Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
HP i Pudelek 2/4
HP i Pudelek 2/4 (27.11.2008, 08:07)
Wracamy do analizy blogasia o córce Voldemorta. Jeśli wciąż nie jesteście przekonani, czy Sissi jest s*per, ta część analizy powinna rozwiać wasze wątpliwości.

Analizowała: Miss Derisive

Wokół mnie pływały jakieś wodne istoty podobne do kobiet. Miały na sobie proste niebieskie sukienki.
Ewolucja syren trwa - najpierw muszelki w okolicy biustu, teraz sukienki...

Rozkazały chyba cos tym istota, a one zaczęły mówić ludzkim językiem:
-Sagala! Akera! Połączyć siedem cz eści mocy i zniszczyć siedem części duszy. Sagala! Władczyni! Akera!
Wszystkie magiczne i elfiaste języki są do siebie zadziwiająco podobne...

Nagle ujrzałam błękitne światło. Przyjrzałam się uważnej. Leżał tam kamień.
Świetlny kamień? To jakiś rodzaj zen?

Wtedy starsza kobieta dotknęła mojej reki. Miałam wizje. Widziałam co stało się w przeszłości kilka tysięcy lat temu.
Jaskiniowiec walnął mamuta kamieniem po łbie?

Widziałam jak czarodziei rozdzielili ten kamień na siedem części i rozrzucili po świecie.
Jak zwykle...

Wtedy usłyszałam głos starszej kobiety:
-Ty masz je połączyć. Ty jesteś władczynią Sagali. Musisz zdobyć tę Księgę i wypełnić swoje przeznaczenie.
Gdzie ja to widziałam... Nie: gdzie ja tego nie widziałam?

Zobaczyłam czerwona księgę Wyciągnęłam rękę aby ja wziąść, ale zniknęła. To była tylko wizja.
Film 3D.

Usłyszałam, kiedy nagle ktoś mnie złapał i zaczął wyciągać z wody. Szarpałam się, ale z marnym skutkiem.
”Zostaw! Ja chcę się utopić!”

Zobaczyłam jeszcze przerażone zielone oczy, wpatrujące się we mnie z troska i ........ ciemność.
Ona bez przerwy mdleje. Ciąża czy anemia, jak myślicie?

Od aŁtorki: Pisałam ja przymuzyce która jest na moim blogu, wiec polecam jej słuchac.
W domyśle: wprowadźcie się w odpowiedni nastrój, bo notka z całą pewnością tego nie zrobi.

-Żadne „Ale”!-krzyknął ktoś.-Zostane tu, aż się obudzi. Nie chcę jej utracić. Ona jest dla mnie wszystkim i nie zniosę jeśli cos jej się stanie.
Czyli „rozmowy łóżkowe”... eee, „rozmowy nad łóżkiem nieprzytomnej”, powtórka.

Wtedy zauważyłam Harrego. Siedział koło łóżka ze spuszczona głową. Położyłam rękę na jego dłoni. Podniósł głowę.
”Wow! Ciekawe, co robią inne przyciski...”

Po chili poczułam jego rękę na swoim policzku.
A jak reaguje na kostki rosołowe?

Chciałam uciec, ale byłam za słaba. Harry ujął mnie lekko za podbródek i przyciągnął do siebie. Przymknęłam oczy.
-Co ja robię?-pomyślałam po chwili.-Przecież jestem córka Voldemorta!
”Powinnam obściskiwać się z Malfoyem!”

Wyrwałam się z jego i uderzyłam z liścia. Złapał się za policzek.
Bo to takie romantyczne...

-Dlaczego?-spytał cicho.-Sissi ja cię kocham.
-Bo jesteś dla mnie tylko przyjacielem. Ja cię nie kocham.-skłamałam.
Harry zbladł. Wiedziałam że zadaje mu ból, ale Voldemort.... on..... on by to wykorzystał.
Na pewno.

Przecież gdybym była z Harrym to ... to by się na pewno źle dla niego skończyło!
I tutaj się zgadzam w całej rozciągłości.

-Czy.. czy jest ktoś inny?-zapytał bardzo cicho.
-Tak.-skłamałam ponownie.
-Kto? Kto to jest?
-Co mam powiedzieć?-pomyślałam.
Po chwili odparłam:
-Ja kocham... Draco Malfoya.
No. I teraz wszystko w porządku.

-Prawdy nigdy się nie dowiesz....-pomyślałam.
A założysz się?

Chciałam zapomnieć o tej rozmowie, o tych kłamstwach, ale nie potrafiłam!
Amnezja na zawołanie.

Leżałam tak chyba kilka godzin, gdy drzwi rozwarły się z hukiem. Nawet nie podniosłam głowy, by sprawdzić kto to. Osoba zerwała ze mnie kołdrę.
*taktownie odwraca wzrok*

-Jak to komu?!Harremu!!!-wydarł się na mnie Ron.-Co ty mu powiedziałaś?! Do nikogo się nie odzywa. Nic nie mówi i wygląda jak.... jak... po prostu okropnie. Jakby śmierć na niego czekała!
Na każdego czeka...

Uznałam że nie ma po co ich dalej okłamywać.
-Powiedziałam mu prawdę.
-Czyli?-spytał Fred.
-Że... że kocham Dracona.
Pajęczyna kłamstw...

-Nieprawda! Kocham Draco! Zawsze go kochałam! A wy nic o mnie nie wiecie! Słyszycie?! Nic!-wykrzyczałam.
Emo!

Wszyscy odwrócili się ode mnie. Nie wiedzieli dlaczego tak powiedziałam i ile mnie to kosztowało. Nie miałam sił płakać.
-Nie mam już przyjaciół...-szepnęłam do siebie.
Potnij się.

-Straciłam wszystko. Nie mam juz po co żyć.-pomyślałam i zasnęłam z tymi myślami.
A pociągnęłaby to rozumowanie dalej...

Obudziłam się w nocy. Spojrzałam na zegarek. Była druga w nocy.
Statystycznie w nocy częściej pojawia się druga w nocy niż w południe, ale nie wszyscy czytelnicy muszą o tym wiedzieć.

Musiałam powiedzieć Harremu prawdę. I to jak najszybciej!
Zerwałam się z łóżka, wzięłam różdżkę i wyszłam z pokoju.
Różdżka - niezbędny rekwizyt przy tego typu rozmowach.

Natomiast Harrego nie było w łóżku.
-Gdzie on może być?-pomyślałam.
Poszłam na strych do Hardodzioba. Tak, Harry tez tam był.
A wpatrywanie się w jezioro? Błądzenie po lesie?

-Harry...-szepnęłam.
Obejrzał się. Ron miał rację. Harry naprawdę wyglądał okropnie.
”A myślałam, że jest przystojny...”

-Muszę ci cos powiedzieć. Bo ja ...... ja kłamałam.
-Z czym?-znów ten chłodny głos, który sprawił że łzy napłynęły mi do oczu.
-Ja nie kocham Malfoya. Ja kocham ciebie.
W każdej porządnej telenoweli w tym miejscu powinny pojawić się napisy końcowe.

Miałam spuszczona głowę. Mimo to wiedziałam że Harry na mnie patrzy. Podszedł bliżej mnie i przytulił.
-Zawsze będziemy razem. Zawsze.-szepnął mi do ucha.
Czemu fanfikowy Harry zawsze musi być taką miazgą bezwolną?

-Zabij go, zabij.-usłyszałam ponownie głos w mojej głowie.
-Musze to zrobić.- pomyślałam.
O, coś się zaczyna dziać...

Odsunęłam się od niego. Wyciągnęłam różdżkę. Harry zbladł.
-Co ty chcesz....
-Przepraszam.-rzekłam.-Avada Kedavra!
Przynajmniej kolejność prawidłowa.

Zielone światło trafiło Harrego, który poleciał kilka metrów i upadł bezwładnie na podłogę.
Podeszłam bliżej. Jego oczy były teraz takie puste.
-Przepraszam.-szepnęłam jeszcze raz.-Musiałam. Dla ojca...
”On był dla mnie taki dobry, zawsze kupował nowe zabawki...”

Łzy kapały mi z twarzy. Uklękłam przy nim. Pocałowałam go.
To był nasz pierwszy i ostatni pocałunek.......
*chlipu chlip* Czyli co? Koniec wątku miłosnego? W fanfiku oznacza to koniec jakiejkolwiek akcji...
[I przepowiednia Trelawney padła.]


Wstałam wciąż płacząc.
-Dlaczego musiałam Cię posłuchać ojcze?-powiedziałam do siebie.-Dlaczego?
To przez tą Barbie, którą dostała od niego na trzecie urodziny.

Z każda sekundą czułam jak serce mi pęka. Odwróciłam się i poszłam do pokoju. Przez cały czas płynęły mi łzy. Położyłam się na łóżku.
Logika? A co to takiego?

-Czemu tak zrobiłam? Przecież mogło być całkiem inaczej. Mogliśmy być razem..... Dlaczego ja go zabiłam? Przecież go kocham?-myślałam. -Przecież chciałam go chronić przed moim ojcem, a sama go zabiłam.
Dumbledore powinien się poważnie zastanowić, czy chce ją mieć po swojej stronie.

Wybuchłam gorzkim płaczem. Płakałam przez całą noc. Nad ranem usłyszałam różne odgłosy na dole typu:
-Widział ktoś Harrego? Nie. Może....
...śpi u Sissi?

-Sprawdzę u Hardodzioba.-usłyszałam głos Rona.
Czyżby Rowling przemilczała coś o związku Harry’ego z Hardodziobem?

-Sissi....-usłyszałam cichy, załamany głos Hermiony.
Poruszyłam się. Ona to zauważyła i rzekła:
-Harry.....
-.... nie żyje.-dokończyłam za nią.
Bingo!

Była zdumiona.
-Skąd...
-Ja go zabiłam.
Och!

Hermiona gwałtownie zbladła.
-To niemożliwe.
-Możliwe. Ja to zrobiłam.
-Ja ci nie wierzę.-odparła i wybiegła.
Priori incantatem, proces, zesłanie do Azkabanu, koniec opka... Co, pomarzyć nie można?

-Sissi dlaczego powiedziałaś...-zaczął Lupin.
-Bo to prawda. Ja go zabiłam.
-Niby dlaczego miałaś to zrobić. Przecież go kochasz.
Pytajniki wypadły z obiegu.

-Bo ojciec mi kazał.
-Kto jest twoim ojcem.
Rozejrzałam się po wszystkich. Czekali w wyraźnym napięciu.
-Moim ojcem jest..... Voldemort.
Zapomniała o „tadadam”.

Każdy z obecnych był zszokowany. Aurorzy wyciągnęli różdżki. Rozbroiłam ich ruchem ręki, bez różdżki.
Zaczynam wątpić w istnienie magii kijowej...

Nagle na dole rozległ się huk.
-Szukajcie jej!-dobiegł nas krzyk.
-To smierciożercy!-odezwali się aurorzy.
Na nich, psubratów!

Wybiegłam szybko z pokoju. Wiedziałam że przybyli po mnie. Moje miejsce jest teraz przy ojcu i wśród śmierciożerców.
Ma już przygotowane krzesło i szczoteczkę do zębów.

Późniejszych wydarzeń nie pamiętam. Była jakaś walka. A potem jakaś śmierciożerczyni zabrała mnie stamtąd.
Rowling chyba przeceniła Zakon. U niej Voldi musiał mataczyć ze Snapem, a tu proszę...

Zobaczyłam jakiegoś mężczyznę.
-Witaj córko. -powiedział.-Jestem z ciebie dumny.
To był Voldemort-mój ojciec.
”Voldemort, znany także jako mój tata.”

Od aLtorki: Mam nadzije że mimo tych ostatnich notek nie straciłam czytelników. Bo jeszcze dziś bedzie notka która duzo osób ucieszy. Tu jeszcze notka troche żałosna ale musialam coś nia zakończyc. I nie myślcie że to koniec, ale że teraz będzie wszystko inne i beznadziejne. Bo wszystko sie moze zdarzyc. No to ostania jak na razie śmiercionośna notka, a jeszcze dziś chyba nawet fajna. Komentujcie. To mnie mobilizuje. No to czytajcie.
Do you speak Polish?

Spędziłam juz kilka dni z moim ojcem. Lecz nie byłam z tego powodu szczęśliwa czy zadowolona. Czułam się okropnie.
Ach, ta rodzinna atmosfera...

Snułam się po domu jak cień, nie zwracając na nikogo uwagi.
Czyli służbę i śmierciożerców. Zachowanie właściwe dla bogaczy.

Mogłam robić wszystko. Ojciec pozwalał mi na każdą moja zachciankę.
Nawet kłaść się na łóżko w butach.

Ale nie miałam ochoty nic robić. Straciłam sens życia. Byłam nikim od kiedy zabiłam Harrego...
Potnie się czy nie?

Tak jak poprzednie noce tą przepłakałam. Ubrałam się jak zwykle na czarno i zeszłam na śniadanie.
I must be emo.

Otaczali mnie sami śmieciożercy usługujący mi. Nie czułam się wśród nich dobrze.
Też bym się chyba nie najlepiej czuła w takim towarzystwie...

Wolałabym uciec stąd, ale..... nie miałam dokąd. W mugolskim świecie czekał mnie sierociniec, a w magicznym świecie Azkaban.
Fajne perspektywy...

Wspominałam chwile spędzone razem z Harrym. Cały czas po mojej twarzy płynęły łzy. Dziś jest jego pogrzeb.
Powinna wskoczyć do grobu i zażądać, aby zakopali ją wraz z nim.

-Boże! Dlaczego byłam taka głupia?
Dlaczego ona używa czasu przeszłego?

Gdybym mogła cofnąć czas..... Ale nie mogę. Zostawiłam zmieniacz na Grimmauld Place 12 .
Zwykły zmieniacz dla Marysi Zuzanny? *odsuwa na bok umysłu rozważania o paradoksie podróży w czasie*

-Chciałabym móc skoczyć z wieży i zakotwiczyć moje bezsensowne życie.-pomyślałam.
Ale wieszanie się jest takie oklepane...

Nie wiem jak to się stało ale znalazłam się na wieży. Stanęłam na jej skraju i spojrzałam w dół. Pode mną rozciągała się przepaść.
Voldi zadbał o takie szczegóły w okolicy swej kryjówki.

Zawahałam się przez chwilę. Lecz po chwili już wiedziałam. Ta wieża będzie dla mnie Wieżą Śmierci. Skoczyłam.
Wzium!

Przez chwilę czułam się jak ptak, czułam że świat jest w tej chwili mój i mogę wszystko.
Na przykład wrócić na wieżę?

Lecz ta chwila trwała krótko. Potem nastąpił moment bólu i wieczna ciemność..........
*snuje filozoficzne rozważania na temat opisywania wieczności w czasie przeszłym*

Obudziłam się z krzykiem i spadłam z łóżka.
A już zaczynałam poważać aŁtorkę za oryginalność...

Wiedziałam że hałas był ogromny. Po chwili do pokoju wpadli Ron, Hermi i .........HARRY! ON ZYJE ! NIE ZABIŁAM GO!
Czyli powraca wątek słodko-miłosny?

-Co się stało?-spytała Hermi.
-Nic. Tylko spadłam z łóżka...
...na głowę.

Wyszli szybko, nie wiedząc jak byłam szczęśliwa. Harry żyje! Wiem że cierpi przez to, że go okłamałam, ale żyje!
Niech sobie pocierpi.

Łzy szczęścia spływały mi po policzkach.
Czy ona nie powinna się już odwodnić?

Przez kilka następnych dni. Wszyscy mnie unikali aurorów i państwa Weasleyów, którzy obserwowali to ze zdziwieniem.
Czy ktoś podejmie się przetłumaczenia tego dla mnie?

Ron i Hermi skutecznie starali się by Harry mnie nie spotkał. Od tamtej rozmowy wogóle go nie widziałam.
Chował się w kątach i komórkach na miotły. Zachowanie niepozbawione logiki, jeśli mam być szczera.

Zaczęłam się zastanawiać o co chodzi z tym Kamieniem i tą Księgą. Dlaczego ja mam go zdobyć?
Bo aŁtorka uznała, że to będzie odpowiednio wypaśne.

Miałam dużo czasu na zastanawianie się nad tym. (trudno się dziwić.)
No. Całe pół notki.

Po obiedzie poszłam do pokoju. Otworzyłam drzwi i.......
Co będzie dalej?! CO BĘDZIE DALEJ?!

Od aŁtorki: Jestem na 50 blogach w ulubionych!
Co daje pewien obraz społeczeństwa internetowego.

Otworzyłam drzwi i wrzasnęłam.
Emocje opadają niczym jesienne liście...

W moim pokoju było pełno węży! Były wszędzie! Na podłodze, na ścianach, na meblach i nawet na suficie!
Z fizycznego punktu widzenia wydaje się to mało prawdopodobne.

Nawet nie wiem jak, ale znalazłam się na środku pokoju. Węże oplotły drzwi, które się zatrzasnęły.
A to się wydaje mało prawdopodobne z punktu widzenia zwykłej logiki.

Byłam pośród węży. Nagle w powietrzu pojawił się ognisty napis:
I AM LORD VOLDEMORT?

Zaczęłam wrzeszczeć jak opętana. Juz po chwili ktoś zaczął dobijać się do drzwi i mnie wołać. Czułam się bezradna. Nie miałam pojęcia co robić.
Krzyczeć jeszcze głośniej?

Wtedy drzwi otworzyły się z hukiem (czytaj: wyleciały w powietrze).
Użyłabym tu alternatywy wykluczającej.

Aurorzy zaczęli rzucać na nie zaklęcia i węże jeden po drugim.
Koniec zdania udławił się własną głupotą.

Lecz pozostałe oplątywały się wokół mnie. Myślałam że to będzie mój koniec.
*patrzy znacząco na liczbę notek pozostałych do zanalizowania* Taaa… Jasne…

Jednak nie one mnie najbardziej przeraziły. Przestraszył mnie napis. Cały czas wpatrywałam się w niego.
Ponieważ Miss nie może obejrzeć obrazka, pozostają jej domysły, co to też był za napis. A nawet nie domyślacie się, na co może wpaść analizator po przejściach…

Mieli zatroskane miny, a w oczach widać było troskę.
Troska przejawiała się także w ich rękach, nogach i paznokciach.

Zobaczyłam Harrego. Chciał chyba do mnie podejść, ale bliźniacy go powstrzymali. Nadal nie chcieli mu pozwolić zbliża się do mnie.
To dla twojego dobra, Harry.

Następnego dnia obudziłam się dosyć późno. Spałabym jeszcze dłużej gdyby nie mój sen. Śnił mi się ojciec.
-Dołączysz do mnie. Zostaniesz dziedziczką zła! -powiedział, a potem zaśmiała się.
Voldemort płci żeńskiej? Ten motyw już się chyba gdzieś pojawił… W każdym razie to niezły patent, żeby się wykręcić od alimentów.

Mimo iż się obudziłam, wciąż miałam przed oczami jego twarz, a w uszach jego śmiech.
Zaczęłam rzucać się w łóżku, krzycząc.
Rzucanie się przez sen jest jeszcze normalne, ale na jawie...

Chciałam zapomnieć o Voldemordzie.
Volde-morda?...

Gdy tak rzucałam się i krzyczałam, ktoś złapał mnie za ręce, próbując mnie uspokoić. Spojrzałam w stronę postaci. To była Tonks. Miała w oczach strach.
Tacy ludzie jak Sissi są nieobliczalni…

Po chwili przybiegła duża grupa aurorów. Próbowali mnie uspokoić. Ich starania nie przyniosły żadnych skutków.
”Patrz, jaka ładna grzechotka…”

W końcu jeden z nich zmusił mnie do wypicia jakiejś mikstury.
Po niedługim czasie zaczęła działać. Opadłam z sił. Nie miałam siły ani się ruszyć, ani cos powiedzieć.
-To uspokoi ja na kilka godzin.-rzekł ten, który zmusił mnie do wypicia eliksiru.
*leci po więcej mikstury*

-Ale co teraz? Mamy przecież zebranie Zakonu.
-Mam pomysł!-krzyknęła Tonks i wybiegła z pokoju.
Gdy wróciła nie była sama. Towarzyszyły jej Hermi i Ginny. Wszyscy aurorzy wyszli.
Ci aurorzy wciąż zrzucają robotę na nieletnich. Czyżby egzamin zdali dzięki łapówkom?

-Nawet nie wiesz co się przez te kilka dni wydarzyło. Więc ci trochę opowiemy.-rzekła Ginny.
-No właśnie.-dodała Hermi.-Był tu Dumbledore i pytał jak się czujesz.
Wydatki goniły, a tu żadnych perspektyw na becikowe…

Powiedział tez że porozmawia z Malfoyem o tym liście i skorpionach. Swoja droga nie wiedziałam że tak się boisz tych skorupiaków.
Nie wiedziałam o czym ona mówiła. W końcu zrozumiałam. Oni nie widzieli wiadomości od mojego ojca i tych węży tylko wiadomość od Malfoya i skorpiony.
Bardziej się skomplikować nie dało?

-O właśnie. Odwołali proces Harrego. Dumbledore jakoś ich przekonał.
Kanon dla swojego własnego dobra postanowił raz na zawsze przestać nawiedzać fanfiki.

Gdy to usłyszałam, spróbowałam się odnieść, ale nie potrafiłam.
Ja też nie potrafię się odnosić. Ale po Mary Sue spodziewałam się więcej.

-Dlaczego okłamałaś Harrego? Czemu nie powiedziałaś mu prawdy? Dlaczego?-pytały jedna przez drugą.
Nie odpowiedziałam im nic. Nie mogłam i nie chciałam.
Żeby rozciągnąć motyw na więcej notek.

Wtedy weszła Tonks.
-No i co? Powiedz jak się czujesz. Oj.. zapomniałam ze nie możesz mówić.
Wiecie co? To mi się zaczyna podobać.

Od aŁtorki:A teraz odpowiem na wasze pytania.
Zapowiada się ciekawie.

1. Dlaczego trzymają Harrego zdala od Sissi?
Sissi powiedziała mu, że kocha Malfoya, przez co harry cierpi. Jego przyjaciele nie chcą by go skrzywdział jeszcze bardziej.
Nie chcą, żeby Sissi go jeszcze bardziej skrzywiła. Popieram.

2. Czemu ten sen był taki długi?
No cóż czasem sie zdarza :P
Było więcej notek i więcej okazji do komci.

3. O co chodzi dokładnie z tym napisem?
Wiadomośc od Voldemorta brzmiała "Przybedę po Ciebie. Ojciec" Ale nikt oprócz Sissi tego nie widział. Oni widzieli nibywiadomośc od Malfoya i skorpiony zamiast węży.
Nie widzieli jej także czytelnicy. Bo kto by się tam nimi przejmował?
[Jak niby miała brzmieć ta wiadomość od Malfoya? AŁtorka konsekwentnie milczy. Pewnie nie ma pojęcia.]


4. Jakie dary Sissi?
Może zamrażac przedmioty zwięrzęta i ludzi, czyli zatrzymywac czas. Może je przesuwac wzrokiem lub ruchem rąk. Może także rozwalac przedmioty siłą woli( to nastapi wkrótce). Wywołuje także trzęsienia ziemii i inne zjawiska przyrodnicze, ale nad tym jeszcze nie panuje, o czym sie przekonacie. Potrafi także "wychodzic z ciała" , czyli tzw. projekcja astralna. Polega na tym, ze mozna byc jakby w innym miejscy duszą. Ostatnio przybyła jej umiejetnośc znajdowania szybko informacji.Jest też animagiem, ale nikt o tym nie wie. Niedługo przekonacie się w jakie zwierzęc się zmienia.W przyszłości posiądzie więcej umiejetnosci, ale jakich to się potem dowiecie.
Pozostawię to bez komentarza, dobrze?

5. Co bedzie dalej? Czy Sissi będzie w końcu z Harrym?
Zobaczycie. :P
Let me guess…

Następnego dnia czułam się już lepiej. Nie pozwolono mi jednak jeszcze wstać z łóżka.
I odkręcili klamkę z drzwi.

Ogarnęła mnie wściekłość. Byłam wściekła na los który dał mi takiego ojca.
Biedny los… Wszystko na niego zwalają, choć to Voldi sypia, z kim popadnie.

W napadzie złości rzucałam się i krzyczałam jak nigdy przedtem. Potem ogarnęła mnie bezradność i strach. Lecz nawet to nie przerwało mojego napadu.
Zapadła na padaczkę.

Aurorzy, którzy próbowali mnie uspokoić byli bezradni. Rzucałam o ściany wszystkim co miałam pod ręką.
*ma wizję rozwścieczonej Sissi o muskulaturze rasowego kulturysty, rzucającej szafą*

Wciąż miałam wizje śmierci niewinnych. Także rodziców Harrego. Widziałam jak mój ojciec ich zabił. Ta wizją zdenerwowała mnie jeszcze bardziej. To przez mego ojca, Harry był sierotą. Przez moją złość cały dom zaczął się trząść.
A ja głupia myślałam, że trzęsienia ziemi to efekt ruchów płyt litosfery albo wybuchów wulkanów…

Nagle ktoś złapał mnie za ręce. Próbowałam się wyrwać, ale ta osoba trzymała mnie mocno.
-Sissi uspokój się.
Zadrżałam. Spojrzałam na ta osobę i zobaczyłam najmniej spodziewaną się przeze mnie teraz postać. To był Harry.
Rzeczywiście, najmniej spodziewany…

-Czemu tak się boisz Malfoya? Przecież go kochasz.
No to po prostu super. A sama tak skłamałam, a teraz co? Co ja mam odpowiedzieć? Nie powiedziałam nic, nie wiedziałam jak.
Lekcja pierwsza: uczymy się otwierać usta…

Odwróciłam się gwałtownie ku Harremu. On juz wstał i zamierzał odejść. Nie mogłam na to pozwolić! Muszę przecież naprawić to wszystko co kiedyś było!
Och!

Nie! Nie zostawiaj mnie!Proszę nie odchodź!-krzyczałam, a w moich oczach pojawiły się łzy.-Wszyscy mnie opuścili, a teraz ty też chcesz?!
Uczynili to ze względów bezpieczeństwa. Rozważali także bezksiężycową noc, łopatę i cmentarz…

Harry patrzył na mnie zdziwiony, a po chwili usiadł koło mnie im przytulił.
-Ja cię nigdy nie zostawię.-szepnął mi do ucha.
Nawet jak będzie rzucać elementami wystroju pomieszczeń?

Poczułam się przy nim bezpieczna. Nie bałam się już ojca. Czułam ze musze walczyć by Harry nie zginął. Za bardzo go kocham.....
Chlip…

Gdy tak siedziałam przytulona do harrego, zobaczyłam jakieś światło wychodzące ze ściany.
Radioaktywna farba?

-Harry widzisz to?-spytałam.
-Co?
-No to światło.
-Jakie światło? Sissi dobrze się czujesz?-zaniepokoił się.
Nie, ona ewidentnie nie czuje się dobrze.

Ale ja juz nic nie powiedziałam. W tym świetle ujrzałam kobietę, która zbliżyła się do mnie. Poznałam ją. To była moja matka.
Sissi zyskała moc rozmowy z zaświatami?

-Nie bój się swojego ojca, ani prawdy.-rzekła. -Ty musisz być silna. Nie możesz się poddać. Masz misje do wypełnienia. Nigdy nie pozwól aby strach wyeliminował cię z dalszej gry.*
* Cytat z filmu A Cinderella Story
Ciekawe, kiedy aŁtorki zaczną cytować siebie nawzajem…

Wzięła mnie za rękę, a ja poczułam jak wypełnia mnie nieznana energia. Po chwili mnie puściła i zaczęła odchodzić.
-Mamo!-krzyknęłam i pobiegłam za nią, ale zatrzymała mnie ściana w której ona znikła.
I tak Sissi rozkwasiła sobie nos.

-Oszalała.-powiedziała Ron.
Tak.

Wtedy zrozumiałam,ze tylko ja ja widziałam.
To się zdarza. Zdarza się, prawda?

Od aŁtorki: To nie jest tytuł rozdziału. To ja chcę was przeprosic, bo zawieszam bloga na czas nieokreślony. Zdałam sobie sprawę, że moje opo jest tak beznadziejne jak sama ja.
Nawet nie róbcie sobie nadziei.

Od aŁtorki: Tak naprawde to chyba jestem w dołku, ale co to kogo obchodzi. Zawdzięczam to mojej klasie. Info dla osób z mojej klasy:
Mam dość słuchania o Grzybie. Przez was nie mam ochoty pisac dalszych losów Sissi.
*owacje dla klasy*

Od aŁtorki:A teraz cytat mojej kol:
"No nie no ona zawiesza bloga, i to przeze mnie ja się zastrzelę!!!!"A.N.
*owacje przycichają*

Od aŁtorki: Jeszcze raz was przepraszam, choc nie wierzę że komus mogło się spodobać tak durne opowiadanie.
W domyśle: piszcie mnóóóóstwo komciów, że opcio jest super.

Jednak moja sowa nie chciała dać za wygraną.
-O co ci chodzi? Masz przecież jedzenie.-powiedziałam do niej i odepchnęłam ja.
*z mściwym błyskiem w oku dzwoni do Towarzystwa Przyjaciół Zwierząt*

Artemida ciągle się nie poddawała. Wzięła w dziób kalendarz i podfrunęła do mnie. Spojrzałam na kartkę. Wskazywała 30 lipca.
Sowa umiejąca czytać. Myślę, że dałoby się to wykorzystać w działalności szpiegowskiej.

Moja sowa chciała przewrócić kartkę, ale oczywiście nie potrafiła. Zrobiłam to za nią.
-Jutro jest 31 lipca. No i c..... O mój Boże! Jutro 31 lipca! Urodziny Harrego!! Dzięki Artemida!!
Sowa z funkcją niezapominajki. No cóż, czarodzieje muszą sobie jakoś radzić bez Internetu i naszej-klasy.

Zerwałam się szybko z łóżka i spojrzałam na zegarek. Była juz prawie dziesiąta. Śniadanie na pewni juz się zaczęło.
Rytuał schodzenia będzie utrudniony.

Chyba jeszcze nigdy tak szybko się nie wyszykowałam się.
Chyba się pogubiłam się.

Muszę jeszcze iść na Pokątną kupić prezent dla Harrego. Zbiegłam szybko na dół i oczywiście miałam racje.
*parsk*

Zastałam wszystkich w jadalni.
-Sissi! Co ty tu robisz? Miałaś zostać w łóżku!-zaczęła narzekać pani Weasley.
Trzeba będzie zamontować zamek w drzwiach…

Spojrzałam błagalnie na Harrego.
-Skoro Sissi juz się dobrze czuje, to może powinna już wstać.
Harry – autorytet w dziedzinie medycyny.

-Przecież czuje się juz dobrze.-przerwałam jej szybko.
Pani Wealey westchnęła.
-No dobrze. Wygrałaś.
Mary Sue miałaby przegrać? Świat by się zawalił.

Z uśmiechem podeszłam do stołu i usiadłam na moim miejscu (czyli obok Harrego).
Jakie słodkie…

Śniadanie powoli się już kończyło. Ginny i Hermi gdzieś wyszły, więc aby zrealizować mój plan potrzebowałam Rona.
Musi wykorzystać Rona… Bez skojarzeń proszę!

Zobaczyłam że juz kończył jeść. Sama prawie nic nie jadłam, nie byłam głodna.
Jadła jak wróbelek…

Już po chwili Harry i Ron wyszli z jadalni i zmierzali w kierunku pokoju.
-Ron! Poczekaj!-krzyknęłam i pobiegłam za nimi.
Na moje nieszczęście zatrzymali się obaj.
Harry się zatrzymał, kiedy zawołała „Ron”? To niepokojące…

-Możemy porozmawiać?
-Jasne. Mów.
-Na osobności.-dodałam.
Ron spojrzała na Harrego, który wydawał się być z tego niezadowolony.
”Ron spojrzała”? Wiecie, zaczynam się zastanawiać, o kogo Harry jest zazdrosny…

-I są urodziny Harrego.
-A!!! O to ci chodzi! No właśnie! Jeszcze ci nie zdążyłem powiedzieć. Jutro wieczorem jest impreza urodzinowa w Dziurawym Kotle.
Nie ma to jak wykwintny lokal.

-Co???? Dopiero teraz mi mówisz!?!?! W co ja się ubiorę!
Sprawa prezentu zeszła na dalszy plan.
[O ile zakład, że strój będzie szczegółowo opisany?]


-Bardzo śmieszne. A tak wogóle to prawie zapomniałam co miałam ci powiedzieć. Muszę kupić Harremu prezent na urodziny. Pójdziesz ze mną na Pokątną?
-Jasne, że tak.
Dla ciebie wszystko…

-Dzięki.- odparłam i rzuciłam mu się na szyję.
-Kurcze...-usłyszałam.
-O co chodzi?
-Harry był w oknie i widział.....
I zrobi Ronowi awanturę.

-Nie, nie słyszał. Ale jest pewnie zazdrosny.
-O co niby?
O któreś z nich.

Pani Wealey, którą znaleźliśmy w kuchni z początku nie chciała się zgodzić.
-Ale przecież z Ronem nic mi się nie stanie.- zapewniłam ją i położyłam głowę na jego ramieniu.
Ron – superbohater.
[Trójkącik staje się coraz bardziej pikantny.]


Po kilu sekundach rozległ się trzask zamykanych drzwi za naszymi plecami.
Kilogram sekund?

A wracając do naszej wyprawy na Pokątną. Mieliśmy się tam dostać za pomocą proszka Fiuu.
Weszłam do kominka pierwsza:
-Ulica Pokątną!-krzyknęłam.
Ha! Mam cię! Nie ma ulicy „Pokątną”. Sissi wyląduje teraz wśród ludożerców, którzy rozpalają ognisko na zaimprowizowanym palenisku i tam zakończy swój nędzny żywot.

Po chwili byłam w zakurzonym pomieszczeniu. Nagle ktoś upadł na mnie.
-Ron złaź ze mnie.-jęknęłam.
No pięknie…

Wyszliśmy z pomieszczenia i znaleźliśmy się na ulicy Pokątnej. Najpierw udaliśmy się do banku Gringota . Nie cierpię tych gobelinów.
Wszystkie ściany wyłożono arrasami w wybitnie złym guście.

-A ty co kupiłeś Harremu?-spytałam Rona.
-Mini zestaw Quidditcha z figurkami zawodników. Hermi kupiła mu jakąś książkę do eliksirów (skrzywił się jak to mówił). Fred i Geogre chcą mu dać trochę swoich próbnych produktów, a Ginny kupiła mu książkę „100 sposobów jak szybko złapać znicza.”.
Myślicie, że uda się opchnąć „Esom i Floresom” poradnik „Jak napisać wypaśnego blogaska?

Chodziliśmy po różnych sklepach. Pierwszy prezent znalazłam w Esach-Floresach. Była nim książka pt. „Najlepsi gracze Quidditcha w Hogwarcie.” Oczywiście była tam mnóstwo informacji o Harrym.
*parsk* Harry z chęcią dowie się, jaki ma wzrost, wagę i datę urodzenia.

Gdy wychodziliśmy zobaczyłam książkę pt. „Magiczne Kamienie”.
-Przecież mam taka samą.-pomyślałam.-Może w niej będą jakieś informacje o Sagali.
Zdumiewające, jakie książki ma się czasem w domu.

Następnie gdy szliśmy ulicą zobaczyliśmy jakiś tłum koło jednego ze sklepów.
-Co tu się dzieje?-spytałam jednego ze stojących tam chłopców.
-Właśnie zaraz będzie można kupić złotego znicza z Mistrzostw Świata.-powiedział przejęty chłopiec.
Z podpisami zawodników?

W moich oczach pojawił się blask.
-Chyba nie chcesz......
-Właśnie o tym myślę.-odparłam i pociągnęłam Rona do sklepu.
*maszynka do liczenia pieniędzy wiruje coraz szybciej*

Nie wiem jak to się stało, ale udało mi się kupić złotego znicza.
Zazwyczaj polega to na wydaniu pieniędzy.
[Voldemort musi jej dawać fantastyczną sumę kieszonkowego.]


Na nasze nieszczęście spotkaliśmy Malfoya z jego gorylami (czy on nawet w wakacje spędza z nimi czas?).
Oho, kolejny trójkącik. Lada chwila zalegalizują takie związki.

-Proszę, proszę. Kogo my tu mamy? Sissi nadal zadajesz się z Wiewiórą? Szykuje się jakiś romansik? Potter nie jest zazdrosny? A może nie wie?
- Skąd – odparł Ron. – My jesteśmy zwolennikami otwartych związków.

Ron nie wytrzymał i rzucił się na niego, ale drogę zastąpili mu goryle Malfoya. Blondyn popatrzał na nich z ohydnym uśmiechem. Nagle przygwoździł mnie do ściany.
*dodaje* No to teraz będzie sześciokącik…

-A ty chyba zasługujesz na kogoś lepszego niż ci dwaj idioci.
Mówiłam?

-Za to ty na pewno nie zasługujesz na mnie.-odparłam i kopnęłam go w....... wiadomo w co.
W kostkę.

Zaśmiał się szyderczo i odszedł z tymi półgłupkami.
Bo niektórzy tam obecni byli głupkami w pełni. Nikogo nie urażając.

Wyglądało to nie najlepiej. Z rany płynęła krew i to dość obficie.
*gestem ręki powstrzymuje szepty nadziei* Nie liczcie na to. Bohaterki fanfików mają więcej krwi niż wynosi pojemność ich naczyń krwionośnych.

Ron wziął mnie na ręce i wróciliśmy do Grimmauld Place 12.
Kto zgadnie, co będzie dalej? *w tym miejscu pojawia się tak zwany las rąk*

W kuchni była pani Wealey. Wściekła się gdy nas zobaczyła w takim stanie. Kazała Ronowi zanieść mnie do pokoju.
Ron potajemnie trenował na siłowni.

-Malfoy za to zapłaci.-rzekł Ron.
-W takim stanie nic mu nie zrobisz. Jutro będziemy i tak zajeci. I jeszcze raz dzięki.
Pocałowałam go w policzek.
Nagle Ron zbladł.
-Ron co ci jest?
*z westchnieniem* To Harry tam stoi, tak?

Nic nie powiedział. Cały czas patrzył przed siebie. Spojrzałam i zobaczyłam tam osobę która nie powinna była tego widzieć.
Stał tam oczywiście Harry.
Inna opcja była nie do przyjęcia.

Był jeszcze bardzie blady niż Ron, ale i zarazem wściekły.
-Myślałem, że jesteś moim przyjacielem. -rzekł i odszedł.
Ale przyjacielem czy „przyjacielem”?

Spojrzałam na Rona.
-No to mamy duży problem.
Trójkąt padł.

Po pewnym czasie przyszła pani Weasley.
-Oczywiście miałam rację! Nie powinnyście byli iść sami na Pokątna!
I znowu to „powinnyście” do Rona… Oj, coś chyba Rowling nas nie doinformowała…

Przemyślałam wydarzenia z tego dnia i doszłam do wniosku, że jedynym szczęściem było to, że kupiłam Harremu prezent (na szczęście nie został uszkodzony przy starciu z Malfoyem).
To już mamy dwa szczęścia.

Pani Weasley przestała w końcu zajmować się moja nogą kazała mi leżeć aż rana się nie zagoi. Na szczęście nie trwało to długo.
Przy przeziębieniu czarodzieje chyba zarządzają kwarantannę.

Miałam zamiar wziąść kąpiel, gdy usłyszałam jakiś hałas.
To słownik walnął o pobliską ścianę.

Na korytarzu przed drzwiami pokoju stał Ron. Gdy nas ujrzał powiedział:
-Wyrzucił mnie z pokoju.
Znacie tę mroczną część umysłu, która podsuwa różne głupie pomysły, zanim zdąży się ją powstrzymać? No więc ta część umysłu spytała właśnie: „I z łóżka też?”.

Harry nie odzywał się do nikogo. Szczególnie unikał mnie i Rona. Najgorsze było to że nie mieliśmy teraz pretekstu, żeby wyciągnąć go do Dziurawego Kotła.
Bo w końcu miał tylko urodziny…

Właśnie dlatego zebraliśmy się z Hermioną, Ronem, Fredem i Geogrem w pokoju. Ginny tez chciała uczestniczyć w naszej rozmowie, ale pani Weasley kazała jej pomagać w kuchni.
Pewnie nie chciała, żeby jej córka włączyła się w jakiś wielokącik.

-Może po prostu powiedzmy mu o imprezie.-zaproponował Ron.
-Zwariowałeś?!?!-zdenerwowała się Hermi.-To ma być niespodzianka! A z resztą....... Harry jest tak wkurzony, że może nie przyjść jakby wiedział.
Zawsze można zrobić imprezę bez Harry’ego…

-A ty Sissi? Nie masz żadnego pomysłu?-spytał Geogre.
Uśmiechnęłam się.
-Ja zawsze mam jakiś pomysł.-odparłam i wstałam.
Czyż jest coś bardziej oczywistego?

-Gdzie idziesz?-spytała Hermi.
-Do Harrego. Muszę go przecież przekonać.
-I sądzisz że ci się uda?-spytał z powątpieniem Fred.
-Sądzę że tak. -odparłam i wyszłam.
To jej kolejna moc, która się objawiła.

Nacisnęłam klamkę i weszłam. Pokój był pusty. Miałam zamiar wyjść, gdy jedno z łóżek zatrzeszczało. Spojrzałam tam. Nic nie zobaczyłam.
-A może.....-pomyślałam i wyciągnęłam różdżkę.
-Accio peleryna niewidka!
Emo siedzące z peleryną-niewidką naciągniętą na głowę? *myśli* Ale wtedy nikt nie widzi, jak bardzo jest nieszczęśliwy, a to ośmiesza całą ideę.

Peleryna natychmiast znalazła się w mojej ręce, a na łóżku zobaczyłam wściekłego Harrego. Podeszłam do niego.
-To chyba twoje.-powiedziałam z uśmiechem podając mu pelerynę.
Czekajcie, to mam się śmiać czy jeszcze nie?

-Czego chcesz?
-Porozmawiać.
-Niby o czym?
-No o różnych rzeczach. Na przykład dlaczego unikasz mnie i Rona? Jesteś zazdrosny?
-Niby o kogo?-prychnął.
Zasadnicze pytanie. Zadaję je sobie od dawna.

-Co zrobić, żeby przyszedł do Dziurawego Kotła?-myślałam.
Jak daleko się posunie, aby go tam zaciągnąć? Odpowiedź poznacie już wkrótce.

-Musimy porozmawiać o czymś jeszcze.
-O czym?
Położyłam ręka na jego dłoni i odparłam cicho:
-O nas.
To jedna z tych rozmów, która wymaga takich długich wstępów?

-Teraz nie. Nie chcę żeby ktoś nam przeszkadzał, bo ta rozmowa jest dla mnie naprawdę bardzo ważna. Spotkajmy się dziś o szóstej w Dziurawym Kotle.
Harry idzie romantycznie nastawiony, a tu mu wyskakuje pół Zakonu w urodzinowych kapelusikach i wymachując balonikami wrzeszczy „SURPRISE!”.

-Będę czekała.-rzekłam, pocałowałam go w policzek, przez co osłupiał jeszcze bardziej i szybko wyszłam.
Zadatki na pantoflarza.

-No bo nie jestem pewna czy przyjdzie. Dopiero wtedy zobaczymy czy mam dar przekonywania.
Tak. Szczególny dar irytowania Miss Derisive też.

Rozeszliśmy się do swoich pokoi. Miałam cztery godziny by się wyszykować. Ale mam problem w co się ubrać?
*brecht*

Nie miałam pojęcia w co się ubrać. Przeszukałam całą szafę, a raczej wywróciłam ją do góry nogami. Niestety nie mogłam się na nic zdecydować.
*z obawą* Ej, ale nie myślicie, że aŁtorka będzie opisywać wszystkie możliwości, co?

Zaprzeczyłam. Hermiona zaczęła przeglądać moje ubrania.
-Załóż tą.
Spojrzałam na sukienkę i oniemiałam. Hermiona wskazywała na piękną sukienkę, ale...... strasznie krótka i z dosyć dużym dekoltem.
Czyli standard wśród fanfikowych bohaterek.

-Ale...... czy ona nie jest zbyt....... wyzywająca?-spytałam.
Trzeba było pomyśleć, jak ją kupowałaś.

-Nie przesadzaj. Harremu na pewno się spodoba. Ubieraj się w nią szybko.
Bo minisukienki z dużym dekoltem to to, co Harry lubi najbardziej…
[Ciekawe, czy Ron też musi takie zakładać…]
Ta mroczna część mojego umysłu robi się nieznośna.


Posłusznie założyłam sukienkę, a do niej buty na szpilkach. Hermiona uczesałam moje włosy w koka. Zrobiłam sobie jeszcze delikatny makijaż.
…na który zeszło tyle kosmetyków, że śmiało można by otworzyć średniej wielkości drogerię.

Przejrzałam się w lusterku. Czegoś mi brakowało.
Brakowało całkiem sporo materiału, sądząc po opisie sukienki.

Podeszłam do szafki i wyjęłam pudełko, a z niego srebrny łańcuszek, który dostałam od Harrego.
Wtedy, kiedy jeszcze byli „tylko przyjaciółmi”?

Weszłam do komina i wzięłam garść proszku Fiuu.
-Dziurawy Kocioł.-krzyknęłam.
Powróciła mi wizja ludożerców, tym razem gotujących coś w kotle, który całkiem przypadkiem ma dziurę. Perspektywa pomyłki byłaby szalenie interesująca…

I juz po chili znalazłam się na miejscu.
Trzeba było dać jej pieprzu. Albo arszeniku.

Przygotowania do przyjęcia były juz na ukończeniu. Wszystko było gotowe za dwadzieścia szósta. Pozostało teraz tylko czekać.
Czas oczekiwania wydał nam się bardzo długi. Minęła juz szósta, a Harrego nie było.
Członkowie Zakonu zaczynali się już wiercić, próbując przybrać bardziej dogodne pozycje…

Teraz nie byłam już pewna czy Harry przyjdzie. Z każdą chwilą wszyscy czuli że nie będzie przyjęcia.
Harry właśnie chodzi po domu przy Grimmauld Place i zastanawia się, gdzie się wszyscy podziali… I nic mu nie przychodzi do głowy.

-Dlaczego nie przyszedłeś?-myślałam, gdy nagle ktoś pojawił się w kominku.
Oczywiście był to Harry. Nie zauważył mnie bo w pomieszczeniu było ciemno.
*szuka błędu w rozumowaniu „kominek->ogień->światło”*

-Myślałam że juz nie przyjdziesz.-powiedziałam.
-Ale przyszedłem. Co chciałaś mi powiedzieć?
- spytał, rozmyślając, co mogą znaczyć te kaszlnięcia i szepty zza kanapy.

-No po pierwsze to wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.-rzekłam i pocałowałam go ( w policzek oczywiście).
Nie tak znowu oczywiście…

Wtedy nagle zrobiło się jasno. Wszyscy podbiegli do Harrego składając mu życzenia.
-Pamiętaliście?- spytał zaskoczony Harry.
Niee, gdzie tam…

A potem to wiadomo, jak to na urodzinach.
Alkohol, prochy…

Po jakimś czasie puszczono muzykę.
Jak już wszyscy się upili.

Prawie wszyscy tańczyli, ale były tez wyjątki.
Niektórzy nie byli w stanie się podnieść.

Ron jak to Ron jadł.
Musi mieć siły, jak trzeba będzie odnosić krwawiącą Sissi do domu.

Hermiona natomiast rozmawiała z kimś.
Sztywniara…

Usiadłam w kącie sali. Podchodziło do mnie mnóstwo chłopaków, pytając czy z nimi zatańczę ale wszystkim odmawiałam.
Bohaterka fanfika obiektem powszechnego pożądania – zaliczone.

Poszukałam wzrokiem Harrego. Gdy tylko go zobaczyłam od razu spuściłam wzrok. On patrzył w moja stronę. Po chwili znów odważyłam się na niego spojrzeć i......
-O Boże.-pomyślałam.-On tu idzie!
Najlepszy sposób, żeby unikać kogoś, kto chce z tobą zatańczyć, to samotne stanie i odrzucanie wszystkich potencjalnych partnerów.

Wstałam szybko i poszłam w kierunku drzwi. Już miałam wychodzic, gdy ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się i serce zabiło mi mocniej. To Harry.
Nasuwa mi się na myśl słowo „wyświechtany”.

-Zatańczysz?-spytał.
Zawahałam się przez chwilę. Nie byłam pewna co mu odpowiedzieć. Mimo wątpliwości zgodziłam się.
Ale na wszelki wypadek schowała za podwiązkę gaz pieprzowy.

Na moje nieszczęście właśnie puścili wolna melodię i wszyscy tańczyli przytuleni do siebie.
Dumbledore stał nad didżejem, grożąc mu różdżką.

-Nie miałem okazji powiedzieć ci jak pięknie dziś wyglądasz. -wyszeptał Harry.
-Dziękuje.-odparłam rumieniąc się.-Nadal jesteś zły na mnie i na Rona?
-Nie. Zrozumiałem że to jest wasza sprawa.
”Zdecydowałem się dać Ronowi więcej swobody…”

Ja po prostu....... po prostu się wkurzyłem, jak zobaczyłem jak rzuciłaś mu się na szyję, jak go pocałowałaś i jak niósł cię na rękach, bo.... bo wiesz co do ciebie czuję.........
Naliczyłam 11 nadliczbowych kropek. Dobrze, że nikt czegoś takiego nie puści do druku.

Ja po prostu miałam sprawę do Rona i byłam mu wdzięczna że mi pomógł. A na rękach mnie niósł bo zaatakował mnie Malfoy........
-Co Malfoy zrobił??!!?? Zabije go za to!
Wpływ gadu-gadu widoczny gołym okiem.

-Ale przecież go kochasz....
-Kto ci tak powiedział?
-Ty.
- Aha.

No tak zapomniałam zupełnie( skleroza nie boli :P).
Chyba że się zapomni o tym, że się trzyma kowadło…

spuściłam wzrok.
-Ja....... ja skłamałam. Przepraszam....
-Ale dlaczego? Nawet nie wiesz jaki ból mi tym sprawiłaś! A ja cię mimo to kocham.
Masochista?

Spojrzałam mu w oczy.
-Harry ja cię.........
I koniec notki. Pewnie coś im teraz przerwie.

Od aŁtorki: Mam nadzieję że notka wam się podobała, a szczególnie zakonczenie. Wiem jak uwielbiacie takie końcówki.
”Bezsilna wściekłość” – to całkiem niezłe określenie moich obecnych uczuć…

Od aŁtorki:A i info to Jessi. Jak nie dasz mi tego rysunku to notki nie będzie.
*patrzy wyczekująco na Jessi*
[Czyli przechodzimy do szantaży indywidualnych?]


Od aŁtorki: Informacja:
Eliksir który pojawia sie w tym rozdzile nie pochodzi z książek o Harrym Potterze, więc nie piszcie, że w książce był inny.
Eliksiry w blogaskach zazwyczaj pochodzą spoza kanonu i przy okazji spoza wszelkiej logiki.

-Śmierciożercy!!! -krzyknął ktoś, przerywając mi.
Didn’t I say that?

Zaczęto rzucać jakieś zaklęcia. Harry też chciał rzucić się w wir walki, ale złapałam go za ramię.
-Nie idź!-krzyknęłam.-Nie zniosę jeśli coś ci się stanie!!!
Masz stać grzecznie i się nie mieszać, jak dorośli się biją!

Koło kominka zapanował największy tłok. Dużo osób chciało uciekać ta droga.
Bo idioci zapomnieli, że mogą się teleportować.

Ale ja postanowiłam pobiec za Harrym.
Takie dramatyczne. Zaraz uratuje mu życie.

Walczył z jakimś śmierciożercą i nie widział drugiego, który chciał go zaatakować od tyłu.
-Crucio!-krzyknął ten z tyłu, lecz ja osłoniłam Harrego i dostałam zaklęciem.
Czemu nie jestem zaskoczona?

Upadłam na ziemię. Ból przeszywał moje ciało. Chciałam umrzeć.
-Ty głupcze! To ona!-krzyknęła Bellatrix Lestrange.
Avadą ją!

Harry podbiegł do mnie.
-Co ty tu robisz?-krzyknął.
-Walczę ze śmierciożercami! Nie widać?1-odkrzyknęłam.
Odkrywczość blogaskowych dialogów jest powalająca.

-Złapcie ją!-usłyszałam głos Bellatrix.
Kilku śmierciożerców ruszyło w moim kierunku.
-Expelliarmus!
A myślałam, że to Harry ma wyłączność na Expelliarmusa...

-Jesteś teraz bezbronna.-zaśmiał się Bellatrix.
-Tak myślisz?-zapytałam z drwiną.
O magii bezkijowej nie słyszałaś?

Machnęłam ręką, a wszyscy śmierciożercy, atakujący mnie polecieli kilka metrów do tyłu i uderzyli w ściany.
Tak się to robi!

Bellatrix zdębiała, a potem krzyknęła rozwścieczona:
-Łapcie ją!
Śmierciożercy rzucali na mnie zaklęcia ale wszystkie odbijałam.
-Nie damy rady!-krzyknął jeden z nich.
Bo któż inny by dał? Toż to Mary Sue jest!

-Nieudacznicy!-krzyknęła Bellatrix i rzuciła mi pod nogi jakiś flakonik, który się rozbił.
Wydobył się z niego srebrzysty dym, który mnie otoczył.
-O nie!-pomyślałam.- Eliksir Snu!
Po naszemu gaz usypiający. Tak się zastanawiam, czy mają też eliksir na gaz pieprzowy...

Upadłam bezwładnie na ziemię i ........... ciemność......................
Ok, dwudziestodwukropka jeszcze nie było. AŁtorka wspina się na szczyt rankingu.



Ins (04.12.2008, 10:18)
brak www
Połączenie Fiuu ze śmierciożercami rozwala xD KWIK!
Czy mówiłam Wam już, że Was kocham? xDD

yeppy (03.12.2008, 23:58)
brak www
Co z forum? Co z forum? Co z naszym kochanym forum?! :(

KatEv (27.11.2008, 23:21)
brak www
Po pierwsze KIWIK. I bardzo się cieszę, że pomimo niemożności forum coś mi powiedziało, że analiza jest. xD
Miss takie analizy są piękne i okrutne. Nie o aŁtorce nie mówię. Okrutne dla mojej przepony. xD

A teraz długasna lista co bardziej soczystych kawałków, przy których MUSIAŁAM dołożyć swoje trzy grosze. :3

Tak jak poprzednie noce tą przepłakałam. Ubrałam się jak zwykle na czarno i zeszłam na śniadanie.
^Bo w każdej MarySue jest trochę Jennifer? :> ^

Muszę jeszcze iść na Pokątną kupić prezent dla Harrego. Zbiegłam szybko na dół i oczywiście miałam racje.
*parsk*
*dołączam się.* BTW. Drugie zdanie gdzieś kiedyś widziałam...

Spojrzałam błagalnie na Harrego.
-Skoro Sissi juz się dobrze czuje, to może powinna już wstać.
Harry – autorytet w dziedzinie medycyny.
^Harry House^ xD

Wyszliśmy z pomieszczenia i znaleźliśmy się na ulicy Pokątnej. Najpierw udaliśmy się do banku Gringota . Nie cierpię tych gobelinów.
Wszystkie ściany wyłożono arrasami w wybitnie złym guście.
^A może oni wylądowali na Wawelu?^ *no co? za dużo pana L. xD*

Chodziliśmy po różnych sklepach. Pierwszy prezent znalazłam w Esach-Floresach. Była nim książka pt. „Najlepsi gracze Quidditcha w Hogwarcie.” Oczywiście była tam mnóstwo informacji o Harrym.
*parsk* Harry z chęcią dowie się, jaki ma wzrost, wagę i datę urodzenia.
^sądzisz, że data śmierci, też tam jest? xD^

-Za to ty na pewno nie zasługujesz na mnie.-odparłam i kopnęłam go w....... wiadomo w co.
W kostkę.
^A nie w nos?^

Na korytarzu przed drzwiami pokoju stał Ron. Gdy nas ujrzał powiedział:
-Wyrzucił mnie z pokoju.
Znacie tę mroczną część umysłu, która podsuwa różne głupie pomysły, zanim zdąży się ją powstrzymać? No więc ta część umysłu spytała właśnie: „I z łóżka też?”.
^Probably.^

-Ale...... czy ona nie jest zbyt....... wyzywająca?-spytałam.
Trzeba było pomyśleć, jak ją kupowałaś.
^Wait, z czego ta sukienka ją wyzwoli? oO O, cholera ja wcale niemamskojarzeń^

Na moje nieszczęście właśnie puścili wolna melodię i wszyscy tańczyli przytuleni do siebie.
Dumbledore stał nad didżejem, grożąc mu różdżką.
^Oczyma wyobraźni zobaczyłam Dumbledore'a z "$" w oczach. xD^

Pozdrawiam, Katusia.

Mrohny (27.11.2008, 22:05)
brak www
O Borze! Sissi jest - nie bójmy się użyć tego słowa - s*per!
Nie wiem czemu, ale rozkwikał mnie Dumbledore grożący DJowi. xD
Jak zwykle genialnie!

Gaguh (27.11.2008, 21:25)
brak www
Sagala jest bez sensu. To już było.
Mogła to nazwać choć inaczej.

Jak zwykle zaśmiewałam się do łez, uciszana co chwilę nienawistnymi spojrzeniami mężczyzny.

Uwielbiam Dumbledora napalpnego na becikowe:) I te mrożącekrewwżyłach wielokropki:)
Pozdrawiam

Kviatek vor Zmierzch (27.11.2008, 21:03)
brak www
Analiza calkiem w cipke, ale co sie stalo ze snejpotyczkami?! Jest chociaz gdzies ich archiwum? A killerzforum tez zamkniete... Prosze o szybka odpowiedz!

Nadira (27.11.2008, 20:08)
brak www
Postanowiłam dodać komentarz, upewniając Was, że macie wiernych czytelników ;)
To chyba jedna z lepszych analiz XD Taczamy się tutaj ze śmiechu od pół godziny.
Przy okazji - zauważyliśmy, że na czas tej analizy George zogrowaciał i jest Ge-Ogrem...

PS. Komć już jest, a teraz wiernie czekamy do następnego czwartku na trzecią część!

Loretta (27.11.2008, 19:06)
brak www
*Wstaje z podłogi* Kurde molek... Jeszcze jedna tak rozwalająca notka, a nie będzie co po mnie zbierać. Te "oceny" są zajebiaszcze!
I pomyśleć, że analizowanie blogasków uroczych, różowych dziewczynek może być takie zabawowe:)

niceline (27.11.2008, 16:29)
brak www
Sagala, Sagala... Był taki serial kiedyś na Jedynce... Też coś o kamieniach.

No, w każdym razie: to są jak na razie najlepsze blogowe analizy ^^ Wielbię Was.