Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
35. HP i Pudelek 1/4
35. HP i Pudelek 1/4 (13.11.2008, 19:54)
Tak, wiem. Miała być druga część Kwadratury koła. Internet się jednak zbuntował i Deszczowyjka nie mogła wkleić analizy, więc przeczytacie ją innym razem. Bardzo przepraszamy, a w zamian macie początek kolejnej analizy.

Moi drodzy, nie uprzedzajmy się. Przecież jeśli córka Voldemorta ma na imię Sissi, to to wciąż może być pełnowartościowe dzieło literackie, prawda?

Oto najdłuższa analiza w dotychczasowej karierze Miss Derisive.

Nazywam się Sissi Petter i jestem uczennicą Hogwardu.
Nie mówcie... To gdzieś w okolicach Zagłębia Ruhry?

Moje drugie imię to Jeniffer, ale go nie używam tak samo ajk nazwiska, ale o tym później
Schodzenie na śniadanie macie jak w banku.

Postanowiłam zapisywać w moim pamiętniku wszystkie przygody moje i moich przyjaciół, Rona, Hermiony i Harrego.
Bo pisanie własnych pamiętników znacząco przekracza ich możliwości umysłowe.

Jednak tak naprawdę to muzę uporządkować własne myśli.
Dwunasta muza to muza blogasków. Jako atrybut trzyma słownik ortograficzny zamknięty na kłódkę.

Niedawno skończył się rok szkolny, a ja wciąż myślę o Harrym. Boże dlaczego ja tak piszę!
Dobre pytanie.

Nigdy nie zobaczy we mnie dziewczyny, a gdyby nawet to jak pozna moją tajemnicę to i tak się ode mnie odwróci.
Współczujemy ci. Powiedziałam, że współczujemy! Nie chichotać mi tu. To poważna sprawa!

Jeszcze nikt nie wie, że jestem....... córką Voldemorta.
No coś ty?!

Gdyby Harry o tym wiedział to ....... wolę nawet nie myśleć!
Wiesz, unikanie myślenia to niezbyt mądra strategia... No, chyba ze zdajesz maturę.

Musze utrzymać to w sekrecie, przez tyle lat się udało .
”A potem opisałam to w blogu i wszystko poszło na marne.”

No a o tym ze kocham Harrego tez nikt nie wie, z wyjątkiem Hermiony, mojej najlepszej przyjaciółki. Zawsze się dziwnie uśmiecha, gdy o tym rozmawiamy i śmieje się, gdy mówię ze nigdy Harry nie zwróci na mnie uwagi.
Widocznie jest obeznana z blogaskową teorią G-przestrzeni.

Ostatnio powiedziała że pewnie każdy chłopak zwróci na mnie uwagę, bo jestem najpiękniejsza.
Mary Sue na pierwszej!

A ja wcale ładna nie jestem, choć dużo osób tak mówi, a chłopcy chcą się ze mną umawiać.
”Doprawdy, nie wiem, co oni we mnie widzą” - dodała, kokieteryjnie odrzucając włosy, nad którymi pracował sztab fryzjerów.

Może tak brzydka nie jestem, ale te moje włosy są okropne. Jestem blondynką, ale one błyszcza się jakby były ze złota.
Radzę pożyczyć od Malfoya Garnier Fructis dla włosów z metalu.

Jestem podobana do mamy.
Strona bierna od „podobać się”?...

Wszyscy mi tak mówią, ale ja nie wiem czy to prawda, bo ona nie żyje albo zaginęła.
Dziwnym zbiegiem okoliczności, tego dnia zaginęły też wszystkie jej zdjęcia.

Teraz siedzę na parapecie mojego pokoju w sierocińcu i myślę o Harrym.
Voldi często powtarzał: „Ja byłem w sierocińcu i patrz jak ładnie wyrosłem. Tobie też nie zaszkodzi.”

Nie wiem czy czasem nie dowiedział się o mojej tajemnicy. Przez ostatni rok prawie wcale nie rozmawialiśmy jakby się bał. I tak dziwnie na mnie patrzył.
To przez metalowe włosy.

A teraz nie pisze do mnie żadnych listów, choć wiem ze on pisze do innych, a do mnie reszta moich przyjaciół tez pisze. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje!
Drogie Bravo...

Mam nadzieje ze niedługo się stąd wyniosę, bo dzieci nie dają mi spokoju. Cały czas chcą mi zaglądać do kufra.
”Patrzcie! Ma koronkowe stringi!”

Ron pisał że niedługo po mnie przyjadą.
Weasleyowie - profesjonalne porywanie sierot z ich miejsca zamieszkania, sp. zoo.

Mam nadzieje!
Dwie duże i trzecią malutką.

Muszę z nim porozmawiać, ale nie wiem czy się na to odważę.
Porozmawiać z przyjacielem? *strach w oczach*

Od aŁtorki: Jeśli dodacie mnie do linków, to napiszcie a ja się odwdzięczę tym samym.
I to by było na tyle, jeśli chodzi o wartościowe linki.

Dyrektorka sierocińca zapowiedziała wycieczkę nad morze. Jak co roku. Raz tam byłam i nic ciekawego do robienia nie było.
Pływanie, opalanie się, budowanie zamków z piasku - co za nudy...

Wolę wakacje spędzić z przyjaciółmi, szczególnie z Harrym .... Jestem ciekawa co on teraz robi. Może myśli o mnie?
Na przykład: „Zostały całe dwa miesiące bez tej idiotki”.

Nie będę was zanudzać moimi myślami o Harrym, bo bym o niczym innym nie pisała.
Innych myśli brak.

Więc pani Cantel, dyrektorka jak co rok powiedziała mi:
-Masz się zdecydować jak spędzisz te wakacje, bo nie będę przez ciebie zmieniała planów.
*z oburzeniem* Jak to?!

I tak nigdy nie musiała tego robić. Odpowiedź mam jej dać do 10 lipca, bo 20 już chce wyjechać nad morze.
”Chcesz wyjechać z nieznanymi ludźmi? Żaden problem!” Czyżby Voldi załatwił córci specjalne traktowanie?

Pergamin był trochę zgnieciony przez tych mugoli, którzy zaglądali do moich kufrów.
Koronkowe stringi zyskały popularność.

No więc napisałam taki list:
Drogi Ronie.
Co roku spędzam z wami wakacje i
zastanawiam się, czy w tym roku też mogłabym do was
przyjechać, gdyż pani Cantel zabiera podopiecznych nad morze.
Proszę odpowiedz jak najszybciej.
Mam nadzieję, że wszystko u ciebie w porządku.
Całuję, Sissi
Przełom w dziedzinie epistolografii!

No chyba może być. Ten podpis trochę dwuznaczny, ale i tak nikt nie będzie o to zazdrosny. :(
]:->

Przywiązałam list do nogi Artemidy- mojej sowy. Może jutro dostanę odpowiedź.
Sowia poczta nawala.

No to chyba najważniejsze wydarzenia z mojego dnia. Acha, prawie zapomniałam. Koło godziny piętnastej, widziałam Matta i jego kumpli.
”Szli do toalety. Spędzili tam siedem minut i trzydzieści dwie sekundy. Potem wyszli i skierowali się w stronę stołówki.”

To jeden z podopiecznych. Ma siedemnaście lat i jest bardzo przystojny, choć wiele mu brakuje do Harryego.
Tych seksownych okularów na początek.

Znowu coś knuje. Słyszałam ich rozmowę.
-.....całkiem niezła laska.
-No, ale ona jest od ciebie młodsza.
-I co z tego? Zaliczyć każdą można, a ona i tak ma juz piętnaście lat.
*ołówek zawisa nad punktem „gwałt” z kanonu blogaskowego*

Trzeba ostrzec dziewczyny. Zaraz... Które maja piętnaście lat? To chyba tylko Anne, Caroline i Sophie. Jutro im powiem, a teraz idę spać.
”Cześć, dziewczyny, mam takie pytanie... Czy któraś z was nie została zgwałcona?”

Jak bedziesz grzeczna....
*przypomina sobie panią Ł. od angielskiego* Grzeszna...

Od aŁtorki: Proszę komentujcie tą notkę, bo nie wiem czy mi sie opłaca prowadzic tego bloga jak nikt nie czyta go.
Czyli typowy szantaż w wersji soft.

Obudziłam się rano. Zeszłam do jadalni i niestety natknęłam się na kucharkę.
WIEDZIAŁAM, że zejdzie.

-Proszę, proszę. Kto tak wcześnie wstał? Rusz się i pomóż mi w kuchni!!!-powiedziała.
Do garów, Kopciuchu!

No tak. Jak zwykle o niej zapomniałam. Musiałam jej pomóc przygotować śniadanie. Znowu owsianka.
Cóż, wyjazdy nad morze wymagają wyrzeczeń.

-No co to za mina! - krzyknęła. - Jak ci nie pasuje to możesz wynieść się na ulicę.
”Tylko przynoś mi część zysków!”

Koło ósmej wszyscy zeszli do jadalni i zabrali się za jedzenie.
Schodzenie zbiorowe.
[To brzmi... perwersyjnie.]


Jedząc myślałam o tych smakowitych potrawach w Hogwarcie.
Przyrządzanych przez skrzaty. Kto to widział, żeby zapędzać do pracy ludzi?

No więc, potem, to znaczy po śniadaniu, znalazłam dziewczyny i powiedziałam im o wszystkim co słyszałam. Obiecały, że będą uważać.
Mam nadzieję, że dotrzymają słowa.
Tak sobie myślę... Kto ma więcej dzieci: Voldemort czy nadzieja?

Musiałam jeszcze iść do sklepów odzieżowych i obuwniczych, bo jeśli pojadę do Rona to muszę jakoś wyglądać, bota może być Harry.
Infobot odcina się od tego wszystkiego.

O nie znowu zaczynam! Wybaczcie mi ale nie mogę o nim zapomnieć. Postaram się o nim jak mnie wspominać.
Wspominaj bliźniego swego jak siebie samego?

No to wracając do tematu. No to musiałam kupić, bo stare są już zniszczone.
Że ę?

Dobrze że w poprzednich latach pracowałam trochę podczas wakacji. Kupiłam więc dużo super ubrań.
*zastanawia się, gdzie ona zarobiła tyle pieniędzy*

Extra bluzki, sukienki, spodnie i krótkie spódniczki. Przydadzą się też w szkole.
Hogwart wycofał się z obowiązku noszenia mundurków, nie chcąc, by kojarzono go z jakimś polskim ministrem edukacji.

Ach i buty też kupiłam. Kilka par z czego trzy na obcasie.
Oczywiście.

Nie chcę być nieskromna, ale wyglądałam w nowych ciuchach po po prostu bosko. ;-)
Narcyz jednak nie dorównuje bohaterkom fanfików.

Kochana Sissi.
Jasne, że możesz przyjechać.
W tym roku nie spędzamy wakacji w Norze.
Dowiesz się wszystkiego po przyjeździe. U mnie wszystko w porządku. Jest u nas Hermiona i Harry tez za kilka dni przyjedzie. Przyjedziemy po ciebie 7 lipca.
Całuje, Ron
Słodko...

Jedyne co z tego listu zrozumiałam to to, ze niedługo może zobaczę harrego.
Pozostałe słowa były za trudne.

Dopiero, gdy kilka razy przeczytałam list pomyślałam,że juz jutro przyjadą.
Po dziesiątej lekturze listu pojęła aż połowę treści.

Jednak najpierw postanowiłam że się spakuję. Schowałam do kufra książki, ubrania i takie różne potrzebne dziewczynie rzeczy. ;-)
Pół torby kosmetyków...

Zajęło mi to trochę czasu. I gdy skończyłam była juz za dwadzieścia minut północ.
Co wy chcecie! Przecież nie przeżyjemy bez opisów makijażu każdego dnia...

Musiałam przejść przez ciemny korytarz. Gdy szłam tamtędy, nagle ktoś złapał mnie mocno w pasie i zatkał mi usta dłonią.
-Nie bój się. Jak będziesz grzeczna to nic ci się nie stanie.-usłyszałam głos Matta...
Licząc wszystkie piętnastolatki, zapomniała o sobie. *pogrąża się w zadumie*

Matt zaciągnął mnie do jakiegoś małego pomieszczenia. Było tam pełno zakurzonych ławek..
Oficjalna sala tortur... eee, egzekwowania posłuszeństwa w sierocińcu.

Widać nikt tej klasy dawno nie używał.
Może dlatego, że to nie była szkoła?...

Cały czas próbowałam wyrwać się Mattowi, ale on mnie bardzo mocno trzymał. Położył mnie i nadal zatykając mi usta, drugą ręka zaczął rozpinać mi bluzkę...
*punkt „gwałt” zostaje odhaczony z rozmachem*

-O boże. Jemu chodziło o mnie.-myślałam.- Gdybym miała przy sobie różdżkę, mogłabym się uwolnić i go zabić.
”A potem poćwiartować. I spalić. Albo nie... Mmm, mumifikowanie... Trzeba by tego spróbować.”

(Zabić?! O nie zaczynam myśleć jak mój ojciec.
Następnym krokiem będzie amputacja nosa.

Nagle przypomniałam sobie, że potrafię przecież czarować bez użycia różdżki i takich zaklęć dodatkowo Ministerstwo Magii nie moze wykryć.
Magia bezkijowa z dodatkowymi bajerami.

Postanowiłam z tego skorzystać. Podniosłam ręce i ...... Matt stanął nieruchomo. Zamroziłam go. ( To jedna z wielu moich możliwości. ; ))
Chuck Norris do pięt jej nie dorasta.

Z samego rana wyszłam z pokoju i udałam się do kuchni. Bez słowa pomogłam kucharce przygotować śniadanie, co wywołał w niej zadziwienie.
Bohaterka fanfika POMAGA?!

Ponieważ była dopiero siódma dwadzieścia, spytałam kucharkę czy pozwoli mi zjeść śniadanie wcześniej, gdyż muszę się spakować przed wyjazdem. O dziwo pozwoliła mi, a gdy zjadłam udałam się do dyrektorki.
Włożywszy uprzednio swoje odświętne łachmany.

Dyrektorka Zobaczywszy mnie, skrzywiła się i wyskrzeczała:
-Czego tu szukasz? (Jej uprzejmość jest zdumiewająca)
-No bo ja dzisiaj..., bo po mnie dzisiaj przyjadą znajomi...i zabiorą mnie do końca wakacji.
A może tak: „Dzień dobry, dzisiaj wyjeżdżam z bandą narkomanów i resztę wakacji spędzę na dworcu.”

Popatrzyła na mnie ze wściekłością.
-Nie mogłaś mnie wcześniej zawiadomić! - krzyczała. - U nas taki brud, amają po ciebie przyjechać?
Podbiegła do centrum sterowania i zawołała do mikrofonu:
- Uwaga, alarm czerwony! Przygotować pokój reprezentacyjny!


Gdy potem spojrzała na zegarek była już czternasta godzina. Jakieś przeczucie kazało mi przestać płakać.
*brecht*

Do pokoju wpadła Hermiona.
-Sissi jak miło cię widzieć.-rzekła.
Przywitałyśmy się serdecznie (Czytaj: rzuciłyśmy się ku sobie).
Z tasakami.

Po chwili wszedł Ron. Z nim także gorąco się przywitałam.
Ale nie aż TAK gorąco, co?

-Oczywiście, że będziemy o nią dbali. Przecież co rok wraca zdrowa i cała.-rzekła pani Weasley (mam nadzieję że nie będzie zbyt opiekuńcza).
Nieee, skąd? Ta wyrodna matka?

-Sissi jesteś spakowana?-spytał Ron.
-Tak. Tu są wszystkie kufry.
Ten na cienie do powiek, ten na tusz do rzęs...

Uśmiechnęłam się na jego słowa. Ron zaczął znosić bagaże, a ja z Hermioną rozmawiałyśmy jak byśmy się lata nie widziały.
Czyli: „Pamiętasz, jak w dwa tysiące pierwszym...” i „Nic a nic się nie zmieniłaś. Jak ty to robisz?”

Po piętnastu minutach zeszliśmy na dół. Kufry były zniesione, a wszyscy przestali rozmawiać.
Siedzieli tylko z obrażonymi minami, patrząc na różne ściany.

Przed budynkiem stał samochód. Ruszyliśmy. Jechaliśmy ulicami Londynu.
Ciekawe, które z Weasleyów ma prawo jazdy...

Nie było tam żadnego domu. Chciałam spytać pana Weasley gdzie jesteśmy, gdy nagle przed nami pojawił się jakiś budynek. Weszliśmy do środka.
Nie pokazali jej karteczki od Dumbledore’a? Widocznie uznali, że instrukcja „Pomyśl o tym, co przeczytałaś” będzie dla niej zbyt skomplikowana.

-Sissi jak cudownie cię widzieć.- przywitał mnie Syriusz.
Doktorze, tracimy go...

Było tam też kilka osób które znałam np. Lupin, Szalonooki Moody, ale także wiele nieznanych mi osób. Z jedną czarownicą o imieniu Nimfradora Tonks juz się zaprzyjaźniłam.
Uff, już myślałam, że chodzi o Nimfadorę...

-Ale ja nie jestem głodna. Przed wyjazdem z sierocińca jadłam obiad.-skłamałam.
Często jadała obiad w porze śniadania. Żeby nie marnować dobrego schodzenia.

-No dobrze. Ale na kolacje zejdziesz.
No, nie to samo, co na śniadanie, ale ujdzie w tłoku.

Poszłam z Mionią na górę. Pokój był fajny z widokiem na jakiś las.
O ile pamiętam, kwatera Zakonu Feniksa mieściła się w środku Londynu...

Gdy Hermi zeszła na obiad ja rozpakowałam kufry.
Był juz wieczór, więc zeszłam na kolację.
*uśmiecha się do siebie z obłędem w oczach*

Gdy byłam prawie na dole, zakręciło mi się w głowie. Usłyszałam okrzyk:
-Sissi!
I straciłam przytomność.
Do skrzydła szpitalnego ją!

Od aŁtorki: Notka mi niezbyt nie wyszła, ale nie miałam co napisac w niej.
AŁtorka chyba słyszała o pojęciu inwersja, ale nie wiedziała, jak się do tego zabrać...

Od aŁtorki: co to zemdenia Sissi, to zasłabła tylko i nie jest w ciąży:P.
AŁtorka pozwoliła sobie na daleko idącą oryginalność.

Od aŁtorki, czyli autokrytyka: A oto nudna notka:

-Powiedzmy że Harry przyjedzie to zaraz się obudzi.
Harry - lepszy niż sole trzeźwiące.

-Bardzo śmieszne. Niby dlaczego tak uważasz?
-Och Hermi! Nie udawaj, że nie wiesz. Każdy widzi że ona go kocha.
*wyciąga chusteczkę*

-No sorry, zapomniałam. Harry o tym nie wie. Ale zawsze można to zmienić.
*wyciera chusteczką plamę po lodzie*

Harry przyjeżdża , a ja tu jeszcze leżę?!
Dobrze, że nie „już”...

Nie no muszę zacząć się szykować.-pomyślałam.
Ciekawe, czy pięć godzin wystarczy, aby uczynic makijaż niewidocznym...

-Czy to prawda z tymi dementorami? Zaatakowali go?
-No chyba tak. Tak przynajmniej mówili aurorzy. Aha i nie powinniśmy tego mówić Sissi.
Bo urazimy jej delikatne uczucia.

Zaczął Fred ale nie dokończył. Poczuł na sobie mój wzrok. Odwrócił się i:
-O Sissi juz się obudziłaś.-powiedział z zakłopotaniem.
Wszyscy na mnie spojrzeli. Byli zakłopotani.
Zakłopotanie zaczęło się wręcz skraplać na oparciu łóżka.

-Jak długo byłam nieprzytomna?-spytałam.
-Prawie cały dzień.
Czarodzieje to totalni ignoranci w dziedzinie pierwszej pomocy w razie omdleń.

-Sissi. Ja im niczego nie powiedziałam. Naprawdę to nie ja.
-Wiem. Ja wierzę, że ty mnie nigdy nie zdradzisz.
Jak powiedział Cezar do Brutusa...

Westchnęłam. Mam nadzieję, że będę się przy Harrym zachowywać normalnie, bo on nie moze się dowiedzieć?
No, to by była znacząca odmiana.

Jeśli jeszcze nie wie to moze nie zorientuje się?-myślałam.
Składnia prowadzona na śmierć...

A potem zaprzyjaźniliśmy się i moje uczucie zwiększa się z każdym dniem.
Ciąg arytmetyczny czy geometryczny?

Kiedyś tak dobrze się dogadywaliśmy,a w czwartej klasie coś się między nami chyba popsuło.
Może fakt, że Harry całował się w tym czasie z Cho...

-Wstawaj! No Sissi wstawaj!-krzyknęła Ginny.
-Po co mnie budzisz tak wcześnie?? Nie można choć raz pospać do dziewiątej?!-odparłam wkurzona.
Do tej pory budzono ją o czwartej nad ranem, żeby wydoiła krowy.

-Do dziewiątej? Lepiej spójrz na zegarek. Już po jedenastej!
-Co?! To niemożliwe! Przecież nie mogłam tak długo wstać!
Wstawała pieczołowicie przez dwie godziny.

-Mogłaś i spałaś. Najlepiej zrobisz jak się pospieszysz. Acha! I mama powiedziała,że masz jeszcze odpocząć, bo znowu zemdlejesz.-dodała Ginny.
Powinna leżeć w łóżku przez miesiąc, na wypadek gdyby wystąpiły powikłania poomdleniowe.

Zerwałam się szybko z łóżka. Chciałam dobrze wyglądać (czytaj: bosko).
Biała szata, świetlista aura. Długa, biała broda też uchodzi za atrybut boskości.

Wyjęłam z szafy biało-złotą bluzkę i biała spódnicę, sięgającą za kolana. Poszłam się ubrać do łazienki. Gdy się ubrałam, przejrzałam się w lustrze. Zrobiłam delikatny makijaż i uczesałam włosy.
Gdy pewnego dnia słońce nie wzejdzie - zdziwię się mniej, niż gdyby w blogasku zabrakło opisu stroju i robienia makijażu.

Otworzyłam drzwi. Na korytarzu stali Ron, Fred i Geogre. Gdy mnie zobaczyli stanęli jak wryci i gapili się na mnie. W końcu Fred wydusił z siebie:
-Sissi.... Wyglądasz jak anioł..
”Czy mogłabyś, do jasnej dżumy, przestać zrzucać pióra ze skrzydeł na nasz dywan?”

-Przynieśliśmy ci śniadanie.-odparł Ron.
Złożone z siedmiu dań. Każdy z nich trzymał obładowaną po brzegi tacę.

Postawili je na stoliku i wyszli patrząc na mnie. Ron tak się zagapił, ze uderzył w ścianę.
*przemyśliwa nad delikatnością makijażu, który spowodował taką odmianę Sissi*

Zaczęłam jeść śniadanie. Nagle przez otwarte okno wleciała biała sowa. Upuściła czerwoną różę i odleciała.
Masz wiadomość.

Podniosłam ją. Przez chwile myślałam że to była Hedwiga, ale przecież to nie mogła być ona. Harry nie przysłałby mi czerwonej róży-symbolu miłości.
To na pewno nie była Hedwiga. Hedwiga z całą pewnością nie była różą.

Dokończyłam śniadanie. Było juz po dwunastej. Postanowiłam że juz wyjdę pokoju, bo juz odpoczęłam wystarczająco.
Zmieniłam zdanie: trzeba ją zamknąć w izolatce. Jak najprędzej.

Zeszłam na dół, ale w jadalni i w kuchni nikogo nie było.
Tym razem schodzenie po śniadaniu. Liczba wariacji jest nieograniczona.

Zaczęłam zastanawiać się, gdzie się wszyscy podziali.
Dom był duży, więc moze są w którymś pokoju.
Sherlock Holmes z wściekłością podarł dyplom mistrza dedukcji.

Zobaczyłam wszystkich, sprzątających pokój.
-O! Juz wyszłaś z pokoju? Miałaś odpoczywać.-rzekła pani Weasley.
- Dopiero przygotowujemy izolatkę.

-To może pomogę wam sprzątać?
-O nie! Co to to nie! Nie możesz jeszcze się przemęczać.
*rotfl*

Wróciłam do swojego pokoju :/ . przejrzałam tytuły książek, które wzięłam ze sobą. Postanowiłam przeczytać „Magiczne Kamienie”.
Brzmi naukowo. Albo jak wyjątkowo badziewny tytuł książki fantasy.

-To co teraz robimy?-spytałam.
-Mielimy zamiar pokazać ci jezioro, ale niedługo będzie juz ciemno.
To jezioro na jednej z głównych ulic Londynu.

Od aŁtorki: Co to tego co napisała Neska w komentarzu. ja zawsze pisze rozdziały w zeszycie, tylko nie mam czasu ich czasem przepisac. A mogę wam napisac, że zaczęłam juz pisac 2 zeszyt.
Jedno trzeba przyznać blogaskom: zazwyczaj nie sieją spustoszenia w lasach deszczowych.

-Idź pierwszy. My cię zaraz dogonimy.-powiedziała Hermi.
Ron wyszedł.
-Ja nie zejdę.-powiedziałam szybko drżącym głosem.
Daj spokój, robiłaś to tyle razy...

-Sissi!-przerwała mi Hermiona.-Uspokój się. Przecież musisz zejść na dół.
To twój obowiązek bohaterki fanfika.

_muszę zachowywać się normalnie. Musze zachowywać się..... Nie dam rady.-myślałam schodząc.
Też tak myślę.

Zeszłam na dół. Byli tam wszyscy aurorzy, Dumbledore( widziałam go pierwszy raz w te wakacje), cała rodzinka Weasleyów, Hermi i.............. czarnowłosy chłopak. Stał tyłem.
Któż to może być?...

Harry uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłam uśmiech. Dopiero teraz zobaczyłam w jego oczach zachwyt. A potem..... Potem to...... Właściwie to nawet nie wiem jak to się stało, ale juz po chwili znalazłam się w jego ramionach. Objął mnie w talii i szepnął:
-Jak dobrze znów cię widzieć Sissi.
-Ciebie też Harry.
Takie zwykłe, przyjacielskie powitanie.

Nagle ktoś chrząknął. Przypomniałam sobie że nie jesteśmy tu sami (szkoda).
*krzyczy na swoją drugą osobowość* Cicho! Nie odzywaj się! Co to ma niby znaczyć „bo mogłoby dojść do ciekawych zdarzeń”?!

Po chwili pani Weasley powiedziała:
-Harry zanieś kufer do pokoju. Pomoże ci...
Nie dokończyła. Przerwał jej Dumbledore:
-Niech Sissi mu pomoże.
To tak a propos tego nieprzemęczania się.
[A Dumbel znowu kombinuje z becikowym...]


Wiedziałam że Dumbledore zrobił to specjalnie. Byłam tego pewna. Tylko co chciał przez to uzyskać?
Becikowe, mówię przecież.

Podczas moich rozmyślań, wszyscy zdążyli pójść juz do kuchni. Zostaliśmy tylko ja i Harry.
-Nie musisz mi pomagać, jak nie chcesz.-rzekł.
Ale możesz. Bo przecież zdrowy piętnastolatek potrzebuje pomocy od niedożywionej i przemęczonej koleżanki.

-No co ty!-zmusiłam się na uśmiech.-Dlaczego miałabym ci nie pomóc? Przecież jesteśmy przyjaciółmi.
-Tak. Tylko przyjaciółmi.-westchnął cicho Harry.
Przyjaźń z dodatkowymi opcjami przytulenia i patrzenia sobie w oczy.

Spojrzałam na niego zdziwiona. O co mu chodziło? Dlaczego tak powiedział i westchnął?
Niedomyślność bohaterek jest powalająca. Zwłaszcza gdy aŁtorki robią tak czytelne aluzje, że właściwie trudno je już nazwać aluzjami.

Staliśmy chwilę, która wydawała się wiecznością. W końcu Harry podszedł do kufra i chwycił go za jedna rączkę, a ja za drugą. Zaczęliśmy iść po schodach.
A tymczasem dorośli czarodzieje, którzy mogliby użyć zaklęcia Locomotor kufer, pysznie się bawili, obstawiając, kiedy Sissi i Harry się wreszcie pocałują.

Weszliśmy do pokoju. Nagle potknęłam się o książki leżące na podłodze i wpadłam na Harrego zwalając go z nóg.
Książki wprowadzają tu jakiś dysonans. Lepsza byłaby skórka od banana. Trzymajmy się konwencji. Kurczowo.

Cały czas Harry patrzył mi w oczy nieodgadniętym wzrokiem.
Jeśli ktoś odgadnie wzrok Harry’ego, niech napisze w komentarzu.

Moje serce znów zaczęło mocniej bic. Nasze twarze zaczęły się przybliżać do siebie.....
I teraz coś im przeszkodzi.

Nagle drzwi się otworzyły.
-Sissi czy mogłabyś mi po.....-zaczęła wchodząc Hermi.-O przepraszam nie wiedziałam że jesteście zajęci.
Pozostali wysłali ją z delegacją, aby sprawdziła, kto wygrał zakład. Ron, który obstawiał „do pięciu minut”, zaczynał już okazywać zniecierpliwienie.

Wyrwałam się z objęć Harrego i wybiegłam z pokoju. Pobiegłam do siebie i wyszłam na balkon. Było juz dosyć późno i na dworze panował chłód. Nie zwarzałam na niego.
Nie potrafiła doprowadzić się do stanu wrzenia.

Czułam jakbym płonęła. Dopiero teraz zaczęłam zastanawiać się co by się stało, gdyby Hermi nie weszła. Czy Harry chciał....... mnie pocałować?
Nie, on chciał tylko sprawdzić smak jej błyszczyku.

Nie to po prostu absurdalne. Ale może......
-O czym tak rozmyślasz?- wyrwał mnie z zamyślenia głos Syriusza.
Syriusz też zaczął się niepokoić. Założył się, że Sissi i Harry pocałują się w ciągu kwadransa.

Syriusz uśmiechnął się do mnie.
-Chodź pokażę ci coś.
Poszłam za nim na strych, a tam był.....
-Dziobek!-krzyknęłam i podbiegłam do niego.
Poznał mnie i pozwolił mi się pogłaskać.
Bez kłaniania się i innych ceregieli. Specjalnie dla Marysi.

-Staram się dbać o niego jak najlepiej. Trzymam go tu od kiedy ty, Hermiona i Harry uratowaliście nas.
Trzymanie hipogryfa na strychu bez wątpienia wskazuje na troskę i czułość opiekuna.

Na imię, wiadomo kogo zesztywniałam.
Przez moment myślałam, że to Voldi tak działa na kobiety.

-Wiesz twoja matka była w Hogwarcie w naszej paczce. Przez jakiś czas nawet byliśmy ze sobą, a potem.....
*tworzy projekt ustawy* ”Kto dokonuje gwałtu na kanonie, podlega karze pozbawienia dostępu do internetu do lat trzech.”

Spojrzałam na niego. W jego czach były łzy.
-A potem...- kontynuował.- Potem pojawił się jakiś Tom.
”Starszy o trzydzieści cztery lata, bez nosa, wąskie źrenice... Nie miałem z nim szans.”

Po chwili Syriusz dodał:
-Nie powinienem innych obwiniać. To wszystko moja wina. Wtedy myślałem że będę mieć każdą. I to był największy błąd mojego życia.
”Zrozumiałem to przy pani Zosi z trzeciego piętra.”

-Pamiętaj że miłość jest w życiu najważniejsza.-dodał.- Chodźmy na kolację.
Jakie to... metaforyczne.

Nigdy nie widziałam Syriusza w takim nastroju. Czy on.... Niemożliwe. A może? Czy on był zakochany w mojej matce?! I nadal ją kocha?
Tylko nie mówcie, że jej matka ma na imię Dorcas...

Nie miałam czasu na dłuższe rozmyślania bo doszłam do jadalni. Moje myśli była zajęte czymś innym. A raczej kimś. Harrym. Nie było go jeszcze na dole. Wogóle nie było tam dużo osób.
Właściwie to nikogo nie było.

Tylko Tonks, Lupin, Hermiona i Ginny. Hermi opowiadała im o czymś. Gdy tylko mnie zobaczyła, umilkła, a wszyscy wpatrywali się we mnie, uśmiechając się. O co im chodziło?
O zakład. Tonks i Lupin stwierdzili, że Harry i Sissi pocałują się jeszcze tego wieczora, a Ginny, że zdążą przed końcem następnej notki.

Nie mam pojęcia. Jak ktoś wie niech napisze.
W komciach. AŁtorka wybierze najbardziej obrazową propozycję.

Usiadłam przy stole. Naprzeciw mnie Hermi, a obok Ginny. Cały czas wpatrywały się we mnie.
Pewnie była pobrudzona.

Po jakimś czasie wszystkie miejsca oprócz dwóch, były zajęte. Jedno było wolne koło mnie, a drugie koło Hermiony.
-Ron, Harry schodźcie na kolacje! - krzyknęła pani Weasley.
Zaraziłam się jasnowidzeniem od pani Cake czy co? Zaczęłam mieć wizje...

Żeby to Ron usiadł koło mnie.-myślałam gorączkowo.
Ale moje życzenia nigdy się nie spełniają i obok mnie usiadł Harry.
Zgadnijcie, kto to przewidział?

Podczas kolacji większość obecnych rozmawiała na zebrane różne tematy.
Stan angielskiej gospodarki, sens życia i tym podobne.

Hermiona i Ginny robiły mi cały czas aluzje o miłości.
A na polski to jak będzie?

Po jakimś czasie ktoś kopnął mnie pod stołem. Podniosłam wzrok. No tak Hermi. Spojrzała wymownie na Harrego. Ja tez na niego spojrzałam mimo iż nie chciałam.
Gry i zabawy w kwaterze głównej Zakonu Feniksa.

Ron cały czas coś do niego mówił, ale on nie słuchał. Patrzył w jakiś punkt zamyślony. Na jego twarzy malował się smutek. odwróciłam głowę. Wiedziałam że on tez o tym myśli. O tym co się stało.....
I wymagało większej liczby kropek niż ustawa przewiduje.

Od aŁtorki:Ostatnią notke mozna tak skomentowac. NIE MOŻECIE MI WYBACZYC ŻE SIĘ NIE POCAŁOWALI! Kilka osób pisało do mnie z pretensjami na gg. Ale cóż. Mogę wam obiecac, że.............. zrobię to jeszcze nie raz!!!!!! :P
*evil laugh*

Od aŁtorki: PS. Jak uważacie z kim powinna byc Sissi?
Z Moodym. Bezwzględnie.

Przez kilka dni nic ciekawego się nie wydarzyło. Harry zachowywał się jak dawniej. Znów byliśmy przyjaciółmi. Hermi i Ginny przestały robić mi aluzje o miłości. Chyba stwierdziły że nic z tego nie wyjdzie.
Zakład padł, pieniądze z puli przeszły na następny raz.

Ogólnie, wszystko wróciło do normy.
Dla ustalonej wartości słowa „norma”.

Dziś wstałam wcześniej, gdyż członkowie Zakonu Feniksa chcieli nam coś powiedzieć.
Śniadanie było wcześniej niż zwykle, a po nim wszyscy zebrali się przy stole. Przyszedł nawet Dumbledore, który zaczął mówić:
- Wiecie, prawda, że nasza matka Anglia boryka się z problemem niskiego przyrostu naturalnego... Więc może byście się pospieszyli, bo niektórzy z nas bardzo liczą na becikowe...

-Jak już zapewne wiecie, Zakon Feniksa ma za zadanie walczyć z Voldemortem, a jego członkowie mają różne misje związane z powstrzymywaniem go...
Podkładanie nogi, te sprawy.

-Ponieważ zaistniała bardzo poważna sytuacja. Potrzebujemy informacji, ale żaden z członków nie ma czasu by je znaleźć. Chcemy więc was poprosić o pomoc.
Bo banda nastolatków najlepiej sobie poradzi z najpotężniejszym czarnoksiężnikiem wszech czasów...

-Dowiedzieliśmy się, że Voldemort planuję odnaleźć swoją córkę i...
WSZYSTKIE?!

-On ma córkę?!-krzyknął Harry, a mnie zrobiło się słabo. Oni nie mogą się dowiedzieć że to ja.-pomyślałam.
Spokojnie, może natrafią którąś z tysięcy pozostałych.

-Tak. Voldemort ma córkę. Dla nas też było to zaskoczeniem. Voldemort chce ja przeciągnąć na ich stronę.
Wiecie co? Na miejscu Voldiego, gdybym nie miała planu, zapytałabym Dumbledore’a.

Więc musimy ją odnaleźć zanim śmierciożercy to zrobią, by pomogła nam z nimi walczyć. Problemem jest to, że prawie nic o niej nie wiemy. Tylko to że ma piętnaście lat.
Sissi powali wszystkich śmiercioćerców jednym machnięciem różdżki.

-Mamy znaleźć o niej informacje, tak?-spytała Hermi.
-Dokładnie tak. Podejmiecie się tego?
-Jasne, ze tak!-odparli wszyscy chórem oprócz mnie.
Zacznijcie szukac od naszej-klasy.

Dumbledore przyjrzał mi się.
-Sissi możemy porozmawiać na osobności?-spytał.
No ładnie...

-Sissi czy ty wiesz coś o córce Voldemorta?
A o której z nich mówimy?

-Sissi, nie będę cię zmuszał do mówienia, ale to mogłoby uratować życie Harremu. Przemyśl to.-odparł Dumbledore i odszedł.
Gatunek musi trwać!

Weszłam do pokoju i zobaczyłam Rona, Hermionę, Freda, Georga, Ginny i Harrego.
Czyżby ustalali nowy zakład?

-Czego chciał od ciebie Dumbledore?-spytał Ron.
-Niczego.- odparłam, unikając wzroku Harrego.
Słowo „becikowe” zawisło w powietrzu.

Ron nie dokończył. Na jego twarzy pojawiło się przerażenie. Tak samo jak u innych. Wiedziałam że moje włosy zaczęły falować, jakby zerwał się silny wiatr.
Meduza!!!

Wszystkie meble, unosiły się w powietrzu i wirowały dookoła mnie.
Huragan „Mary Sue”.

Z góry spadały odłamki sufity, a podłoga trzęsła się i pękała tworząc jakby przepaście.
W rzeczywistości było to awaryjne zejście do pokoju niżej.

Wszyscy rzucili się do ucieczki (Harrego siła wyciągnęli z pokoju) i po chwili tylko ja byłam w pokoju.
Wszyscy zostawili Sissi z nadzieją, że jakiś większy odłamek sufitu trafi ją w głowę.

Wszystko wróciło do normy i wyglądało jakby nic się nie stało.
Błyskawiczna ekipa remontowa.

-Dlaczego jestem jego córką? Dlaczego? -myślałam.
To tak: kiedy mężczyzna i kobieta...

Leżałam tak długo. Nikt nie zajrzał do mojego pokoju, pewnie się bali.
Nie, to na wypadek gdyby ten odłamek trafił ją nie dość mocno.

Nagle poczułam że ktoś obejmuje mnie w talii......
Moc sześciokropka. I nikt nie wie, kto to jest...

Od aŁtorki:Następna notka w poniedziałek. No chyba ze będzie mniej niż 10 komenatrzy, to nie bedzie. Niedługo wstawie portret Sissi.
Ktoś tu się chyba dorwał do poradnika i nadrabia zaległości.

Ze strachu machnęłam rękami i tajemnicza postac przeleciała przez pokój i uderzyła w ścianę.
-Jeśli chcesz, żebym wyszedł wystarczy powiedzieć.-usłyszałam głos harrego.
Ale ona chciała, żeby on uderzył w ścianę.

Pomogłam mu wstac i powiedziałam:
-Przepraszam. Po prostu przypomniało mi się jak Matt....
Zamilkłam. Nie potrafiłam tego powiedzieć.
-Jaki Matt?-spytał Harry.
Harry dowiedział się, że ma konkurencję.

W jego głosie było pełno gniwu.
Głos zaczął gnić. Pozieleniał.

-On próbował.... próbował mnie... zgwałcic.-powiedziałam cicho.
Zapadło milczenie, które przerwał Harry:
-Pożałuje tego.
Już pożałował, prawdę mówiąc, ale po co psuć dobre wystąpienie Harry’emu...

Uśmiechnęłam się do niego, a on ponownie mnie przytulił. Siedzielismy tak długo. Przy nim czułam się bezpieczna i szcześliwa. Po jakimś czasie dopadło mnie ogromne zmeczenie i zasnęłam w jego ramionach...
Zaczyna się robić ciekawie...

Od aŁtorki: Ta notka z dedykacja dla Sophie z bloga Pamiętnik Rona. Wchodźcie klikajac na tytuł. Teraz notki będa z dedykacją.
Byle z linkami! *złowieszczy uśmiech*

Następnego dnia obudziłam się koło ósmej. Poczułam czyjeś ręce na mojej talii.
*liczy cicho na powtórkę z rzucania o ściany*

Obróciłam się i ujrzałam Harrego. Spał.
-Co on tu robi?--zastanawiałam się.
Śpi.

Szczerze mówiąc, byłam trochę przerażona. Nie wiedziałam co się stało. Myślałam gorączkowo i w końcu przypomniałam sobie wczorajsza rozmowę. Uśmiechnęłam się. Wiedziałam że miedzy nami do niczego nie doszło.
A pamiętała to, co było PO rozmowie?...

Nagle drzwi się otworzyły.
-Sissi pomóż nam szukać Har..... -zaczął Ron, który wszedł pierwszy.
Zaczęli go szukać dopiero rano. Dumbledore ich uprzedził, żeby nie przeszkadzali czy co?

W końcu delikatnie zdjęłam ręce Harrego z mojej talii, który nadal spał i wyszłam razem z nimi z pokoju.
A Harry śpi snem sprawiedliwego, nie wiedząc, że właśnie posądzają go o uwiedzenie córki jego największego wroga...

-No bo szukaliśmy harrego, bo przez cała noc go w pokoju nie było i zaczęliśmy się martwić.-odparł Ron, a ja się zaczerwieniłam.
Gdyby wrócił o czwartej nad ranem, zalany w trupa, śpiewając piosenkę o jeżu, byłoby to całkiem normalne...

-Czy wy TO robiliście?-spytał Ron.
-Przestań.-syknęła Ginny.- To ich sprawą.
I Dumbledore’a. Gang działa.

Rozbawili mnie tą sytuacja.
-Nie. Co wam przeszło do głowy.
”My właśnie... ćwiczyliśmy skomplikowane pozycje jogi...”

-O patrzcie. Śpiąca Królewna wstała.-rzekł Ron patrząc w stronę schodów.
Spojrzeliśmy tam. Stał tam Harry. Słowa Rona wywołały w nas niepohamowany wybuch śmiechu.
Humor z górnej półki, panowie i panie. Zaraz powinny być jakieś dwuznaczne aluzje do Roszpunki...

-Zamknij się Ron.-warknął Harry lub jak kto woli Śpiąca Królewna.
*parsk*

-Dobra, dobra. Zjedź śniadanie chyba że czekasz na służbę Królewno.-zażartował Ron.
Królowo, nie palcami...

Harry rzucił się na niego, ale Ron uciekł.
Nie wiem czy go złapał, gdyż udałam się do pokoju.
Wyszła w momencie, w którym Harry leciał na Rona w zwolnionym tempie.

Wzięłam długa kąpiel i zmieniłam ubranie. Zrobiłam starannie makijaż i zeszłam na dół.
Oczywiście...

Nikogo tam nie było. Postanowiłam zarzec do pokoju Rona i Harrego.
Zarzekała się później, że nic zdrożnego nie miała na myśli...

Byłam pewna że tam będą i nie myliłam się. Idąc tam usłyszałam głosy. Juz miałam otworzysz drzwi gdy usłyszałam
-..... nic do mnie nie czuje.-rzekł Harry.
”Inaczej do czegoś by doszło, a my tylko spaliśmy przytuleni do siebie...”

-Ja twierdze inaczej. A wogóle powinieneś jej powiedzieć, że ją kochasz.-rzekła Ginny.
Gdy to usłyszałam, chciałam stamtąd uciec. Dowiedziałam się, że Harry kocha inną.
”Jak można pokochać takiego potwora?”

Myślałam że serce mi pęknie, ale chciałam się dowiedzieć kto jest tą szczęściarą.
”No wiesz... Ty jesteś jakby ogrzycą...”

-Ginny ma rację.-poparła ją Hermi.-Musisz jej powiedzieć, że ja kochasz.
-A niby jak mam to zrobić? Podejść i powiedzieć „Kocham Cię”?!
Całkiem sprytny sposób, jakby mnie kto pytał...

-Harry przestań narzekać. Musisz jej powiedzieć. Pójdź do....
Och! Co za napięcie! *włącza woltomierz*

Od aŁtorki: Nie wiem jak to robicie, ale wiecie co bedzie dalej.
KWIK!!!

-Pójdź do Sissi. Ona i tak pewnie wie, przecież wysłałeś jej różę i prawie pocałowałeś.-rzekła Hermi.
Boże, skąd ja znam to imię. Jak dorwę ją to pożałuje! -myślałam.
*rotfl* Jeżu, czy aŁtorka postawiła sobie za cel zrobić z Sissi jak największą idiotkę?

-Wysłał jej różę i ją pocałował prawie!!! Jak ja ... Chwila! Przecież ja dostałam różę, mnie Harry (chyba) chciał pocałować i ja mam na imię Sissi! Czy to znaczy że ..... Harry mnie kocha??!!??!!??!!
Nie, to pewnie tylko taki zbieg okoliczności...

Moje serce zabiło bardzo szybko. A moze jednak to nie o mnie chodzi? Może o jakąś inną dziewczynę o imieniu Sissi?
That’s what I’ve just said.

-Ona teraz jest w swoim pokoju.-usłyszałam głos Hermi.-Idź do niej.
Więc może jednak? Ale jeśli nie?
Myślę, że w kwaterze Zakonu jest przynajmniej pięć pokoi, w których ukrywają dziewczyny o imieniu Sissi...

-Ja nie mogę do niej iść. Ona i tak nic do mnie nie czuję i na pewno mnie wyśmieje
-Harry przestań! Co ci szkodzi spróbować. Myślisz że Sissi Petter by cię wyśmiała? Ona taka nie jest!
... a 60% z nich ma na nazwisko Petter.

Chciałam tam wejść i rzucić się Harremu na szyję i pocałować, ale ..... postanowiłam udawać że nic nie wiem. Bałam się wejść, żeby nie poznali po mnie że to słyszałam.
Zawahałam się, uspokoiłam się i weszłam do środka.
Jeśli są tak domyślni, jak Sissi, to nawet im to nie przyjdzie do głowy.

-Czy cały czas czekaliście wpatrując się w drzwi aż przyjdę? Czy też robiliście coś lub rozmawialiście o czymś?-spytałam.
- Tak, właśnie omawialiśmy wpływ dziewiętnastowiecznej architektury na nowoczesne zdobnictwo budynków.

-Czy ty słyszałaś naszą rozmowę?-przeląkł się Harry.
-Nie.-skłamałam (Harry odetchnął).
Głupota rozszerzyła się na Harry’ego. Wiecie, wiele jest chorób, które zarażają poprzez wspólne spanie...

-A takie różne. O Hogwarcie i o takich różnych.-Harry zaczął się plątać.
Właśnie mówię, że o architekturze.

-I czekaliśmy aż przyjdziesz, żeby porozmawiać o córce Sami-Wiecie-Kogo.-wybawiła Harrego z kłopotu Hermi, wpędzając mnie w zakłopotanie.
Przy użyciu bata.

-To gdzie będziemy szukać informacji?
-No na przykład.... jeszcze nie wiem.-wyznała Hermi.-Ale możemy zawsze poszukać w książkach.
Telefonicznej na przykład.

-O nie! Tylko nie to!-jęknął Ron-Wakacje z książkami! Nie ma mowy!
-Ron! Jak możesz! To moze uratować życie Harremu!-krzyknęła Hermiona.
Bez przesadyzmu, chciałoby się rzec.

Wszyscy umilkli. Zrozumieliśmy jakie mroczne czasy nastały.
Słońce zgasło.

A to wszystko przez mojego ojca.:/
Powinna mu nawrzucać :\

Przez chwilę zastanawiałam się czy nie powiedzieć im prawdy, ale właśnie usłyszałam że Harry mnie kocha i ..... przez to mogłabym go stracić!!!
A jak im nie powiesz, to on umrze i też go stracisz. *rozsiada się wygodniej na krześle* Uwielbiam konflikty wewnetrzne.

-O czym tak myślisz?-wyrwał mnie z zamyślenia głos Freda.
Ponieważ jako jedyna wykazywała objawy myślenia, nie można było tego zlekceważyć.

-Ja się zastanawiałam....... od czego powinniśmy zacząć.
-Ale nie dzisiaj. Chodźmy nad jezioro i popływajmy!-rzekł Ron.
Zgodziliśmy się, bo niby co mieliśmy zrobić?
No właśnie. Najwyżej Harry zginie. Co z tego?

Mieliśmy iść się przebrać, kiedy usłyszeliśmy grzmot i zaczął padać obfity deszcz.
-Nie!-jęknął Ron.
- Właśnie teraz?! - jęknął Sid, odrzucając na bok Buzza przywiązanego do petardy.

Teraz nie było mowy aby pójść nad jezioro. Musieliśmy zostać w domu.
Bo mroczne czasy nastały...

Zebraliśmy wszystkie książki i udaliśmy się do salonu. Każdy miał którąś przejrzeć.
”Myślicie, że będzie coś w Potwornej księdze potworów?”

Księgi były grube, więc zaczęły się narzekania. Lecz juz po chwili wszyscy uważnie czytali kartkę po kartce.
”Wojny goblinów w dwunastym wieku... Wojny goblinów w trzynastym wieku...”

Gdy przeczytałam jakieś 30 stron.
Jeśli ja przetrwam tę analizę.
Usłyszałam ogromny huk. Rozejrzałam się, wszyscy nadal czytali.
Jaka determinacja...

Jakieś jaskrawe światło otoczyło mnie i zaczęło we mnie wnikać.
Którędy?

Zrobiło mi się duszno.. Myślałam że zaraz zemdleje, gdy chyba uderzył we mnie piorun, albo cos innego. Nie wiem co to było.
*z niewinną miną chowa za siebie wiatrówkę*

Przypomniałam sobie, że kiedyś zdarzyło mi się cos podobnego, a potem mogłam zamrażać ludzi, zwierzęta i przedmioty.
Kupiła lodówkę?

Jakieś przeczucie kazało mi wyciągnąć ręce nad książką. Zrobiłam tak i kartki zaczęły się same przewracać.
Dostała moc przewracania kartek!!!

Czułam na sobie wzrok wszystkich, mimo że miałam zamknięte oczy i myślałam intensywnie o potrzebnych informacjach.
Google.pl

Nagle kartki się zatrzymały. Otworzyłam oczy. Super. / Znalazło coś.
Moc wyszukiwarki.

Był tam rozdział pt. „Ten którego Imienia nie Wolno Wymawiać (Książka pt. „Najokrutniejsi czarodzieje”).
Tak to jest, jak się nie umie używać spisu tresci...

Dziwne że coś napisali o nim.
Powinni spuścić zasłonę milczenia.

Kilka zdań na tej stronie pobłyskiwało. Przeczytałam je głośno, modląc się żeby nie było podanego nazwiska:
Bo nikt nie wie, że Voldemort to Tom Riddle...

-”Sami Wiecie Kto związał się z czarownica o wielkiej mocy.
No ba... Bo jak inaczej?

Jednak była ona jego przeciwieństwem.
Brzydziła się złem i okrucieństwem. Dlatego przespała się z Voldim.

Chciał mieć godnego następcę, lecz urodziła się dziewczynka. Sami Wiecie Kto prawdopodobnie zabił matkę, a o córce ślad zaginął.
Jak donosi Pudelek.

Według przepowiedni będzie dysponowała mocą wielką i nikt nie dorówna jej w magii.
*opracowuje kontrowersyjną teorię, że Mary Sue były jeszcze przed Chuckiem Norrisem*

Od niej będzie zależało kto wygra decydującą walkę dobra ze złem.”
A Harry to tylko na pokaz, tak?

W salonie panowała cisza. Wszyscy to zrozumieli, a ja najlepiej. To ode mnie będzie zależeć czy Harry przeżyje.
E tam, on tylko firmuje swoją twarzą całą akcję.

Zaczęłam tak przeszukiwać każda księgę. Było ich tak dużo że skończyłam dopiero po 20 minutach.
Łe, słabizna. Jednak wolę Google.

Nie było jednak prawie żadnych informacji. Tylko jeszcze jedno zdanie:
„ Córka Tego którego Imienia nie Wolno Wymawiać posiądzie największa moc we wszechświecie.”
Radioaktywne skażenie marysueizmem. Za uszkodzenia cielesne i duchowe nie odpowiadamy.

Więcej informacji (na szczęście)nie było. Gdy chciałam wstać upadłam na podłogę. Byłam strasznie zmęczona i nie potrafiłam się podnieść.
Weźmy całą energię potrzebną do przejrzenia stosu książek i skondensujmy w 20 minut... *z nadzieją patrzy, czy Sissi wyzionie ducha*

-Nic tylko osłabłam przez to szukanie.-powiedziałam słabo.
Słabości, twe imię kobieta...

Harry podniósł mnie i zaniósł na rękach do mojego pokoju(mimo moich protestów i zapewnień że sama sobie poradzę).Położył mnie na łóżku. Spojrzałam mu w oczy i wyszeptałam:
-Dziękuję ci Harry.
Coś chyba nie protestowała z przekonaniem...

Straciłam świadomość......
Na zawsze?

-Zostawiliśmy ci śniadanie, tylko jedź szybko bo idziemy nad jezioro.-dodał Ron.
Tak, niech jedzie. Proponuję drugą prędkość kosmiczną.

-Powiedzieliśmy mu co znaleźliśmy. Sttwierdził, że niebezpieczeństwo jest jeszcze wieksze niż przypuszczał.
Oj tak. Ta cała moc w marysueistycznych łapkach z tipsami...

Poszłam do pokoju. Założyłam swoje niebieskie bikini, a na nie niebieską sukienkę.
Opis stroju. Nieodzowny.

Przejrzałam się w lustrze. Wyglądałam jak nimfa wodna.
Blado?

Zadowolona zeszłam na dół. W holu stał tylko Harry. Gdy mnie zobaczył chyba zaniemówił. Dopiero po chwili powiedział:
-Sissi. Wyglądasz.... po prostu pięknie.
Awwwwww...

Poczułam że złapał mnie za rękę. Spojrzałam na niego. Patrzelismy sobie w oczy przez kilkanascie sekund.
Z zegarkiem w ręku.

Na schodach stali Ron i Hermi zaskoczeni szytuacją którą zobaczyli.
Scena z poprzedniego poranka ulotniła im się z pamięci...

Wyszlismy z domu i ruszylismy w strone lasu. Przez całą droge wszyscy milczeli i kazdy czuł na pewno ze pozostali także myślą o tym co zdarzyło sie przed chwilą.
Ukułam nowe pojęcie: marysuecentryzm. Wszyscy myślą o niej, niezależnie od pory dnia i tego, czy Harry jest w niebezpieczeństwie.

Dotarlismy do lasu, ale jezioro było położne jeszcze dalej.
Ginekologiczne jezioro...

W lesie było po prostu pieknie. To był magiczny las, ale nie taki jak w Hogwarcie.
Tutaj drzewa chodziły, a ptaki rozwiązywały zadania z przestrzeni wektorowej.

Był rozświetlony promieniami słonecznymi i zamieszkiwały go piekne zwierzeta. Nagle jakiś kolorowy ptak usiadł mi na ramieniu i towarzyszył nam aż do jeziora.
Zwierzęta przybywające, aby Marysia Zuzanna mogła je pogłaskać... Rozpisuję konkurs na nazwę tego syndromu.

Jezioro było cudowne. Jego widok zapierał dech w piersiach. Tafla wodna błyszczała, a woda rozpryskiwała się spadając z dwóch niezbyt duzych wodospadów. Na plazy był złocisty piasek, a dookoła jakieś egzotyczne drzewa.
Cały czas jesteśmy w brudnym, mglistym Londynie.

Całośc krajobrazu wygladała jak z jakiejś bajki.
Z blogaska raczej.

-No dobra. Chodźmy popływac.-rzekł radosnie Ron i juz po chwili był w wodzie.
Dołaczył do niego Harry. Zdjęłam sukienke i tez weszłam do wody. Hermi uczyniła to samo. Ron wpatrywał sie w nia z zachwytem. Natomiast Harry nie odrywał wzroku ode mnie.
Jak to się wszystko ładnie złożyło, popatrzcie...

-Przepłyniemy jezioro?-spytał Harry.
Przytaknęłam. Płynelismy koło siebie rozmawiając.
I nie odczuwając absolutnie żadnego zmęczenia czy innej niedogodności.

Nagle Harry podpłynał do mnie i objął mnie w talii. Nasze ciała zetknęły sie pod wodą. Wplotłam ręcę w jego mokre włosy.
- Ał, to boli, wariatko - zawołał Harry.

Zorientowałam się co zrobiłam i szybko wyrwałam się z objęć.
Wyrywając Harry’emu połowę włosów.

Zaczęłam płynąc w stronę brzegu. Wtedy usłyszałam śpiew ptaka. Był on dziwny jakby przed czymś ostrzegał.
”Uwaga, Mary Sue płynie w naszą stronę!”

Nagle cos wciągnęło mnie pod wodę.
Kraken!

Usłyszałam jeszcze krzyk Hermiony i straciłam na kilka sekund świadomość. Zorientowałam się że jestem pod wodą i co dziwne.... mogłam oddychać!
Co za idiota wepchnął jej do gardła skrzeloziele?



Wolfkiller (10.09.2010, 21:48)
brak www
Nagle jakiś kolorowy ptak usiadł mi na ramieniu i towarzyszył nam aż do jeziora.
Zwierzęta przybywające, aby Marysia Zuzanna mogła je pogłaskać... Rozpisuję konkurs na nazwę tego syndromu. - SYNDROM KRÓLEWNY ŚNIEŻKI. Mary Sue zawłaszczyła nawet moce księżniczki Disneya.

Miszel (16.11.2008, 19:51)
brak www
Czytałam tą analizę chyba z godzinę.
I przez całą godzinę kwiczałam XD
Jedna minuta śmiechu to dla organizmu tyle co 45 minut intensywnych ćwiczeń (podobno xD).
No to nawet nie chce mi się liczyć, ile minut ćwiczeń właśnie odklepałam XD
Po prostu genialne. Świetne. Kwikogenne.
Ave!

Goma (14.11.2008, 22:55)
brak www
"Cicho, cicho, cicho!" - tylko to słyszałam cały wieczór w odpowiedzi na moje wzruszenie tekstem. To było n i e s a m o w i t e! Będę wierną czytelniczką po wsze czasy. Już sobie wyobrażam pannę S. z długą białą brodą jako nieodzownym rekwizytem, i Szalonookiego walczącego o nią z Harrym ^^

Niech moc sześciokropka będzie z Wami!

Maladie (14.11.2008, 21:05)
brak www
Kwik! Sissi bystrością umysłu przebija wszystkich. I dopatrzyłam się małego błędu:

Kiedyś tak dobrze się dogadywaliśmy,a w czwartej klasie coś się między nami chyba popsuło.
Może fakt, że Harry całował się w tym czasie z Cho...

Z tego co pamiętam, całowali się w piątej klasie...

Co do Mary Sue i magii bezkijkowej: skrzaty domowe też nie potrzebują różdżek. Czyżby Marysie Zuzanny były brakującym ogniwem ewolucji?

Mrohny (14.11.2008, 20:11)
brak www
Awwwww, że tak się wyrażę xD

Wszystkie meble, unosiły się w powietrzu i wirowały dookoła mnie.
Huragan „Mary Sue”.
[Tu poległem po raz pierwszy.]

-Dobra, dobra. Zjedź śniadanie chyba że czekasz na służbę Królewno.-zażartował Ron.
Królowo, nie palcami...
[niekontrolowane ukwikanie]

Jakieś przeczucie kazało mi wyciągnąć ręce nad książką. Zrobiłam tak i kartki zaczęły się same przewracać.
Dostała moc przewracania kartek!!!
[też chcę *___*]

Chciał mieć godnego następcę, lecz urodziła się dziewczynka. Sami Wiecie Kto prawdopodobnie zabił matkę, a o córce ślad zaginął.
Jak donosi Pudelek.
[Nieee. Puduelek dopisałby jeszcze jakiś yntelygentny żart ^]

Wyszlismy z domu i ruszylismy w strone lasu. Przez całą droge wszyscy milczeli i kazdy czuł na pewno ze pozostali także myślą o tym co zdarzyło sie przed chwilą.
Ukułam nowe pojęcie: marysuecentryzm. Wszyscy myślą o niej, niezależnie od pory dnia i tego, czy Harry jest w niebezpieczeństwie.
[genialność!]

Był rozświetlony promieniami słonecznymi i zamieszkiwały go piekne zwierzeta. Nagle jakiś kolorowy ptak usiadł mi na ramieniu i towarzyszył nam aż do jeziora.
Zwierzęta przybywające, aby Marysia Zuzanna mogła je pogłaskać... Rozpisuję konkurs na nazwę tego syndromu.
[może maryzoosuizm? Taka skromna propozycja *zawstydzony*]

Gaguh (14.11.2008, 14:45)
brak www
Znów szyderstwo genialne!:)
Uwwwwielbiam tu zaglądać.

No i czekam na ciąg dalszy oraz oczywiście kwadraturę koła;)

Morga (14.11.2008, 12:59)
brak www
Ogólnie rzecz pojmując kwikałam, prychałam, charkałam co mniej więcej 30 sekund (z zegarkiem w ręce!).
Jak myślicie dlaczego?
Haa, ta zagadka jest godna aŁtoreczki ]:->
Mam zadatki na pisanie blogusia:D

Analiza Borska! Płacz i lament to za mało by wyrazić me wzruszenie i podziw dla ludu który raczy mnie takimi dziełami:)

BlondHairedHippie (14.11.2008, 00:34)
brak www
Niedowartościowane, nastoletnie dziecię, o poziomie inteligencji zdecydowanie poniżej poziomu wód gruntowych w woj. łódzkim, o wielkich ambicjach i bogatej wyobraźni. Literacki nobel murowany...

A szydera rewalacyjna, przy drugiej prędkoścki kosmicznej się popłakałam xD

atha (13.11.2008, 23:27)
brak www
O borze najzieleńszy, Chmielewska ^^. *wzruszona*

InsanityInside (13.11.2008, 22:13)
brak www
"_muszę zachowywać się normalnie. Musze zachowywać się..... Nie dam rady.-myœlałam schodzšc." - To zdanie właœciwie podsumowuje całoœć tego dzieła.

Ech, te córki Voldemorta...

"-PójdŸ do Sissi. Ona i tak pewnie wie, przecież wysłałeœ jej różę i prawie pocałowałeœ.-rzekła Hermi.
Boże, skšd ja znam to imię. Jak dorwę jš to pożałuje! -myœlałam." - A w tym miejscu zeszłam. Na zakwik.

"Myœlę, że w kwaterze Zakonu jest przynajmniej pięć pokoi, w których ukrywajš dziewczyny o imieniu Sissi..."
Trzy z nich sš córkami Voldemorta i nadziei.

”Myœlicie, że będzie coœ w Potwornej księdze potworów?”
Warto sprawdzić... O, patrzcie! Strona 24: Mary Sue...

Piękna analiza. Brawo!


Podstrona: *1* / 2