracaj!
Nie zważałam na jego krzyki. Stanęłam na środku, na odbiciu nieistniejącego księżyca. Nagle woda poczęła się burzyć. Zapadłam się z krzykiem pod wodę. Próbowałam wypłynąć na powierzchnię, lecz nie mogłam. Zapadłam w ciemność.
I tym optymistycznym akcentem kończymy analizę.



Serpentis (12.12.2008, 14:42)
brak www
Mam dziwne wrażenie, że Sissi aspiruje do bycia nową Jennifer. xD

Khem, khem... "Mój drugi, o niebo lepszy blog, o córce Czarnego Pana.".
http://jennifer-riddle.blog.onet.pl/

^^chyba była taka wzmianka o tym, że czytelnicy zawsze przewidują, co dalej... No, ale soł on, soł on.
Grunt, że aLtorka nas nie opuściła.

Elficka Inkwizycja (11.12.2008, 23:52)
brak www
Ja jednak uważam, że Dumbledore nie śpiewałby piosenki o jeżu, tylko o Lasce Maga.

Ale że niby już koniec z Sissi? Niemożliwe. Zostawiać czytelników w tak straszliwej niepewności??

KatEv (11.12.2008, 21:31)
brak www
Mam dziwne wrażenie, że Sissi aspiruje do bycia nową Jennifer. xD

Ja też chcę wiedzieć co jest dalej po zapadnięciu w ciemnośc!

Goma (11.12.2008, 20:02)
brak www
Powiedz, że jak Sissi coś się więcej przydaży, to tu się pojawi bonus... Przywiązałam się.

insanityinside (11.12.2008, 19:43)
brak www
*śpiewa* Można i gumochłona gdy bieda
I tyyyylkoooo jeeżaaaa...
Ehem... To przez Dumbledore'a. To wszystko jego wina.
W każdym razie, analiza wielce kwikogenna. Biedny Harry. No, ale przynajmniej zakończenie szczęśliwe ;]

Mrohny (11.12.2008, 17:40)
brak www
Lepiej niż ostatnio. I co teraz? Ja chcę się dowiedzieć, co się stało z Sissi! Gdzie jakiś epilog?! Domagam się!

Serpentis (11.12.2008, 17:11)
brak www
Większoœć osób miała miny, jakby chciała powiedzieć „No nareszcie”.
Zwłaszcza dyrektor.
^^KWIK!

I na tym kończę komentarz do analizy.
Czas na opko: marysuecentryzm. Deja vu.
Dziękuję za uwagę.

Gaguh (11.12.2008, 17:08)
brak www
O tak tak! Tym razem lepiej!
Pewnie bo akcji więcej.

Czerwony kwadracik skojarzył mi się inaczej. Wolę nie mówić jak...

Veritas (11.12.2008, 16:30)
brak www
Tydzień bez waszej analizy to tydzień stracony. 1 Sissi to tragedia, a 3 są gorsze od Wojny Światowej. Czekam na kolejną :)